Witam Was wszystkich.Chcec wam opowiedziec moja historie rozpadu mojego zwiazku po mimo iz nadal bardzo go kocham ale niestety dla dobra swego a przede wszystkim dzieci zrobilam porzadek.Znamy sie z mezem 12 lat ,7 lat jestesmy po slubie a wszstko zaczelo sie 5 lat temu,niewiem co mu sie stalo bo gdy sie poznalismy byl naprawde cudownym czlowiekiem ale gdy urodzilosie nasze pierwsze dziecko pomimo zew bylo bardzo planowanym dzieckiem niewiem co mu odbilo w sumie juz jak bylasm w ciazy to wychodzil na imprezy itp ale szla goryczy pszyszla gdy wyjechal zagranice a ja zostalam z dziecmi w polsce bo urodzilam jeszcze jedno dziecko.Wiec tak jak pisalam w polsce zloty nieby rozschodzilismy sie i schodzxilimy gdy po wyjezdzie zagranice zaczal przez tel mnie wyzywac ublizac kontrolowaci tego typu rzeczy myslalam ze oszaleje ,ale po miesiacu zdecydowalismy ze ja dojade a dzieci sciagniemy troszke pozniej i zostana na ten czas z moja mama.Przyjechalam do niego po 2 miesiacach po bytu moj malzonek jak zwykle w zwyczaju nie napil a pozniej pobil mnie do nieprzytomnosci na drugi dzien niepamietal co sie wydarzylo i mnie strasznie przepraszal blagal o przebaczenie i ja glupia mu wybaczylam i zostalam .Awantury mniejsz i wieksze sie powtarzaly ale bylam z nim bo bardzo go kochalalam i chcialam by dzieci mialy tate a po drugie balam sie ze niedam sama sobie rady z dziecmi finansowo.po 4 miesiacach sciagnelimy dzieci niepowiem bo byly fajne chwile ktore bardzo milo wspominam ale wiecej bylo tych niemilych moj malzonek pil coraz wiecej i byl coraz bardziej agresywny dzieci widzialy jak mnie poniza bije pluje na mnie widzialy jak chodze i placze,trwalo to tu gzie mieszkamy teraz dwa lata ,az ktoregos dnia gdy byl pijany i mnie wyzywal a do tego uderzyl niewytrzymalam i wezwalam policje,skonczylo sie na tym ze policja zabrala go do aresztu (zostal wypuszczony na drugi dzien ale ma zakaz zblizania sie do mnie i wchodzenia do naszego wynajmowanego mieszkania),zostalam sama z dziecmi w obcym kraju bez pracy, bez pieniedzy,w wynajmowanym mieszkaniu ale nikt mnie juz niedreczy psychicznie ani fizycznie i nawazniejsze ze dzieci maja spokoj,a jesli chodzi o dalsze moje zycie to zostane tu bo teraz wiem ze mam tu pomoc psychologa wsparcie przyjaciol i wlascicielki mieszkania i ama nadzieje ze w koncu mi sie pouklada bo chce zyc jak normalana kobieta a sprawy finansowe coz wszystko jest na dobrej drodze kochani takze nie ma tego zlego co by na dobre niewyszlo.Zyczcie mi powodzenia:)pozdrawiam
szczesliwa1, dojrzałaś do tej decyzji!!! Gratuluję Ci i życzę spokoju. Nie licz na to, że on się zmieni. Jesteś silną kobietą.
Teraz już tylko lepiej.
Dziewczyno, uciekaj od niego gdzie pieprz rośnie, ratuj siebie i dzieci i zostaw tego damskiego boksera, niech spadnie na samo dno.
Jesteś silna i wiem, że dasz radę. Powodzenia.
Życzę powodzenia i nie daj się już tak traktować...
Pozdrawiam ![]()
Witaj!
Przesłał mi kolega z forum i wiele poradził,może Tobie też pomoże.
E. Herzyk
Mężczyzna za murem
Przeciwieństwa nawzajem się przyciągają. Najczęściej partnerem kobiety uzależnionej od miłości jest mężczyzna trudny, emocjonalnie niedostępny, unikający zaangażowania w związek. Dlaczego tak się dzieje i co z tego wynika? Jak zapobiec dramatom cierpiących z miłości kobiet?
Zwykle oceniamy innych swoją miarą. Kochająca za bardzo kobieta, która poświęca swoje życie dla partnera, nie może zrozumieć jego zachowań. Im bardziej ona dąży do zbliżenia się z nim, tym bardziej on ucieka. A gdy ? nie mogąc więcej znieść braku zaspokojenia swoich potrzeb, bliskości, czułości, troski i szacunku ? rozstaje się z partnerem, jest zasypywana przez niego wyznaniami i dowodami miłości. Wybacza mu zdrady, upokorzenia, wierzy, że nastąpiła w nim cudowna przemiana. Znów przez jakiś czas są szczęśliwi. A potem wszystko wraca do normy. I znów rozstają się po raz kolejny, być może tym razem to on odchodzi - do innej kobiety.
Jest też inny scenariusz dla kobiety kochającej za bardzo ? związek trwa latami, a ona, mimo iż nie czuje się w nim dobrze, kontynuuje go, dając z siebie partnerowi coraz więcej i więcej. W imię miłości, wiecznie czekając na to, że on się wreszcie zmieni.
Toksyczne związki, nie mające nic wspólnego z partnerstwem, opartym na prawdziwej miłości, są pełne niebiańskich rozkoszy i piekielnych męczarni bądź też relacją dwóch mieszkających pod wspólnym dachem zupełnie obcych sobie osób. Związki takie tworzą ludzie emocjonalnie niedojrzali, którzy nie mają kontaktu ze sobą, ze swoim wnętrzem, swoimi uczuciami. To właśnie uniemożliwia im nawiązywanie zdrowych, dojrzałych relacji z innymi. Dojrzałych, czyli opartych na wzajemnej bliskości.
Zimny racjonalista
Kobiety, które czują spełnienie w swoim życiu poprzez znalezienie ?drugiej połówki?, nie potrafią pojąć, że połączenie się z tą ?drugą połówką? napawa kogoś panicznym strachem.
Mężczyzna unikający bliskości za wszelką cenę chce zachować swoją indywidualność i uniknąć brania odpowiedzialności za innych. Zachowuje dystans, jest zamknięty w sobie, buduje wokół siebie mur. Chce być samowystarczalny ? nikogo nie potrzebować, wobec nikogo nie mieć zobowiązań. Jego podstawową strategią życiową jest zapewnienie sobie poczucia bezpieczeństwa, a kontakt z innymi ludźmi jest dla niego niebezpieczny, ponieważ niesie ryzyko zranienia. Cechuje go nieufność w stosunku do ludzi, oschłość, a wszelkie przejawy uczuć skierowane do niego odbiera z zażenowaniem, węsząc podstęp. Sam uczuć wyrażać nie potrafi, co więcej, uważa to za rzecz wstydliwą, kobiecą. Zimny racjonalista, często bardzo rozwinięty intelektualnie, nie ma za grosz empatii. Krzywdzi innych bez poczucia winy - on po prostu nic nie czuje.
Człowiek w masce
Potwór? Nie. Nieszczęśliwy człowiek, który nie zaznał od rodziców dojrzałej miłości w dzieciństwie. Pozbawiony rodzicielskiej troski, jako mały chłopiec nauczył się troszczyć o siebie sam. Często wziął na siebie odpowiedzialność także za szczęście rodziców. Został pozbawiony dziecięcej spontaniczności, wynikającej z poczucia bezpieczeństwa i bycia kochanym takim, jaki jest. Nie nauczył się być po prostu sobą. Karcony za wyrażanie uczuć, zablokował je w sobie. Całkowicie zależny od rodziców, zamknął w swoim wnętrzu złość za wyrządzone przez nich krzywdy, które boleśnie odczuwał jako dziecko. Wykształcił w sobie lęk przed bliskością, bo zobaczył, że otwieranie się przed innymi ma dla niego wyłącznie niekorzystne następstwa.
W życiu dorosłym zraniony chłopiec założył maskę, by inni nigdy nie zobaczyli, co naprawdę czuje. Z czasem sam przestał czuć cokolwiek, a jedynym sposobem jego reakcji na otaczający świat pozostała agresja. Wszystkie inne emocje nauczył się kontrolować, tłumić w zarodku, jako coś dla niego niebezpiecznego, grożącego utratą maski. Agresja stała się dla niego sposobem obrony, gdy ktoś usiłuje mu ją zdjąć.
W poszukiwaniu miłości bezwarunkowej
Mężczyzna unikający bliskości szuka przede wszystkim krótkich, intensywnych, opartych na seksie i romantycznej oprawie związków. Jeśli spotka kobietę, której chodzi o to samo, relacja trwa jakiś czas, aż nawzajem się sobie znudzą. Małżeństwo uważa za przestarzałą instytucję, jest przekonany, że i tak przecież małżonkowie się zdradzają. Naczelną wyznawaną przez niego wartością jest wolność ? nie wyobraża sobie bycia wiernym w związku.
Sytuacja się zmienia, gdy spotyka kobietę, która kocha za bardzo. W mężczyźnie odzywa się nieuświadomiony lęk przed samotnością, potrzeba posiadania czułej i troskliwej opiekunki, którą nigdy dla niego nie była matka. A ona tę rolę znakomicie odgrywa. Często jest od niego starsza, bardziej doświadczona, umiejąca lepiej sobie radzić z życiowymi problemami. Dla niej to idealny partner, bo kobieta, która kocha za bardzo, szuka słabego partnera, aby się móc nim opiekować i poprzez tę opiekę zapewnić sobie jego miłość. Tylko że mężczyzna unikający bliskości tak naprawdę oczekuje od niej miłości bezwarunkowej. Żeby go kochała takim, jaki jest, nie oczekując niczego w zamian - bo on dawać nie potrafi i w dalszym ciągu swoją wolność stawia na pierwszym miejscu. Dopóki kobieta pogrąża się we współuzależnieniu i zaspokaja jego potrzeby ? wszystko gra. Jeśli jednak zacznie wymagać czegoś dla siebie, jeśli nie spodobają się jej jego zachowania, na przykład flirty z innymi kobietami, szastanie pieniędzmi, poświęcanie całego wolnego czasu na uprawianie swojego hobby, grać przestaje. Dochodzi do sprzeczek, kłótni, awantur. On nie ma zamiaru rezygnować ze swojego stylu życia, ona coraz bardziej cierpi, ale nie potrafi się z nim rozstać.
Wielu mężczyzn unikających bliskości tak naprawdę nienawidzi kobiet. Po pierwsze dlatego, bo ich potrzebują dla potwierdzenia własnej męskości. Po drugie, ponieważ nigdy się przed sobą nie przyznają, że to ich zachowanie doprowadziło do rozpadu związku. Odchodząc od partnerki, zyskują potwierdzenie, że wszystkie kobiety są takie same. Zaborcze i godzące w ich wolność.
Oddzielając seks od uczuć, mężczyźni unikający bliskości traktują kobiety jako obiekty służące zaspokajaniu ich pożądania. Gra wstępna, służące intymnemu zbliżeniu, jest dla nich stratą czasu, a po spełnionym akcie najchętniej kobiety jak najszybciej by się pozbyli. Pieszczoty i okazywanie czułości partnerce są im obce, bo zawsze obcy jest ktoś będący tylko obiektem.
Mało, mało
Związek kobiety z mężczyzną unikającym bliskości jest dla niej wiecznym niezaspokojeniem, oczekiwaniem na czuły gest, przytulenie, ciepłe słowa. I dawaniem z siebie wszystkiego, bo jej partner jest ciągle niepewny jej uczuć. Nie mając kontaktu z własnymi emocjami, w głębi duszy uważający się za niewartego miłości, bez przerwy wymaga od niej potwierdzenia. Znajomo brzmią wówczas dla kobiety słowa piosenki Kory Jackowskiej: Oddałam Ci serce, oddałam Ci ciało, odchodzisz i mówisz: mało, mało, mało.
Izolacja emocjonalna, wybuchy agresji, upokorzenia, zaniedbywanie, brak szacunku, egoizm, zdrady, nałogi partnera ? to może wytrzymać tylko kobieta, która kocha za bardzo. Takie toksyczne związki potrafią trwać bardzo długo, albo burzliwie rozpadają się po krótkim czasie. Rany kobiety po rozstaniu z takim partnerem pogłębia niemożliwość zrozumienia, dlaczego ten, którego kochała, tak ją traktował.
Lęk przed?
Paradoksalnie, kobieta, która kocha za bardzo, ma w sobie również lęk przed bliskością. Nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie jej podświadomość zadziałała, gdy wybrała sobie za partnera mężczyznę niedojrzałego, trudnego, zamkniętego w sobie. Często ich relacja zaczęła się od seksu, który utożsamiła z miłością. Dopiero podczas poznawania siebie w gabinecie psychoterapeuty dochodzi do wniosku, że ona też boi się nawiązywania bliskich relacji. Odsłonięcia się przed drugim człowiekiem z obawy przed zranieniem. Dociera do niej, że w związku odgrywała rolę ? rolę kochającej matki, by poprzez poświęcenie zasłużyć na miłość. Powtarzała schemat znany jej z dzieciństwa.
Czy może zdarzyć się cud?
Czy jest jakiś sposób, w jaki kobieta, która związała się z mężczyzną unikającym bliskości, może go zmienić? Tą nadzieją żyje wiele partnerek, wierząc, że ich miłość zdolna jest do dokonania cudów. Odpowiedź jest brutalna, ale im szybciej kobieta skonfrontuje się z prawdą, tym szybciej wyjdzie z toksycznego związku.
Nikt nie ma takiej mocy, by zmienić drugiego człowieka. Mężczyzna unikający bliskości może się zmienić tylko wtedy, gdy sam zechce zdjęć swoją maskę, zdecyduje się na dotarcie do swojego wewnętrznego, wywodzącego się z dzieciństwa bólu. Do swoich zablokowanych uczuć. Wtedy dopiero, poprzez własne cierpienia, uświadomienie sobie krzywd, jakich zaznał od matki i ojca i wyrzucenie z siebie tego, co przez lata trawiło go od środka, jest w stanie emocjonalnie dojrzeć."