Pisze juz w jednym watku, ale moze w ten sposob, wiecej osob przeczyta.
Moja historia zaczela sie prawie 7tyg. temu. Bylam z chlopakiem pol roku, poklocilismy sie i skończyło się tak, że nie będziemy świadkami na ślubie jego siostry. I od tej pory miałam wrażenie, że coś się zmieniło.... Przez kilka dni byly jakies wymuszone smsy lub rozmowy (tak przynajmniej to odbierałam). Postanowiłam nie naciskać. Zadzwonił- rozmawialiśmy prawie godzinę jak gdyby nigdy nic. Na pytanie co się dzieje i co będzie dalej powiedział, ze musi kończyć, bo prowadzi a jest duży ruch (jechał do rodziców za granicę). Powiedziałam żeby się odezwał jak będzie na miejscu. Nie odezwał się.
Minął tydzien, napisalam mu smsa. Odpisal, a pozniej zadzwonil. Od tamtej pory rozmawialiśmy raz w tyg. na Skype po 2-3h. Zdarzyly sie nawet jakies dwa telefony od niego. Mowil, ze wroci, ze sklei mi serce etc. Pytal czy zaczekam. Niby wszystko ok.
Tydzien temu wyslalam mu sms czy bedzie wieczorem na Skype. Nie odpisal. Nastepnego dnia zadzwonilam- odebral i sie rozlaczyl.
Mysle: to chyba po wszystkim, nie wiem co się stalo ale chyba cos jest na rzeczy.
Zaczelam sie ogarniac: spalilam zdjecie, kwiaty. KONIEC. Trzeba patrzec w przyszlosc, koniec myslenia o tym co bylo, ze moze bedzie
tak czy tak. Myslenie wylaczone, glowa do gory, zyje dalej. I rzeczywiscie chyba mi sie udalo: zadnego rozpaczania, spotkania ze znajomymi, swietlana przyszlosc przede mna ![]()
A tu ni z tego ni z owego w poniedzialek dostaje sms co slychac i z tlumaczeniem dlaczego sie nie odzywal (polaczenie rozlaczylo, bo mial grosze na koncie, na Skype nie byl, bo padl internet, wiec jednym slowem byl odciety od swiata- ot, zlosliwosc rzeczy martwych). Nie odpisalam. Dzwoni kilka godzin pozniej, ze wyjezdza do PL. Niespodzianka, mial wracac na poczatku wrzesnia. No, ok. Przekroczyl granice znow zadzwonil. Wczoraj wieczorem znow telefon, ze zatrzymal sie u siostry, bedzie wracal we czwartek do domu (jestesmy z roznych miast).
Nie uslyszalam nigdy, ze to koniec i moze jestem wariatka, ale na zdrowy rozum, jak facet nie chce byc z kims to po cholere
jasna dzwonic, wypytywac o wszystko etc. Mowie mu, ze jade na weekend do Stolicy, a on ze po co- skoro mam urodziny chrzesniaka to lepiej zebym zostala (oczywiscie nie chodzilo o to, ze chrzesniak tylko o to, ze w Wawie impreza i "swieza krew").
Ale nie wie kiedy przyjedzie do mnie, może dotrze w weekend "zobaczymy" (dom zostal pusty, jest trochę spraw do ogarnięcia).
Ustosunkujcie sie jakos, bo nie wiem co o tym sadzic.