Byliśmy ze sobą krótko, bo zaledwie 3 miesiące. Strasznie był we mnie zakochany, swiata poza mną nie widział, chciał się widywać codziennie, miał plany dalekie na przyszłość, powtarzał mi że jestem ta jedyną, że mnie kocha. na początku podchodziłam do niego z dystansem, bo jest ode mnie młodszy ( 3 lata) chociaż jak na swój wiek bardzo dojrzały (taki mi się przynajmniej wydawał), ale w momencie gdy zaczęło mi zależeć coś się wypaliło. Mieliśmy kilka gorszych dni, po czym stwierdził, że się zmienił, że to co do mnie czuje jest za słabe, żeby ze mną być i nie może stwierdzić że mnie kocha. Powiedział, że przeprasza ale powinnam być z kimś innym kto mnie uszczęśliwi, bo on się o mnie postarać nie potrafi. wiem, że byliśmy razem bardzo krótko, ale ja zdążyłam się zaangażować i naprawdę już w zasadzie byłam pewna, że to ten właściwy, on mnie w tym zresztą cały czas utwierdzał aż do pewnego momentu. Powiedzcie mi jak można się tak nagle odkochać? Jednego dnia przekonywać o miłości a kilka dni później stwierdzić że to nie to? Już minęło trochę czasu a ja się wciąż zastanawiam co zrobiłam źle, być może wogóle nie powinnam mu okazywać ze mi zależy, ale skoro widziałam, że mnie kocha (i naprawdę to czułam!) to po prostu to uczucie odwzajemniałam.
Dlatego chciałam zapytać jak Wy to widzicie? bo ja już sama nie wiem jak sobie to wytłumaczyć.