Mam trudną sytuację. Mój chłopak chce iść do kościoła na ślub kumpla, który kiedyś bardzo namieszał w moim życiu( zanim byłam ze swoim chłopakiem), wymyślał na mnie chore rzeczy, w dodatku skłócił mnie z moją koleżanką z którą teraz bierze ślub. Ten koleś dał zawiadomienie, w którym było tylko nazwisko mojego chłopaka. Bardzo przykro mi się zrobiło, że je przyjął. Poczułam,że nie jest wobec mnie w porządku. Powiedziałam mu, że nie chce żeby poszedł do tego kościoła, bo nie będzie to lojalne wobec mnie, zważając jaką mam przeszłość z przyszłym panem młodym i jego przyszłą żoną. Nie możemy dojść do porozumienia. W końcu odpuściłam, ale mam żal do niego, że patrzy jak się męczę, bo to dla mnie ważne a i tak ważniejszy jest ktoś kogo widzi 2 razy do roku, niż kobieta z która chce budować wspólne życie. Boję się, że oddalimy się od siebie, bo już mam do niego dystans.
idzie tylko na ślub czy na wesele tez?
na ślub
No ale co ? To jakiś najlepszy przyjaciel Twojego męża? Nie. Skoro widzą się od święta, to Twój chłop mógłby go najzwyczajniej "olać". W końcu to tylko ślub a nie praca, gdzie za bumelkę można wylecieć.
5 2012-07-26 22:10:15 Ostatnio edytowany przez kleopatra84 (2012-07-26 22:12:50)
No ale co ? To jakiś najlepszy przyjaciel Twojego męża? Nie. Skoro widzą się od święta, to Twój chłop mógłby go najzwyczajniej "olać". W końcu to tylko ślub a nie praca, gdzie za bumelkę można wylecieć.
To nie jest jego przyjaciel, to jego kolega jeszcze z czasów technikum. W dodatku ja z nim pracuje. Mój wie jaki z niego krętacz, bardzo się dziwie, że się zaparł jak osioł.
no to troche mi ulżyło bo juz myslałam ze wybiera sie bez Ciebie na wesele
w sumie faktycznie dziwna sytuacja, tez pewnie poczułabym sie zmieszana w momencie gdy mój chłopak chciałby isc sam, ale jesli faktycznie byłby to jego dobry znajomy to nie wiem czy mogłabym mu tego zabronic.. pewnie kazałabym mu robic co chce i strzeliła meega focha
rozmawiałas z nim szczerze? mówiłas ze stawia Cie w kłopotliwej pozycji?
idzie tylko na ślub czy na wesele tez?
Przecież to nie ma znaczenia... Chodzi tu o sam fakt. Cóż, Autorko wątku - przykre... Twój facet najwyraźniej ma problemy z lojalnością... W każdej sytuacji bez względu na cenę powinien stać za Tobą murem.
Uświadom mu swoje uczucie zawodu - może to zrozumie, aczkolwiek pewnie już dawno mu mówiłaś...
Wiem, że to byłoby - zdaniem wielu tu osób = głupie, ale postaw mu ultimatum: idziesz sam - koniec z nami. Takie "olanie" Ciebie" w tej ...niby banalnej sytuacji to tylko wierzchołek tego, co spotka Cie w takim związku później...
no to troche mi ulżyło bo juz myslałam ze wybiera sie bez Ciebie na wesele
![]()
w sumie faktycznie dziwna sytuacja, tez pewnie poczułabym sie zmieszana w momencie gdy mój chłopak chciałby isc sam, ale jesli faktycznie byłby to jego dobry znajomy to nie wiem czy mogłabym mu tego zabronic.. pewnie kazałabym mu robic co chce i strzeliła meega focharozmawiałas z nim szczerze? mówiłas ze stawia Cie w kłopotliwej pozycji?
Czy rozmawiałam? My już od poniedziałku dyskutujemy, nie wiem czy w ogóle sypiam. Chodzę struta i nic, nie rusza. Zaczynam się zastanawiać, czy może telewizory mają tam rozdawać w tym kościele. Zaraz przyjdzie z pracy i znowu będziemy rozmawiać ale ja już siły nie mam. On nie wie co ma zrobić. A ja czuje, że to jego zaparcie troszkę namiesza w zaufaniu
szops napisał/a:idzie tylko na ślub czy na wesele tez?
Przecież to nie ma znaczenia... Chodzi tu o sam fakt. Cóż, Autorko wątku - przykre... Twój facet najwyraźniej ma problemy z lojalnością... W każdej sytuacji bez względu na cenę powinien stać za Tobą murem.
Uświadom mu swoje uczucie zawodu - może to zrozumie, aczkolwiek pewnie już dawno mu mówiłaś...
Wiem, że to byłoby - zdaniem wielu tu osób = głupie, ale postaw mu ultimatum: idziesz sam - koniec z nami. Takie "olanie" Ciebie" w tej ...niby banalnej sytuacji to tylko wierzchołek tego, co spotka Cie w takim związku później...
Masz racje. Może powiem mu, żeby to przeczytał. Bo ja już nie wiem jakim argumentem go przekonać, żeby zrozumiał
to co to za facet dla ktorego slub kolegi jest wazniejszy od kobiety.. nie wyobrazam sobie tego. Zapewne pytałas go dlaczego az tak zawziecie chce isc na to wesele, a wiec ciekawa jestem jakie argumenty przytoczył?
to co to za facet dla ktorego slub kolegi jest wazniejszy od kobiety.. nie wyobrazam sobie tego. Zapewne pytałas go dlaczego az tak zawziecie chce isc na to wesele, a wiec ciekawa jestem jakie argumenty przytoczył?
Pytałam. Powiedział, że to jego kolega ( w sumie zrozumiałam to tak: "Bo chce" )
...Masz racje. Może powiem mu, żeby to przeczytał. Bo ja już nie wiem jakim argumentem go przekonać, żeby zrozumiał
Nie wiem, czy mam rację, bo w życiu bywałem często radykalny. Nie mniej podobna trochę do Twojej sytuacja stała się dla mnie powodem zakończenia kilkuletniego związku... Cóż, są granice ![]()
kleopatra84 napisał/a:...Masz racje. Może powiem mu, żeby to przeczytał. Bo ja już nie wiem jakim argumentem go przekonać, żeby zrozumiał
Nie wiem, czy mam rację, bo w życiu bywałem często radykalny. Nie mniej podobna trochę do Twojej sytuacja stała się dla mnie powodem zakończenia kilkuletniego związku... Cóż, są granice
Nie chce kończyć związku, chce żeby mnie zrozumiał. Za to ja nie rozumiem, dlaczego on mnie nie rozumie. Dla mnie to oczywiste, że powinien być solidarny i już.
taki argument to zaden argument. Jesli nie zrozumiał ze to dla Ciebie bardzo wazne ze mimo wszystko rezygnuje z Ciebie i wybiera slub kolegi, to albo robi Ci za cos na złosc i na przekór Tobie postanawia tam isc, albo poprostu nie liczy sie z twoimi uczuciami tylko..nie wiem...nie chce narazac sie fajnemu koledze?
o rany, to tylko ślub. Godzinę go nie będzie, potem będziesz mieć go dla siebie. Rozumiem że nie uśmiecha Ci się to że on tam idzie zważając na Twoje relacje z przyszłym panem młodym i jego narzeczoną, ale też nie robiłabym z tego takiej tragedii.
16 2012-07-27 01:02:36 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-07-27 01:03:27)
Eee, ale co mu tak na tym ślubie zależy?
Może chce po prostu postawic na swoim, a nie o sam ślub chodzi. Próbowałaś już rozmów... Ja bym na Twoim miejscu powiedziała obojętnym tonem: ok, rób jak uważasz. Idź na ślub, a ja w tym czasie się czymś zajmę.
No i on wychodzi na ten swój ślub a Ty sobie gdzieś wyjedź na pare godzin i baw się dobrze ![]()
W ten sposób zachowasz się z klasą. Wiesz, nie da rady go zmusić żeby nie poszedł. Awantury nic nie dadza. Swoje zdanie już wyraziłaś - on już wie, że jesteś przeciwna. Ale mimo to, ma zamiar iść. Ok, niech idzie, ale Ty pokaż mu swoją postawą że to olewasz i masz ochotę na odpoczynek od niego. To mu da do myślenia.
17 2012-07-27 01:11:33 Ostatnio edytowany przez Obiektywna (2012-07-27 01:12:22)
A mnie w tym wszystkim przypomina się moja historia. Zupełnie nie podobna ale ...
Mąż kiedy byłam z pierwszym dzieckiem w ciąży zdradził mnie z moją ukochaną kuzynką. On wiedział doskonale jak ja z tego powodu cierpię, jednak później kiedy zapraszała nas do siebie i ja nie chciałam iść, twierdził że jestem zazdrosna, złośliwa, zaborcza, po czym robiąc ze mnie wariatkę i wmawiając mi psychiczną chorobę - szedł sam
Wydaje mi się, że jest tu maleńkie podobieństwo i on jednak pójdzie na ten ślub, chociażby dlatego żeby zasmucić swoją dziewczynę
No cóż. Niektórzy tak mają.
Takie moje zdanie.
18 2012-07-27 01:17:31 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-07-27 01:18:43)
Obiektywna - Skoro facet Cie zdradził to czego się spodziewałaś? Skoro zrobił coś takiego gdy byłaś w ciąży (!!!) to chyba nie liczyłaś na to, że gdy z nim zostaniesz to nagle zacznie Cie szanować?
chadzał do kuzynki bo Twoje uczucia i Twoje zdanie są dla niego mało istotne... Według mnie potraktował Cie jak śmiecia (wybacz za szczerość). Trzeba było od razu pogonić bydlaka a nie jeszcze dawać sobie wmówić wariactwo.
Owszem liczyłam na to, że będzie lepiej ale.... Oczywiście ! Do dziś mam żal, że nie posłuchałam dobrych rad i nie kopnęłam go w dupę 21 lat temu. Głupia ja
Ehh gdyby dało się cofnąć czas i wrócić do swojej młodości z rozumem co mam teraz... byłabym panią i opalała się na Bora Bora ![]()
Chyba przesadzasz. To tylko ślub. Pójście na ślub dawnego kolegi to nie zdrada.
Wkońcu mnie zrozumiał, w sumie chyba się nawet niektórzy tu przyczynili do tego, bo kazałam mu przeczytać jak inni to widzą. Zdąrzyłam, przed tymi, którzy uważają, że przesadzam. Nie pójdzie na ten ślub. Dziękuje wszystkim za wsparcie, jesteście super ![]()
22 2012-07-27 08:25:50 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2012-07-27 08:27:04)
Mam trudną sytuację. Mój chłopak chce iść do kościoła na ślub kumpla, który kiedyś bardzo namieszał w moim życiu( zanim byłam ze swoim chłopakiem), wymyślał na mnie chore rzeczy, w dodatku skłócił mnie z moją koleżanką z którą teraz bierze ślub. Ten koleś dał zawiadomienie, w którym było tylko nazwisko mojego chłopaka. Bardzo przykro mi się zrobiło, że je przyjął. Poczułam,że nie jest wobec mnie w porządku. Powiedziałam mu, że nie chce żeby poszedł do tego kościoła, bo nie będzie to lojalne wobec mnie, zważając jaką mam przeszłość z przyszłym panem młodym i jego przyszłą żoną. Nie możemy dojść do porozumienia. W końcu odpuściłam, ale mam żal do niego, że patrzy jak się męczę, bo to dla mnie ważne a i tak ważniejszy jest ktoś kogo widzi 2 razy do roku, niż kobieta z która chce budować wspólne życie. Boję się, że oddalimy się od siebie, bo już mam do niego dystans.
Wydaje mi się, że trochę przesadzasz. Kładziesz na wadze lojalność swojego faceta i pójście jego na ślub kolegi. To Ty moim zdaniem jesteś nie w porządku bo ograniczasz jego swobodę jeśli ją jeszcze ma. Mógłbym zrozumieć Twoje wątpliwości gdyby chodziło o wesele ale to tylko ślub. Poza tym to Ty jesteś w konflikcie z tym kolesiem a nie Twój facet.
Wydaje mi się, że trochę przesadzasz. Kładziesz na wadze lojalność swojego faceta i pójście jego na ślub kolegi. To Ty moim zdaniem jesteś nie w porządku bo ograniczasz jego swobodę jeśli ją jeszcze ma. Mógłbym zrozumieć Twoje wątpliwości gdyby chodziło o wesele ale to tylko ślub. Poza tym to Ty jesteś w konflikcie z tym kolesiem a nie Twój facet.
Niby przesada, ok... Jakie to jednak "ograniczanie", gdy nie zgadzamy sie na to, by nasz partner w jakiś sposób ...jednał się z naszym wrogiem? Wróg mojego przyjaciela jest naszym wrogiem... Partnerzy WINNI stać za sobą murem - to świadczy o wzajemnym poszanowaniu. Zwłaszcza w takich niby niewinnych sytuacjach... Przyjaciel naszego wroga staje się naszym wrogiem... I owszem, partner ceniący sobie dobre relacje z kimś, z kim mamy "na pieńku" - przestaje być godnym zaufania i daje podstawy do zweryfikowania sensu związku... Zbyt to radykalne? ![]()
Ojciecpiotr napisał/a:Wydaje mi się, że trochę przesadzasz. Kładziesz na wadze lojalność swojego faceta i pójście jego na ślub kolegi. To Ty moim zdaniem jesteś nie w porządku bo ograniczasz jego swobodę jeśli ją jeszcze ma. Mógłbym zrozumieć Twoje wątpliwości gdyby chodziło o wesele ale to tylko ślub. Poza tym to Ty jesteś w konflikcie z tym kolesiem a nie Twój facet.
Niby przesada, ok... Jakie to jednak "ograniczanie", gdy nie zgadzamy sie na to, by nasz partner w jakiś sposób ...jednał się z naszym wrogiem? Wróg mojego przyjaciela jest naszym wrogiem... Partnerzy WINNI stać za sobą murem - to świadczy o wzajemnym poszanowaniu. Zwłaszcza w takich niby niewinnych sytuacjach... Przyjaciel naszego wroga staje się naszym wrogiem... I owszem, partner ceniący sobie dobre relacje z kimś, z kim mamy "na pieńku" - przestaje być godnym zaufania i daje podstawy do zweryfikowania sensu związku... Zbyt to radykalne?
W tym przypadku wydaje mi się, że tak. Takie zaproszenie może być kolejnym draństwem wobec autorki postu. Czy warto by dawała mu satysfakcję?
Ojciecpiotr napisał/a:Wydaje mi się, że trochę przesadzasz. Kładziesz na wadze lojalność swojego faceta i pójście jego na ślub kolegi. To Ty moim zdaniem jesteś nie w porządku bo ograniczasz jego swobodę jeśli ją jeszcze ma. Mógłbym zrozumieć Twoje wątpliwości gdyby chodziło o wesele ale to tylko ślub. Poza tym to Ty jesteś w konflikcie z tym kolesiem a nie Twój facet.
Niby przesada, ok... Jakie to jednak "ograniczanie", gdy nie zgadzamy sie na to, by nasz partner w jakiś sposób ...jednał się z naszym wrogiem? Wróg mojego przyjaciela jest naszym wrogiem... Partnerzy WINNI stać za sobą murem - to świadczy o wzajemnym poszanowaniu. Zwłaszcza w takich niby niewinnych sytuacjach... Przyjaciel naszego wroga staje się naszym wrogiem... I owszem, partner ceniący sobie dobre relacje z kimś, z kim mamy "na pieńku" - przestaje być godnym zaufania i daje podstawy do zweryfikowania sensu związku... Zbyt to radykalne?
W tym przypadku wydaje mi się, że tak. Takie zaproszenie może być kolejnym draństwem wobec autorki postu. Czy warto by dawała mu satysfakcję, że znowu namieszał w jej życiu?
o rany, to tylko ślub. Godzinę go nie będzie, potem będziesz mieć go dla siebie. Rozumiem że nie uśmiecha Ci się to że on tam idzie zważając na Twoje relacje z przyszłym panem młodym i jego narzeczoną, ale też nie robiłabym z tego takiej tragedii.
Zgadzam się z tym postem w stu procentach.
Każdy z nas ma nieciekawe przeżycia z niektórymi znajomymi, to się zdarza.
Sama nie znoszę niektórych kumpli mojego faceta. Jednak spróbuj przyjąć do wiadomosci, że to tylko ślub, potrwa godzinę, może półtorej, facet wróci i zapomnicie o sprawie. Gdybyś Ty chciała wybrać się, powiedzmy, na zakupy z byłą znajomą Twojego faceta, której on nie cierpi, a Ty za to uwielbiasz, byłaby ta sama sytuacja. Spróbuj postawić się na jego miejscu.
Pozdrawiam,
A.
A mnie w tym wszystkim przypomina się moja historia. Zupełnie nie podobna ale ...
Mąż kiedy byłam z pierwszym dzieckiem w ciąży zdradził mnie z moją ukochaną kuzynką. On wiedział doskonale jak ja z tego powodu cierpię, jednak później kiedy zapraszała nas do siebie i ja nie chciałam iść, twierdził że jestem zazdrosna, złośliwa, zaborcza, po czym robiąc ze mnie wariatkę i wmawiając mi psychiczną chorobę - szedł sam![]()
Wydaje mi się, że jest tu maleńkie podobieństwo i on jednak pójdzie na ten ślub, chociażby dlatego żeby zasmucić swoją dziewczynęNo cóż. Niektórzy tak mają.
Takie moje zdanie.
Masz racje. Moim zdaniem ten facet robi to na zasadzie "idę w zaparte, baba nie będzie mną rządzić".. Aby tak wariacko pędzić na ten ślub nie ma powodu skoro to tylko kolega a nie np."serdeczny przyjaciel". Taki sposób samo dowartościowania. Taki charakter. Też się z takim spotkałam w życiu. I powiem Ci droga autorko cięęęężko oj cięęężko. Moja rada. ??? daj sobie spokój z dyskusjami i przekonywaniem. TO NIC NIE DA. niestety. Jeśli to tylko ślub, a nie wesele, to po prostu to przebolej. Ale bądź świadoma, że czeka cię jeszcze niejedna taka sytuacja. TEN TYP TAK MA. Uparciuchowi najlepiej powiedzieć co się ma do powiedzenia i odpuścić a nie męczyć go, bo jeszcze bardziej staje się zacietrzewiony..... i zawzięty. Wiem co mówię. Odpuść ... dla włąsnego zdrowia. Ale zacznij bardzo uważnie przyglądać się temu związkowi.... Przemyśl to sobie dobrze, żebyś przynajmniej miała świadomość w co się pakujesz. Pozdrawiam.
HALO HALO, pisałam wcześniej, że jednak NIE PÓJDZIE. Taka dyskusja tu powstała, że nikt nie zauważył mojego postu. Uwierzcie mi, ja nie wnikałam w szczegóły. Ten kolega dużo złego narobił. Dlatego będę chroniła teraz swój związek jak lwica. A jeśli chłopak tego nie rozumie, tzn, że mu nie zależy. Na szczęscie zrozumiał mnie. I nie ograniczam, mojego faceta. Oni wychodzą czasem na piwo, bo tutaj już musiałam odpuścić. Nie marudze jak chce wyjść z chłopakami na jakieś gokardy. Są poprostu w związku pewne zasady i granice, których lepiej nie przeszkraczać, żeby nie mącić w związku. Trzeba się docierać całe życie i uczyć się siebie i rozwiązywać różne sytuacje w których się znajdujemy. My właśnie się tego uczymy. Trzeba się szanować, bo jak teraz tego sie nie nauczymy, to na stare lata się pozabijamy. Ojczepiotrze, dokładnie tak jak piszesz, nie zdziwiłabym się jakby to było kolejne draństwo, okazja do tego. Dlatego nie mogłam postąpic inaczej.
Ja bym poszła i zmiażdżyła go (tego, co tak Ci namieszał) swoim wyglądem i pewnością siebie. Pokazała, że mnie już nie rusza i że jestem silna. A ukochanemu bym nie wierciła dziury w brzuchu, uważam że nie można narzucać ludziom z kim mogą się kolegować, a z kim nie. Zwłaszcza, że tutaj jakiejś ogromnej przyjaźni nie ma i nie jesteś skazana na tego gościa.... Wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. Chciałabym zrobić wrażenie silnej kobiety, ale żeby pokazać, że jestem pamiętliwa nie składałabym fałszywych życzeń. I bez dramatów...
HALO HALO, pisałam wcześniej, że jednak NIE PÓJDZIE. Taka dyskusja tu powstała, że nikt nie zauważył mojego postu. Uwierzcie mi, ja nie wnikałam w szczegóły. Ten kolega dużo złego narobił. Dlatego będę chroniła teraz swój związek jak lwica. A jeśli chłopak tego nie rozumie, tzn, że mu nie zależy. Na szczęscie zrozumiał mnie. I nie ograniczam, mojego faceta. Oni wychodzą czasem na piwo, bo tutaj już musiałam odpuścić. Nie marudze jak chce wyjść z chłopakami na jakieś gokardy. Są poprostu w związku pewne zasady i granice, których lepiej nie przeszkraczać, żeby nie mącić w związku. Trzeba się docierać całe życie i uczyć się siebie i rozwiązywać różne sytuacje w których się znajdujemy. My właśnie się tego uczymy. Trzeba się szanować, bo jak teraz tego sie nie nauczymy, to na stare lata się pozabijamy. Ojczepiotrze, dokładnie tak jak piszesz, nie zdziwiłabym się jakby to było kolejne draństwo, okazja do tego. Dlatego nie mogłam postąpic inaczej.
tez nie zauważyłam, przepraszam ![]()