mój syn popełnił samobójstwo, a teraz drugi syn wchodzi w zachowania ryzykowne, kłamie, zaczyna pić, ma do mnie zal, ze kontroluje jego i że tak robilam w przypadku jego brata sadzę, że obwinia mnie za jego śmierc, jestem zrozpaczona myslę, że lepiej bymu bylo beze mnie
a ja mysle że musisz porozmawiać z jakimś specjalistą bo za dużo w twoim życiu się wydarzyło,za duzo problemów nagromadziło i sama sobie z tym nie poradzisz
próbowałam chodzić do psychologa ale nie dałam rady, są dni, że jakoś leci, pracuję i staram sie nie mysleć, ale sa tez takie kiedy nie mam siły i nie umiem sobie poradzić, do tego nie potrafie o tym mówic dlatego piszę - tak latwiej. Dziekuje za jakakolwiek odpowiedź.
4 2012-07-26 15:11:26 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-07-26 15:12:29)
Łatwiej byłoby coś Ci doradzić, oprócz spotkania ze specjalistą, gdybyś rozwinęła temat. Ile lat ma Twój syn? Jakie to są te działania ryzykowne, które podejmuje? Na czym polega Twoje kontrolowanie go i czemu to robiłaś i robisz? Czy rozmawiałaś z synem o śmierci i jej przyczynach pierwszego z synów i czego (jeśli takowa rozmowa była) z niej się dowiedziałaś?
Co to znaczy "nie dałam rady" w kontekście rezygnacji ze spotkań z psychologiem?
mój syn miał 19 lat i przed smiercia narobil sobie problemów, a zaczęło sie od rzucenia go przez dziewczyne, potem byli kolesie, ktorzy go " wspierali" najczęściej alkoholem i trawą, to był wspaniały wrażliwy chlopiec, ktory miał ogromne mozliwości, plany, zawsze najlepszy uczeń i zaczął wagarować. nie bylismy przyzwyczajeni do kontrolowania go w szkole bo nigdy nie było takiej potrzeby, a ze strony szkoły tez nic nie było, po smierci syna dowiedzielismy się, że dostał ultimatum od wychowawcy ale było juz za późno. obwiniam się, że nie byłam dobrą matką, bo powinnam mimo wszystko kontrolować jego naukę. ale ja skupiałam sie na tym zeby jeździł na korki, wracał o odpowiedzniej godzinie do domu, robilam awantury jak zobaczyłam, że cos wypił. próbowałam kilka razy z nim rozmawiać, ale zawsze zaprzeczał, że ma problemy.... straciłam najwspanialsze dziecko na swiecie i codziennie będę prosić o śmierć dla siebie. nie ma sprawiedliwosci jeżeli ja żyję a jego juz nie ma. do tego wszystkiego dochodzą problemy z młodszym synem 17 - to latkiem : jest zbuntowany, nienawidzi mnie bo uważa, ze nie mam do niego zaufania. nie mam bo od zawsze były z nim problemy w szkole, nie uczył się, był arogancki i wulgarny do nauczycieli, teraz zaczął podkradać nam pieniadze kilka razy przyszedł pod wplywem alkoholu i był wtedy bardzo agresywny do mnie- strasznie krzyczał, plakał, powracał do smierci brata, nie powiedział wprost ale uważa ze jestem temu winna. to w skrocie cała historia mojego zycia nedznego zycia, a jeszcze tylko wspomnę, ze mój ojciec też popelnił samobójstwo. i jak zyć?
Bardzo mądra lekarka (Elizabeth Kűbler-Ross), która całe swe życie zawodowe poświęciła problemowi śmierci i umierania, podzieliła żałobę na pięć etapów:
* zaprzeczenie
* gniew
* targowanie się (negocjacja)
* depresja
* akceptacja.
To, co przeżywasz jest rzeczą normalną po utracie bliskiej osoby.
Straciłaś jednego syna. Moim zdaniem, robisz też sporo, by drugi syn stracił z Tobą kontakt.
Kontrolowanie nastolatka - prawie dorosłego mężczyzny, nie ma sensu. Rozumiem, że chcesz ochronić go przed konsekwencjami jego własnego zachowania, ale jest to najprostsza droga do przejmowania za niego odpowiedzialności.
Myślę, że trudno jest mu żyć w cieniu swego brata; brata, którego wychwalasz (i podejrzewam, że wychwalałaś wówczas, gdy żył) pod niebiosa. Trudno mu, że jego matka nie chce żyć.
Opisujesz jego agresje wobec Ciebie, czyli krzyk. Często krzyk jest sposobem ujawnienia trudnych uczuć.
Pytasz o to, jak żyć.
Pozwalając sobie na ujawnienie i przeżycie swych wszelkich uczuć, również złości, rozpaczy, żalu, smutku. Dając sobie czas, wszak żałoba nie bez powodu trwa rok. Pozwalając również synowi na ujawnienie jego, często nieprzyjemnych uczuć - także skierowanych do Ciebie. Pytając syna, w jaki sposób możesz pomóc jemu. Planując bardzo bliskie cele. Godząc się z tym, że nie jesteś i nie byłaś najlepszą matką - obwinianie się nie ma żadnego sensu. Korzystając, mimo trudności, z pomocy psychologa.
ale ja to wszystko wiem.... a mimo to nie wiem nic, nie umiem wyłączyć w głowie czerwonej lampki kiedy syn wychodzi, odchodzę od zmysłów zastanawiając się z kim jest i co robi, a najgorsze jest ciągłe poczucie wstydu - za wszystko za to, ze ojciec się zabił, że syn odszedł w taki sam sposób, ze kolejny jest taki niepokorny. Dlaczego odchodzą ludzie, ktorzy maja tyle do zrobienia, a ja tu ciągle jestem... za karę? ale co takiego złego zrobiłam, że mnie to spotkało? a może czego nie zrobiłam?
Jeśli to wszystko wiesz, a mimo to postępujesz tak, jak postępujesz;
jeśli to wszystko wiesz, a jednak wstydzisz się samobójstwa i ojca, i syna;
jeśli to wszystko wiesz, a mimo to chcesz kontrolować niemal dorosłego człowieka,
to...
idź na terapię.
Idź na nią, choć jest to rzecz trudna.
Idź na nią, choć wiele razy w jej trakcie płakać będziesz.
Idź na nią, bo praca nad sobą daje efekty.
I nikt, również żadna osoba duchowna, nie odpowie Ci na Twoje pytanie "dlaczego mnie to spotkało?". Zadawanie sobie tego typu pytań powoduje, że cały czas spoglądasz w przeszłość, nie widząc uciekającej teraźniejszości. Zadawanie sobie tego typu pytań skutkuje jedynie pogorszeniem Twego samopoczucia, głównie psychicznego.
Uderzyło mnie jeszcze jedno.
Cały czas zajmujesz się swoją osobą. Zajmujesz się sobą, obwiniając o to, że jesteś złą matką. Zajmujesz się sobą, szukając odpowiedzi na pytanie "dlaczego to mnie spotkało?". Zajmujesz się sobą pytając się "co zrobiłam, czego nie zrobiłam?". Zajmujesz się sobą, wstydząc się za śmierć ojca, śmierć syna i postępowanie drugiego.
płaczko,
może najwyższa pora, byś skierowała swe oczy na zewnątrz?
pewnie masz rację! zajmuje się sobą, jestem egoistką, ale trudno nią nie być...
mówisz "idź na terapię"- próbowałam...
Twoim zdaniem powinnam skierować oczy na zewnątrz - spróbuję!
Dawno temu, wielokrotnie, próbowałam wyprasować rzeczy po praniu. Nigdy mi się to nie udało. Dałam radę wszystko wyprasować, gdy zabrałam się do prasowania uczciwie, bez próbowania.
Życzę Ci powodzenia w działaniu, nie w próbowaniu. ![]()
masz ponad 6000 postów i pewnie wszystkie takie " madre" wkurzasz mnie ta swoja filozofia madrej cioci z przedmiescia.
Tak, wiem, jak bardzo wkurzające są uwagi zawierające informacje, których nie chce się przyjąć do wiadomości. Jak bardzo wkurzające jest, gdy ktoś opisuje rzeczywistość, którą za wszelką cenę chce się ukryć przed sama sobą.
Znikam z Twego wątku, bo zupełnie odmiennie rozumiemy słowa "pomoc" i "wsparcie".
masz ponad 6000 postów i pewnie wszystkie takie " madre" wkurzasz mnie ta swoja filozofia madrej cioci z przedmiescia.
To chyba lepiej, że wypowiada się osoba, która udziela mądrych rad. Osoba znająca życie, ludzi, emocje, rozdarcia ...
Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać od takiego prywatnego wtrącenia. Jak poczytasz posty Wielokropka to zauważysz, że jest jedną z niewielu osób, które łagodnie dają wyraz nawet dezaprobaty, co ważniejsze nigdy nie pozostawiając bez rady (mądrej).
Płaczko zachowujesz się jakby Wielokropek nie chciał pomóc tylko osądzał ... A ona daleka jest od sądów, przynajmniej wedle mojej opinii.
Co do problemów, moi rodzice również stracili dziecko w podobny sposób, i zawsze powtarzali, że nie ma nic gorszego niż pochowanie własnego dziecka, które odbiera sobie dane przez nich mu życie. Ale warto pamiętać, że masz jeszcze syna, masz rodzinę i nie przechodzisz dramatu sama, oni również cierpią, oni również nie potrafią odnaleźć się w takiej sytuacji. Walczcie razem a każde z osobna wrogo do siebie nastawieni.
14 2012-07-29 16:25:01 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-07-29 16:39:02)
Również cenię Wielokropka. Jej rady bywają bardzo pomocne.
Nie wiem czy pomogę, ale spróbuję. Też mam dwóch synów (ociupinę starszych), ale zupełnie inaczej podchodzę do wychowania. U nas jest nauka i jest zabawa. Oczywiście nie znam rodzica, który spałby spokojnie gdy dziecko choc dorosłe gdzieś tam orbituje. Zapewne wiesz już jaki błąd popełniłaś, ale nie zrobiłaś go tylko Ty. Otoczenie i koledzy wrzucili swój kamyk do ogródka.
Cierpisz Ty, ale jesteś dorosła i Twój oraz meża charakter i osobowośc są już ukształtowane. Pomyśl co przezywa młodszy syn. Bez takiej tragedii młodzież w tym wieku bywa chwiejna emocjonalnie. Tak jak napisała Wielokropek ten krzyk to wołanie o pomoc.
Nikt nie lubi byc kontrolowany i pouczany. Może zacznij od wyjaśnienia synowi, że Twój strach bywa silniejszy od rozumu. Rozmawiaj z nim o swoich uczuciach, wysłuchaj jego rozterek. Wiem, że to niełatwe, ale u Ciebie komunikacja szwankuje. Może syn chociaż na początek powie gdzie i z kim chodzi oraz obieca ze zawsze telefon od Ciebie odbierze. Młodzi ludzie nie znoszą typowego matkowania, ale nie będąc w czambuł potępiani zaufają.
Pamiętaj, nikt tu nie chce źle dla Ciebie, bo sytuacja w jakiej się znalazłaś głęboko mnie poruszyła i podejrzewam, ze innych także sądzac po ilości odczytań.
masz ponad 6000 postów i pewnie wszystkie takie " madre" wkurzasz mnie ta swoja filozofia madrej cioci z przedmiescia.
płaczka wkurzasz się za mądre słowa?
Sama siebie obwiniasz,w kółko piszesz to samo i żadnych wniosków nie wyciągnęłaś.
Chciałaś rady ,a teraz ją odrzucasz ,bo Ci nie pasuje?
Współczuję Ci tego wszystkiego co Cie spotkało, ale obódz się wreszcie i zrób w końcu coś ,aby było lepiej i Twojemu synowi i Tobie.
Terapia ,terapia i jeszcze raz terapia.
Nie oceniaj ludzi za mądre słowa ,których znaczenia jeszcze nie możesz zrozumiec.
Akurat trafiłaś zle ze swoimi spostrzeżeniami.
Takich ludzi jak Wielokropek możesz szukac ze świecą.
Witaj.
mój syn miał 19 lat i przed smiercia narobil sobie problemów, a zaczęło sie od rzucenia go przez dziewczyne, potem byli kolesie, ktorzy go " wspierali" najczęściej alkoholem i trawą, to był wspaniały wrażliwy chlopiec, ktory miał ogromne mozliwości, plany, zawsze najlepszy uczeń i zaczął wagarować. nie bylismy przyzwyczajeni do kontrolowania go w szkole bo nigdy nie było takiej potrzeby, a ze strony szkoły tez nic nie było, po smierci syna dowiedzielismy się, że dostał ultimatum od wychowawcy ale było juz za późno. obwiniam się, że nie byłam dobrą matką, bo powinnam mimo wszystko kontrolować jego naukę. ale ja skupiałam sie na tym zeby jeździł na korki, wracał o odpowiedzniej godzinie do domu, robilam awantury jak zobaczyłam, że cos wypił. próbowałam kilka razy z nim rozmawiać, ale zawsze zaprzeczał, że ma problemy.... straciłam najwspanialsze dziecko na swiecie i codziennie będę prosić o śmierć dla siebie. nie ma sprawiedliwosci jeżeli ja żyję a jego juz nie ma.
Zarzucasz sobie, że za bardzo zaufałaś swojemu ś.p. synowi, bo nie kontrolowałaś jego nauki i sądzisz, że gdybyś to robiła, to mogłabyś go uratować przed tak drastycznym krokiem, jakim jest popełnienie przez niego samobójstwa.
Obwiniasz siebie za jego śmierć i na dodatek młodszy syn, też daje Ci to odczuć.
Bardzo go kochałaś i widziałaś w nim duże pokłady i możliwości, aby zdobył wykształcenie, bo zresztą takie miał ambitne plany.
Jako matka, pilnowałaś, aby na czas wracał do domu i obrywał burę, gdy poczułaś od niego alkohol, chociaż był to już pełnoletni członek rodziny - 19 lat.
Niestety, dobry los się od niego odwrócił i gdy rzuciła go dziewczyna, zaczął szukać pocieszenia w alkoholu i narkotykach, opuścił się w nauce.
Ale zauważ, że nie umknęło Twojej uwadze, że syn był w jakimś kryzysie psychicznym. Rozmawiałaś z nim, pytałaś, ale zaprzeczał.
Co więcej jeszcze mogłaś zrobić?
Nawet, gdybyś wiedziała o jego wagarach i wskutek Twojej interwencji zaprzestałby opuszczać szkolę, to czy zaniechałby targnięcia się na swoje życie?
Nie sadzę. To naprawdę nie ma związku. Twój syn był zdolnym, wartościowym człowiekiem, ale bardzo uczuciowym i wrażliwym.
Wystarczyło jedno niepowodzenie, aby popadł w skrajność. Jego psychika tego nie wytrzymała.
Dlatego, proszę nie obwiniaj się i nie zadręczaj.
Jesteś wspaniałym człowiekiem i dobrą, dzielną matką!
Los bardzo Cię doświadczył, bo taką samą śmierć wcześniej poniósł Twój ojciec.
Z pewnością było Ci ciężko z tym żyć, a teraz jeszcze doszła kolejna tragedia, można by rzec, że los został powtórzony.
Też tak myślę, że najgorszą tragedią dla rodziców jest, jeżeli ich dzieci wcześniej odchodzą z tego świata.
płaczka podzielam Twój ból i mocno Cię przytulam.
A jeżeli potrzebujesz się wypłakać, przynosi Ci to ulgę, to płacz.
Na siłę nie wstrzymuj swojego bólu.
do tego wszystkiego dochodzą problemy z młodszym synem 17 - to latkiem : jest zbuntowany, nienawidzi mnie bo uważa, ze nie mam do niego zaufania. nie mam bo od zawsze były z nim problemy w szkole, nie uczył się, był arogancki i wulgarny do nauczycieli, teraz zaczął podkradać nam pieniadze kilka razy przyszedł pod wplywem alkoholu i był wtedy bardzo agresywny do mnie- strasznie krzyczał, plakał, powracał do smierci brata, nie powiedział wprost ale uważa ze jestem temu winna. to w skrocie cała historia mojego zycia nedznego zycia, a jeszcze tylko wspomnę, ze mój ojciec też popelnił samobójstwo. i jak zyć?
Twój młodszy syn jest niepełnoletni i masz prawo oraz obowiązek kontrolować go, tym bardziej, że jego zachowanie/postępowanie podlega pod kodeks karny wykroczeń dla nieletnich.
Brak poszanowania i agresywne zachowanie w stosunku do matki i nauczycieli, picie alkoholu, kradzieże.
To mało???
Jednakże jest to Twój syn i nie możesz go przekreślać. Trzeba mu pomóc.
Czy w szkole, do której syn chodzi jest psycholog? Jeśli nie, to spróbuj go namówić na terapię w przychodni.
Bardzo się dziwię, że po incydencie z nauczycielami, szkoła sam nie skierowała go do psychologa.
Z pewnością tragiczna śmierć brata też odbiła na jego psychice swoje piętno.
Bardzo, bardzo Ci współczuję. Trzymaj się.***
dziękuje za wszystkie dobre slowa i pocieszenie... to nie jest tak, że odrzucam prawdę Wielokropka, to nie tak. myślę, ze ciagle potrzebuje utwierdzenia, że kiedys wszystko wroci do normy, tak bardzo bym chciała, żeby chociaz mniej bolało, a to ciągle boli, sama nie rozumiem swoich uczuć, mam wrażenie, że jestem czlowiekiem bez uczuc , duszy, bo ktora matka by to przeżyła, a ja przezyłam, nie pęklo mi sercre, nie dostałam zawału, nie zwariowałam, ja zyję!!!!! dlaczego!? chyba za karę! muszę pokutować swoim bólem za coś co przeoczyłam, jak mogłam! czuję się taka bezradna. z mlodszym synem oczywiście,ze rozmawiałam, że kontrola spowodowana jest strachem o niego, bo ko kocham i nie chcę, zeby cos mu sie przytrafilo, a na brak zaufania sam sobie zapracował. on tak jakby tego nie rozumiał, nie chce juz sluchać tego co mówie.
Dla mnie to wszytko jest mocno śmieszne - chcesz pomocy, czy nie?
Sama widzisz, że źle się dzieje. Przykro mi, ale bez terapii lepiej nie będzie, chyba zdajesz sobie z tego sprawę.
Najlepszą obroną jest atak, dlatego też pogoniłaś Wielokropka.
Myślę, że pora zabrać się za siebie. Utrata bliskiej osoby jest tragedią, która często zostawia ślad w psychice, czasem ten ślad sam NIE zniknie.
Życzę Ci powodzenia i mam cichą nadzieję, że udasz się do kogoś, kto naprawdę będzie w stanie Ci pomóc.
Pozdrawiam,
A.
Płaczko obwiniasz siebie i masz żal do świata, że to nie Ciebie z tego padołu zabrano. Chyba większośc rodziców tak reaguje. Takiego bólu nie przeżyłam, mój był trochę inny, związany z chorobą syna. Też cisnęło się na usta: chcę cierpiec za niego, dlaczego to nie ja.
Znajoma straciła syna w wypadku. Nie wiedziałam co jej powiedziec, jak do niej podejśc. Ona się obwiniała także. Wyrzucała sobie, że mogła go powstrzymac, że przecież odradzali mu ten wyjazd. On się uparł i tyle.
Młodzi ludzie usiłują radzic sobie ze swoimi problemami sami, niechętnie przyznają się do porażki. Często odtrącają wyciagniętą rękę, chcąc pokazac, że będąc już dorosłymi posiedli umiejętnośc pokonywania przeszkód. Następne jest doskonałe maskowanie. Tutaj trzeba byc naprawdę bystrym obserwatorem. Szkolnych psychologów ( naprawdę dobrych) za wielu nie ma. Oszczędza się teraz na wszystkim, to wielki błąd. W takich przypadkach bywają nieocenieni, zwracają uwagę na to co my rodzice często lekceważymy.
Niestety czasu nie da się cofnąc, a przyszłości przewidziec. Teraz bardzo ważne są Wasze wzajemne relacje w rodzinie.
Czy młodszy syn może liczyc na opiekę jakiegokolwiek psychologa? A szkolny pedagog? Koledzy nie zawsze są tymi, którzy sprowadzają na złą drogę. Czasami są jedynymi wykazującymi zrozumienie. Znasz kumpli syna? Bywają u was w domu?
Ty też znajdź sobie dobrego psychologa, podkreślam dobrego, bo konowałów nie brakuje.
Natomiast tu na forum pisz, o ile przynosi Ci to ulgę. Siłą fachową nie jestem, nie wiem jak pozostali, ale będziemy się starac.