Witam!
Szukam wszedzie juz pomocy bo nie potrafie siedziec z zalozonymi rekoma ale z drugiej strony koncza mi sie juz pomysly dlatego stwierdzilem ze podziele sie swoja sytuacja moze ktos mi cos doradzi.
Otoz, jestem zonaty od prawie 2 lat z kobieta ktora bardzooo kocham i mi na niej bardzo zalezy.Moglbym oddac jej wszystko! Ale poomimo tego jest maly niuans czy tez problem, ktory nie bralem do siebie tak powaznie jak biore teraz.
Przezd malzenstwem nasz seks bbyl bardzo czesty (dodam ze zona byla pierwsza kobieta z ktora na powaznie zaczalem sie kochac)niestety z biegiem czasu zona mowila ze jej brakuje seksu ze jej nie porzadam ze rzadk itd. Ale pojawily sie inne rzeczy jak praca treningi itp. Dla mojej zony nie wazne bylo i jest ze gotuje myje podlogi sprzatam itd tylko wazne bylo to ze nie mam ochoty na seks. Pisze to teraz jako bardziej doswiadczona osoba bo chyba zaczalem to rozumiec i chcialbym to wszystko zmienic.
Ale jest ALE.Moja zona wziela czesc rzeczy i wyprowadzila sie z domu do znajomej z chlopakiem. I nie chce wrocic. Pracujemy razem i glownie widzimy sie w pracy ale to tylko 5 minut przy zmianach. Ona jest naprawde dla mnie cenna bardzo i nawet mysle ja zdradzac czy flirtowac z innymi.
Jak moge to wszystko zmienic?Jak sprawic zeby mi jeszcze raz zaufala i dala szanse? Prosze o pomoc was za ktora z gory dziekuje!
Z góry przepraszam Ciebie za moją brutalność w tym co napiszę.
Kochaliście się "często gęsto" przed ślubem. Ona teraz tego pragnie więcej a Ty masz już dość lub prawie dość.
Zastanowiłeś się dlaczego? To się w Tobie można by rzec, że wypaliło, znudziło. Nie jest tak? A przez co? Przez jego nadmiar, pornografię, masturbację, zdradę, flirt itp.? Z Twojego opisu zakładam, że głównie przez jego nadmiar, resztę tych męskich "sprośności" odrzucam.
Z mojego punktu widzenia dla Was są 3 wyjścia z tej patowej sytuacji:
1. Wizyta u specjalisty seksuologa dla niej,
2. Terapia małżeńska dla Was z naciskiem na temat seksu względem niej,
3. Kupić seminarium na DVD pod tytułem "Przez śmiech do lepszego małżeństwa" i oglądać do upadłego - "katować" żonę płytą nr 2.
Jeśli to nie pomoże... rozejść się.
Czy ww małżeństwie tylko sex jest najważniejszy??? Chyba nie!
A dlaczego po ślubie częstotliwość Waszych zbliżeń zmalała?? Zastanów się nad tym i pomyśl jak to rozwiązać. Wtedy z gotowym scenariuszem zmian i chęcią poprawy udaj się do żony i porozmawiaj z nią.
Z góry przepraszam Ciebie za moją brutalność w tym co napiszę.
Kochaliście się "często gęsto" przed ślubem. Ona teraz tego pragnie więcej a Ty masz już dość lub prawie dość.
Zastanowiłeś się dlaczego? To się w Tobie można by rzec, że wypaliło, znudziło. Nie jest tak? A przez co? Przez jego nadmiar, pornografię, masturbację, zdradę, flirt itp.? Z Twojego opisu zakładam, że głównie przez jego nadmiar, resztę tych męskich "sprośności" odrzucam.
Z mojego punktu widzenia dla Was są 3 wyjścia z tej patowej sytuacji:
1. Wizyta u specjalisty seksuologa dla niej,
2. Terapia małżeńska dla Was z naciskiem na temat seksu względem niej,
3. Kupić seminarium na DVD pod tytułem "Przez śmiech do lepszego małżeństwa" i oglądać do upadłego - "katować" żonę płytą nr 2.Jeśli to nie pomoże... rozejść się.
Czy ww małżeństwie tylko sex jest najważniejszy??? Chyba nie!
Dzieki za podpowiedzi.
1)Seksuologa to moja zona mi radzila.Ale brak jego w najblizszym promieniu spowodowal ze wyladowalem u jakiegos urologa i bylem na badaniach testosteronu. To powinna sama isc beze mnie?
2)Terapia małzenska....gdzie ile i jak dlugo?
3)DVD juz zamowione:) bede musial jakos zone zagarnac do domu zeby wspolnie je obejrzec...
Masturbacji flirtu pornografi zdrady nie bylo -przynajmniej u mnie ale seksu bylo o wiele wiecej niz teraz. Wczesniej nigdy tyle sie nie kochalem i chyba tego nie ogarnalem.To bylo super ale z biegiem czasu moj czlonek wymiekal.
Generalnie chcialbym dodadac ze dla mojej zony seks jest w 99% naprawde najwazniejszy. I nie jest to wazne ze piekę,gotuje, sprzatam, kupuje jej prezenty dbam o nia itd itp. Ale kocham ja bardzo i chce ratowac to wszystko. Nie chce sie rozchodzic bo we wszystkim sie super dogadujemy!
Dlatego zamawiam na tym Vocatio wszsytkie ciekawsze i przydatne ksiazki, dvd o ktorym wspomniales i bede dalej walczyl!!Jest o co!!Mam nadzieje ze tylko ona mnie nie zdradzila bo to by ja pewnie blokowalo jeszcze bardziej;/
Prosze jeszcze o jakies rady. Wszytsko bedzie cenne dla mnie!
Dzieki za podpowiedzi.
1)Seksuologa to moja zona mi radzila.Ale brak jego w najblizszym promieniu spowodowal ze wyladowalem u jakiegos urologa i bylem na badaniach testosteronu. To powinna sama isc beze mnie?
... Trochę dziwna dla mnie sytuacja, bo - bez urazy dla Ciebie i żony - to z Nią jest problem a nie z Tobą.
2)Terapia małzenska....gdzie ile i jak dlugo?
... Przede wszystkim kierować się na fundusz NFZ, zapewne pracujesz i płacisz podatki więc korzystaj z tego co się Tobie i Wam należy, za co oddajesz/oddajecie Państwu daninę co miesiąc:)
A po drugie - skieruj swoje kroki do najbliższych parafii, tam czasami funkcjonuje coś takiego jak poradnia rodzinna i tym podobne "organizacje". Poszukaj poradni małżeńskiej w sensie terapii w swojej okolicy.
3)DVD juz zamowione:) bede musial jakos zone zagarnac do domu zeby wspolnie je obejrzec...
... I tu moja odpowiedź z nawiązaniem do pkt. 2. - już na terapię wydałeś 100,- a sesji będziesz miał bez końca, no chyba że "zajedziesz" wszystkie odtwarzacze, które są pod ręką i płytki będziesz potem gwoździem odtwarzał.Nie polecałbym Ci tego, gdybym sam nie pokusił się o nabycie i obejrzenie już prawie w połowie samemu z wieeeeelkim zdumieniem. Facet czasem daje wykładem ostro w kość, że aż się w człowieku wszystko gotuje, ale jest w tym wszystkim jedno "ale" - obraca to "kazanie" w tak nieprawdopodobny i komiczny żart, że człowiek się śmieje z tego i zarazem sam z siebie do rzeki łez... Kiepscy to pikuś przy tym.
Masturbacji flirtu pornografi zdrady nie bylo -przynajmniej u mnie ale seksu bylo o wiele wiecej niz teraz. Wczesniej nigdy tyle sie nie kochalem i chyba tego nie ogarnalem.To bylo super ale z biegiem czasu moj czlonek wymiekal... Na podstawie wykładu z seminarium DVD sobie te sprośności odpuściłem! Tu jest Jej wina nie Twoja... niestety!
Generalnie chcialbym dodadac ze dla mojej zony seks jest w 99% naprawde najwazniejszy. I nie jest to wazne ze piekę,gotuje, sprzatam, kupuje jej prezenty dbam o nia itd itp. Ale kocham ja bardzo i chce ratowac to wszystko. Nie chce sie rozchodzic bo we wszystkim sie super dogadujemy!
Dlatego zamawiam na tym Vocatio wszsytkie ciekawsze i przydatne ksiazki, dvd o ktorym wspomniales i bede dalej walczyl!!Jest o co!!Za takie podejście do sprawy, do żony i Waszego związku masz u mnie wirtualną cysternę wódki! Bez dwóch zdań.
I witam w klubie walczących o partnerkę i małżeństwo. Ja co prawda mam zgoła inny, bardziej trudniejszy, skomplikowany i bardziej toksyczny problem... 3 osobowego małżeństwa w stylu prorodzinnym. Nie mniej jednak też walczę... z wiatrakami jak i Tyże wszystkiego się odechciewa. Aleee seminarium stawia na równe nogi!
Mam nadzieje ze tylko ona mnie nie zdradzila bo to by ja pewnie blokowalo jeszcze bardziej;/
Szczerze... daruj sobie takie gadanie i myślenie. Wpędzasz się w depresję i zaglądasz do piekiełka... jak to "miszcz" Yoda z gwiezdnych wojen mawia: zmierzasz ku ciemnej stronie mocy!
Więc walnij sobie setkę czystej mocno ognistej wody w "palnik" - po 50 na nogę - i do boju o lepsze jutro w związku. Niech ta właściwa moc będzie z Tobą.Prosze jeszcze o jakies rady. Wszytsko bedzie cenne dla mnie!
Więc generalnie tak... taki jest mój punkt widzenia na Twój a dokładniej Jej problem w Waszym związku - wspieraj małżonkę w tej sprawie na ile możesz i nawet jak tylko się da, to chodź z nią po lekarzach, psychologach itp. Jesteś Jej partnerem nr 1. więc nie powinna się tego przy Tobie wstydzić. Toż to w końcu Twoja żona jak by nie patrzeć! ![]()
1. Obejrzyj seminarium uważnie nawet samemu, daje dużo do przemyśleń i szeroko otwiera oczy na te z pozoru "oczywiste" tematy, które jednak nawet w połowie nie są tak oczywiste. To Ci mówię serio i to potwierdzają komentarze z Vocatio jak i spot z yoytube o tym tytule a zapewne znajdziesz w nim wiele odpowiedzi i cennych wskazówek na poprawę relacji w związku.
2. Zaloguj sie na forum portalu abczdrowie.pl i tam uzyskasz poradę specjalistów odnośnie swojego problemu w związku, poszperaj po innych tamtejszych wątkach i "działaj"
.
http://forum.abczdrowie.pl/forum-seks ![]()
Powodzenia...
Niech moc małżeństwa będzie z Tobą
Pozytywna rzecz jasna!
no i znowu wracam ....nie wiem czy sie cieszyc czy nie bo z jednej strony ciesze sie ze mi cos poradziliscie a z drugiej nie jest chyba dobrze przynajmniej na tyle zeby juz tu nie wracac.
kupilem sobie te tv razem nawet obejrzylismy temat seksu...no ale nadal osobno;/ dzis sie troche zalamalem bo przeczytalem pare smsow zony i co sie okazuje ze spotyka sie z jakims kolesiem...nie wiem co ona mu pisala ale wiem ze on jej pisal nawet ze ja kocha!!!!ze sprzata dom zeby jak wroci miala czysto!!!to jest dla mnie taka masakra ze koniec swiata.wszystko mi sie zawalilo w jednym momencie!!kupilem sobie ksiazki plyty za jakieas 300 zl czytalem sie modlilem a tu taki zonk!!
Kurde nie wiem co zrobic?prosze was poradzcie...czy moze ja przysledzic gdzie jezdzi z kim sie spotyka itd...czy dac sobie spokoj....nie mam pjecia bo jestem tym zmasakrowany!
pomocy....
Jedne skarza sie na brak ,a inne na nadmiar a w rezuktacie sa to tylko preteksty,bo przewaznie pojawia sie ten trzeci!
Robia z nas idiotow,debili,wmawiaja rozne pierdoly ze glowa mala,a tak naprawde to powody sa zupelnie inne,tylko siebie wybielaja a z Nas robia tyranow.
Ja mialem tak samo jak Ty,robilem wszystko w domu,pranie,gotowanie,sprzatanie,generalnie nie sprawialo mi to problemu,wrecz przeciwnie,cieszylem sie ze moglem zone wyreczyc w wielu sprawach,a nagrode jaka dostalem to poczytaj moj watek.
Trzymaj sie chlopie,z czasem bedzie lepiej!!!
Jak długo trwał okres, kiedy żona zwracała Ci uwagę na brak seksu, a Ty nie reagowałeś? Czy to był cały okres ślubu- 2 lata? Co zrobiłeś, żeby porozumieć się z żoną przed jej odejściem?
PS. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że sprzątanie, gotowanie i inne obowiązki domowe seksu nie zastępują w żaden sposób?
Zona twierdzi ze przez 1,5 roku...
Jak długo trwał okres, kiedy żona zwracała Ci uwagę na brak seksu, a Ty nie reagowałeś? Czy to był cały okres ślubu- 2 lata? Co zrobiłeś, żeby porozumieć się z żoną przed jej odejściem?
PS. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że sprzątanie, gotowanie i inne obowiązki domowe seksu nie zastępują w żaden sposób?
Do cholery,czy istnienie malzenstwa i jego trwalosc ma byc uzalezniona od ilosci seksu,nadmiaru lub braku??
To o to w tym chodzi?? Zwykle szukanie dziury w calym!!
To po co slubujemy sobie ze "nie opuszcze Cie az do smierci",to moze trzeba zmienic,jak nie bedzie seksu to odejde wczesniej!
Poprostu z tej wygody w dupach ludziom sie przewraca!!!
11 2012-08-22 09:02:57 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2012-08-22 09:03:49)
busiu napisał/a:Jak długo trwał okres, kiedy żona zwracała Ci uwagę na brak seksu, a Ty nie reagowałeś? Czy to był cały okres ślubu- 2 lata? Co zrobiłeś, żeby porozumieć się z żoną przed jej odejściem?
PS. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że sprzątanie, gotowanie i inne obowiązki domowe seksu nie zastępują w żaden sposób?
Do cholery,czy istnienie malzenstwa i jego trwalosc ma byc uzalezniona od ilosci seksu,nadmiaru lub braku??
To o to w tym chodzi?? Zwykle szukanie dziury w calym!!
To po co slubujemy sobie ze "nie opuszcze Cie az do smierci",to moze trzeba zmienic,jak nie bedzie seksu to odejde wczesniej!
Poprostu z tej wygody w dupach ludziom sie przewraca!!!
Malzenstwo ma w sobie element seksualny. Jak seksu nie ma to ludzie sa przyjaciolmi a nie kochankami w malzenstwie. Nie wyobrazam sobie, zeby moj partner nie chcial sie ze mna kochac przez 1.5 roku. Masakra. Czasem, jak jest bardzo zapracowany, to mi seksu brakuje bardzo. Rozumiem, przeczekuje. W koncu nie da sie miec libido na zawolanie. Ale to tylko kwestia paru dni, a nie miesiecy!
Nie mowie, ze seks jest najwazniejszy w zwiazku, ale bez niego dobry zwiazek nie istnieje.
Mlody83 napisał/a:busiu napisał/a:Jak długo trwał okres, kiedy żona zwracała Ci uwagę na brak seksu, a Ty nie reagowałeś? Czy to był cały okres ślubu- 2 lata? Co zrobiłeś, żeby porozumieć się z żoną przed jej odejściem?
PS. Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że sprzątanie, gotowanie i inne obowiązki domowe seksu nie zastępują w żaden sposób?
Do cholery,czy istnienie malzenstwa i jego trwalosc ma byc uzalezniona od ilosci seksu,nadmiaru lub braku??
To o to w tym chodzi?? Zwykle szukanie dziury w calym!!
To po co slubujemy sobie ze "nie opuszcze Cie az do smierci",to moze trzeba zmienic,jak nie bedzie seksu to odejde wczesniej!
Poprostu z tej wygody w dupach ludziom sie przewraca!!!Malzenstwo ma w sobie element seksualny. Jak seksu nie ma to ludzie sa przyjaciolmi a nie kochankami w malzenstwie. Nie wyobrazam sobie, zeby moj partner nie chcial sie ze mna kochac przez 1.5 roku. Masakra. Czasem, jak jest bardzo zapracowany, to mi seksu brakuje bardzo. Rozumiem, przeczekuje. W koncu nie da sie miec libido na zawolanie. Ale to tylko kwestia paru dni, a nie miesiecy!
Nie mowie, ze seks jest najwazniejszy w zwiazku, ale bez niego dobry zwiazek nie istnieje.
Ja sie z tym wszystkim zgadzam i tez uwazam ze seks jest wazny w zwiazku,w malzenstwie.Tylko nie rorozumie jak mozna od niego uzalezniac trwanie zwiazku,malzenstwa.
Malzenstwo jest przedewszystkim kompromisem i na tym to polega zeby wspolnie wyjasniac sobie sporne kwestie.
adlernewman napisał/a:Mlody83 napisał/a:Do cholery,czy istnienie malzenstwa i jego trwalosc ma byc uzalezniona od ilosci seksu,nadmiaru lub braku??
To o to w tym chodzi?? Zwykle szukanie dziury w calym!!
To po co slubujemy sobie ze "nie opuszcze Cie az do smierci",to moze trzeba zmienic,jak nie bedzie seksu to odejde wczesniej!
Poprostu z tej wygody w dupach ludziom sie przewraca!!!Malzenstwo ma w sobie element seksualny. Jak seksu nie ma to ludzie sa przyjaciolmi a nie kochankami w malzenstwie. Nie wyobrazam sobie, zeby moj partner nie chcial sie ze mna kochac przez 1.5 roku. Masakra. Czasem, jak jest bardzo zapracowany, to mi seksu brakuje bardzo. Rozumiem, przeczekuje. W koncu nie da sie miec libido na zawolanie. Ale to tylko kwestia paru dni, a nie miesiecy!
Nie mowie, ze seks jest najwazniejszy w zwiazku, ale bez niego dobry zwiazek nie istnieje.
Ja sie z tym wszystkim zgadzam i tez uwazam ze seks jest wazny w zwiazku,w malzenstwie.Tylko nie rorozumie jak mozna od niego uzalezniac trwanie zwiazku,malzenstwa.
Malzenstwo jest przedewszystkim kompromisem i na tym to polega zeby wspolnie wyjasniac sobie sporne kwestie.
I nie sadze ze autor tego watku nie kochal sie z zona przez 1,5 r,tylko przez ten czas zona zwracalamu uwage raczej na jego mala czestotliwosc niz na zupelny brak.
Mlody83 i max32 gdzie sie ukrywaliscie jak ja meza szukalam?
Tacy faceci to marzenie, w domu pomoga, kochaja i do tego jeszcze nie maja swira na punkcie sexu.
Bedac z facetem dla ktorego sex jest calym zyciem przekonalam sie jak malo warty jest taki zwiazek...nie ma sexu w domu to sie go szuka gdzie indziej, byle szybko, byle jak, byle by bylo...gowno warte malzenstwo co sie tylko kolo dupy kreci.
Byłam żoną, której potrzeby seksualne mąż ignorował przez lata (wybierając pornografię i masturbację). Problemy narastały, doszły inne, w końcu rozwód.
Nie potrafię ująć w słowa wszystkich uczuć i myśli, jakich doświadczałam przez lata takiego małżeństwa. Na pewno - poczucie własnej wartości sprowadzone do parteru. Przekonanie, że dałam się "oszukać" (przed ślubem rąk nie umiał utrzymać przy sobie) i że spędzę życie z kimś, kto mnie nie chce; jednocześnie nie umiałam przez lata odejść. Poczucie, że z moim ciałem coś jest "nie tak". Masy podejrzeń "dlaczego" zanim odkryłam właściwy powód. Setki przepłakanych nocy, bo co ze mnie za kobieta, skoro mąż woli rękodzieło. Upokarzające rozmowy, poczucie, że się poniżam i że jemu na seksie ze mną zupełnie nie zależy.
U mnie lata takiego traktowania doprowadziły do deprechy.
Przypuszczam, że podobnych uczuć może doświadczać każda kobieta, której partner odrzuca intymną stronę związku - nawet jeśli powód jest inny niż u mnie.
Seks może sobie nie być najistotniejszym elementem małżeństwa - ale (pomijając niemoc spowodowaną chorobą) czym jest małżeństwo bez seksu?
Piszesz, że doszły obowiązki w rodzaju pracy i treningów, że gotujesz, sprzątasz, kupujesz prezenty itd. Ale czy od tego żona czuje się akceptowana jako kobieta? A gdyby tak odpuścić to sprzątanie i skupić się na emocjonalnych potrzebach partnerki zamiast na czymś tak nieistotnym jak kłębek kurzu w kącie?
Nie wywnioskowałam z Twoich postów jaka była częstotliwość zbliżeń przed i po ślubie. W sumie mogłoby to rozjaśnić sytuację.
Piszesz "Moglbym oddac jej wszystko! Ale poomimo tego jest maly niuans czy tez problem, ktory nie bralem do siebie tak powaznie jak biore teraz. "
To nie jest mały niuans. Sam już to widzisz, ale musiało dojść do wyprowadzki, żebyś zareagował na problem.
Żona sms-y dostaje z wyznaniami od kogoś innego? Szczerze? Przynajmniej ktoś podtrzymuje w niej poczucie, że jest atrakcyjną kobietą.
Dobrze, że próbujesz ratować małżeństwo. Wydaje mi się, że do seksuologa powinniście się zgłosić razem - ale zgadzam się, że trudno o tych, którzy zajmują się sprawą "od strony głowy" zamiast tylko hydrauliką. Brakuje psychologów-seksuologów, i to nawet w sporych miastach. Ale może warto przez jakiś czas pojeździć na wizyty gdzieś dalej - chociaż się upewnisz, że naprawdę zrobiłeś wszystko, żeby ratować związek.
Do cholery,czy istnienie malzenstwa i jego trwalosc ma byc uzalezniona od ilosci seksu,nadmiaru lub braku??
Tak! Seks dla niektórych osób jest najważniejszy. Nie da się żyć bez seksu.
A co do trwałości małżeństwa -- różne są zwyczaje, kultury. Na przykład jedna pani pisała, że jej mąż chodzi do dziwki, bo ona nie lubi robić loda. W niektórych krajach pójście do prostytutki nie jest zdradą, a romans jest zdradą. W innych krajach jest poligamia, a jeszcze w innych mąż może zaprosić do szałasu dwolną kobietę mimo, że żona na przykład coś robi przed tym szałasem i o wszystkim wie.
Może twoja żona faktycznie potrzebuje seksu i to dużo, często...? Poczytaj na tym forum -- wiele tragedii rozbija się właśnie o seks. Może się nie dobraliście w tej kwestii...
Mlody83 i max32 gdzie sie ukrywaliscie jak ja meza szukalam?
Tacy faceci to marzenie, w domu pomoga, kochaja i do tego jeszcze nie maja swira na punkcie sexu.
Bedac z facetem dla ktorego sex jest calym zyciem przekonalam sie jak malo warty jest taki zwiazek...nie ma sexu w domu to sie go szuka gdzie indziej, byle szybko, byle jak, byle by bylo...gowno warte malzenstwo co sie tylko kolo dupy kreci.
Ja akurat uwazam ze seks w zwiazku jest bardzo wazny dla mnie tez,ale jeszcze raz powtorze nie uzalezniam trwania zwiazku od niego. A niestety w tym przypadku chyba tak sie dzieje.
Mlody83 i max32:
Waszym problemem jest to, że Wasze kobiety stały się dla Was boginiami, bóstwami.
Przykro mi, ale od gościa, który siebie ma za nic ( a przynajmniej za mało wartościowego w porównaniu do żony) to ja uciekam i każda normalna ucieknie po jakimś czasie.
Związek nie polega na tym by wzajemnie czynić siebie niepełnosprawnymi życiowo.
Co to Wasze kobiety nie miały rąk żeby uprać, sprzątnąć, ugotować?
A Wy nie mieliście dość jaj żeby zawalczyć o swoje życie i zamiast robić to co do Waszych kobiet należy zająć się sobą, swoim hobby itd?
Sami w tych relacjach funkcjonowaliście na poziomie: SŁUŻĄCY (co najwyżej), więc za takich kobieta Was ma.
Nie jesteście dla nich PARTNERAMI tylko SŁUŻĄCYMI. Więc nie dziwcie się, że one tak Was potraktowały.
Wyciągnijcie wnioski i nie popełniajcie znów takich błędów. Szkoda życia.
Ludzie czasem zle sie dobieraja albo z wiekiem przychodzi wieksza czy mniejsza ochota, jesli jest milosc trzeba sobie pomagac.
Moim zdaniem za bardzo się bulwersujecie.
Po pierwsze- seks jest ważny. Nie tylko w małżeństwie, ale ogólnie w życiu człowieka. Seksu nie da się zastąpić sprzątaniem, gotowaniem, skokami na bungee czy nowym hobby.
Po drugie- kiedy zanika seks, robi się nieprzyjemnie. Szczególnie, że wcześniej, przed ślubem, nie było z tym problemu. Jest milion powodów, dla których obniża się libido, ale mamy ten przywilej, że do naszych usług jest horda specjalistów, gotowych zbadać te przyczyny. Wszystko właściwie sprowadza się do jednego- dobrej woli partnera. Co robił max32, kiedy żona zwracała mu uwagę na swoje niezaspokojone potrzeby? Czy rzeczywiście zaangażował się, by odkryć źródło problemu? Czy wykorzystał wszelkie możliwe środki, czy raczej machnął ręką? Stwierdził, że to "tylko seks", i że to w końcu bardziej problem żony, bo jemu jest dobrze tak jak jest? Czy max32 zrozumiał powagę problemu dopiero, kiedy żona się wyprowadziła?
1,5 roku to w moim odczuciu mnóstwo czasu, żeby podjąć jakieś zdecydowane kroki. I wystarczająco dużo czasu, żeby zamordować nawet najsilniejsze uczucie. Bo moim zdaniem ta miłość nie umarła tylko z powodu seksu- ale raczej z powodu zaniedbań, braku CHĘCI zadbania o szczęście partnerki.
Na marginesie, nie pochwalam zdrady. Żaden powód nie jest dla mnie wystarczający, żeby ją usprawiedliwić, szczególnie brak seksu. Ale jestem w stanie zrozumieć rozstanie z powodu braku seksu.
Mlody83 i max32:
Waszym problemem jest to, że Wasze kobiety stały się dla Was boginiami, bóstwami.
Przykro mi, ale od gościa, który siebie ma za nic ( a przynajmniej za mało wartościowego w porównaniu do żony) to ja uciekam i każda normalna ucieknie po jakimś czasie.
Związek nie polega na tym by wzajemnie czynić siebie niepełnosprawnymi życiowo.
Co to Wasze kobiety nie miały rąk żeby uprać, sprzątnąć, ugotować?
A Wy nie mieliście dość jaj żeby zawalczyć o swoje życie i zamiast robić to co do Waszych kobiet należy zająć się sobą, swoim hobby itd?
Sami w tych relacjach funkcjonowaliście na poziomie: SŁUŻĄCY (co najwyżej), więc za takich kobieta Was ma.
Nie jesteście dla nich PARTNERAMI tylko SŁUŻĄCYMI. Więc nie dziwcie się, że one tak Was potraktowały.
Wyciągnijcie wnioski i nie popełniajcie znów takich błędów. Szkoda życia.
Nie moge uwierzyc ze jestes kobieta a jesli tak to Ci wspolczuje.
Kazda kobieta chce miec wsparcie i pomoc w swoim partnerze a ty bys uciekla i sama prala, sprzatala, gotowala i czula ze to do ciebie nalezy a maz ma miec tylko hobby i zajmowac sie soba?
Nie czula bys sie jak SLUZACA?
Mysle ze jeszcze nie zylas w powaznym zwiazku, a juz napewno nie pod jednym dachem...no chyba ze jestes typem meczennicy ktora lubi znac swoje miejsce przy piecu.
22 2012-08-22 10:34:40 Ostatnio edytowany przez Sugarbabe (2012-08-22 10:35:43)
A widziałaś gdzieś w ich postach wzmiankę, że te kobiety COKOLWIEK robiły?
Oni nie byli nawet na poziomie obowiązków domowych partnerami swoich żon!
Teraz jasne?
...nie rorozumie jak mozna od niego uzalezniac trwanie zwiazku,malzenstwa.
Malzenstwo jest przedewszystkim kompromisem i na tym to polega zeby wspolnie wyjasniac sobie sporne kwestie.
I ja byłam taką żoną, której potrzeby były ignorowane. I choć u mnie przyczyna była druzgocąca dla mnie, to na tamtą chwilę czułam się... no właśnie jak. Niewesoła po części to opisała i pod tym mogłabym się podpisać a od siebie dodać, iż przy braku poczucia bycia atrakcyjną, piękną pożądaną dla swojego faceta, cała reszta nie ma większego znaczenia. żadne pranie, sprzątanie, gotowanie...
Przykro mi chłopie, ale masz za swoje, że tak napiszę. Twoja żona dostaje smsy od innego? Sam sobie ukręciłeś sznur na szyję. W taki sposób próbuje się dowartościować, poczuć znów atrakcyjną. Obawiam się, że teraz nawet żebyś na rzęsach stawał i uszami klaskach z obietnicą "że wszystko wróci do normy" to dla Was już nie ma ratunku. Miałeś swoją szanse, olewałeś ją, jej potrzeby.
Cóż, czułam się tak samo, szukałam porad w internecie, nie rozumiałam DLACZEGO mnie odrzuca... Prawda wyszła na jaw, zabiła mnie, ale wtedy, kiedy nie wiedziałam... tylko to miałam w głowie... Co jest ze mną NIE TAK?
Rozumiesz teraz? Ja wiem, że są sytuacje niezależne od nas choroba, zagrożona ciąża, wypadek... Ale to inna historia. W innych przypadkach nie znajduje usprawiedliwienia dla olewania potrzeb drugiej strony.
Ludzie czasem zle sie dobieraja albo z wiekiem przychodzi wieksza czy mniejsza ochota, jesli jest milosc trzeba sobie pomagac.
Wlasnie,jesli jest milosc!!
Moja zona na brak seksu nigdy nie narzekala,wrecz przeciwnie,to ja czesto czulem sie odpychany.
Nie rozumialem skad to sie bierze,ile razy probowalem o tym rozmawic,to ona nie chciala,twierdzila ze nie potrafi o tym mowic.Rozmawialismy o powiekszeniu rodziny,ale z samej rozmowy rodzina sie nie powiekszy.Chyba ja tylko tego chcialem.
Dzisiaj jedyne co mi przychodzi do glowy to tylko to ze z jej strony nie bylo uczucia,chyba to zrozumiala i odeszla.
Pytanie czym sie kierowala wychadzac za mnie?? Nie odpowie mi na nie.
Do cholery,czy istnienie malzenstwa i jego trwalosc ma byc uzalezniona od ilosci seksu,nadmiaru lub braku??
To o to w tym chodzi?? Zwykle szukanie dziury w calym!!
To po co slubujemy sobie ze "nie opuszcze Cie az do smierci",to moze trzeba zmienic,jak nie bedzie seksu to odejde wczesniej!
Poprostu z tej wygody w dupach ludziom sie przewraca!!!
Przeoczyłam Ten Twój post... Mądra ta twoja kobitka ![]()
26 2012-08-22 10:52:40 Ostatnio edytowany przez berberyska (2012-08-22 10:57:09)
To napisałeś w pierwszym poście,
niestety z biegiem czasu zona mowila ze jej brakuje seksu ze jej nie porzadam ze rzadki
a teraz...
Moja zona na brak seksu nigdy nie narzekala,wrecz przeciwnie,to ja czesto czulem sie odpychany.
To jak w końcu? Czy to nie Ty zatytułowałeś post "BRAK SEXU - ROZPAD MAŁŻEŃSTWA ... "?
To napisałeś w pierwszym poście,
Mlody83 napisał/a:niestety z biegiem czasu zona mowila ze jej brakuje seksu ze jej nie porzadam ze rzadki
a teraz...
Mlody83 napisał/a:Moja zona na brak seksu nigdy nie narzekala,wrecz przeciwnie,to ja czesto czulem sie odpychany.
To jak w końcu? Czy to nie Ty zatytułowałeś post "BRAK SEXU - ROZPAD MAŁŻEŃSTWA ... "?
Kolezanko,przeczytaj dobrze i sprawdz w ktorym poscie sa slowa" niestety z biegiem czasu zona mowila ze jej brakuje seksuze jej nie porzadam ze rzadki"
To nie moj post i nie moje slowa,to slowa autora tego watku.
Czytaj ze zrozumieniem!
Berberyska,wyjasnijmy sobie jedno,nie jest to moj most a Maxa32,to juz wiemy. Mnie ten problem nie dotyczyl,wiem ze Ciebie tak bo przeczytalem Twoja historie. Pomylilas moje wpisy z jego wpisami i wyszlo Ci ze raz mowie tak a drugim razem inaczej,zwroc na to uwage kogo cytujesz. Napisalas ze "Madra ta twoja kobitka" ze odeszla,chyba chodzilo Ci o zone autora tego watku.
U mnie bylo inaczej,chodzi raczej o zupelny brak uczuc i dlatego czuje sie oszukany,ale nie wazne.
Ja uwazam ze seks jest sprawa wazna,dla zwiazku i niewolno ignorowac i lekcewazyc potrzeb drugiej strony,tak w skroci.
Chodzi mi raczej o to ze nie powinno sie uzalezniac istnienia zwiazku o tych spraw. Jesli komus czegos brakuje,to sie o tym mowi,a nie ucieka i szuka tego na boku,ja przynajmniej tak bym nie potrafil. Slowo Wiernosc naprawde duzo dla mnie znaczy. Jesli niemam seksu w zwiazku,to nie pojde go szukac na boku, Bo jedna chwila i mozna stracic wszystko,a nie na toczlowiek pracuje. Jesli powiedzialem Tak,to chce w tym wytrwac,bo dalem slowo ktore jest cos warte,a nie pusty frazes.
29 2012-08-22 12:01:21 Ostatnio edytowany przez busiu (2012-08-22 12:02:05)
Ja uwazam ze seks jest sprawa wazna,dla zwiazku i niewolno ignorowac i lekcewazyc potrzeb drugiej strony,tak w skroci.
Chodzi mi raczej o to ze nie powinno sie uzalezniac istnienia zwiazku o tych spraw. Jesli komus czegos brakuje,to sie o tym mowi,a nie ucieka i szuka tego na boku,ja przynajmniej tak bym nie potrafil. Slowo Wiernosc naprawde duzo dla mnie znaczy. Jesli niemam seksu w zwiazku,to nie pojde go szukac na boku, Bo jedna chwila i mozna stracic wszystko,a nie na toczlowiek pracuje. Jesli powiedzialem Tak,to chce w tym wytrwac,bo dalem slowo ktore jest cos warte,a nie pusty frazes.
Świetnie, bardzo szlachetnie- tylko co zrobić, gdy trafiasz na mur? Libido Twojej żony spada praktycznie do zera- w rękawie wachlarz wymówek, ból głowy, zmęczenie, stres, a jeśli już dochodzi do stosunku(bo "kochanie się" to nie jest) to z wielką łaską otrzymujesz kochankę z grymasem na twarzy i gibkością kłody.
I nie jest zainteresowana udaniem się do specjalisty, bo drogo/daleko/niewygodnie/wstydliwie/ona nie widzi problemu/wstaw cokolwiek.
Czy czujesz się kochany? Atrakcyjny? Pożądany? Szczęśliwy?
Ja rozumiem i popieram pracę nad tym, by wytrwać w przysiędze, walczyć o związek i relację, ale nie wtedy, kiedy partner ma nas ewidentnie w dupie.
30 2012-08-22 12:07:27 Ostatnio edytowany przez berberyska (2012-08-22 12:13:20)
Racja pomyliłam autorów. To przez dzisiejsze roztargnienie i mega migrene... No nie ważne. Przepraszam raz jeszcze.
A co do głównego tematu. No busiu też świetnie ujęła sedno problemu.
A widziałaś gdzieś w ich postach wzmiankę, że te kobiety COKOLWIEK robiły?
Oni nie byli nawet na poziomie obowiązków domowych partnerami swoich żon!
Teraz jasne?
A widzialas gdzies w ich postach wzmianke, ze te kobiety NIC nie robily?
Obrazasz facetow chociaz ich nie znasz, a partnerami byli i nawet starali sie pomagac w obowiazkach domowych.
Nie chcesz nikomu pomoc, piszesz zeby zdolowac ludzi ktorym napewno jest ciezko.
Nie oni zdradzali tylko zostali zdradzeni.
Teraz jasne?
Mlody83 napisał/a:Ja uwazam ze seks jest sprawa wazna,dla zwiazku i niewolno ignorowac i lekcewazyc potrzeb drugiej strony,tak w skroci.
Chodzi mi raczej o to ze nie powinno sie uzalezniac istnienia zwiazku o tych spraw. Jesli komus czegos brakuje,to sie o tym mowi,a nie ucieka i szuka tego na boku,ja przynajmniej tak bym nie potrafil. Slowo Wiernosc naprawde duzo dla mnie znaczy. Jesli niemam seksu w zwiazku,to nie pojde go szukac na boku, Bo jedna chwila i mozna stracic wszystko,a nie na toczlowiek pracuje. Jesli powiedzialem Tak,to chce w tym wytrwac,bo dalem slowo ktore jest cos warte,a nie pusty frazes.Świetnie, bardzo szlachetnie- tylko co zrobić, gdy trafiasz na mur? Libido Twojej żony spada praktycznie do zera- w rękawie wachlarz wymówek, ból głowy, zmęczenie, stres, a jeśli już dochodzi do stosunku(bo "kochanie się" to nie jest) to z wielką łaską otrzymujesz kochankę z grymasem na twarzy i gibkością kłody.
I nie jest zainteresowana udaniem się do specjalisty, bo drogo/daleko/niewygodnie/wstydliwie/ona nie widzi problemu/wstaw cokolwiek.
Czy czujesz się kochany? Atrakcyjny? Pożądany? Szczęśliwy?
Ja rozumiem i popieram pracę nad tym, by wytrwać w przysiędze, walczyć o związek i relację, ale nie wtedy, kiedy partner ma nas ewidentnie w dupie.
To przepraszam bardzo,ale czy jesli wiaze sie z druga osoba to robie to dla jej dupy??
A jak tego niema to mam odejsc,szukac na boku??
Nie!!!
Milosc,prawdziwe uczucie,znasz takie pojecia???
Jesli mi zabraknie seksu,to mam uciec tam gdzie go bede mial??? No prosze Cie.
Gratuluje podejscia do sprawy.
busiu napisał/a:Mlody83 napisał/a:Ja uwazam ze seks jest sprawa wazna,dla zwiazku i niewolno ignorowac i lekcewazyc potrzeb drugiej strony,tak w skroci.
Chodzi mi raczej o to ze nie powinno sie uzalezniac istnienia zwiazku o tych spraw. Jesli komus czegos brakuje,to sie o tym mowi,a nie ucieka i szuka tego na boku,ja przynajmniej tak bym nie potrafil. Slowo Wiernosc naprawde duzo dla mnie znaczy. Jesli niemam seksu w zwiazku,to nie pojde go szukac na boku, Bo jedna chwila i mozna stracic wszystko,a nie na toczlowiek pracuje. Jesli powiedzialem Tak,to chce w tym wytrwac,bo dalem slowo ktore jest cos warte,a nie pusty frazes.Świetnie, bardzo szlachetnie- tylko co zrobić, gdy trafiasz na mur? Libido Twojej żony spada praktycznie do zera- w rękawie wachlarz wymówek, ból głowy, zmęczenie, stres, a jeśli już dochodzi do stosunku(bo "kochanie się" to nie jest) to z wielką łaską otrzymujesz kochankę z grymasem na twarzy i gibkością kłody.
I nie jest zainteresowana udaniem się do specjalisty, bo drogo/daleko/niewygodnie/wstydliwie/ona nie widzi problemu/wstaw cokolwiek.
Czy czujesz się kochany? Atrakcyjny? Pożądany? Szczęśliwy?
Ja rozumiem i popieram pracę nad tym, by wytrwać w przysiędze, walczyć o związek i relację, ale nie wtedy, kiedy partner ma nas ewidentnie w dupie.
To przepraszam bardzo,ale czy jesli wiaze sie z druga osoba to robie to dla jej dupy??
A jak tego niema to mam odejsc,szukac na boku??
Nie!!!
Milosc,prawdziwe uczucie,znasz takie pojecia???
Jesli mi zabraknie seksu,to mam uciec tam gdzie go bede mial??? No prosze Cie.
Gratuluje podejscia do sprawy.
Problemy sa po to zeby je rozwiazywac,a nie uciekac i odwracac sie plecami,bo mi czegos brakowalo.
Na zasadzie i jestem z Toba dopoki jest mi dobrze..Jak cos pojdzie nie tak to odejde i niewazne ze kiedys dalam Ci slowo,bo to slowo bylo gowno warte.
Sugarbabe napisał/a:A widziałaś gdzieś w ich postach wzmiankę, że te kobiety COKOLWIEK robiły?
Oni nie byli nawet na poziomie obowiązków domowych partnerami swoich żon!
Teraz jasne?A widzialas gdzies w ich postach wzmianke, ze te kobiety NIC nie robily?
Obrazasz facetow chociaz ich nie znasz, a partnerami byli i nawet starali sie pomagac w obowiazkach domowych.
Nie chcesz nikomu pomoc, piszesz zeby zdolowac ludzi ktorym napewno jest ciezko.
Nie oni zdradzali tylko zostali zdradzeni.
Teraz jasne?
Spoko,mnie to nie rusza!!Proponuje Ci Sugarbaby poczytac watki o tych wszystkich nieszczesliwych "kurach domowych" jakie,to one sa nieszczesliwe bo mezowie im w niczym nie pomagaja.
Dla mojej zony nie wazne bylo i jest ze gotuje myje podlogi sprzatam itd tylko wazne bylo to ze nie mam ochoty na seks. Pisze to teraz jako bardziej doswiadczona osoba bo chyba zaczalem to rozumiec i chcialbym to wszystko zmienic.
Ale jest ALE.Moja zona wziela czesc rzeczy i wyprowadzila sie z domu do znajomej z chlopakiem. I nie chce wrocic. Pracujemy razem i glownie widzimy sie w pracy ale to tylko 5 minut przy zmianach. Ona jest naprawde dla mnie cenna bardzo i nawet mysle ja zdradzac czy flirtowac z innymi.
Jak moge to wszystko zmienic?Jak sprawic zeby mi jeszcze raz zaufala i dala szanse? Prosze o pomoc was za ktora z gory dziekuje!
Czyli jak mam to rozumieć? Ty nie pracujesz i zajmujesz się domem? Czy pracujesz i do tego bierzesz jej obowiązki dodatkowo na głowę?
To przepraszam bardzo,ale czy jesli wiaze sie z druga osoba to robie to dla jej dupy??
A jak tego niema to mam odejsc,szukac na boku??
Nie!!!
Milosc,prawdziwe uczucie,znasz takie pojecia???
Jesli mi zabraknie seksu,to mam uciec tam gdzie go bede mial??? No prosze Cie.
Gratuluje podejscia do sprawy.
Problemy sa po to zeby je rozwiazywac,a nie uciekac i odwracac sie plecami,bo mi czegos brakowalo.
Na zasadzie i jestem z Toba dopoki jest mi dobrze..Jak cos pojdzie nie tak to odejde i niewazne ze kiedys dalam Ci slowo,bo to slowo bylo gowno warte.
Ty na pewno czytasz to, co piszę?
Nie mówimy tutaj o sytuacji, w której np. max32 z powodu choroby ma zaniki erekcji i nie może seksu uprawiać. Mówimy o sytuacji, w której max32 przestał zauważać potrzeby i prośby żony. Nie wiemy, dlaczego nagle seks przestał go interesować, bo max32 nie wysilił się, żeby odkryć źródło problemu. Max32 przeciągał sprawę licząc na... no właśnie, na co? Że potrzeby żony znikną? Że znuży ją ciągłe proszenie się i w końcu przestanie truć dupę? Przez 1,5 roku nie zrobił nic, a otrzeźwiał dopiero wtedy, kiedy żona się wyprowadziła i było już za późno na wspólne oglądanie pouczających filmików na dvd.
Tak, problemy są po to, żeby je rozwiązywać. JEŚLI występuje inicjatywa z obu stron. Bo jeśli drugiej stronie nie zależy na szczęściu partnera/partnerki, to to nie jest miłość, tylko toksyczny związek. Nie chodzi o odwracanie się plecami natychmiast, kiedy nadchodzą problemy- ale nie powiesz mi, że 1,5 roku to mało, żeby zdziałać cokolwiek- nawet zaoszczędzić pieniądze na wizytę u seksuologa.
Ta rozmowa nigdzie nie prowadzi. Kazde z Nas zostaje przy swoim.Koniec.
Tak czytam to co piszesz.
To przepraszam bardzo,ale czy jesli wiaze sie z druga osoba to robie to dla jej dupy??
A jak tego niema to mam odejsc,szukac na boku??
Nie!!!
Milosc,prawdziwe uczucie,znasz takie pojecia???
Jesli mi zabraknie seksu,to mam uciec tam gdzie go bede mial??? No prosze Cie.
Gratuluje podejscia do sprawy.
Nie bagatelizuj roli seksu w związku małżeńskim. Jest ważnym jego elementem - podobnie jak wierność.
Nie chodzi o to, żeby usprawiedliwiać postawę "nie ma seksu to idę gdzie indziej" - jest niedopuszczalna w uczciwym związku.
Chodzi o to, że czasem naprawić sytuację próbuje tylko jedna strona. I odbija się od muru.
Mam za sobą prawie 10 lat walki - mało brakowało, a straciłabym szansę na macierzyństwo.
Gloryfikujesz miłość, prawdziwe uczucie - czy takie uczucia pozwalają ignorować przez lata potrzeby partnera/partnerki? Odwracać się do niej plecami? Ignorować, że całą noc ryczy w łazience?
Udawać, że nie ma problemu?
Na naukach przedmałżeńskich wspomniano o "białym małżeństwie". Uśmiechałam się wtedy pod nosem zastanawiając się po co niektórzy ludzie decydują się na taki związek, przecież platoniczne porozumienie dusz można realizować w innych niż małżeńska relacjach. Tymczasem - mnie się takie małżeństwo przytrafiło. Nie całkiem białe. Takie "w odcieniu kości słoniowej".
Zawierając związek małżeński nie szuka się kolejnego "rodzeństwa" do platonicznego kochania - szuka się kogoś z kim się będzie realizowało potrzebę intymnej bliskości.
Niestety czasem się trafi partner, dla którego małżeństwo oznacza jakąś spółkę z o.o. - wspólnie się dorabiamy, spełniamy domowe obowiązki, pracujemy na swój PR wśród znajomych.
A sam na sam - niezręczna cisza.
Tak, nie zawieramy związku małżeńskiego tylko dla "jej dupy", jak byłeś uprzejmy to określić. Gdyby tak było dobór partnerów można by uprościć do "ta ma otwór", "ten ma wypustkę" i gotowe.
Jednak nie to jest główną przesłanką do podjęcia decyzji o wspólnym życiu. Ale brak seksu (czytaj: odrzucenie fizycznej strony partnera) może rzutować na całokształt.