Chciałbym poruszyć pewien temat który mnie trochę poruszył i zaintrygował podczas ostatnich rozmów z kilkoma osobami. Chodzi mi o kilka spraw ale ogólnie w tytule wątku jest to najkrócej i najbardziej ogólnie opisane.
Czy nie macie wrażenia że w dzisiejszych czasach coraz częściej mamy sytuacje w których chce się nie dopuścić by przyszły partner lub partnerka miała znacznie inny status społeczny ( poziom edukacji danej osoby także ale to w o wiele mniejszym stopniu ) a głównie finansowy? Podobnie, czy zauważacie że rodzice dążą do tego by ich dzieci obracały się w 'wybranym' towarzystwie, by tam znajdowały sobie ( często na siłę ) znajomych, przyjaciół czy partnerów?
Sam co prawda nie spotkałem się do tej pory z taką sytuacją a przynajmniej sobie takowej nie przypominam ale na podstawie rozmowy z pewną osobą śmiem twierdzić że takie zjawisko istnieje i nie jest to jakiś wyjątek. Dla mnie jest to chore ( przynajmniej taki przypadek o jakim słyszałem ale o tym za chwilę ). Ja rozumiem że chce się dla siebie lub swoich dzieci jak najlepiej, że chciałoby się mieć 'dobrego' partnera, zaufanego, wartościowego człowieka, odpowiedzialnego ale czasami mam wrażenie że ludzie ( którzy są już 'trochę' dojrzalsi niż nastolatkowie ) coraz częściej przedkładają kasę i status społeczny niż wartość człowieka której nie jest się w stanie obliczyć ani zobrazować w liczbach, złotówkach czy innych takich. Jasne że fajniej, milej i bezpieczniej jest być z kimś kto ma kasę ale jednak nie powinien być to bilet w jedną stronę - 'ma kasę to z nią/z nim będę, dam jej szansę' lub 'jest biedna, z chorej / patologicznej / trudnej rodziny więc ją oleję bo do mnie nie pasuje lub będę się jej wstydził(a) etc'. To jest zwyczajnie chore.
Tak samo jak 'kierowanie' swoich dzieci by kumplowały się z tymi a tymi a nie trzymały się z tymi a tymi bo przecież Ci pierwsi są lepsi, bycie blisko nich wiąże się z pewnymi określonymi profitami, prestiżem i innymi duperelami.
Zresztą dorośli też nie są lepsi, jak już ktoś się dorobi to ( moje subiektywne więc możliwe że mylne wrażenie ) przyjaźni (?) się tylko z ludźmi podobnymi statusem a tych biedniejszych spośród których się wybili, mimo że się znają długo to z nimi jakoś tracą / słabną relacje. No bo to nie wypada, ich nie stać na droższy lokal, droższe wakacje, nie ma z nim wspólnych tematów i tak dalej ...
Żeby nie było - ja nie jestem wiecznym idealistą, wiem że życie jest okrutne a ludzie to w większości bydło i idioci ale nosz kurde, jak takie coś słyszę to 'trochę' się we mnie gotuje.
Co o tym wszystkim sądzicie?