Hej Dziewczyny.
Oto moja historia... 9 lat temu (w liceum) poznałam jego... Nasze uczucie to była jakaś magia... On 2 lata młodszy więc trakowałam to z przymrużeniem oka...W końcu nasze drogi się rozeszły... Ja 5 lat z facetem, on 6 lat z dziewczyną. Nie widywaliśmy się przez te wszystkie lata... w końcu coś tam popisaliśmy na facebooku, on bardzo chciał się spotkać... Ja myślałam o nim przez te wszystkie lata, wiedzialam, że jak w końcu sie odezwę to znów moje serce oszaleje! Śniłam o nim... nie wiedziałam co ze sobą robić...aż w końcu na 3 miesiące przed moim ślubem nie wytrzymałam i zadzwoniłam do niego... w sumie juz dawno czekal na telefon... Zrobiłam to, bo miałam wahania co do mojego partnera... czułam, że to tak naprawdę nie to i chciałam to sprawdzić ... Tak się tez stało... On oszalał na moim punkcie poraz kolejny... Zapomniałam dodać, że mieszkamy w innych krajach więc dzielą nas od siebie setki kilometrów...ale pokonaliśmy to... było cudownie... Teraz mija 2 tydzień od spotkania... On nigdy nie powiedział mi, że nie mam brac tego ślubu...wiedział, że jest już za późno...ale powiedział, że poczeka na mnie i zmieni wszystkie plany by byc bliżej mnie przez ten okres... Chciał planu ze mną... zaplanował nam wyjazd do Stanów... Prosił bysmy juz kupili bilet...zrobili coś, bo tak bardzo chce przejść ze mną życie... Ja zaczęłam mieć wyrzuty sumienia i moje wątpliwości pogłębiły się, więc odwołałam ślub, który miał sie odbyć za 2 tygodnie... Wiem, że jesteśmy sobie przeznaczeni...on jest bardzo szczerą osobą...otwarcie rozmawia o uczuciach...tyle pięknych słów...gestów...chwil... Po spotkaniu byliśmi oboje już przekonani że magia trwa i myślal tylko o tym kiedy znów się spotkamy. Jeszcze 3 dni temu wszystko było ok...wczoraj stwierdził że zaraziłam go obawami (bo mówiłam otwarcie, że się boję tego, że nie wyjdzie). Więc na dzień dzisiejszy on ma bałagan w głowie, że to właśnie jest jego chwila zwątpienia, że chciałby mieć mnie blisko, na codzień, że byłoby łatwiej wtedy... Niestety...kilometry... Mamy wyjechac koniec września i do tego czasu jakoś sobie radzić z tą odległościa... Zabookował bilet do mnie na za 2 tygodnie... A kilka dni póżniej...mówi mi o bałaganie... ze cały czas czuje mnie i nosi w sobie...ze nie chce tego kończyc, bo to jego chwila zwątpienia ... Co mam myśleć??? Czy można tak z dnia na dzień zmienić uczucia? Myślicie że to tylko chwilowe zwątpienie? Może się przestraszył? Czy to dlatego, że nia mamy szans sie teraz widywać często?
Dostaje na głowę!!!!! Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam