cześć!
mam w sumie taki 'problem'. Otóż zakochałam się (albo zauroczyłam?) w moim dobrym koledze (mogę go nazwać przyjacielem). Znamy się od 2 lat, przyjechał z innego miasta do stolicy na studia magisterskie, akurat na mój kierunek. Od samego początku mi się podobał wizualnie. W ogóle początki nie były łatwe;) Bo on mi trochę 'dokuczał', ja też jakaś miła dla niego nie byłam;] nawzajem sobie dogryzaliśmy, chociaż nie było to jakies wredne. Znajomi śmiali się z nas, że 'kto się czubi...'.
I po jakimś czasie, kiedy miałam akurat okienko (dwa kierunki), on zaproponował sam z siebie, żebyśmy poszli na kawę i on ze mną te 1,5 h posiedzi;) I od tamtej pory to stało się co tygodniową tradycją. Doszły do tego jakieś wspólne wyjścia sporadycznie itp. Przyszły wakacje i myslałam, że pewnie się skończy. Nic bardziej mylnego - często się spotykaliśmy/chodziliśmy na kawki, obiady/jakieś imprezy itp. Oczywiście jako koleżanka i kolega:) poza tym czasami towarzyszyła nam wspólna kumpela.
Zaczął się rok akademicki - kontakty uległy intensyfikacji. Częstsze spotkania po zajęciach/w dniach kiedy zajęć w ogóle nie było. I coraz częściej spotykalismy się już bez koleżanki. Więcej wyjść wspólnych, kino, teatry, obiadki, kawki. Zaczął pracę i mało kiedy wpadał na uczelnię (bardzo mało zajęć w ostatnim semestrze), ale zawsze znajdował czas, żeby się ze mną spotkać. Spotkania były inicjowane zarówno przez niego, jak i przeze mnie. I w dalszym ciągu są:) Częste smsy i telefony. Kiedy tego potrzebowałam, mogłam na niego liczyć.
I nie wiem. Wiem, że mnie lubi, nawet bardzo.... ALE. No właśnie. Ale. Tak się zastanawiam czy udałoby się z tego coś więcej zrobić... czy np. on bierze pod uwagę, że ja... Mamy mnóstwo wspólnych cech, podobnie myslimy na wiele tematów, znajomi plotkują już i ogólnie pytają się mnie, czy my razem, bo 'wiele na to wskazuje'.
Trochę głupia sytuacja... tak tak, wiem - między kobietą a facetem nie ma przyjaźni, bo oo, własnie takie coś potem:P
Tak się zastanawiam czy da się go jakoś 'podejść', jakieś kobiece sztuczki czy coś?:) heh, wiem, człowiek dorosły a jak nastolatka...
pozdrawiam!