Drogie Panie, jak to u Was jest? CZy dalej jest tak, że kobieta pracuje na 2 etaty (1 w domu, 2 w pracy)?
A może dzielicie obowiązki z partnerem czy mężem?
Zapraszam do dyskusji zwłaszcza osoby, które mieszkają razem i nie tylko.;)
Dzielimy sie na pol. Moj maz to duzy dorodny chlop ktory z latwoscia powinien posluzyc sie odkurzaczem, odchwascic ogrod, sprzatnac lazienke i inne pokoje. Szmata i szczota ciezkie nie sa ![]()
Umowilismy sie tak ze jesli oboje pracujemy to i nie wymagamy tylko od jednej osoby zajmowania sie na dokladke domem. Jesli bym musiala przerwac prace z powodu np ciazy to wtedy przejelabym na siebie wiecej obowiazkow domowych.
Ale poki co to oboje po rowno zasuwamy w domu. Nawet gotujemy na pol ![]()
Mieszkamy razem, oboje studiujemy i pracujemy. Obowiązkami dzielimy się w miarę równo: albo po prostu razem zaczynamy sprzątać albo raz on coś zrobi, raz ja. Nie wyobrażam sobie być jedyną osobą dbającą o dom i jak widzę, że ostatnio nic nie robił w domu to dostaje ochrzan ode mnie
Bo ja sama ze ścierą latać nie będę, mowy nie ma ![]()
Dzielimy po rowno, on np. prasuje (bo lubi), robi weekendowe sniadania, a ja sprzatam. Gotujemy razem, zalezy ktore ma wene, zakupy tez robimy razem. Mam tylko problem z zagonieniem go do robot pt. wywierc dziure w scianie albo cos zreperuj ![]()
Ciekawe kto wymyślił ten bzdurny termin. Nie ma podziału obowiązków w domu, bo się łatwo naraża na ciosy i walkę płci. Trzeba po prostu razem współdziałać i wszystko będzie dobrze. Jak byłem żonaty i w związkach też to preferuję, to jak trzeba sprzątać, prasować, iść po zakupy to się to robi. Raz jedno raz drugie, albo wspólnie. I tyle. A już do ..... doprowadza mnie jak partner zaczyna ..... że lepiej coś zrobi, albo że źle zrobiłeś.
No a jeśli umawiacie się, że partner coś w domu będzie robił a tego nie robi? Jak o tym wspominam, to się obraża na mnie, że się czepiam i w efekcie sama to robie. ? W zasadzie wszystko sama w domu robię i to mnie zaczyna wkur?iac.
A tak btw ? jak to jest w związkach w których razem mieszkacie ale nie ma dzieci? Jak po powrocie z pracy wyglądają wasze wieczory/popołudnia no i jak spędzacie weekendy? Ile tego czasu razem a ile osobno i co wtedy robicie?
Pytajka jak o coś prosisz, a on tego nie robi, to Ty nie rób tego za niego.
No a jeśli umawiacie się, że partner coś w domu będzie robił a tego nie robi? Jak o tym wspominam, to się obraża na mnie, że się czepiam i w efekcie sama to robie. ? W zasadzie wszystko sama w domu robię i to mnie zaczyna wkur?iac.
Ale taka metoda jest wysoce nieskuteczna bo przeciez nigdy nie masz dwoch takich samych dni w zyciu. Umowie sie np ze ja kazdego dnia po powrocie z pracy wstawie naczynia do zmywarki. A co jak akurat mam ciezki dzien w robocie, musze zostac po godzinach i wracam pozniej? To co siedzacy w domu od dwoch godzin facet bedzie czekal z naczyniami na mnie?
Albo wymusze na mezu wycieranie kurzy w kazdy wtorek po pracy a on na godzine utknie w korku, wroci zmeczony i wsciekly. Mam mu szmatke wreczac i krzykiem zaganiac do obowiazku?
Wychodze z zalozenia ze robi kazdy kto widzi potrzebe posprzatania i akurat jest w domu i nic nie robi. Poza tym zauwazylam ze cos co jest obowiazkiem wykonuje sie mniej chetnie i slamazarniej. Z chwila kiedy sie zdejmie z czlowieka jakikolwiek przymus to jakos to latwiej idzie.
A tak btw ? jak to jest w związkach w których razem mieszkacie ale nie ma dzieci? Jak po powrocie z pracy wyglądają wasze wieczory/popołudnia no i jak spędzacie weekendy? Ile tego czasu razem a ile osobno i co wtedy robicie?
U nas jak juz mowilam nie ma dwoch takich samych dni w tygodniu. Nasze popoludnia i wieczory wygladaja zaleznie od checi. Albo siedzimy w domu i cos ogladamy albo gadamy o roznych rzeczach. Czesto jest to kino jesli maz pracuje na dzien, kilka razy w mcu restauracja. Ja mam silownie na ktora chodze. CZasem jak mam jakis duzy plan do zrobienia w domu to pracujemy razem (np pielenie ogrodu czy mycie wszystkich okien). A czasem jest tak ze ja siedze na gorze z ksiazka a maz na dole robi jakies swoje rzeczy...
W weekendy ja pracuje. A maz robi to co akurat chce. Idzie do kumpla, na mecz jeden czy drugi, do rodzicow. Niedziele staramy sie spedzac razem, zazwyczaj na spokojnie w domu. Ale czasem zdarza sie ze pakujemy psy i jedziemy do lasu czy nad jezioro. To naprawde roznie wyglada bo zadne z nas nie jest wielkim zwolennikiem zelaznej rytuny.
Nie oszukujmy się, większość obowiązków, należy i będzie należała do nas, do kobiet. Uważam że należy mężczyznę w odpowiedni sposób angażować w obowiązki domowe. Nie na chama i na krzyk. Spokojnie, krok po kroczku, małymi tip topami...a zanim się obejrzycie odwali za nas lwią część prac domowych.
U nas nie ma wyraźnej linii podziału, po prostu staramy się sobie nawzajem pomagać tak aby jak najwięcej czasu móc spędzać razem i cieszyć się sobą i Młodym.
Nie oszukujmy się, większość obowiązków, należy i będzie należała do nas, do kobiet.
A czemoz to, bo nie pojmuje co w tym niby takiego naturalnego, ze to kobieta ma byc wolem roboczym?
U nas - jak sie tak zastanowie - to chyba maz robi wiecej. Raczej ja zajmuje sie praniem, ale poza tym - nie robie zakupow, nie myje garow, nie odkurzam, nie prasuje, gotujemy raczej razem, a ostatnio nawet czesciej maz... Bardzo sporadycznie wynosze smieci, jesli cos wymaga przeniesienia czegos ciezkiego (czyli juz np wiadro z woda), albo wiele schylania sie, to tez robi to on. Takie ogolne ogarnianie mieszkania robimy razem, jak mamy czas i checi, psa wyprowadzamy razem - ale to juz przyjemnosc nie obowiazek.
I moze to ja mam jakis problem z pojmowaniem swiata, ale naprawde nie wiem o co ten caly szum z pracami domowymi. Mieszkanie to nie muzeum, zeby wciaz bylo idealnie. Mam wrazenie, ze czesto problem jest wlasnie w kobietach, ktorym swiat sie wali jak na poleczce bedzie jakis pylek... I cala rodzine podporzadkowuja swojemu szalenstwu, albo same zasuwaja pol zycia, choc nikt tego od nich nie oczekuje. I same sobie kreuja problemy.
Ja tam obowiązków domowych nigdy nie rozpatruję w kontekście równouprawnienia.
Żyjemy razem na wspólnej przestrzeni domowej, to normalną sprawą jest, że wspólnie o nią dbamy.
U nas jest to dbanie w rozsądnym wymiarze, bo również nie traktujemy domowych pomieszczeń jak sal muzealnych.
Prowadzimy dość aktywne życie, mamy małe mieszkanko, a sporo gratów.
Jako świry motocyklowe, często zawalamy swoje gniazdko kaskami, rękawiczkami i innym sprzętem mało domowym.
Akceptujemy to jednak obydwoje i dobrze nam z tym ![]()
Oczywiście, żeby kompletnie nie żyć w chaosie, raz na tydzień staramy się na wspólne ogarnianie mieszkanie, by było miło i by przygotować teren pod kolejne zagracanie ![]()
A codzienne obowiązki typu; gotowanie, pranie, zmywanie. Póki co, to częściej do mnie należą. Nie jednak dlatego, że ja to robię lepiej albo nie chcę męża nadwyrężać, ale po prostu mam trochę więcej czasu, gdyż mniej spędzam go na pracy zawodowej.