ostatnio czuje sie jakby nikt mnie nie kochał nie rozumiał nie mam ochoty nigdzie wychodzic nie ciesza mnie codzienne sprawy nie mam siły na nic tylko usiaść i płakać
Każdy ma czasem takie dni..... głowa do góry będie dobrze ![]()
Będzie dobrze ![]()
Znajdziesz sobie kogoś na pewno :*
Nie martw sie.... mnie to teraz coraz częściej dopada..... a przecież są wakacje ![]()
Nie wiem co powiedzieć, ja mam to samo. A niby wszystko w moim zyciu jest ok, ale we mnie jest jakas taka pustka
Rozumiem cie
Jakbym widziała moją córkę. Wiem, że nie działają żadne "będzie dobrze". Ale i recepty doskonałej żadnej nie ma. Każdego to czasem dopada. Jeden szybciej wychodzi, inny się długo męczy. Trzeba się nauczyć myśleć pozytywnie. Wiem, że to nie łatwe. Można to jednak ćwiczyć. Pamiętam najgorszy okres w moim życiu, ciężka choroba mojej Mamy, anoreksja córki, choroba męża. Wszystko w tym samym czasie. Miałam ochotę położyć się spać i już się nie obudzić. Mimo wielu ludzi dookoła, czułam się bardzo samotna. Czas płynął, Mama umarła, mąż wyzdrowiał, z córką do dziś różne problemy, ale już się tak nie załamuję. W końcu zaświeci słońce, a jak trzeba to można z kimś mądrym pogadać. Z psychologiem, ale takim sprawdzonym, z przyjacielem etc. Pustkę trzeba samemu zapełnić. Jak nie ma żadnej osoby obok, to znależć zajęcie, jakiś kurs, nauka języka, podróż, pracę wolontariusza etc.
Trzymam kciuki.
Witaj ![]()
Zachęcam do zapoznania się z regulaminem forum oraz uzupełnienia profilu. Życzę miłego pobytu ![]()
tu jest sporo samotnych osób, po prostu napisz do kogoś, to wcale nie takie trudne jak ci się wydaje. powodzenia!
Nie martw sie.... mnie to teraz coraz częściej dopada..... a przecież są wakacje
Bo wakacje to jest właśnie idealny w życiu studenta okres na takie problemy. Ludzie dzisiaj są nieruchawi i uzależnieni od komputera. Skoro nie ma przymusu by codziennie jeździć do przybytku gdzie jest mnóstwo ludzi ani nawet wychodzić z domu to ludziom nie chce się ruszyć. A że nie są świadomi przyczyn potęgującego się spadku nastroju i nieruchawości, wpadają w spiralę obniżającego się nastroju. Są sami, coraz bardziej sami, coraz gorzej się czują i nic nie chce im się z tym robić. Skutek jest taki że masa ludzi beczy po domach, bo im się nie chciało ruszyć z miejsca i zmusić innych do aktywności. Kolejna zaraza to to że wiele osób ma paskudny zwyczaj, po wejściu w związek, wycofania się dotychczasowego życia, nie spotykania się nikim poza partnerem/partnerką, przyjaciele idą w odstawkę, i nie robi się już totalnie nic ciekawego. A potem się dziwią że się sobą znudzili.
Coraz bardziej noszę się z myślą otwarcia jakiegoś bloga, ja te wszystkie problemy jak zły szeląg poznałem na własnej skórze, tylko nie chce mi się o tym pisać każdego z osobna.