Sprawa jest oczywiście banalna i pewnie już troszeczke nudna dla Was. Przejdę do szczegółów jednak i powiem wam z czym się borykam od kilku dni. Mniej więcej 2.5 roku temu poznałem fantastyczną dziewczyne. Z początku oczywiście było idealnie, poznawaliśmy się dopiero. Ja byłem wolny, niezależny finansowo i studiujący, ona tylko studiowała i miała chłopaka. Chłopaka, który jednak nie poświęcał jej czasu i generalnie miał ją gdzieś. Ponieważ ja się pojawiłem w jej życiu a jej związek zmierzał ku końcowi, tym łatwiej mogła podjąć decyzje o porzuceniu tamtego chłopaka, który nota bene jej nie kochał i vice versa.
Nasz związek kwitł, każde z nas miało jakieś zainteresowania i przede wszystkim różniliśmy się podejściem do życia co moim zdaniem tak bardzo nas do siebie zbliżało. Ona lubiła imprezować, poznawać nowych ludzi oraz uczyć się jak najwięcej i jak największą wiedzę zdobywać, traktowała to jako priorytet w życiu. Ja oczywiście studiuje i pracuje i zależało mi zawsze na tym by jej niczego nie brakowało przy mnie, mimo to jestem typem człowieka, który nie angażuje się w kontakty z innymi osobami. Nie jestem typem samotnika, ale po prostu nie czuje wewnętrznej potrzeby kontaktu z nowymi ludźmi. Oczywiście pojawiały się wspólne wyjścia na dyskoteke czy też ze znajomymi do kina lub w inne miejsca. Czasami jednak nie chciałem kontaktować się na imprezie ze wszystkimi, jednak zależało mi na tym, żeby moja druga połówka dobrze się bawiła. Bywało tak, że byłem znudzony, czego nie chciałem pokazać. Moja dziewczyna jednak w pewnym momencie trwania związku zaczęła chodzić na imprezy sama bo jak się potem okazało, nie chciała mnie do niczego zmuszać.
Nie jestem idealny i mam swoje wady tak jak każdy, jednak ten stan sytuacji mi nie pasował. Wiem, że nie postępowałem zbyt dobrze pozwalając jej na pełną swobodę. Dodatkowo podczas naszych spotkań starałem się jak mogłem, żeby umilić jej czas. W pewnym momencie wytkneła mi, że bardziej przejmuje się o nią, a nie myślę przy tym o sobie.
Wiem, wiem...zawaliłem sprawę. Byłem na każde jej zawołanie, zawsze mogła na mnie liczyć, jeśli miała jakiś problem w życiu prywatnym, w szkole, z rodziną itp. to zawsze z nią rozmawiałem i starałem sie jej pomagać. Ogólnie rozmawialiśmy bardzo dużo ze sobą i staraliśmy się nie mieć przed sobą tajemnic.
Sytuacja zmieniła się jednak jakieś 6 miesięcy temu. Wtedy moja dziewczyna zmieniła kierunek studiów na bardziej wymagający i zapowiedziała mi, że możliwe, że będziemy mieli dla siebie mniej czasu. Ja poświęcałem się swoim pasjom i zainteresowaniom i ona również więc i tak nie mielismy go dla siebie zbyt dużo. W tym ostatnim okresie, częstotliwość naszych spotkań ograniczała się do 1/tydzień lub 1/2 tygodnie więc baaaardzo rzadko. Zauważyłem, że spędzała dużo czasu z nowymi znajomymi ze szkoły, głównie koleżankami. Potem doszli oczywiście do znajomości koledzy ze studiów, lecz poznałem ich i wiem, że nie są dla mnie potencjalnym zagrożeniem w związku. Taki stan rzeczy tak jak wspomniałem trwał dość długo bo przez 6 miesięcy i traciłem nadzieje, że to się jakoś naprawi. Również nasze współżycie bardzo się ograniczyło, co dodatkowo spowodowało taki stan rzeczy.
Kończąc jednak napisze jeszcze jak wyglądało kilka dni temu rozstanie.
Przyszedłem do niej po drobnej sprzeczce smsowej i ją bardzo mocno przytuliłem do siebie. Oczywiście trwaliśmy w takim stanie dłuższą chwilę. Następnie zaczeliśmy rozmawiać o obecnej sytuacji. Moja dziewczyna bardzo się tym przejeła i zaczęła płakać, mówiąc mi, że straciła to uczucie i nie wie co z tym zrobić. Wcześniej powtarzała, że potrzebuje czasu i nawet w między czasie przestaliśmy się ze sobą kontaktowac na okres 2 tygodni. Po tym czasie , jak sie domyślacie, niewiele się zmieniło...Powiedziała, że chciałaby mnie kochać i darzyć takim uczuciem jak kiedyś, ale nie wie jak to zrobić. Codziennie rano o tym myśli i bardzo ją to denerwuje i smuci. Jak się o tym dowiedziałem to powiedziałem jej, że skoro nic nie czuje to nie możemy tego dłużej ciągnąć. Bardzo kocham i wiem, że zrobiłbym dla niej wszystko, nawet się z nią rozstał, dla jej szczęścia! Dziewczyna rozpłakała sie jeszcze bardziej. Pytała się mnie czy nie ma już szans dla nas i czy kiedyś się bedziemy ze sobą kontaktować. Powiedziałem jej, że w związku byłem cały dla niej, natomiast jeśli nie będziemy już razem to nie chce się z nią kontaktować w żaden sposób, żeby siebie tak bardzo nie ranić. Zrozumiała to. Przytuliła mnie do siebie jeszcze kilka razy i cały czas płakała. Nie powiem, że i mnie to nie rozczuliło, ale starałem się do niej uśmiechać przez łzy i ocierać jej oczy Zdarzenie miało miejsce w piątek. Przez weekend jakoś się trzymałem. W poniedziałek już było gorzej, a na domiar złego jak wracałem z pracy to spotkałem ją po drodze do domu. Nie odwróciłem głowy i nie udawałem, że jej nie znam bo to głupota. Stanałem jak wryty, ona też i postanowiliśmy wrocić kawałek razem. Pogadaliśmy, ale jak to bywa w takich sytuacjach, rozmowa się nie kleiła. Ja byłem strasznie spięty i widać chyba było po mnie, że nie chętnie rozmawiam. Ona natomiast często na mnie patrzyła i uśmiechała się tak jakby starała sie mnie rozluźnić. Z mojej strony uśmiechu nie było (wiem, to nie było zbyt udane zagranie). W pewnym momencie pożegnaliśmy się, ale w tym pożegnaniu nic nie było, zwykłe "cześć" i uśmiech z jej strony.
Mamy dzisiaj środę, jednak ja się z tym źle czuje. Obiecałem sobie, że nie będę się do niej odzywać. Nie wiem jednak czy już myśleć o zapominaniu o tym związku czy może jeszcze mogę mieć jakąś nadzieje, że zatęskni i będzie chciała troszkę (tym razem ze mna do spółki ) powalczyć o związek.
To cudowna dziewczyna i wiem, że pasuje mi pod każdym względem, zarówno jej wielu zalet jak i wielu wad Kiedyś nawet wybieraliśmy pierścionek dla niej i już miałem zamiar się oświadczać...no ale wyszło jak wyszło. Jeśli komuś będzie chciało się to wsztystko czytać, to będę wdzięczny za jakąś formę pocieszenia, zrozumienia czy też drobnej podpowiedzi.