Witam, jestem mężatką z 13 letnim stażem,z 2 dzieci. Po ok.5- 6 latach zaczęłam podejrzewać że mój mąż ma problem z alkoholem.Sama siebie oszukiwałam ze jest inaczej, udawalam że nie widzę pewnych rzeczy.Trwałam tak z dnia na dzień.Raz było lepiej, raz gorzej. Pił w samotnosci, w garażu , na działce bez kolegów.Czas leciał a ja trwałam od jego picia do niepicia. Za każdym razem kiedy on obiecywał a potem sięgał po alkohol czułam sie coraz gorzej, zraniona, oszukana.Pękło coś we mnie i wplątałam się w głupi związek.To w sumie nawet nie był związek.Chciałam poczuć się w końcu za nic nie odpowiedzialna, bo do tej pory wszystko było na mojej głowie, ja musiałam wszystko ogarniać ...dom dzieci, finanse. Chciałam zapomnieć choć na moment i nie mysleć.Zdradziłam go z dużo młodszym ok 3 lat temu.To nie miało dla mnie znaczenia, ale dużo zamieszania z tego wyszło.On sie dowiedział , ja się przyznałam...on twierdził że wybacza, że kocha, że swiata poza mną nie widzi, abym tylko z nim była.No i zgodziłam się , tylko że przez 3 lata robił mi pieklo. Jak się napił wypominał mi wszystko, nawet zaczął się awanturować, jechał mi po psychice że jestem taka a taka że jak tak mogłam, ze nie mam zasad itd...zaciskałam zęby bo dzieci bo rodzina , bo bałam się że może sama sobie nie poradzę finansowo.Bo on jak twierdził kocha dzieci ale grosza złamanego dla mnie nie da...he .Rok temu postawiłam ultimatum odwyk albo rozwód...bronił się rękami i nogami.Manipulował moimi rodzicami , dziećmi, na mnie już to nie działało.Co jakiś czas żeby mnie dobić przypominał mi co ja zrobiłam...i że to moja wina że pije, próbował różnych rzeczy.Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że właśnie w tym czasie jak postawiłam to ultimatum okazało sie że mnie zdradza .Wpadł z telefonem i smsami do tej kobiety. Wypierał się ze nic nie było, że tylko pisał z nią bo przecież w domu nie ma z kim rozmawiać bo ja go nie rozumiem. Nie wnikałam , powiedzialam że jak nie zacznie leczenia to go zostawie i nie jest to już istotne czy ma kogoś czy nie.Poszedł na odwyk zamknięty, wyszedł po 2 mies. Trochę poukładali mu w głowie. Dałam mu szanse i powiedziałam że zaczynamy od nowa.Pech chciał że z tą kobieta nie rozstał sie tak jak powinien. Zaczeła do mnie pisać.Twierdziła że jest on ze mna tylko dla tego że nie ma wyjścia , że mamy kredyt , ze musi go spłacić, że nie była pierwsza.Strasznie namieszała mi w głowie , spotykał sie z nią 6-7mies. z jej opowiesci wynika że dużo jej naobiecywał .Wiem że nie mam do niego zaufania.Boli mnie najbardziej to że sam robił takie rzeczy a mi jechał po psychice, potrafi być bardzo podły . O tym co on zrobil chce aby nie mówić, było mineło, nie istotne. Ale jak ma możliwość wypomnienia mi moich błędów to to robi i tego nie rozumiem. Poza tym żyję w ciagłym leku którego nie umiem sie wyzbyć.Boję sie że zacznie znowu pić, boję się że jak on pił w ukryciu mogę tego nie zauważyć , jak się bedzie dobrze maskował.Ciągły strach i lęk jest może dla tego bo od jakiegoś czasu dziwnie sie zachowuje. Jestem teraz na takim etapie że nie wiem czego chce , nie wiem co powinnam zrobić. Jeszcze żeby tego bylo mało to jestem od paru dni bez pracy i na razie nie widzę perspektyw na kolejną , bo w moim zawodzie to nie jest łatwe pracę dostać. Czuję sie źle...nie wiem w sumie czemu to piszę...to tak w skrócie.
1 2012-07-01 22:24:30 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2012-07-02 20:47:59)
Toksyczny związek. Po co?
Witam, jestem mężatką z 13 letnim stażem,z 2 dzieci. Po ok.5- 6 latach zaczęłam podejrzewać że mój mąż ma problem z alkoholem.Sama siebie oszukiwałam ze jest inaczej, udawalam że nie widzę pewnych rzeczy.Trwałam tak z dnia na dzień.Raz było lepiej, raz gorzej. Pił w samotnosci, w garażu , na działce bez kolegów.Czas leciał a ja trwałam od jego picia do niepicia. Za każdym razem kiedy on obiecywał a potem sięgał po alkohol czułam sie coraz gorzej, zraniona, oszukana.Pękło coś we mnie i wplątałam się w głupi związek.To w sumie nawet nie był związek.Chciałam poczuć się w końcu za nic nie odpowiedzialna, bo do tej pory wszystko było na mojej głowie, ja musiałam wszystko ogarniać ...dom dzieci, finanse. Chciałam zapomnieć choć na moment i nie mysleć.Zdradziłam go z dużo młodszym ok 3 lat temu.To nie miało dla mnie znaczenia, ale dużo zamieszania z tego wyszło.On sie dowiedział , ja się przyznałam...on twierdził że wybacza, że kocha, że swiata poza mną nie widzi, abym tylko z nim była.No i zgodziłam się , tylko że przez 3 lata robił mi pieklo. Jak się napił wypominał mi wszystko, nawet zaczął się awanturować, jechał mi po psychice że jestem taka a taka że jak tak mogłam, ze nie mam zasad itd...zaciskałam zęby bo dzieci bo rodzina , bo bałam się że może sama sobie nie poradzę finansowo.Bo on jak twierdził kocha dzieci ale grosza złamanego dla mnie nie da...he .Rok temu postawiłam ultimatum odwyk albo rozwód...bronił się rękami i nogami.Manipulował moimi rodzicami , dziećmi, na mnie już to nie działało.Co jakiś czas żeby mnie dobić przypominał mi co ja zrobiłam...i że to moja wina że pije, próbował różnych rzeczy.Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że właśnie w tym czasie jak postawiłam to ultimatum okazało sie że mnie zdradza .Wpadł z telefonem i smsami do tej kobiety. Wypierał się ze nic nie było, że tylko pisał z nią bo przecież w domu nie ma z kim rozmawiać bo ja go nie rozumiem. Nie wnikałam , powiedzialam że jak nie zacznie leczenia to go zostawie i nie jest to już istotne czy ma kogoś czy nie.Poszedł na odwyk zamknięty, wyszedł po 2 mies. Trochę poukładali mu w głowie. Dałam mu szanse i powiedziałam że zaczynamy od nowa.Pech chciał że z tą kobieta nie rozstał sie tak jak powinien. Zaczeła do mnie pisać.Twierdziła że jest on ze mna tylko dla tego że nie ma wyjścia , że mamy kredyt , ze musi go spłacić, że nie była pierwsza.Strasznie namieszała mi w głowie , spotykał sie z nią 6-7mies. z jej opowiesci wynika że dużo jej naobiecywał .Wiem że nie mam do niego zaufania.Boli mnie najbardziej to że sam robił takie rzeczy a mi jechał po psychice, potrafi być bardzo podły . O tym co on zrobil chce aby nie mówić, było mineło, nie istotne. Ale jak ma możliwość wypomnienia mi moich błędów to to robi i tego nie rozumiem. Poza tym żyję w ciagłym leku którego nie umiem sie wyzbyć.Boję sie że zacznie znowu pić, boję się że jak on pił w ukryciu mogę tego nie zauważyć , jak się bedzie dobrze maskował.Ciągły strach i lęk jest może dla tego bo od jakiegoś czasu dziwnie sie zachowuje. Jestem teraz na takim etapie że nie wiem czego chce , nie wiem co powinnam zrobić. Jeszcze żeby tego bylo mało to jestem od paru dni bez pracy i na razie nie widzę perspektyw na kolejną , bo w moim zawodzie to nie jest łatwe pracę dostać. Czuję sie źle...nie wiem w sumie czemu to piszę...to tak w skrócie.
On do AA Ty na al-anon
"On do AA Ty na al-anon"
i dodam jeszcze : na terapię dla współuzależnionych szybciutko
adresy są tutaj;
http://www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=category%A7ionid=1&id=5&Itemid=10
Witam jestem tu nowa ale historia jest podobna do mojej tyle ze ja niezdradziłam tylko mąz, tez jestem 13 lat po ślubie[ miłość od pierwszego wejrzenia] mamy 2 dzieci i problem z alkocholem!!!!!!!!!!!!Maż był wspaniałym człowiekiem pełen humoru, nie zawsze ogarniał wszystko jesli chodzi o uczucia np.przytulania,rozmowa ,romantyczny nastrój świece,ale nigdy mi to aż tak nie przeszkadzało nie ukrywam że były żale z mojej strony, ale wtedy przemyslał i zaskoczył ze można inaczej okazać uczucia, w jego rodzinie panowała dyscyplina i zero okazywania uczuć tylko żale i pretensje. Więc ja jak to ja no niemiał przykładu z domu więc niewie jak powinno być.W naszym przypadku wiem ze problem alkocholowy jest dziedziczny jego mama;, moja teściowa tez ma problem teraz na starsze lata, niby sie uspokoiła, ale ja wiem ze to tak tylko nachwile bo to juz przerabiam 16 lat. Poznałam męza to ten problem już w rodzinie był.Pocieszałam męża starałam sie pomóc jak mogę by nie cierpiał na widok mamy ,był wtedy anty alkocholowy.WOJSKO było przełomem w jego życiu początek był straszny, był słaby psychicznie były momety załamania, ale po 2 miesiącach się uspokoił .Wrócił i był juz niestety z innym podejsciem do zycia.Pracował wyjazdowo na delegacje niebyło go cały tydzień wracał to siedział w samochodzie i pił piwo a ja zbiegałam i siedziałam razem z nim z tensknoty za rozmowom, za nim.No po pwenym czasie wybuchłam ,że wazne są dlaniego przyjemności a nie rodzina .JA czekam na niego w domu z kolacją a on mi mówi że tyle kilometrów zrobił by wrócić do nas szybko że się musi odstresować tym piwem i samotnością i zaraz przyjdzie[ zaraz to jakieś 40do60 minut].Zmienił prace gdzie go sama namawiałam póżno wracał, ale miałam go co noc przy sobie .Mogłam się tulić do niego co noc ,rano budzic go jego kawką .NIESTETY do czasu jak się dowiedziałam ze jego znajoma jego szefowa to jego muza, miłość. marzenie. Wszystko robiłam ZLE ,a jego szefowa biedna zdradzona jest kobietą biznesui sobie daje rade a ja .........nic nie potrafie .Wyprowadził sie na 2 tygodnie do rodziców, teściowa go kryła przed teściem; wiedziałam ze go niema w domu porozmawiałam z nimi ;ze jak tylko bede
mogła to mu pomoge ale niebęde z nim . Wrócił ,przepraszał, zmienil prace wrócił na delegacje. Następne lata uciekły na remoncie domu od moicch rodziców załatwiałam jak mogłam co mogłam on wracał i tylko zatwierdził czy mogło byc czy nie ,wychowujac dziecko i pracując na etacie to jako przedstawiciel to w sklepie, nigdy niebył zadowolony i kazda moja praca była krytykowana jak miał promile w krwi słyszałam ze bym wreszcie normalną, prace znalazła.Zaszłam w ciąze urodziłam drugie kochane dziecko musiałam byc 2 lata w domu moja mama nie mogła mi pomóc tato zachorował, na tesciową wogóle nie moglam liczyć; mogła dzieci przez rok niewidzieć i jej to nie przeszkadzało.Mąż za namową mnie zmienił prace było ciężko,, ale udało sie znów ta nadzieja o szczęsciu i domowym ognisku nie trwała długo ponieważ został kierownikiem i musiał odreagować stres, a że niemozna inaczej np.basen ,biegi,rower trzeba odreagować pijąc w dzień dzień.Usłyszałam, bo gdybys nie siedziała w domu i poszła do pracy to by było inaczaj .Niedaleko mnie był mały sklepik do wynajecia, obok szkoła ,przedszkole .Zostałam włascicielem mąż pomóg mi finasowo na początku,[ teraz pieniędzy nie daje, jesli mam sklep to powinnam rodzinę utrzymać] ,załatwiłam sobie dotacje co tez było z jego strony niedowierzaniem ze jestem naiwna ze mi ktos kase da. Dostałam bez problemu. I tak mineły nastepne latka mam prace która mi daje satysfakcje mam cudowne dzieciaki i dom do którego niechce mi sie wracac .Wstaje o 4.00 jade po towar wracam dzieci sniadanie póżniej praca ,zajęcia dzieci dowozy odwozy ,dom pranie obiad sprzatanie mąz wraca zamyka się w kotłowni pije wisząc na telefonie po 3h wraca i zaczyna sie jaka ja to niejestem szmata bo znikam nad ranem, [mimo tego ze nie raz go prosiłam bo warunki na drodze były okropne by jechał zemną]nie nigdzie nie jedzie ,nieudolna że gdybym w Biedronce pracoawła to bym sie dowiedziała czym jest praca a nie siedze sobie i kawusie pije w pracy ,zdarzyło mu sie pare razy wyjsc i wrócic nad ranem ledwo na nogach stojąc i mam sie nie interesowac gdzie był ,proponowałam rekolekcje .NAterapi był tylko raz a jak mam problem i za duzo pieniędzy to mam sobie sama iść,no i pije z powodu mnie bo gdybym była normalna to on by niepił.NORMALNA to jeśli przyjdzie pijany z kotłowni ma mieć obiad na stole a ja mam czekac na niego w sypialni z uśmiechem przyklejonym na twarzy.Rozmowa jaka rozmowa oczym on bedzie zemnom dyskutowac jak ja jestem za ograniczona.Córa ma juz taki wiek, ze jej nie wytumacze ,bo tato duzo pracuje, bo ma w pracy duzo na głowie, buntuje sie strasznie a najgorsze ze obwinia mnie o wszystko ze nie potrafie zrobic z mężem porządku. Syn świata nie widzi poza ojcem bo mały jeszcze. Naprawde niewiem co mam zrobic, niechce sie leczyć obwinia mnie ze to przezemnie pije .................A ja naprawde juz niemam sił walczyc z wiatrakami!!!!!!!!!!!!Nie jest Pani sama ja też czuje bezsilnosc ....pozdrawiam gorąco jeśli tu Pani jeszcze zagląda