Założyłam ten temat ponieważ wiele o tym pisane jest na tym forum,ale zawsze nie do końca znajduję odpowiedź,bo każdy temat zawiera inną sytuacje (Nie zamykajcie tego wątku)
Wiem,że długie to co napisałam,ale bardzo proszę udzielcie mi rady.
od 2 do 4 klasy podstawowej:
Podobał mi się kolega,wiem,że byłam wtedy za mała,żeby odróżniać miłość itd ,ale już wtedy coś czułam- nie mam pojęcia jak to określić.
5kl i do końca gimnazjum:
Wiedziałam,ze się zakochałam.Pisałam do Niego liściki,wgapiałam się na Niego na lekcjach-co powodowało,ze nie mogłam się skupić na nauce.Dojeżdżaliśmy razem do szkoły przychodziliśmy na ten sam przystanek.Widziałam w Jego oczach,że mu się podobam gdy utrzymywaliśmy ze sobą spojrzenia.Przeważnie jak Nikt tego nie wdział.Gdy patrzeliśmy na siebie przy większej grupie osób,On rzucał do mnie teksty typu co się na mnie gapisz? W sumie to cały czas mnie wyśmiewał,ale tylko przy kimś!
Potem nasze drogi się rozeszły.Każde poszło w inną stronę do innych szkół i miast.
Często o Nim myślałam.. Później okazało się ,że się wyprowadził. Starałam się zapomnieć. I się udało,ale na kilka lat.
W tym czasie miałam kilku chłopaków -ale to było takie chodzenie za rączkę itp.
Obecnie mam partnera od 3 lat z którym mieszkam i planujemy za jakieś dwa lata ślub.Jest mi z Nim dobrze,ale jeśli układa się między Nami.To typ faceta który nie ma w sobie za grosz romantyzmu.. Wiele Nas różni i dzieli.Często są między Nami nieporozumienia i kłótnie taki dość burzliwy związek.Czuje,że przy Nim czas ucieka mi przez palce..nie mam żadnych zainteresowań ,ani przyjaciółki w sumie to przez Niego popsuły się relacje z Nią.Czuję się strasznie samotna..Mimo,że Jestem z Nim.Bardzo często mi ubliża i naśmiewa z moich błędów.Nie umiem odejść.Coś mnie trzyma przy Nim.Nie wiem czy to jakaś słabość..czy przyzwyczajenie.Są dni,że Jestem szczęśliwa,ale to już musi być.
No i wracając do tej Szkolnej Miłości.. Zaczęliśmy pisać najpierw na fb a teraz na gadu.Pisaliśmy tak o wspomnieniach ze szkoły no i o tym,że kochałam Go kiedyś a On nie zwracał na mnie uwagi.Okazało się,że Jemu również się podobałam,tylko był wtedy gówniarzem i nie potrafił nic z tym zrobić. Wstydził się co by koledzy powiedzieli itp. Teraz jak piszemy to czuję się wspaniale nie chodzi o te wspomnienia,ale o to,że pod każdym względem potrafimy ze sobą rozmawiać.Szanuję to co On lubi,a on co ja. Widzę ,ze nie które rzeczy Nas łączą a inne dzielą,ale wiem też,że przy Nim czułabym się doceniona.Napisał mi kilka razy,że bardzo mu się podobam,że zazdrości mojemu facetowi mnie,że szkoda,że nic już z tym się nie da zrobić. W dodatku dzieli Nas długa odległość,ale chciałabym się z Nim zobaczyć a On ze mną. Tylko,że czuję ,że On traktuje to jako starą znajomość nic więcej być może dlatego,że wie,ze jestem w związku i planowany jest ślub. I nie chce mi mieszać w życiu.A ja nie wiem co robić.Czuję się tak jakbym traciła coś pięknego,że coś umyka mi z przed nosa, ostatnia szansa którą dostaje od życia. W końcu mam 21 lat i mam szansę jeszcze życie zmienić.Nie mam męża ani dzieci. Mam chłopaka z którym jestem od trzech lat,ale nie wiem do końca ,czy to Ten jedyny.Planujemy ślub za dwa lata,a jak na razie to nawet mi się nie oświadczył.O tym ślubie tak jakoś wyszło ,że czas żeby zrobić następny krok.
I moje pytanie co byście zrobiły na moim miejscu? Potrzebuje czyjejś rady...