Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 277 ]

1 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-14 02:30:00)

Temat: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Witajcie. Przeżywam ostatnio najgorsze chwile mojego życie. Zostawiła mnie kobieta którą kochałem bez reszty, zostawiła po półtora roku związku, starałem się o nią przez pół roku - od 2 lat żyłem tylko Nią. Praktycznie porzuciłem dla niej swoje Hobby - survivale, asg, wędrówki. W ciągu tych półtora roku wyjechałem tylko cztery razy i to najwyżej na parę godzin w niedziele. Zostawiłem znajomości wszystkie. Liczyła się tylko ona. Robiłem wszystko by pokochała takiego idiotę jak ja. Stało się związaliśmy się. Przez ten cały czas nieraz dawałem dupy, parę razy naprawdę bardzo. Nigdy jej nie zdradziłem. Po prostu potrzebowałem pomocy psychologa chciała mi pomóc a przez to że wierzyłem w siłę własnego umysłu i tego że mentalnie jestem ponad przeciętny. Nie wierzyłem że mogę mieć problem natury psychicznej. Nie jestem wariatem. Kocham ją bardzo. Zrobił bym dla niej wszystko. Oddał bym własne życie by udowodnić dla niej siłę mojego uczucia. Zostawiła mnie nagle bardzo. Również popełniała błędy parę razy ale parę smsów wystarczyło bym płakał ze szczęścia.
Raz bardzooo wczesnym rankiem powiedziała że miała koszmar pobiegłem w samych spodniach butach i koszulce, dobrze że buty miałem.
Wychowywałem się w rodzinie gdzie nie nauczono mnie okazywać uczuć. Wpajano że facet ma być twardy, tłamsić wszystko w sobie, że nie może płakać. Pech chciał że jestem bardzo uczuciowy. Gdy dała swój nr dla jakiegoś kolesia w parku trochę było mi przykro ale po przytulasku odeszło mi to momentalnie. Byłem za bardzo zazdrosny, mając Kobietę niemalże idealną bałem się bardzo ją stracić. Skończyło się na tym że zataiła przedemną fakt że pisała z jakimś gościem i rozmawiając po moim wejściu do pokoju ściszała telefon. Okłamała mnie ze pisze z koleżanką. Jednak Wiem że chodziło o sprawy służbowe rozumiałem to jednak bolało mnie że mnie oszukała, byłem trochę obrażony i zamiast powiedzieć sobie "stary uspokój się" sfochałem się za to. w poniedziałek robiłem u jej mamy jeszcze fundament potem piekliśmy ciasto u mniej leżeliśmy oglądaliśmy filmy - potem to się stało. We wtorek się obrazilem jednak przyjechała trochę porozmawialiśmy i pojechała. Mam bardzo mało poczucie własnej wartości przez to że mam średni wzrost i raczej małą wagę. Chciałem by sama napisała w środę tylko parę smsów. W czwartek dzwonie o dwunastej w nocy stęskniony do granic możliwości okazało się ze jest na imprezie, nie chciała z początku się przyznać... Potem rozmawialiśmy w nocy, Była trochę inna. Na następny dzień ktoś mi zamienił moją Elę. Stała się obojętna, nieczuła. powiedziała że chce czasu. Z początku ciągle pisałem narzucałem się jak debil. Obiecałem wcześniej że jeżeli nie pójdzie ze mną do drugiego miasta porzucę studia i przyszłość inżyniera budownictwa bo nie wytrzymam z tęsknoty zostawiłem marzenia o wojsku. Ta naga zmiana i to że rozstaliśmy się i nie wie co dalej załamała mnie. Zbłądziłem po drodze bardzo jednak każdy popełnia błędy. Wiele razy płakałem przez nią jak porzucała mnie przez ten czas (jakieś 16 razy) zawsze biegłem z kwiatami przepraszałem, nieraz za takie dość błahe sprawy. Przy życiu trzymała mnie nadzieje o wspólnej przyszłości jednak nie wytrzymałem i miałem próbę samobójczą, pisze wiersze, zaczełem palić, znacznie częściej pije. Przez słabość psychiczną popełniłem parę błędów, płaczę za nią od trzech tygodni. Nie mogę się skupić, praktycznie nie jem. Pisze czasem do mnie. Mów że nie wie że potrzebuje czasu jednak boję się że po prostu czeka aż mi przejdzie a mi sił brakuje do życia. Nie potrafię tego unieść świat mi się załamał. Wołam o pomoc do notatnika zapisując moje myśli i to co się stało. Była moją pierwszą prawdziwą miłością tą ostatnią taką piękną. Szukam wszędzie ukojenia. Wiem że muszę dać jej czas jednak każda sekunda jest minutą. Nie mogę spać wstaje wcześnie rano i idę przed siebie. Nie mam nawet do kogo tego wszystkiego powiedzieć. Mam tylko parę dobrych znajomych którzy zrozumieli że ona jest całym moim światem i nie zostawili mnie. Z resztą kontakt bardzo słaby. Liczyła się tylko ona. Jakby mi ktoś moją miłość podmienił za kogoś innego. W dwa dni rozumiecie ? Pytałem dlaczego, odpowiadała że przez to co było wcześniej ale po tym było już dobrze... I nagle załamał mi się mój świat. Parę dni temu zatankowałem auto i pojechałem po prostu w Polskę nie mogę znaleźć dla siebie miejsca, mam depresje. Mam wizytę u lekarza Ona chce iść ze mną ale boję się że jak będzie wiedziała że mam pomoc lekarską wtedy ostatecznie mnie zostawi. Mam taki mętlik że wmawiałem sobie że kogoś ma. Rozgrywam w sobie ciągły bój. Dłużej nie potrafię. Zbłądziłem po drodze jednak widzę swoje błędy. Czyż nie warto spróbować dla najpiękniejszych chwil swojego życia? chce też dodać że też popełniała błędy ale kocham ją tak bardzo że wszystko wybaczałem po jednym przytuleniu i nadal pragnę jednego zdania. Próbowałem to ratować. Kwiaty, szczera rozmowa, jednak nie wiem co dalej mam robić.  Niewiele czasu mineło, boję się że po prostu chce ten czas bo czeka aż mi przejdzie. Nie wiem co robić. Przepraszam za tak długi post. Jednak musiałem napisać to do kogoś a nie ciągle do notatnika. Dodam też że te wszystkie dni kiedy mnie "Porzucała" na drugi dzień było już dobrze a potem wspaniale.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2012-06-14 07:13:34)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Beznadziejny obawiam sie ze to uzaleznienie a nie miłosc.....Moze i miłość ale tak nie mozna ,tak sie nie da...to toksyczny związek,który niszczy i wykancza,..Mysle ze ona poprpstu cie nie kocha...prawda jest gorzka.Jakby cie kochała to by nie robiła co chciała z Tobą,a z Twojego postu wynika ze robi co chce i sie nie przejmuje...Daj jej czas,nie pisz,nie kontaktuj sie z nią ,moze wtedy zatęskni i pomysli...Narzucanie,pisanie ciagle daje efekt odwrotny,ze tak powiem olej ją troche,a moze wtedy zrozumie..Ile macie lat?pozdrawiam i wiary w siebie zyczę,choc sama jestem z problemami...

3

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Chłopie masz idealny nick do swojej sytuacji!!
Jesteś beznadziejny!!! Nie , nie dlatego, że jesteś uczuciowy, nie dla tego, że jesteś zakochany , nie dla tego, że jesteś wrażliwy...dlatego, że dajesz się regularnie robić w konia.Każdy z nas ma prawo popełniać błędy, każdy z nas ma prawo do upadku tylko pytanie jakie to są błędy i czy wychodząc z nich nadal je powielamy???
Twoja "dziewczyna" zostawiała Cię wiele razy - jest albo nie zdecydowana, albo ma problemy emocjonalne albo to szantaż.Jeśli jest niezdecydowana to dobrze, że stało się tak jak się stało bo jak żyć z człowiekiem który przez półtora roku nie wie czego chce.Jeśli ma problemy emocjonalne to może nie Tobie ( choć jak sądzę to ona wpędziła Cię w takie poczucie) ale jej przydała by się pomoc- czy ona miała mamę lub tatę alkoholika??Jeśli to szantażystka która taką metodą próbowała wymusić coś na Tobie to sam masz odpowiedź na swoje pytania.W jakich sytuacjach Cię zostawiała - przypomnij sobie??
Oczywiście w ocenie sytuacji biorę pod uwagę, że trochę przeinaczasz fakty lub nie dopowiadasz pewnych drobnych niuansów jednak z tego co opisałeś...Wybacz jesteś beznadziejny a raczej ona jest i śmiało mogę powiedzieć, że to ogromna egoistka.Która kochająca kobieta zabrania lub odbiera swojemu ukochanemu jego pasje?? ( mówię o rozsądnych sprawach nie o np. seksoholikach uwielbiających zdradzać ) Mój facet pasjonuje sie motorami, buduje pojazdy i ja słucham o świecach, smarach, maszynach nowościach i rozwiązaniach, pytam , wspieram choć za przeproszeniem g... mnie to obchodzi.Wiem jednak jak ogromną radość sprawia mu kiedy mi opowiada jaki pojazd na rajd buduje.Wiesz miłość to poświęcenie ale nie umęczenie a z tego co opisujesz to tak właśnie wyglądało Twoje życie z nią.
Tak jak napisała truskaweczka30 to uzależnienie nie miłość.Uczepiłeś się jej bo boisz się samotności.

WEŹ SIĘ W GARŚĆ.WRÓĆ DO SWOICH PASJI.ŻYJ SWOIM ŻYCIEM A ONA??? niech nadal pisze smski z kolegami , niech nadal kłamie i lawiruje, niech nadal zostawia facetów jak szmaciane lalki. TY WEŹ SIĘ W GARŚĆ!

4 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-14 08:59:10)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Witam mamy po 21 lat, przez ten cały czas wydawała się bardzo dojrzała. Ostatnio właśnie jakby szantażowała mnie rozstaniem. Chciałem wyrazić swój zal, swoją złość z faktu że oszukała mnie w tej błahej sprawie, i parę innych rzeczy a ona na to tylko "no to się chyba rozstaniemy" Przedtem była naprawdę idealna. Zawsze byliśmy tylko dla siebie. Spędzaliśmy nieraz całe weekendy razem i się sobą nie nudziliśmy. Widzieliśmy się praktycznie codziennie. Błędy ? Jeden nigdy nie powtórzyłem, drugi tam samo. Mamy bardzo trudne charaktery, żadna ze stron nie mogła odpuścić. Ma bardzo dobrą rodzinę. Nikt nie nadużywa alkoholu. Może mama jej każę trochę za dużo swoich spraw załatwiać widzę tylko to. Najgorsze jest to że popełniłem w zyciu błędy jednak wyraziłem skruchę, zrozumiałem je, starałem się ich nie popełniać ćwiczyłem nad sobą, powoli małymi kroczkami, było już dobrze i nagle z dnia nadzień taka decyzja. Świat się załamał. Jakby mi ktoś ją podmienił, stała się oschła i coraz bardziej obojętna. Mówiła że skoro mówię że jest najważniejsza to jak mogę jeździć na wyjazdy? uzależnienie - daje mi to dużo do myślenia. W takim stanie ciężko jest myśleć racjonalnie choć zawsze nie brakowało mi umiejętności trzeźwego myślenia. Starałem się być obiektywny - nie mówić tylko jaka to Ona zła w ogóle tylko powiedzieć wprost pobłądziłem w życiu zrobiłem parę błędów. Nigdy nie mówiłem że to nie moja wina, że coś tam coś tam tylko twardo na klatę nie zrzucałem winny na innych. Jedne były mocniejsze drugie mniej. Jeden błąd popełniłem parę razy choć starałem się pracować nad sobą i już mi to wychodziło. Powiedziała potem że będzie dobrze że wyjdziemy z tego i nagle ktoś mi ją zamienił. A czy miłość nie ma w sobie czegoś z uzależnienia? Wiele razy zostałem oskarżony o patrzenie na inne. Najgorsze jest to że w ogóle nie patrzyłem. W Gdyni nie widziałem nawet osoby żadnej. Raz patrzyłem w lusterko (!!!) przy zmienia pasa jednak nie uwierzyła. Potem kłótnia mimowolnie i mówiła że to koniec jednak na drugi dzień po paru wiadomościach/spotkaniu/kwiatach wracało do normy. Chciałem się pogodzić nie kłócić - zależało mi i przez to że mówiłem przepraszam, uważała że przyznaje się do winy. Raz powiedziałem że mam kryzys uczuć że nie jestem pewny czy chce żyć z Nią całe życie, zostałem zaatakowany dość znacznie nawet jej siostra i jej chłopak się wypowiadali dla niej na ten temat. W ostatnich dniach robiłem fundament u jej mamy nie chciałem pieniędzy jednak sami wiecie wcisneła mi, pogniewała się na mnie, powiedziała że w ostatnich dniach przebywałem u niej i mnie karmiła i mam jej oddać poczułem się pomiatany jakby powiedziała "Kup coś i coś ugotujemy" to bym to zrobił ale to był taki atak bezpośredni. Przykro mi się zrobiło. Też jednak dawałem bardzo dupy. Uderzyłem się przy wstawaniu stała za mną akurat się obróciła a ja oskarżyłem ją że się uderzyłem. Miałem parę razy kryzys uczuć jednak nie mówiłem jej tego bałem się reakcji. Jednak wiedziałem że po burzy nastaje spokój i trwałem. Wiedziała że ja jej nie zostawię, i nie zrobił bym tego. Dać jej zatęsknić to trudna sprawa.  Rozmawiałem z jej mama, bałem się że coś się stało, wszystko jest ok. Mamie powiedziała że nie jest pewna i narazie musi to przemyśleć. Wiszą u niej nasze zdjęcia. Myślałem porozmawiać z jej koleżanką jednak boję się że się wygada że u niej byłem. Bo coś się stało. Człowiek tak nagle się nie zmienia. To nie grypa że przechodzi w dwa tygodnie.

5

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Jesteś jeszcze młody a ona jak widać nie potwierdza reguły, że kobiety szybciej dorastają.
Oddaj kasę.
Zdjęcia schowaj jak najgłębiej.
Wracaj do swoich pasji.
Nadal nad sobą pracuj ale i popełniaj błędy bo to wzbogaca i uczy szacunku do pewnych rzeczy.
Toksyczną kobietę odstaw.
Z czasem przyjdzie taka która będzie kochała - a jak kochała to i akceptowała a nie zmieniała na siłę.

6

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Z tymi pieniędzmi na drugi dzień zmieniła zdanie. Zauważyła że włożyłem w to sporo pracy i serca gdy zobaczyła efekt końcowy. Choć powiedziałem dla niej że mogę oddać jeżeli chce. Mimo wszystko czułem się nadal źle, zabolało mnie parę rzeczy i można powiedzieć się obraziłem. Przez ten czas się zmieniła bardzo. Nie rozumiem tego. To tak nagle, było tak szybko, zastanawiam się czy nie napisać do jej znajomej nie pogadać co się stało, co się zmieniło. Jednak obawiam się że wszystko powie. Racja jestem dość młody jednak myślałem że poczucie bezpieczeństwa i stabilności uczuciowej jaki jej dałem jest rzeczą ważną. Zabrakło mi może tego romantyzmu nieprzewidywalności, spontaniczności...

7

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Do koleżanek nie pisz, z mamą nie rozmawiaj nie macie po 12 lat.Jakby była dojrzała to by Ci sama powiedziała ...a poza tym co to za związek gdzie ktoś jest tak rozchwiany emocjonalnie - dziś Cię kocham jutro nie chce już z Tobą być.

8

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

dziwnie to się wszystko potoczyło. bardzo dziwnie. Ciężko jest zapomnieć o chwilach wspólnie spędzonych, Uważałem że miałem nieoszlifowany diament który wymaga jeszcze pracy. Myślałem że z czasem razem go oszlifujemy. Chyba już rozumiem dlaczego jest tyle rozwodów. W chwilach radosnych jest dobrze ale o trwałości miłości decydują chwile ciężkie według mnie, To one fundamentują to coś pomiędzy ludźmi.

9

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Musisz nauczyć sie jeszcze jednego -życie nie zawsze układa się tak jak byśmy chcieli.Wręcz przeciwnie ktoś kto steruje naszym losem czasem zdawało by się robi coś przeciwko naszej woli...z czasem jednak okazuje się , ze dobrze się stało.Diamentów jest całkiem sporo na ziemi widocznie ten nie jest dla Ciebie.Może i tak ma być, może to nie czas, nie miejsce.Głowa do góry.A ten ból..z czasem minie uwierz mi.

10

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Widzisz, to też jest trochę skomplikowane. Bo jakby nie wiem na czym stoję, nie wiem czy kogoś ma, nie wiem kto na nią wpłyną, nie wiem co się stało. I np wczoraj gdy potrzebowała mojej pomocy to napisała do mnie. Porozmawialiśmy potem na spokojnie lecz niczego się nie dowiedziałem czego bym nie wiedział wcześniej. Wieczorem wyszliśmy na papierosa. Wszyscy moi znajomi Mówią żeby dać jej zatęsknić, dać się zachłysnąć wolnością. Wczoraj jak prosiła mnie o coś byłem cały czas smutny, nieobecny, zauważyła to i przytuliła.

11

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

No chłopie a może zafundujesz jej wakacje na Bali?????
Weź się w garść z tego co piszesz jasno wynika czego ona chce, nic mniej nic więcej.

12 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-14 11:50:55)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Nie rozumiem ? Choć się trochę domyślam. Sama powiedziała ,są faceci do bycia i tacy którzy się nie nadają

13

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Słuchaj tak jak napisałam za mało danych, poza tym tylko z jednej strony wszystko jest opisane.Jak dla mnie laska nie jest warta zawracania sobie głowy, kwiatów i przeprosin.Zrobiłeś co w Twojej mocy.Ograbiła Cię ze wszystkiego z godności , z marzeń, z pasji, wykorzystywała i jeszcze wpędziła w poczucie winy.Nie mówię, ze to tylko jej wina bo i Ty popełniałeś pewnie błędy .Jednak ja na twoim miejscu odcięła bym się od niej.Bez spotkań bo ona czegoś tam potrzebuje- jak potrzebuje to niech jej chłoptaś z smsów zrobi i tyle.Wybacz ale nie jestem dużo starsza od Ciebie , wiem jak boli zranione serce ale tak traktować bym się nie dała.

14 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-14 12:46:20)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Facet któremu zależy zrobi wszystko, uwierz. Również popełniałem błędy, nie będę się krył z tym. Nie jestem bez winy ale staram się zmienić. Pracować nad sobą, nad swoimi słabościami. Bardzo mi na niej zależy. Jej obojętność rani mnie każdej sekundy. Stało się to tak nagle. Powiedziała że to przez to że się nie starałem ale kochałem ją bardzo, robiłem wszystko co mogłem. Stałem się trochę apodyktyczny ale chciałem gdzieś razem wyjść i nie chciała. Chciałem iść do klubu potańczyć etc powiedziała że nie lubi klubów, parę tyg potem poszła z koleżankami się bawić. Boli mnie też bardzo że to Ona mówiła iż się boi że przestanie mi zależeć, że zacznę, imprezować, pić, spotykać się ze znajomymi. Przez pierwsze dwa miesiące nigdzie nie jeździłem,  potem każde pytanie czy mogę się przejechać się postrzelać kończyło się tym że przestaje już mi zależeć. Nie jeździłem. Bała się tak bardzo o mnie. Mówiła jestem Twoją pierwszą prawdziwą miłością za chwile kogoś poznasz, będziesz chciał się wyszaleć. A mi z każdym miesiącem zależało coraz bardziej. Mówiła że wie że ją kocham starałem się jej to mówić okazywać. Zawsze musiałem być na najwyższych obrotach. Swojego zachowania i tego że mnie krzywdzi nie widziała praktycznie nigdy. To mnie bardzo bolało. Dała nr dla jakiegoś typa w parku jak była z koleżanką tak o dla odczepki. Praca zabrała jej cały czas i nie było w tym nic przecież pracowała musiała odpocząć odespać, wykąpać się. Gdy za zaczełem pracować było momentalnie : "nie masz czasu". Moją kolejną pasją jest mechanika samochodowa gdy robiłem swoje auto - tylko sprawy nagłe nie cierpiące zwłoki coś co odpowiada za bezpieczeństwo lub coś co mogło spowodować jeszcze większe uszkodzenia. Mówiła auto najważniejsze dla Ciebie. Nie widziała że trwam przy niej nieustannie. Gdy coś potrzebowała poruszałem niebo i ziemie. Popełniałem sam wiele błędów - idiota ze mnie i kretyn jednak Ona też nie jest bez winy a ja chciałem tylko usłyszeć jedno słowo wypowiedziane czule i z serca. Wiem że poważny związek wymaga pracy i poświęcenia. Dużo w tym mojej winy było ale każdy zasługuje na szanse i lepiej żałować że się coś zrobiło niż zostawiło miłość swojego życia. Trudno to opisać to z drugiej strony, miałem problem z nerwami zgubiła mnie wiara w moją niezłomną inteligencje. Nie mogę sobie tego wybaczyć

15

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Dobrze odpowiem dobitniej bo aż mi się nóż otwiera jak to czytam.


Facet któremu zależy zrobi wszystko, uwierz.

Wiem, nie jesteś jedynym który się stara bo mu zależy i w sumie tak powinno być.

Również popełniałem błędy, nie będę się krył z tym. Nie jestem bez winy ale staram się zmienić. Pracować nad sobą, nad swoimi słabościami.

Pisałeś to już 1000 razy. Ja również napiszę to po raz 1000.KAŻDY POPEŁNIA BŁĘDY I KAŻDY MA DO TEGO PRAWO!!!!!!!!!!!!! Wina również zawsze leży po 2 stronach w mniejszym , większym stopniu ale PO OBU.Pracowałeś z lepszym lub gorszym efektem ale PRACOWAŁEŚ!!!!!!!!!!

Bardzo mi na niej zależy. Jej obojętność rani mnie każdej sekundy. Stało się to tak nagle.

Rozumiem, że Ci zależy.Wiele osób łącznie ze mną ma takich ludzi na których nam zależy.

Powiedziała że to przez to że się nie starałem ale kochałem ją bardzo, robiłem wszystko co mogłem.

Jeśli po tym co dla niej robiłeś ona nadal uważa , że Ty się nie starałeś to sorki ale jest idiotką i tyle mam na jej temat do powiedzenia.


Stałem się trochę apodyktyczny ale chciałem gdzieś razem wyjść i nie chciała. Chciałem iść do klubu potańczyć etc powiedziała że nie lubi klubów, parę tyg potem poszła z koleżankami się bawić.

Chyba ten fragment nie wymaga komentarza.Sam wyciagnij wnioski.

Boli mnie też bardzo że to Ona mówiła iż się boi że przestanie mi zależeć, że zacznę, imprezować, pić, spotykać się ze znajomymi. Przez pierwsze dwa miesiące nigdzie nie jeździłem,  potem każde pytanie czy mogę się przejechać się postrzelać kończyło się tym że przestaje już mi zależeć. Nie jeździłem. Bała się tak bardzo o mnie. Mówiła jestem Twoją pierwszą prawdziwą miłością za chwile kogoś poznasz, będziesz chciał się wyszaleć.

Chwilunia Ona mogła włóczyć dupę po imprezach i nie miała obawy o nic ale jak Ty chciałeś kontynuować swoją pasję to już nie????bo kur...co????mogła jechać z Tobą!!!!!!!!Miłość to czasami poświęcenie!

A mi z każdym miesiącem zależało coraz bardziej. Mówiła że wie że ją kocham starałem się jej to mówić okazywać. Zawsze musiałem być na najwyższych obrotach. Swojego zachowania i tego że mnie krzywdzi nie widziała praktycznie nigdy. To mnie bardzo bolało.

tego też nie będę komentowała

Dała nr dla jakiegoś typa w parku jak była z koleżanką tak o dla odczepki.

Dla odczepki to daje się po japie natrętowi i tyle .Zawsze miałam powodzenie i nigdy nie dałam facetowi swojego nr. dla odczepki.


Praca zabrała jej cały czas i nie było w tym nic przecież pracowała musiała odpocząć odespać, wykąpać się. Gdy za zaczełem pracować było momentalnie : "nie masz czasu".

tego też chyba nie muszę komentować


Moją kolejną pasją jest mechanika samochodowa gdy robiłem swoje auto - tylko sprawy nagłe nie cierpiące zwłoki coś co odpowiada za bezpieczeństwo lub coś co mogło spowodować jeszcze większe uszkodzenia. Mówiła auto najważniejsze dla Ciebie. Nie widziała że trwam przy niej nieustannie. Gdy coś potrzebowała poruszałem niebo i ziemie.

A czy ona kiedys poświęciła coś dla Ciebie???


Popełniałem sam wiele błędów - idiota ze mnie i kretyn jednak Ona też nie jest bez winy a ja chciałem tylko usłyszeć jedno słowo wypowiedziane czule i z serca. Wiem że poważny związek wymaga pracy i poświęcenia. Dużo w tym mojej winy było ale każdy zasługuje na szanse i lepiej żałować że się coś zrobiło niż zostawiło miłość swojego życia. Trudno to opisać to z drugiej strony, miałem problem z nerwami zgubiła mnie wiara w moją niezłomną inteligencje. Nie mogę sobie tego wybaczyć


I tu osiagasz apogeum.
Co to znaczy, ze jesteś idiotą i kretynem??O jakich konkretnie błędach piszesz??konkret!


I na koniec - cokolwiek nie napisze będziesz jej ronił bo nie wiem może i ją kochasz ale jak dla mnie byłeś w jakimś tyrańskim związku, bez możliwości rozwijania się, bez szacunku, wykorzystywany.Tyle .Więcej nei napisze bo szkoda czasu tłumaczyć Ci, ze Twoja laska była zwykłą rozchwianą emocjonalnie tyranidą.

Powodzenia.

16

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Szanowny kolego stojący na rozstaju dróg...

Może tak jak napisała wyżej Macocha, że Twój nick doskonale opisuje Twoją osobę jako beznadziejny typ faceta, choć ja tak nie uważam. To sytuacja, w której się znalazłeś jest beznadziejna... Beznadziejna tylko i wyłącznie dla Ciebie.

Z Twojego opisu wnioskuję jedno, za wszelką cenę chcesz jej pokazać jak bardzo ją kochasz, że zrobisz dla niej wszystko - będziesz miał siłę góry przenosić, kijem Wisłę zawrócisz, zatrzymasz kulę ziemską i kopniesz ją do obrotu w drugą stronę itd. - tylko po to by ona łaskawie chciała z Tobą być. A ona co??? Zrobi to dla Ciebie??.
Ona żyje w Waszym związku na zasadzie "chciałabym, bo jeśli...", sama nie wie czego che od życia, wyrywa listki z kwiatka mówiąc "kocham, nie kocham" i ciągle nie może się zdecydować.

Wszelkie błędy i potknięcia, bez względu na to, czy to są z Twojej winy czy z jej, Ty dla idei wielkiej miłości do niej, bierzesz wszystko na siebie i za każdym razem jesteś gotów przyjść do niej z całą kwiaciarnią na plecach, by Ci to wybaczyła.
Daj sobie powiedzieć, że ona już ma Cię pod pantoflem, można pokusić się o stwierdzenie, że się na każdym kroku bawi Tobą i na nic - na błędy - nie zwraca uwagi, bo i tak ona będzie ciągle górą w tym związku, a Ty przyjdziesz płaszczyć się przed nią prosząc o wybaczenie.

Postawiłeś ją na piedestale swojego życia w szczęśliwym związku i za wszelką cenę chcesz stanąć obok niej, płynąć z "prądem życia trzymając ster" we dwoje.
Robisz wszystko - tak jak napisałem wyżej i piszą moi poprzednicy - dla niej, niszcząc siebie wewnętrznie, niszczysz swoje drugie "ja", a ona w tym wszystkim dokonuje zniszczeń w Twojej psychice jak wojna w Wietnamie.
I teraz szukasz pomocy, antidotum na Twój problem. I słusznie, ale Nasze rady to tylko wskazówki, "recepta" na to, co dalej robić. Ostateczną decyzję i wybór leków z tej recepty musisz podjąć Ty sam.

Rozwiązaniem dla Ciebie tego problemu - z mojego punktu widzenia -  jest tylko jedno. Może to zabrzmi banalnie, ale musicie się zamienić rolami. Najwyższa pora byś ją z tego piedestału strącił i stanął sam na jej miejscu.
Na tym piedestale powinniście stać oboje i oboje trzymając ster, kierować związkiem. Ale teraz to ona musi się wykazać i tam wdrapać.
Teraz to Ty musisz jej pokazać, że jesteś górą w tym związku, ale zanim to nastąpi, potrzebujesz czasu by się pozbierać po tym toksycznym z jej strony spustoszeniu, jakie Tobie wyrządziła.

Zatrzymaj się w tym "wyścigu szczurów" za miłością do niej, odetnij się od niej na jakiś czas pod każdą postacią kontaktu - nie pisz, nie dzwoń, nie naciskaj.
Postaraj się wrócić do tego gościa, którym byłeś zanim ją poznałeś, odsapnij i weź się w garść, weź się za siebie. Popracuj nad swoimi błędami by ich nie powielać w przyszłości. 
Musisz dać jej czas, "czas czasowi" by "dojrzała" do bycia z kimś w związku a sam się w sobie pozbierać, "wyremontować" psychicznie, bo w jej oczach stałeś się płaczącym dzieckiem, nie silnym i stanowczym facetem. Za jakiś czas zobaczy Cię odmienionego, pewnego siebie, czas rozłąki zrobi swoje a ona zatęskni za Tobą, nowym TY - o ile zrozumie, że cię kocha i co przez takie pogrywanie do tej pory - traci. A przede wszystkim musisz przygotować się psychicznie na rozstanie, zostawić sobie taką "furtkę" w razie "W".
Z zewnątrz dla otoczenia może jesteś 100% facet, ale wewnętrznie to jesteś wrakiem człowieka. Udajesz przed wszystkimi że jest ok, a wewnętrznie jesteś rozbity, masz granata bez zawleczki.
I brutalnie mówiąc końcowy efekt może być taki, że ona Cię zostawi, a po Tobie z rozpaczy za nią zostanie lej po bombie.
Takie ewentualne rozwiązanie musi po Tobie spłynąć jak po przysłowiowej kaczce. W przeciwnym razie ona będzie miała ubaw z Ciebie, że masz te dwadzieścia parę lat a emocjonalnie i zachowawczo jesteś jak 5 letnie dziecko.

Przeczytaj sobie artykuł o prawie przyciągania z tego forum, tam jest ta "tymczasowa separacja" w związku doskonale opisana i dużo dająca do myślenia. A z separacji są dwie drogi - rozwód/rozstanie albo powrót do siebie.

Przypomnij sobie film Rocky III. Przegrał na początku w nim walkę o pas "WBC", ale potem wziął się za siebie, za robotę i odzyskał go. Spuścił łomoty rywalowi i pokazał mu, że to on teraz jest górą.
Tak samo jest teraz z Tobą. Twoja ukochana dokonała spustoszeń w Twojej psychice, więc teraz w "samotności" ogarnij się, pozbieraj się w sobie, pokaż jej tego twardego 100% faceta i nie poddawaj się jej gierkom. Broń boże nie podnoś na nią ręki czy spuść łomoty jak damski bokser. Pokaż jej, że psychicznie nie dasz sobie na takie traktowanie a ona niech udowodni Tobie że jej na Tobie zależy i faktycznie Cię kocha a nie pomiata Tobą na każdym kroku.

Ty się dość już "naścierałeś dla niej, teraz kolej na nią i jej walkę o związek. Podejmie to wyzwanie walki o Was - jak Ty wrócisz psychicznie do formy - to dobrze. Nie podejmie się tego wyzwania i odejdzie, no trudno, ale Ty będziesz bogatszy o to nowe doświadczenie na przyszłość i bez rozpaczy za nią przyciągniesz do siebie nową miłość, która odwzajemni to co jej okażesz.

A póki co zamień się rolami z partnerką, poczytaj wspomniany artykuł i życzę powodzenia.

Związek bez względu na jego status to przede wszystkim partnerstwo i bycie sobą, a nie przewaga jednej strony i niekiedy toksyczna dyktatura. Doskonale o tym mówi Macocha powołując się na pasje Swojego partnera.

17

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

święte słowa Bags

Amen.

18

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Dziękuję Macocha i to samo muszę powiedzieć o Twoich wypowiedziach do Beznadziejnego.
Święte słowa prawisz i świętą rację masz w tym co piszesz... nawet względem mojego "związku".

Potrafię zrozumieć beznadziejną sytuację autora tego postu, gdyż sam jestem na finiszu swojego mega toksycznego małżeństwa (Toksyczny trójkąt z teściową na tym forum) i w jakiś sposób Mu w tej sytuacji pomóc.
Toksyczny trójkąt/toksyczna teściowa, nieodcięta pępowina i manipulacje...

Autor ma z mojego przykładu 2 opcje: toksyczną partnerkę i jej manipulacje nim. Oboje jesteśmy ofiarami tych związków, a przez to, że ja jestem nie pasującym elementem układanki w rodzinie żony, ona chce rozwodu.
Rozwodu z tego względu, że dla niej małżeństwo opiera się na dyktaturze jednej strony a druga jest w jej mniemaniu 0.
W taki też sposób widzę zachowanie partnerki szanownego kolegi i jego beznadziejnej sytuacji.
Dla niej - mojej żony - nie ma miejsca na partnerstwo w związku a już tym bardziej na bycie sobą i rozwijaniu swojej osoby czy też pasji. Tak samo sytuacja wygląda tutaj.

"Przeorałem" wiele tematów na tym forum by zgłębić problem i temat mojego związku.
Natrafiłem na temat "toksyczni teściowie nieodcięta pępowina"; wyciągnąłem stamtąd wiele wskazówek i porad -co prawda skierowanych przez internautów do innych pokrzywdzonych przez los osób - i "wdrożyłem" przetwarzając wedle własnego uznania w swoje małżeńskie życie.
Niestety nic one nie zmieniły w decyzji żony, jej poglądów na temat związku i moje małżeństwo wisi na włosku z wizją rozwodu.

Przeczytałem artykuł o prawie przyciągania, otworzyło mi to oczy na pewne sprawy i na koniec swojej niedoli, spróbuje jeszcze tą zasadą "uratować" swój związek.
Tym samym mój towarzysz niedoli - Beznadziejny - może tym artykułem odmieni swój los i życie przyciągając z powrotem swoją dotychczasową miłość życia lub też otworzy się - bogatszy o te doświadczenia na nowe wyzwania i nową miłość.

Czego Jemu i sobie życzę na tej "nowej drodze życia"...

19 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-14 14:39:40)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Więc opowiem coś o sobie.

Mieliśmy jechać na rowery się przejechać. Wracałem z pracy, zajechałem do domu i zorientowałem się ze nie mam telefonu pomyślałem że zgubiłem przedarłem się przez całe miasto okazało się iż w pracy go nie ma, wróciłem przeszukałem wszystko. Odnalazł się w aucie. Po prostu się spieszyłem i spadł po fotel. Nie chciała mi uwierzyć. Spóźniłem się i uważała że ją okłamuje z telefonem. Byliśmy z jej kolegą dla niego ciągle była miła śmieli się, rozmawiali, mnie nie widziała. Wkurzyłem się bardzo coś do niej powiedziałem lecz z tego co pamiętam zaatakowała mnie. Wracając zachowałem się idiota. Prawie mnie auto nie potrąciło kierowca nie zatrzymał się na strzałce uderzyłem kołem w auto jadące jednak pojechał. Potem jacyś kolesie jechali coś krzyczeli coś krzyknełem do niech zatrzymali się prawie się pobiliśmy. Wszystko przy niej naraziłem ją. Nie mogę sobie tego wybaczyć od tej pory robiłem wszystko by nie prowokować nikogo jak była ze mną.
Byłem nerwowy, nigdy nie podniosłem na niej ręki nawet mi to przez głowę nie przeszło ale przez brak Hobby sprawił że nie miałem gdzie odreagować wyżyć się i komuś dokopać. Zdarzyło się iż podczas sprzeczki rzuciłem w ścianę jakaś swoją rzeczą, byłem gwałtowny.
Tego najbardziej żałuję, mialem iść do lekarza jednak nie wierzyłem że ja tak inteligentny gość może mieć coś na bani - myliłem się.
Wydawało się że jest w ciąży trochę się podłamałem a sama potrzebowała pomocy, Zamiast zachować się jak facet zachowałem się jak dziecko. Mówiłem jej że muszę zmienić przez to plany swoje, że żyć się nie chce. Nie mogę tego też sobie wybaczyć teraz zachował bym się inaczej. Mówiła mi parę razy żeby "Wypier**** z jej życia" i takie podobne wkońcu nie wytrzymałem sam powiedziałem do niej dwa słowa niecenzuralne i przykre. Jednak atakowała mnie ciągle. Wypomina coś mówię przepraszam, tłumaczę się, co innego. Ale cóż mimo wszystko mi głupio że tak do niej przez telefon krzyknełem w złości. Potem pracowałem nad sobą złego słowa nie powiedziałem, w żartach trochę po mnie jechała. Gdy ja mówiłem że coś zrobiła ona przechodziła do kontrataku NIGDY (no raz) się nie zdarzyło że powiedziała przepraszam za to zawsze w odwecie naskakiwała na mnie. Nigdy nie byłem taki jaki chciała. W gdyni fochneła się że się gapiłem na dziewczyne a nawet nikogo nie widziałem przejełem się wracając gubiłem drogę myślałem o tym. Wiem że dużo w tym mojej winy ale jej też po prostu jakby wmawiała mi zawsze że wszystko to moja wina, tylko moja, ja jestem wszystkiemu winny i teraz też się tak czuję , dlatego może jej bronię, bo mam w głowie to że ja ponoszę odpowiedzialność za to wszystko. Przezemnie to się stało. Dlatego może będę jej bronił.


Przeczytałem Twój post Bags - dziękuje za odpowiedz mimo że nie napisałem tego zauważyłeś to. Zawsze to ja ratowałem związek gdy było źle pierwszy się odzywałem, zawsze to ja zabiegałem, nawet jak byłem urażony czymś tłamsiłem to w sobie i biegłem z kwiatami.
Idealnie to opisałeś. Aż się wierzyć nie chce.

DZIĘKUJE za wszystkie rady. Rzeczywiście otworzyliście mi oczy. Nigdy nie mogłem iść gdziekolwiek bez niej. Nawet na napitke z qumplami, zrobiło się tak że bałem się jej cokolwiek mówić. Nie mówiłem wczoraj naprawdę dlaczego straciłem głos, a każdy wie dlaczego.
bałem się przyznać że ostatnio imprezuje często. Ludzie otworzyliście mi oczy. Bałem się powiedzieć że jest zlot ogólnopolski, ciągłe konflikty i to że kiedyś była moją najbliższą przyjaciółką a teraz nie mogłem powiedzieć że oglądam telewizje bo by było OGLĄDASZ PANIENKI historie na komputerze i archiwum gg zawsze jak była u mnie było przeszukiwane. Nawet demotywatory były złe bo tam dziewczyny są. Ciągłe kłótnie że patrze na kogoś, oskarżenia o wszystko. Że przestałem się starać że patrze na kogos , że coś ważniejsze. Ja się nie liczyłem, gdy była zazdrosna starałem się jak mogłem, zero imprez nawet telewizji obejrzeć nie mogłem ... Przełącza kanały nagle dziewczyna w skąpym stroju i odrazu PATRZYSZ ! A co dopiero jak sam jesteś ... Bałem się mówić cokolwiek. Bałem się powiedzieć że byłem u qumpla, bałem się wszystkiego i tego że się pogniewa na mnie. Teraz widzę swoje zachowanie.


"Wszelkie błędy i potknięcia, bez względu na to, czy to są z Twojej winy czy z jej, Ty dla idei wielkiej miłości do niej, bierzesz wszystko na siebie i za każdym razem jesteś gotów przyjść do niej z całą kwiaciarnią na plecach, by Ci to wybaczyła."

Idealnie do zobrazowałeś.

20

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

beznadziejny

Masz swoje hobby. Asg, survival to zabawa dla twardych gości, a Ty chyba taki jesteś , prawda?Daj spokój z laską, która chce cię przerobić na swoją modłę i nic w zamian nie daje.

21 Ostatnio edytowany przez macocha (2012-06-14 15:44:30)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

dlatego chłopie zabieraj swoje zabawki i z tej piaskownicy wjej bo tu zamku nie zbudujesz a zamiast księżniczki siedzi w nim smok .... wracaj do pasji!

Bags przypadkowo wpadłam na Twój post opisujący przygodę z mamunią....i im dalej czytałam tym większe oczy miałam....powodzenia stary, obyś
i Ty uwolnił się od swojego koszmaru.

22

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Witaj beznadziejny pisze do Ciebie beznadziejny nr 2 .Szalalem ale po 6 latach zwiazku jak odeszla,nic nie wskoralem,wrecz odwrotnie czulem wrecz pogarde,zawalilem wszystko co tylko bylo mozliwe,poukladalem sie troche ale z wielkim trudem,bo zrozumialem ze jej nie rozumialem i to bylo przyczyna ze odeszla a nie inna jakas moja wina,tez dwa skomplikowane charaktery.Przeczekalem pol roku i pojawily sie symptomy ze moze jakos sie pouklada moze?Coz czas pokaze swoje.Mimo ze mi zalezy to nabralem dystansu,bo bieganie w slipkach ale w butach tez nic nie daje,to zart odnosnie Twojego posta.Trzeba byc mezczyzna i ewentualnie sie pogodzic,pomyslec kto tak naprawde stracil wiecej czy nie przypadkiem Ona odchodzac od faceta ktory byl tak za Nia???Dzis juz nie jestem beznadziejny,zdobylem sie na postawienie na 'ostrzu noza' albo tak z cala konsekwencja albo nie. I to ze szalenie jestem za NIA to nie oznacza ze mam sie stoczyc na dno z ktorego sie moge juz nie odbic nigdy,odezwal sie instykt samozachowawczy,niech lepiej wczesniej odezwie sie w Tobie niz u mnie kwadrans po 12.

23 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-14 16:14:22)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

No właśnie zawsze uważałem się za twardego, trenowałem profesjonalnie kolarstwo górskie, przy okazji Asg i wszystko co z tym związane, mechanika, z zawodu technik budownictwa póki co. Właśnie oczekiwała odemnie pełnego posłuszeństwa. Zostawiłem dużo za sobą. Dzięki wam powoli wychodzę na prostą. Boję się jedynie że mogę spotkać ją na uczelni, że musimy się spotkać zwrócić sobie nasze rzeczy... że wówczas cały plan trafi szlak.

mayk222 Jestem pełen podziwu 6 lat to kupa czasu. Żaden facet by tego nie przetrwał łatwo. Swoją drogą czemu One nam tego nie mówią ? Dopiero gdy jest bardzo źle wtedy zaczyna się wszystko widzieć. Dziwne to wszystko bardzo jest

24

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

jak dla mnie chłopcy musicie być dzielni.
Jestem kobietą i wiem jak czasem portafimy sie zachowywać ( sama nie jestem idealna - mam sporo wad).
Spotkanie jest penwie nie uniknione jeśli mieszkacie w jednym mieście lub macie wspólnych znajomych.Jednak póki co nie ma chyba aż takiego parcia na oddawanie sobie swoich rzeczy??zresztą jeśli ludzie faktycznie nie chcą juz być razem to nie myślą o oddawaniu sobie czego kolwiek.Póki co postaraj się z nią nie kontaktować.Niech Twoje emocje opadną.

25

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Witaj,

Widzisz kolego... czytam między wierszami w Twoich myślach smile

Kobiety to kruche, drobne osoby, potrzebujące męskiego ramienia; puch marny, wietrzna istota... i tak można by prawić bez końca i rozwodzić się nad Nimi. Nie nad wszystkimi Szanowne Internautki... O nie!!!
A w tym Twoim, moim i innych forumowiczów przypadku dostrzegasz, jaki diabeł w nich siedzi.

Wiadomo, że trzeba być dla nich uległym, czułym, mieć serce na dłoni itd... Ale jak sam widzisz trzeba też być stanowczym.
Jesteś w związku to masz prawo być też i sobą; jesteś w małżeństwie, to również bądź sobą. Masz prawo do swobody działania i ona również.
Związek to partnerstwo 2 osób, nadawanie na tych samych falach, szanowanie swoich pasji i czego tam kolwiek innego na wzajem. A nie dyktatura jednej strony względem drugiej.     

"Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku." Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku.

Pozwolę tutaj sobie też przytoczyć wypowiedź psychologa na temat toksycznego związku:
Toksyczne związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojej partnerki. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...

Nic dodać, nic ująć...

Jeszcze jedno chcę Ci uświadomić, co mi też dało dużo do myślenia.
Otóż wyobraź sobie coś takiego, że dotychczasowa "sielanka" dnia dzisiejszego Twojego związku trwa nadal w najlepsze; z Waszej miłości przyszło na świat dziecko...
I teraz usiądź wygodnie w fotelu, zamknij oczy i przenieś sytuację z "tu i teraz"" oczami wyobraźni za powiedzmy te 10 lat.
I co widzisz??? dalej taka sielanka jak teraz?
Na to pytanie mi, czy Nam z tego forum nie odpowiadaj, odpowiedz sobie czy tak widzisz siebie dalej w tym związku??

Co więcej, za tym pytaniem zaraz w głowie rodzi się kolejne: czy dasz radę wytrwać taki szmat czasu w tym układzie. za kolejne 10, kolejne i kolejne... do emerytury. 

Widzisz Macocha,

Moje "dziewczyny" zrobiły ze mnie - w pełnym słowa znaczeniu - ofiarę tego idealnego małżeństwa, ale że nie pasuję do ich "świata" to jestem przestępcą, odmieńcem i tym się kierują ku rozwodowi.
Prawo przyciągania dało mi do myślenia, podsunęło jeszcze jedno rozwiązanie - dać czas czasowi. Może jeszcze przez ten czas partnerka dostanie olśnienia i odwidzi jej się niszczenie związku poprzez rozwód.
Nie mniej jednak ja mam teraz czas, by zebrać i określić - będąc na piedestale swojego życia w związku - jasno i wyraźnie warunki, na których dalej to małżeństwo będzie funkcjonować. I albo moja luba na to przystanie, albo żegnaj. Innej opcji nie ma.

Maykk222

Każdy upadek na głowę, na dno, nawet tez w stylu takiego "baranka z przytupem" stawia człowieka na nogi. a efekty olśnienia po czymś takim są zapewne oszałamiająco pozytywne smile

26

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

A tak szczerze to Kobiety sa nadzwyczaj skomplikowane i trudno je zrozumiec,trzeba sie naprawde naglowic aby zrozumiec o co chodzi tak naprawde,sa ambitne nie powiedza wprost,cos tam sygnalizuja a my w eufori szczescia nie czytamy tego kompletnie,bo nas wtedy to naprawde nie interesuje za bardzo.Budzimy sie nagle z reka'w nocniku'wiadro zimnej wody i przychodzi czas na refleksje.Tez myslalem ze jestem twardy,ekstremalne zamilowania,czarny pas,wypadek koszmarny tez wyszedlem ale odeszla Ta jedyna i mnie niestety to wylamalo,ale jak przeczytalem ze'Diablo' Wlodarczyk tez sie wylamal z podobnego problemu, a to twardziel to po prostu ponownie nabralem wiary w siebie,ze nie jestem tym ostatnim,nie mysl ze mi lekko ze swietnie sobie radze,po prostu egzystuje i czekam,ale zaczalem dbac o siebie w calym tego slowa znaczeniu bo Kobieta za ktora jestem moze wiele uczynic ale mnie nie zniszczy bo nie ma takiej opcji,nie dam Jej nigdy takiej satysfakcji,moze wroci ale wszystko potoczy sie niestety na moich warunkach,ja kiedys dalem z siebie wszystko.Przyjme Ja bo Kocham Ja nadal i tesknie za Nia ale nie bede nigdy mopem do podlogi.Pomysl nad tym,ja deko za pozno pomyslalem o sobie.

27 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-14 17:50:40)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Dzięki za rady. No parcia faktycznie nie ma, ale trochę się tego obawiam. Póki co zawsze poległem mimo że wmawiałem sobie że jestem twardy dam rade.  Wspólnych znajomych raczej nie mamy wiec z tym problemu nie ma. A że miasto jedno. Cóż mimo że mieszkamy blisko siebie, raczej ciężko bedzie się spotkać. Amplituda emocji jest dość spora.

mayk222 zgadzam się z Tobą w stu procentach. Te doświadczenie nauczyło mnie wiele. Też tego żeby nigdy nie dawać z siebie za dużo bo potem nie możesz odpuścić gdyż wyjdziesz na kogoś komu przestaje zależeć. Przykładem tu jest chociażby mój przypadek. Pisałem codziennie smsy na dobranoc, dzień w dzień, nie było szczególnego odzewu, brakowało mi weny, pisałem coraz krótsze aż nagle dostałem pretensje o ich "jakoś" nie wystarczało zwykłe "dobranoc" pisane z serca. Warto tu nadmienić iż sama nigdy nie wyszła z podobną inicjatywą.

Zauważyłem też że podczas starania się o kobietę nie można robić niczego, czego później nie będziemy robić.  Wyślesz kwiaty pocztą kwiatową to potem jeżeli tego nie zrobisz pretensje. Do tego brak szczerej rozmowy. Nieustanne odpowiedzi "nie wiem" albo ich brak.
Kiedyś była najbliższa mi osobą spędzaliśmy ze sobą wiele czasu, chyba po prostu zależeć nam zaczeło za bardzo...

bags

"Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie. "

I tego mi właśnie brakowało. Wyrozumiałości. Zabrakło również zaufania.

Dziwi mnie tylko jedno, gdzie umarła jej tęsknota ? Nie boi się że zostanie z ręką w nocniku ? Mimo że tak jak mayk222 uściskał bym ją mocno to potem musiał bym poważnie porozmawiać. W moim związku gdy chciałem coś powiedzieć byłem uważany za samolubnego...
Podobno tylko ja się liczyłem dla siebie, miałem własne życie, własne sprawy. Jak teraz na to patrze to rzygać mi się chce. Jak jechałem do qumpla zmienić olej w aucie były pretensje czemu jej nie zabrałem. Mój dobry przyjaciel mówił do mnie, jak w nocy po kryjomu do niego jeździłem, "stary podziwiam Cię" odpowiadałem mu : zakochasz się zrozumiesz że poświęcenie to coś normalnego. Jednak poświęcenie się a dawanie sobą pomiatać to coś innego. Wszystko to przez strach że straci się kogoś kochanego. Ktoś powiedział że jeżeli się kogoś kocha to trzeba dać mu wolność, jeżeli do ciebie wróci jest twój jeżeli nie, nigdy nie był twój.  Wszystko rozumiem tylko nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytania. Co się nagle zmieniło. ?

28

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Mysle ze to Ty swoim zachowaniem wszystko zmieniles,nie krytykuje Cie.Tak jak zaglaskales Ja na smierc byc moze.Kobiety czuja sie niestety dobrze w zwiazku kontrowersyjnym,gdzie wiedza ze musza dac z siebie wszystko aby ten zwiazek utrzymac,ale jak widza ze sa na piedestale czuja sie tak pewnie ze wiatr w zagle umyka i stawiaja swoje warunki lub wymarzone fobie.Ale tym bajecznym wymaganiom prawie zaden facet nie sprosta,poprzeczka idzie zawsze do gory ponad nasze mozliwosci,a one maja jakis rozsadne granice czasami.Mysle ze w Twoim przypadku czas pokaze ;swoje'.

29

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Poruszyliśmy poprzez temat relacji... właściwej relacji w związku... temat rzekę. Klawiatura się rozsypie, komp przegrzeje, internet zablokuje, korki wysadzi w całym mieście a my dalej będziemy się rozwodzić nad tym tematem.

Jeśli taki ktoś jak nasze kobiety teraz tego nie rozumie, to tylko terapia szokowo - wstrząsowa może na nie podziałać.
Nie wnikam w to, czy to jest Twój pierwszy związek - nie obchodzi mnie to, Twoje życie i nic mi do tego - czy to jest kolejna partnerka. Doświadczyłeś teraz tego by do kolejnego związku podchodzić z dystansem, dawkować wszystko po trochu i obserwować czy jest wzajemność czy nie.
Samotność we dwoje to chyba najlepiej określa to, czego nam brakowało, wolności słowa, czynu, rozwijania pasji itd.

"gdy chciałem coś powiedzieć byłem uważany za samolubnego...  Podobno tylko ja się liczyłem dla siebie, miałem własne życie, własne sprawy."
Byłeś innym, nie z jej bajki o rycerzu na białym koniu, byłeś dla niej egoistą bo miałeś swoje potrzeby, tą swoją samotność w związku. I teraz nasuwa się pytanie  dlaczego ona tak o Tobie myślała czy uważała?? Bo chciała byś na każdym kroku żył jej życiem, jej zasadami i jej dyktaturą.

Też się lubię grzebać przy samochodzie jak okoliczności tego wymagają; coś "pomajsterokwać". co wiedziałem jak zrobić przy samochodzie to robiłem sam, poświęcałem swój czas by zyskać przykładowo kasę, którą miałbym zapłacić w warsztacie za tą samą robotę. Znasz ten temat.
To robiła mi awantury, że nie pomagam w domu, nie zajmuję się tym co jest do zrobienia wokół domu, nie poświęcam jej czasu... tylko grzebię przy aucie... Nie liczyła się z tym, że robię auto dla naszej wygody poruszania się z punktu A do B; że oszczędzam kasę na inne wydatki i potrzeby, że może jakiś prezent bez okazji za to dostanie i etc. Ona i jej zdanie było najważniejsze. A samochód ich zdaniem: najlepiej by był bezawaryjny, sam się regenerował, ubezpieczał i jeździł na wodę, bo to "pożeracz kasy".

Gdzie umarła jej tęsknota? umarła bo Ty nie jesteś nią tak jak ona by tego chciała.
Nie boi się że zostanie z ręką w nocniku ? Teraz się nie boi, bo ma cię za - bez urazy - dupka, jesteś dla niej dzieckiem jak pisałem wcześniej.
Przejdziesz tą swoją metamorfozę, "remont" swojego drugiego "ja", Ją wykopyrtniesz z piedestału i... upadając na głowę dostanie olśnienia. Wtedy może wpaść właśnie do nocnika, ale jak się ona pozbiera i ogarnie co zrobiła, to wtedy będzie tego bardzo żałować.

Zobaczyć siebie w drugim człowieku i drugiego człowieka w sobie jest nie lada sztuką, ale nawet tak proste zadanie dla  niektórych jest niewykonalne i przerażające.
No i najważniejsze w tym wszystkim... Bądź najlepszym i pierwszorzędnym oryginałem siebie niż nieudaną kopią kogoś...
nawet w związku... ale póki co, to na ani jedno, ani drugie powiedzenie dla nas w oczach partnerek nie ma miejsca.

I za co tu je kochać jak są z nami???

30

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Z autem rozumiem Ciebie bardzo dobrze. Nie grzebałem ot tak sobie dla zabicia czasu. Wymiana płynów przed zimą, Hamulce, rozrząd. To tu to tam blacha. Nie rozkręcałem i skręcałem z nadmiaru wolnego czasu. Również nie widziała że jeździmy moim autem, że jak trzeba to zawiozę odwożę poczekam. Chciała iść na tą imprezę powiedziałem ok idź. Spytała czy po nią przyjadę. Odpowiedziałem że ok i tak nie śpię do dwunastej tylko żeby się odezwała do dwunastej żebym wiedział czy iść spać. Dzwonie 23:30 jest w klubie 24:00 nadal i tak rozciągała to prawie do 2 w nocy. Również mówiła że czasu dla niej poświęcam za mało. Rozumiem czasu zawsze jest za mało ale poświęcałem jej każdą wolną chwilę. A przez porzucenie wszystkiego tego czasu miałem sporo.

"Nie boi się że zostanie z ręką w nocniku ? Teraz się nie boi, bo ma cię za - bez urazy - dupka, jesteś dla niej dzieckiem jak pisałem wcześniej. "

Tzn dupkiem bo dałem się wciągnąć w jej grę ? wrzucić się pod pantofel ?

Mówiła że miała parę dupków w przeszłości. Chciałem być inny. Nigdy jej nie olewać. Często rozmawialiśmy do 2 w nocy na gg siedziałem aż sama pójdzie spać. Potem nie mogłem iść wcześniej spać bo były wyrzuty że kiedyś siedziałem do końca. Uważałem że ze słowami "kocham cie" wiąże się coś. Że to nie są puste słowa, myliłem się. Nie można być słodką pyzą bo życie skopie ci dupe

31

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Czytając ten wątek doszłam do pewnych wniosków... Zawsze osoba bardziej kochająca, bardziej zaangażowana jest na gorszej - jeśli nie straconej - pozycji... I to niezależnie od płci, czego tu mamy dowód. Zastanawia mnie tylko to, czy gdyby Wasze partnerki/żony stały się potulne, wyrozumiałe, pokorne to nadal byłyby dla Was tak atrakcyjne? Bardzo proszę o odp jak to jest z męskiego punktu widzenia. Bo ja póki byłam w moim 3-letnim związku zołzą - byłam adorowana i szanowana, a kiedy kochałam już mocno i zaczynałam coraz bardziej pokazywać jak mi zależy - mój luby powoli zaczął rezygnować... O co w tym wszystkim chodzi... bo w kolejnym związku (miejmy nadzieję już tym na całe życie smile nie chcę robić podchodów i zastanawiać się, czy jak za wiele okażę uczucia to już jestem stracona...

32

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Nie bierz tego określenia tak dosłownie sobie do serca.

Ale nie da się ukryć, że dałeś/daliśmy się w swoich związkach zmanipulować i wcisnąć pod pantofla.
Chciałeś być inny, nie olewać jej i pokazać za wszelką cenę że to na niej Ci zależy. Ja tak samo...
Zauważ, że gdy dawałeś jej swobodę wyjścia do klubu, spotkania się z przyjaciółmi na ploty itd, to wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku. Byłeś gotów robić dla niej nawet za szofera. Można by rzec, że była w siódmym niebie, bo miała Cię pod ręką i na zawołanie.
Ale jak tylko role się odwróciły, trzeba było wóz odstawić "na warsztat" itp., to już jest zgrzyt, foch i pretensje z jej strony.
Czyż nie?? To ma być partnerski związek?

"Uważałem że ze słowami "kocham cie" wiąże się coś. Że to nie są puste słowa, myliłem się" - tu się nie myliłeś, one są magiczne, ale tutaj niestety jak sam określiłeś - puste. Patrz pojęcie partnerstwa w związku w jednym z moich wątków tutaj, tu te słowa były mówione przez Ciebie do ściany a nie kobiety.

"Nie można być słodką pyzą (czytaj Nami), bo życie (w Naszym wypadku kobieta) skopie ci dupe". Dalej już zostawię to bez komentarza...
Trzeba być słodkim "piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii" (z szacunkiem dla moderatorów:) ) - wiesz co mam na myśli z "technicznego słownika łacińskiego".

Tak więc kolego sympatyczny:
1. Leć do sklepu po 4-pak browarka i papieroski,
2. Siadaj wygodnie przed kompem, przeczytaj całego swojego tego posta,
3. Przełącz się potem na post o prawie przyciągania, oba ze zrozumieniem recept i Naszych porad,
4. Wyciągnij z nich w/w wszystkie wnioski i wskazówki, zanotuj w Wordzie lub jakimś zeszycie,
5. Odstaw toksyczną kobietę na bok - jak radzi Macocha,
6. "Koko dzambo i do przodu" - metamorfoza i "remont" Ciebie w ciszy i samotności - tymczasowej separacji - jak najbardziej wskazany. Bez diagnozy lekarskiej masz to "od ręki na poczekaniu".

Efektami będziesz sam mile zaskoczony.

A spotkania na uczelni czy zwrotu rzeczy załatwiaj do zakończenia swojej "odbudowy" na zasadzie służbowej.
Pytanie - odpowiedź, bez rozwijania i zgłębiania tematu, nie pokazuj jej tej swojej słabej - dotychczasowej - strony.   
Tego kwiatu to pół światu, weź się w garść, za robotę za siebie i wracaj na szczyt piedestału - zamiana ról.
 
Nie ta to będzie inna, bardziej otwarta i "partnerska w związku" od obecnej.

Powodzenia...

33

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego
Marti83 napisał/a:

Czytając ten wątek doszłam do pewnych wniosków... Zawsze osoba bardziej kochająca, bardziej zaangażowana jest na gorszej - jeśli nie straconej - pozycji... I to niezależnie od płci, czego tu mamy dowód. Zastanawia mnie tylko to, czy gdyby Wasze partnerki/żony stały się potulne, wyrozumiałe, pokorne to nadal byłyby dla Was tak atrakcyjne? Bardzo proszę o odp jak to jest z męskiego punktu widzenia. Bo ja póki byłam w moim 3-letnim związku zołzą - byłam adorowana i szanowana, a kiedy kochałam już mocno i zaczynałam coraz bardziej pokazywać jak mi zależy - mój luby powoli zaczął rezygnować... O co w tym wszystkim chodzi... bo w kolejnym związku (miejmy nadzieję już tym na całe życie smile nie chcę robić podchodów i zastanawiać się, czy jak za wiele okażę uczucia to już jestem stracona...

Zapraszam Cię do swojego Wątku pt. toksyczny trójkąt z teściową na tym forum.
Dla swojej (jeszcze) żony od samego początku znajomości byłem gotów zrobić dla niej wszystko - skoczyć w ogień, miałbym siłę góry przenosić, kijem Wisłę zawrócić, zatrzymać kulę ziemską i kopnąć ją " z półobrotu"  by się kręciła w drugą stronę itd. A ona co???
Odpowiedź w w moim wątku znajdziesz... Po ślubie taki byłem nadal dla niej, ale po ślubie ktoś mi "bubla" a nie żonę podstawił.

34

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego
Beznadziejny napisał/a:

Widzisz, to też jest trochę skomplikowane. Bo jakby nie wiem na czym stoję, nie wiem czy kogoś ma, nie wiem kto na nią wpłyną, nie wiem co się stało. I np wczoraj gdy potrzebowała mojej pomocy to napisała do mnie. Porozmawialiśmy potem na spokojnie lecz niczego się nie dowiedziałem czego bym nie wiedział wcześniej. Wieczorem wyszliśmy na papierosa. Wszyscy moi znajomi Mówią żeby dać jej zatęsknić, dać się zachłysnąć wolnością. Wczoraj jak prosiła mnie o coś byłem cały czas smutny, nieobecny, zauważyła to i przytuliła.

Spokojnie
Zyj dla siebie to jak z kobietami ,ktore rzucaja swoje pasje a maz tego nigdy nie doceni .Poprostu jestes dobry ,i po cholere rzucales swoje pasje dla niej ,bez sensu zachowanie.

35

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Wolę nawet nie wiedzieć co by było gdyby pomiędzy nami był jeszcze mały szkrab. Zawsze wydawała mi się tą jedyną. Cóż byłem zaszczyty niestety i nigdy nic powiedzieć nie mogłem. Ciężko jest zrozumieć kobiety bardzo ciężko. Przeczytałem Twój wątek bags i faktycznie sytuacja jest bardzo beznadziejna, nie wytrzymał bym psychicznie jakby mi teściowa takie komedia odstawiała.

pati31 - nie rzucałem po prostu jakoś nie jeździłem w pierwszych tygodniach bo byłem w bajce, pozatym nie było akurat wówczas żadnych zlotów co by mnie interesowały. Potem zatęskniłem, pojawiły się ciekawe imprezy. Jak jeździłem to zawsze jak miałem chwile wolnego pisałem że tęsknie że mi jej tutaj brakuje. Jak byłem raz na imprezie to tak samo. Kieliszek w jedynym ręku telefon w drugim. Może ja się na chłopaka nie nadaje. Bo qumplem jestem bardzo dobrym. Zawsze gotowy pomóc o każdej porze dnia i nocy gotów wysłuchać Etc. Jest jeszcze jeden problem mam u psychologa wizytę 20 i się zadeklarowała że chce iść ze mną ... Nie wiem czemu. Mam wrażenie że chce po prostu powiedzieć wszystko że przeżywam to bardzo. Nie wiem czy chce z nią iść. Bo chyba tylko dlatego idzie. Nie wiem jak byście zrobili ?

36

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego
Beznadziejny napisał/a:

Wolę nawet nie wiedzieć co by było gdyby pomiędzy nami był jeszcze mały szkrab. Zawsze wydawała mi się tą jedyną. Cóż byłem zaszczyty niestety i nigdy nic powiedzieć nie mogłem. Ciężko jest zrozumieć kobiety bardzo ciężko. Przeczytałem Twój wątek bags i faktycznie sytuacja jest bardzo beznadziejna, nie wytrzymał bym psychicznie jakby mi teściowa takie komedia odstawiała.

pati31 - nie rzucałem po prostu jakoś nie jeździłem w pierwszych tygodniach bo byłem w bajce, pozatym nie było akurat wówczas żadnych zlotów co by mnie interesowały. Potem zatęskniłem, pojawiły się ciekawe imprezy. Jak jeździłem to zawsze jak miałem chwile wolnego pisałem że tęsknie że mi jej tutaj brakuje. Jak byłem raz na imprezie to tak samo. Kieliszek w jedynym ręku telefon w drugim. Może ja się na chłopaka nie nadaje. Bo qumplem jestem bardzo dobrym. Zawsze gotowy pomóc o każdej porze dnia i nocy gotów wysłuchać Etc. Jest jeszcze jeden problem mam u psychologa wizytę 20 i się zadeklarowała że chce iść ze mną ... Nie wiem czemu. Mam wrażenie że chce po prostu powiedzieć wszystko że przeżywam to bardzo. Nie wiem czy chce z nią iść. Bo chyba tylko dlatego idzie. Nie wiem jak byście zrobili ?

Czyli dales jej cala swoja psychiczna przestrzen cholernie sie zakochales ,jestes mlody wiadomo.Piszesz bardzo fajnie ,fajny facet moze z Ciebie wyrosnac ,duzo widzisz swoich bledow to jest naprawde dobre podejscie.Wiem uczucie musi minac ,ale nie oddalaj sie od zycia .Ona coz dobrze wiedziala ze bardzo Ci na niej zalezy ,gdybys nie pisal co chwila tylko sie bawil rola by sie odwrocila,a Ty poprostu dales jej do zrozumienia ze ogarnia CIE CALEGO.Mloda dziewczyna mogla niezrozumiec tak silnej wiezi.
Moja rada zamknij ten rozdzial,bo czas szybko leci ,a nie obejrzysz sie jak dalej bedziesz w tej przepasci.
Do psychologa idz ,ale sam

37 Ostatnio edytowany przez bags (2012-06-14 23:41:55)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

No widzisz przyjacielu.
Ty masz jedną kobietę i masz z nią czeski film, a ja mam dwie kobiety w postaci jednej żony i totalną rozpierduchę w psychice.
Jak nie sraczka to przemarsz wojsk, a potem kirgijska dyplomacja czyli "wrzucimy granata między 2 ludzi i patrzymy kto przeżyje".

"pojawiły się ciekawe imprezy. Jak jeździłem to zawsze jak miałem chwile wolnego pisałem że tęsknie że mi jej tutaj brakuje."
Tu jesteś gość, chłop na schwał co to każdą by miał, ale oddany i wierny do granic tej jedynej. Pisałeś kocham ubierając to w inne słowa.

"Jak byłem raz na imprezie to tak samo. Kieliszek w jedynym ręku telefon w drugim" I znowu j/w. Tylko pozostaje pytanie:
czy to spotkanie "kumpli z wojska na zlocie po 20 latach rozłąki - przy kieliszku", czy randka na odległość zakrapiana alkoholem ze smutku, goryczy i tęsknoty za tą 2 połówką??
Bo jak zlot, to ja się pytam gdzie tu zaufanie - że nie zdradzi, wyrozumiałość - że chce poszaleć z ognistą wodą i kumplami, odrobina samotności w związku dla partnera od partnerki - trochę luzu i swobody rozwijania pasji przy spotkaniu na zlocie - posiedzieć, pogadać, cosik chlapnąć dla odwagi i lepszej rozmowy??
Bo jak randka, to już mówić nie trzeba, jak powinna wyglądać "instrukcja obsługi" z butelką czerwonego wina czy też cosik mocniejszego.   

Wspólnie to możesz iść do poradni małżeńskiej, do łóżka itd. Ale do psychologa to już IDZIESZ SAM!!! Ty się rejestrowałeś a nie ona Ciebie, więc idziesz sam. Proste.

Już zawaliłeś pierwszy punkt terapii remontowej - kontakt i wieść o wizycie.  ale to jeszcze pikuś smile Poprawisz się.

Ona chce pójść z Tobą by Cię przedstawić psychologowi w zupełnie innym - gorszym świetle, niż sam siebie widzisz.
Mogę się pokusić o stwierdzenie, że pójdziesz tam po dalsze - konkretne wskazówki, porady i receptę na wyjście z Twojego problemu. Dołączysz do tego wiadomości z tego posta i prawa przyciągania, to jak z red-bull'em  nabierzesz sił do działania na swoją korzyść. Pójdziesz z nią to nasze rady i całe to gadanie z lekarzem, mówiąc technicznie spali na panewce.

Jeśli już to pójdź na pierwszą wizytę sam. Pogadaj konkretnie z lekarzem - jak facet z facetem - o swoich problemach, na koniec zasugeruj że możesz przyjść następnym razem z kobietą. Wtedy ona go tak łatwo nie "wyroluje" i nie owinie wokół palca na swoją stronę.

38

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

no cóż widocznie przez to musiałem przejść trudno szkoda że obecnie słowo kocham Cię nic nie znaczy.

39

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Nie mogę edytować posta posta powyżej. Nie no z tym piciem to była to typowa męska impreza w domu sami faceci i alkohol wysokoprocentowy. Potrafię zaplanować taki wieczór że kobieta się popłacze ze szczęścia, nie udowodniłem jej oraz sobie tego, ale popisałem się w innych sprawach. Jeszcze nie zwaliłem wizytę umówiłem parę dni wcześniej i jakoś tak dla niej powiedziałem. Bo wczoraj z rana napisała do mnie czy mam jedną rzecz, nie miałem ale kupiłem i tak żeby się z nią spotkać. i się dowiedziała. Zastosuje ten plan zastosuje, zobaczymy czy działa. Chciałbym by żałowała swojej decyzji, chciałbym najbardziej na świecie. Po tym przeżyciu wiem że nie skrzywdzę tak żadnej dziewczyny bo wiem że to gorsze niż porządnie dostać wpie***l i nie życzę tego najgorszemu wrogowi. Zrobiłem z siebie ciepłą kluchę którą już postaram się nie być. Ona mi jeszcze nawet nie powiedziała "to koniec" tylko "nie wiem czy chce z Toba być" ; "potrzebuje czasu" , " nic nie obiecuje" nadal wiszą nasze zdjęcia u niej. To jest chyba najgorsze bo nie wiem co zrobić choć już wiem zaczynam się zmieniać. Tylko właśnie zawsze tak robiła że przyciągała do siebie potem odrzucała i tak ciągle. Niepewność jest bardzo zła, chyba o tym nie wspomniałem do końca. Ale nie wiem może zrobiła to tylko dlatego że widziała że się nie podniosę i chciała to powiedzieć dla lekarza nie wiem idę sam.

40

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Ale wierz mi że będzie znaczyć baaaaaardzo wiele, gdy związek będzie oparty na partnerstwie w 100%.
"KOCHAM CIĘ" czyli Ty powiesz KOCHAM a ona CIĘ.
Bo jak na razie to mówisz to piękne słowo w całej okazałości ale druga strona Twoje uczucie ma w D....

Ja przerobiłem 2 strony medalu, gdzie jedna to KOCHAM CIĘ do szaleństwa, A druga to NIC DLA MNIE NIE ZNACZYSZ i spadaj.

I teraz w ten medal wstaw siebie z jednej "mańki" a z drugiej swoją lubą...  Masz partnerski związek oparty na miłości i zaufaniu??? Wybacz, ale jak na razie to ja go nawet pod mikroskopem nie widzę.

41

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

A moze psychologa odpusc sobie[we dwoje tym bardziej],moze zaufaj sobie,jak sie sam pozbierasz to nabierzesz wiary w siebie,co Ci niby ma pomoc ktos 'trzeci',masz trzy wyjscia skoczyc z mostu do rzeki lub pod expres[debilizm],zasiasc przy stole ze swoja kobieta i bardzo rozsadnie porozmawiac o przyszlosci ale musisz sie przygotowac solidnie,albo po tej rozmowie zrozumiec ze zle zainwestowales,dac sobie czas i poszukac alternatywy. Przestan byc dzieckiem,pora byc facetem z jajami,nie przerabiaj tego tak dlugo jak ja,to wyniszcza psychike totalnie.POZBIERAJ SIE SAM.

42 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-15 00:34:47)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

psychologa już mam umówionego wizyta bezpłatna z ubezpieczenia także nie mam nic do stracenia, może coś powie, nakieruje. Powiedziała że chce czasu, że nie wie. Wiem że powinienem dać jej ten czas ale bardzo mi się dłużyło i tęskniłem obecnie już luzuje to wszystko. Więcej od niej się chyba nie dowiem. Będzie mówiła "nie wiem" ; ''już ci mówiłam'' ; ''nie wiem ''' i jeszcze raz'' nie wiem'' tak spotkać się na papierosa ok ale porozmawiać o naszej przyszłości to już nie. Czuje się jak kiedyś kiedy byłe dobrym znajomym i przeżywałem jak kogoś spotkała, nie chce tego drugi raz przeżywać. Odnajdzie cząstkę mnie w sobie da jej szanse albo nie wiem. Tzn wiem. I właśnie to mnie niszczy bardzo te ciągłe nie wiem. Brak pewności w uczuciach. Taka nagła kolej rzeczy. Nie powie nic tylko nie pisze, dziewczyny weźcie się ogarnijcie wkońcu i sprecyzujcie jaki facet ma być. Lubicie dupków potem płaczecie. Te prawo przyciągania coś jest warte ? Chyba opiera się na jednej zasadzie "dać jej zatęsknić"

43

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Wybacz za terapie wstrzasowa pomysl ze za darmo z ubezpieczenia,kobiety nie uznaja dupkow i nieudacznikow zyciowych,szukaja podpory w twardym i zdecydowanym facecie,bo sa slabe z natury,proponuje zlosliwie 3 wizyty u psychologa dziennie,moze Ci ewentualnie pomaga,psycholog zaliczy refundacje NFZ, a Ty stracisz wszystko w oczach tej kobiety-wariat kompletny a od wariatow sie ucieka.Przestan idiociec.

44 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-15 08:51:50)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Racja, święta racja. Dzięki stary !!!!!!! Faceci to podobno są dupki... Jeszcze tylko nie wiem zbytnio jak się zachować jak będzie pisać ...

45

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

NIE MA ZASADY FACECI TO DUPKI.

Kobiety bywają złe, mężczyźni, psy , koty - zawsze znajdzie się jakiś chwast.

Jak zacznie się odzywać?? zignoruj albo napisz, ze potrzebujesz czasu i żeby sie z Tobą nie kontaktowała.

46 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-15 10:39:58)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Przed wczoraj zachowała się trochę perfidnie. Napisała czy jedynie posiadam pewną rzecz którą czasem posiadam jak przyjedzie znajomy zza wschodniej granicy. Wczoraj wkurzyła mnie napisała do mojego qumpla żeby mnie pilnował bym na egzaminy chodził. Potem powiedziała do niego że to nie fair że jestem sam w swoim życiu - Ku*** . Bo właśnie nie wiem nawet na czym stoję. Tak faceci to dupki a Ci którzy nimi nie są stają się nimi po takich akcjach. Choć to co przeżyłem nie życzę nawet wrogowi. Kiedyś było "fajnie że jesteś inni niż wszyscy faceci" a potem ? Nie skrzywdziłem żadnej dziewczyny w swoim życiu a raz przeżyłem odrzucenie a teraz to wszystko. I tylko właśnie dlatego że jestem inny.

47

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

słuchaj jesteś młody na pewno trafisz na taką kobietę która to doceni i która odwzajemni to co Ty czujesz.
A ona niech sie martwi o siebie.Niech sobie robi teatr pod tytułem " zraniłam go ale zostanę jego Aniołkiem Stróżem" uwierz mi robi to na pokaz żeby zabić swoje poczucie winy.OLEJ to i juz

48

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Staram się. Ale wczoraj się wkurzyłem. Nie wiem tylko co o tym myśleć żyje w stanie zawieszenia. Powiedziała że potrzebuje czasu. Ja również. Już mi lepiej odkąd tu piszę, czasem tylko wrócą myśli ale szybko się ich pozbywam.

49

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Takich chwil będzie całkiem dużo, pytań, wspominek to normalne ale jak sie zajmiesz czymś , zaczniesz regenerować siły po tym co się stało będzie dużo lepiej.Jeśli oboje potrzebujecie czasu to znaczy, ze wasz zwiazek został chwilowo zakończony i tyle nie ma co sie dopatrywać.

50

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

"Powiedziała że chce czasu, że nie wie. Wiem że powinienem dać jej ten czas ale bardzo mi się dłużyło i tęskniłem obecnie już luzuje to wszystko. Więcej od niej się chyba nie dowiem. Będzie mówiła "nie wiem" ; ''już ci mówiłam'' ; ''nie wiem ''' i jeszcze raz'' nie wiem'' tak spotkać się na papierosa ok ale porozmawiać o naszej przyszłości to już nie"

Tak jak już pisałem, ona żyje tym związkiem w stylu chciałabym, bo jeśli", chce czasu, to daj jej ten czas, bo Ty też żyjesz w pewnym sensie tą zasadą  "chciałbym z nią być, jeśli ona się w końcu na coś zdecyduje". 
Prawo przyciągania bazuje na tym, by dać jej zatęsknić, dać jej ten czas. Ale Ty wtedy masz świetną okazję na pracę nad sobą, bo ona tej "przerwy w związku" jak mówi - sama potrzebuje. Ty w tym czasie masz się pozbierać z pozycji dziecka na faceta z jajami, zaufać sobie, poznać swoją wartość jak sie sam pozbierasz po tej psychicznej demolce przez nią zafundowanej, to nabierzesz wiary w siebie.
Prawo przyciągania to nic innego jak przyciągnąć swoje dawne JA do siebie, znasz lub wiesz jakie błędy popełniłeś, to wykorzystasz tą lekcję by ich nie powielać.

I tak jak mówi mayk222, kobiety nie uznaja dupkow i nieudacznikow zyciowych, szukaja podpory w twardym i zdecydowanym facecie,bo sa słabe z natury. Przez tą demolkę nas osłabiły, teraz szukają odpowiedzi kto tu jest silniejszy, kobieta, czy facet?
Potrzebują czasu by odnaleźć odpowiedź, a my musimy się w tym czasie pozbierać - Rocky III - to przesłanie filmu.

Pozbierasz się sam, nabierzesz wiary w siebie, nie dasz w przyszłości sobą pomiatać, zasiądziesz przy stole ze swoja kobieta i bardzo konkretnie porozmawiacie o Waszej przyszłości. I tu już nie będzie zmiłuj, nie będzie, miejsca na "chciałabym, bo jeśli" tylko konkrety tak/nie wóz albo przewóz, ale Ty już się na tą rozmowę przez czas "remontu" przygotujesz solidnie.
I po tej rozmowie zrozumiesz, czy dacie radę ten związek pociągnąć dalej, zamienicie się rolami i niech ona się wykaże, czy jest w stanie "dorównać Ci uczuciem" tak jak Ty jej wcześniej.
Masz się nie dać na jej gierki, na to pomiatanie sobą, Jak ona to zobaczy, że nie ma szans Cię dalej demolować będzie musiała się zająć pielęgnowaniem i odwzajemnianiem uczucia do Ciebie i Was. Podoła temu to dobrze, nie to trudno.
Ale za to Ty będziesz doskonale wiedział czy dobrze, czy źle zainwestowałeś uczucia do niej, dać sobie czas - bo mimo wszystko rozstanie pociągnie w jakimś stopniu za sobą ból i cierpienie.
Ale to musi po Tobie spłynąć jak po kaczce, nie możesz pokazać jej i światu że ryczesz za nią jak dziecko.
Musisz być twardym, dawnym swoim "ja" bogatszym o doświadczenia z tego związku i poszukać alternatywy wokół siebie.
Jako 100% facet z jajami, nie jako dziecko. 

Masz świetny przykład u mnie.

Do ślubu wielka miłość w dwie strony, dziewczyna świata poza mną nie widzi itd.
A po ślubie dostałem łomoty jak Sylwester Stalone na początku filmu. "Wyrzuciła" mnie z domu i tak jak pisze w prawie przyciągania o eskach, to mi pisała też, że nie chce ze mną być, nie chce dalej tego ciągnąć, między nami wszystko skończone i odgraża się rozwodem...  pisze i odgraża się w euforii złości, złości na mnie że nie dałem sobą pomiatać dalej. Poczułem kres swojej wytrzymałości i poszła łacina.
Ale za jakiś czas to jej minie, zatęskni - nic innego jak prawo przyciągania tzn. dać jej czas zatęsknić, będzie przepraszać i prosić o to bym wrócił do niej albo walnie mi na na stół rozwodem.

Teraz przez czas rozłąki robię "remont" siebie po tej demolce, wracam do tego swojego "ja" sprzed ślubu z gratisowymi doświadczeniami ostatnich 3 lat. Bogatszy o te "wykłady" życia.
Ją już wykopałem z piedestału i sam tam stoję. Ona tego nie wie i dalej myśli, że rozpaczam nad wylotem z domu i groźbami rozwodu. Nie wie, bo nie ma kontaktu mojego z nią - to samo co Tobie radziłem.
I tak jak w remoncie samochodu po wypadku, pozostaje szpachlowanie i lakierowanie , tak mi pozostało dokończyć remont siebie.
I teraz mam to w 4 literach czy pierdyknie mi papiery rozwodowe na stół, czy będzie chciała byśmy zapomnieli o tej wojnie i wrócili do siebie.
Walnie rozwodem to będzie dla mnie doskonały znak, że jest niedojrzałą lafiryndą, która nie dojrzała do tego by być w związku z kimś, nie rozumie podstawowego pojęcia partnerstwa w małżeństwie, że niewłaściwie ulokowałem/zainwestowałem swoje uczucia do niej itd. Zrobi mi przysługę o jakiej nawet się nie śniło, odcinając mnie od siebie i swojej patologicznej rodzinki.

A powrót do siebie to teraz będzie na moich, konkretnych i twardych warunkach - rywal Sylwestra dostaje łomoty - ja jestem górą i może mi naskoczyć.
Zaczynasz się liczyć z moim zdaniem, moją osobą i nie ważne jest dla ciebie zdanie mamuśki tylko nasze albo WYPAD. Przystajesz na moje warunki?? OK, to pokaż, że dalej - w teraźniejszości - potrafisz kochać mnie tak jak przed ślubem.
Nie??? to żegnam wylewnie. Kopa w d, obrót na pięcie i ruszam dalej w świat. Tego kwiatu to pół światu.
Zrozumie swój błąd laska to jeszcze nie raz zapłacze za mną i walnie o kant ściany "baranka z przytupem" przez swoją głupotę.

Więcej chyba Ci tłumaczyć nie muszę... to jest prawo przyciągania na moim przykładzie.
Wyjścia mam dwa: powrót do związku albo rozwód. I oba mi koło d latają, tym jak się zakończą. Bo już nie jestem  "dzieckiem pod pantoflem" i w obu Ona jest przegrana. JA co prawda przegram małżeństwo, ale za to wygram wolność od tej toksycznej chemii i patologii.

51 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-15 12:37:03)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Hmm wiesz? Nie potrzebuje czasu, potrzebuje Jej ale wiem że to nie takie proste. Ona nie ma wspominek ? Mi coraz lepiej już na szczęście, No ona sama chyba nie wie. Nie zdefiniowała się, wiesz tak bym wiedział na czym stoję. Może nadzieje by umarła ? Wówczas podnosił bym się po klęsce a obecnie się przegrupowuje. Zmieniam Linie swoich uczuć. Zawsze byłem jak kamień, nie robiło na mnie wrażenia zbytnio nic przez wychowanie jakie miałem, wiedziałem że jestem skazany tylko na siebie. Nie dopuszczałem tak łatwo innych do siebie. Byłem dość twardy. Miałem swoje zasady. Otworzyłem jej furtkę do swojego serca weszła do środka a gdy niczego się nie spodziewałem zadała cios w sam środek duszy. Myślałem że jest inna. Widziałem w niej inną dziewczynę niż każda jakaś tam lepsza. A ona po prostu roz********ła mnie od środka. Dzięki niej patrzyłem na świat uczuciem, nie podchodziłem do wszystkiego z góry, nie miałem uprzedzeń. Stałem się mięczak. Mówiła słodki jesteś, a facet ma być facet a nie k***a słodziak czy pyza.


Podziwiam Ciebie. Naprawdę. Wiesz, ja jestem o tyle w takiej komfortowej sytuacji że nie mamy ślubu za sobą oraz trochę krótszy staż.
Po przysiędze inaczej się do tego podchodzi pewnie. Może bardziej chce się walczyć. W Twojej sytuacji byłbym bardzo nerwowy jakby do mojego związku mieszała się osoba trzecia a jakby to była teściowa to w ogóle. Tego dom, wspólne życie, kładzenie się spać i budzenie się razem... Lecz chyba mimo wszystko wolałbyś żeby skończyło się to jej powrotem czyż nie? "Kocham Cie" zwykłe niesie za sobą przekaz a co dopiero przysięga przed bogiem. Podobno faceci się zmieniają po ślubie. Co do Rockiego to muzyka z tego filmu jest niezwykła taka motywująca do działania podnosząca na duchu, pokazująca że co nas nie zabije to nas wzmocni. Boję się tego że podczas gdy ja będę odbudowywał mury mojej obojętności ona przyjdzie w momencie kiedy nie będą skończone i to roz*****oli, że to będzie do mnie wracać, będzie po prostu podbiegała do mnie co pewien czas i rzucała na ziemie mimo iż nie zdążyłem jeszcze wstać. Oczywiście nie będę się odzywać. Widziałeś się ze swoją żoną podczas "remontu"?

Ale się porobiło faceci zadomowili się na forum dla Kobiet.

52 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-15 12:11:24)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Niechcący powtórzyłem posta  a usunąć się chyba nie da

53

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Po przysiędze podchodzi się do związku zupełnie inaczej, wiesz że to jest ta jedyna na całe życie. To że teściowa się miesza do związku młodych to jeszcze pikuś, zawsze można walnąć pięścią w stół i dać jej do zrozumienia, że za daleko włazi z butami w czyjeś nowe życie. Ale tu niestety teściowa z żoną są jedną drużyną przeciwko mnie - to jest właśnie ten toksyczny trójkąt. Postawię się teściowej, mam łomoty od żony i tak w drugą stronę.
Zona jest po stronie mamy a nie mojej i na polu bitwy zostałem sam. Nic nie wskóram w tym małżeństwie i nie pociągnę tego związku sam na własnych barkach. Tak jak do tanga trzeba dwojga tak i w związku muszą być 2 osoby za sterami.

Faceci i kobiety się zmieniają o ile ich ta nowa "rzeczywistość" po ślubie przeraża. Ktoś, kto potrafi zrozumieć ideę partnerstwa i pielęgnować miłość w związku nie polegnie po ślubie, dalej będzie sobą i dbał o tą drugą połówkę jak należy.

Chciałbym by wróciła do mnie, dalej ją kocham mimo wszystko, że to ja zostałem przez nią zdradzony... z teściową. Wiem że to brzmi śmiesznie lecz niestety, takie są fakty - ona trzyma sztamę z mamą poprzez nieodciętą pępowinę.

Ja miałbym wrócić??? Niby do czego? Z powrotem do tego piekła? Nie mam oparcia i wsparcia w osobie żony, nie stoi po mojej stronie jako partnerka w związku, to nie mam po co tam wracać. To nie ma najmniejszego sensu.
Tu trzeba uciec, uciec jak najdalej przed tą patologią, toksyczną miłością i na szczęście mam jeszcze dokąd. 

Z żoną się widziałem w ten poniedziałek w trakcie "remontu", wpadłem zabrać ostatnie swoje rzeczy od niej. powiedzieć - już stanowczym a nie dziecinnym, łamiącym się głosem - że mam do niej wielki żal za to co zrobiła, traktując mnie jak faceta co zdradził, lecz niestety to ona mnie zdradziła. Wjechałem jej na ambicje, powiedziałem co o tym wszystkim myślę i zakończyłem rozmowę. Odniosłem wrażenie że dalej moja rozmowa jest jak grochem o ścianę, więc nie ma co się "produkować" tylko zamilknąć i czekać na jej ruch. Zastosować prawo przyciągania.
Od samego początku znajomości doskonale wiedziała, że w związku liczy się dla mnie tylko i wyłącznie partnerka, na zdradę nie ma miejsca i takie pojęcie dla mnie nie istnieje.

Na to, by dziewczyna przejrzała na oczy i dostrzegła gdzie tkwi jej błąd, widzę marne szanse. Tak samo postrzegam moje warunki na które będzie musiała przystać byśmy byli dalej razem.
Dopóki się nie "odetnie" od matki nie ma szans na normalny związek. A tu już tylko rozwiązaniem jest tylko rozwód.
Jeszcze myślę by zawalczyć o nas poprzez sądowe skierowanie na terapię małżeńską, bo widzi mi się że sprawa rozwodowa będzie wojną mojej pseudo choroby - jako ich argumentu przeciwko mnie z obroną w postaci tej całej ich toksykologii.

I tu trzeba być facetem i mieć siłę temu wyzwaniu sprostać. Z jednej strony walka o małżeństwo i żonę a z drugiej strony o swoją godność.
A ona z tej wygranej będzie dumna z siebie, lecz jak zrozumie po czasie co straciła to bardzo będzie tego rozwodu żałowała.   Przegrany - czyli ja - zawsze coś wygra. Przede wszystkim wolność od toksyn.

54

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Mądre rady, mądre słowa. Czasem tylko z innej perspektywy można coś zobaczyć. Ja również przejrzałem na oczy. Staram się wyremontować, tęsknota jest coraz mniejsza, już nie patrze na telefon co parę sekund sprawdzić czy przypadkiem nie dzwoniła lub nie napisała. Czasem to do mnie jeszcze wraca ale staram się momentalnie to odrzucać. Cóż zostałem skrzywdzony przez kobietę bo jej zaufałem bezgranicznie. Dałem jej całe jej serce a po czasie i to nie wystarczało. Dam się jej zachłysnąć wolnością. Mimo wszystko mam nadzieje że przejrzy na oczy. I sądzę że tak się stanie. Mimo wszystko obecnie o tym nie myślę. Teraz wiem że kobiecie serca swojego tak łatwo nie dam. Miałem na myśli wrócić do siebie na swoich warunkach gdyby przeprosiła i postanowiła poprawę. Kobiety to dziwne stworzenia

55 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-06-15 14:54:30)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Przechodzisz prawdopodobnie normalną kwarantannę po porzuceniu. Bardzo kochałeś i strasznie boli. To normalne. Nie zamiataj tego pod dywan. Po prostu trzeba przez to przejść i z czasem minie.
A co do was, to po prostu od początku była nierównowaga. Ty chciałeś być razem a ona chciała brać a nie dawać. Nie było tam tego co w związku musi być. Wzajemnego dawania siebie i swojej przestrzeni życiowej drugiej osobie. Fajno że powoli wracasz do równowagi. I jeśli ona znowu spróbuje, to może też spróbuj ale jak wcześniej pisali - na twoich warunkach (tylko bez przeginania).
Jestem stosunkowo świeżo po związku z osoba miłującą samotność. Widzę sporo podobieństw do niej (oczywiście nie twierdzę że lubi samotność) z zachowania mojej byłej. I radę mam jedną. Daj sobie spokój.
To są bardzo dziwne stworzenia smile I cudowne. I niebezpieczne. Pamiętaj że one tych swoich gierek i manipulacji uczą się od przysłowiowej piaskownicy, podczas gdy my zbijamy bąki grając w coś itd. Ale ciągle się na te ich sztuczki łapiemy. smile
Jak widać mam sporo lat. I oczywiście jak się zakocham to nie pamiętam o prostej sprawie której mnie nauczyły nieudane związki. Kiedy kobieta zaczynając być z tobą, albo już będąc zaczyna się zastanawiać "a po co?" , "a czy go faktycznie kocham" itp to jest to pierwszy i najlepiej jedyny sygnał żeby uciekać. Można się pomylić oczywiście. Nie ma sytuacji jednoznacznych. Ale lepiej się pomylić niż potem szaleć jak ty.
Ja z tą ostatnią walczyłem 1,5 roku. A powinienem według tej zasady już w pierwszym jej rzucaniu mnie po 2 miesiącach zakończyć sprawę. Tylko bym na tym wygrał. Ale bardzo ją kochałem i walczyłem żeby przebić się do niej. Taki dureń.

56

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Tak właśnie zrobię będę w tym letargu leczył rany, poprawiał co jest do poprawienia, starał się być neutralnie nastawiony do tego. Gdy zatęskni i być może się odezwie będę jak kiedyś, raczej wolałbym nie być jej znajomym, zdecydowanie. Gdy będzie chciała spróbować powtórzyć ten magiczny okres to tak jak było mówione będziemy musieli porozmawiać na trzeźwo. Do tej pory nie mogłem byłem upity tą miłość bałem się powiedzieć cokolwiek. I wówczas być może wpadniemy sobie w ramiona raz jeszcze.

57

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego
Beznadziejny napisał/a:

Tak właśnie zrobię będę w tym letargu leczył rany, poprawiał co jest do poprawienia, starał się być neutralnie nastawiony do tego. Gdy zatęskni i być może się odezwie będę jak kiedyś, raczej wolałbym nie być jej znajomym, zdecydowanie. Gdy będzie chciała spróbować powtórzyć ten magiczny okres to tak jak było mówione będziemy musieli porozmawiać na trzeźwo. Do tej pory nie mogłem byłem upity tą miłość bałem się powiedzieć cokolwiek. I wówczas być może wpadniemy sobie w ramiona raz jeszcze.

Dokładnie smile Moja już mi nie dała tej okazji. I dzisiaj po 6 miesiącach ja już bym nie potrafił jej zaufać. Jeszcze ze 3 miesiące temu może. Ale po rozmowie smile Teraz już nie.

58

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Kiedy minie troszkę czasu może wszystko się zmienić.Być może przejrzysz na tyle, że dojdziesz do wniosku, że wcale nie chcesz z nią już być.Tego nie wiesz.Póki co nie myśl jak będzie , nie planuj tylko zajmij się sobą.Powodzenia!

59

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

macocha może zabrzmi to głupio ale w podświadomości zawsze widziałem że to ta jedyna. Ja dałbym jej zawsze szanse się poprawić. Oczywiście po szczerej rozmowie. Więc myślę że jeżeli nikogo nie będę miał to z pewnością coś może z tego wyjść. Mieliśmy już trudne chwile, lecz tych szczęśliwych było znacznie więcej. I takie pytanie czy jeżeli kobieta zostawia faceta to nie myśli właśnie o tych chwilach ?

60

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

szczerze??
wszystko zależy od tego dlaczego go zostawia...
Ja zostawiłam narzeczonego...i uwierz mi kiedy odeszłam nie myślałam o żadnych chwilach które wspolnie spędziliśmy....Jesli ochodzi się od faceta bo się go nie kocha to się nie myśli i już, jeśli odchodzisz z rozsądku to owszem myślisz ale zawsze z zapalonym czerwonym światełkiem.Ciężko jest tak ogólnie napisać.

Przepraszam za to co teraz napiszę ale zawsze śmieszyło mnie kiedy słyszałam jak chłopak lub dziewczyna kilka dni po rozstaniu mówią "matko to była miłość mojego życia na 10000%, nie będe mógł/mogła bez niego żyć" .... po kilku dniach już nie mówią tego głośno a po kilku tygodniach najczęściej słyszę" matko jak ja mogłem/mogłam być z takim/taką idiotą/idotką?".Przerabiałam takie teksty u wielu znajomych ...dlatego to co piszesz o tej jedynej itp nie robią na mnie wrażenia..

61 Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-15 17:11:04)

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Hehehehe zawsze wierzyłem w kobiecy rozsądek. Miłość może minąć tak szybko jak grypa ?

62

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

A uważasz, że każda kobieta musi być takim wynaturzeniem jak Twoja??Myślę, że kobiety bywają mądre, rozsądne i dobre ale bywają też takie jak Twoja, bywają też i inne ale nie o tym tu mowa.
Myślę, że Ty akurat dasz sobie radę z tą sytuacją, może nie dziś nie jutro nie za miesiąc ale dasz sobie radę...no oczywiście pod warunkiem, że nie dasz się znowu robić w konia tak jak dawałeś...

63

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Nie dam, już teraz będę się starał nie robić z siebie ciepłej pyzy. Hmm moja byłą rozsądna i mądra do czasu. Hmm choć może nie do końca. Siebie nie widziała w ogóle, nie zależało jej tak bardzo chyba jak mi. Może to dlatego że to ja się o nią starałem a nie ona o mnie. Jak się czegoś bardzo pragnie pewien okres czasu to potem nie tak łatwo to zostawić, natomiast jak łatwo przyszło to łatwo poszło. Nie uważam że każda kobieta jest taka sama aczkolwiek pytam o to tak po prostu z ciekawości. Jestem bardzo bezpośredni hehe. Dziwi mnie właśnie ta nagła zmiana. To już nie chodzi o uczucia a o ciekawość. Tak jak mówiłem już mi coraz lepiej.

64

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

ciekawośc??ciekawość to pierwszy stopien do piekla.
Czasem brak odpowiedzi jest zdrowsze.
Zajmij się sobą.
Wyjdź do znajomych - teraz juz nie musisz się ukrywać lub jeździć do nikogo po nocy.Kurde człowieku masz wreszcie szanse na normalne życie.
P.S zastanowiło mnie jedno Twoje stwierdzenie " dla miłości człowiek się poświęca" - w ogień też byś wskoczył? Miłośc to szacunek i zrozumienie, wsparcie i ciężka wspólna praca, również trudy i zmartwienia ale na pewno nie wszystko z jednej strony.

65

Odp: Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Za nią bym skoczył bez chwili wahania. Spróbuje się zająć sobą, choc nie jest to takie proste.

Posty [ 1 do 65 z 277 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ból rozstania, ból istatnia, faceta porzuconego

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024