Witam Wszystkich serdecznie, chciałabym się poradzić co robić.
Trzy lata temu umarł mój mąż. Zostałam sama z dzieckiem. Mój syn ma teraz 10 lat. Strasznie to przeżywał i nie ukrywam ja też. Byliśmy załamani. Syn płakał dniami i nocami. Mówił, że czuje się gorszy od innych dzieci, że nie potrafił zrozumieć dlaczego to nas spotkało, i nie wie jak ma odwrócić czas.
Długo zajęło nam odzyskiwanie na nowo wiary. Od tamtej pory, syn już nie chciał chodzić do kościoła, ponieważ uważał, że jest to niesprawiedliwe. Stawałam dosłownie na głowie, by na nowo rozbudzić w nim wiarę i nadzieję w lepsze jutro. Przyznam, że było ciężko... bardzo ciężko.
Około 1.5 roku temu zaczął od nowa chodzić (razem ze mną) systematycznie do kościoła. Dużą rolę w tym odegrała moja ciocia i jeden z ojców franciszkanów, który pomógł nam zrozumieć że "Bóg kocha każdego z nas i że dla każdego ma jakiś plan..."
Dzisiaj moje dziecko miało rocznicę komunii. Przed wejściem do kościoła spotkała nas niemiła niespodzianka. Pani katechetka przy wszystkich dzieciach i wszystkich zebranych rodzicach, stojąc na schodach prowadzących do kościoła, strasznie nakrzyczała na mnie i syna. Syn wcześniej wspominał, że pani katechetka źle go traktuje na lekcjach, że się z niego śmieje, mówi że jest gruby i łapie go za brzuch. Ja nie chciałam mu wierzyć bo przecież to katechetka! Dzisiaj przeżyłam szok. Pani katechetka pokazała swoje prawdziwe oblicze. Chodziło o to, że mój syn nie przyniósł jej karteczki potwierdzającej fakt, że się wyspowiadał. I tak..., rozumiem to, że jeżeli był taki nakaz w szkole to powinien mieć ze sobą tą karteczkę, ale przecież jest on jeszcze dzieciakiem, chłopcem i o wielu rzeczach zapomina i pewnie będzie zapominać. Wiem, że może być to irytujące, ale nie rozumiem postawy katechetki/ Przez parę dobrych minut stała i wrzeszczała do mnie i syna pokazując wszystkim daną karteczkę i mówiąc, że mój syn jest jedynym, który zapomniał ją wziąć, że jak tak można itd. Muszę wspomnieć, że przy katechetce stał ksiądz, który jak katechetka zaczęła krzyczeć, nie wiedział jak się zachować i po prostu szybko odszedł. Jest to młody ksiądz, który od dłuższego czasu przyjaźni się z naszą panią. Nie wiem może są rodziną, ale byłam w szoku. Głupio mi było niesamowicie, gdyż padło wiele obraźliwych słów z jej ust, a ja stałam i nic nie potrafiłam jej powiedzieć. W dodatku znam większość rodziców, którzy aktualnie mieli zaszczyt przyglądać się całemu zajściu, a wiadomo jak to jest, każdy chwali się swoim dzieckiem, domem, mężem... Do tej pory jest mi przykro. Nie wiem... uważam że nie tak załatwia się sprawy, że mogła potraktować nas inaczej. Mój syn oczywiście spuścił głowę i dołączył do reszty rozwrzeszczanych dzieciaków. Stał tak, nie rozmawiając już z nikim. Inni, jak to dzieci biegali, śmiali się, rozmawiali. Trudno było ich ustawić w parach by mogli wejść z kulturą do kościoła. Mój syn ze spuszczoną głową, z poczuciem,że znowu jest gorszy, poszedł odświeżyć przysięgę komunijną... Ja oczywiście całą mszę stałam i na nowo obserwowałam obrządek mszalny. Znowu zobaczyłam w tym parodię. Nie potrafiłam przeżywać tego tak jak powinnam. Wczoraj byliśmy u spowiedzi i taki fajny, starszy ksiądz, bardzo miły powiedział mi właśnie, że powinnam przeżywać ten dzień razem z synem... Niestety nie mogłam. Byłam zła, wróciły te wszystkie emocje, których już dawno nie powinno być we mnie.
Po mszy podeszłam do pani katechetki i wspomnianego już wcześniej księdza. Pod samym ołtarzem gdy ludzie opuszczali kościół zwróciłam jej uwagę, by w ten sposób, przy innych dzieciach nie krzyczała na mojego syna, ale zrobiłam to grzecznie bez krzyku, gdyż nie stać mnie w tym momencie na krzyk - chyba że bezsilności. Kolejny raz przeżyłam szok gdy katechetka znowu zaczęła wydzierać się na mnie, w kościele "że inni rodzice to ja przeprosili za bark karteczki, a ja nie wydusiłam z siebie żadnego słowa". Zapytałam więc księdza dlaczego nie zareagował na krzyki katechetki? A on stojąc przed ołtarzem, bezpośredni po mszy na której namawiał do chodzenia do kościoła, powiedział że on niczego nie słyszał - to pierwsze kłamstwo, i że przychodzę sobie 5 minut przed rozpoczęciem mszy - to drugie kłamstwo, ponieważ byłam 20 minut przed mszą. Rozmowa trwała dość długo i w sumie wyszło na to, że katechetka znowu pokrzyczała, po obrażała mnie, a ksiądz razem z nią. Nie wiem, może rzeczywiście jesteśmy gorsi. Może jak nie mamy kompletnej rodziny, to jest to przyzwolenie na obrażanie i nieszanowanie nas. Fakt, jestem słaba, bo najchętniej usiadłabym i płakała najdłużej jak się da. Tak żeby ten cały smutek, rozpacz wypłynęły ze mnie. Może to właśnie to uczucie mnie tak stopuje, nie pozwala mi walczyć o nas.
I tak, chcę powiedzieć, że jestem oburzona postawą księdza. Kłamał w kościele. Jak mam teraz się u niego spowiadać, przyjmować komunię, jeżeli nie ma on dla mnie żadnej wartości. Ksiądz, który kłamie?? Ksiądz, który jest stronniczy?? On ma dawać mi rozgrzeszenie?? Mam się u niego spowiadać?? Nie wiem. Mam zmienić parafię?? Ale przecież w innym kościele też są księża i co jeśli również są stronniczy, kłamią i upatrują swojego interesu? Mam wielu znajomych, którzy właśnie przez księży odwrócili sie od kościoła. Nie chcę dołączyć do nich, ale nie potrafię już spojrzeć na niego jak na księdza. Ot, taki chłopek roztropek. Nikt więcej.
Jeżeli chodzi o syna to po powrocie z kościoła znowu płakał. Znowu usłyszałam z ust swojego dziecka, że jest on beznadziejny, że o wszystkim zapomina, że inne dzieci to tak ze wszystkim sobie radzą, a on nie potrafi, że ma dość wszystkiego.
Jak mam mu wytłumaczyć, że nie jest beznadziejny??, że przecież jest wspaniały, jest dzieckiem i w życiu jeszcze wiele błędów popełni, o wielu rzeczach zapomni, bo przecież każdemu z nas to się zdarza. Takie jest życie, a on już się załamuje.
Pamiętam, jak pojawiła się reklama dezodorantów Axe, gdzie spadają piękne aniołki z nieba :-) mój syn kupił sobie taki, gdyż myślał, że jak się popsika tym to z nieba spadnie jego tatuś. To świadczy o tym, że jest jeszcze taki naiwny i wierzy we wszystko co się jemu powie. To nie rozumiem tej katechetki, czemu tak go gnębi. Czemu się z niego wyśmiewa przy klasie?? Nie wiem jak mam z nim rozmawiać. Jak wytłumaczyć dziecku żeby nie słuchał głupich tekstów katechetki, że grubas z niego, czy że znowu odpłynął myślami jak tępol. Przecież tak katechetka nie może mówić do dziecka. Nie wiem komu podlega katechetka, czy dyrektorce, czy księdzu, ale najchętniej napisałabym skargą na nią, chociaż z drugiej strony nie wiem czy później moje dziecko nie będzie mieć więcej nieprzyjemności z jej strony, i czy w ogóle jest sens pisania takiej skargi... A może przesadzam?
Jutro syn ma religię i nie wiem czy znowu nie nasłucha się wrednych rzeczy od katechetki. Jedno wiem, rozumiem już dlaczego nie chce ona chodzić na religię.
Pozdrawiam Wszystkich gorąco i proszę o radę.