Witam was ponownie,Moje drogie Panie:)
Zapewne kojarzycie mnie już z jednego wątku,o którym opowiadałam wam..o Mojej pierwszej miłość,i chciałam jeszcze raz wam Serdecznie podziękować,za wszystkie uwagi i rady, a przede wszystkim za zainteresowanie ,moim problemem.Jeszcze raz ,wam dziękuje !
Postanowiłam że , założę drugi wątek...niestety ,nie będzie wam..przyjemnie go czytać.
Zdobyłam się na odwagę,by opowiedzieć wam..o swoim dzieciństwie ,nie mam bliskiej przyjaciółki ani nikogo bliskiego,z kim mogłabym porozmawiać więc postanowiłam zrobić to tutaj.,od młodych lat..pragnęłam zrzuci z Siebie ten ogromny ciężar...który aż do tej pory tak,utrudnia mi ,normalne życie.
Pochodzę z destrukcyjnej rodziny,ojciec-nałogowy alkoholik,matka -współuzależniona...doświadczyłam też `przemocy fizycznej,byłam bita przez ojca.Praktycznie za wszystko..nieumyty garnek w zlewie, nie do końca zjedzony obiad.
Nikt nigdy nie wiedział, co działo się za drzwiami ,mojego domu.. mimo że były tam,tylko awantury,wyzwiska,i krzyki.
Ja zawsze milczałam, nie potrafiłam poprosić o pomoc,wydać swoich rodziców..bo uważałam,że taki był mój obowiązek..`bo przecież to moi ,rodzice..bez względu na to jacy byli,ale jednak rodzice.
Mimo swojego,wieku..wciąż bardzo dobrze pamiętam,co przeżyłam.. wiele wspomnień,czas nie zdołał zatrzeć.
Pamiętam ..jak byłam mala dziewczynką..12 letnią,poszłam z moim młodszym braciszkiem..na plac. Było lato,ganialiśmy się po piasku,on zdjął swoje buciki,i wtedy jakaś okropna dziewczynka, mu je gdzieś schowała, nie mogliśmy ich znalesc.Wróciłam do domu, z bratem, zapłakana..powiedziałam,że Paweł gdzieś zgubił buciki ..wtedy mój ojciec,się wściekł..powiedział,ze to Moja winna...bo powinnam go pilnować,zbił mnie,miałam potłuczone nogi..potem poszedł się napić,wrócił w środku nocy, przyszedł do naszego...pokoju..i będąc pijanym,przepraszał..i płakał..a ja razem z nim .
Gdy nie zdałam matury,zabrakło mi kilku pkt..z jednego przedmioty,moja nauczycielka, zamiast zadzwonić ,do mamy,skontaktowała się moim ojcem.
Gdy wrócił do domu,wiedziałam ..co mnie czeka..bił mnie po twarzy ,jak opętany..a ja stałam ,nawet nie płakałam..było mi to ,takie obojętne..czekałam,aż ..skończy.
Moja mama,nawet nie pisnęła słowem,przyglądała się..
Mimo wszystko,zawsze towarzyszyło mi straszne poczucie winny,wciąż uważam że to wszystko moja winna.!! Wiem,że byłam złym dzieckiem,rozwydrzonym ..i założyłam,sobie na bicie.
Powinnam,pilnować brata..a nie zrobiłam tego..powinnam zdać maturę,a ja zawaliłam dwa zadania.!!
To tylko,mały kawałek,tego co pamiętam..z tamtych lat.
Chciałam,troszkę Sobie ulżyć.
Dziękuje,jeżeli ktoś to przeczytał.
1 2012-05-29 22:24:47 Ostatnio edytowany przez Natalia20 (2012-05-29 22:27:33)
Natalia, to strasznie co spotkało Cię w życiu... ale najstraszniejsze są ostatnie Twoje zdania
"Wiem,że byłam złym dzieckiem,rozwydrzonym ..i załużyłam,sobie na bicie.
Powinnam,pilnowac brata..a nie zrobiłam tego..powinnam zdac mature,a ja zawiłam dwa zadania.!!"
Mam nadzieje, że napisałaś to z ironią, szydząc z rozumowania Twojego ojca... bo tylko takie rozumowanie tego wpisu może byc poprawne.
Nie byłas rozwydrzonym dzieckiem, tylko dzieckiem któremu brakowało uwagi rodziców, dzieckiem na które spadło za dużo w młodym wieku, dzieckiem które usprawiedliwiało patologiczne zachowania swoich rodziców poprzez własne poczucie winy... Dziewczyno... Ty nie jesteś winna uzależnienia swoich rodziców... poszukaj pomocy u psychologa. Tylko specjalista pomoże Ci zrozumiec to co się działo wtedy i co dzieje sie teraz w Twojej głowie. Życze powodzenia i pozdrawiam cieplutko!
Margolinka,niestety ..nie napisałam tego z ironią.
Naprawdę tak myślę.
Natalia, więc postaraj się zmieniać pomału swój tok myślenia. Nie możesz obwiniać się za całe zło, które Cie spotkało. Byłaś dzieckiem, a wymagano od Ciebie bycia odpowiedzialna, twardą, poważną i niemal idealna, bo w takich warunkach wymagano od Ciebie radzenia sobie ze wszystkim... Dziecko, ani bardzo młody człowiek (naście lat) nie musi być jeszcze "idealny". Ma prawo coś zgubić, ma prawo nie zdać egzaminu...różne rzeczy się dzieją, nie zawsze to nasza wina.
Koniecznie poszukaj w swojej okolicy psychologa, to tylko tak strasznie brzmi...często to są świetni ludzie, pomogą ci nauczyć się rozmawiać o tym wszystkim bez własnego poczucia winy. Poza tym, według mnie to do psychologa powinniśmy chodzić wszyscy, bez względu na to czy ktoś miał jakieś traumatyczne wydarzenia w swoim życiu , czy też nie... Łatwiej by się ludziom żyło i nie popełnialibyśmy tylu błędów ![]()
Nie byłas rozwydrzonym dzieckiem, tylko dzieckiem któremu brakowało uwagi rodziców, dzieckiem na które spadło za dużo w młodym wieku,
Trochę za mało znamy szczegółów, aby stwierdzić czy była rozwydrzona i rozpieszczona, czy brakowało jej uwagi. Nie rozumiem też, czego "za dużo" na nią spadło?
Zdecydowanie za mało wiemy, aby cokolwiek radzić, cokolwiek sądzić...możemy jedynie wysłuchać i pytać...
Margolinka dziękuje,Ci za tak ciepłe słowa!
Ja gdy byłam bita, rzadko płakałam..starałam się,zdusc w Sobie cały ból.Nie umiem,do tej pory wyrażać emocji..wciąż wszystko tłumie w Sobie..Nie umiem,też tego wyjaśnić, po prostu bardzo się starałam nie okazywać słabość.
Mam problemy,w relacjach z ludźmi,nie umiem zbliżyć..się do człowieka,nie umiem zaufać,nie umiem przeprowadzić prostej rozmowy z obcą osobą..
Nie mam żadnego szacunku do Siebie, byłam w związku z człowiekiem ,który..mnie krzywdził...a ja mimo to,nie potrafiłam odejść..nie którzy mówili,że to co robię ..jest chore.
byłam w związku z człowiekiem ,który..mnie krzywdził...a ja mimo to,nie potrafiłam odejść..nie którzy mówili,że to co robię ..jest chore.
To akurat nie jest chore. To jest normalne i naturalne. Jest to reakcja obronna naszej psychiki.
Ja gdy byłam bita, rzadko płakałam..starałam się,zdusc w Sobie cały ból.
Zdusić ból i nie dać satysfakcji....
Często byłaś bita?
ok, ok, nie wiemy za wiele, ale czy jakiekolwiek dziecko (nawet to rozwydrzone) zasługuje na bicie przez pijanego ojca (albo nawet przez trzeźwego)? "za wiele" - miałam na myśli wizje ojca i jego wymagania...zgubienie buta...lanie, bo nieodpowiedzialna, niezdanie egzaminu...lanie, bo mało zdolna, nieumyte naczynie...lanie, bo leniwa... Człowiek w młodym wieku który nie czuje wsparcia (na przykład od matki, która przyglądała się biernie biciu, pewnie ze strachu), pewnie czuje się "przygnieciony" wszystkim... tak to zrozumiałam. A radzić można tylko jedno... szukanie pomocy u tego, kto zna sie na sprawie...przynajmniej ja tylko to moge poradzić...gdyż nie jestem psychologiem
yoghurt007..ja nigdy nie oczekiwałam, od rodziców bóg wie czego..tak naprawdę nic nie oczekiwałam.. mój ojciec,przemoc i alkohol,wyniósł ze Swojego domu.Pracował w dużej firmie ,transportowej ..na wysokim stanowisku..przyszedł pijany raz do pracy,darowali mu.. gdy zdarzyło się,to po raz drugi,został zwolniony..wtedy próbował ,powieści się na klamce od drzwi ,u mnie w domu,oczywiście wrócił ,pijany..
Moja matka,kilka razy próbowała się z nim rozwieść,ale gdy ojciec...widział pozew o rozwód ,wszystko podarł..z wściekłość,i nic z tego nie wychodziło.
Uciekała ,z nami..do domu swojej matki.. to potrafił po pijanemu,wsiąsc do samochodu, i za nią jechać..spowodował przez to wypadek,przed naszym domem. Pobił się , ze swoim teściem,po próbował się włamać do ich domu,pod pretekstem, że to oni rozbijają całą rodzinę,a nie on..widzisz,minęło 10 lat, od kąt nie mieszkam ze swoimi rodzicami..a mimo to,gdy odwiedzam Swoją matką..i widzę Swoje ojca,najchętniej naplułabym mu w twarz.
yoghurt007..nie często,tylko przez całe dzieciństwo.
11 2012-05-29 23:16:11 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-05-29 23:18:02)
Nie jestem zwolennikiem takiej metody, ale z drugiej strony w dawniejszych czasach taki był model wychowawczy i wszyscy jakoś żyli normalnie. Nie róbmy w związku z tym z niej na siłę ofiary. Widać, że jest silna i sobie radzi. Wymaga jedynie dostrojenia niczym gitara czy pianino, które w odpowiednich rękach zagra najpiękniejsze nuty.
Ja nigdy nie czułem wsparcia ze strony rodziców i jakoś żyję. Nikt mnie nie klepał po plecach. Zawsze w strachu przed mityczną karą (jak nie zaliczysz to będziesz nikim, nie znajdziesz pracy, będziesz pod mostem mieszkał, nie będziesz mógł spotykać się z kolegami itp). Też mam młodsze rodzeństwo i to dużo, bo prawie 10 lat. Często musiałem się siostrą zajmować, karmić, przewijać, wychodzić na spacery i do piaskownicy. I jakoś nigdy niczego nie zgubiłem. Wytłumaczenie, że jakaś dziewczynka po złości wzięła to zwykłe unikanie odpowiedzialności. Owszem - bita nie powinna być, bo to do niczego nie prowadzi na dłuższą metę. Ale z drugiej strony...lanie może ze dwa czy trzy razy w życiu dostałem i ustrzegło mnie to przed naprawdę kiepskim towarzystwem....
yogurth, zsadzam się w 100%...no może w 95%... lanie 2-3 razy w życiu też dostałam, ale był to klaps w tyłek w dzieciństwie, a nie pranie "przez całe dzieciństwo"...
Nie robię z niej na sile ofiary...tylko tłumacze, że nie może czuć się winna za wszystko....
Każdy za coś był w życiu winny, ja też nie zdałam jakiegoś tam egzaminu, byłam czasem "mało poukładana" ale nikt mnie za to nie bił. A brak wsparcia...nie miałam na myśli bieganie i chuchanie naokoło dziecka...ale choćby obronienie przed przemocą (nie klapsem czy nawet paskiem na tyłek raz w miesiącu za jakieś przewinienie).
13 2012-05-29 23:27:39 Ostatnio edytowany przez Natalia20 (2012-05-29 23:30:55)
yoghurt007..mimo tego..ze dzisiaj jestem ,taka jaka jestem.
Masz racje,że to czasami dużo daje,nigdy nie tknęłam alkoholu,nigdy nie zapaliłam papierosa..nie szlajałam się po nocach,po knajpach,klubach..z facetami,też rzadko się zadawałam.
Byłam,nieśmiała..zamknięta w Sobie..i strasznie cicha,to tej pory taka jestem.
Ale myślę,że bez bicia, i takiego dzieciństwa..też wyrosłabym na porządną kobietę,nie było mi to potrzebne..wiem,że w dawnych. czasach .to takie,metody wychowawcze..były naturalne,ale jak widzisz..na przykładzie `moje ojca..on nigdy nie żył,i nie będzie żyć normalnie..bo tak został wychowany.
Widzę że mamy bardzo dużo wspólnego..ja też świetnie Sobie radzę,utrzymuje się sama,mam własne mieszkanie..porządne Studia i prace..ale mimo to nie ,jestem szczęśliwą kobietą.
Wiele dzieciaków nie może liczyć choćby na rozmowę z rodzicami, więc o wsparciu to większość może sobie pomarzyć najwyżej.
Owszem, bicie przez całe dzieciństwo nie jest fajne. I to nie jej wina. I tak musi zdać sobie z tego sprawę. Ale jest na dobrej drodze, do poukładania sobie wszystkiego.
15 2012-05-29 23:33:02 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-05-29 23:33:38)
Widzę że mamy bardzo dużo wspólnego..ja też świetnie Sobie radzę,utrzymuje się sama,mam własne mieszkanie..porządne Studia i prace..ale mimo to nie ,jestem szczęśliwą kobietą.
Wiesz czemu nie jesteś szczęśliwa? Bo nie wiesz co to w ogóle znaczy. Nie znasz tego uczucia. Dlatego porównałem cię do rozstrojonego instrumentu. Znajdziesz kogoś, kto cię tego nauczy i o to nie musisz się martwić. Wystarczy, że dasz komuś szansę.
I nie - nie mamy wiele wspólnego. To tylko twoje złudzenie.
"świetnie Sobie radzę,utrzymuje się sama,mam własne mieszkanie..porządne Studia i prace.."
Więc jesteś na dobrej drodze do szczęścia...
Teraz musisz tylko poukładać sobie wszystko w głowie... przede wszystkim nie możesz się winić za wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu...
yoghurt007..masz 100% racę, z tym zdaniem`Wiesz czemu nie jesteś szczęśliwa? Bo nie wiesz co to w ogóle znaczy. Nie znasz tego uczucia. Dlatego porównałem cię do rozstrojonego instrumentu. Znajdziesz kogoś, kto cię tego nauczy i o to nie musisz się martwić. Wystarczy, że dasz komuś szansę.'
jakbyś wyjął mi to prosto z ust.
18 2012-05-30 04:40:51 Ostatnio edytowany przez Mareczek (2012-05-30 05:11:08)
youghurt007 i Margolinka z całym szacunkiem, ale nie dawajcie komuś rad w odniesieniu do czegoś o czym nie macie zielonego pojęcia.
2-3 razy dostaliście w tyłek w dzieciństwie więc nie macie pojęcia co znaczy słowo BICIE! To trzeba po prostu przeżyć, aby zrozumieć. Ja to niestety rozumiem, bo również pochodzę z rodziny patologicznej tak jak Natalia20. Także miałem ojca alkoholika, który mnie bił.
A gadanie typu:
Nie jestem zwolennikiem takiej metody, ale z drugiej strony w dawniejszych czasach taki był model wychowawczy i wszyscy jakoś żyli normalnie.
Jak coś takiego czytam to się we mnie krew gotuje. "jakoś żyli" "normalnie" - piszesz o PRL-owskich patologiach spowodowanych przez rozpijane społeczeństwo, przez ówczesną władze. To były tragedie rodzinne. Ludzie którzy mieli rodziny i popadali w alkoholizm i te rodziny przez te osoby przeżywały w większości gehennę. Kur** no jak patologię można nazwać normalnością yoghurt. Piszesz, że też nie miałeś wsparcia i jakoś żyjesz, a nie pomyślałeś może o tym jak byś żył, gdybyś miał to wsparcie rodziny? Może to nie było by "jakoś", tylko byłoby dużo lepiej niż "jakoś". Trzy razy użyłeś w swoim poście słowa "jakoś", a dla mnie jakoś to jest po prostu do dupy, bo też jakoś przeżyłem swoje dzieciństwo.
Wkurza mnie też takie gadanie, że "ja to miałem gówniane dzieciństwo, ale jestem silny i sobie w życiu super radze i moje dzieciństwo po mnie spłynęło i się nad tym co było nie będę użalał " - ja wtedy mówie: gówno prawda. Nasze dzieciństwo ma na nas potężny wpływ, na nasze dorosłe życie i ten kto twierdzi inaczej gada bzdury. I choćbyś się urodził genetycznym ideałem, super silnym psychicznie i fizycznie i super zdrowym itd. to jeśli w dzieciństwie Twoi rodzice będą Cię trzymać przed domem na łańcuchu, będziesz mieszkał w budzie, będziesz traktowany jak pies, a nie człowiek to i tak, gdy będziesz dorosły, to będziesz psem, a nie człowiekiem. I taka jest prawda. Jeśli w dzieciństwie zostaniesz zmielony psychicznie to się już nigdy do końca nie wyprostujesz, bo to jest jak fundament domu, jeśli będzie gówniany to dom i tak będzie się walił, a Ty możesz jednie go podpierać z każdej strony, żeby nie poleciał. Jednak fundamentu już nie zmienisz, bo dom już stoi - już jest za późno.
Powiesz mi, że dla kilkuletniego dziecka to jest normalne bać się o swoje życie? Bać się swojego ojca, że w kolejnej furii jeden z jego ciosów może okazać się śmiertelnym? Kochać tego człowieka, bo to twój tata przecież - czasem zabierze Cię nad morze i spędzi z Tobą najlepsze chwile Twojego dzieciństwa, aby kilka dni później schlać się i zlać Cię za to, że spóźniłeś się na obiad 15 minut i będziesz jadł zimny (Ty, nie on). I nie, nie piszę tu o kilku klapsach na tyłek - to były pięści dorosłego, silnego mężczyzny w całkowitej furii, totalnie nie panującego nad sobą. Koledzy się zwierzali jak to dostali kilka klapsów od taty i to było takie straszne prawie jakby zostali zgwałceniu, bo przecież nigdy nie bił, krzyczał co najwyżej. Ja walczyłem o życie, gdy mój ojciec wpadał w furie - prawdopodobnie by mnie nie zabił, nie było aż tak hardcorowo, ale dla kilkuletniego dziecka niestety tak to wyglądało, bo wtedy wszystko się widzi i odbiera inaczej, dorośli są tacy silni itd.
Nie wiesz co to znaczy kłaść się spać z nadzieją, że pijany ojciec zaśnie i prześpi ją całą, nie obudzi się w nocy i nie zrobi awantury. Nie obudzisz się, gdy twoje łóżko będzie już w powietrzu.
Nie mam ochoty wypisywać tego co przeżyłem, ale bez kitu spłycić przeżycia człowieka, który w dzieciństwie doznał prawdziwej ludzkiej brutalności, prawdziwego okrucieństwa, prawdziwej krzywdy od najbliższych i nazwać rozstrojną mandoliną!? Cyk pyk i już Natalia20 jest nastrojona i gra tak cudownie hehe.
Chciałbym, żeby to było aż tak proste. Aby to wszystko się dało z powrotem nastroić. Niestety nie da się. Krzywda została wyrządzona - to jest nieodwracalne. Można tylko pracować nad sobą, wzmacniać się, stawać się lepszym człowiekiem, jednak cały ten shit i tak jest w Twojej psychice brutalnie wyryty.
(sory, że tak emocjonalnie - nie bierz tego do siebie)
Natalia20 prawda jest taka, że po części, gdzieś tam w środku nadal jesteś tą przerażoną małą dziewczynką z poczuciem winy. Tak ja ja wciąż jestem gdzieś tam w środku tym małym przerażonym chłopcem, tylko że ja nie miałem poczucia winy, że zrobiłem coś złego i się należy - wiedziałem, że tak nie powinno być bo miałem kolegów, którzy nie byli bici. Oczywiście czasem nabroiłem i pewnie się należało, ale nie pobicie tylko powiedzmy tych kilka klapsów jako środek wychowawczy (dla dobra dziecka). Wiem że z dziewczynkami jest inaczej - właśnie pojawia się to poczucie winy i wtedy nawet poddają się tej przemocy, bo tkwią w przekonaniu, że się należy. A to chyba jest jeszcze bardziej wyniszczające psychicznie niż jak w moim przypadku surviving, czyli po prostu walka o przetrwanie i przy tym jakaś tam świadomość, że tak nie powinno być.
Pewnie dlatego nazywają Nas DDA - Dorosłe Dzieci Alkoholików.
Napisałaś, że byłaś w związku z człowiekiem, który Cię krzywdził, więc sama widzisz jaki wpływ ma na Nas nasze dzieciństwo. Szukasz miłości, tego, czego brakowało Ci w dzieciństwie, a trafiasz na kolejnego oprawcę w swoim życiu. Wtedy zamieniasz się w tą dziewczynkę z poczuciem winy i Twój nowy oprawca może zacząć swoje znęcanie. To jest przykre. Gdzieś czytałem, że wybieramy albo przyciągamy takie osoby, wtedy właśnie patologie się powtarzają. Chyba coś w tym jest.
Teraz z tego co doczytałem spotykasz się z tym gościem, który Cię kiedyś skrzywdził "dawną miłością". Masz do niego żal, a pytasz się na forum, czy powinnaś mu o tym powiedzieć, co zrobił, jak się zachował? Powiedział Ci kiedyś, że: "..on uważał że do niczego w życiu nie dojdę..,że nie dostane się na studia..że nic nie osiągnę.." - no to jest nic nie wartym śmieciem i to właśnie powinnaś mu powiedzieć. Wszystko mu wygarnąć, wyrzucić na spotkaniu co Cię boli. To jest droga do wyzwolenia się z cienia przejeba**** dzieciństwa. Nie zastanawiać się czy może miał rację, że tak zrobił, że tak powiedział i tym samym poddawać się tej wewnętrznej dziewczynce z wiecznym poczuciem winy. To jest właśnie to przekleństwo z którym musimy się mierzyć. Wszędzie szukamy uczucia, u każdego, nawet u takich gówno wartych ludzi. Gość kiedyś Cię zeszmacił (sory za dosadność) i się pyta czy masz żal do niego za kiedyś, zamiast Cię przeprosić za wszystko co Ci zrobił i prosić o przebaczenie tak jak Twój i mój ojciec. Nic nie jest wart przez to, ale co tam i tak idąc na spotkanie z nim piszesz: "Nie chce ,żeby pomyślał, Sobie coś o mnie niestosownego." - to właśnie robi z nami nasze dzieciństwo. Stajemy się podatni na gówno wartych ludzi w dorosłym życiu. Przykre to trochę patrząc na to co już przeżyliśmy...
19 2012-05-30 07:11:18 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-05-30 07:32:36)
Wkurza mnie też takie gadanie, że "ja to miałem gówniane dzieciństwo, ale jestem silny i sobie w życiu super radze i moje dzieciństwo po mnie spłynęło i się nad tym co było nie będę użalał " - ja wtedy mówie: gówno prawda.
Jak chcesz, to użalaj się nad sobą samemu. Nie każdy ma taką potrzebę. Nasz rozwój nie kończy się w dzieciństwie - rozwijamy się całe życie. Tak - wychowanie w takich, a nie innych warunkach niesie określone konsekwencje, ale to nie znaczy, że mentalnie trzeba w tym tkwić i wiecznie rozpamiętywać na zasadzie "o ja biedny, wychowałem się w patologicznej rodzinie, jestem ofiarą....jestem ofiarą......jestem ofiarą.....". Bo nie każdy za taką ofiarę się uważa. Niektórzy stwierdzają jedynie "miełem(am) trudne dzieciństwo" i tyle. Mają jakieś swoje problemy z nawiązaniem prawidłowych stosunków, z zaufaniem, bliskością, odczuwaniem szczęścia....no ale każdy jakieś problemy ma.
ale bez kitu spłycić przeżycia człowieka, który w dzieciństwie doznał prawdziwej ludzkiej brutalności, prawdziwego okrucieństwa, prawdziwej krzywdy od najbliższych i nazwać rozstrojną mandoliną!? Cyk pyk i już Natalia20 jest nastrojona i gra tak cudownie hehe.
Chciałbym, żeby to było aż tak proste.
Ojciec zasunął ci po pijaku, a ty robisz z tego tragedię na miarę holokaustu. Skala okrucieństwa w rodzinie, dopiero się zaczyna od alkoholu i bicia. Masz jeszcze przemoc psychiczną, gwałty, zmuszanie do niewolniczej pracy, przypalanie, trwałe okaleczanie, narkotyzowanie, a wymieniać można jeszcze długo. Mojego dziadka jak i tysiące innych ludzi wywieźli do Niemiec jeszcze we wrześniu. Wrócił dopiero po wojnie. To co cię spotkało brzmi jak wakacje w porównaniu do okrucieństw jakich zaznał mój dziadek w różnych obozach. Więc ja cię proszę - zachowaj umiar i miej odpowiednią skalę. I przestań sobie wmawiać, że przeżyłeś Armagedon.
Widać, że Natalia20 radzi sobie w życiu, nie utknęła w pułapce przeszłości. W związku z tym jedyne czego potrzebuje, to drugiej osoby, która pokaże jej jak wygląda szczęście, jak wygląda zaufanie, jak okazuje się miłość. Tylko tyle i aż tyle.
Tak apropo - o PRLu to ja nie wspominałem więc odpuść sobie politykowanie.
Nie ma to jak argumenty pokroju "ciesz się, że tylko zgwałcił, bo mógł zabić".
Yoghurt007-czytając Twoje posty dosłownie mnie krew zalewa!Piszesz,że też miałeś trudne dzieciństwo,ale jak widać masz mocną psychikę i wg Ciebie nic się nie stało.Nie każdy potrafi przejść nad tym do porządku dziennego-to są prawdziwe tragedie!
Wiem coś o tym,bo sama jestem DDD.Mój ojciec nie pił,ale był podłym człowiekiem i tak zniszczył mi psychikę,że brak słów.
Wyjeżdżasz z porównaniami naszego życia tu i teraz z czasami II wojny światowej.To śmieszne!
Hitlerowcy to był chory naród,obcy ludzie,więc proszę Cię nie każ nam się cieszyć,że my nie cierpimy(od naszych ojców) takiego prześladowania!
Natalia20-bardzo Ci współczuję podłego dzieciństwa.Wiem jak to boli,jak trudno zapomnieć.
Pozdrawiam Cię i walcz z demonami przeszłości.
elizabetta po pierwsze - hitlerowcy to nie naród...
Po drugie nie pisałem jak to ja miałem ciężko, ale że też nie doświadczyłem nadmiaru wsparcia ze strony rodziny, też miałem obowiązki z racji posiadania młodszego rodzeństwa i też musiałem szybko dorosnąć. To nie jest tragedia. Tragedią rodzinną są uzależnienia i przemoc (fizyczna czy psychiczna). Ale....nie można się na to zamykać i nie można tym usprawiedliwiać wszystkiego. Jestem ofiarą przemocy w rodzinie, więc mam prawo nie radzić sobie w życiu? Jestem ofiarą przemocy w rodzinie, więc mam prawo nie potrafić nawiązać więzi? Nonsens! To może być przyczyną niektórych problemów, ale trzeba iść na przód. Trzeba z tym walczyć, a nie ciągle tkwić w przeszłości i ją rozpamiętywać. Trzeba walczyć z przeciwnościami, z własnymi ograniczeniami, aby móc się z tego szamba uwolnić.
A z tego co widzę to Natalia20 wcale nie tkwi w tej przeszłości. Nie widzi w sobie ofiary. I to jest słuszne. Ma pewne problemy i mieć będzie. Ale układa sobie życie i idzie do przodu. Nie róbmy więc z niej bezbronnej i ograniczonej przeszłością ofiary, bo to nie tędy droga. Zamiast ją wesprzeć w jej słusznych decyzjach i pokazać drogę do otwartości i zaufania to skupiacie się na jej bólach, złych wspomnieniach i przykrych doświadczeniach. No komu służy takie rozdrapywanie przeszłości? Inni mieli wielokrotnie gorzej i dali radę. Inni mieli lepiej, a radzą sobie w życiu (prywatnym/zawodowym) gorzej. Doświadczenia patologiczne nie mogą być wciąż i wciąż rozpamiętywane i nie możemy dopuścić do tego, aby rzutowało to na nasze życie w stopniu większym niż i tak rzutuje....
Wrrrr...
Yoghurt gratuluję, że udało Ci się wyrosnąć na dorosłego, odpowiedzialnego, odnoszącego sukcesy nad swoimi słabościami mężczyznę. Godne podziwu i naśladowania. A teraz pojadę po całości, bo jak kilka innych osób tutaj, też mnie coś zalało (niech będzie, że krew) podczas czytania twoich wypowiedzi.
Na początek trochę konsekwencji: zarzucasz Mareczkowi, że politykuje i robi niepotrzebne odniesienia. Twoje odnośnie obozów koncentracyjnych, także w tym temacie, pasuje jak pięść do nosa. Więc też sobie odpuść opowieść jak Twój dziadek miał źle (czego wcale nie neguję i szczerzę współczuję), ale zacznij przykładać odpowiednią miarę do odpowiednich rzeczy.
Następnie, mówienie o laniu dzieci gdzie popadnie jako metodzie wychowawczej jest mocno pojechane po psychice. To jest raczej jej brak i, o dziwo, nie był kiedyś tak powszechnie stosowany. Owszem, lanie jako takie było praktykowane, ale nie tak jak u Mareczka czy Natalii.
I na koniec totalna prywata. Jestem DDA, jak czytam wynurzenia osób, które tego nie przeżyły, na temat tego co takie dzieciństwo mogło bądź nie zrobić z ich psychiką, to pojawia się wnerw. Absolutnie nie odmawiam Tobie prawa do wypowiadania się w tym temacie, w końcu nie jest wymagane przeżycie czegoś żeby móc mieć jakiś pogląd na dany temat. Jednak negowanie uczuć i przeżyć osób doświadczonych przez takie piekło (tak, to jest piekło), jest mocno nie na miejscu.
Natalia daje sobie radę, skończyła studia, nie mieszka z rodzicami, ma dobrą pracę.
Chodzę na grupę, gdzie jest sporo takich osób i one, w Twoim mniemaniu, też są tylko trochę rozstrojonym instrumentem. Otóż nie, pomimo tego, że wygląda, że sobie radzą to tak nie jest. Problemy w związkach, brak asertywności, nadmierna kontrola, nieopłakana utrata dzieciństwa, poczucie odpowiedzialności rozbuchane do granic zdrowego rozsądku, brak poczucia własnej wartości. I tak, wszystko to jest efektem miejsca w którym przyszło nam dorastać.
Większość osób, które trafia na terapię przestaje myśleć o sobie jako o ofierze i zaczyna działać. Natalii nie potrzeba KOGOŚ kto ją nastroi, ona sama musi tego dokonać. Sama musi dojść do tego aby odzyskać poczucie własnej wartości, pewność siebie i nauczyć się przeżywać emocje (podejrzewam, że możesz mieć z tym problem, skoro pisałaś o tłumieniu w sobie płaczu podczas bicia).
Niektórzy są w stanie dokonać takich przemian sami, innym potrzebna terapia, co wybierze Natalia zależy tylko od niej.
Widzę ,że dyskusja bardzo się rozwinęła..i każdy z was ,ma w jakimś stopniu rację.
Nie miałam wpływu,na to ..jakie było moje dzieciństwo,w jakiej rodzinnie się wychowałam..i w jakiej przyszło mi żyć..byłam dzieckiem,i nie decydowałam za Siebie.
A teraz jestem,dorosłą kobietą..i to że będę ,zrzucać każde moje niepowodzenie,porażkę..na dawne przeżycia ,z tamtych lat. Nic mi nie da, czy to coś cofnie? naprawi? czy zmienię przeszłość? Niestety,nie ..teraz ja mam wpływ ,na swoje życie..na to jakie ono będzie..ode mnie zależy!
Jak byłam dzieckiem,nie miałam tego prawa,ale to się zmieniło.
Chodzę ,na terapię..od miesiąca, właśnie w grupie DDA .Rozmawiałam,ostatnio, z 45 -letnim mężczyzną ..który ,przyznał że jest Dorosłym dzieckiem alkoholika.
Żalił się...wtedy ,na niego spojrzałam,i powiedziałam mu.. że to jest najwyższy czas,żeby przestał być tym dzieckiem.!
Trudne dzieciństwo,niczego nie usprawiedliwia, on wręcz zobowiązuje ..nie można żyć w poczuciu krzywdy.!
Może ,jestem dla Siebie zbyt surowa,jak to powiedziała ,moje terapeutka..ale ja naprawdę pragnę ,zacząć żyć od nowa,poczuć że jestem szczęśliwa,chce założyć rodzinę,chce być matką,dobrą matką,nie wiem czy to jest możliwe..i boje się o przyszłość.
A najbardziej,zależy mi na tym, żeby pokazać Swojemu ojcu..ile jestem warta. Że do wszystkiego się nadaję..chce zdobyć ,jego podziw i szacunek.
I tak, wszystko to jest efektem miejsca w którym przyszło nam dorastać.
Większość osób, które trafia na terapię przestaje myśleć o sobie jako o ofierze i zaczyna działać
A jak ktoś się nie widzi ofiarą, choć miał taką przeszłość to co? Jest gorszy, bo ty miałaś jakże ciężką przeszłość i trudne dzieciństwo i widzisz w sobie ofiarę przez całe życie, więc jesteś lepsza? Jesteś usprawiedliwiona z własnych niepowodzeń? Czujesz się wyróżniona, bo jesteś DDA i chodzisz na spotkania, a inni nie, bo nie muszą?
Wybacz, ale nie wszyscy mają takie problemy jak ty. A skoro nie mają takowych, pomimo równie ciężkich przeżyć, to nie doszukujmy się w nich owych problemów, bo najgorsze to wmawiać innym własne problemy i własne skrzywienia.
A teraz jestem,dorosłą kobietą..i to że będę ,zrzucać każde moje niepowodzenie,porażkę..na dawne przeżycia ,z tamtych lat. Nic mi nie da, czy to coś cofnie? naprawi? czy zmienię przeszłość? Niestety,nie ..teraz ja mam wpływ ,na swoje życie..na to jakie ono będzie..ode mnie zależy!
No i tego się trzymaj, bo o to właśnie chodzi!
Trzeba do przodu iść jak atomowy lodołamacz, bo to ty kierujesz swoim życiem! ![]()
Trudne dzieciństwo,niczego nie usprawiedliwia, on wręcz zobowiązuje ..nie można żyć w poczuciu krzywdy.!
Jak widać nie wszyscy tak mają. Niektórzy lubią się tym ekscytować i usprawiedliwiać tak wszystkie swoje problemy. W ostatnich latach to dość modne niestety. Są ludzie, którzy faktycznie potrzebują specjalistycznej pomocy, ale niektórzy po prostu lubią grać ofiarę, lubią wzbudzać litość, bo inaczej nie są w stanie zwrócić na siebie uwagi innych.
Ilu jest ludzi, którzy nie potrafią ufać, a patologię widzieli jedynie w TV?
Ilu jest ludzi, którzy mają problem z okazywaniem uczuć i ich rozróżnianiem, choć nigdy z patologią do czynienia nie mieli?
Ile jest samotnych ludzi, którzy zła ze strony rodziny nie doświadczyli?
To są dziesiątki tysięcy ludzi. Ale usprawiedliwieni mogą być jedynie ci z rodzin patologicznych? Bo mają idealne wytłumaczenie? To nie jest takie proste niestety, a trudna przeszłość jest kuszącym usprawiedliwieniem, bo przecież z tym nic nie zrobimy....jesteśmy ofiarą przewinień innych. I ktoś, kto tak myśli pomocy specjalisty potrzebuje. Ale jednak nie wszyscy mają do tego tematu takie podejście. Więc i nie borykają się z aż takimi problemami. Potrzebują jedynie uwagi i miłości innej osoby, a nie pomocy specjalisty.
Yoghurt czy wiesz co to jest nadinterpretacja, pewnie tak, jesteś inteligentny gość.
W którym miejscu napisałam, że czuję się lepsza, bo jestem DDA? Gdzie wygłosiłam osąd, że chodzę na grupę i to jest cool, dżezi i funky? Jakbyś nie zauważył, to Natalia, ja zresztą także, nie usprawiedliwiamy swoich niepowodzeń dzieciństwem. Obie wiemy, że to od nas zależy, co się OBECNIE dzieje w naszym życiu, że to my ponosimy odpowiedzialność za to co nas otacza. A mechanizmy, które wyniosłyśmy z domów rodzinnych są mocno krzywdzące, nie tylko dla nas, ale dla otoczenia także.
Wiem, że niektóre moje postępowania wynikają z tego czego nauczyłam się w rodzinnym domu, ale to w końcu ja mam ostateczny wybór jak postąpić i nie uważam, że mam prawo się wywyższać i pokazywać jako to ja cierpiętnica bo tatuś alkoholik, a mama nie potrafi od niego odejść. Nie epatuję o tym na lewo i prawo, wiedzą tylko najbliżsi.
Odnosząc się do Natalii (nie, nie robię projekcji swoich własnych strachów i skrzywień na nią), po postach które zamieściła widać, że potrzebuje pomocy terapeuty, widać ona też o tym wie, skoro zaczęła uczęszczać na spotkania. Osoba, która da nam miłość, bliskość i poczucie bezpieczeństwa jest jak najbardziej potrzebna, ale raczej, a w sumie na pewno nie jest lekiem na całe zło. Ja spotkałam już taką osobę i wiem, że mam w niej podporę, ale żeby być dobrą partnerką, a w przyszłości może matką, muszę przejść proces terapeutyczny.
Natalii nic tylko gratulować i trzymać kciuki by terapia przyniosła spodziewane efekty.
A do ciebie Natalio mam pytanie, dlaczego tak bardzo zależy Tobie na szacunku i podziwie ze strony ojca?
konstantynopolitanczynka...mój ojciec,nigdy mną się nie interesował..miał mnie i brata..było nas dwoje ... nie było miejsca na ..uczucia,miłość,przywiązanie do rodziny.
Czasami wydawało się,że on po prostu,nie potrafi ,okazywać uczuć...Nie raz próbował przytulic ,wziąśc mnie na kolana..ale ściskał tak mocno że sprawiał ból..wykręcał mi ręce,niby pod jakimś pretekstem ..Nigdy nie potrafiliśmy ,ze sobą rozmawiać.
Chciałabym,żeby mnie szanował..bo zawsze tego szacunku,mi brakowało..cokolwiek robiłam, ..zawsze było mało ! potrafił przeleżeć,cały dzień w łóżku..to ja sprzątałam wokół niego,prałam mu cichu,gotowałam,ścieliłam mu łóżko....gdy był głodny..i chciał jeść,wołał mnie..gdy chciał pic...wołał mnie.Nie potrafił nawet wstać,z łóżka i zgęści świata w pokoju którym był...wołał mnie.Ja nie robiłam z tego problemu..ale zawsze było mało..
Kiedyś ,zapodziały się w domu..leki,moje brata..był ciężko chory ,jak był mały...normalne starałam się je poszukać,a on zaczął wyrzucać..wszystko z szafek,porozpieprzał całe mieszkanie..ja wtedy,chciałam mu dać leki,na gorączkę..myślałam,ze mu pomoże..wtedy mój ojciec..powiedział;przepraszam za wyrażenie..weś se to k*** w pizdę wsadzi.
A kiedy miałam 18 urodziny,miałam tarta..przyjechali rodzice moje ojca..zasiedli do stołu..i...alkoholu było,co nie miara..jedna wódka ,za drugą.. ja nie siedziałam razem, z nimi ,latałam wokół nich..nie posmakowałam swojego ciasta..zamknęłam się w drugim pokoju..i tam zostałam.
Pamiętam też, jaki strach mnie ogarniał..gdy tata miał pomóc mi w nauce,wiedziałam..że jak czegoś nie będę wiedzieć,to mnie zbije..i zazwyczaj nic nie mówiłam,siedząc obok mnie..słyszałam tylko jego krzyk.
Też potrafię,robić z Siebie ofiarę..
yoghurt007, aż mnie zatkało czytając Twoje posty. I tu się sprawdza powiedzenie, że kto czegoś nie przeżył nie wie jak to jest. Bicie i upokarzanie dziecka, małego dziecka jest według Ciebie w porządku?? Modlę się o to, żebyś nigdy w życiu nie spłodził dziecka, bo z takim tokiem myślenia w Polskich statystykach dojdzie jeszcze jedna patologiczna rodzina. Ja sama tego nie przeżywałam, ale wyobrażam sobie jak to jest i zdaję sobie sprawę z tego, że zostawia to piętno na całe życie. Surowe wychowanie a bicie dziecka przez okres całego dzieciństwa, wszędzie po twarzy, nogach, po całym ciele tak, że zostają siniaki nie jest normalne. I jak możesz porównywać swoje doświadczenia z jej. Ona przeżyła piekło. Dostał 2 razy lanie w życiu i on śmie się wypowiadać i przyrównywać do tej biednej dziewczyny...
29 2012-05-30 14:37:18 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-05-30 14:49:56)
Nie epatuję o tym na lewo i prawo, wiedzą tylko najbliżsi.
Naprawdę? A odniosłem inne wrażenie....
Też potrafię,robić z Siebie ofiarę..
jak większość z nas. Tylko po co, prawda? ![]()
Bicie i upokarzanie dziecka, małego dziecka jest według Ciebie w porządku??
Zacytuj mnie gdzie ja coś takiego napisałem. Albo przynajmniej gdzie coś takiego zasugerowałem. Dobrze?
Chryste....czytanie ze zrozumieniem to naprawdę jakaś kosmiczna umiejętność jest chyba....
Cały pic polega na tym, że widzicie w Natalia20 ofiarę. Bezbronną, upokorzoną, pokrzywdzoną i zwichrowaną ofiarę domowej przemocy. I tak staracie się ją wykreować. Tak ja widzicie, tak odbieracie i tak do niej podchodzicie.
Ja uważam ją za silną i normalną osobę, która wyrwała się z trudnej przeszłości i która sama tworzy swój obecny świat. Nie ma w niej nic z ofiary, którą staracie się z niej zrobić.
Nie zarzucaj mi, że nie potrafię czytać ze zrozumieniem, bo może nie napisałeś tego wprost, ale tak właśnie z Twoich wypowiedzi. Więc nie zganiaj winy na mnie tylko sam pomyśl co i jak piszesz. Bo to się kupy ie trzyma. Padła ofiarą przemocy rodzinnej, bo inaczej się tego nie da nazwać, została skrzywdzona, a to, że jest silna i stara się teraz po tym pozbierać i normalnie funkcjonować to świadczy jedynie o jej chęci normalnego życia. Chyba masz klepki na oczach skoro nie widzisz co ona przeszła w życiu.
Nie zarzucaj mi, że nie potrafię czytać ze zrozumieniem, bo może nie napisałeś tego wprost, ale tak właśnie z Twoich wypowiedzi.
Tak właśnie z moich wypowiedzi co?
Chyba masz klepki na oczach skoro nie widzisz co ona przeszła w życiu.
Ależ widzę doskonalę. Mało tego, wiem co takie osoby czują, z czym mają problemy, co przeżywają. Jak ich doświadczenia wpływają na innych. Ale nie robię z tego tragedii na miarę Hiroszimy. To było trudne i ciężkie dzieciństwo. Prawda. Przykre wspomnienia będą towarzyszyć jej całemu życiu. To też prawda. Ale trzeba żyć dalej, a nie skupiać się jedynie na tym. Bo co to da?
Oj biedna Natalia20, biedna mała, zagubiona dziewczynka....jak to ty miałaś ciężko, a jak my ci współczujemy...no kurde - litości. Świat nie kończy się na dzieciństwie. Można się z tego wyrwać, można to zostawić za sobą i nauczyć się normalnie funkcjonować. I to właśnie Natalia20 robi. Wzięła stery we własne ręce i idzie dalej. Nie potrzebuje zatem poklepania po ramieniu i użalania się nad nią i jej przeszłością. Potrzebuje zaznać życia i normalności. Szczęścia, radości i uśmiechu. Potrzebuje kogoś, kto pokaże jej jak wygląda prawdziwa, a nie patologiczna miłość. Potrzebuje wyjść do kina ze znajomymi, czy na kawę z przyjacielem. Siedzenie w grupie ludzi wywlekających nieustannie swoją przeszłość czy problemy jeszcze nikomu nie pomogło. Jak chcesz nauczyć się żyć i rozwiązywać problemy to obracasz się z gronie ludzi, którzy tak robią. Bo czego się nauczysz od ludzi wiecznie żyjących przeszłością? Jak się z tym uporać? Wolne żarty....
32 2012-05-30 15:34:42 Ostatnio edytowany przez Natalia20 (2012-05-30 15:40:57)
yoghurt007, Kasiaaa93..Nie sprzeczajcie się tak,proszę..nie o to mi chodziło,nie chce być powodem ,jakiś konfliktów.
Do Yoghurt
Nie epatuję o tym na lewo i prawo, wiedzą tylko najbliżsi.
Naprawdę? A odniosłem inne wrażenie....
Twoje wrażenie, masz prawo. Jednak chciałabym zaznaczyć, że jest to temat o osobie wychowującej się w domu z problemem alkoholowym, dlatego do tego też się odnoszę. I do moich przeżyć, doświadczeń i przemyśleń. Gdyby był to temat o robieniu na drutach, to wtedy wg. Ciebie pewnie bym epatowała tajnikami łapania oczek. No cóż, musisz umieć się pogodzić z tym, że w temacie o alkoholowej przeszłości w rodzinie będę poruszała te, a nie inne zagadnienie. Jeśli nie potrafisz, to proszę, nie marnuj palców i klawiatury na odpowiadanie na moje posty (tylko nie wyskakuj, że forum i że można, bo nie odpowiadasz na moje pytania i wybierasz rzeczy z kontekstu - vide przykład: gdzie ja niby gloryfikuję osoby z syndromem DDA?).
Do Natalii:
Ale dlaczego zależy Ci na szacunku osoby, która znęcała się nad Tobą fizycznie i psychicznie? Która nie zasłużyła sobie na Twój szacunek?
34 2012-05-30 17:27:05 Ostatnio edytowany przez Natalia20 (2012-05-30 17:28:40)
konstantynopolitanczynka..Bo może dzięki temu ,dostrzeże ..ile błędów popełnił?Nie potrafię tego wyjaśnić..wiem ,że być może ..nie zasługuje ,na szacunek..ale przecież jest moim ojcem !?? pewne zachowania, wyniósł z domu..to nie jest zły człowiek .Czy mam go winnic
za to jak został wychowany? Przecież,to rodzice ponoszą odpowiedzialność,za swoje dzieci?
ja wiem,jaką krzywdę mi wyrządził..ale nie potrafiłabym,odwrócić się od niego.
Bardziej,przejmuje się nim,niż Sobą.
Prawda, jest Twoim ojcem, jednak czy z automatu należy mu się szacunek? Ja się nauczyłam, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć, nawet jak się jest rodzicem. A to co on Ci robił odbiera mu do tego prawo (wg. mnie oczywiście)
Masz rację: rodzice ponoszą odpowiedzialność za swoje dzieci, a czy on poniósł odpowiedzialność za Ciebie (i nie chodzi tylko o zapewnienie warunków bytowych)?
Nie chcę Ciebie buntować i źle nastawiać przeciwko niemu, ale może czekasz na coś co nigdy nie nastąpi? On nie zrozumie co robił źle, jak Ciebie skrzywdził i nigdy nie okaże Tobie tyle miłości ile ty okazujesz jemu.
Zastanów się naprawę poważnie czy to, że ktoś przyczynił się do Twojego przyjścia na ten świat, a następnie gnębił jak zarazę zasługuje na Twój szacunek...
Powodzenia w uwalnianiu się z matni dzieciństwa.
yoghurt007, hmmm, teraz Twoja wypowiedz brzmi całkiem sensownie, bo czytając Twoje poprzednie odniosłam wrażenie, zresztą nie tylko ja, że zupełnie nic się nie stało i wszystko jest okej. Teraz jednak widzę, że wiesz z jaką bestialską sytuacją miała do czynienia Autorka wątku. Oczywiście, że powinna iść przed siebie a jak najmniej oglądać się za siebie. Żeby nie wracać wspomnieniami do tych dni. Po prostu żeby nauczyła się na nawo żyć. I z tym masz absolutną rację. Jednakże ja jestem tego zdania, że okres dzieciństwa wywiera spory nacisk na dalsze życie i każdy psycholog Ci o tym powie. Jednak nie wyklucza to normalnego życia jako dorosły człowiek. Jednak nie zgodzę się z Tobą, że nie jest ofiarą. I możesz się kłócić ze mną, ale zdania pod tym względem nie zmienię. Była bita, upokarzana w dodatku przez własnego ojca. Więc jakby nie patrząc stała się ofiarą, a jej ojciec był Jej katem. Nie porównuj tego do Hiroszimy czy do innych wydarzeń tego typu, bo to dwie różne rzeczy. To pierwsze jest masową tragedią, w której ginie miliony osób, rozgłośniona, a jej ofiarom składane są hołdy. Natomiast to drugie to cicha tragedia jeden jednostki, o której nikt nie wie, albo nie chce wiedzieć. Osobiście wolałabym zginąć niż być upokarzaną, bita, sponiewieraną latami przez własną rodzinę. Może źle piszę, bo zamiast dodać otuchy dziewczyny to ja jeszcze bardziej ją może dołuję, ale na prawdę nie o to mi chodzi. Chcę w ten sposób wyrazić swój szacunek do Ciebie, bo mimo takich doświadczeń jesteś osobom szczęśliwą i pogodną. A z tego co piszesz wrażliwą i pełną empatii. Jesteś silną kobietą, która potrafi stawić czoła demonom przeszłości. Gratuluję Ci z całego serca i tak trzymaj. ![]()
yoghurt007, hmmm, teraz Twoja wypowiedz brzmi całkiem sensownie, bo czytając Twoje poprzednie odniosłam wrażenie, zresztą nie tylko ja, że zupełnie nic się nie stało i wszystko jest okej.
Brzmi sensownie, bo spojrzałaś na sprawę inaczej. Wcześniej patrzyłaś na moje słowa i na autorkę przez pryzmat uczuć jakie wywołuje patologia u osób, które z tym się spotkały. Zupełnie niepotrzebnie.
Pisząc, że była ofiarą użyłaś właściwego czasu. Przeszłego. Już tą ofiarą nie jest. Ma różne problemy z tego powodu, ale nie jest już ofiarą. Wzięła bowiem sprawy w swoje własne ręce. I tyle.
Rany boskie, terapia to nie siedzenie w grupie, wywlekanie swojej przeszłości i użalanie sie nad sobą. Jeśli ktoś myśli, że to na tym polega to jest w błędzie.
Fakt, niektóre traumy wymagają tak zwanego "odpłakania", czyli pozbycia się emocji, które tkwią w człowieku jak drzazga. Dlaczego tkwią i zalegają? Bo dziecko z takiej rodziny jaką ma Natalia kieruje się zasadą "Nie mów. Nie czuj. Nie ufaj". I ten dokładny przekaz znajduje się w Twoich postach, Natalio. Żeby zrobić miejsce na nowe, trzeba pozbyć sie starego. Niewyrażone uczucia potrzebują ujścia, inaczej cała energia czlowieka zużywana jest na to, żeby je "upychać" kolanem. A i tak raz na jakiś czas coś się "uleje". A to zareagujemy PONADMIAROWĄ złością na błachostkę, a to ogarnie nas przytłaczajacy smutek w kinie, albo nasza stara złość sączy sie z nas jak woda z pękniętej doniczki i ciągle jesteśmy wkurzeni, wredni i złośliwi. Więc od uwolnienia zastarzałych pokładów emocji się zaczyna. Do tego służy to "wywlekanie".
Po odpłakaniu zaczynają goić się wewnętrzne rany, wreszcie oczyszczone. Ze zranieniami ludzie radzą sobie w dwójnasób. Albo pokrywają je twardą "blizną", która chroni jak pancerz wrażliwe miejsce. Chroni przed bólem, ale także przed wszystkim innym, bo nie mozna znieczulić się wybiórczo. Zamknąć przed krzywdą, a otworzyć przed miłością. Jesli chronisz się przed trudnymi emocjami, to chronisz się przed wszystkimi, także tymi, których pragniesz. Można powiedzieć, jesteś martwa i żebyś coś poczuła, trzeba tobą mocno wstrząsnąć.
Inny sposób radzenia sobie z bolącą emocjonalną raną, to ukrycie jej pod cieniutką osłoną, jak oparzoną dłoń w rękawiczkę. Nic nie widać, ale każde muśnięcie boli strasznie. Cała jesteś bólem i ludzie obchodzą cię z daleka, bo wszystko cię rani.
Kolejna sprawa. Człowiek wychowany w wystarczająco normalnym domu, wynosi z niego wiedzę o życiu, o rolach jakie przyjdzie mu pełnić, o zasadach, którymi kieruje się dobry związek itd. To można porównać do drogowej mapy, gdzie wiesz, że żeby dojechać do miejsca X, musisz najpierw jechać prosto, a potem skręcić w lewo. To jest wiedza tak oczywista, że nawet nie pomyślimy, że ktoś moze jej nie mieć. Otóż dzieci z rodzin dysfunkcyjnych jej nie mają. Wogóle nie mają mapy, albo mają fałszywą. Poruszają się po omacku i stan ich samopoczucia mozna porównać do samopoczucia kogoś, kto znalazł się w wielkim i obcym mieście, którego mieszkańcy mówią językiem, którego nie rozumiesz. Poczucie wyobcowania jest dojmujące i wstydliwe. Wszyscy wiedzą, ty nie wiesz, jesteś gorsza.
Kolejny etap pracy nad sobą to tworzenie własnej mapy, rozpoznanie swoich zasobów, mocnych stron. To pozwala wreszcie stanąć mocno na nogach i pożegnać się z przeszłością, a także nadzieją, że rodzic wreszcie doceni, przyzna jacy jesteśmy wspaniali i jak bardzo czuje się winny. To płonna nadzieja.
Poznanie siebie i oparcie w sobie pozwala wreszcie mowić, czuć i ufać. Ufać sobie i ufać innym. Bez lęku, że rozlecimy się w kawałki, gdy coś pójdzie nie tak. Bo mamy oparcie w sobie, nie jesteśmy małym i bezradnym dzieckiem.
Dobrze Natalio, że podjęłaś terapię. Można leczyć zakażenie chlebem z pajęczyną, ale po co jeśli są antybiotyki? Można borykać się samotnie ze spuścizną trudnego dzieciństwa, licząc na to, że ktoś, kto obdarzy nas miłością, poprowadzi nas scieżką ku zdrowiu. Szkopuł w tym, że ludzie z doświadczeniem takim jak Natalia mylą miłość z okrucieństwem, bo tylko tego zaznali. Trzeba doświadczyć miłości, żeby ją później rozpoznać. Wszak wszyscy wiedzą, że córki alkoholików w sposób absolutnie dla zdrowych irracjonalny zbyt czesto wybierają na mężów mężczyzn toksycznych, uzaleznionych. Dlaczego, jeśli wiedzą, ze taki mężczyzna nie jest dobrym materiałem na męża? Dlatego, ze jest to znane, swojskie, że wiedzą czego się spodziewać. Dlatego, że dostały taki wzór męskości. Mężczyzna zwykły, czuły, przewidywalny, wrażliwy to coś co jest nieznane, więc budzi niepokój. Jak przyjąć miłość kogoś takiego?
Dlatego warto iść na terapię, oszczedzić sobie kolejnych tragedii, podważyć przekonania, otworzyć się na nowe, skorzystać z doświadczenia innych. Po co wyważać drzwi, które ktoś przed nami, wcześniej, otworzył?
Dobrze, Natalio. Trudne dzieciństwo niczego nie usprawiedliwia. Ono zobowiązuje. Zobowiazuje do pracy nad sobą. Ty to robisz!
Powodzenia! Bedzie dobrze.
Rany boskie, terapia to nie siedzenie w grupie, wywlekanie swojej przeszłości i użalanie sie nad sobą.
Sądząc po kierunku w jakim rozwijała się dyskusja to raczej miałem na myśli ten wątek. Na rozmowach z psychologiem/psychiatrą potrafi być niekiedy całkiem zabawnie...
Człowiek wychowany w wystarczająco normalnym domu, wynosi z niego wiedzę o życiu, o rolach jakie przyjdzie mu pełnić, o zasadach, którymi kieruje się dobry związek itd.
Zdefiniuj "wystarczająco normalny dom" i "dobry związek". Bo wedle twoich słów rodzina niepełna jest już nienormalna, bo brak w niej jakichkolwiek wzorców związku. Również nienormalna będzie rodzina, w której rodzice nie poruszają tematu seksu i antykoncepcji ze swoimi pociechami. Idąc dalej - normalny może być związek, w którym seks jest kartą przetargową i zapłatą. Lub też zgoła od drugiej strony - seks jedynie po ślubie, "jak Bóg przykazał".
Po co wyważać drzwi, które ktoś przed nami, wcześniej, otworzył?
Bo to nie my te drzwi wyważyliśmy. Ot choćby dlatego. Z drugiej strony - traf na dobrego specjalistę. Konia z rzędem jak to mówią. Jak nie ma dobrych lekarzy w tak popularnych specjalizacjach jak ortopeda czy rehabilitant, to jaką masz pewność, że jakiś psycho-szarlatan nie wyrządzi ci jeszcze większych szkód? W tym temacie, jeśli można samemu - to trzeba samemu. Lekarz niech będzie ostatnią deską ratunku.
Natalia,ja tez miałam ojca alkoholika i trochę wiem coś na ten temat.Gdy miałam 26-28 lat wpadła mi w ręce książka "Toksyczni rodzice" Susan Forward.Po przeczytaniu jej wiele zrozumiałam,skąd biora się moje lęki,czemu się obwiniam,dlaczego czasem mam napady płaczu albo agresji i inne zachowania.Polecam ci ją z całego serca oprócz spotkań z DDA.
Wystarczająco normalna rodzina, nieważne, pełna czy tez niepełna, to taka, gdzie dziecko może wyrażać siebie w pełni. Może mówić, czuć i ufać swoim rodzicom bez lęku. Rodzina, w której potrzeby dziecka są ważne i szanowane, tak jak potrzeby dorosłych. Dotyczy to też dobrego związku, tylko zamiast dziecka, podstaw partnera. Nie uważam samotnego rodzicielstwa za patologię, bo nie funkcjonuje tam żaden związek. Jednak mądry rodzic wie, że dziecko potrzebuje takich wzorców, po to, by mieć się do czego odnieść w swoim dorosłym życiu. Więc stara się mu ich dostarczać, w rodzinie, wśród przyjaciół. W rodzinie patologicznej potrzeby dziecka są nieistotne, są deprecjonowane.
Natalia w swojej rodzinie nie przeżyła swojego dzieciństwa, Ona je PRZETRWAŁA. To wielka różnica. Przetrwała, codziennie starając się zejść z drogi tornadu. By przetrwać, trzeba wykształcić w sobie mechanizmy obronne. To właśnie nie mów, nie czuj, nie ufaj.
Dzisiaj juz nie ma zagrożenia, a Natalia nadal ma "włączony" program na przetrwanie. Terapia pomoże zmienić program na ŻYCIE.
Nie ma idealnych rodzin, wyłączając oczywiście amerykańskie filmy familijne. Dziecko jednak to nie delikatna lelija i zniesie jakąś dozę głupoty, niesprawiedliwości i klapsów w tyłek bez większej szkody. Ale potężna dysfunkcja, a taką jest alkoholizm, hazard, narkomania, fanatyzm religijny, choroba umysłowa w rodzinie, to zbyt dużo, by wyjść z tego bez szkód w psychice. Trwające wiele lat deprecjonowanie potrzeb dziecka pozostawia ślady. Jasne, da się z tym jakoś żyć, wielu ludzi żyje z programem przetrwania i odnoszą wielkie sukcesy zawodowe. Szczególnie dotyczy to tych DDA, które w dzieciństwie funkcjonowały w roli "bohatera rodzinnego". Są jeszcze role kozła ofiarnego, niewidzialnego dziecka i maskotki. Wszystkie dobre by przetrwać wtedy, ale niepotrzebne dzisiaj, psujące relacje z innymi ludźmi i utrudniające konfrontację z własnymi potrzebami.
DDA nie potrzebuje psychiatry, bo nie jest chore umysłowo. Nie potrzebuje leków (poza sporadycznymi przypadkami). Dorosłe Dziecko potrzebuje mądrej obecności kogoś kto potrafi pomóc mu przejść przez chaos. DDA idzie samo, psycholog, czy terapeuta tylko towarzyszy.
No, ale skoro uważasz, że nie ma dobrych ortopedów, rehabilitantów, nie mówiąc już o psychoterapeutach, to trudno. Nie ufasz.
Natalia zaufała i dobrze, bo to pierwszy krok ku lepszemu, satysfakcjonującemu ją życiu.
Możliwość profesjonalnej terapii - to są właśnie otwarte drzwi. Nie każdy musi z nich skorzystać. Niektórzy wolą sami, albo muszą sami.
Nie byłas rozwydrzonym dzieckiem, tylko dzieckiem któremu brakowało uwagi rodziców, dzieckiem na które spadło za dużo w młodym wieku,
Trochę za mało znamy szczegółów, aby stwierdzić czy była rozwydrzona i rozpieszczona, czy brakowało jej uwagi. Nie rozumiem też, czego "za dużo" na nią spadło?
Zdecydowanie za mało wiemy, aby cokolwiek radzić, cokolwiek sądzić...możemy jedynie wysłuchać i pytać...
Jeśli przyjmiemy, że to co napisał o biciu jest prawdą to jest to wystarczające by stwierdzić, że to co na nią spadło to bardzo dużo jak na dziecko czy nastolatka. Po prostu bicia dziecka nie usprawiedliwia absolutnie nic. Dzieci są takie jak się je wychowa, za ich "rozwydrzenie" odpowiadają ci, którzy je wychowywali. Biciem się nikogo nie wychowa, można tylko wytresować na zasadzie strachu przed karą. W dodatku bicie, które opisuje Natalia znacznie przekracza definicję "klapsa" dla dwulatka (którego też nie popieram) i gdyby jej ojciec potraktował w ten sposób osobę dorosłą z poza rodziny to poszedł by za to siedzieć, ale ponieważ Natalia jest jego córką i w dodatku czuła się winna, to uważał, że ma prawo tak postąpić. Widać, że te wspomnienia siedzą w niej głęboko i stanowią dla niej problem. W takiej sytuacji również radzę pomoc psychologa. Pewne sprawy w życiu trzeba zamknąć, bo będą rzutować na dalsze życie.
yoghurt007..mimo tego..ze dzisiaj jestem ,taka jaka jestem.
Masz racje,że to czasami dużo daje,nigdy nie tknęłam alkoholu,nigdy nie zapaliłam papierosa..nie szlajałam się po nocach,po knajpach,klubach..z facetami,też rzadko się zadawałam.
Byłam,nieśmiała..zamknięta w Sobie..i strasznie cicha,to tej pory taka jestem.
Ale myślę,że bez bicia, i takiego dzieciństwa..też wyrosłabym na porządną kobietę,nie było mi to potrzebne..
Masz rację, ja nie byłam bita (moje rodzeństwo też nie) i wszyscy wyrośliśmy na porządnych, uczciwych i zaradnych ludzi. Po prostu wpojono nam pewne zasady i wartości, którymi się kierowaliśmy całe dzieciństwo i dorastanie, dzięki którym sami unikaliśmy złego towarzystwa, alkoholu, narkotyków itd. Nikt nam nie musiał niczego "wybijać" z głowy bo mieliśmy to zakodowane od dawna, poprzez wychowanie. Rodzicom bardzo zależało na tym, żebyśmy otrzymali porządne wychowanie, więc poświęcali nam tyle czasu ile mogli, chociaż pracowali. Były rozmowy, rozmowy, rozmowy, wspólne zabawy i czytanie książek przez mamę. Nikt nas nie musiał bić chociaż mój brat miał prawdopodobnie ADHD
i wszędzie go było pełno, ale nie był agresywny ani chamski, tylko wymagał więcej uwagi.
Wychowanie dzieci to ogromny wysiłek i poświęcenie, kto to zaniedba ten potem usiłuje "ratować" sytuację biciem. Bicie to nie wychowywanie, to oznaka bezradności rodzica w obliczu własnych błędów popełnionych wcześniej wobec dziecka.
Jak chcesz, to użalaj się nad sobą samemu. Nie każdy ma taką potrzebę. Nasz rozwój nie kończy się w dzieciństwie - rozwijamy się całe życie. Tak - wychowanie w takich, a nie innych warunkach niesie określone konsekwencje, ale to nie znaczy, że mentalnie trzeba w tym tkwić i wiecznie rozpamiętywać na zasadzie "o ja biedny, wychowałem się w patologicznej rodzinie, jestem ofiarą....jestem ofiarą......jestem ofiarą.....". Bo nie każdy za taką ofiarę się uważa.
Masz rację, z tym użalaniem się nad sobą to źle napisałem, bo nie o to chodzi, aby się nad sobą użalać. Prawdą też jest, że nie każdy się za "ofiarę" jak to napisałeś uważa. Niestety, każdy kto przeżył dzieciństwo w patologicznej rodzinie, w której doznał przemocy fizycznej i psychicznej ze strony rodziców ofiarą był. I to nie jest istotne za kogo ta osoba się uważa - ofiara znaczy (m.in. w sjp): "osoba lub zwierzę bezradne wobec czyjejś przemocy, które doznały jakiejś szkody lub straciły życie". Byłem dzieckiem, byłem bezradny wobec przemocy mojego ojca - byłem jego ofiarą. I tu chodzi o to, aby to zrozumieć, przyjąć ten fakt do wiadomości i wtedy dopiero zacząć pracować nad sobą. Natomiast stwierdzenie pt. "nic się nie stało" jest gówno warte, bo nie rozwiązuje problemu, a on jest, bo krzywdy zostały wyrządzone.
Niektórzy stwierdzają jedynie "miełem(am) trudne dzieciństwo" i tyle. Mają jakieś swoje problemy z nawiązaniem prawidłowych stosunków, z zaufaniem, bliskością, odczuwaniem szczęścia....no ale każdy jakieś problemy ma.
"problemy z nawiązaniem prawidłowych stosunków, z zaufaniem, bliskością, odczuwaniem szczęścia" - no to faktycznie JAKIEŚ! pierdoły są, takie mało istotne rzeczy w życiu, małe problemiki bym powiedział nawet. Grunt żeby kasa była, zdrowie, a te co napisałeś to takie tam...
Ojciec zasunął ci po pijaku, a ty robisz z tego tragedię na miarę holokaustu. Skala okrucieństwa w rodzinie, dopiero się zaczyna od alkoholu i bicia. Masz jeszcze przemoc psychiczną, gwałty, zmuszanie do niewolniczej pracy, przypalanie, trwałe okaleczanie, narkotyzowanie, a wymieniać można jeszcze długo. Mojego dziadka jak i tysiące innych ludzi wywieźli do Niemiec jeszcze we wrześniu. Wrócił dopiero po wojnie. To co cię spotkało brzmi jak wakacje w porównaniu do okrucieństw jakich zaznał mój dziadek w różnych obozach. Więc ja cię proszę - zachowaj umiar i miej odpowiednią skalę. I przestań sobie wmawiać, że przeżyłeś Armagedon.
hmm napisałem, że w dzieciństwie walczyłem o życie, a ty napisałeś, że ojciec zasunął mi po pijaku - no nieźle to wszystko spłyciłeś, nie spodziewałbym się, że możesz być tak chłodnym bydlakiem.
Skala okrucieństwa - to mi się podoba. Problem w tym, że nie mam jak porównać okrucieństwa mojego ojca z innymi okrucieństwami. Nawet śmiem sądzić, że tego się nie powinno porównywać, bo dla mnie każda tragedia człowieka jest na swój sposób unikalna, jedyna w swoim rodzaju, bo rozegrała się w danych okolicznościach, w danym czasie itd. i co najważniejsze - dla niego to właśnie ona będzie NAJWIĘKSZA! To co przeżył na własnej skórze, a nie jakieś opowieści, nawet o Twoim dziadku.
To jest największy idiotyzm jaki może być: ważyć ludzkie tragedie - "a mnie ojciec przypalał" - taak, to czekaj ja to przebije - "mnie ojciec gwałcił" - taak, to czekaj ja to przebije...
Serio yoghurt - chcesz się w to bawić, jak dzieci w piaskownicy, które licytują się, który najdalej skoczył z huśtawki. Więc ja Cię proszę zapomnij to tych swoich śmiesznych skalach, bo nie wszystko w życiu da się wyskalować (choć i tak pewnie tego stwierdzenia nie zrozumiesz).
Powtórzę się jeszcze - zrozum jedną rzecz - nie masz pojęcia co ja przeżyłem i nie mów mi nigdy czym to dla mnie było. Wiem co przeżyłem, pamiętam, teraz tylko perspektywa się zmieniła z racji mojego wieku.
Widać, że Natalia20 radzi sobie w życiu, nie utknęła w pułapce przeszłości. W związku z tym jedyne czego potrzebuje, to drugiej osoby, która pokaże jej jak wygląda szczęście, jak wygląda zaufanie, jak okazuje się miłość. Tylko tyle i aż tyle.
No i super, że sobie radzi w życiu, ja też sobie radzę w życiu. Ostatnio obejrzałem sobie pilot serialu "Continuum" i tam główna bohaterka utknęła w pułapce przeszłości, ale to jest serial sci-fi, więc pewnie masz rację i Natalia20 nie utknęła w pułapce przeszłości. Czuć trzeba się nauczyć samemu, a żeby do tego dojść trzeba zrozumieć siebie, swoje braki, wady i potrzeby, pragnienia, swoją przeszłość, a nie ją pogrzebać, czy się jej wyprzeć. To jak z jazdą na rowerze, możesz mieć dobrego nauczyciela, który ci pokaże, wytłumaczy, a nawet narysuje, jednak w końcu sam musisz to załapać i poczuć - wtedy dopiero pojedziesz do przodu.
Jednak nie umiejętność odczuwania jest problemem dla DDA - bo my czujemy i to czasem aż za bardzo, tak jakby ktoś przeregulował intensywność odczuć. Raczej są to m. in. problemy o których napisała konstantynopolitanczynka , czyli: "Problemy w związkach, brak asertywności, nadmierna kontrola, nieopłakana utrata dzieciństwa, poczucie odpowiedzialności rozbuchane do granic zdrowego rozsądku, brak poczucia własnej wartości.".
A najbardziej,zależy mi na tym, żeby pokazać Swojemu ojcu..ile jestem warta. Że do wszystkiego się nadaję..chce zdobyć ,jego podziw i szacunek.
= brak poczucia własnej wartości. Bo człowiek, który zna swoją wartość nie musi nikomu, niczego udowadniać ani zdobywać. A zwłaszcza uzyskanie tego wszystkiego od swojego oprawcy, czyli powodu tych działań (błędne koło). Jedyne co miałoby wartość od tego człowieka to szczere przeprosiny za całą krzywdę jaką wyrządził Natali20, obietnica zmiany i prośba o wybaczenie. Bez tego nie powinien on być wart dla niej NICZEGO, bo kata samo ojcostwo nie usprawiedliwia.
Dodam, że mój ojciec zmarł gdy miałem 15 lat (16 rocznikowo) na raka wątroby. Spełniło się wtedy moje największe marzenie. Kilka lat później udało mi się sporo zrozumieć (powody jego przemocy itd.) i mu wszystko wybaczyć. Dzisiaj chciałbym móc mu to powiedzieć, że wybaczam...
Tak apropo - o PRLu to ja nie wspominałem więc odpuść sobie politykowanie.
Ja o tym napisałem, tak sobie dodałem jako ciekawostkę w razie gdybyś nie wiedział
a "politikier" to ze mnie żaden.
Wystarczająco normalna rodzina, nieważne, pełna czy tez niepełna, to taka, gdzie dziecko może wyrażać siebie w pełni.
Biorąc to za wyznacznik normalności to nie ma w Polsce ani normalnych rodzin, ani normalnych szkół, ani normalnej pracy. Dzieci zawsze będą obawiały się władzy jaką mają rodzice, zawsze będą kłamać, oszukiwać i zatajać różne rzeczy przed rodzicami. Jedne mniej, a drugie bardziej. Zwłaszcza w okresie dojrzewania.
hmm napisałem, że w dzieciństwie walczyłem o życie, a ty napisałeś, że ojciec zasunął mi po pijaku - no nieźle to wszystko spłyciłeś, nie spodziewałbym się, że możesz być tak chłodnym bydlakiem.
Ja chłodnym bydlakiem? Być może. Nie będę ukrywał, że problemy, które mnie bezpośrednio nie dotyczą, to raczej mało mnie obchodzą. W sensie nie biorę tego wewnętrznie do siebie. Głodujące dzieci w Afryce też mnie nie obchodzą. Oczywiście, to straszne, niesprawiedliwe....ale nie spędza mi to snu z powiek. Nigdy nie byłem zbawicielem świata i obrońcą pokrzywdzonych. Tam gdzie mogę pomóc - pomagam. Ale takie klepanie "oj biedne, oj jak mi ich szkoda", przy jednoczesnym braku jakiegokolwiek działa w stronę pomocy (datki/dary) to hipokryzja i nic więcej.
To jest największy idiotyzm jaki może być: ważyć ludzkie tragedie - "a mnie ojciec przypalał" - taak, to czekaj ja to przebije - "mnie ojciec gwałcił" - taak, to czekaj ja to przebije...
Oczywiście, że skala musi zostać zachowana, bo za moment dzieciak dostanie klapsa i będzie się mówić o patologii. Pojawi się winko na kolacji - alkoholizm.
Jednak nie umiejętność odczuwania jest problemem dla DDA - bo my czujemy i to czasem aż za bardzo, tak jakby ktoś przeregulował intensywność odczuć. Raczej są to m. in. problemy o których napisała konstantynopolitanczynka , czyli: "Problemy w związkach, brak asertywności, nadmierna kontrola, nieopłakana utrata dzieciństwa, poczucie odpowiedzialności rozbuchane do granic zdrowego rozsądku, brak poczucia własnej wartości.".
Ale te problemy nie są zarezerwowane jedynie dla was. Śmiem twierdzić, że akurat pośród wszystkich, którzy mają takie problemy to jesteście w mniejszości. Już dzieciaki w gimnazjum maja OGROMNE problemy z poczuciem własnej wartości, z asertywnością, z prawidłowym reagowaniem na uczucia.
Każdy ma jakieś tam doświadczenia..
marena7 zgadzam się, z Tobą.. w wielu kwestiach.
Przede wszystkim,jeżeli chodzi..o wybór ,przyszłego partnera..
Byłam w związku ,przez 4 lata.. z mężczyzną, który mnie bił.. dobrze pamiętam,ten 1 raz..
jego przeprosiny także, obietnice..zmiany ,skruchę..wybaczyłam.. mimo że wiem,że nawet jeśli by nie przeprosił ,nie żałował..ja i tak bym z nim została..
Robiłam wszystko,jak najlepiej potrafiłam..nie prowokowałam sytuacji,w której mógłby znowu podnieść na mnie rękę..a mimo to,i tak zdarzało się to..coraz częściej . A ja nic Sobie z tego nie robiłam..
Nie potrafiłam wyrwać się od niego..zrobiłam to dopiero,wtedy ..gdy wylądowałam w szpitalu.. byłam w opłakanym stanie.
Ja nie czułam się szczęśliwa,kochana,spełniona w tym związku..bardzo cierpiałam..ale on nie zdawał Sobie z tego sprawy,bo nie widział moich łez.. bólu,niczego.
Gdy pytał się mnie, czy wszystko jest w porządku....zawsze odpowiadałam ,że TAK!
Gdy pytał się,czy go Nienawidzę.. mówiłam ` Nie.co Ci przyszło do głowy..!
Byłam bardzo pokorna i posłuszna..uważałam,że to naturalne? nie wiem jak to nawet nazwać..Gardziłam Sobą.. bo wiem,co z Siebie zrobiłam.