To że parę lat temu zostawił mnie chłopak który byl spelnieniem moich dążeń wiele osób wie.To że miałam wcześniej męża(głupia miłość nastolatki do alkoholika) i dziecko też niektórzy wiedzą.Potem starałam się być cwana i poszłam na łatwiznę która mnie przytłacza-zwiazek z rozsądku.Rok temu się z nim spotkałam.tyle że to nie był już on tylko zimny obcy facet.jak się czółam?jak śmieć który nie powinien istnieć.przytyłam 12kg,zamknęlam się w swiecie odrabiania lekcji,sprzątania gotowania.potem poznałam kogoś kto przypominał mi go wygladem,doświadczeniem życiowym.nie dawno byiśmy na drugiej randce.zrozumiałam że to nie to samo.minęło 4 lata a mnie nawet na chwilę nikt nie zadowala.nie umiem odzyskać radości życia,iśc do przodu.wspomnienia się zacieraja ale w dzień jak dziś gdy wspominam jak smakowało mi życie gdy byłam z nim...nie jestem już tą osobą a moje życie to wegetacja.nie cieszy mnie żaden sukces,gdy myślę o przyszłości czuje się zdolowana,jakbym miała już wszystko za soba.jem słodycze i nie mogę się zwlec z łóżka.i co mam zrobić?schudnac,zadbać o siebie i zawaczyć jeszcze raz o niego?nie wyobrażam sobie co ze mną zrobi porażka.on nadal ma kontakt ze mna ,chce ze mna sypiać.....co robić,jak życ?pomóżcie
Witam nie mam do kogo się zwrócić o pomoc czy radę.Jestem 5 lat po ślubie,mamy 3letnią córkę.Mój mąż nigdy nie miał żadnych ambicji ale niestety tego nie zauważałam,na początku pracowaliśmy w jednej firmie gdzie zawsze to ja się starałam żeby awansował zawodowo bo to też wiązało się z większymi pieniędzmi,Było to do czasu aż zaszłam w ciąże a mojego męża zwolnili!!!Niestety musiałam iść na zwolnienie lekarskie i już nie zarabiałam tyle co poprzednio a mój mąż znalazł sobie pracę za 900zł.Niestety nie wystarczały te zarobki ponieważ wynajmowaliśmy mieszkanie za 2000zł,prosiłam błagałam żeby znalazł inną pracę ale on twierdził że ma,wiedział że stanę na głowie i zdobędę kasę i tak się stało sprzedałam z mamą i siostrą dom i z tego żyliśmy!!!Zaznaczę jeszcze że mój mąż miał obowiązek alimentacyjny w wysokości 400zł,ale nic do niego nie docierało!Po urodzeniu się naszej córki musieliśmy wynieść się z tego mieszkania ponieważ powoli nie było nas stać,wyprowadziliśmy się do innego miasta gdzie najem był tańszy.No i znowu zaczeły się schody bo mój mąż nie mógł znaleźć pracy a jak już ją znalazł to długo nie pracował bo za każdym razem było to samo albo że się nie nadaje albo jego szef mówił że mu się nie chcę pracować!!W ostatniej chwili wyprowadziliśmy się zagranicę owszem pracował ale przez miesiąc ja musiałam iść do pracy bo nie mielibyśmy z czego żyć!!!Nie chodzi o to że ja nie mogę pracować tylko o to że miałam problemy z kolanami i ciężko mi się chodziło ale dałam radę!!!On przez 2 lata siedział w domu i nic nie robił,chociaż z dnia na dzień coraz gorzej się czułam nawet nie chciało mu się uczyć języka czy też z dzieckiem wyjść na spacer!Doszło do tego że rozchorowałam się poważnie bo od lutego jestem na L4 przeszłam operacje na przepuklinę,a teraz czekam na operację na kolana!Mojego męża jednak nie zmotywowało to żeby szukać pracy okłamywał mnie ściemniał że np idzie na dzień próbny a jak dochodziło do owego dnia to się przyznawał że nie był że sobie nie radzi ponieważ nie zna języka!Ale przecież miał 2 lata na naukę i olał to.Od kąt pamiętam to wszystko spadało na mnie utrzymanie domu jego alimenty,nie mogę na niego liczyć nigdy nie miałam wsparcia od niego!Nie wiem co mam zrobić nie mogę patrzeć na niego chyba dlatego że otworzyłam oczy i dopiero zobaczyłam co jest granę.Myślę nawet o rozwodzie jednak żal mi mojej córki,ale poco mi taki mąż którego muszę utrzymywać który ze wszystkim jest na nie!!!Byłabym wdzięczna jakby ktoś mi doradził,ja mam mieszane uczucia i mam serdecznie dosyć takiej sytuacji:-(
Bylam w innej sytuacji bo moj mial swoj problem i najpierw probowalam zyc z jego swinstwami ktore mi serwowal... wytrzymalam 4,5 roku i mialam go dosc.
Postanowilam sie z nim rozejsc( chociaz mam 3 dzieci ) i to go obudzilo, staral sie jak na poczatku, a moze i bardziej.
Niestety we mnie juz przez te lata wszystko sie wypalilo i nie mial szans.
Jednak do dzis o mnie walczy, nawet mi go czasem zal, ale mysle sobie:"chlopie, miales 13 lat czasu byc dobrym mezem, a zmieniles sie dopiero jak myslales ze mnie stracisz".
Radze ci zrobic cos co nim wstrzasnie, nie wiem jakie masz mozliwosci i pomysly, moze inne forumowiczki cos podpowiedza, ale musisz cos zrobic , zeby sie przestraszyl ze jak sie nie zmieni to zostanie sam.
Najgorsze jest to że mój mąż ma 42 lata a z niczym sobie nie radzi,non stop słyszę nie lubię,nie potrafię,nie radzę sobie,nie umiem,nie dam rady sam itd...Przed urodzeniem córki cały czas pracowałam a potem jak z nim się związałam to nadal ale więcej bo np on chciał sądownie odzyskać syna a trzeba było mieć na adwokata no mi ja musiałam dać kasę na wszystkie potrzeby dziecka też musiało być chociaż alimenty płacił 400zł,potem jak stracił pracę i zaczął zarabiać 900zł to ja musiałam utrzymywać jego syna nie patrzył że 2000zł płacimy za mieszkanie że paliwo do auta trzeba wlać,a do tego jak powiedziałam mu że ma w takim razie przestać palić bo nie można mieć wszystkiego to powiedział że zarabia i ma prawo:-(Nie wiem co mi się stało ale teraz jak jesteśmy tutaj to nie mogę go znieść,każde jego słowo gest wywołuje we mnie wściekłość,stałam się strasznie agresywna nie radze sobie z tą sytuacją:-(Jesteśmy w Anglii 2lata i przez te 2lata to ja go utrzymywałam jemu tak było wygodnie,miał wszystko tv,internet,papierosy,jedzenie,a ja ledwo chodziłam ale zapieprzałam do pracy chociaż nie raz mówiłam że jest mi ciężko nie zaproponował że poszuka pracy żebyśmy mogli się zamienić,żebym to ja mogła siedzieć w domu z dzieckiem!!!!A teraz jak jestem na zwolnieniu lekarskim bo kolana poszły mi tak że nie mogę się poruszać,a w tych lepszych dniach powoli chodzę to nadal nic nie robi,może z 3 razy poszedł za praca ale ciągnąc ze sobą kolegę żeby w razie czego mógł tłumaczyć!!!Miał 2 lata żeby nauczyć się języka ale on wolał pospać niż uczyć się!!!Wszyscy mi mówili że jestem głupia bo znalazł sobie naiwną która na niego robi!!!W Anglii samotne matki nie mają tak źle bo stać je na wynajęcie 3 pokojowego mieszkania i na inne przyjemności.Ostatnio mu powiedziałam że nie chcę z nim być że ma się wyprowadzić,nawet zaproponowałam że dam mu na bilet do Polski,ale niestety on powiedział że nie ma zamiaru się wyprowadzić!!!Nie wiem co mogę zrobić jak się go pozbyć,mam dosyć nieudacznika na utrzymaniu!!!Do tej pory dawałam sobie radę sama to teraz też bym dała ale on nie jest głupi dobrowolnie się nie wyprowadzi bo gdzie miałby lepiej!!!Niech mi ktoś coś doradzi,bo ja nie po trafie już racjonalnie patrzeć,jestem znerwicowana życie ze mnie uchodzi,a przecież mam dla kogo żyć!Mam dopiero 35lat a moja córcia 3lata chcę żeby miała wesołe dzieciństwo i nie musiała żyć w takiej atmosferze jaka jest teraz w domu...
Ja tez nie moglam pozbyc sie mojego z domu, robilam awantury, traktowalam go jak najgorzej, mowilam ze sie go brzydze bo mam innego i wiele innych zlych zeczy...ale nic nie pomagalo.
Mieszalam go z blotem a on wychodzil na pare godzin i wracal, nie dal sie wyrzucic.
Bardzo dlugo trwalo zanim sobie poszedl i napewno by wrocil gdybym mu nie odczepila klucza od mieszkania. Wydzwanial, powiedzialam ze zadzwonie po policje, boi sie , bo juz raz wezwalam i musial 10 dni spac w aucie.
Do dzisiaj praktycznie stoi pod drzwiami i prosi, ale moja sprawa ciagnela sie latami.
Mysle ze wasze malzenstwo mozna uratowac, bo poza tym ze chlop len, oferma itd. to jest szansa ,ze gdyby sie postaral to bylo by dobrze. Problem w tym co zrobic zeby ruszyl dupe i stal sie znow tym jakiego go pokochalas.
Problem w tym, ze do tanga trzeba dwojga.
Ten len, oferma i co tam jeszcze sam musi chciec sie zmienic. Nikt za niego tego nie zrobi. A skoro ma zwiazek symbiotyczny, to po jaki gwint ma sie wysilac? Ty i tak o wszystko sie postarasz i zalatwisz...
Moja rada-wywal pasozyta, niech sobie zeruje na kimc innym a dziecku i tak zapewnisz szczesliwe dziecinstwo bez tego typka. Gdybys nie wiedziala-dziecko jest szczesliwe wtedy, gdy jego mama jest szczesliwa. Uwierz, ze patrzenie na tak wypaczony zwiazek nie sprzyja prawidlowym wzorcom rozwojowym.
Kornelia 13 -naucz się zakładać własny wątek,to łatwe
Dziękuje za dobre rady,u mnie trochę się uspokoiło:-)Mój mąż chyba nigdy nie spodziewał się takiego zachowania z mojej strony i chyba zauważył że to nie żarty!!!Wziął się w garść i zaczął szukać pracy:-)Jutro idzie pierwszy dzień do pracy,ale jeszcze się nie cieszę bo z nim nigdy nic nie wiadomo...Bardzo się od siebie oddaliliśmy nie ufam mu za dużo razy mnie oszukał:-(Nie wiem co mam zrobić czy ratować małżeństwo czy też jak zacznie pracować kazać mu się wyprowadzić i zacząć układać sobie życie od nowa???Nie chcę popełnić błędu może ktoś z dłuższym stażem i podobnymi doświadczeniami wiedziałby czy warto ratować małżeństwo czy też nie ma sensu bo przy pierwszej lepszej okazji znowu mnie oszuka:-(Chyba mam za małe doświadczenie z tond ten dylemat...