Mam problemy z nauką i motywacją do niej. Wstaję rano, sniadanie, kawa, siadam.....i usypiam nad ksiązkami albo siedzę nad dwoma stronami godzinę - nie zartuje!! Jestem inteligetna dziewczyną, ale....no właśnie. Jak to się mowi powszechnie: ,,nie mam głowy do nauki''. Strasznie mnie to zaczyna stresować.
Gdyby nie ten problem zyłabym normalnie, a przez to, ze sie tym stresuje nie funkcjonuje normalnie!! Za chwile pewnie znow pojawią sie problemy ze spaniem tak jak na I roku, który cudem przeszłam(cudem i ogromnym streeesem)
Nie wiem czemu, ale....na poczatku nauki mam problem ze zmotyowaniem się,zwinnym wzięciem do pracy. W trakcie...problem ze skoncentrowaniem się, niemalze zasypiam nad tym, albo mysle o innych rzeczach co pare zdań. Po 5 zdaniam jestme juz totalnie zniechęcona. Zaczynam myslec: po co ja w ogole studiuje prawo. Swoją drogą nie do końca wiem!! Mam pewną wizje, ale nie wiem, czy mogę jej ufać.
Nie potrafię odizolowac swojego życia, od studiów, technicznej umiejętnosci uczenia się.
Niby mała rzecz, ale...gdbym potrafila pouczyc się 4-5 godzinn dziennie(studiuje prawo), efektywnie, to może w końcu zaczęłanbym życ normalnie, a nie w ciągłym stresie i martwieniu się!!:(( POMÓŻCIE!!!!!
Moja siostra studiuje administrację na której ma mnóstwo prawa, a jej chłopak prawo. Oboje mają inny system nauki. Wydaje mi się, że siostra już w ciągu roku czyta książki, uczy się na bieżące ćwiczenia i rozgranicza przedmioty do których może się przyłożyć, a do których nie musi. Te drugie zostawia zazwyczaj na ostatnią chwilę;) Skutkuje to tym, że trudniejsze zalicza na lepsze oceny niż te uchodzące za łatwe:D Wniosek - systematyczność popłaca;) Jej chłopak uczy się przed sama sesją, ale ma za to zdolność ślęczenia cały dzień nad książkami, z tego co zrozumiałam Tobie ciężko jest się tak uczyć (mi także). Ostatnio zobaczyłam, że pomaga mi rozgraniczenie czasu. Nie obijam się tak jak kiedyś, ale poświęcam trochę czasu na naukę, a resztę na spotkania ze znajomymi, rozrywkę. Kiedy zachowa się odpowiednie proporcje to człowiek czasami ma ochotę nawet coś poczytać;) Byleby nie zasiąść przed tv z chipsami i colą, bo już człowiekowi się nic nie chce.
Hm.. Warto potraktować naukę jako zabawę
Wtedy zdecydowanie przyjemniej się uczy. Można do jakiegoś tematu rysować np. komiks
Pamiętam jak czegoś uczyłam się z przedmiotu "Metody Organizacji i Zarządzania"
Przedmiot ciężki, nauka tylko i wyłącznie pamięciowa - ogólnie masakra. Do wielu zagadnień zaczęłam rysować postacie, które np. zawierały w swoim wyglądzie cechy charakterystyczne dla danego zagadnienia
Uśmiałam się przy nauce tego przedmiotu
I nie chwaląc się - piątki z kartkówek były
:):)
Mózg przede wszystkim uczy się na obrazach i dzięki wyobraźni.
Konkretny temat można ubrać w jakąś zabawną historię
I wtedy to momentalnie wchodzi do głowy ![]()
Innym sposobem na naukę jest rysowanie map myśli. Bardzo pomagają. Pierwsze mapy myśli może nie będą jakieś super, ale z czasem będą wyglądały imponująco i będą zawierały wszystkie niezbędne informacje.
Problem został poruszony też tutaj: http://www.netkobiety.pl/t3611.html
Więc może tam znajdziesz coś co mogłoby pomóc w nauce ![]()
Rzeczywiście kiedy traktuje się naukę jako zabawę więcej się zapamiętuje. Mapa myśli to też dobry pomysł, ale na to trzeba poświęcić trochę czasu. Ale jest to dobre bo zapamiętuje się ok 70% informacji.
Ja kiedy nie umiem skupić się na tym co czytam, to po prostu odkładam tekst. I zabieram się za niego na następny dzień, jeśli mogę. Oczywiście nie na każdym kierunku można sobie na to pozwolić, bo niektórzy muszą uczyć się codziennie. I nigdy nie uczę się kiedy jestem zdenerwowana, bo wtedy nic mi do głowy nie wejdzie.
6 2009-03-14 00:29:05 Ostatnio edytowany przez Nola (2009-03-14 00:29:45)
Bożeno,
tak - mapy myśli są czasochłonne. Jednak tylko na początku. Potem wszystko idzie sprawniej i szybciej
Kiedyś ktoś mi powiedział, że najszybciej można nauczyć się tworzyć mapy myśli oglądając wieczorne wiadomości ze świata/kraju
Sama tego nie próbowałam, ale kto wie - może spróbuję i zobaczę jak idzie mi rysowanie map oglądając wiadomości ![]()
W mapach myśli chodzi przede wszystkim o to, żeby wyłowić najbardziej istotne informacje. Wszystkiego nauczyć się nie da a można się tylko zmęczyć próbując ogarnąć wszystko.
Mapy myśli są bardzo pomocne w nauce
Polecam tę formę ![]()
Oh...czyli JESTEM NORMALNA!!!:))))))))
Dziękuję dziewczyny za rady, uspokoiłyście mnie.
Lillo wodna....właśnie o to chodzi!! Dokladnie się z Tobą zgadzam. Pól dnia nauki itp. - pól dla siebie, czyli zachowanie odpowiednich proporcji. Kiedy je zachowuje wszystko jest ok:)) nagle koncentracja wraca i czasem mam nawet przyjemność z nauki:))),co szczególnie mnie cieszy!! Problemem jest jednak to, ze czasem nie mam czasu dla siebie: na uczelnie nie ,,wypoczywam'', a czesto spedzam tam pół dnia, ostatnio w akademiku...wrr... wszyscy mnie wkurzają i czuję sie osaczona!! W dodatku w pozostałym czasie nalezało by, tu w Wawie, pomyslec o kursie jezyka i pracy. A prawdzwych przyjaciół nawet tu nie mam. Ech, ale ułoży się. Dziękuję dziewczyny!! Najważniejsze, ze upewniłam się, ze jestem normalna hehe, teraz reszta zalezy od mojego uporu, a zeby jakoś sobie ulożyć
Tak, chyba przekonanie samej siebie, że nauka jest przyjemna i fajnie się czegoś nauczyć dużo daje. Najważniejsze to znaleźć swój sposób. Ja też mam problemy z przedmiotami, które mnie nie interesują. Wtedy ciężko mi się skupić i w tym cały problem. Myśli nie mogą się rozłazić. ![]()
Witaj.
napisz Ci swój przykład.
pratycznie przez całe zycie byłam najlepszą uczennicą w szkole, wygrywałam powiatowe konkursy... no we wszystkim musiałam być najlepsza.
w końcu poszłam do liceum. wiedziąłam, że umiem sobie poradzić w tej szkole...
ale co z tego jak miałam dośc dobrych ocen , nauka brzydziłam mnie i odpychała.
stałam się kłębkiem nerwów, bałam się powiedzieć rodzicom co się dzieje w szkole.
no i tak się wydało na koniec roku - sześć dwój na świadectwie to był dla nich szok.
ale nie miałam, żadnej kary, ni nic, sama się wstydziłam przed soba.
w końcu poszłam do drugiej klasy z nastawieniem, że nauka to przyjemnośc, to moja przysłość, że muszę się wwziąć w garść.
i wiesz ile mi to dało ?
takie pokazanie samej sobie, że nauka może być fajna, może być relaxem...
po prostu chce mi się teraz uczyć, robie to efektywnie, a wszystko dlaetgo, że wyzbyłam się strachu i wiem, że to nie jest przymus, że robię to dla siebie, tylko i wyłącznie dla siebie.
myślę, że może Tobie brakuje wiary w siebie, co proscentuje tym, ze jak siadasz do książek to i tak wychodzisz z założenia, że się nic nie nauczysz... więc zadajesz sobie pytanie : po co ??
bardzo często tak mam. Czasem zdarza mi sie siedziec ...uwaga: 4 godziny nad ksiązką, a efekty jest taki, ze przeczytalam zaledwie pare stron, a myslalam zupełnie o czym innym. Z tego całego stresu potrafię siedzieć nad ksiażką i rozdrapać sobie wrecz całą twarz, czy plecy:(( I mysle, że masz rację ,,oazu''. Ja wrecz siadam czasem z założeniem, ze nicego się nie nauczę:(((
Mm..popełniam mnóstwo błedów: zakladam, ze sie nic nie naucze, albo.....zamiast racjonalnie zaplanowac naukę: odpoczynek, nauka, to czesto zakladam: ,,o boze, mam tyle zaległości....to moze zostanę cały weeekdn i cały weekend będę sie uczyc'', a następnie nic mi z tego nie wychodzi. Ani nie wypoczełam, ani się nie pouczyłam. W sumie chyba nawet nie wiem co to jest wypoczynek, taki prawdziwy, zasłużony. Uczucia relakus zyskuje wtedy, kiedy....odpuszczam!! Rezygnuje z pojscia na cos- stąd zawsze mialam problemy w szkole(wagary, podrabianie zwolnien).
miałam dokładnie to samo.
zero motywacji do nauki.
może jak dostaniesz nauczę to się otrząśniesz.
jednak lepiej by było, gdybys doszła do pewnych rzeczy sama.
włącz sobie muzyczkę, kawkę zrób i dopiero otwórz ksiazki, poczujesz, że już nie mozesz - odejdź na chwilę, zjedz batonika i dalej...
przecież wiesz, że umiesz.. ![]()
Ja np. włączam muzykę klasyczną (głównie Mozarta), biorę herbatę, gorzką czekoladę, przykrywam się kocem i otwieram książkę ![]()
Słucham Mozarta bo po pierwsze bardzo przyjemnie się słucha muzyki klasycznej a po drugie według naukowców stymuluje mózg
Tu jest artykuł na ten temat:
http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,871 … encje.html
Czekolada - wiadomo - też pobudza mózg do działania a herbata .. już z przyzwyczajenia siadam z nią kiedy czytam cokolwiek ![]()
Poza tym robię sobie przerwy mniej więcej co 45 minut co nie pozwala mi na zmęczenie się
I przede wszystkim staram się podchodzić do każdego tematu z zainteresowaniem i na luzie - zmieniam podejście z "muszę" na "chcę"
Dzięki temu łatwiej przyswajam wiedzę ![]()
Kasiu,
pamiętam jak kiedyś miałam takie same problemy jak Ty - czytałam książkę i po paru godzinach nie wiedziałam o czym czytałam, bo moje myśli krążyły wokół różnych spraw (miałam problemy ze skupieniem się), ciągle myślałam ile to mam się nauczyć, że to czego mam się nauczyć jest okropne ("jak w ogóle można się tego uczyć - przecież to niepotrzebne") i że z tym wszystkim nie zdążę. Ten ogrom materiału do nauczenia, bardzo mnie przerażał i przez to nie mogłam się skupić nad tym co w danej chwili miałam zamiar się nauczyć. Najgorsza była świadomość szybko uciekającego czasu - najbardziej bałam się, że nie zdążę np. przed sprawdzianem. Chodziłam poddenerwowana i rozdrażniona, i oczywiście nienauczona ![]()
Po jakimś czasie zaczęłam czytać jak efektywnie się uczyć. Ważna jest w nauce systematyczność, bo dzięki niej nie ma tej presji czasu. Poza tym można rozplanować sobie ile czasu poświęci się na jeden przedmiot, a ile na drugi przedmiot. Zaczęłam bawić się nauką. I moje podejście do tematu uległo zmianie. Nie denerwuję się, przedmioty z założenia nieprzyjemne stały się interesujące i nawet mam więcej czasu dla siebie
Dlatego Kasiu, spokojnie podejdź do tematu, zapomnij o ilości materiału i skup się nad książką, którą w danej chwili trzymasz w ręce. I pamiętaj, żeby używać jak najwięcej wyobraźni.
Nie da się!! Własnie jestem po kolejnej nieprzespanej nocy. Od jakis 10 godzin siedze nad materiałem do kolosa i....własnie rycze!!
Nie nadaję się do tego, próbuje jak mogę,m próboje się skupić - efekt? Rozdrapałam sobie znow całe plecy i nie wiem co ja mam sobie wyobrażac na temat głupiego usteroju państwa!!! NIENAWIDZĘ TEGO!!!! ;((((
Dzisiaj zwątpiłam:((( Nie dam rady i tego jest za duzo.
Ja motywacje mam- powtórka z nauki na poprawke - ta wizja mnie przeraża.
Właściwie szybko pochłaniam informacje, jedyny mój problem to fakt iż nie potrafie być systematyczna.
15 2009-03-24 16:22:36 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-03-24 16:36:12)
Nie da się!! Własnie jestem po kolejnej nieprzespanej nocy. Od jakis 10 godzin siedze nad materiałem do kolosa i....własnie rycze!!
Nie nadaję się do tego, próbuje jak mogę,m próboje się skupić - efekt? Rozdrapałam sobie znow całe plecy i nie wiem co ja mam sobie wyobrażac na temat głupiego usteroju państwa!!! NIENAWIDZĘ TEGO!!!! ;((((
Dzisiaj zwątpiłam:((( Nie dam rady i tego jest za duzo.
Dasz radę tylko na spokojnie. I rób przerwy przy nauce, bo po 10 godzinach to jesteś już zmęczona. Musisz uwierzyć, że chcesz i że umiesz się tego materiału nauczyć. Bo jak będziesz myśleć: nie dam rady, nie nadaję się i po co mi to jest, to będzie Ci trudniej.
I jeszcze coś mi przyszło do głowy. Każdy ma swoją odpowiednią porę, kiedy najlepiej mu się uczy i nie każdy może uczyć się w nocy. Nie wiem jak jest u Ciebie, ale może spróbuj to zmienić.
Nie da się!! Własnie jestem po kolejnej nieprzespanej nocy. Od jakis 10 godzin siedze nad materiałem do kolosa i....własnie rycze!!
Nie nadaję się do tego, próbuje jak mogę,m próboje się skupić - efekt? Rozdrapałam sobie znow całe plecy i nie wiem co ja mam sobie wyobrażac na temat głupiego usteroju państwa!!! NIENAWIDZĘ TEGO!!!! ;((((
Dzisiaj zwątpiłam:((( Nie dam rady i tego jest za duzo.
Kasiu,
uwierz mi, że się da. Uwierz, że miałam takie same problemy jak Ty. Miałam problem głównie z przedmiotami związanymi z matematyką. Głównie z Analizą Matematyczną i Algebrą. Tak było na pierwszym roku studiów. Nie spałam, mało jadłam i ciągle byłam ze wszystkim spóźniona, zmęczona, rozdrażniona i niedouczona. Pewnego dnia doszłam do wniosku, że tak dalej być nie może. W końcu nauka ma być przyjemnością a nie męczarnią. Jedno kolokwium sobie odpuściłam bo doszłam do wniosku, że i tak się nie nauczę - bo mam za mało czasu, materiału dużo i na dodatek nie mogłam tego zrozumieć. Poszłam spać, wstałam rano i na kolokwium nie poszłam. Musiałam później poprawiać. Ale od tego momentu inaczej podeszłam do tematu. Podzieliłam cały materiał na części. Plan był taki, żeby się uczyć jednej części dziennie plus powtórki już nauczonych części. I wiesz co ?? To się udało. Całości naraz nie mogłam się nauczyć. Dzieląc materiał od razu inaczej szło. Od tamtej pory tak robię - wszystko co mam do nauczenia - DZIELĘ.
Kasiu,
zrób głęboki wdech i wydech.
I nie ucz się w sposób w jaki się uczysz. Inaczej zamęczysz się takim dziesięciogodzinnym siedzeniem nad materiałem i próbami ogarnięcia całości.
Jak nie możesz się nauczyć to nie rób tego bo:
-> po pierwsze: wykończysz się,
-> po drugie: i tak się nie nauczysz.
Z takiego długiego siedzenia nie ma żadnego pożytku a jest więcej szkody. Odpuść trochę. Zrób przerwę. Wyjdź na spacer. Pogimnastykuj się trochę. Włącz jakąś muzykę i zacznij do niej tańczyć i śpiewać. Daj odpocząć umysłowi, daj odpocząć organizmowi.
Zrób cokolwiek innego, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o ilości materiału i upływającym czasem. Zapomnij o ilości i zapomnij o czasie.
Wtedy przestaniesz czuć tą presję, która w tej chwili Ciebie wykańcza. Ja wiem, że trudno jest zapomnieć ale przede wszystkim WARTO SPRÓBOWAĆ.
Spróbuj. To nic Cię nie kosztuje a możesz na tym zyskać.
Ja też studiuję prawo i mam taki sam problem, jak Ty.
Jestem na trzecim roku i po prostu brakuje mi siły napędowej.
Problemem jest chyba w naszym przypadku ilość materiału. W tej sesji będę miała 7 egzaminów, każdy podręcznik liczy 500-700 stron. Wykładowcy wymagają, żebyśmy recytowali ich podręczniki słowo w słowo, a pytania na egzaminach dotyczą czasami zagadnienia, które w podręczniku zostało zaledwie zasygnalizowane.
Skoro wiemy, że siedząc 10 godzin dziennie, nie przerobimy nawet 1% materiału, to skąd mamy brać motywację?!
Mój kolega studiujący prawo wybrał się na kurs szybkiego czytania bo tak jak Wy nie mógł tego wszystkiego ogarnąć. Tam znalazł motywację do działania i przede wszystkim odzyskał wiarę w to, że może się nauczyć i to nie kosztem nerwów. Zrozumiał też, że nauka może być przyjemnością.
Dziewczyny, może Wy też spróbujecie pójść na kurs szybkiego czytania ?
19 2009-03-29 17:23:59 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-03-29 17:26:23)
hehe, czyli ze jednak coś w tym p********* prawie siedzi:P Nie wiem jak to będzie, w kazdym razie - chce żyć normalnie!! w wakacje wybiorę się chyba na jakiś kurs szybkiego czytania i zainwestuje w ,,technike nauki'' tym czasem jakos spróbuje przejsc ten II ok i III zacząć nieco inaczej:)) Wybrałam się równiez ostatnio do psychologa, zeby opowiedziec o swoim problemie - dziewczyny, powaznie!! Ze mną jest coś ostatnio nie tak, wczoraj(juz zrelaksowana) siedzialam 3,5 nad 30 stronami, zeby je rozkminić!! nie wspominajac o tym, ze kazde zdanie w tych ksiązkach jest wazne i ,,do zapamiętania!!'' - to naprawdę potrafii przerażać
Powód edycji: wulgaryzmy
Heh, tak się składa, że czytam prawie 600 słów na minutę (robiłam kursy), poza tym ukończyłam oba stopnie studium doskonalenia zdolności poznawczych(techniki pamięciowe, szybka nauka, itp.) z wynikiem celującym.
Niestety, wszystkie techniki biorą w łeb, kiedy się otworzy podręcznik z prawa administracyjnego czy międzynarodowego. To są takie brednie, że inteligentna osoba cały czas zadaje sobie pytanie: "Po jaką cho**** ja się tego uczę?" Weźmy na przykład takie prawo obowiązujące w przestrzeni kosmicznej (tak, naprawdę musimy się uczyć takich bzdur
) albo z cywilnego: do kogo należy ul, w zależności od tego jaki rój pszczół w nim zamieszkał :DD
Dziewczyny - serio, jest coraz gorzej. najgorsze jest to, ze przez to wszystko wpadam w depresję. Ostatni weekend przeleżałam w łożku bo z braku sił i motywacji i przeszywającego smutku nie potrafilam wstać z łózka. Czuję, ze powinnam się nad sobą zastanowić, bo przez to wszystko już nie wiem kim jestem. Co mam robić!!!???AAAAA.....:(((
Nie zaliczylam jeszcze jednego kolosa z zeszłęgo semestru, a tu materiału jest tyyyyle- ja nie mam już nawet najmniejszej chęci uczęszczać na tą glupią uczelnię. Nienawidze Warszawy i z nerwów nie poznaję samej siebie. ZAwsze bylam lekko nerwowa, ale to co dzieje sie ze mną teraz.....szkoda gadać!! Ale nie wpadę w żadną głupią depresję!! wiem, ze nie ma sytuacji bez wyjscia, tylko na milosc Boską - dlaczego nie potrafię się uspokoić??
kasianr123, zastosowałaś którąś z rad z forum? Bo to, że coś musisz zrobić, to już wiesz, tylko my nie wiemy czy to co Ci piszemy pomaga.
Ech, jak będziecie w księgarni, to sobie weźcie jakiś podręcznik prawniczy, otwórzcie na dowolnej stronie i sprawdźcie, czy w ogóle coś z tego bełkotu da się zrozumieć. Moim zdaniem jest to najgorszy możliwy kierunek, bo nauka tutaj nie opiera się na logice, a jedynie na "wkuwaniu na blachę" jakichś bezsensownych definicji. Żałuję, że poszłam na te studia, ale już jestem na trzecim roku, bliżej końca niż początku, więc nie wycofam się teraz. Powinnam była pójść na informatykę ![]()
Wierzę, że to trudny kierunek, ale znam osoby które studiują prawo i radzą sobie więc to jest do przejścia. Glównym problemem Kasi jest znalezienie odpowiedniej metody nauki i zmotywowanie się, dlatego pytałam czy coś zmieniła.
kasianr123, najgorzej że widzisz ile masz się nauczyć i od razu myślisz że nie dasz rady.. Rezultat? Siadasz nad książką i zrezygnowana i znudzona zasypiasz bo myślisz, wezmę się za to jutro.. Ale im szybciej mijają dni i bliżej do koła tym jest gorzej..bo wtedy już dochodzi stres że nie zdążysz...
Musisz być systematyczna. Uczyć się małymi porcjami ale nie odkładać nic na kiedyś bo stres przed samym kołem nie pomoże.. Myśl logicznie a wiedzę kojarz z życiem codziennym.. Może słyszałaś że podobna sytuacja spotkała Twoich znajomych. Musisz to sobie powoli układać w głowie.
Sama studiowałam trudny kierunek i wiem jak to jest gdy niebardzo Cię coś kręci. Ale byłam uparta i ambitna. Było dużo stresu ale nie muszę poprawiać roku jak inni. Udało mi się bardzo dobrze przejść obronę i napisać naprawdę trudną pracę. Bo ja jakoś zawsze mam pod górkę.. Bądź silna.. więcej uporu i zobaczysz że się uda:)
Bozeno, tak....zmieniłam coś...kierunek:)
Ja własnie jestem na I roku prawa. I wiedziałam, że bedzie źle, ale nie spodziewałam się, że az tak strasznie ![]()
Tez mam ten sam problem... siedze, siedze i siedze przy ksiazkach a po kilku godzinach zadaję sobie pytanie o czym ja własciwie się uczyłam?
A ogolnie to juz co nieco zaliczyłam, reszta jeszcze przede mną. Ale wiem, że 5 lat wycietych z zyciorysu.
Tylko jak się zmotywować do nauki kiedy uczysz się tak bezsensownych i tak niezrozumiałych rzeczy? ![]()
Bozeno, tak....zmieniłam coś...kierunek:)
I teraz już nie masz problemów z motywacją? Jaki to kierunek?
Zmienilam na socjologię:) Problemy z motywacją mam dalej, lecz w granicach normy, myślę.Zmienilo się jednak wiele!!!!:) myslę, że teraz po prostu robie coś w zgodzie ze sobą:)
Oj nie jest aż tak źle na prawie tylko po 10h na dobę rycia ![]()
Ja studiuje prawo na UJ, łatwo nie jest a z motywacją to jest różnie ja miałam na pierwszym roku ciężko, na drugim mam takie dołki, ale jestem już w stanie się skupić. Żyję nadzieją, iż na 3 będzie lepiej, każdy musi do tego dorosnąć lub stwierdzić, że to nie jest to ![]()
Socjologia jest zdecydowanie łatwiejszym kierunkiem niż prawo, ale też są przedmioty, do których trzeba się przyłożyć. Nauka nie pochłania tak dużo czasu i dlatego można go przeznaczyć na inne zajęcia.
Najważniejsze, że teraz podoba Ci się to, czego się uczysz ![]()
Studiuję biologię.Czwarty raz podchodzę do poprawy kolokwium z bezkręgowców.W dodatku podoba mi się prowadzący.Dziś brakło mi kilku punktów.Grupa przekłada każdą poprawę,a ja i kilka osób piszemy.Nie udaje mi się.Jutro chcę iść do prowadzącegoi z nim pogadać,czy mógłby mnie dopytać,gdyż następny termin jest tuż przed egzaminem.Jak z nim gadać,żeby się zgodził?Pomóżcie,proszę,.
33 2011-01-12 14:03:57 Ostatnio edytowany przez truskawkowapolewa (2011-01-12 14:04:46)
Ja kiedyś studiowałam kierunek, który kompletnie mnie nie interesował. Jak tylko musiałam się pouczyć do egzaminów to momentalnie mi się nie chciało i znajdywałam sobie różne wymówki byle tylko się nie uczyć. Problem może wiec polegać na złym wyborze kierunku.
Spróbuj sobie uporządkować czas. Gdy oddzielisz sobie czas na rozrywkę, czas na naukę itp. to powinno być lepiej. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że to jest zależne od Twojej psychiki. Po prostu trudno Ci się jest uczyć. Zresztą studenci często tak mają... przede wszystkim dlatego, że po dłuższych wakacjach "zapominają" o tym, jak sie uczy, a późnej przychodzi sesja i nagle trzeba wszystko umieć...
O rany, pamiętam moje przeboje z mongolistyką (tak tak, mongolistyką). Do tej pory jak ktoś mnie pyta czemu na to poszłam nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
Nauka do kolokwiów, nie mówiąc już o egzaminach to było jakieś piekło. Porąbany mongoł sadysta, który czerpał jakąś chorą radość ze zmuszania nas do wkuwania na pamięć dialogów z mongolskich czytanek (na egzamin trzeba było się nauczyć na pamięć ok. 20 czytanek - słowo w słowo - oraz zapamiętać ich numery. np koleś mówił - "recytuj 14 czytankę" i musiałaś wiedzieć która to
).
Po pół roku i niezaliczonym egzaminie z praktycznej nauki współczesnego mongolskiego i ze współczesnego tybetańskiego olałam temat. Pół roku później poszłam na nauczanie angielskiego gdzie z jednym warunkiem i naprawdę nie najgorszymi ocenami (a biorąc pod uwagę to, że ja się z założenia nie uczę nigdy) skończyłam w zeszłym roku i teraz jestem na II stopniu na pedagogice.
Myślę, że klucz leży w tym, żeby być w 100% przekonanym, że to co robisz ma dla ciebie absolutny i niepodważalny sens. Wtedy nawet jeżeli trafi się jeden przedmiot przyprawiający o zimne poty i zawroty głowy jesteś w stanie zdać bo widzisz przed sobą cel. W innym wypadku nie ma co się zamęczać.
I tym pozytywnym akcentem zakończę - i pójdę pisać rozdział pracy magisterskiej który odkładam od miesiąca ![]()
Cześć ![]()
Wiem, że to stary temat, ale mój problem pasuje do niego.
Mam problemy z nauką, nie w takim sensie że nie mogę się nauczyć nic tylko, że nie mogę się skupić, po 10 min. Nie wiem co czytam. Co więcej po 10 min także ciężko mi się czyta nawet takie forum, muszę się przejść, jest ciężko i źle. Próbowałam już wszystkich leków, suplementów i nic nie pomagało.
Jak słyszę teksty o lecytynie czy magniezie to myślę że za chwilę zabiję tego człowieka, bo to może na tych z mensy działa, ale nie na resztę.
Help!!
Co robić??
Od dawna szukałem miejsca, gdzie mógłbym się podzielić swoimi troskami i być może w końcu je znalazłem. Może zaczną od tego, że jestem chłopakiem w odróżnieniu od stanowiącej tu większość kobiet. Od października zacząłem studia jakieś 100km od domu i wtedy zaczęły się moje problemy. Właściwie zaczęły się wcześniej, ale teraz się pogłębiają. Mam problemy z nauką, co prawda zaliczyłem sesję, ale czuje że teraz już mało co z tego pamiętam. Biorę jakieś tabletki z lecytyną, z magnezem, wmawiam sobie, że w jakiś cudowny sposób może mi to pomóc. Nie potrafię siąść nad książkami. Zaczynam się denerwować, co powoduje, że nie mogę się niczego nauczyć. Szukam ciągle innych zajęć, a cały ten stres próbuję "zajadać". W ciągu 3 miesięcy w ten sposób przytyłem 4 kilogramy. Nie mam przyjaciół, a bardzo bym chciał choć jednego. Z drugiej jednak strony nie potrafię znaleźć kogoś sensownego w moim wieku (21 lat), z kim mógłbym normalnie porozmawiać, nie tylko o szkole, studiach.. Wszystko potęguje to, że niedawno straciłem Matkę, zawaliłem jeden rok szkoły i nie mam najlepszej opinii wśród rodziny. Czy ktoś ma podobny problem ? A może macie jakieś rady dla mnie..
Samotnik