Czuje ze najwiekszym moim bledem jest fakt ze zyje...
Ciesze sie ze w koncu zdobylam sie na to by sie w koncu wygadac. Od czego by tu zaczac.. ?
Mam 28 lat, 4lata zwiazku... z zewnatrz by sie wydawalo idealnego. Kiedy sie poznalismy myslalam ze bede skakac ze szczesciam byl idealny, czuły, opiekunczy. Dla niego zmienilam całe swoje zycie, wyprowadzilam sie z duzego miasta, 300km do mniejszego. Zmienilam calkowice swoje otoczenie, znajomych, nielicznych ale jednak znajomych.
Na poczatku bylo idealnie, zero klotni.I nagle zaczely sie klotnie ( jakies 2,5 roku temu ), z mojej strony z jego strony, obiecywanie z jednej jak i z drugiej strony ze juz bedzie dobrze... ale nigdy nie bylo. W łozku tez nam sie swietnie ukladalo, ale jak zaczely sie problemy to rowniez w lozku...
W miedzy czasie ja zamiast walczyc, jak maloletnia gowniara ( bo tak to moge nazwac ) zawsze gdzies albo pisalam sms, albo jakies maile, nidgy nie spotykałąm sie za jego plecami z facetami, po prostu pisalam. Dlaczego ??? nie wiem, nie potrafie tego wytlumaczyc, gdy mi jest zle z nim, to zaczynam w glowie uciekac w maile albo w sms-y tylko po to by chociaz w myslach byc sznowana, kobieta za ktora sie szaleje....
Od 6 miesiecy jest okropnie, ja sama czesto sie zastanawiam czy wsystkie jego słowa sa moze prawda.. bo w jego oczach nie potrafie gotowac, prac, sprzatac, jak mi sie cosnie podoba to moge wulgaryzm( bo mieszkam w jego mieszkaniu ),to słysze przy byle klotni... nawet o to ze przez przypadek ufarbowalam jego kolszulke w trakcie prania. Słowo ze jestem beznadziejna, ze nie jestem atrakcyjna słysze non stop, jakbym byla gownem a nie czlowiekiem... On uwaza ze na mnie trzeba krzyczec, zmieszac mnie z blotem i wtedy cos do mnie dociera... Przeciez ja nie jestem psem, tylko chyba jeszcze czlowiekiem??
Zamiast lozka mam 2 oddzielne koldry, wiecznie slysze ze niema ochoty a gdy juz mato ewentualnie moge mu laske zrobic.
Zalosne jest to wszystko, i to mnei przeraza bo mam wrazenie ze tylko gdy np pisze z obca osoba, czy dawnym znajomym,bzdury, flirtuje... to tylko wtedy czuje ze moge sie komus podobac. I tak wlasnei bylo ostatnio... On z racji swojej pracy ma dziene zachowania, tzn wiecznie mnie inwigiluje, sprawdza.. wkradl mi sie ostatnio na poczte i przeczytal maile ktore pisalam z moim dawnym chlopakiem ( mieszka w USA )
zostalam sama jak palec, przez niego nie amm przyjaciol, jakpomysle o kolejnej przeprowadzce w moim zyciu to nogi sie pode mna uginaja...doslownie zyc mi sie juz nie chce. Czuje sie jak osoba ktora jest uzalezniona od przemocy psychicznej, boje sie zostac sama - a wiem ze on ma mnie za smiecia, zbedny balast w jego zyciu, a ja nawet nie mam sie komu wygadac...
....
Używanie wulgaryzmów na forum jest zabronione.
moderatorka apoteoza