Może to głupio zabrzmi,ale ja odsunęłam się od znajomych mi ludzi na "własne życzenie"-dlaczego?,ponieważ nie mogę znieść sztuczności i teatralności ich zachowań.Niby są serdeczni i sympatyczni,ale zero w nich szczerości.Znamy się od wielu lat ,a tak naprawdę to wiemy o swoim życiu tyle co ogólne wieści niosą/czyli plotki/-żenujące! Pozują na ludzi fit i smile zupełnie jak amerykanie -wiecznie zadowoleni.Nikt mi w moim już nie młodym wieku powie ,że to normalne nie mieć żadnych życiowych problemów.Nie rozumiem co za moda nastała wśród nieżle sytuowanych 50-latków.Czy to normalne?A może ze mną jest coś nie tak?Zostałam wychowana w prawdzie/jakaby nie była/,cenię sobie szczerość ,otwartość i przyjażń/bez względu na status i pochodzenie/,ale jak dotąd nie udało mi się spotkać takich ludzi.Moim skromnym zdaniem w życiu liczy się najbardziej człowiek,który jest sobą -z całym bagażem doświadczeń,a nie jego status i stanowisko.Narzekać jednak nie mogę,gdyż z moimi bliskimi tzn.mąż ,córka i syn ,tworzymy taką wspaniałą więż,ale chciałoby się mieć jeszcze bratnią duszę.Smutno mi,ponieważ nie pracując /zajmuję się domem/odczuwam coraz większy z tego powodu dyskomfort,tym bardziej,że czasu wolnego coraz więcej i nie za bardzo potrafię go sobie zapełnićna. Chodzę do Arkadii na zajęcia z trenerm, ale to za mało.Marzy mi się jakiś własny malutki biznesik,ale nic nie potrafię wymyślić.Nie musi być jakis dochodowy,tylko taki aby zarobił na siebie,a ja miałabym zajęcie-bo przyznam się szczerze.że choć nie jestem emerytką to zaczynam się tak czuć. Może macie jakieś fajne pomysły,chętnie rozważę.pozdrawiam
Temat: Samotność na własne życzenie