Witajcie kobietki:-)
Niedługo nasz sakrament małżeństwa.
Zrobione mamy już nauki przedmałżeńskie, poradnię małżeńską.
Pozostaje jedynie kwestia "błogosławieństwa", "licencji" od naszego proboszcza, czyli jego "zgody" ponieważ bierzemy ślub w innej parafii.
Delikatnie mówiąc jest to dziwny człowiek-ciężarnym pannom młodym karze wchodzić do kościoła boczną nawą, za odprawienie pogrzebu liczy sobie minimum 1tys., mojego znajomego zapytał kiedyś na spowiedzi jak uprawia sex i różne tym podobne. Na spotkaniu z nim-byliśmy zapytać się jak będzie wyglądało wystawienie przez niego tej licencji, miałam wrażenie,że z nami flirtuje ale w bardzo dziwny,jakiś chory sposób. Coś w sensie "co my dla niego zrobimy, ile poświęcimy by dostać ten dokument".
Wymyślił sobie,że musimy się z nim indywidualnie spotkać minimum 6 razy (co najmniej 2 razy w miesiącu aż do daty ślubu a jeszcze lepiej by było gdyby raz na tydzień). O czy m będziemy rozmawiać i jak to ma wyglądać nie mam pojęcia. Zaznaczył,że będą to rozmowy intymne (!) i raz ze mną raz z narzeczonym no i oczywiście,że każde spotkanie będzie płatne.Więc jak to usłyszeliśmy sami nie wiemy co z tym zrobić.
Na razie jesteśmy "grzeczni" bo zakładamy,że miał jakiś gorszy dzień a te spotkania będą jednak miłe, może pomocne?
Bo przecież ksiądź chyba nie ma prawa pytać narzeczonych o jakieś mega intymne sprawy,prawda? No i nie wyobrażam sobie płacić mu co tydzień.
Moje pytanie do Was, to czy wy, biorąc ślub w innej parafii mieliście także takie spotkania z proboszczem? Na czym one polegały?
I może proszę o jakiś komentarz tej sytuacji, bo nie wiem czy przesadzam czy to naprawdę jest lekko dziwne?
:*