Mam 20 lat. Wychowałam się wśród samych kobiet. Nigdy nie miałam chłopaka i zaden facet mnie nigdy nie przytulił. Z kolegami z uczelni rozmawiam jako tako ale dosyć sztywno. Jednak jeśli chodzi o flirt to nie mam odwagi.Boje sie kokietowac mezczyzn, okazywac zainteresowanie bo zbt mnie oniesmielaja. Kiedy widze grupke mezczyzn, ktorzy na mnie patrza to cala sztywnieje. Boje sie spojrzec w oczy. Czuje sie jak glupia bo rok temu chowalam sie za półki bo jakis chlopak sie we mnie wpatrywal i sie usmiechal. Jak mam sie pozbyc tego głupiego strachu??
mam to samo, chociaż może nie w aż takiej skali... od zawsze miałam w klasie same panienki i teraz na studiach trudno mi się rozluźnić w męskim gronie. jestem spięta i nie czuję się komfortowo. nigdy nie byłam w związku, chociaż kilka razy byłam na randce. nie potrafię spojrzeć facetowi w oczy. podoba mi się pewien typ, widzę go często i często łapię go na tym że na mnie patrzy, niestety gdy to zauważę nie mam śmiałości uśmiechnąć się do niego i spuszczam wzrok, więc pewnie myśli że jestem jakaś sztywna. ![]()
z resztą on chyba też nie jest na tyle smiały żeby do mnie zagadać pierwszy. mamy kilku wspólnych znajomych, jesteśmy z jednej miejscowości i studiujemy w tym samym mieście na tym samym wydziale. kiedyś tam wpadliśmy na siebie (ja zszokowana, że go tam spotkałam, on też miał taką lekko zdziwioną minę. ale oczywiście nadal ani jedno słowo nie padło)
teraz on chyba jest w trakcie budowania związku z kimś innym, więc już chyba wszystko stracone. ![]()
I taki jest niestety wynik nieśmiałości i braku odwagi, czekania na cud...
Mam 20 lat. Wychowałam się wśród samych kobiet. Nigdy nie miałam chłopaka i zaden facet mnie nigdy nie przytulił. Z kolegami z uczelni rozmawiam jako tako ale dosyć sztywno. Jednak jeśli chodzi o flirt to nie mam odwagi.Boje sie kokietowac mezczyzn, okazywac zainteresowanie bo zbt mnie oniesmielaja. Kiedy widze grupke mezczyzn, ktorzy na mnie patrza to cala sztywnieje. Boje sie spojrzec w oczy. Czuje sie jak glupia bo rok temu chowalam sie za półki bo jakis chlopak sie we mnie wpatrywal i sie usmiechal. Jak mam sie pozbyc tego głupiego strachu??
Edytuje :
Mój problem jest dużej wagi bo dopiero teraz zauważyłam, że moja nieumiejętność komunikacji z ludźmi uniemożliwia mi utrzymanie jakiejkolwiek bliższej relacji z ludźmi. Jestem dwudziestodwuletnią studentką i przez całe lata szkolne nie zdobyłam żadnych przyjaciół. Znajomości zawsze się urywały jeśli nawet na moment się zawiązywały. Jestem nieufna bo miałam wiele nieprzyjemności ze strony rówieśników, czesto mi dokuczano bo byłam bardzo niepewna siebie i nieśmiała a na dodatek dziwna z zachowania z powodu nerwowości. Pamiętam więcej negatywnych skutków napotkania różnych osób w swoim zyciu. Ojciec od dawna nie jest z mamą. W rodzinie jest niewielu mężczyzn więc nie wiem w sumie jak z nimi rozmawiać. I do tego właśnie zmierzam. Nie mam kolegów a jeśli gadam z jakimś chłopakiem na uczelni to jestem spięta. Ogółem nigdy nie interesowali mnie spokojni tylko typy cwaniaków. Zawsze gdy jakiś chłopak okazuje mi zainteresowanie to wycofuje się, nigdy mi się nie podoba taki. W sumie to chciałabym byc przez jakiegoś wielbiona ale kiedy jakiś mi komplementuje i sugeruje spotkanie to wpadam w panikę jkabyśmy mieli za chwilę wziąć ślub. Zawsze byłam zauroczona jakimiś aktorami z filmów albo chłopakami, których znałam tylko z widzenia i mam tak do dzisiaj. Obecnie to każdy w rodzinie boleje nad tym, że jestem sama ,,bo ładna jesteś dziewczyna a nie masz chłopaka a inne mają''. Chciałabym ale nie umiem się zakochac, nie mam nawet jak sprobowac bo nie mam gdzie wyjść i kogoś spotkać. Nigdzie nie byłam bo nie mam z kim wyjść. Moje dwie koleżanki też są takie dziwne jak ja. Tez jedynaczki. Jedna ma zdziwiaczałego ojca, który ja kontroluje a drugą jak mnie wychowała samotnie matka. Mama niczego mi nie zabrania ale zawsze mnie ostrzegała przed wszystkim tylko, że ja zamiast po prostu byc ostrożną to do przesady unikam niepewnych sytuacji, nic nie jestem w stanie doświadczyć. Boję się, że faceci którym spotkam mogą mnie tylko chcieć na jeden raz albo, że nie będą mnie szanować. Zawsze podchodzę do wszystkiego zbyt serio i powstają jakieś niedomówienia. Nie potrafię się dogadać z facetami a najgorsze, ze czuję się z nimi jak słodka idiotka albo mała dziewczyna dlatego mam wrażenie, że oni mnie tak spostrzegają.
5 2012-12-24 01:08:48 Ostatnio edytowany przez Vold (2012-12-24 01:11:49)
esterr napisał/a:Mam 20 lat. Wychowałam się wśród samych kobiet. Nigdy nie miałam chłopaka i zaden facet mnie nigdy nie przytulił. Z kolegami z uczelni rozmawiam jako tako ale dosyć sztywno. Jednak jeśli chodzi o flirt to nie mam odwagi.Boje sie kokietowac mezczyzn, okazywac zainteresowanie bo zbt mnie oniesmielaja. Kiedy widze grupke mezczyzn, ktorzy na mnie patrza to cala sztywnieje. Boje sie spojrzec w oczy. Czuje sie jak glupia bo rok temu chowalam sie za półki bo jakis chlopak sie we mnie wpatrywal i sie usmiechal. Jak mam sie pozbyc tego głupiego strachu??
Edytuje :
Mój problem jest dużej wagi bo dopiero teraz zauważyłam, że moja nieumiejętność komunikacji z ludźmi uniemożliwia mi utrzymanie jakiejkolwiek bliższej relacji z ludźmi. Jestem dwudziestodwuletnią studentką i przez całe lata szkolne nie zdobyłam żadnych przyjaciół. Znajomości zawsze się urywały jeśli nawet na moment się zawiązywały. Jestem nieufna bo miałam wiele nieprzyjemności ze strony rówieśników, czesto mi dokuczano bo byłam bardzo niepewna siebie i nieśmiała a na dodatek dziwna z zachowania z powodu nerwowości. Pamiętam więcej negatywnych skutków napotkania różnych osób w swoim zyciu. Ojciec od dawna nie jest z mamą. W rodzinie jest niewielu mężczyzn więc nie wiem w sumie jak z nimi rozmawiać. I do tego właśnie zmierzam. Nie mam kolegów a jeśli gadam z jakimś chłopakiem na uczelni to jestem spięta. Ogółem nigdy nie interesowali mnie spokojni tylko typy cwaniaków. Zawsze gdy jakiś chłopak okazuje mi zainteresowanie to wycofuje się, nigdy mi się nie podoba taki. W sumie to chciałabym byc przez jakiegoś wielbiona ale kiedy jakiś mi komplementuje i sugeruje spotkanie to wpadam w panikę jkabyśmy mieli za chwilę wziąć ślub. Zawsze byłam zauroczona jakimiś aktorami z filmów albo chłopakami, których znałam tylko z widzenia i mam tak do dzisiaj. Obecnie to każdy w rodzinie boleje nad tym, że jestem sama ,,bo ładna jesteś dziewczyna a nie masz chłopaka a inne mają''. Chciałabym ale nie umiem się zakochac, nie mam nawet jak sprobowac bo nie mam gdzie wyjść i kogoś spotkać. Nigdzie nie byłam bo nie mam z kim wyjść. Moje dwie koleżanki też są takie dziwne jak ja. Tez jedynaczki. Jedna ma zdziwiaczałego ojca, który ja kontroluje a drugą jak mnie wychowała samotnie matka. Mama niczego mi nie zabrania ale zawsze mnie ostrzegała przed wszystkim tylko, że ja zamiast po prostu byc ostrożną to do przesady unikam niepewnych sytuacji, nic nie jestem w stanie doświadczyć. Boję się, że faceci którym spotkam mogą mnie tylko chcieć na jeden raz albo, że nie będą mnie szanować. Zawsze podchodzę do wszystkiego zbyt serio i powstają jakieś niedomówienia. Nie potrafię się dogadać z facetami a najgorsze, ze czuję się z nimi jak słodka idiotka albo mała dziewczyna dlatego mam wrażenie, że oni mnie tak spostrzegają.
Normalnie po przeczytaniu czegos takiego , pomimo że Cię nie znam i nigdy nie widziałem, miałbym ochotę nawiązać jakies bliższe relacje, wszystko jedno jakie
. Nie wiem czemu
.
Też byłem kiedyś, w liceum totalnie nie śmiały w stosunku do dziewczyn. W jednej się zacząłem podkochiwać, reakcja była taka że nawet jak ona podchodziła i zagadywała reagowałem agresywnie, jakbym nie chciał w ogóle z nią się zadawać, gdy w formie własnego przełamania postanowiłem wyznać miłość, stałem jak idiota 10 minut sparaliżowany nie potrafiąc nic z siebie wydukać. Wszystko to było katastrofą, ale na studiach (znaczy po roku studiów zmieniło się). Nie wiem w sumie jak. Wiem że któregoś dnia usiadłem i pomyślałem o rodzinie i kolegach, o tym jak dla nich naturalnym jest nawiązywanie kontaktów z dziewczynami, i ze też bym chciał, chiałbym prowadzić jakieś normalne życie towrzyskie. Nie tylko męskie gadki. I co prawda nie zmieniło się to od razu, ale jestem już innym człowiekiem, w tym sensie że jedną z ostatnich którą można o mnie powiedzieć że jestem nieśmiały. Niestety dalej jestem bez dziewczyny, ale teraz z innych powodów. Podchodziłem zagadywałem o jakieś głupoty, o szkołę, potem relację rozkręcały się. Byłem bardzo otwarty, odkryłem w sobie nawet że w sumie to wolę towrzystwo dziewczyn (z czasem zrozumiałem że koledzy są lojalni, dziewczyny jakieś zmienne i ciężki
), żarty filmy, popijanie piwa. Nagle miałem przyjaciółkę, w dodatku taką w której się zakochałem, nadal odbija się brak doświadczenia, dostałem kosza, i dopiero po roku ona zmieniła zdanie, ale nase relacje upadły. Mam kolejny cel teraz, może się uda (znaczy jestem na straconej pozycji, ale kobieta zmienną jest więc jest nadzieja
).
Co mogę Ci doradzić?
Otwórz się zdecydowanie otwórz, zacznij od jakiś prostych tematów typu szkoła, nie blokuj się, nie myśl o każdym chłopaku jak o potencjalnym partnerze, tylko jak o zwykłym koledze. To strasznie znięchęca potencjalnego kolege/chłopaka jak jesteś zamknięta w sobie. Próbuj ![]()
esterr napisał/a:esterr napisał/a:Mam 20 lat. Wychowałam się wśród samych kobiet. Nigdy nie miałam chłopaka i zaden facet mnie nigdy nie przytulił. Z kolegami z uczelni rozmawiam jako tako ale dosyć sztywno. Jednak jeśli chodzi o flirt to nie mam odwagi.Boje sie kokietowac mezczyzn, okazywac zainteresowanie bo zbt mnie oniesmielaja. Kiedy widze grupke mezczyzn, ktorzy na mnie patrza to cala sztywnieje. Boje sie spojrzec w oczy. Czuje sie jak glupia bo rok temu chowalam sie za półki bo jakis chlopak sie we mnie wpatrywal i sie usmiechal. Jak mam sie pozbyc tego głupiego strachu??
Edytuje :
Mój problem jest dużej wagi bo dopiero teraz zauważyłam, że moja nieumiejętność komunikacji z ludźmi uniemożliwia mi utrzymanie jakiejkolwiek bliższej relacji z ludźmi. Jestem dwudziestodwuletnią studentką i przez całe lata szkolne nie zdobyłam żadnych przyjaciół. Znajomości zawsze się urywały jeśli nawet na moment się zawiązywały. Jestem nieufna bo miałam wiele nieprzyjemności ze strony rówieśników, czesto mi dokuczano bo byłam bardzo niepewna siebie i nieśmiała a na dodatek dziwna z zachowania z powodu nerwowości. Pamiętam więcej negatywnych skutków napotkania różnych osób w swoim zyciu. Ojciec od dawna nie jest z mamą. W rodzinie jest niewielu mężczyzn więc nie wiem w sumie jak z nimi rozmawiać. I do tego właśnie zmierzam. Nie mam kolegów a jeśli gadam z jakimś chłopakiem na uczelni to jestem spięta. Ogółem nigdy nie interesowali mnie spokojni tylko typy cwaniaków. Zawsze gdy jakiś chłopak okazuje mi zainteresowanie to wycofuje się, nigdy mi się nie podoba taki. W sumie to chciałabym byc przez jakiegoś wielbiona ale kiedy jakiś mi komplementuje i sugeruje spotkanie to wpadam w panikę jkabyśmy mieli za chwilę wziąć ślub. Zawsze byłam zauroczona jakimiś aktorami z filmów albo chłopakami, których znałam tylko z widzenia i mam tak do dzisiaj. Obecnie to każdy w rodzinie boleje nad tym, że jestem sama ,,bo ładna jesteś dziewczyna a nie masz chłopaka a inne mają''. Chciałabym ale nie umiem się zakochac, nie mam nawet jak sprobowac bo nie mam gdzie wyjść i kogoś spotkać. Nigdzie nie byłam bo nie mam z kim wyjść. Moje dwie koleżanki też są takie dziwne jak ja. Tez jedynaczki. Jedna ma zdziwiaczałego ojca, który ja kontroluje a drugą jak mnie wychowała samotnie matka. Mama niczego mi nie zabrania ale zawsze mnie ostrzegała przed wszystkim tylko, że ja zamiast po prostu byc ostrożną to do przesady unikam niepewnych sytuacji, nic nie jestem w stanie doświadczyć. Boję się, że faceci którym spotkam mogą mnie tylko chcieć na jeden raz albo, że nie będą mnie szanować. Zawsze podchodzę do wszystkiego zbyt serio i powstają jakieś niedomówienia. Nie potrafię się dogadać z facetami a najgorsze, ze czuję się z nimi jak słodka idiotka albo mała dziewczyna dlatego mam wrażenie, że oni mnie tak spostrzegają.
Normalnie po przeczytaniu czegos takiego , pomimo że Cię nie znam i nigdy nie widziałem, miałbym ochotę nawiązać jakies bliższe relacje, wszystko jedno jakie
. Nie wiem czemu
.
Też byłem kiedyś, w liceum totalnie nie śmiały w stosunku do dziewczyn. W jednej się zacząłem podkochiwać, reakcja była taka że nawet jak ona podchodziła i zagadywała reagowałem agresywnie, jakbym nie chciał w ogóle z nią się zadawać, gdy w formie własnego przełamania postanowiłem wyznać miłość, stałem jak idiota 10 minut sparaliżowany nie potrafiąc nic z siebie wydukać. Wszystko to było katastrofą, ale na studiach (znaczy po roku studiów zmieniło się). Nie wiem w sumie jak. Wiem że któregoś dnia usiadłem i pomyślałem o rodzinie i kolegach, o tym jak dla nich naturalnym jest nawiązywanie kontaktów z dziewczynami, i ze też bym chciał, chiałbym prowadzić jakieś normalne życie towrzyskie. Nie tylko męskie gadki. I co prawda nie zmieniło się to od razu, ale jestem już innym człowiekiem, w tym sensie że jedną z ostatnich którą można o mnie powiedzieć że jestem nieśmiały. Niestety dalej jestem bez dziewczyny, ale teraz z innych powodów. Podchodziłem zagadywałem o jakieś głupoty, o szkołę, potem relację rozkręcały się. Byłem bardzo otwarty, odkryłem w sobie nawet że w sumie to wolę towrzystwo dziewczyn (z czasem zrozumiałem że koledzy są lojalni, dziewczyny jakieś zmienne i ciężki
![]()
), żarty filmy, popijanie piwa. Nagle miałem przyjaciółkę, w dodatku taką w której się zakochałem, nadal odbija się brak doświadczenia, dostałem kosza, i dopiero po roku ona zmieniła zdanie, ale nase relacje upadły. Mam kolejny cel teraz, może się uda (znaczy jestem na straconej pozycji, ale kobieta zmienną jest więc jest nadzieja
).
Co mogę Ci doradzić?
Otwórz się zdecydowanie otwórz, zacznij od jakiś prostych tematów typu szkoła, nie blokuj się, nie myśl o każdym chłopaku jak o potencjalnym partnerze, tylko jak o zwykłym koledze. To strasznie znięchęca potencjalnego kolege/chłopaka jak jesteś zamknięta w sobie. Próbuj
Wiem, że to ich zniechęca. Oni by chcieli, żebym wszystko podała na tacy i opowiedziała cały życiorys a to naturalne chyba, że o człowieku dowiaduje się wiecej szczegółów jeśli bliżej poznaje a nie od razu. Boje się mówić bardziej te pozytywne rzeczy niż te negatywne. Nie powiem facetowi, że fajnie wygląda albo, że fajnie się z nim gada. Nie wiem czemu ale strasznie się tego boję. Okazywania pozytywnych odczuć. A gdyby nie odwzajemnił tego? To bym poczuła się jakby ktoś dał mi w twarz. Ostatnio jakiś koleś strasznie chciał mnie rozszyfrować i niestety mnie rozgryzł wiec ,,uciekłam'' w popłochu.
Ja również swego czasu byłam bardzo nieśmiałą dziewczyną w stosunku do chłopców ,ale odkąd zaczęłam bardziej dbać o swój wygląd zewnętrzny. tzn zmieniłam fryzurę na korzystniejszą,zaczęłam się kobieco ubierać,inaczej malować ,to moja pewność siebie stokrotnie bardziej wzrosła ,a co za tym idzie moja nieśmiałość powoli zanikła.
Nie twierdzę,ze nie dbasz o swój wygląd zewnętrzny,mówie to tylko na swoim przykładzie,ze jak zaczęłam się pewnie czuć we własnej skórze,to i w kontaktach damsko męskich zaczęło mi iść nie najgorzej
.
Ja mam podobnie jak Ty esterr jak czytałam Twój wpis to tak jakbym pisała to ja o sobie. Też nie wiem co z tym zrobić czekam chyba na jakiś cud...
i ja również mam podobnie.... A tak zapytam... jakie macie relacje z ojcem? Bo tu może tkwić przyczyna?
kokietujacy niesmialy - jest cos takiego ? o ile pierwsze lody sa okropne trude to pozniej kobieta nie musi duzo robic .... . ja tak mam - czy to normalne czy jestem swir^^ ???
Ja mam świetne relacje nawet chyba lepsze jak z mamą. A jak to jest w waszym przypadku?
Ja mam świetne relacje nawet chyba lepsze jak z mamą. A jak to jest w waszym przypadku?
Ja się wychowałam bez ojca a ojciec zachowuje się jak typowy ,,burak''. Trochę jest ograniczony.
Kiedyś też miałam ten problem. Miałam wrażenie, że jestem niereformowalnym dzikusem i nigdy nic się nie zmieni. W dużej mierze przez to straciłam swoją pierwszą licealną miłość (bo mimo że on był zainteresowany to ja byłam tak przerażona tym wszystkim, że nawet nie zaczęliśmy być razem i zrezygnował) więc wiem jak to boli. Ale zmieniło się!
Zajęło mi to trochę czasu ale małymi kroczkami udało mi się tego w większości pozbyć (jakaś nutka nieśmiałości czasem jeszcze się pojawia).
Wydaje mi się że naprawdę nic na siłę. Mi bardzo pomogły wszelkie różnego rodzaju znajomości, powolne otwieranie się ogólnie na ludzi, nie tylko na płeć męską
Ale to było naprawdę stopniowe. I bardzo dużo zależy tu od nastawienia. Przede wszystkim 2 rzeczy:
1. Wyluzować i nie podchodzić do każdego chłopaka jak do potencjalnego partnera, bo to prowadzi do szaleńczego pędu myśli i wpadania w popłoch. Pamiętam, że mnie bardzo przerażała utrata kontroli, że to zabrnie za daleko, że nie będę wiedziała jak się zachować. Niewykluczone, ze na początku nie ma się wyczucia wielu rzeczy ale z czasem to przychodzi. Tylko że to przychodzi stopniowo i nie ma co od razu się przerażać wszystkim na raz, nawet bez spróbowania.
2. Nie ma sensu wkręcać sobie, że trafisz na jakiegoś złego chłopaka, który pewnie oszuka, zdradzi, porzuci. Są oczywiście tacy, ale dlaczego masz akurat na takiego trafić? Jest mnóstwo dobrych ludzi i mnóstwo dobrych chłopaków. Poza tym ludzie w dużej mierze odpowiadają tym co otrzymują od ciebie, np. otwartością na otwartość, a nieufnością na nieufność. Wydaje mi się, że dużo zła wyrządza też tkwienie w takich utartych wyobrażeniach typu: "faceci chcą tylko jednego", które w naszych oczach odzierają mężczyzn z emocji. Fakt, może oni bardziej skrywają uczucia i czasem zgrywają macho, ale zapewniam Cię, że wielu z nich jest bardzo wrażliwych i o dobrych sercach.
Nieśmiałość nie jest niczym dobrym
Może mój nick trochę to zdradza... U mnie jest dosyć ciekawy przypadek, bo naprawdę jak pomyślę to jestem śmiały i nieśmiały. Kiedy muszę coś załatwić, odezwać się itd itd nie brakuje mi jakoś tej śmiałości, w zasadzie nie wiem nawet kiedy szedłem do liceum, później zaczynałem studia, w jakims stopniu muszę przyznać że udawalo mi się nawiązać w miare swobodnie znajomości, odnaleźć się.. W stosunku do koleżanek, przyjaciółek.. zawsze potrafilem sie z nimi dogadać, wiec musialem w jakims stopniu być śmialy do Kobiet.. Moja nieśmiałość i to wielka natomiast przychodzi w momencie gdy poznaję kogoś kto zwyczajnie mnie pociąga jako Kobieta.. No niestety to jest niefajne juz, zwlaszcza ze jestem w takim polozeniu ze jako mezczyzna ja powinienem chyba jakos wykazac się smialoscia.. Także rozumiem doskonale niesmialosc...
Z drugiej strony to wlasnie skrytość, niesmialosc jest tym co przynajmniej mi bardzo podoba się w Kobietach..:) O stukroć bardziej jets to kobiece niż rozwrzeszczenia itd itd itd... ![]()