Kobietki, proszę spójrzcie na mnie i mój problem krytycznym, obiektywnym okiem.
Mój chłopak zaraz po powrocie z wyjazdu do domu po świętach wielkanocnych oznajmił mi, że planuje zorganizować coś z kuzynem w majówkę. Nie ustalili nic pewnego, przypuszczał że mogą to być góry jak w zeszłym roku (wtedy jeszcze nie byliśmy razem). Zapytał czy jestem chętna. Było mi trochę przykro, bo to ja chciałam z nim coś zaplanować, a nie być tylko uczestnikiem, ale cóż - uprzedził mnie. Zgodziłam się jednak i czekałam na konkretniejsze informacje już bliżej maja.
W ostatnim tygodniu kwietnia pojawiła się opcja, że wybierzemy się gdzieś na dłużej z rowerami z ekipą tego kuzyna. Szczegóły miały być dopracowane, ja czekałam na cały plan, tymczasem pojawiła się jeszcze jedna opcja, którą już nie byłam zachwycona. Miał to być wyjazd z jego rodzicami na wieś.
A na to się nie umawialiśmy... Byłam przygotowana na jakiś luźny wyjazd w gronie rówieśników, a nie grzeczne siedzenie pod okiem rodziców. Przerabialiśmy to w zeszłe wakacje i w Sylwestra. Mój chłopak wie, że nie czuję się swobodnie w kontakcie z jego rodzicami, zwłaszcza z mamą. Zawsze staram się być miła i grzeczna, uważam na słowa i gesty, jednak po świętach i tak dowiedziałam się o pewnym przykrym i niesprawiedliwym fakcie - mama lubi zwalać każdy przejaw złego zachowania mojego chłopaka na mnie. Smutne w tym wszystkim jest też to, że on mnie nie broni, a mnie każe się przyzwyczaić. Ja nie potrafię się z tym pogodzić, zwłaszcza że w takich sytuacjach nie mam jego wsparcia.
Tak więc odmówiłam wyjazdu rodzinnego za powód podając strach przed jego mamą i to, że nie czuję się komfortowo w jej towarzystwie. Oczywiście zrobiłam to najdelikatniej jak potrafiłam, bo nie chciałam żeby poczuł, że odrzucam jego rodzinę. Ufałam, że nie zostawi tak tego, że będzie starał się znaleźć rozwiązanie najlepsze dla wszystkich. Tylko co zrobił mój mężczyzna z tą wiedzą? Ano pojechał sam z rodzicami, bratem i kuzynem wyrozumiale dodając, że nie będzie mnie zmuszał, ale zapraszając gdybym się już "odprzeraziła" (to była jego jedyna odpowiedź na moje obawy, nie mieliśmy możliwości się wtedy widzieć, więc to wszystko w rozmowie przez gg, choć wiem, że z kuzynem wszystko ustalał telefonicznie) Jednym słowem zostawił mnie z moim strachem, samą bez planów. Zrezygnował z mojego towarzystwa, a teraz mi pisze, że mu smutno przez to, że ja wolę ten wolny czas spędzać bez niego. A to ja mam do niego pełno żalu o to, że tak mało się liczy z moją opinią i chyba najmniej zależy mu, żeby zgrać się ze mną...
Powiedzcie mi, czy to ze mną jest coś nie tak, przyjęłam postawę roszczeniową i za dużo wymagam, czy mam prawo do tego, żeby on uwzględnił moje obawy w podejmowaniu takich decyzji? Gdzie dostrzegacie jakiś błąd? Poradźcie coś proszę...