Po 2 latach wspólnego dzielenia życia, musieliśmy podjąć się ciężkiego wyzwania - rozłąki. On został "na miejscu", ja wyprowadziłam się do innego miasta (dzieli nas jakieś 100 kilometrów).
Na razie jest tak, że nie ma możliwości powrotu. Pełni nadziei, postanowiliśmy, że jakoś to przetrwamy. A teraz okazuje się, że zawiodłam. Po prostu nie jestem w stanie być z kimś na odległość.
Widujemy się raz w tygodniu, po 3-4 godziny. Dla mnie taki stan jest absolutnie nie do przyjęcia. Zaczynam popadać w jakiegoś rodzaju depresję, nie radzę sobie z tą sytuacją. Nasza codzienność to rozmowy telefoniczne, które ciągle kończą się kłótniami - bo wkurza mnie to, że jemu to absolutnie nie przeszkadza. Dużo się między nami zepsuło, chłopak zrobił się chamski, kiedy proszę go, żeby ze mną pogadał, to wścieka się i wychodzi do kolegów, nie odzywając się już później w ogóle. Kiedyś mogłam na niego liczyć w każdej sytuacji, teraz boję się cokolwiek powiedzieć, bo się rozłączy i uzna, że problem z głowy.
Nasze pożycie również ucierpiało. Kiedyś uprawialiśmy seks dość często, czerpaliśmy z tego przyjemność. Teraz jest mechanicznie, on przestał dbać o moje potrzeby, najważniejsze, że siebie zaspokoi a o mnie w ogóle nie myśli.
Tysiąc razy sugeruję, żebyśmy się rozstali. Kocham go, ale ten związek zabiera mi zdrowie. On nie chce, twierdzi, że mnie kocha i dobrze mu tak, jak jest.
Proszę Was o jakieś mądre rady...
Dobry wieczor,
Przeciez juz na poczatku piszesz, ze nie jestes w stanie byc z kims na odleglosc.
Sama sobie odpowiedzialas.
Pozdrowienia
Leszczynek
Dobry wieczor,
Przeciez juz na poczatku piszesz, ze nie jestes w stanie byc z kims na odleglosc.
Sama sobie odpowiedzialas.Pozdrowienia
Leszczynek
Dokładnie.
Jeśli wiesz,że coś Cię wykańcza, nie jest dla Ciebie to nie męcz się dalej.