Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1 Ostatnio edytowany przez svietlana (2012-04-25 18:15:38)

Temat: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Witam, potrzebuję Waszej pomocy, wsparcia, rady.. czegokolwiek, bo nie mam z kim szczerze porozmawiać o moich problemach i o tym co mnie dręczy.

Trochę o mnie i o moim dzieciństwie. W tym roku skończę 20 lat. Nigdy nie byłam dobrym dzieckiem, ani grzeczną i ułożoną nastolatką. Wręcz przeciwnie, rozpieszczona, najmłodsza spośród rodzeństwa buntowniczka. Zawsze miałam swoje zdane i ostro go broniłam. Ojciec miał problemy z alkoholem. Wstydziłam się go. Wstydziłam się widzieć jak zatacza się do domu. Bałam się tego momentu kiedy wróci do domu i zacznie się krzyk i awantury. Często bił mnie i siostrę, choć mnie chyba bardziej. Obrywałyśmy kablem.. Mój brat już z nami nie mieszkał, mieszkał ze swoją narzeczoną (jest 15 lat ode mnie starszy). Nie miał nas kto obronić. Chodziłam z wielkimi siniaki do szkoły, często na wf.. Nikt nie zwrócił na to uwagi, nikt nie pomógł, nikt się nie zainteresował. Nawet sąsiedzi, a awantury były tak głośne, taki płacz (mamy, mój i siostry). Pamiętam taką sytuacje jak tata kopał mame leżącą na ziemi a ona kazała biec po ciocie i wujka żeby pomogli jej (mieszkali klatke obok). Mimo tego wszystkiego kochałam ojca.. Z każdym rokiem ojciec mniej  pił, ale wspomnienia pozostały. Mama zaczéła chorować na tarczyce i zrobiła się strasznie nerwowa. Krzyczała, szarpała, wyzywała. A czasem było okej. Mieliśmy udawać WZOROWĄ RODZINKĘ.. W gimnazjum zaczęłam mieć problemy. Uciekałam z domu, od problemów. Wpadłam w złe towarzystwo. Zawaliłam rok nauki. Poszłam do liceum.. urodził się mój bratanek, ojciec przestał pić. Ja miałam silną depresję i nerwice. Dwie próby samobójcze. Leczenie psychiatryczne i psychoterapia. Kolejny rok zawalony. Zaczęłam mieć problemy z jedzeniem. Zaczęłam mieć kompulsy. W gimnazjum miałam nadwagę ale przy wzroście 160 ważyłam 63 kg, teraz mam 162 cm i ważne prawie 90!  Wzięłam się za siebie pod względem szkoły. Jestem w drugiej klasie liceum, od przyszłego roku chce przenieść się zaocznie, żeby móc pracować o ile uda mi się coś dorwać. Ale czuję, że coraz bardziej pogłębiam się w swojej samotności. Straciłam wszystkich znajomych. Nie mam żadnych przyjaciół. mam w szkole kilku znajomych, ale to są znajomi.. tylko i wyłącznie. Pół roku temu byłam zakochana po uszy, to był  toksyczny związek. Facet doprowadził mnie do takiego stanu, że chciałam popełnić samobójstwo. byłam tak rozwalona psychicznie. nigdy nikogo tak nie kochałam. potem pojawił się nowy.. nie jesteśmy razem, ale spotykamy się już 4 miesiące. on chciałby spróbować ,ale nie chce mi nic obiecywać. mam wrażenie, że to nie ma sensu mimo, że zależy  mi na nim. nie mogę mu się wyżalić, bo on niczego nie bierze powaażnie. jest "twardy" a ja wrażliwa, płaczliwa... w domu niby się polepszyło, bo ojciec nie pije, a matka niby bierze leki na tą tarczyce i zrobiła sie mniej nerwowa, ale nadal.. Mieszkamy w trójke, bo rodzenstwo ma już swoje rodziny. Wyśmiewaja sie ze mnie, że tak duzo przytyłam, że jestem gruba, "tłusta", wyglądam jak "idiotka", że jestem porypana, głupia, nic nie osiągne w życiu, że nie będzie mnie nigdy na nic stać, że swojego domu mieć nie będę , ze nigdy nikogo nie znajde. Nie jestesmy patologią naprawdę, moi rodzice są tacy dobrzy dla mojego rodzenstwa, aa mnie traktują jak bym była nikim.. Jak prosiłam rodzeństwo o pomoc to oni mówili, że musze to "przeżyć".. Oni też we mnie nie wierzą. Nie mam wsparcia. Codziennie jest co raz gorzej. Nie mam z kim porozmawiać, komu się wypłakać.. Jeszcze to jedzenie.. Wstydze się jeść przy kims. Nie jem nic  jak kto jest w domu. Jak nie ma nikogo to pochłaniam wszysko. Tak się okropnie zaniedbałam.. Kiedyś byłam naprawdę ładną dziewczyną, a teraz jestem brzydka. Nienawidze siebie. Wstydze sie siebie. nie umiem się zmotywowac i coś z sobą zrobić. Czujé sié tak źle, że nie chce wychodzić z domu. Najchętniej całe życie spędziłabym w łóżku tak żeby nikt nie musiał na mnie patrzeć.. Nie chce już żadnych psychoterapii.. Miałam takowe rok czasu, raz w tygodniu. Nie pomogły mi.. Nie chce ich. Chciałabym sie zmienić,ale nie umiem... Ciągle każdy mi uświadamia jaka to jestem nic nie warta. We wszystkim podcinają skrzydla. Po prostu szkoda słów..


Moja rodzina nawet nie wie co czuję jak oni sobie tak ze mnie żartują, albo naśmiewają. Mi się serce łamie, bo jestem tak wrażliwa i tak łatwo mnie zranic. Nie mogę spać nocami i płaczę... Czuję,że już zawsze będę sama. Nikt nie jest mną zainteresowany. Nie wiem co robić. Chciałabym uciec stąd jak najdalej.. Chciałabym mieć dla kogo żyć.. Chciałabym poznać kogoś kto mnie zaakceptuje taka jaką jestem

Przepraszam, że zajęłam Wam tyle czasu. Svieta.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2012-04-25 18:40:46)

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Twoje życie i Twój los jest w Twoich rękach i od Ciebie zależy co z nim zrobisz. Uwierz, że życie jest piekne, pomimo wszystko, weź się za siebie - schudnij (wygląd jest ważny, daje wiarę w siebie), pracuj, ucz się, odizoluj od ludzi, którzy podcinają skrzydła (nawet jeśli to rodzina i nawe jesli będziesz sama ze sobą), nie pakuj się w toksyczne związki (pomyśl 100 razy zanim się zaangazujesz).
Ważna jestes Ty i Twoje szczęście.
smile

Moja rodzina też całe zycie podcina mi skrzydła - i jako nastolatka byłam gruba i zakomplesiona - jedyny sposób to realizowac swoje cele i odciąć się od toksycznych ludzi, nawet jęsli będziesz sama. Powodzenia.

Oni są sfrustrowani i wsciekli (twoja rodzina) bo im coś nie wyszło, wyzywaja sie na Tobie. Ty NIE MUSISZ taka być . Zawalcz. smile

3

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Wydaje mi się, że jestes na etapie zaprzeczania i wypierania pewnych rzeczy...bronisz rodziny i nie widzisz w niej patologii...ale nawet nie znając całej Twojej historii, a opierając się na tym co piszesz, mnie osobiście aż razi w oczy krzywda, którą wyrządzili Ci rodzice...To jest patologia sad I niestety, ale Twoje dzieciństwo,zdeterminowało obecne życie.
A Twoje problemy z jedzeniem...skoro nie akceptujesz siebie, swojego ciała, dobijasz się jedząc jeszcze więcej, a to utwierdza Cię  w przekonaniu jaka jesteś do niczego. Takie błędne koło. Autodestrukcja.
Skoro nie masz wsparcia u najbliższych może warto byłoby chwycić się terapii ? Może nawet leczenia farmakologicznego ?
Co o tym myślisz ? Piszesz, że byłas chora na depresję i nerwicę...Czy leczenie zostało zakonczone ? Wiesz, że dopoki nie przerobisz tematu dziecinstwa, domu, to będzie ono wpływało na Twoje dalsze życie..Tu nie ma drogi na skróty..
Trzymam kciuki !

Nie wydaje mi się, żeby rady typu "weź się za siebie" były odpowiednie...

4

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Chodzi o to, że kiedyś moja rodzina wyglądała zupełnie inaczej.. Pierw wszystko było ok. Tata pracował za granicą,  ja byłam oczkiem w głowie mamy, mieszkaliśmy jeszcze z siostrą, która jest ode mnie 6 lat starsza no i bratem, który jest 15 lat ode mnie starszy. Tata przyjezdzał co jakiś czas, byłam jego ukochaną córeczką, rozpieszczali mnie. Potem tata kiedy miałam 6 lat został w Polsce na stałe i tu znalazł prace. Zaczął pić (jego ojciec też pił, katował babcie, tate i jego rodzenstwo, popełnił samobójstwo) i wszystko legło w gruzach. Mama nie mogła tego wytrzymać, bo ona ma zupełnie inny charakter niż tata. Nie mogła tego wytrzymać i zaczęła wyżywać się na mnie i na siostrze. Teraz niby wiele się zmieniło... Tata jak nie pije jest innym człowiekiem, naprawdę. Ale ten brak szacunku co do mojej osoby, te wieczne podcinanie skrzydeł, mówienie jaka to jest beznadziejna i patrzenie przez pryzmat mojej nieciekawej przyszłości mnie dobija. Osądzają mnie, bo zawaliłam szkołę, a byłam taka ambitna. Bo przytyłam, a byłam taka ładna, bo siedze w domu i nigdzie nie wychodze a kiedyś rzadko bywałam w domu.. Ludzie lubią moich rodziców. Wszyscy znają ich jako zabawnych, towarzyskich, pokładanych ludzi.. Moje rodzeństwo zapomniało już jak to było kiedyś i jak rodzice  ich traktowali. Winę za to, że obrywam, że jestem jaka jestem ponosze ja i tylko ja. Ich zdaniem rodzice nie popełniają żadnego błędu. Ale ja już nie mam siły mówić, że boli mnie brak szacunku, brak wsparcia.. Oni nawet nie chcą ze mną rozmawiać tak normalnie, po prostu.. Czuję się tak osamotniona. Nie mam z kim porozmawiać tak szczerze, wypłakać się ... Chciałabym mieć taką bliską osobę.. Ten mój kolega z którym się spotykam aktualnie jest świetny, ale czuję, że on nie bierze tego poważnie a ja owszem. Ja potrzebuję kogoś kto mnie zaakceptuję, będzie przy mnie i nie zniknie nagle.. Co do tego jedzenia kompulsywnego.. Chciałabym schudnąć i przestac, nie wiecie jak bardzo.. Ale to jest tak, że nie umiem. To wszystko jest dziwne. Wybaczcie, że pisze tak chaotycznie

5

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

jesli bys chciala pogadac pisz na moje gg 42617774 pozdrawiam .:) postaram ci się coś doradzić ...

6 Ostatnio edytowany przez Kaja74 (2012-04-26 08:16:25)

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

A możesz odnieść się do moich pytań...? Mam wrazenie, że uciekasz, bo prawda jest zbyt bolesna..
Piszesz, że potrzebujesz kogoś, kto Cię zaakceptuje, a powiedz, jak to mozliwe, skoro Ty sama siebie nie akcpeptujesz i czujesz się niewiele warta.

7

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Nie potrzebujesz niczyjej akceptacji. Polub siebie, zadbaj o ciało i umysł. Rozejrzyj się wokół - większość ludzi jest slabych, takich samych jak Ty, szuka akceptacji od innych. Zacznij zmiany od siebie - w swojej głowie - włóż wiarę i wysiłek w to , a nie narzekaj i nie oczekuj że inni dadzą Tobie to, co musisz dac sobie sama - akceptacje smile

8

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!
Kaja74 napisał/a:

Skoro nie masz wsparcia u najbliższych może warto byłoby chwycić się terapii ? Może nawet leczenia farmakologicznego ?
Co o tym myślisz ? Piszesz, że byłas chora na depresję i nerwicę...Czy leczenie zostało zakonczone ?

Nie chcę już więcej terapii. Leczyłam się  psychiatrycznie. Byłam na obserwacji w szpitalu psychiatrycznym, potem raz w miesiącu przez rok miałam badania kontrolne co do mojego stanu + raz w tygodniu, ponad rok psychoterapia. Nie pomogła. Trzy razy zmieniałam psychoterapeutę, bo mi nie odpowiadał. Jak trafiłam na odpowiedniego okazało się, że jego zdaniem terapia przydałaby się przede wszystkim mamie i do tego terapia rodzinna. Oczywiście rodzice twierdzili, że to nie ma sensu, bo to ze mną jest problem.

9

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Jeśli czujesz ze terapeuta nie jest Tobie potrzebny to nie idz. Moj ex chodzil na terapie z powodu depresji i nic nie pomogla - a nawet jego stan jest gorszy niz byl. Tez ma toksycznych rodzicow. To ciezka sytuacja. Uwazam ze sile musisz znalezc w sobie - nie rozmyslaj za duzo, nie rozgrzebuj ran, lecz dzialaj -zadbaj o siebie, prace, naukę.

10

Odp: Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

To nie jest kwestia rozmyslania czy nierozmyślania. Dziewczyna ma za sobą traumatyczne (wg mnie to nie jest zbyt mocne słowo ) wydarzenia i dopóki nie rozprawi się z uczuciami i emocjami małego dziecka, które tyle złego doświadczyło, to niestety, ale ja w cuda nie wierzę.

Polecam ksiązkę Alice Miller " Dramat udanego dziecka".

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Nie radzę sobie z ogarniającą mnie samotnością - POMOCY!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024