Witam, potrzebuję Waszej pomocy, wsparcia, rady.. czegokolwiek, bo nie mam z kim szczerze porozmawiać o moich problemach i o tym co mnie dręczy.
Trochę o mnie i o moim dzieciństwie. W tym roku skończę 20 lat. Nigdy nie byłam dobrym dzieckiem, ani grzeczną i ułożoną nastolatką. Wręcz przeciwnie, rozpieszczona, najmłodsza spośród rodzeństwa buntowniczka. Zawsze miałam swoje zdane i ostro go broniłam. Ojciec miał problemy z alkoholem. Wstydziłam się go. Wstydziłam się widzieć jak zatacza się do domu. Bałam się tego momentu kiedy wróci do domu i zacznie się krzyk i awantury. Często bił mnie i siostrę, choć mnie chyba bardziej. Obrywałyśmy kablem.. Mój brat już z nami nie mieszkał, mieszkał ze swoją narzeczoną (jest 15 lat ode mnie starszy). Nie miał nas kto obronić. Chodziłam z wielkimi siniaki do szkoły, często na wf.. Nikt nie zwrócił na to uwagi, nikt nie pomógł, nikt się nie zainteresował. Nawet sąsiedzi, a awantury były tak głośne, taki płacz (mamy, mój i siostry). Pamiętam taką sytuacje jak tata kopał mame leżącą na ziemi a ona kazała biec po ciocie i wujka żeby pomogli jej (mieszkali klatke obok). Mimo tego wszystkiego kochałam ojca.. Z każdym rokiem ojciec mniej pił, ale wspomnienia pozostały. Mama zaczéła chorować na tarczyce i zrobiła się strasznie nerwowa. Krzyczała, szarpała, wyzywała. A czasem było okej. Mieliśmy udawać WZOROWĄ RODZINKĘ.. W gimnazjum zaczęłam mieć problemy. Uciekałam z domu, od problemów. Wpadłam w złe towarzystwo. Zawaliłam rok nauki. Poszłam do liceum.. urodził się mój bratanek, ojciec przestał pić. Ja miałam silną depresję i nerwice. Dwie próby samobójcze. Leczenie psychiatryczne i psychoterapia. Kolejny rok zawalony. Zaczęłam mieć problemy z jedzeniem. Zaczęłam mieć kompulsy. W gimnazjum miałam nadwagę ale przy wzroście 160 ważyłam 63 kg, teraz mam 162 cm i ważne prawie 90! Wzięłam się za siebie pod względem szkoły. Jestem w drugiej klasie liceum, od przyszłego roku chce przenieść się zaocznie, żeby móc pracować o ile uda mi się coś dorwać. Ale czuję, że coraz bardziej pogłębiam się w swojej samotności. Straciłam wszystkich znajomych. Nie mam żadnych przyjaciół. mam w szkole kilku znajomych, ale to są znajomi.. tylko i wyłącznie. Pół roku temu byłam zakochana po uszy, to był toksyczny związek. Facet doprowadził mnie do takiego stanu, że chciałam popełnić samobójstwo. byłam tak rozwalona psychicznie. nigdy nikogo tak nie kochałam. potem pojawił się nowy.. nie jesteśmy razem, ale spotykamy się już 4 miesiące. on chciałby spróbować ,ale nie chce mi nic obiecywać. mam wrażenie, że to nie ma sensu mimo, że zależy mi na nim. nie mogę mu się wyżalić, bo on niczego nie bierze powaażnie. jest "twardy" a ja wrażliwa, płaczliwa... w domu niby się polepszyło, bo ojciec nie pije, a matka niby bierze leki na tą tarczyce i zrobiła sie mniej nerwowa, ale nadal.. Mieszkamy w trójke, bo rodzenstwo ma już swoje rodziny. Wyśmiewaja sie ze mnie, że tak duzo przytyłam, że jestem gruba, "tłusta", wyglądam jak "idiotka", że jestem porypana, głupia, nic nie osiągne w życiu, że nie będzie mnie nigdy na nic stać, że swojego domu mieć nie będę , ze nigdy nikogo nie znajde. Nie jestesmy patologią naprawdę, moi rodzice są tacy dobrzy dla mojego rodzenstwa, aa mnie traktują jak bym była nikim.. Jak prosiłam rodzeństwo o pomoc to oni mówili, że musze to "przeżyć".. Oni też we mnie nie wierzą. Nie mam wsparcia. Codziennie jest co raz gorzej. Nie mam z kim porozmawiać, komu się wypłakać.. Jeszcze to jedzenie.. Wstydze się jeść przy kims. Nie jem nic jak kto jest w domu. Jak nie ma nikogo to pochłaniam wszysko. Tak się okropnie zaniedbałam.. Kiedyś byłam naprawdę ładną dziewczyną, a teraz jestem brzydka. Nienawidze siebie. Wstydze sie siebie. nie umiem się zmotywowac i coś z sobą zrobić. Czujé sié tak źle, że nie chce wychodzić z domu. Najchętniej całe życie spędziłabym w łóżku tak żeby nikt nie musiał na mnie patrzeć.. Nie chce już żadnych psychoterapii.. Miałam takowe rok czasu, raz w tygodniu. Nie pomogły mi.. Nie chce ich. Chciałabym sie zmienić,ale nie umiem... Ciągle każdy mi uświadamia jaka to jestem nic nie warta. We wszystkim podcinają skrzydla. Po prostu szkoda słów..
Moja rodzina nawet nie wie co czuję jak oni sobie tak ze mnie żartują, albo naśmiewają. Mi się serce łamie, bo jestem tak wrażliwa i tak łatwo mnie zranic. Nie mogę spać nocami i płaczę... Czuję,że już zawsze będę sama. Nikt nie jest mną zainteresowany. Nie wiem co robić. Chciałabym uciec stąd jak najdalej.. Chciałabym mieć dla kogo żyć.. Chciałabym poznać kogoś kto mnie zaakceptuje taka jaką jestem
Przepraszam, że zajęłam Wam tyle czasu. Svieta.