Moj chlopak z ktorym jestem od pol roku zaproponowal mi zebym sie wprowadzila do jego mieszkania. Brzmi to fajnie ale ja w sumie nie wiem czy to jest taka dobra oferta.
Zeby tylko wyjasnic, poznalismy sie rok temu i przez kilka miesiecy bylismy kumplami, spotykalismy sie w tym samym barze i on sie zebral potem na odwage zeby mnie zaprosic na randke. Po tej pierwszej kolacj zaczelismy sie widywac prawie codziennie, wyjechalismy na kilka weekendow i nawet cale dwa tygodnie bylismy razem w czasie swiat. Bardzo szybko to tak sie rozwinelo. Od razu wiedzielismy, ze sie w sobie zakochalismy. Zero klotni, niesamowicie durzo wspolnego, mozemy gadac 24 godziny na dobe (on tylko milczy kiedy spi a ja jestem nie lepsza!). Wszyscy znajomi nam mowia jacy jestesmy do siebie podobni i dobrze dopasowani.
Jedyny problem jaki mielismy to byly jego okazjonalne nastroje, kiedy on sie zastanawial czy ten zwiazek jest dla niego dobry. Mial takie momenty pare razy i te watpliwosci go trapily- ze ja jestem duzo mlodsza od niego (14 lat), ze mam tendencje do ogladania sie za facetami i kto wie co mi do glowy przyjdzie, ze on moze dla mnie za nudny, i tak dalej. Ja wiem, ze to brzmi jak normalna litania faceta ktory ma moze niska samoocene i ze nie ma sie o czym martwic a tylko starac sie to samoocene polepszyc mowiac mu czesto jaki to on jest super (a gosciu jest niesamowity!-inteligentny, oczytany,rozmowny, czarujacy, czuly, sexowny, swietne poczucie humoru, fantastyczna kariera), ale troche mnie to drazni. On normalnie nie wydaje mi sie szalenczo zazdrosny (dobrze) ani jakis taki zaborczy, ani tez nie jakis tam niesmialy. Wrecz przeciwnie, kazdego moze zagadac i normalnie nic by mi nie powiedzial gdybym zapoznala go z jednym z moich exow. Prawdopodobnie zagadalby go na smierc ![]()
Zastanawiam sie wiec dlaczego on jest taki o mnie niepewny czasami. Dlugo to nie trwa, takie 5 minut, ale cos w tym jest. Musze dodac, ze ja mu powodow zadnych nie daje. Taka jestem zabujana, zeby mi do glowy nie przyszlo popatrzec na jakiegos innego faceta. Co do wieku, tego zmienic nie moge (mam 34 lata, a on 48).
Teraz do problemu. On nie tylko zaproponowal mi wprowadzenie sie do jego mieszkania ale kategorycznie powiedzial, zebym zadnych pieniedzy na nie nie wydawala-zero rachunkow czy zakupow. Motywowal to tym,ze ja jestem "biedna studentka" (robie studia doktoranckie) i powinnam swoje pieniadze tylko na siebie wydawac. Z drugiej strony on wlasciwie zaplanowal prawie cale nasze zycie. Chodzimy tylko od pol roku ale on sie wlasciwie juz oswiadczyl ! Mowiac po prawdzie to on mi powiedzial "Dziewczyno, ty wiesz, ze ja sie z toba ozenie." i po tym jednym zdaniu zaczal rozmawiac ze mna o kupieniu nowego domu za rok, o kredycie hipotecznym, o sprzedaniu domu ktory ma za miastem, dzieciach i o mojej pracy na uniwersytecie. Ja go bardzo kocham i jasne, ze o malzenstwie myslalam, ale mnie sie to wszystko za wczesnie wydaje!
Wiec to taki moj dylemat. Z jednej strony moge to zrozumiec,ze sie jemu spieszy (nigdy nie byl zonaty, zadnych dzieci a latka leca) ale z drugiej strony wydaje mi sie to zbyt szybkie. Tez jestem zaalarmowana tym, ze on moze to proponuje poniewaz jest niepewny albo siebie albo moich uczuc i chce to wszystka za jednym zamachem zaklepac.
Co myslicie?