List do "mojego".. :
"Nigdy nie wiem po prostu dlaczego uciekasz..." Teraz już wiesz.
Tak naprawdę nie wiem od czego mam zacząć. Co napisać kiedy tysiące myśli jest w mojej głowie..
Co czułam? Czułam się szmatą. Jakbym dała przyzwolenie, jakbym się sprzedała. Szmatą, która dała się tak po prostu wykorzystać. Do tej pory się siebie brzydzę, swojego ciała. Boję się każdego faceta; ich dotyku, słowa, gestu, spojrzenia. Pamiętam ten strach towarzyszący mi kiedy jego wielkie ręce wędrowały po moim ciele i ten wstyd, który nie pozwolił na powiedzenie o tym komukolwiek. Wiedziałam, że to co robi jest złe, ale wydawało mi się, jakby to co się działo nie dotyczyło mnie.. To jest gdzieś głęboko, gdzie nie dociera światło, gdzie nie ma światełka w tunelu, że może być lepiej. Przez prawie trzy lata uważałam się za winną. Noc była największym złem z jakim dano mi się zmierzyć. Kiedy się budziłam nie dało się ponownie zasnąć. Nie umiałam się odezwać, ruszyć się. Budził mnie strach, budził mnie krzyk i tysiące łez na policzkach. Budziły mnie z tak wielką łatwością.. Każdej nocy strach przed koszmarem, w którym jestem uwięziona i nie robię nic, by to przerwać. Czułam, że staczam się na dno, ale nie potrafiłam tego powstrzymać. Kiedy wziełam nie myślałam, nie pamiętałam, byłam ponad ten zły świat, ponad tych złych ludzi...Myśli, które mnie dręczyły znikały jak za wyciągnięciem czarodziejskiej różczki. Moim celem było odrywać się od rzeczywistości, by nie myśleć, nie winić się, nie pamiętać. Kiedy byłam nietrzeźwa, potrafiłam pójść i nie czuć w sobie strachu jaki czułam za każdym razem gdy nie byłam naćpana. Kiedy próbowałam rzucić wszystko to, co dawało zapomnieć pytałam się jak się w to wplątałam, ale gdy znów tak bardzo bolało... wracałam. Błędne koło, którego tak bardzo pragnełam z jednej strony, z drugiej nienawidziłam z całych sił. Zabijałam siebie chcąc zabić ból, który we mnie siedział, ale nic co zrobiłam do tej pory nie zmyło tego uczucia. Czułam się zagubiona, ale szczęśliwa..bo nie myślałam.
Nikt nie widział bólu jaki jest we mnie. Wiedzieli, że się staczam, ale nikt nie spytał dlaczego. Odwracali wzrok widząc jak spadam na samo dno. Musiałam sobie poradzić sama. Przestać brać, pić, jarać dla zapomnienia. Nie mogłam dłużej tak żyć.. bo zaczął boleć każdy głęboki oddech, wszystko zaczeło się sypać. Przez te wszystkie lata byłam jak duch, który istniał nie potrafiąc żyć. Zżerała mnie nienawiść, złość, lęk, strach i wstyd...
Żyję w trzeźwości, bo nie mogę już się staczać. Nawet jeśli tego tak bardzo pragnę i potrzebuję. Nawet jeśli boli i i nie daje spać.. Nawet jeśli myśli są tak bardzo dręczące.. Muszę przestać się bać.. ale jeszcze nie wiem jak to zrobić. Nienawiść krąży w moich żyłach. Obwinianie siebie zniszczyło połowe mojego życia.
Nienawidziłam siebie, za to, że pozwoliłam mu na to. Ale nie umiałam zrobić nic, by to zmienić.
Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia, przez które wszystko odmówiło mi posłuszeństwa. Tych wszystkich myśli kłębiących się w mojej głowie kiedy mnie dotykał na jego łóżku. Błagania w myślach, by przestał to robić bo odbierało mi głos i oddech. Czułam, że jego wielkie ciało przygniata mnie do tego stopnia, że nie mogłam oddychać. Prosiłam, by przestał, ale mówił, że nic nie robi. Patrzyłam się na niego z przerażeniem i widziałam jego wzrok, który wcale nie zamierzał przestawać. Pamiętam jego słowa, że nic nie robi dotykając moich piersi, brzuch, pleców, nóg.. Pamiętam kiedy chciał mi włożyć rękę w majtki, ale w miarę wcześnie zorientowałam się co zamierza i ją mu wziełam. czasem całował mnie w usta. Czy 'plecy' go tak bolały, że nie mógł podejść do stolika? Za każdym razem słyszałam od niego, że bolą go 'plecy' i że idzie się położyć. Kiedy prosiłam, żeby przestał mnie dotykać i kiedy powiedziałam mu, że jeśli ze mnie nie zejdzie zacznę krzyczeć, powiedział mi, że i tak by mnie nikt nie usłyszał bo ma głuchych sąsiadów.
Zaczeło się jednak od tego, że powiedział mi, żebym go pocałowała.. Kiedy odmówiłam - zrobił to sam.
Któregoś razu pomyślałam sobie, że wolę nie zdać niż pozwalać mu na to co on robi.. wtedy - jakby wyczuł moje myśli - powiedział: "To ma być nasza tajemnica, jeśli Ty mnie skrzywdzisz ja Ciebie skrzywdzę bardziej."
Mówił, że jest moim 'przyjacielem'. Pytał się mnie czy uprawiałam kiedyś już z kimś seks, czy chciałabym być z nim...
Raz przyszłam tam z R. Chciałam, by zobaczył co robi. Ale wtedy nie było już, że go bolą plecy... nie było, że musi się położyć.. siedział przy stoliku nie mówiąc nic - ale jego wzrok znów mówił wszystko... Jakby chciał go zabić. Jego i mnie, za to, że go przyprowadziłam.
Kiedy już przestałam chodzić do niego sama - matka wciąż wysyłała mnie do niego na lekcje do 8-osobowej grupy. Jak mieliśmy mieć jakąś pracę w grupach - musiałam być z nim bo tak powiedział.
Nie zrobiłam nic, bo myślałam, że z czasem zapomnę... Jednak dziś już wiem - tego nie da się zapomnieć. Nienawiść krąży w moich żyłach. Strach również, bo nie mam nic prócz tych kilku słów... Moja słowa przeciw jego słowu? I tak powiedział już mojej koleżance, że to ja na niego leciałam, że się zakochałam, że ja chciałam... A ja chciałam zdać, tylko to.. Nie chciałam niczego więcej..
Nocą robiłam wszystko, by nie zasnąć w nadzieji, że nie nadejdzie znów ten sam w kółko powtarzający się koszmar... Naiwne... Strach zagłuszył mój rozum... strach zabił.
Chciałabym zapomnieć. Uwolnić się. Wybaczyć w końcu... sobie.. Tylko jak skoro wciąż się czasem obwiniam?
Co chciałabym mu powiedzieć, gdybym go zobaczyła? Powiedziałabym mu, że go nienawidzę. Powiedziałabym mu, że to przez niego byłam na samym dnie. Wykrzyczałabym mu w "ryj", że zniszczył mnie od środka. Ostatecznie zabił zaufanie do każdego faceta.. Przez niego potrafię tylko uciekać.. bojąc się wszystkich i wszystkiego. Nie potrafię już ufać i "normalnie" żyć. Bez tego strachu każdego dnia.
Chciałabym, żeby go tak bolało, by błagał o litość. By bał się wyjść z domu.. tak jak ja się bałam. Żeby każdy dźwięk telefonu przypominał mu o tym, że ja pamiętam. Chciałabym, żeby bał się zasnąć, jak ja bałam się przez tyle lat. Chciałabym, żeby już nigdy nikogo nie tknął. Ale to tylko tak odległe marzenia...
" Tego nie można wymazać..
Tego nie można wypłakać..
Tego nie można wydrapać..
Tego nie można wykrzyczeć..
To po prostu nie zniknie."
"Uwierzyliście we mnie, lecz ja jestem rozbita
Nic mi nie zostało
A wszystko, co czuję to okrutne pragnienie..
teraz jestem zagubiona w raju.
Chciałabym, by przeszłość przestała istnieć
Jednak trwa dalej
Przerażona jestem tak samo jak wy."