Heyka...jestem tutaj nowa...i jak wiekszość tutaj mam problem z facetem..jakby tu zacząć..dwa lata temu rozstałam się ze swoim chłopakiem, wtedy myslałam ze nigdy o nim nie zapomne,aż do momentu gdy po czterech miesiącach poznałam K. ( przez tel) Na początku nie miałam ochoty w ogole na spotkanie z nim bo zakładałam ze to znów okaże się jakims nie ten tego kolesiem .. Po spotkaniu byłam mile zaskoczona, odrazu zaiskrzyło...zaraz pierwszy napisal.. i tak mieliśmy ciagły kontakt jednak telefoniczny..odrazu powiedział mi ze jest żolnierzem zawodowym i że za kilka tygodni wyjezdza na misje do Afganistanu i że nie chce się z nikim wiązać bo nie chce by ktoś czekał w niepewności czy wróci czy tez nie..To juz wtedy żalowałam że w ogole zgodziłam na to pierwsze spotkanie..poznalismy sie w najgorszym momencie gdyz ciagle miał poligony szykowanie do misji itp Jednak spotykaliśmy sie , czasem zwiał z poligonu przyjechał..nie potrafilismy się rozstać, potrafiliśmy przegadać cała noc i jeszcze bylo mało..tylko w jego ramionach było tak dobrze...nadszedl dzień pożegnania..i co mi po nim zostało to branzoletka, ktora dal mi bym o nim nie zapomnial..Wtedy myslałam że to koniec że kontakt sie urwie itp. Jednak pisal z Afganu, dzwonił...byliśmy w ciagłym kontakcie...w połowie misji coś we mnie pękło i napisałam mu coś co nie powinnam i to go zraziło do mnie...dwa miesiace bylam bez kontaktu z nim..nie napisałam pierwsza duma nie pozwalała...w końcu przełamałam sie i napisałam, okazało się że był ranny i leżał w szpitalu pisał że wraca..Na drugi dzień od jego powrotu przyjechal i znów sie spotkaliśmy...bylo cudownie...nie mogłam sie nim na cieszyć...nie mogliśmy się rozstac..planowalismy kolejne spotkanie, miał przyjechać na drugi dzień bo tak chcial, jednak ja miałam w pracy popoludniówke do 22...i powiedział ze innym razem sie spotkamy..bylam o to zła (teraz wiem że zrobiłam żle..bo ze swojego rodzinnego domu do mnie ma prawie 300 km) i od tego się zaczęło..pokłociliśmy sie...z mojej winy.Chciałam żeby sie określil...i wyszło jak wyszło...jestem zbyt impulsywna. Na końcu na gadałam mu że jak był na misji to poznałam kogos spotykałam sie z nim...i trzymając sie dalszego póżnie napisalam mu że prawdo podobnie jestem w ciąży z tamtym i kazałam mu usunąc mój nr....Milczałam dwa miesiące, odp mu tylko na życzenia swiąteczne...pożniej po tych dwoch miesiącach powiedzialam mu że to kłamstwo z tamtym facetem i ta niby ciążą...i on odwdzieczyl mi sie z tym samym powiedział że od roku miał kogoś i nadal ma...Po czasie przyznał się że chciał sie odegrać i było to klamstwo...I znów mamy kontakt napisałam mu że załuje że tak wyszło a on odp mi że "co się odwlecze nie uciecze"...naprawde mi na nim zależy...jestem atrakcyjna dziewczyną wiec problemu nie byloby z znalezieniem faceta lecz to z nim chce być...czasem zastanawiam co mam zrobić by bylo dobrze...tylko nie wiem co...:(
...jestem zbyt impulsywna. Na końcu na gadałam mu że jak był na misji to poznałam kogos spotykałam sie z nim...i trzymając sie dalszego póżnie napisalam mu że prawdo podobnie jestem w ciąży z tamtym i kazałam mu usunąc mój nr....
Żeby było "dobrze" powstrzymaj się z takimi - jak zacytowałem - tekstami, bo takie słowa to doskonały sposób na zrażenie do siebie nawet zakochanego "na zabój"...
Nic na siłę, nic od razu... Cierpliwie rozwijajcie tą znajomość i nie rańcie się głupimi i bolesnymi słowami. Nazywajcie wszystko po imieniu i bądźcie ze sobą szczerzy i wyrozumiali.
A czas pokaże, czy te wzniosłe uczucia przerodzą się w dojrzały, wspaniały związek...
Dziekuje za odpowiedz...:)Sama jak to czytam to wydaje mi sie że to chore, co mu napisałam...jednak ile można czekać, poniosło mnie i żaluje tego bardzo, po prostu cholernie mi zależy...On ma już 30 stke...Nie wiem czy na to wszystko ma też wpływ to że jego bratowa zdradza jego brata, i panuje u nich w domu napięta sytuacja...On kiedyś powiedział mi że nikomu nie ufa...
Ładnego zafundowałaś mu emocjonalnego rollercoastera na misji...
Chyba nie za bardzo orientujesz się w realiach wojskowego życia, prawda?
Niestety wiążąc się z człowiekiem ze służb mundurowych musisz wiedzieć jak trudne to jest. To nie jest sielanka. Służba jest ogromnym obciążeniem psychofizycznym. To jest inny świat. Ta praca wyniszcza jak rzadko która. To ciągłe debilizmy, stres, zmęczenie, świadomość utraty życia lub zdrowia lub tez odebrania życia komuś innemu i nieraz tak irracjonalne działania, że dla normalnego człowieka jest to wręcz nieprawdopodobne. Są także zajęcia z psychoprofilaktykami, którzy absolutnie nie są przygotowani do pracy i najczęściej tylko pogarszają. To wszystko nie jest bez wpływu na psychikę człowieka. Z tym sobie jako-tako, ale większość radzi dość dobrze. To rany ze strony najbliższych potrafią zabić. Znam kilka takich przypadków, bo sam służyłem i to w rozpoznaniu, gdzie wymagania są naprawdę bardzo wysokie. Niejednego zrotowali z misji do kraju, bo dowiedział się, że jego kobieta go zdradza. Niejeden nie może się pozbierać po misji, a powrót do normalności zajmuje mu miesiące, a niekiedy lata (lub też dopiero po miesiącach lub latach zaczyna to wszystko wychodzić). Ale to tabu. U nas się o tym nie mówi. Nikt się do tego nie przyznaje....
Karmiąc go takimi tekstami, że jak on był na misji to poszłaś z innym i chyba jesteś w ciąży...możesz zabić. I piszę to dosłownie, z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa. Taki człowiek wykonując swoje zadanie w czasie patroli na misji czy szkoląc się na poligonie musi być skupiony. Od tego zależy nie tylko jego życie, ale również życie jego kolegów. Wystarczy chwila nieuwagi i można popełnić błąd w obsłudze materiałów wybuchowych czy broni. Można nie zauważyć kolegi i strzelić do niego przypadkiem, można nie zauważyć podejrzanego zachowania i wpaść w pułapkę (patrol/misja) itp. A takie rzeczy są na porządku dziennym i rokrocznie żołnierze giną (lub trwale się okaleczają) na misjach i w kraju.
Mundurowy ma dwie panie - służbę i swoją kobietę. I musisz się z tym niestety pogodzić jeśli chcesz się z nim związać.
Sam służyłem, a tematyką militarną zajmuję się od niemal 10 lat (mniej lub bardziej profesjonalnie). Znam różnych ludzi - żołnierzy jak i ich żony. Jeśli chcesz porozmawiać, masz jakieś pytania odnośnie realiów służby nie bój się i pisz do mnie. W miarę możliwości postaram się jakoś pomóc.
Buziaczku.....no to "pojechałaś" po bandzie! Może jeszcze nie wszystko stracone, jeśli i jemu zależy. Pamiętaj, że kobiet atrakcyjnych i pięknych, w pełnym tego słowa znaczeniu, jest mnóstwo. Jeśli to wartościowy facet, na pewno będzie oczekiwał od swojej partnerki lojalności, cierpliwości i ....przede wszystkim wierności. Nie bądź zatem zdziwiona jego reakcją. Z pewnością, jak mówisz, jesteś ładna i ze znalezieniem faceta nie masz problemu, tylko czasem w tych poszukiwaniach można się z łatwością zgubić, czyli "zostać z ręką w nocniku..."
Twój partner ma rację mówiąc, że czas pokaże co będzie...
Daj czasowi czas, a najlepiej... pokaż mu Niebo... i z czasem będzie pięknie...tego Ci życzę.
6 2012-03-26 21:55:44 Ostatnio edytowany przez buziaczek125 (2012-03-26 21:56:33)
heyka..wiesz przeczytając Twojego posta to dało troche do myslenia...na poczatku jak wyleciał do tego Afganu, myślałam koniec kontaktu, poznam kogos i zapomne o nim..a tu nagle ledwo co wyleciał tlumaczył w sms-ie gdzie co i jak...jakis czas milczalam, chciałam sprawdzić czy sie odezwie jeszcze czy tylko na początku bedzie sie odzywal...kupil, załatwil nr afgański, wystraszył się że milcze...i póżniej pisał codziennie esa, dwa..i dzwonil na tel stacjonarny...Bylam zaskoczona jak mamuśka do mnie pierwszy raz że " ..z afganistanu dzwonia"..a pożniej była jakiś czas cisza z jego strony, na gadałam mu i spieprzyłam... I co tak naprawde mozna wiedzieć o misjach wojsku itp jak sie nie jest w "środku" ....gdy się zakochujemy w danej osobie to interesuje nas wszystko co zwiazane z nim...więc w CV w zainteresowaniach mogłabym wpisac Afganistan i wojsko polskie...smieszne a zarazem tragiczne...tak szczerze szukalam wcześniej kogos kto sie bardziej w tym orientuje i jak tak zrozumieć takiego faceta...tylko każdy jest inny i ma inna przeszlość..facet żołnierz - raczej kwestia charakteru na to wychodzi...On nie daje mi o sobie zapomniec,jakby chciał a zarazem sie bał..syndrom starego kawlera czy co ...heh. (Jest ode mnie o prawie 8 lat starszy..) Wiem jedno, nie odpuszcze...za bardzo mi na nim zalezy....I nie żałuje ze go poznałam...
Dokladnie uroda, wygląd to nie wszystko...bo co z tego jak mozna miec wielu jak sie nie ma tego ukochanego...a faceci nie którzy, chyba tacy mniej pewni siebie takich kobiet sie boją..bo myślą że i takich ich zdradzimy,zostawimy itp. I jak to mu udowodnić, chyba tylko "czasem"... Dziękuje za Wasze wypowiedzi.... wiem troche o nim napisałam , ale jak ktoś jest zakochany to mnie zrozumie...
Oj większość żołnierzy jest bardzo do siebie podobna.....samemu służyłem, więc mam pewne rozeznanie w temacie.
Oj większość żołnierzy jest bardzo do siebie podobna.....samemu służyłem, więc mam pewne rozeznanie w temacie.
co ma być to będzie...mam 22 lata i nie zamierzam sie załamywać:)
Ja mam 26. Wojskiem i militariami interesuję się od ok 10-13 lat. Samemu służyłem - w rozpoznaniu.
Jakbyś miała jakieś wątpliwości i chciała lepiej poznać ten inny, mundurowy świat, to służę pomocą.
znudziło Ci sie juz???
11 2012-03-27 00:16:51 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-03-27 00:17:29)
Nie. Nie znudziło. Moje odejście to temat na dłuższą dyskusję.
Z grubsza - do służby dokładałem z własnej kieszeni: oporządzenie, śpiwór, karimata, plecak, buty i mundur zimowy itp itd. Narzeczona nie chciała się do mnie przeprowadzić i mieszkałem de facto na dwa domy. Szans na awans i służbę stałą - żadnych. Doszła jeszcze kontuzja, którą leczę do tej pory i wyleczyć nie mogę. Jakie miałem inne opcje jak nie rezygnacja?
Nie. Nie znudziło. Moje odejście to temat na dłuższą dyskusję.
Z grubsza - do służby dokładałem z własnej kieszeni: oporządzenie, śpiwór, karimata, plecak, buty i mundur zimowy itp itd. Narzeczona nie chciała się do mnie przeprowadzić i mieszkałem de facto na dwa domy. Szans na awans i służbę stałą - żadnych. Doszła jeszcze kontuzja, którą leczę do tej pory i wyleczyć nie mogę. Jakie miałem inne opcje jak nie rezygnacja?
Żadneee...to jest najgorsze,gdy do domu z jednostki daleko...i brak bliskiej osoby...a wojsku nie sprawni , chorzy itp nie potrzebni....
No mniej więcej. ![]()
![]()
...każdy na tym forum przeważnie ma jakieś problemy...łatwo radzić innym, ale samemu trudno rozwiazać swoje...