Dunkis i Yoghurt007 - dziękuję:-) Dzięki pisaninie z Wami mogę co nieco ułożyć sobie w głowie.
Yoghurt007 - masz chłopie dużo bardziej emocjonalne podejście do sprawy. Dzięki Tobie zrozumiałam, jak emocjonalnie zaszczuty może się czuć mój Mąż. Faktycznie może myśleć o jakimś durnowatym sprawdzaniu się, bo moje zapędy na trzy czy cztery orgazmy pod rząd w swojej obecności traktuje z dużym dystansem i nawet jakby - z przestrachem.
Uświadomiłeś mi, że chyba jestem aktualnie na najlepszej drodze do tego, żeby wyhodować światu kolejnego impotenta, który będzie leczył swoje kompleksy na piętnastoletnich dziewczynkach.
Ach, gdyby tylko Mąż mógł emocjonalnie zaakceptować fakt, że jest mi nieomal wszystko jedno, czy wymasuje mi pochwę penisem, palcami czy wibratorem! Najważniejsze dla mnie, żebym była dobrze wymasowana, a i tak uważam, że najbardziej sprawne i niestrudzone są silne męskie dłonie kierowane spostrzegawczym umysłem:-)
Szczerze mówiąc uważam także, że skoro już Matka Natura/Stwórca Wszechwieczny (niepotrzebne skreślić) obdarowała mnie opcją odczuwania kilku orgazmów pod rząd to szkoda byłoby z tej opcji nie korzystać (byłoby to zwykłe marnotrawstwo).
Nawet nie wymagam, żeby On, wymęczony, jeszcze zaspokajał mnie palcami czy wibratorem (choć oddałabym za to duszę i mogłabym w zamian więcej gotować).
Ja bym po prostu chciała, żeby przy mnie był, kiedy dochodzę te kolejne razy, bo sam jego zapach i dotyk jego skóry sprawiają mi przyjemność.
Z moich doświadczeń Yoghurt007 wynika, że to faceci dają - są sprawcami mojej rozkoszy. Sami wymagacie raczej niewiele i niewiele Wam potrzeba, żebyście mogli czuć się w pełni spełnieni, do końca się wyszaleć.
Gdy pytam Męża, jak bym mu mogła bardziej dogodzić, to on rzadko w ogóle ma jakiekolwiek wnioski racjonalizatorskie. Pozostali moi partnerzy również wykazywali się w tej mierze nudną powściągliwością. Nawet mam odczucie, że niepotrzebnie psułam sobie oczy czytając te wszystkie wyuzdane poradniki seksuologiczne, bo udziwnione fiki-miki nieszczególnie Was pociąga (wbrew tym ekscytującym obiegowym opiniom).
Możecie za to dawać z siebie bardzo wiele. Tylko zwykle wcale nie chcecie. Myślałam przedtem, że to przez oszczędność czasu, ze złośliwości albo z wrodzonego skąpstwa. Teraz oświeciliście mnie, że Wy po prostu czujecie potrzebę "sprawdzania się kuśką".
Ha...no i w końcu rozumiem, co mi zrobił kolega impotent. Był na tyle cwany, że się z tego mitu "sztywnej kuśki" zdołał częściowo wyzwolić. Był też na tyle dobry, że łaskawie robił mi wszystko, co chciałam i jak chciałam. Tylko miałam być miła i zasłużyć na nagrodę. Byłam zatem miła, kochałam go i wielbiłam tak, że dałabym się za niego zabić i pokroić na żyletki. A on podle i niecnie wzbudzał we mnie zazdrość, flirtował na moich oczach, dokuczał mi, manipulował mną i bawił się moim bólem.
Z wypowiedzi Dunkisa wynikałoby, że kolega impotent postępował tak, jak czasami wobec mężczyzn postępują kobiety. Skończył chyba podobnie - odeszłam, bo nie mogłam znieść jego podłych gierek. Mimo to pozostaliśmy w koleżeńskim kontakcie, bo mimo wszystko w jakimś sensie (choć było to absolutnie bez sensu) kochałam go nadal.
Impotent spokojnie przyjął do wiadomości również mój ślub, ale po jakimś czasie chciał mnie z powrotem ściągnąć do siebie odwołując się do mojego pragnienia niebiańskiego seksu. Jako argument przedstawił mi też swoje nieruchomości (które miałabym przejąć po jego śmierci) oraz oszczędności (również po swojej śmierci - jako bonus).
Nie skorzystałam z tej (jakże atrakcyjnej) oferty, bo kocham swojego męża, jednak w wyniku powyższych życiowych doświadczeń nauczyłam się następujących prawd:
1) to mężczyzna daje (rozkosz i bliskość, ale również - jeśli zajdzie taka potrzeba - buty, podręczniki, jedzenie, ciepłe ubranie),
2) mężczyzna to istota kapryśna, uwodzicielska i manipulatorska, która zawsze wie lepiej i narzuca mi swoją wolę groźbą odstawienia mnie od seksu,
3) stercząca kuśka nie jest mi ani mężczyźnie do niczego potrzebna.
Oblecha wykryłam jako stwora takiego samego gatunku jak kolega impotent. Wzbudził we mnie takie same erotyczne potrzeby i fantazje, bo kiedy patrzył mi w oczy nienachalnie i subtelnie poruszał palcami prawej ręki w dokładnie ten sam sposób, jaki uwielbiam w sobie. Na dodatek niewymuszenie robił coś z ustami i językiem. W kolejności patrzył na różne partie mojego ciała i pokazywał mi, co i jak robiłby ze mną. To było jak obietnica. Nie mogłam nawet na moment oderwać od niego wzroku, bo hipnotyzował mnie tymi swoimi męskimi sztuczkami.
Na to do pokoju weszła Dorotka i słuchając naszej absolutnie debilnej rozmowy, która nie miała już żadnego sensu zaczęła uważanie przypatrywać się nam.
Dorotka była kilka lat starsza ode mnie, na dodatek znacznie mniej atrakcyjna. Nie zwracaliśmy na nią uwagi. Byliśmy pochłonięci sobą. To było cudowne.
Nagle poczułam, że Dorotka się spina. Była wściekła. Zaczęła głośniej oddychać ze złości, ale widziałam ją tylko kątem oka, bo patrzyłam w oblecha jak w obrazek, złość Dorotki nie obchodziła mnie ani trochę, a oblech zdawał się ją totalnie ignorować.
Dorotka przez cały czas napinała się. Była już krańcowo wściekła. Czuć było, że za chwilę wybuchnie. Jakaś część mojego umysłu zastanawiała się, co nastąpi, ale prawie bez reszty byłam pochłonięta erotycznym tańcem języka w buzi oblecha.
W pewnej chwili oblech odwrócił się do Dorotki i spytał ją głosem brzmiącym jak twierdzenie- "To jak? Chcesz się ze mną pieścić?".
Biedna Dorotka nie mogła ani potwierdzić ani zaprzeczyć, więc wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami, a ja - w dużo chłodniejszej już atmosferze - zakończyłam beznadziejnie głupią pogawędkę z oblechem.
Zastanowiłam się potem nad tym, co zaszło i doszłam do wniosku, że impotent ciągle sprawiał, że czułam się jakbym brała udział w konkursie na jego dziewczynę. Ciągle też ten konkurs wygrywałam swoją miłością i słuchaniem go we wszystkim.
Zrozumiałam szybko, że oblech już ustawił mnie sobie w roli uczestniczki kolejnego perwersyjnego konkursu piękności. Był taki sam jak impotent. Nie - w zasadzie był nawet dużo gorszy, bo impotent nie poniżyłby mnie nigdy tak, jak oblech poniżył Dorotkę.
Czułam też wstyd, że w ogóle wzięłam w tym udział. Postanowiłam sobie, że bez względu na fakt, że ciągnie mnie do oblecha jak cholera, to zostawię go Dorotce. W końcu dziewczyna była starsza i brzydsza ode mnie, więc dawałam jej przed sobą pierwszeństwo, a ja i tak miałam już serdecznie dość facetów pokroju impotenta.
Następny raz oblech odwiedził mnie gdzieś po miesiącu. Chciałam go spytać, czy już mu się Dorotka znudziła, ale nasze rozmowy nigdy nie były bezpośrednie i zawsze dotyczyły jakichś banalnych spraw, więc po prostu stałam się dla oblecha krańcowo niemiła i nie patrzyłam już więcej na jego twarz.
Oblech zrozumiał, roześmiał się i poszedł. Przychodził do mnie jeszcze kilka razy przez kilka następnych miesięcy. Za każdym razem traktowałam go tak samo, a on mi opowiadał o okolicy, w której mieszka i o tym jak blisko są tam sklepy. Tak się fajnie składało, że miał duże mieszkanie.
Zrozumiałam, że znowu wygrałam konkurs piękności, wiedziałam już jednak dokładnie, ile kosztuje utrzymanie korony, więc ten wygrany konkurs piękności wcale mnie nie cieszył.
Spotykałam się z innymi, a na oblecha warczałam kurtuazyjnie, kiedy tylko próbował ze mną rozmawiać. Nawet kumpel oblecha przyszedł do mnie z informacją, że oblech bardzo mnie lubi. Sondował moją reakcję. - Ja też bardzo go lubię - odparłam ze sztywną kurtuazją. Bardzo chciałam dodać, że za dwa tygodnie będzie mój ślub, ale powstrzymała mnie myśl, że oblech mógłby mi jakiś numer chcieć wywinąć.
Głęboko wierzę, że oblech zasłużył na to, co ma. Pogardzam nim nie bardziej niż pogardzam samą sobą. W głębi serca chciałabym jednak dla oblecha jak najlepiej.
Rozpisałam się bardzo. Dziękuję Dunkisowi i Yoghurt007owi za posty. Teraz akurat jestem tak zmęczona i w tak kontemplacyjnym nastroju, że nie mam w ogóle na oblecha ochoty.
Najchętniej zorganizowałabym mu jakąś piękną, interesującą dziewczynę, która by się w nim bez pamięci zakochała, a po jego śmierci przejęła jego nieruchomość wraz z oszczędnościami.
Tak, Dunkis - jestem w pełni świadoma swojego gorszącego egoizmu.
Masz rację Yoghurt007 - powinnam koniecznie poddać się leczeniu. Najlepiej psychiatrycznemu (będzie bardziej kompleksowe).