pogodzić zdradę - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

Temat: pogodzić zdradę

Jestem mężatką z ośmioletnim stażem. Bardzo kocham i szanuję swojego męża. Jest między nami wiele czułości. Dobrze się rozumiemy. Jednak nasze potrzeby seksualne "rozjechały się" z czasem. Chcę prawie zawsze. On bardzo rzadko. Coraz rzadziej. Czule tuli mnie, gdy potrzebuję, ale rzadko chce seksu. Czasami z tego powodu czuję się odtrącona i upokorzona, a on smutny i zdenerwowany. Problemem w naszym związku jest różnica w poziomie potrzeb. Kochamy się, ale problem narasta. Czasami rozmawiamy o tym, ale w zasadzie nie widzimy wyjścia. Przecież żaden lekarz nie przepisze nam środków farmakologicznych, żeby nasze potrzeby wyrównały się. Nie chciałabym też krzywdzić czy oszukiwać ukochanego.

W pracy z kolei mam kolegę, z którym od wielu lat spoglądamy na siebie jak dwa głodne koty. W zasadzie zaproponował mi seks, a ja odmówiłam, chociaż bardzo bym tego chciała. Pożądamy siebie nawzajem i już z tuzin razy bez skrupułów puściłabym się z nim, ale kocham męża i bardzo boję się go stracić.

Ta sytuacja źle na mnie wpływa. Śnią mi się po nocach jakieś koszmarne sny o tym, że mąż by odszedł zraniony moją zdradą. Z drugiej strony w pracy jestem spięta i podminowana, jak tylko minę kolegę. Mam problemy z koncentracją, bo sama jego obecność doprowadza mnie do wrzenia. Z trudem hamuję się. Nie mogę przestać szaleńczo pożądać go. Nie dość, że on to dostrzega to jeszcze odwzajemnia i wydaje się być tak samo udręczony jak ja.

Czuję się jak jakaś żałosna kukiełka, którą na przemian targają miłość i pożądanie. Żeby chociaż mąż był niedobry, albo przedmiot moich nędznych chuci gardził mną - wtedy sprawa byłaby jasna i prosta. Jednak z mężem kochamy się jak para najlepszych przyjaciół, a tamten pożąda mnie, jak ja jego już od wielu lat. W najgorszym, najbardziej bolesnym zawieszeniu trwam tak od roku z okładem.

Żeby dopełnić obrazu - kolega z pracy jest szpetny, stary, gruby i zaniedbany. W zasadzie nawet obleśny. Miałam nadzieję, że jakaś przyjdzie się nim zainteresuje, a on zakocha się i przestanie rzucać na mnie te swoje lubieżne spojrzenia. Niestety jednak przy jego poziomie obleśności marne szanse na to. Staram się go sobie obrzydzać, ale niestety straszliwie pociąga mnie taki jaki jest. Nie wiem, co mnie do niego ciągnie przez te wszystkie lata. W mojej fascynacji nim nie ma żadnej logiki. Tylko tyle, że jak spoglądamy sobie w oczy to widzę w nich pożądanie i udręczenie równe mojemu.

Zastanawiam się nad zmianą pracy, ale nie jest to wcale takie proste. Nie wiem, kurcze, co zrobić. Ktoś ma jakieś sugestie?

Zobacz podobne tematy :
Odp: pogodzić zdradę

Szczerze mowiac pierwsza mysla jaka mi przyszla do glowy to "kup sobie wibrator kobieto" tongue

Zastanow sie czy chcesz stracic to co masz z mezem dla paru minut przyjemnosci? Wiele razy w swoim teksie temu zaprzeczalas, a jednak nadal sie zastanawiasz...
Musisz sie w jakikolwiek sposob kontaktowac z tym kolega? Moze znajdz sobie jakies dodatkowe hobby, zebys nie miala sily na nic innego poza spaniem.... Na prawde ciezko mi cokolwiek tobie doradzic, poza tym, zebys nie zapomniala o swoim mezu i dlaczego go tak bardzo kochasz...

3

Odp: pogodzić zdradę
Beautiful Nightmare napisał/a:

Szczerze mowiac pierwsza mysla jaka mi przyszla do glowy to "kup sobie wibrator kobieto" tongue

Zastanow sie czy chcesz stracic to co masz z mezem dla paru minut przyjemnosci? Wiele razy w swoim teksie temu zaprzeczalas, a jednak nadal sie zastanawiasz...
Musisz sie w jakikolwiek sposob kontaktowac z tym kolega? Moze znajdz sobie jakies dodatkowe hobby, zebys nie miala sily na nic innego poza spaniem.... Na prawde ciezko mi cokolwiek tobie doradzic, poza tym, zebys nie zapomniala o swoim mezu i dlaczego go tak bardzo kochasz...

Też poszłam tropem wibratorów. Mam całą kolekcję. Nie pomagają. Tropem hobby też już poszłam. Nie pomagało. Nawet celowo nie wysypiałam się do pracy, z myślą o tym, żeby libido zmniejszyć organizm osłabiając. Jedyny efekt był taki, że mniej kojarzyłam. Podniecona byłam dalej.

Z kolegą kontaktować się nie muszę. I nie kontaktuję. Jednak mijam go często na korytarzu w pracy. Wtedy akurat zwykle uginają się pode mną nogi i zaczyna mi pulsować pochwa. Potem muszę iść do toalety i pomóc sobie, bo nie jestem w stanie nad niczym się skupić. Z resztą jak kolega mnie widzi na horyzoncie to też czasami nerwowo obraca się i daje w długą. Nawet rozmawiać z nim bym już normalnie nie potrafiła.

W zasadzie dziękuję, że mi odpisałaś. Przynajmniej widzę, że tok rozumowania mamy podobny, jednak mi te zdroworozsądkowe metody nie pomagają. Czasami myślę, że mnie ta sytuacja niedługo wykończy.

4

Odp: pogodzić zdradę

Przynajmniej wiesz, że nie ma w tym logiki - a to już połowa sukcesu.

Kobieta z takim libido to skarb. U mnie problem był taki, że właśnie ja chciałem, a moja partnerka - nie. Świetnie zatem rozumiem Twoją sytuację. U mnie po ponad 6 latach zakończyło się rozstaniem. Może wrócimy do siebie - nie wiem - choć mam nadzieję, że tak będzie to jednak bagaż emocjonalny jest bardzo duży.

Twoim problemem nie jest to, że ten obleśny facet cie pociąga. Twoim problemem jest to, nie chciałaś się ze swoim libido narzucać mężowi, aby go nie męczyć i celowo lub nie, ale obiekt Twoich westchnień przeniósł się na kogoś innego - brzydszego od męża, aby nie czuł się zagrożony. Co do jego libido to można je podnieść. Ot choćby zmieniając tryb życia i sposób odżywiania. Jeśli to nie problem, zacznij brać pigułki - powszechnie wiadomo, że libido po nich spada.

5

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

Przynajmniej wiesz, że nie ma w tym logiki - a to już połowa sukcesu.

Kobieta z takim libido to skarb. U mnie problem był taki, że właśnie ja chciałem, a moja partnerka - nie. Świetnie zatem rozumiem Twoją sytuację. U mnie po ponad 6 latach zakończyło się rozstaniem. Może wrócimy do siebie - nie wiem - choć mam nadzieję, że tak będzie to jednak bagaż emocjonalny jest bardzo duży.

Twoim problemem nie jest to, że ten obleśny facet cie pociąga. Twoim problemem jest to, nie chciałaś się ze swoim libido narzucać mężowi, aby go nie męczyć i celowo lub nie, ale obiekt Twoich westchnień przeniósł się na kogoś innego - brzydszego od męża, aby nie czuł się zagrożony. Co do jego libido to można je podnieść. Ot choćby zmieniając tryb życia i sposób odżywiania. Jeśli to nie problem, zacznij brać pigułki - powszechnie wiadomo, że libido po nich spada.

Dzięki, przynajmniej Ty mnie rozumiesz. Z mężem mamy fioła na punkcie zdrowego żywienia, sportu itd. Mąż ma nawet większego fioła niż ja. W zasadzie wątpię, by w tej mierze coś się dało poprawić, bo jesteśmy obrzydliwie wprost pro-zdrowotni.

Co do hormonów - rozmawiałam o tym z mężem. Ponieważ mamy fioła na punkcie zdrowia i raka w rodzinie to żadne z nas nie widzi sensu, żeby się hormonami truć. Tym bardziej, że częstotliwość naszej hm...współpracy tego tym bardziej nie uzasadnia.

Tak teraz pomyślałam, że jedyne co mogłabym chyba zrobić dla naszego małżeństwa to zapaść się kilkadziesiąt kilo kiepskim żarciem i celowo zaniedbać swoją formę. Może wtedy przestałoby mi się chcieć chcieć. Pytanie tylko czy byłabym wtedy szczęśliwa i czy szczęśliwy byłby mój Mąż.

6

Odp: pogodzić zdradę

I może w tym problem - za dużo sportu?  Ewentualnie niech bierze HMB lub HMBolon. To odżywka dla sportowców zwiększająca wydolność, której jednym z efektów jest wzrost libido.

Jeśli z częstotliwością jest tak fatalnie, to problemem mogą być jego hormony. Badał się pod tym kątem?

Poza tym nie rozumiem jednego - przecież wspólne igraszki nie muszą oznaczać seksu. Nie bierze tego pod uwagę?

7

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

I może w tym problem - za dużo sportu?  Ewentualnie niech bierze HMB lub HMBolon. To odżywka dla sportowców zwiększająca wydolność, której jednym z efektów jest wzrost libido.

Jeśli z częstotliwością jest tak fatalnie, to problemem mogą być jego hormony. Badał się pod tym kątem?

Poza tym nie rozumiem jednego - przecież wspólne igraszki nie muszą oznaczać seksu. Nie bierze tego pod uwagę?

Nie słyszałam o tych odżywkach. Poczytam. Też mu już kilka razy klarowałam, że zamiast ćwiczyć w siłowni (trzy razy w tyg. po dwie godz.) to powinien na mnie, ale on na to, że ja na niego nastaję, a jemu to wcale nie pomaga i nie pomaga sprawie. Siłownię mamy w domu, więc przynajmniej jestem pewna, że w tym czasie obcych bab nie uszczęśliwia.

Częstotliwość od raz na tydzień do raz na trzy tygodnie.

Masz rację powinnam mu jak najszybciej badania na te hormony zaordynować.

Oboje wiemy, że wspólne igraszki nie muszą oznaczać seksu, ale mnie to nie wystarcza niestety.

8 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-03-12 03:34:33)

Odp: pogodzić zdradę

Taka częstotliwość i mnie nie wystarcza. Nie wymagam wiele, bo choć chciałbym codziennie, to te 2-3 razy w tygodniu już by mnie zadowoliły. Większość moich kumpli tak ma - czy mówią prawdę? Ciężko stwierdzić. Ci bliżsi na pewno tak, więc nie wiem jaka jest prawidłowa norma, a co jest już zaburzeniem, aby jednoznacznie stwierdzić, że to z twoim mężem jest coś nie tak.

Ten raz tydzień do trzech nie jest aż tak traumatycznie małą ilością, aby aż tak demonizować sprawę. Czerp radość z tego co masz, bo chyba podchodzisz do sprawy na zasadzie "co by nie było, to mnie i tak będzie mało". Byłaś ze swoim problemem u seksuologa?

9

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

Taka częstotliwość i mnie nie wystarcza. Nie wymagam wiele, bo choć chciałbym codziennie, to te 2-3 razy w tygodniu już by mnie zadowoliły. Większość moich kumpli tak ma - czy mówią prawdę? Ciężko stwierdzić. Ci bliżsi na pewno tak, więc nie wiem jaka jest prawidłowa norma, a co jest już zaburzeniem, aby jednoznacznie stwierdzić, że to z twoim mężem jest coś nie tak.

Ten raz tydzień do trzech nie jest aż tak traumatycznie małą ilością, aby aż tak demonizować sprawę. Czerp radość z tego co masz, bo chyba podchodzisz do sprawy na zasadzie "co by nie było, to mnie i tak będzie mało". Byłaś ze swoim problemem u seksuologa?

U seksuologa? Nie - bo wiem, co oni o tym myślą. Że najważniejsze aby obu stronom było dobrze, a częstotliwość może się wahać od codziennie do raz na miesiąc czy kwartał i też jest w normie. W każdym razie mężowi zrobimy te testy na hormony.

10

Odp: pogodzić zdradę

Wibrator i to duży, najlepiej z możliwością podwójnej penetracji, buahahahah.
Słyszałaś kiedyś o tym, że mężczyźni są wzrokowcami ? wprowadź coś nowego do sypialni zaproponuj coś, zrób pokaz z wibratorem, jak już go opanujesz i zachęć męża do zabawy. Kto wie może nadejdzie renesans waszej alkowy.
Aha i oczywiście nie ograniczaj się do wibratora.
PS
Im większego wibroostrza użyjesz, tym łatwiej obrzydzisz sobie obleśnego kolegę. Jest jeszcze inna możliwość, jesteś porąbana i ciągnie Cię do obleśnych brzydkich facetów, a kolega jest niewystarczająco obleśny, by jego obleśność Cię na tyle mocno pociągnęła byś z nim zaczęła sypiać ? w takiej sytuacji wybierz się kiedyś na wysypisko śmieci, tam może coś znajdziesz dla siebie.

11

Odp: pogodzić zdradę
Dunkis napisał/a:

PS
Im większego wibroostrza użyjesz, tym łatwiej obrzydzisz sobie obleśnego kolegę. Jest jeszcze inna możliwość, jesteś porąbana i ciągnie Cię do obleśnych brzydkich facetów, a kolega jest niewystarczająco obleśny, by jego obleśność Cię na tyle mocno pociągnęła byś z nim zaczęła sypiać ? w takiej sytuacji wybierz się kiedyś na wysypisko śmieci, tam może coś znajdziesz dla siebie.

Jeżu kolczasty!! Dunkis.... nie za ostro?  yikes

12

Odp: pogodzić zdradę

Dunkis tak ogólnie wszędzie lubi przesadzać i chyba trzeba się do tego przyzwyczaić smile

Trudnodarmo w pewnym stopniu już sobie odpowiedziałaś na swoje problemy.
Wasz "zbyt zdrowy " styl życia sprawił,że gubicie gdzieś wasze emocje.Bieganie,siłownia a do tego lekkie jedzenie sprawiają,że twój mąż znajdując się po tym wszystkim w sypialni marzy tylko o zdrowym spokojnym wypoczynku.
A do tego wasze życie super pro-zdrowotne wcale nie daje wam gwarancji na ominięcie chorób.
Rzeczywiście najlepszym wyjściem dla ciebie będzie odwiedzenie seksuologa....i nie potrzebnie przekreślasz takie rozwiązanie. Wydaje mi sie,że "on" ci może pomóc przynajmniej w "wyleczeniu się" z chęci przespania się z obleśnym kolegą.
A to jest bardzo ważne......,bo gdybyś (tfu,tfu,tfu.....) uległa to najprawdopodobniej znienawidziłabyś po czymś taki samą siebie...a to spowodowałoby mnóstwo perturbacji w twoim małżeństwie.

13

Odp: pogodzić zdradę
Dunkis napisał/a:

Wibrator i to duży, najlepiej z możliwością podwójnej penetracji, buahahahah.
Słyszałaś kiedyś o tym, że mężczyźni są wzrokowcami ? wprowadź coś nowego do sypialni zaproponuj coś, zrób pokaz z wibratorem, jak już go opanujesz i zachęć męża do zabawy. Kto wie może nadejdzie renesans waszej alkowy.
Aha i oczywiście nie ograniczaj się do wibratora.
PS
Im większego wibroostrza użyjesz, tym łatwiej obrzydzisz sobie obleśnego kolegę. Jest jeszcze inna możliwość, jesteś porąbana i ciągnie Cię do obleśnych brzydkich facetów, a kolega jest niewystarczająco obleśny, by jego obleśność Cię na tyle mocno pociągnęła byś z nim zaczęła sypiać ? w takiej sytuacji wybierz się kiedyś na wysypisko śmieci, tam może coś znajdziesz dla siebie.

Hm...jak wiem, że net facet Dunkins w gorzkich słowach przemyca krystalicznie czyste intencje i w głębi serca dobrze życzy memu małżeństwu. Mam jednak dziwne wrażenie, że również złość na wszeteczny ród niewieści, który ma czelność mieć popęd seksualny odgrywa pewną rolę w deliberacjach Dunkins'a na temat tego, co pociągającego mogłabym na wysypisku znaleźć (oraz pouczających poradach dotyczących parametrów kolejnego wibratora dla mnie).

Fakt - może i przedmiot mych żądz do pięknolicych nie należy, ale po sprawiedliwości dodać muszę, że choć zohydzam sobie tę poczwarę nieustannie to i tak widzę rozliczne jego zalety (jest bardzo zdolny) i nie mogę zrozumieć, dlaczego inna na niego nie nastaje (choć liczyłam, że jakaś desperatka bez wyczucia estetycznego z czasem się znajdzie).

Śmiem również wątpić, czy Dunkins ze swą natrętną "galanterią" w ogóle mógłby podobne żądze wyzwalać w jakiejkolwiek kobiecie. W moim odczuciu gorycz jego porad wynika po trosze z przykrej świadomości, że brak by mu było odpowiednich przymiotów.

14

Odp: pogodzić zdradę
dor57 napisał/a:

Dunkis tak ogólnie wszędzie lubi przesadzać i chyba trzeba się do tego przyzwyczaić smile

Trudnodarmo w pewnym stopniu już sobie odpowiedziałaś na swoje problemy.
Wasz "zbyt zdrowy " styl życia sprawił,że gubicie gdzieś wasze emocje.Bieganie,siłownia a do tego lekkie jedzenie sprawiają,że twój mąż znajdując się po tym wszystkim w sypialni marzy tylko o zdrowym spokojnym wypoczynku.
A do tego wasze życie super pro-zdrowotne wcale nie daje wam gwarancji na ominięcie chorób.
Rzeczywiście najlepszym wyjściem dla ciebie będzie odwiedzenie seksuologa....i nie potrzebnie przekreślasz takie rozwiązanie. Wydaje mi sie,że "on" ci może pomóc przynajmniej w "wyleczeniu się" z chęci przespania się z obleśnym kolegą.
A to jest bardzo ważne......,bo gdybyś (tfu,tfu,tfu.....) uległa to najprawdopodobniej znienawidziłabyś po czymś taki samą siebie...a to spowodowałoby mnóstwo perturbacji w twoim małżeństwie.

Szczerze mówiąc koncepcja seksuologa mnie zniechęca, bo musiałabym chyba iść tam z Mężem, a tym samym przyznać Mężowi, że ten kolega z pracy mnie pociąga, że z tym sobie nie radzę i że ten facet jest moją seksualną obsesją.

Jakbym miała cofnąć się w czasie musiałabym wyjaśnić dlaczego on mi się podoba i co jednocześnie mnie od niego odpycha. To plątanina pierwszych doświadczeń seksualnych i bardzo silnych emocji.

Musiałabym przyznać, że w pokoju pełnym ludzi zwróciłabym uwagę tylko i wyłącznie na oblecha i on również zwróciłby uwagę na mnie.

Musiałabym przyznać, że zaczęłam spotykać się z Mężem już wtedy kiedy oblecha poznałam, oboje zwróciliśmy na siebie erotyczną uwagę i poczułam dojmującą wściekłość, że on w ogóle ma czelność istnieć, choć planowałam, że więcej takiego egzemplarza nie spotkam.

Musiałabym przyznać, że najlepsze w zakochaniu się w moim Mężu na początku było to, że w ogóle przestałam o oblechu myśleć i poczułam się wolna.

Czy z tym wszystkim pomógłby mi seksuolog? Szczerze wątpię. Mąż natomiast doszedłby szybko do przekonania, że do oblecha mogę czuć znacznie więcej niż czystą chuć.

I co ja w tym całym procesie chadzania do seksuologa miałabym niby zrobić? Rzucić pracę? Uciekać przed cieniem oblecha? Doprawdy, nie jest to niestety takie proste.

15

Odp: pogodzić zdradę
trudnodarmo napisał/a:

Hm...jak wiem, że net facet Dunkins w gorzkich słowach przemyca krystalicznie czyste intencje i w głębi serca dobrze życzy memu małżeństwu. Mam jednak dziwne wrażenie, że również złość na wszeteczny ród niewieści, który ma czelność mieć popęd seksualny odgrywa pewną rolę w deliberacjach Dunkins'a na temat tego, co pociągającego mogłabym na wysypisku znaleźć (oraz pouczających poradach dotyczących parametrów kolejnego wibratora dla mnie).

Fakt - może i przedmiot mych żądz do pięknolicych nie należy, ale po sprawiedliwości dodać muszę, że choć zohydzam sobie tę poczwarę nieustannie to i tak widzę rozliczne jego zalety (jest bardzo zdolny) i nie mogę zrozumieć, dlaczego inna na niego nie nastaje (choć liczyłam, że jakaś desperatka bez wyczucia estetycznego z czasem się znajdzie).

Śmiem również wątpić, czy Dunkins ze swą natrętną "galanterią" w ogóle mógłby podobne żądze wyzwalać w jakiejkolwiek kobiecie. W moim odczuciu gorycz jego porad wynika po trosze z przykrej świadomości, że brak by mu było odpowiednich przymiotów.

Jejejeeee,jak ładnie polemizujesz smile
Dunkisa chyba przerosło ego męskie, aczkolwiek nie ujmuję mu elokwencji smile
Pewnie sprostuje swoje zdanie w sposób zrozumiały ...a swoją "ściśle" nie uzasadnioną "złość" ? smile Będzie potrafił sprecyzować bez ubliżeń i własnych uprzedzeń smile

Odp: pogodzić zdradę

Dunkis to jest gość hahaha dobrze gada... Duży penetrator do tego mąż i zobaczysz jak ochoczo będzie cię......... wink

17

Odp: pogodzić zdradę
JestemTylkoMezczyzna napisał/a:

Dunkis to jest gość hahaha dobrze gada...

a Ciebie chyba pogięło ?? z tym poglądem big_smile

Duży penetrator do tego mąż i zobaczysz jak ochoczo będzie cię......... wink

nie którym ,to nawet domina nie pomoże ....kwestia dopasowania moim zdaniem smile nie ma chęci obustronnej...to żebyś stanął na ch....ju nic nie wskórasz tongue

18

Odp: pogodzić zdradę
JestemTylkoMezczyzna napisał/a:

Dunkis to jest gość hahaha dobrze gada... Duży penetrator do tego mąż i zobaczysz jak ochoczo będzie cię......... wink

Wątek wibratorów już był. Jak już wspominałam - na dłuższą metę nie pomagają, a mąż ma ograniczone możliwości fizyczne. Dziękuję miłym panom za życzliwe, aczkolwiek rozważane już sugestie.

Odp: pogodzić zdradę

co to według ciebie "ograniczony fizycznie" ? ile on ma lat 60 ?

Odp: pogodzić zdradę

ewentualnie kup mu to link i powiedz, że to tak dla zdrowia wink
Wstawianie linków jest sprzeczne z regulaminem.
moderatorka apoteoza

21

Odp: pogodzić zdradę
JestemTylkoMezczyzna napisał/a:

co to według ciebie "ograniczony fizycznie" ? ile on ma lat 60 ?

To normalnie zamienia się w pyskówkę, a faceci są najbardziej agresywni. Pisałam "ograniczone możliwości fizyczne", a wcześniej pisałam w jakim zakresie. Wiek nie odgrywa tu roli.

22

Odp: pogodzić zdradę
JestemTylkoMezczyzna napisał/a:

co to według ciebie "ograniczony fizycznie" ? ile on ma lat 60 ?

\\

Młody...może mieć 20 a i tak się do niczego nie nadaje smile Czy to przyczyny psychiczne czy fizyczne..nie siedzisz mu w rozporku ani w głowie więc nie wiesz smile Trza się zdać na  zdanie autorki wątku...w końcu to Ona Nam opowiada "część" swojego życia ,My w nim nie uczestniczymy smile

Odp: pogodzić zdradę

No ja nie ingeruje w ich życie, ale co to za chłop jak juz nie może ? My możemy zawsze big_smile No chyba,że nasza kobieta już nas nie podnieca wink

24

Odp: pogodzić zdradę
JestemTylkoMezczyzna napisał/a:

No ja nie ingeruje w ich życie, ale co to za chłop jak juz nie może ? My możemy zawsze big_smile No chyba,że nasza kobieta już nas nie podnieca wink

Młody,nie kwestia jak może i ile może....kwestia czy kobietę ....On podnieca big_smile
Powiem ci jedno....często widzę słyszę jak to mężczyźni określają...."podnieca,zajebista,wow,jakbym ją brał,"
tylko pozostaje kwestia.....co byś brał?? Jakbyś to robił?? Co byś mi pokazał?? big_smile Przeca to śmieszne jest big_smile big_smile
Wam facetom wydaje się,że jak macie  jakiś tam"drążek" większej bądź mniejszej wydajności, to możecie wszystko tongue Ano gówno w tym  prawdy,  tyle co...NIC big_smile

25

Odp: pogodzić zdradę
nikandra napisał/a:

Młody,nie kwestia jak może i ile może....kwestia czy kobietę ....On podnieca big_smile
Powiem ci jedno....często widzę słyszę jak to mężczyźni określają...."podnieca,zajebista,wow,jakbym ją brał,"
tylko pozostaje kwestia.....co byś brał?? Jakbyś to robił?? Co byś mi pokazał?? big_smile Przeca to śmieszne jest big_smile big_smile
Wam facetom wydaje się,że jak macie  jakiś tam"drążek" większej bądź mniejszej wydajności, to możecie wszystko tongue Ano gówno w tym  prawdy,  tyle co...NIC big_smile

Święte słowa. Facetom się wydaje, że dużo mogą, a tak naprawdę mogą dużo mniej i dużo krócej niż kobiety. Na dodatek mniej czują. Kobiety muszą tak naprawdę bardzo się natrudzić, żeby dostosować się do ograniczonych męskich potrzeb. Tylko, że wyrzekając się swoich potrzeb wyrzekają się części siebie. Na szczęście dla mężczyzn kultura od małego przyzwyczaja kobiety do tego, żeby były wstydliwe i nie prosiły o zbyt wiele.

Miałam nawet kiedyś starszego od siebie ze dwadzieścia lat faceta, który próbował wytłumaczyć mi, że pragnę zbyt wiele żądając by pieścił mi pochwę dwoma palcami a nie jednym. Dla niego moje pragnienia były już nieprzyzwoite i próbował grzecznie choć stanowczo wytłumaczyć mi, że w tym zakresie żądam zbyt wiele.

Gdyby faceci nie tresowali naszego poczucia przyzwoitości jak niektórzy z obecnych na tym forum to szybko okazało by się, że muszą się w łóżku dużo bardziej natrudzić. Najłatwiej zatem wmówić nam wszystkim, że jesteśmy nieprzyzwoite, wszeteczne, pragniemy zbyt wiele i nie zasługujemy na nic.

Poczucie winy u kobiet sprzyja mężczyznom bardziej niż viagra i wszystkie pornole świata razem wzięte.

26

Odp: pogodzić zdradę

@nikandra popełniasz podstawowy błąd - męskie teksty odbierasz i tłumaczysz sobie na sposób kobiecy. Tak się nie da....

Nikogo nie obchodzi przy takich tekstach co czuje kobieta, jak lubi, czy byłaby zaspokojona. Sama dobrze to określiłaś: "co byś brał?". Nie "co", ale "kogo". Podeszłaś jednak do tematu tak, jak w tego typu męskich rozmowach podchodzą faceci - przedmiotowo. Posłuchaj czasem jak rozmawiają tacy starzy, serdeczni kumple. No jak to wygląda?

-Ale masz wulgaryzm ryj
-Usłyszeć to od takiego pajaca to prawdziwy komplement.

Dużo wulgarności, dużo słownej agresji, sporo sarkazmu i ironii oraz homoseksualnego humoru. Takie teksty to tylko przejaw naszego ego i niewiele więcej. I nie spotkałem do tej pory nikogo, kto mówiłby w ten sposób naprawdę poważnie.

A wiesz skąd najczęściej biorą się męskie przechwałki? Z kobiecych kłamstw. To nie my mamy problemy z emocjami, z podnieceniem, z osiągnięciem orgazmu - a przynajmniej są to problemy sporadyczne. To nie my udajemy orgazmy. Nie my wykręcamy się mitycznym bólem głowy. Nie czujemy jakiegoś specjalnego zażenowania jeśli partnerka nie umie robić "loda", czy nie chce seksu analnego. No trudno, można inaczej i też jest dobrze. Niestety wśród kobiet trochę to inaczej wygląda, prawda? Wszystkie jesteście albo super kocicami, albo macie nieumiejętnych partnerów. W dodatku bardzo często udajecie, że wam super rozkosznie, a facet ewidentnie błądził po omacku. A potem mu się wydaje, że jest rewelacyjnym kochankiem. Lubicie też robić sprawdziany i testować nas. Powiem mu jedno, ciekawe czy się domyśli, że chodzi o coś innego. Mam na niego ochotę, ale odmówię - zobaczę czy zależy mu na mnie, czy na seksie. Wymieniać można długo...

I weź spróbuj się w tym odnaleźć i być "dobrym kochankiem".
Zabrania się używania wyrazów powszechnie uznawanych za obelżywe lub wulgarne.
moderatorka apoteoza

27

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

.........

A wiesz skąd najczęściej biorą się męskie przechwałki? Z kobiecych kłamstw. To nie my mamy problemy z emocjami, z podnieceniem, z osiągnięciem orgazmu - a przynajmniej są to problemy sporadyczne. To nie my udajemy orgazmy. Nie my wykręcamy się mitycznym bólem głowy. Nie czujemy jakiegoś specjalnego zażenowania jeśli partnerka nie umie robić "loda", czy nie chce seksu analnego. No trudno, można inaczej i też jest dobrze. Niestety wśród kobiet trochę to inaczej wygląda, prawda? Wszystkie jesteście albo super kocicami, albo macie nieumiejętnych partnerów. W dodatku bardzo często udajecie, że wam super rozkosznie, a facet ewidentnie błądził po omacku. A potem mu się wydaje, że jest rewelacyjnym kochankiem. Lubicie też robić sprawdziany i testować nas. Powiem mu jedno, ciekawe czy się domyśli, że chodzi o coś innego. Mam na niego ochotę, ale odmówię - zobaczę czy zależy mu na mnie, czy na seksie. Wymieniać można długo...

I weź spróbuj się w tym odnaleźć i być "dobrym kochankiem".

Jak ciekawie się porobiło:-) Wydaje mi się, że kobiety kłamią w łóżku, bo chcą zrobić przyjemność mężczyznom. Szkoda im, żeby czuli się nieporadni (bo są). A potem to już jest zjazd kłamstw, bo na kłamstwach już tylko kłamstwa budować można.

Jednak jeśli kobieta nie kłamie to szybko uczona jest od partnera przyzwoitego kłamania właśnie.

Skąd te wszystkie żałosne teksty po stosunku w stylu "jak było"?

To on nie widział jak było? Był nieobecny duchem? Widać jest słaby w te klocki do tego stopnia, że nie umie poznać, więc trzeba mu powiedzieć, że "było ok". Dzięki temu może następnym razem będzie bardziej spostrzegawczy i mniej spięty.

28

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

A wiesz skąd najczęściej biorą się męskie przechwałki? Z kobiecych kłamstw. To nie my mamy problemy z emocjami, z podnieceniem, z osiągnięciem orgazmu - a przynajmniej są to problemy sporadyczne. To nie my udajemy orgazmy. Nie my wykręcamy się mitycznym bólem głowy. Nie czujemy jakiegoś specjalnego zażenowania jeśli partnerka nie umie robić "loda", czy nie chce seksu analnego. No trudno, można inaczej i też jest dobrze. Niestety wśród kobiet trochę to inaczej wygląda, prawda? Wszystkie jesteście albo super kocicami, albo macie nieumiejętnych partnerów. W dodatku bardzo często udajecie, że wam super rozkosznie, a facet ewidentnie błądził po omacku. A potem mu się wydaje, że jest rewelacyjnym kochankiem. Lubicie też robić sprawdziany i testować nas. Powiem mu jedno, ciekawe czy się domyśli, że chodzi o coś innego. Mam na niego ochotę, ale odmówię - zobaczę czy zależy mu na mnie, czy na seksie. Wymieniać można długo...

I weź spróbuj się w tym odnaleźć i być "dobrym kochankiem".

No więc nie wiem jak Twoje doświadczenia..ale Ja tak z autopsji smile
I nie żebym nadmiarem się chwaliła...oooo NIE, ale że jako lubiem wink towarzystwo mężczyzn smile
Znam po części i obcuje najczęściej.
Masz rację w jednym choć nie wiem czy pojmujemy jednakowo....udajemy...gdy nam zależy albo na partnerze albo żeby myślał że jest wulgaryzm....w jakimkolwiek innym przypadku,spławiamy dosłownie smile
Inny przypadek...gdy Nam SERIO zależy..i owszem przeciągamy strunę...musimy być pewne czy warto,czy coś z tego wyjdzie...jesli tylko seks....wulgaryzm i koniec! Choć w wielu przypadkach, nie zawsze tak obronną ręką z tego wychodzimy.
Ale wytłumacz mi co to ma do damskich przechwałek??
Bardziej bym określiła to, jak jakiś ciąg "zachowań" w relacjach męsko-damskich ale żeby to nazywać jakimś schematem ??? Sposobem na faceta?? Kłamstwami mającymi na celu zdobyć "ofiarę"
To nie nasz styl a jak już to nie wielu kobiet.
Co do sedna tematu...nie udaję orgazmu bo zwyczajnie nie potrafię a  jak już...to widać ,czuć i słyszeć big_smile
Do reszty trza "dorosnąć/dojrzeć " ...nie uważasz ??? wink
Zabrania się używania wyrazów powszechnie uznawanych za obelżywe lub wulgarne.
moderatorka apoteoza

Odp: pogodzić zdradę

no nie wiem bo ja moge dłużej niż moja kobieta i nie jedna z która byłem wink

30

Odp: pogodzić zdradę
trudnodarmo napisał/a:

kobiety kłamią w łóżku, bo chcą zrobić przyjemność mężczyznom. Szkoda im, żeby czuli się nieporadni (bo są). A potem to już jest zjazd kłamstw, bo na kłamstwach już tylko kłamstwa budować można.

Pierwsze i zasadnicze pytanie: po co zaczynać budowę wspólnych doświadczeń na kłamstwie?

trudnodarmo napisał/a:

Jednak jeśli kobieta nie kłamie to szybko uczona jest od partnera przyzwoitego kłamania właśnie.

Skąd te wszystkie żałosne teksty po stosunku w stylu "jak było"?

To on nie widział jak było? Był nieobecny duchem? Widać jest słaby w te klocki do tego stopnia, że nie umie poznać, więc trzeba mu powiedzieć, że "było ok". Dzięki temu może następnym razem będzie bardziej spostrzegawczy i mniej spięty.

Jeśli w związku prezentujesz podobne podejście do tematu seksu, co w swoich wypowiedziach to wcale się nie dziwię, że twój facet nie chce się z tobą kochać. Wykazujesz totalną ignorancję wobec drugiej osoby. Zakładasz, że cokolwiek nie zrobi, to tobie będzie za mało, bo przecież kobieta przy facecie musi się ograniczać, hamować i dostosowywać do jego mizernych możliwości. Bzdurne i mylne założenia. Pytanie "jak było" widzisz jako żałosne pytanie biednego nieboraka. Nie ma to znaczenia czy koleś jest słaby i pyta, bo faktycznie nie wie, czy też pyta, bo chce to usłyszeć - tak dla własnej satysfakcji, dla własnego ego. Są to bowiem dwa bardzo ważne sygnały dla CIEBIE. Po pierwsze partner nie orientuje się w twoich potrzebach i nie jest ich pewien. Prawdopodobnie nie przekazujesz mu informacji w tym względzie w sposób jednoznaczny i zrozumiały dla niego. Po drugie, facet może po prostu nie mieć aż takiego doświadczenia (lub mieć w tym względzie odmienne od twoich upodobań) i wymaga po prostu nauczenia.

31

Odp: pogodzić zdradę
JestemTylkoMezczyzna napisał/a:

no nie wiem bo ja moge dłużej niż moja kobieta i nie jedna z która byłem wink

aaa,to rzadkość smile
choć akurat nie o to chodzi.
Nawiązując do tematu....cyt."weź spróbuj się w tym odnaleźć i być "dobrym kochankiem""
Wasza wina bo chcemy abyście Nas pragneli,kochali i podniecali się nami...a nie ścierka...i z pornoli albo pannami z ulicy tongue

32

Odp: pogodzić zdradę
nikandra napisał/a:

No więc nie wiem jak Twoje doświadczenia..ale Ja tak z autopsji smile

Ja też z autopsji. Pierwsze doświadczenia budowałem niestety na niepotrzebnym i zbytecznym kłamstwie, które na szczęście szybko wyszło na jaw. Czemu kłamała? Z własnych kompleksów....

nikandra napisał/a:

Ale wytłumacz mi co to ma do damskich przechwałek??

Bo jak się jedna z drugą się nasłucha, jakimi to ich koleżanki są 'boginiami', to wpadają w kompleksy, zaczynają udawać w łóżku, albo wręcz odwrotnie - wyłączają się i stają się bierne czekając na cud.

nikandra napisał/a:

Bardziej bym określiła to, jak jakiś ciąg "zachowań" w relacjach męsko-damskich ale żeby to nazywać jakimś schematem ??? Sposobem na faceta?? Kłamstwami mającymi na celu zdobyć "ofiarę"
To nie nasz styl a jak już to nie wielu kobiet.
Co do sedna tematu...nie udaję orgazmu bo zwyczajnie nie potrafię a  jak już...to widać ,czuć i słyszeć big_smile
Do reszty trza "dorosnąć/dojrzeć " ...nie uważasz ??? wink

Och to jest bardzo kobiece. Poczytaj wypowiedzi różnych kobiet, które wypłakują się, bo budowały relacje na kłamstwach, bo zapomniały powiedzieć, że kogoś mają, bo (nie)świadomie udawały, że to tylko kolega, albo nie przyjmowały do wiadomości, że on ma żonę/dziecko. Poczytaj ile kobiet wypowiada się w wątkach (nie tylko na tym forum) dotyczących seksu - jakie problemy najczęściej się przewijają? "Bo myślałam, że...", "Bo powiedziała jedno, ale zrobiłam drugie" itp itd.

33 Ostatnio edytowany przez bellew (2012-03-13 02:18:29)

Odp: pogodzić zdradę
trudnodarmo napisał/a:

Jestem mężatką z ośmioletnim stażem. Bardzo kocham i szanuję swojego męża. Jest między nami wiele czułości. Dobrze się rozumiemy. Jednak nasze potrzeby seksualne "rozjechały się" z czasem.

Zmień prace .... bo wulgaryzm

tyle lat ... jak Ty to wytrzymujesz ? poważnie pytam .
Pulsować tyle lat .... aż niewiarygodne
a jak się kochasz z mężem to kto jest przed Twoimi oczami ?
Zabrania się używania wyrazów powszechnie uznawanych za obelżywe lub wulgarne.
moderatorka apoteoza

34

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:
nikandra napisał/a:

No więc nie wiem jak Twoje doświadczenia..ale Ja tak z autopsji smile

Ja też z autopsji. Pierwsze doświadczenia budowałem niestety na niepotrzebnym i zbytecznym kłamstwie, które na szczęście szybko wyszło na jaw. Czemu kłamała? Z własnych kompleksów....

nikandra napisał/a:

Ale wytłumacz mi co to ma do damskich przechwałek??

Bo jak się jedna z drugą się nasłucha, jakimi to ich koleżanki są 'boginiami', to wpadają w kompleksy, zaczynają udawać w łóżku, albo wręcz odwrotnie - wyłączają się i stają się bierne czekając na cud.

nikandra napisał/a:

Bardziej bym określiła to, jak jakiś ciąg "zachowań" w relacjach męsko-damskich ale żeby to nazywać jakimś schematem ??? Sposobem na faceta?? Kłamstwami mającymi na celu zdobyć "ofiarę"
To nie nasz styl a jak już to nie wielu kobiet.
Co do sedna tematu...nie udaję orgazmu bo zwyczajnie nie potrafię a  jak już...to widać ,czuć i słyszeć big_smile
Do reszty trza "dorosnąć/dojrzeć " ...nie uważasz ??? wink

Och to jest bardzo kobiece.

matko kochaniusia Jogurt ja nie wiem,  do którego kawałka sie odnieść z Twojego postu roll
bo to nie o to biega...ja o chlebie, Ty Jogurt ...dalej o niebie tongue
Po jaka cholerę Ty mieszasz do tego pierwsze doświadczenia?? Co ja napisali na koniec hęęę?? cyt.:Do reszty trza "dorosnąć/dojrzeć " ...nie uważasz ??? " co w tym do jasnej i ciasnej kobiecego ?? Albo ,zacznę cholernie schematycznie od narzekania na facetów..że takie cudaki co "kapustą" nie potrafią ruszyć a jedynie korzeniami  i do tego jedyne co umieją to doszukiwać się w Nas kobietach tylko i wyłącznie  typowych  cech histeryczek/paranoiczek/ zachowań stricte zabidzonych zakompleksionych pip..pppp big_smile
Wiesz w jakim wieku (tak mi się wydaje) "nadsłuchiwałam" co mają koleżanki do powiedzenia na temat spraw związanych z seksem?? Ano tak...gdy miałam może z lat 17ście smile
Ale żeby potem?? Raczej nie bardzo....chyba że teraz mając lat( a to mało ważne wink ) ale jak już,to nikt sie nie przechwala!! Raczej jest to forma żartu...tak żartu big_smile uwalamy się ze śmiech w temacie seksu,opowiadamy co lubimy ale żeby wychwalać się jakie to z Nas "amazonki" Jeżu kolczasty...Jogurt toż to w klasie maturalnej cheba tylko obecnie się dzieje big_smile
Co tu udawać po pierwsze ...dajmy na to po latach związku? Większości z Nas zwyczajnie nie chce się zachowywać wiecznie jak LOLITY z pornoli aby Was mężczyzn zadowolić abyście nie poszli do burdeli spełniać Wasze niby wysublimowane a tak zwyczajne zachcianki ...zwyczajne ,bo do cholery w większości związków początki pałają romantyzmem/erotyzmem/całą kamasutrą.
I co z tego?? Gdy po nie czasie ...zaczyna się codzienność która dla zwykłej przeciętnej kobiety oznacza stabilizację/przyjaźń/ciepło rodzinne   .....dla Was co nie których pieprzoną RUTYNĘ I NUDĘ co z kolei rzutuje na wspólne relacje dwóch połówek,nie koniecznie pozytywnie.


Poczytaj wypowiedzi różnych kobiet, które wypłakują się, bo budowały relacje na kłamstwach, bo zapomniały powiedzieć, że kogoś mają, bo (nie)świadomie udawały, że to tylko kolega, albo nie przyjmowały do wiadomości, że on ma żonę/dziecko. Poczytaj ile kobiet wypowiada się w wątkach (nie tylko na tym forum) dotyczących seksu - jakie problemy najczęściej się przewijają? "Bo myślałam, że...", "Bo powiedziała jedno, ale zrobiłam drugie" itp itd.

Nie bardzo rozumiem,że ktoś zapomniał powiedzieć że kogoś ma...ale w w drugiej części przyznaję ci częściowo rację. Tyle ,że Ja uważam iż to kwestia dojrzałości zarówno emocjonalnej jak i fizycznej...do tego aby dojrzeć trzeba doświadczeń i mało która osoba w młodym wieku potrafi być życiowo mądra i podejmować logiczne decyzje.
Tylko, że to się ma  w obydwie strony ...Jogurcie smile

35

Odp: pogodzić zdradę

Nikandra, uważam, że nie za ostro pojechałem, raczej tak w sam raz. Inteligentna osoba zrozumie. A nasza autorka stanęła na wysokości zadania, bez zająknięcia ? któraj jak sama zauważyła życzę jak najlepiej. W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję, absolutnie nie odkrywcze spojrzenie na sprawę. Ludzie mając z kimś problem, czasem nie dostrzegając, że również ze sobą, najchętniej rozmawiają o tym z obcymi ludźmi ? bo łatwiej, a jeśli jest już anonimowo to super. Za to nie rozmawiają w sposób wystarczający ? z partnerem ? osobą, która w ogólnym mniemaniu jest ?problemem?. Takiego rozwiązania są prawie same minusy ? plus który mi pozostaje to możliwość innego spojrzenia na sprawę, nic więcej ? oczywiście to moja opinia, na tą chwilę. Odbijając piłeczkę, nie nosze w sobie złości, na ród kobiecy, ba ludzi zazwyczaj staram się traktować bez względu na płeć ? o ile to możliwe ? jednakowoż. Wracając do tematu problemem to brak wystarczającego spełnienia w aspekcie seksu. Zbyt wielu naczytałem się historii kobiet, które mimo ogólnie przyjętego spojrzenia na kobiety, że to one tak mało myślą o seksie, w potrzebie wybierały pierwszego lepszego by tylko ugasić pragnienia, a jeśli nie pierwszego lepszego , to byłego chłopaka, znajomego, pomijając przygodne wyjazdowe romanse. Kobietom absolutnie nie odmawiam i nie odmówię tego , że potrafią być bardzo gorące i nie raz poddają się popędu. Szkoda że nie głównie seksualnym, ale to już inny temat. Co do wysypiska ? kurcze nie umiałem znaleźć bardziej przemawiającego obrazu. Wibrator ? miał działać na wyobraźnię. Ale do rzeczy. Problemem jest Wasze łóżko, a nie kolega z pracy. On jest zewnętrznym ekspozycją niespełnienia, punktem oparcia, pozwalającym skupić wewnętrzne pragnienia i myśli. Zakładam, że jeśli w takiej sytuacji nie było by tego konkretnego kolegi, byłby inny ? pomyśl nad tym. Z uwagi na pewne walory ? choćby to, że się nad nim litujesz (wychodzi syndrom matkowania) - że żadna nie się nim nie zainteresowała w połączeniu z Twoimi potrzebami, jego cech, które Ci się podobają ? to że jest wolny ? i dostępny, spowodowało że padło na niego. Właściwie nie na nim, tylko na potrzebie seksu z nim. A rzecz w czym innym ? braku odpowiedniej rozmowy lub działania ze swoim małżonkiem. Proste ale pewne ? pogadajcie o fantazjach i je realizujcie. Samo psioczenie i działanie jakie do tej pory wykazywałaś w małżeństwie, może nawet inicjatywy, były najwyraźniej niewystarczające. Rosnąca frustracja podgrzewała gorące spojrzenia w kierunku kolego. Może czas na coś wielkiego w domu (w przenośni wibrator) czas na WIELKĄ zmianę, po której zapomnisz o koledze, a zauroczenie minie. Kobiety, które wyzwolą się spod tego typu uroków. po jakimś czasie zastanawiają się ? patrząc chłodno, bez pryzmatu mokrych majtek, niezaspokojonego libido ? co ja w takim , czy owakim widziałam. Niestety czasem trzeba dotknąć, (czytaj przeżyć) by uwierzyć, bo inaczej się nie zrozumie mimo chęci. Wczoraj czytałem wątek, faceta, miał żonę ? ona wyznała, że zauroczyła się ? on postanowił walczyć o małżeństwo ? ona miała wielką potrzebę żeby się przspać z obiektem swoich zainteresowań, obiecując że to będzie raz ? i koniec ? on po miesiącu nie spania, rozmów zgodził się, ona pojechała przepała się ? z młodszym tak na marginesie, wróciła i powiedziała że już nigdy więcej --- po dwóch dnaich oświadczyła, że jest w tamtym zakochana i odchodzi (w małżeństwie są dzieci). Więc tłumaczenie sobie i innym rzeczy póki się nie jest przekonanym i nie osiągnie odpowiedniego poziomu nastawienia ? nie będzie miało znaczeni. Nie jeden facet ? gdy ma potrzebę, to ogląda się za towarem, który nie jest absolutnie w jego guście, ale gdy jest potrzeba to na bezrybiu i rak ryba o ile nie czuje się spełniony. Tyle, że w przypadku mężczyzn, po spełnieniu, zazwyczaj szybciutko mija, czytaj po zaspokojeniu. U Ciebie, może u niektórych kobiet, trwa to znacznie dłużej, ale dla tego, że nie rozglądają się jak faceci za wieloma kobiet, mijanych w mini itd? kobiety zazwyczaj sobie kogoś upatrzą i ? się na nim koncentrują ? tak ja Ty prowadzą w głowie rozgrywki, dumają, rozpatrują dylematy. Popatrz na niego tak (choć to zupełnie inna bajka) jeśli kochasz to wybaczysz wiele, wiele niedociągnięć, które gdyby patrząc chłodnym okiem ? przeszkadzałoby, a na pewno przeszkadzało u innych. Podobnie jest przy zauroczeniach wiele ?negatywów? pomimo, że się je widzi ? pomija się je, tłumaczy itd.
Co do mojej natrętnej ?galanterii? i wyzwalania żądzy w jakiejkolwiek kobiecie ? jeśli na to tak spojrzeć, to pewnie masz rację. Jedna rzecz mnie broni w mojej ocenie oczywiście ? moje ?porady? nie mają w sobie grama goryczy, nie łatwo to dostrzec kiedy patrzy się na to co piszę powierzchownie. Ale nie  dla nich poświęcam swój czas.

36

Odp: pogodzić zdradę

Po jaka cholerę Ty mieszasz do tego pierwsze doświadczenia??

Czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci. Zarówno w kontekście facetów, jak i kobiet. Jak kobieta udaje i widzi, że to się sprawdza, to czemu miałaby przestać? Często zmienia partnerów, trochę poudaje, aby facet był zadowolony, sama też może się pochwalić koleżankom jakiego to ogiera miała, który to w razie czego powie dokładnie to samo. A może w drugą stronę - młody związek, libido duże, ale ona naczytała się, że faceci to tylko seks i nic więcej. No i zaczyna testować chłopaka - odmawia seksu, robi sceny zazdrości, grzebie w portfelu czy sprawdza maila/telefon. Chłopak nie wytrzymuje, odchodzi. Ona ze smutną satysfakcją stwierdza, że widać tylko na seksie mu zależało, choć intencje i uczucia miał szczere. W obu przypadkach kobiety nie mają powodów by przestać. A faceci z takich lekcji biorą nauki na całe życie. Czemu? Bo bierzemy ni mniej, ni więcej, a dokładnie tyle, ile nam dacie. To, że trzeba dojrzeć do pewnych spraw, to jest oczywiste, jednak wiek nie zawsze idzie w parze z dojrzałością.


Co tu udawać po pierwsze ...dajmy na to po latach związku?

Co udawać po latach związku? Jeśli buduje się związek i swoje doświadczenia na mniejszych lub większych kłamstwach i niedopowiedzeniach, to z czasem problem narasta. Niespełnienie i niezrozumienie przeradza się we frustrację obojga partnerów. Upływający czas tylko komplikuje, bo jednak przywiązujemy i przyzwyczajamy się do siebie, często pojawiają się dzieci lub wspólne zobowiązania finansowe. Nie każdy potrafi wyrwać się z takiego zakłamania, a proces ten jest zawsze bardzo bolesny dla obojga partnerów. Z nawykami trudno zerwać, więc te same problemy bardzo często wracają...

Jeżu kolczasty...Jogurt toż to w klasie maturalnej cheba tylko obecnie się dzieje big_smile

Nie, nie tylko (choć obecnie to niestety raczej gimnazjum niż liceum i to smutna prawda). Mam oczy i uszy. Widzę i słyszę. Nie jeden raz widziałem sytuację, w której babki w okolicy 20-45 lat stały w sklepie czy siedziały sobie w kawiarence w centrum handlowym i bez żenady, nawet nie ściszając głosu chwaliły się swoimi podbojami, numerami jaki wycięły swoim mężom czy nowymi miejscami, w których uprawiały seks i ile to razy nie doszły. Normalnie jakbym na dzisiejsze gimnazjalistki patrzył, które przechwalają się ile to nie wypiły i jak daleko nie rzygały. Czy to żarty? Choć uśmiechy najczęściej na ustach były, to w oczach sam snobizm, zawiść i chęć triumfu. Nie twierdzę, że to norma, ale jeśli są takie przypadki, to są i mniej przesadzone na zasadzie nie zawsze świadomego działania "a pochwalę się (choćby i zmyśloną historią), żeby podbudować ego". Faceci oczywiście też tak robią, ale my patrzymy na to przez palce. Tutaj wychodzi jednak różnica płci w kontekście podejścia do emocji. My najwyżej stwierdzimy "a pierniczy bajkopisarz" (choć bardziej dosadnie) i przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Kobiety natomiast przeżywają (a co ważniejsze lubią przeżywać) swoje emocje oraz lubią udowadniać (nawet bardziej niż faceci), która to nie jest lepsza - ładniejsza, zgrabniejsza, bogatsza itp. Możesz powiedzieć, że się mylę, ale te wszystkie "słit focie" to niby skąd? Moda? Ok - ale jakie są jej podstawy psychologiczne na dobrą sprawę?

Gdy po nie czasie ...zaczyna się codzienność która dla zwykłej przeciętnej kobiety oznacza stabilizację/przyjaźń/ciepło rodzinne   .....dla Was co nie których pieprzoną RUTYNĘ I NUDĘ

To akurat działa w obie strony, choć podejrzewam, że więcej kobiet skarży się na rutynę i nudę w związku niż facetów.

do tego aby dojrzeć trzeba doświadczeń i mało która osoba w młodym wieku potrafi być życiowo mądra i podejmować logiczne decyzje.

A to już jest kwestia tego, że w Polsce seks jest w zasadzie tematem tabu i brak jest jakichkolwiek wzorców, bo ilu rodziców rozmawia/rozmawiało ze swoimi pociechami o seksualności, masturbacji, seksie? Edukacja w tym względzie to grupa rówieśnicza, rynek porno i internet. Trudno się zatem dziwić, że obie strony popełniają tyle błędów.

Owszem, działa to w obie strony. Jednak w przypadku seksu to kobiety jednak częściej udają niż faceci. Znasz jakiegoś faceta, co odmówił seksu, aby sprawdzić kobietę? A taki co udawał podniecenie albo orgazm?

37

Odp: pogodzić zdradę
trudnodarmo napisał/a:

Szczerze mówiąc koncepcja seksuologa mnie zniechęca, bo musiałabym chyba iść tam z Mężem, a tym samym przyznać Mężowi, że ten kolega z pracy mnie pociąga, że z tym sobie nie radzę i że ten facet jest moją seksualną obsesją.

Jakbym miała cofnąć się w czasie musiałabym wyjaśnić dlaczego on mi się podoba i co jednocześnie mnie od niego odpycha. To plątanina pierwszych doświadczeń seksualnych i bardzo silnych emocji.

Musiałabym przyznać, że w pokoju pełnym ludzi zwróciłabym uwagę tylko i wyłącznie na oblecha i on również zwróciłby uwagę na mnie.

Musiałabym przyznać, że zaczęłam spotykać się z Mężem już wtedy kiedy oblecha poznałam, oboje zwróciliśmy na siebie erotyczną uwagę i poczułam dojmującą wściekłość, że on w ogóle ma czelność istnieć, choć planowałam, że więcej takiego egzemplarza nie spotkam.

Musiałabym przyznać, że najlepsze w zakochaniu się w moim Mężu na początku było to, że w ogóle przestałam o oblechu myśleć i poczułam się wolna.

Czy z tym wszystkim pomógłby mi seksuolog? Szczerze wątpię. Mąż natomiast doszedłby szybko do przekonania, że do oblecha mogę czuć znacznie więcej niż czystą chuć.

I co ja w tym całym procesie chadzania do seksuologa miałabym niby zrobić? Rzucić pracę? Uciekać przed cieniem oblecha? Doprawdy, nie jest to niestety takie proste.

Nie musisz na spotkania do seksuologa iść z mężem.....to jest twój problem a nie twojego męża.Rzeczywiście...gdyby wasze współżycie seksualne było niedogodnością dla was dwojga ...to wtedy terapia małżeńska byłaby nieunikniona.
Naprawdę dalej będę skłonna ,żebyś spróbowała sie tam wybrać,przecież jak po pierwszej wizycie uznasz,że to wszystko jest o kant........... to po prostu więcej nie pójdziesz....chyba proste rozwiązanie.
A co do oblecha...to widzę,że on jest jak "pluskwa".....siedzi w ukryciu ,wyłazi raz na jakiś czas i co prawda nie wypija krwi ,ale depcze ci psychikę.
Sama sobie z tym nie poradzisz...bo nawet jeżeli twój rozsądek weźmie górę nad pożądaniem to zawsze gdzieś tam "w środku" będzie tkwiło...."a gdybym mu uległa to czy byłoby tak pięknie?"......
To cię wykończy i nie pomoże w tym żadne ekologiczno-zdrowe podejście do życia.

38

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

Jeśli w związku prezentujesz podobne podejście do tematu seksu, co w swoich wypowiedziach to wcale się nie dziwię, że twój facet nie chce się z tobą kochać. Wykazujesz totalną ignorancję wobec drugiej osoby. Zakładasz, że cokolwiek nie zrobi, to tobie będzie za mało, bo przecież kobieta przy facecie musi się ograniczać, hamować i dostosowywać do jego mizernych możliwości. Bzdurne i mylne założenia. Pytanie "jak było" widzisz jako żałosne pytanie biednego nieboraka. Nie ma to znaczenia czy koleś jest słaby i pyta, bo faktycznie nie wie, czy też pyta, bo chce to usłyszeć - tak dla własnej satysfakcji, dla własnego ego. Są to bowiem dwa bardzo ważne sygnały dla CIEBIE. Po pierwsze partner nie orientuje się w twoich potrzebach i nie jest ich pewien. Prawdopodobnie nie przekazujesz mu informacji w tym względzie w sposób jednoznaczny i zrozumiały dla niego. Po drugie, facet może po prostu nie mieć aż takiego doświadczenia (lub mieć w tym względzie odmienne od twoich upodobań) i wymaga po prostu nauczenia.

Hm...dziękuję yoghurt007. Dzięki Tobie ponownie uświadomiłam sobie, co niektóre nieboraki przy mnie czuły. Ja grzeczna, młoda, dobrze ułożona panienka z dobrego domu z niektórymi facetami zaczynałam spokojnie rozmawiać o seksie, a oni (choć wcześniej bardzo na mnie napaleni), czuli się głupio i nie byli w stanie wykrzesać z siebie składnego zdania. Po pierwszej fazie niedowierzania, że ja - taka ładna, naiwna i grzeczna próbuję spokojnie rozmawiać z nimi o tych sprawach, szybko następował popłoch totalny. Skoro jestem taka wyluzowana to z pewnością ze mną coś nie tak. Widocznie się kurwię albo nawet i gorzej. Na tym etapie często następowało okazywanie mi nieufności a nawet pogardy.

Pojętna jestem, szybko przyuczyłam się zatem, żeby nie ujmować tym najbardziej niepewnym siebie samcom ich męskości. Nie wypada mi, żebym była bardziej wyluzowana, miała bogatsze fantazje itd. Powinnam padać z wrażenia, bo to dobrze robi na męskie ego (jak wspominałeś facet może chcieć usłyszeć, że był dobry "dla własnego ego"). A potem się faceci dziwią, że kobiety kłamią.

Co do ego - jeśli o mnie chodzi, to w seksie nie mam żadnego ego. Ja się nie sprawdzam - jeśli już coś robię to robię to dla frajdy, więc wszelkie pochwały są zbędne. Chwalić mnie za seks to tak jakby chwalić dzieciaka za to, że zachłannie liże swoje ulubione lody - można mnie wprawdzie pochwalić, ale to zupełnie bez znaczenia. Oczekuję informacji zwrotnej raczej w postaci jęków czy napięcia mięśni.

Bardzo cenię sobie facetów, którzy maja podobne podejście - wiedzą i widzą co robią oraz nie zadają durnowatych pytań (które aż nadto sugerują upragnioną odpowiedź).

A propos pytań - czy widziałeś kiedyś Yoghurt007 dobrego skrzypka, który po występie biega i pyta "jak było?, jak było?, podobało się?". Dobry skrzypek wie, że jest dobrym skrzypkiem nawet jeśli trafi na kiepskiego słuchacza. Cieszy i uskrzydla go samo granie.

Dzieci z kolei, które dopiero uczą się grać na cymbałkach często nader chętnie prezentują wszystkim napotkanym swoje ograniczone możliwości, a potem wołają "i jak było? ładnie gram?". Każdy sensowny człowiek wie, że nie można ranić odczuć takich dzieci - chwalisz je wtedy, a one zaczynają się puszyć "a widziałaś jak potrafię długo grać? naprawdę długo mogę i prawie nie fałszuję". Chwalisz je ponownie, a one już biegną dalej ze swoimi cymbałkami gotowe udowadniać innym napotkanym osobom swoje muzyczne kompetencje.

Na pociechę mogę jeszcze dodać - choć nie piszę tego przez złośliwość - że każdy pasjonat skrzypiec zaczyna od natrętnego wygrywania przaśnych i prostych melodyjek.

39

Odp: pogodzić zdradę
bellew napisał/a:

Zmień prace .... bo wulgaryzm

tyle lat ... jak Ty to wytrzymujesz ? poważnie pytam .
Pulsować tyle lat .... aż niewiarygodne
a jak się kochasz z mężem to kto jest przed Twoimi oczami ?

Jak wytrzymuję? Ano normalnie. Na początku byłam wulgaryzm, że się taki miał czelność trafić. Byłam wkurzona na swój organizm i swoje reakcje (nie pulsowałam wtedy jeszcze, jeśli już koniecznie chcesz wiedzieć, ale mniej zaawansowane funkcje fizjologiczne pojawiały się).
Mówiłam sobie zatem, że jestem podminowana, bo on jest takim podniecającym i inteligentnym męskim ścierwem, które się puszcza na prawo i lewo, a ja to widzę i nie dam się omamić.

Potem kiedy przychodził do mnie pogadać czasami kuliłam się w oddali z wzrokiem wbitym w podłogę, a on oczywiście rechotał zadowolony, bo widział, jak bardzo mi się podoba. Rozmawiać z nim raczej już nie mogłam, bo kiedy zaczynałam patrzeć na jego twarz to po prostu nie mogłam oderwać wzroku, a w samych naszych spojrzeniach była czysta pornografia.

Mniej więcej wtedy poznałam swojego męża, który zauroczył mnie dużo wolniej i mniej intensywnie, ale na szczęście skutecznie.

Byłam bardzo szczęśliwa, bo tamten przestał na mnie robić wrażenie. Mogłam kolegować się z nim zupełnie bez podtekstów i nawet chciałam się z nim kolegować, bo po ludzku go lubię.

Niestety jednak moje koleżeńskie plany spaliły na panewce. Mniej więcej w czasie, kiedy wzięłam ślub on przestał mnie zauważać w pracy. Nawet na zwykłe "cześć" nie odpowiadał.

Kiedy przypadkowo mijaliśmy się na korytarzu widać było po nim, jak mu przez twarz przebiega taki wyraz złości. Czasem też widziałam, że cofa się nerwowo, kiedy przechodzi obok mnie, zupełnie jakby się szarpał.

Takich tików nie dostrzegałam u niego wcześniej, ale doszłam do wniosku, że widocznie ma jakieś kłopoty, albo zupełnie zapomniał kim jestem (czegóż w końcu można oczekiwać po męskim ścierwie, które się puszcza na prawo i lewo).

Trwałam tak jako szczęśliwa mężatka przez kilka dobrych lat. Czasami mówiłam mu "cześć", ale skoro mnie nie poznawał to się przyzwyczaiłam, żeby też za bardzo go nie poznawać, chociaż czasami jeszcze jakiś naiwne "cześć" mi się wyrwało. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Obstawiałam, że po prostu ma jakieś kłopoty i myśli o nich.

Gdzieś tak ze cztery lata temu musiałam zawodowo coś z nim uzgodnić. Miał jakąś zgodę wydać na jakieś pracowe duperele, czy coś w tym guście. W tym czasie nie pamiętałam już nawet dobrze jak się nazywa. Poszłam do niego, a on sprawiał wrażenie jakby był zły i zaczął się do mnie na "Pani" zwracać. Skoro był formalny - to ja również.

Pamiętam, że w pewnym momencie usiadł do komputera, żeby coś sprawdzić. Odwrócił się do mnie na chwilę plecami. Miałam wtedy straszną impulsywną potrzebę podejść do niego i dotknąć go, powąchać (byliśmy sami w pokoju). Cofnęłam się i wbiłam w ścianę po przeciwległej stronie pokoju. Już do końca naszej rozmowy patrzyłam pod nogi. Czułam też złość w jego głosie i zachowaniu. Na szczęście dla obowiązków zawodowych był na tyle zły na mnie, że względnie szybko choć z odpowiednią dozą niezadowolenia załatwił to, o co prosiłam.

Jakoś tak ze dwa lata temu totalnie roztył się i oklapł. Jakby wszelka radość życia z niego uszła i było mu już wszystko jedno. Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, co się stało, ale oczywiście było to pytanie z gatunku tych, których nie zadaje się nieznajomym.

Zastanawiałam się, dlaczego facet, który podniecał mnie najbardziej na świecie wygląda na przybitego i ciężko upodlonego. Czasami jednak słyszałam jego śmiech, jak rozmawiał z innymi, i wtedy wydawało mi się, że nie jest tak źle z nim, jak wydawać by się mogło.

Pewnego dnia idąc korytarzem w pracy byłam bardzo wesoła, zauważyłam go i wypaliłam "cześć", a on w końcu po latach normalnie mi odpowiedział i nawet uśmiechnął się.

Potem kiedy przechodziłam podszedł do mnie i grzecznie po imieniu spytał mnie, kiedy ostatnio odwiedziłam moją rodzinę w Lublinie.

Ewidentnie pamiętał nasze rozmowy sprzed stu lat. Spojrzałam wtedy na niego. Uśmiechnęłam się cynicznie i drwiąco i brutalnie wypaliłam tekst w stylu "W rodzinne strony jeżdżę tylko jak się jakiś pogrzeb trafi".

Nawet nie wiem, jak mi to przyszło do głowy. W każdym razie przekaz był jasny - jestem wstrętną babą łasą na forsę, która nawet z rodziną nie potrafi kontaktów utrzymywać.

Byłam z siebie zadowolona, bo oczywiście czułam, co tej lubieżnej gnidzie po kilku latach mojego małżeństwa może chodzić po głowie.

Po jakiś dwóch tygodniach lubieżna gnida zaproponowała mi spokojnie, uprzejmie i kulturalnie (uprzednio przepuszczając mnie w drzwiach) seks. Za kasę.

Po pierwszym szoku poczułam się tak, jakby mnie kilka razy spoliczkował. Wydarłam się na niego. Przy ludziach. Wulgarnie zagroziłam mu pobiciem, a potem zaczęłam nękać go pytaniami w stylu "Co Ci wulgaryzm wulgaryzm do reszty?". Nie odpowiadał i szybko się zmył.

Gdybym go tego dnia jeszcze spotkała to chyba bym zabiła. Z wściekłości.

Potem znikł mi z oczu na dobre dwa miesiące. Zakładałam, że pewnie poszedł na urlop i liże rany albo po prostu się rozchorował.

Kiedy go w końcu zobaczyłam po tych nieszczęsnych dwóch miesiącach to poczułam jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. W jednej chwili poczułam tępy ból brzucha, ugięły się pode mną kolana i jeszcze zaczęła mi pulsować pochwa.

Do końca dnia chodziłam jak błędna nie rozumiejąc co się ze mną dzieje.

Od tego czasu to mi się powtarza. Z tym, że mam jeszcze okresy kiedy patrzę na gnidę i myślę "jakże on żałośnie wygląda, co mi się w nim mogło podobać?", ale oczywiście wiem wtedy, że oszukuję samą siebie i że ta nędzna, żałosna gnida pociąga mnie bardziej niż ktokolwiek inny.

Zabrania się używania wyrazów powszechnie uznawanych za obelżywe lub wulgarne.
moderatorka apoteoza

40 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-03-14 13:33:43)

Odp: pogodzić zdradę
trudnodarmo napisał/a:

Pojętna jestem, szybko przyuczyłam się zatem, żeby nie ujmować tym najbardziej niepewnym siebie samcom ich męskości. Nie wypada mi, żebym była bardziej wyluzowana, miała bogatsze fantazje itd. Powinnam padać z wrażenia, bo to dobrze robi na męskie ego (jak wspominałeś facet może chcieć usłyszeć, że był dobry "dla własnego ego"). A potem się faceci dziwią, że kobiety kłamią.

Nie padać z wrażenia czy kłamać, ale dać do zrozumienia, że też czułaś radość i przyjemność w sposób jednoznaczny i zrozumiały dla faceta. To jest zasadnicza różnica. Seks to nie tylko ty, ale też potrzeby, pragnienia i fantazje drugiej osoby. Tak, to działa w dwie strony i wiele zależy również od faceta. Jednak nie zapominaj o dwóch prostych, acz mylnych prawidłach funkcjonujących w naszej społecznej mentalności:

1) "kobieta daje"
2) "facet musi się wykazać"

Presja jest zatem spora. Tym bardziej, jeśli w grę wchodzi różnica libido. Wszak to facet musi być zawsze zwarty i gotowy, musi zapewnić kobiecie rozrywkę, umieć ją podniecić, rozpalić. Musi też zapewnić jej orgazm i zadbać o swój. A co z facetem? Jemu powinna wystarczyć świadomość, że kobieta ma ochotę, aby był zwarty i gotowy do działania? Nie każdy tak ma. Ba - większość raczej tak nie ma. Zwłaszcza w paroletnim związku.

Nawet pewny siebie i zdolny facet, o ile nie jest aktorem porno, może w końcu zwątpić, jeśli jego kobieta go nie chwali lub robi to po czym biegnie do łazienki z dwoma wibratorami. A niestety taki jawi się obraz twojego związku w tej kwestii. Z resztą pomyśl - jakbyś się czuła na dłuższą metę, jeśli facet by jęczał i się spinał, ciągle nalegał i miał kolekcję gadżetów przeznaczonych dla własnej radochy? Gwarantuję ci, że po kilku miesiącach byś zaczęła wątpić w siebie, czy dajesz mu radość i spełnienie, a jego podejrzewałabyś o zdradę.

Aby coś otrzymać, trzeba też coś dać. To uniwersalna zasada sprawdzająca się nie tylko w biznesie, ale i w związkach również. Nawet w seksie. Jeśli trafiałabyś w jego potrzeby, to seks na pewno byłby częstszy, bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Wygląda jednak na to, że zamiast rozbudzać jego zmysły to przygniatasz go swoją seksualnością. Jestem w stanie postawić złoto przeciwko orzechom, że jakbyś miała kilku kochanków to problem by nie zniknął, a wręcz by się nasilił.

Co do ego - jeśli o mnie chodzi, to w seksie nie mam żadnego ego. Ja się nie sprawdzam - jeśli już coś robię to robię to dla frajdy, więc wszelkie pochwały są zbędne. Chwalić mnie za seks to tak jakby chwalić dzieciaka za to, że zachłannie liże swoje ulubione lody - można mnie wprawdzie pochwalić, ale to zupełnie bez znaczenia. Oczekuję informacji zwrotnej raczej w postaci jęków czy napięcia mięśni.

Widzisz, kolejny raz dajesz do zrozumienia jak bardzo nie liczysz się w seksie z drugim człowiekiem. To, że ty tak masz, nie znaczy, że ta druga osoba ma mieć tak samo. Piszesz, że nie masz ego co jest bzdurą. Frustrację z powodu mężczyzn i niezadowalającego seksu czuć na kilometr.

A propos pytań - czy widziałeś kiedyś Yoghurt007 dobrego skrzypka, który po występie biega i pyta "jak było?, jak było?, podobało się?". Dobry skrzypek wie, że jest dobrym skrzypkiem nawet jeśli trafi na kiepskiego słuchacza. Cieszy i uskrzydla go samo granie.

Widziałaś kiedyś dobrego skrzypka, który daje koncerty ludziom, którzy nawet nie biją braw? Idąc twoim tokiem rozumowania powinno mu wystarczyć, że przyszli. Akurat artyści to mają nawalone w głowach pod tym względem i żądają uznania i docenienia jak mało kto. Są od tego wyjątki, jak zawsze, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że
tak właśnie jest.

Co do dziecięcej gry, to najwyraźniej dzieci nie posiadasz i nie miałaś z nimi za wiele do czynienia. Dziecko cały czas uczysz gry, a nie tylko pozwalasz na bezsensowne tłuczenie cymbałków. Nawet jak całymi dniami tłucze, bo grać za bardzo nie umie to i tak chwalisz - doceniasz w ten sposób nie samą grę, ale wytrwałość oraz motywujesz do dalszej nauki (o ile chwalisz w odpowiedni sposób, a nie dajesz podstaw do spoczęcia na laurach). Z czasem, dziecko faktycznie zaczyna pięknie grać. Nie inaczej jest z facetami. W zasadzie każda kobieta jest inna - każdą co innego ją kręci, co innego daje spełnienie. Kobiety mają bardzo zróżnicowane oczekiwania. Każda kobieta jest zatem jak inny instrument, który wymaga nauki w gry na nim. Czasem uczymy się bardzo szybko, a czasem bardzo powoli. Jednak trzeba nas motywować do starań i pomagać nam w nauce do czasu, aż osiągniemy zadowalający poziom. Z twoich słów wynika jednak, że takie podejście do seksu, które prezentujesz, wyrobiłaś sobie jeszcze zanim poznałaś swojego męża. Jeszcze przed waszym pierwszym zbliżeniem miałaś w sobie zakodowane, że co nie zrobi, to będzie dla ciebie za mało. Jak zatem mogłoby być dobrze? Najwyraźniej masz jakieś problemy z przekazem prawdy i prawdziwych uczuć. Skoro pociągał cie aż tak bardzo i to zanim poznałaś swojego męża, to czemu nie spróbowałaś z nim, a zainteresowałaś się innym, który cie zdecydowanie mniej pociągał? Skoro dałaś do zrozumienia facetowi, który cie pociąga, że dla ciebie liczy się jedynie kasa, to czemu się dziwisz, że potraktował cię jak dziwkę? Ja tu widzę gigantyczną rozbieżność pomiędzy tym co czujesz, tym co mówisz, a tym co robisz, a wszystko podszyte ogromnym brakiem szacunku do mężczyzn.

41

Odp: pogodzić zdradę

Dunkis, Yoghurt007 i Dor57 i innym bardzo dziękuję za wypowiedzi. Zwłaszcza Dunkis i Yoghurt007 dali mi dzisiaj do myślenia.

Dunkis uważa, że wulgarnością można kobietę otrzeźwić czy zawstydzić oraz zmusić do refleksji. Co do mnie - nie poczułam się obrażona, czy dotknięta, bo rozumiem i doceniam intencje. Lepiej czasami powiedzieć raz a mocno, żeby ktoś się zawstydził niż przemawiać do rozsądku, którego brak. Jeśli jednak o mnie chodzi to w zasadzie jestem i tak bezwstydna, więc trudno byłoby mi się obrazić.

Bardzo jednak proszę Cię Dunkis (a masz w sobie dużą empatię i inteligencję), żebyś wyobraził sobie, jak kobieta nadwrażliwa i egocentryczna odebrałaby Twój wulgarny post. Mogłaby poczuć, że nie ma w ogóle sensu zwierzać się na necie, a wtedy to już wcale nie można byłoby odwoływać się do jej rozsądku (no i nie poznałbyś dalszych jej losów, bo w ogóle przestałaby pisać).

Bardzo podobało mi się też to, co Dunkis pisał o jednorazowym wyskoku. Tak - szczerze mówiąc, najbardziej się obawiam, że mogłoby mi się tak spodobać, że bym się zaangażowała. W zasadzie nawet czuję, że prawdopodobnie byłoby to trudne do uniknięcia, bo kiedy oblecha dłużej nie widzę to zaczynam się niepokoić, czy wszystko u niego ok.

Dunkis również mi wytknął, że powinnam więcej z mężem rozmawiać. Może nieszczególnie o seksie, jak sobie dzisiaj uświadomiłam po przeczytaniu postu Yoghurta007, tylko o tym, jak durne jest męskie myślenie o "sprawdzaniu się sterczącą pałką".

Co do Yoghurta007 - cóż uświadomił mi,  że mąż może faktycznie czuć się zaszczuty czy przytłoczony moim rozbuchanym erotyzmem.

Inna sprawa, że jestem chętna do rozmawiania o seksie i mąż dostaje użyteczne informacje zwrotne oraz jest doceniany, bo jest dobry w tym co robi. Jest również na tyle mądry, że kiedy dech mi zapiera z zachwytu i kontempluję doskonałość to nie zawraca mi głowy durnowatymi pytaniami w stylu "jak było".

Jest jednak jedna głupia sprawa, którą Dunkis mi uświadomił. Mąż chyba też niestety w głębi duszy uważa, że musi "stanąć na wysokości", choć z mojego punktu widzenia to naprawdę sprawa bez większego znaczenia.

To całe męskie "sprawdzanie się" jest dla mnie śmieszne, bo przecież mój organizm pozwala na wielokrotny orgazm, czego nie można powiedzieć o żadnym męskim organizmie.

Dlaczego miałabym odmawiać sobie orgazmów (których jeszcze mogę mieć z łatwością kilka pod rząd) jeśli mój Mąż jest zmęczony? Czy jest jakaś zasada, która określa, że zniszczę ego faceta tym, że mam ochotę szczytować przy nim pod rząd ze trzy czy cztery razy? To chyba właśnie dobrze o nim świadczy - że jest w stanie mnie mocno podniecić.

Czy miałabym rezygnować z przyjemności kilkugodzinnego sobotniego spaceru tylko dlatego, że mojemu mężowi wystarczy do szczęścia półgodzinny trucht po parku? A niechże da mi się wyspacerować do woli i cieszy się tym, że jestem szczęśliwa zamiast wzbudzać we mnie poczucie winy i wstydu tym, że mogłabym lepiej wykorzystać czas oglądając razem z nim kilka powtórkowych odcinków "pogromców mitów".

Co tym facetom siedzi w głowach, że niektórzy uważają, że bezwzględnie są zobowiązani szczytować tyle samo razy co kobieta? Czy to jest zazdrość o orgazmy? Czy uważają, że ich organizmy są skonstruowane tak jak kobiece?

Przecież to absurd totalny i chociaż tłumaczyłam już Mężowi jak to jest debilne myślenie i on nawet intelektualnie bez trudu to obejmuje to jednak po przeczytaniu postu Dunkisa doszłam do wniosku, że Mąż prawdopodobnie emocjonalnie nie jest w stanie zaakceptować faktu, że biologicznie nie jest dostosowany do odczuwania rozkoszy z taką częstotliwością jak ja.

A żałosna prawda jest taka, że od piętnastego roku życia byłam przez kilka lat związana z facetem, który - technicznie rzecz biorąc - był impotentem (niepełne wzwody), a jednak był świetny w seksie. Naprawdę cudowny. Uwielbiał pieścić mnie i robił to doskonale. Był przeszczęśliwy, że może sprawiać mi taką cudowną, długotrwałą rozkosz. Gdyby nie fakt, że po jakimś czasie zachciało mu się sprawdzać swoje umiejętności również na innych (a wierz mi - to potrafi odebrać duszę i umysł) to pewnie bym go nie zostawiła.

Tak więc sztywna kuśka nie jest dla mnie żadnym argumentem w seksie. To po prostu kłamstwo, że facet musi stać na baczność.

Powiedziałabym o tym nawet mężowi w tak dosadni i bezpośredni sposób, ale jak on by przyjął fakt, że przez kilka dobrych lat zaspokajał moje potrzeby utalentowany i inteligentny impotent (i na dodatek - technicznie rzecz biorąc - pewnie nawet pedofil, bo mnie sobie upatrzył i zaczął emocjonalnie urabiać zanim skończyłam 15 lat)?

Poza tym Yoghurt007 - ja nie jestem obrażona na oblecha za to, że zaproponował mi pieniądze. Nie, wcale. Po prostu wtedy poczułam się zaszokowana i dotknięta. Rozumiem jednak dobrze w jakim kontekście doszedł do wniosku, że to może być dla mnie argument. Śmieszno-straszne jest to, że on z całym swoim porywającym (przynajmniej dla mnie) seksualizmem może w ogóle proponować pieniądze (sama mogłabym mu zapłacić;-) i jest na tyle zdesperowany i na tyle czuje się samotny, że w ogóle mógł zaryzykować taką akcję w pracy (mógł sobie bardzo nabruździć gdybym zdecydowała się pójść na skargę, a byłam taka wściekła, że w zasadzie niewiele brakowało).

Dor57 - nie wydaje mi się, że ten seksuolog coś by pomógł. Po prostu widzę po obleśnej pluskwie, że ma podobne podejście do seksu, jak mój pierwszy partner. Bardzo lubi sprawiać przyjemność i nieszczególnie (jeśli w ogóle) mogłabym liczyć na jego wierność.

42

Odp: pogodzić zdradę

Tak więc sztywna kuśka nie jest dla mnie żadnym argumentem w seksie. To po prostu kłamstwo, że facet musi stać na baczność.

Doprawdy? Skąd zatem tyle oburzenia, złości i pogardy w twoich słowach?

Też poszłam tropem wibratorów. Mam całą kolekcję. Nie pomagają.

Facetom się wydaje, że dużo mogą, a tak naprawdę mogą dużo mniej i dużo krócej niż kobiety. Na dodatek mniej czują. Kobiety muszą tak naprawdę bardzo się natrudzić, żeby dostosować się do ograniczonych męskich potrzeb. Tylko, że wyrzekając się swoich potrzeb wyrzekają się części siebie. Na szczęście dla mężczyzn kultura od małego przyzwyczaja kobiety do tego, żeby były wstydliwe i nie prosiły o zbyt wiele.

Skąd te wszystkie żałosne teksty po stosunku w stylu "jak było"?

To on nie widział jak było? Był nieobecny duchem? Widać jest słaby w te klocki do tego stopnia, że nie umie poznać, więc trzeba mu powiedzieć, że "było ok". Dzięki temu może następnym razem będzie bardziej spostrzegawczy i mniej spięty.

Masz bardzo duży problem z własną seksualnością, który pomoże ci rozwiązać jedynie lekarz specjalista. Zbyt często i zbyt mocno się rozjeżdżasz w swoich słowach....

43

Odp: pogodzić zdradę

trudnodarmo, w poprzednim poście miałem napisać - jesteś cholerną egoistką - tyle, że się powstrzymałem, widać niepotrzebnie bo zdajesz sobie z tyego sprawę. Wyobrażać sobie tego nie musze, bo pisałem właśnie do egoistki tyle, że z owiele ciekawszą osobowością i na pewno na tyle inteligentną, by w tym co pisałem, znalazła esencje, a nie skupiała się na głupotach. Piszesz tu dla siebie a nie dla nas. Piszesz w sposób otwarty, prostolinijny, a czasem tak, że się śmieję - rozbawiony - pozytywnie, broń boże nie naśmiewam się.
Nie wiem, czy to dobre, ale pozwól żyć temu swojemu oblechowi w swojej głowie, nie walcz z nim - z myslami o nim - każdy ma swoje fantazje - twoje po prostu skupiły się na jednym punkcie. Traktuj go, jak obiekt zainteresowania, przyjaciela, z którym się nie rozmawia, może wtedy Twoje uda ostygną, a jesli nie , to przypomnij sobie jak potraktował Cię jak prostytutkę - broń boże nie - jeśli przyznasz się przed sobą - że Cię to podnieciło. Ekspresja jaka z Ciebie wyszła w tamtej sytuacji - wcale nie musiała oznaczać to co mówiłaś - a jedynie reakcję, jaką sobie wyobrażasz, że w takiej sytuacji powinna nastąpić.
A prop durnego sposobu myślenia faceta - ja, Twój mąż i pewnie znakomita część mężczyzn instynktownie czuje potrzebę stanięcia na wysokości zadania, sprawdzenia się - choćby dla podbudowania swojego ego. Kobiety uzyskują to w zupełnie inny sposób - dla tego - w tej konkretnej kwestii, tak łatwo przyszło Ci napisać, że to dla Ciebie sprawa bez większego znaczenia. Jednak uprzejmie proszę, nie bagatelizuj się na głos z rzeczy,(miałem napisać wyśmiewaj się), która dla innych może mieć spore znaczenie. Nie raz kobiety manipulują mężczyznami wchodząc na ich ambicję - myślę, że chęć sprawdzenia się - jest jej częścią.
To o czym piszesz - wielokrotny orgazm, spacer, filmy - przecież to kwestia rozmowy - dogrania się. Nie psiocz - tylko siądź z nim i porozmawiaj o tym. Małżeństwo to rónież coś za coś, ale trzeba oprzeć to o ustalenia - warto. Każdy popełnia błędy. Jeśli się nie przebijesz przez jakiś tam mur - zadziałaj jak kobieta.

A teraz włożę kij w mrowisko - propozycja - oblecha - seks za kasę - nie pomyślałaś, że on może tam mocno CIe pragnął, przy tym tak bardzo zawiedziony, że mimo gorących spojrzeń, wziełaś między uda, i do ołtarza, innego faceta - że w końcu nie wytrzymał i palnął coś co TRZEŹWO myślącemu facetowi  nie zaproponował koleżance tym bardziej w prazy? TO nie był żart - to był akt desperacji. A Ty rzuciałaś go na kolana. Myslę że jeśli nawet teraz byś mu zaproponowała, po tym seks - odmówiłby. Składając propozycję w jego oczach stałabyś się nieobliczalna, traktowałabyś go jak zabawkę - zwyczajnie - bał by się co z tego będzie (choć oczywiście może by zaryzykował - ale pomyśl - dając mu spełnienie, rozochocenie - .... przerwa - pisałaś o tym przykładzie co Ci wcześniej dałem - gdybyś spróbowała - to kto wie - może by Ci się spodobało - i chciałabyś więcej... a pomyślałaś, o tym co by mogło być - gdyby oblechowi się spodobało ????? masz pweniw większa wyobraźnieą, ale spróbuję wariant pierwszy - tobie się spodobało ... następstwa ? już widzisz... drugi wariant - on okazałby się porażką, nie za pierwszym razem, ale za drugim , trzecim gdybyś na to spojrzała trzeźwo --- a jemu by się spodobało... następstwa...

A jego postawa, opisana przez Ciebie, po tym jak wziełaś ślub, to jego forma obrony przed sytuacją - nie myslałas o tym? To jego próba odcięcia się... wyobraź sobie odwrotną sytuację --- może jego zachowanie nie było najlepsze - z Twojego punktu widzenia - ale ważne, że on w jego mniemaniu - trzymał łapy z daleka od Ciebie - od mężatki - docen to, a nie gań. Jak Ty byś chodziła - mając na niego niewyrażoną ochotę, gdyb to on się ożenił, a Ty byłabyś wolna - czy nie przechodziły by Ci przez głowę myśli - trudno - spaprałam, bo się nie odezwałam, czy mam prawo niszczyć jego małżeństwo, narażać siebie i jego w pracy, ranić inna kobietę? Stało się, pozwól mu odejść - i skoncentruj się na ... rozmowie i orgazmach z penisem który masz w zasięgu.

44

Odp: pogodzić zdradę

Dunkis i Yoghurt007 - dziękuję:-) Dzięki pisaninie z Wami mogę co nieco ułożyć sobie w głowie.

Yoghurt007 - masz chłopie dużo bardziej emocjonalne podejście do sprawy. Dzięki Tobie zrozumiałam, jak emocjonalnie zaszczuty może się czuć mój Mąż. Faktycznie może myśleć o jakimś durnowatym sprawdzaniu się, bo moje zapędy na trzy czy cztery orgazmy pod rząd w swojej obecności traktuje z dużym dystansem i nawet jakby - z przestrachem.

Uświadomiłeś mi, że chyba jestem aktualnie na najlepszej drodze do tego, żeby wyhodować światu kolejnego impotenta, który będzie leczył swoje kompleksy na piętnastoletnich dziewczynkach.

Ach, gdyby tylko Mąż mógł emocjonalnie zaakceptować fakt, że jest mi nieomal wszystko jedno, czy wymasuje mi pochwę penisem, palcami czy wibratorem! Najważniejsze dla mnie, żebym była dobrze wymasowana, a i tak uważam, że najbardziej sprawne i niestrudzone są silne męskie dłonie kierowane spostrzegawczym umysłem:-)

Szczerze mówiąc uważam także, że skoro już Matka Natura/Stwórca Wszechwieczny (niepotrzebne skreślić) obdarowała mnie opcją odczuwania kilku orgazmów pod rząd to szkoda byłoby z tej opcji nie korzystać (byłoby to zwykłe marnotrawstwo).

Nawet nie wymagam, żeby On, wymęczony, jeszcze zaspokajał mnie palcami czy wibratorem (choć oddałabym za to duszę i mogłabym w zamian więcej gotować).

Ja bym po prostu chciała, żeby przy mnie był, kiedy dochodzę te kolejne razy, bo sam jego zapach i dotyk jego skóry sprawiają mi przyjemność.

Z moich doświadczeń Yoghurt007 wynika, że to faceci dają - są sprawcami mojej rozkoszy. Sami wymagacie raczej niewiele i niewiele Wam potrzeba, żebyście mogli czuć się w pełni spełnieni, do końca się wyszaleć.

Gdy pytam Męża, jak bym mu mogła bardziej dogodzić, to on rzadko w ogóle ma jakiekolwiek wnioski racjonalizatorskie. Pozostali moi partnerzy również wykazywali się w tej mierze nudną powściągliwością. Nawet mam odczucie, że niepotrzebnie psułam sobie oczy czytając te wszystkie wyuzdane poradniki seksuologiczne, bo udziwnione fiki-miki nieszczególnie Was pociąga (wbrew tym ekscytującym obiegowym opiniom).

Możecie za to dawać z siebie bardzo wiele. Tylko zwykle wcale nie chcecie. Myślałam przedtem, że to przez oszczędność czasu, ze złośliwości albo z wrodzonego skąpstwa. Teraz oświeciliście mnie, że Wy po prostu czujecie potrzebę "sprawdzania się kuśką".

Ha...no i w końcu rozumiem, co mi zrobił kolega impotent. Był na tyle cwany, że się z tego mitu "sztywnej kuśki" zdołał częściowo wyzwolić. Był też na tyle dobry, że łaskawie robił mi wszystko, co chciałam i jak chciałam. Tylko miałam być miła i zasłużyć na nagrodę. Byłam zatem miła, kochałam go i wielbiłam tak, że dałabym się za niego zabić i pokroić na żyletki. A on podle i niecnie wzbudzał we mnie zazdrość, flirtował na moich oczach, dokuczał mi, manipulował mną i bawił się moim bólem.

Z wypowiedzi Dunkisa wynikałoby, że kolega impotent postępował tak, jak czasami wobec mężczyzn postępują kobiety. Skończył chyba podobnie - odeszłam, bo nie mogłam znieść jego podłych gierek. Mimo to pozostaliśmy w koleżeńskim kontakcie, bo mimo wszystko w jakimś sensie (choć było to absolutnie bez sensu) kochałam go nadal.

Impotent spokojnie przyjął do wiadomości również mój ślub, ale po jakimś czasie chciał mnie z powrotem ściągnąć do siebie odwołując się do mojego pragnienia niebiańskiego seksu. Jako argument przedstawił mi też swoje nieruchomości (które miałabym przejąć po jego śmierci) oraz oszczędności (również po swojej śmierci - jako bonus).

Nie skorzystałam z tej (jakże atrakcyjnej) oferty, bo kocham swojego męża, jednak w wyniku powyższych życiowych doświadczeń nauczyłam się następujących prawd:

1) to mężczyzna daje (rozkosz i bliskość, ale również - jeśli zajdzie taka potrzeba - buty, podręczniki, jedzenie, ciepłe ubranie),
2) mężczyzna to istota kapryśna, uwodzicielska i manipulatorska, która zawsze wie lepiej i narzuca mi swoją wolę groźbą odstawienia mnie od seksu,
3) stercząca kuśka nie jest mi ani mężczyźnie do niczego potrzebna.

Oblecha wykryłam jako stwora takiego samego gatunku jak kolega impotent. Wzbudził we mnie takie same erotyczne potrzeby i fantazje, bo kiedy patrzył mi w oczy nienachalnie i subtelnie poruszał palcami prawej ręki w dokładnie ten sam sposób, jaki uwielbiam w sobie. Na dodatek niewymuszenie robił coś z ustami i językiem. W kolejności patrzył na różne partie mojego ciała i pokazywał mi, co i jak robiłby ze mną. To było jak obietnica. Nie mogłam nawet na moment oderwać od niego wzroku, bo hipnotyzował mnie tymi swoimi męskimi sztuczkami.

Na to do pokoju weszła Dorotka i słuchając naszej absolutnie debilnej rozmowy, która nie miała już żadnego sensu zaczęła uważanie przypatrywać się nam.

Dorotka była kilka lat starsza ode mnie, na dodatek znacznie mniej atrakcyjna. Nie zwracaliśmy na nią uwagi. Byliśmy pochłonięci sobą. To było cudowne.

Nagle poczułam, że Dorotka się spina. Była wściekła. Zaczęła głośniej oddychać ze złości, ale widziałam ją tylko kątem oka, bo patrzyłam w oblecha jak w obrazek, złość Dorotki nie obchodziła mnie ani trochę, a oblech zdawał się ją totalnie ignorować.

Dorotka przez cały czas napinała się. Była już krańcowo wściekła. Czuć było, że za chwilę wybuchnie. Jakaś część mojego umysłu zastanawiała się, co nastąpi, ale prawie bez reszty byłam pochłonięta erotycznym tańcem języka w buzi oblecha.

W pewnej chwili oblech odwrócił się do Dorotki i spytał ją głosem brzmiącym jak twierdzenie- "To jak? Chcesz się ze mną pieścić?".

Biedna Dorotka nie mogła ani potwierdzić ani zaprzeczyć, więc wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami, a ja - w dużo chłodniejszej już atmosferze - zakończyłam beznadziejnie głupią pogawędkę z oblechem. 

Zastanowiłam się potem nad tym, co zaszło i doszłam do wniosku, że impotent ciągle sprawiał, że czułam się jakbym brała udział w konkursie na jego dziewczynę. Ciągle też ten konkurs wygrywałam swoją miłością i słuchaniem go we wszystkim.

Zrozumiałam szybko, że oblech już ustawił mnie sobie w roli uczestniczki kolejnego perwersyjnego konkursu piękności. Był taki sam jak impotent. Nie - w zasadzie był nawet dużo gorszy, bo impotent nie poniżyłby mnie nigdy tak, jak oblech poniżył Dorotkę.

Czułam też wstyd, że w ogóle wzięłam w tym udział. Postanowiłam sobie, że bez względu na fakt, że ciągnie mnie do oblecha jak cholera, to zostawię go Dorotce. W końcu dziewczyna była starsza i brzydsza ode mnie, więc dawałam jej przed sobą pierwszeństwo, a ja i tak miałam już serdecznie dość facetów pokroju impotenta.

Następny raz oblech odwiedził mnie gdzieś po miesiącu. Chciałam go spytać, czy już mu się Dorotka znudziła, ale nasze rozmowy nigdy nie były bezpośrednie i zawsze dotyczyły jakichś banalnych spraw, więc po prostu stałam się dla oblecha krańcowo niemiła i nie patrzyłam już więcej na jego twarz.

Oblech zrozumiał, roześmiał się i poszedł. Przychodził do mnie jeszcze kilka razy przez kilka następnych miesięcy. Za każdym razem traktowałam go tak samo, a on mi opowiadał o okolicy, w której mieszka i o tym jak blisko są tam sklepy. Tak się fajnie składało, że miał duże mieszkanie.

Zrozumiałam, że znowu wygrałam konkurs piękności, wiedziałam już jednak dokładnie, ile kosztuje utrzymanie korony, więc ten wygrany konkurs piękności wcale mnie nie cieszył.

Spotykałam się z innymi, a na oblecha warczałam kurtuazyjnie, kiedy tylko próbował ze mną rozmawiać. Nawet kumpel oblecha przyszedł do mnie z informacją, że oblech bardzo mnie lubi. Sondował moją reakcję. - Ja też bardzo go lubię - odparłam ze sztywną kurtuazją. Bardzo chciałam dodać, że za dwa tygodnie będzie mój ślub, ale powstrzymała mnie myśl, że oblech mógłby mi jakiś numer chcieć wywinąć.

Głęboko wierzę, że oblech zasłużył na to, co ma. Pogardzam nim nie bardziej niż pogardzam samą sobą. W głębi serca chciałabym jednak dla oblecha jak najlepiej.

Rozpisałam się bardzo. Dziękuję Dunkisowi i Yoghurt007owi za posty. Teraz akurat jestem tak zmęczona i w tak kontemplacyjnym nastroju, że nie mam w ogóle na oblecha ochoty.

Najchętniej zorganizowałabym mu jakąś piękną, interesującą dziewczynę, która by się w nim bez pamięci zakochała, a po jego śmierci przejęła jego nieruchomość wraz z oszczędnościami.

Tak, Dunkis - jestem w pełni świadoma swojego gorszącego egoizmu.

Masz rację Yoghurt007 - powinnam koniecznie poddać się leczeniu. Najlepiej psychiatrycznemu (będzie bardziej kompleksowe).

45

Odp: pogodzić zdradę

Gdy pytam Męża, jak bym mu mogła bardziej dogodzić, to on rzadko w ogóle ma jakiekolwiek wnioski racjonalizatorskie. Pozostali moi partnerzy również wykazywali się w tej mierze nudną powściągliwością. Nawet mam odczucie, że niepotrzebnie psułam sobie oczy czytając te wszystkie wyuzdane poradniki seksuologiczne, bo udziwnione fiki-miki nieszczególnie Was pociąga (wbrew tym ekscytującym obiegowym opiniom).

Widzisz, bagaż emocjonalny jaki nazbierał się pomiędzy mną, a moją byłą już narzeczoną był i jest tak duży, ze również powiedziałbym, iż trzeba mi niewiele. Choć tak na dobrą sprawę bardzo chętnie poeksperymentowałbym z wieloma rzeczami i popróbował nowych przy częstotliwości współżycia minimum te 3 razy w tygodniu. Czemu tak się dzieje? Zapewne dlatego, że kiedy coś lub ktoś nas przytłacza, to sami na ten aspekt się wyciszamy. To jak w powiedzeniu, że szewc w dziurawych butach chodzi. Tak się skupiamy na dawaniu, że nie potrafimy brać.


1) to mężczyzna daje (rozkosz i bliskość, ale również - jeśli zajdzie taka potrzeba - buty, podręczniki, jedzenie, ciepłe ubranie),
2) mężczyzna to istota kapryśna, uwodzicielska i manipulatorska, która zawsze wie lepiej i narzuca mi swoją wolę groźbą odstawienia mnie od seksu,
3) stercząca kuśka nie jest mi ani mężczyźnie do niczego potrzebna.

1) Mężczyzna może też rozkosz dostawać.
2) Skoro jedynym argumentem jest dla ciebie seks lub jego brak, a nic innego do ciebie nie dociera....
3) A to już cokolwiek dziwne stwierdzenie. Nie jest dla ciebie ważne podniecenie partnera, ani jego przyjemność? Jakbym ci wyciął łechtaczkę, to ciekaw jestem czy równie ochoczo mówiłabyś o zbędności sterczącej kuśki.

jest mi nieomal wszystko jedno, czy wymasuje mi pochwę penisem, palcami czy wibratorem! Najważniejsze dla mnie, żebym była dobrze wymasowana,

Skoro nie ma dla ciebie znaczenia co wkładasz między nogi, aby tylko coś sobie wsadzić kiedy ty tego wymagasz, no to nie uważasz, że jest to podstawą do konsultacji u seksuologa? To zdecydowanie nie jest normalne. Normą jest chęć zmienności doznań i zróżnicowany bagaż emocjonalny względem formy pieszczot. Tymczasem tobie wszystko jedno - abyś tylko była dobrze wymasowana.

46

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

jest mi nieomal wszystko jedno, czy wymasuje mi pochwę penisem, palcami czy wibratorem! Najważniejsze dla mnie, żebym była dobrze wymasowana,

Skoro nie ma dla ciebie znaczenia co wkładasz między nogi, aby tylko coś sobie wsadzić kiedy ty tego wymagasz, no to nie uważasz, że jest to podstawą do konsultacji u seksuologa? To zdecydowanie nie jest normalne. Normą jest chęć zmienności doznań i zróżnicowany bagaż emocjonalny względem formy pieszczot. Tymczasem tobie wszystko jedno - abyś tylko była dobrze wymasowana.

Yoghurt007 lubię dyskutować z ludźmi, bo to zawsze poszerza horyzonty. Piszesz, że może Męża przytłaczam swoim rozbuchanym libido i potrzebami. Myślę, że masz rację. On ma mniejsze potrzeby, a ja oczekuję, że pomoże mi zaspokoić moje potrzeby bez względu na to, czy jego kuśka będzie stała czy nie. Bo dla mnie on nie musi się sprawdzać. Dla mnie to naprawdę bez znaczenia. Byłby dla mnie seksowny nawet gdyby nigdy mu nie stanął, bo jest wyjątkowo zmysłowym facetem o cudownej, wrażliwej skórze. Kiedy go dotykam widzę, jak on to odczuwa, jak reaguje jego skóra na mój dotyk. Muskanie go czy głaskanie jest dla mnie jak cudowna zmysłowa podróż. Mąż jest w tej mierze naprawdę wyjątkowy, bo jego skóra jest bardziej wrażliwa na dotyk niż moja własna. Mąż bardzo lubi, kiedy go dotykam czy głaszczę, a ja uwielbiam to dla niego robić. Szczerze mówiąc jednak w rewanżu wolałabym masaż pochwy niż przytulanie.

I tak się zastanawiam Yoghurt - wyobraź sobie proszę, że masz kumpla Lolka. Popijacie sobie piwko i gadacie o męskich sprawach. Kumpel Lolek mówi Ci, że w zasadzie lubi i w cipkę i w usteczka i w pupkę. Wyznaje Ci, że w zasadzie prawie wszystko mu jedno, czy zaspokoi się w miejscu X, Y czy Z, byleby również dziewczynie sprawiało to jakąś przyjemność. A po kolejnym piwie dodaje, że w zasadzie najbardziej lubi, jak doświadczona wirtuozka robi mu to ustami.

Czy (po wytrzeźwieniu rzecz jasna) doradziłbyś w dobrej wierze kumplowi Lolkowi, żeby poszedł do seksuologa porozmawiać o swoim problemie, bo "normą jest chęć zmienności doznań i zróżnicowany bagaż emocjonalny względem formy pieszczot, tymczasem jemu jest wszystko jedno - aby tylko się spuścił"?

Doradziłbyś tak kumplowi Lolkowi?

A gdyby tak kumpel Lolek miał wspaniałą, cudowną, zmysłową dziewczynę, która nie wilgotniałaby tak szybko jak inne i postrzegała to jako problem? Czyż nie byłoby dobrym rozwiązaniem, gdyby Twój napalony kumpel Lolek włożył kuśkę w jej słodkie usta? Czy doradzałbyś mu, żeby on się całe lata ograniczał do tych rzadkich razów, kiedy ona będzie dość wilgotna?

Przecież chłopak zacząłby chodzić po ścianach, onanizować się po kątach a w końcu rozglądać za innymi spódniczkami (nawet gdyby ją kochał).

Dlaczego oczekujesz ode mnie, że ograniczę swoje potrzeby? Jak myślisz, że tego dokonam - pójdę do seksuologa, a on przeprowadzi na mnie lobotomię? A może pójdę do księdza, a on mi powie, że opętały mnie demony i za każdym razem kiedy moja pochwa będzie krzyczeć o masaż powinnam się dokładnie wybiczować i położyć stówę na tacę, bo jestem straszliwą grzesznicą.

Tak doradzasz, że naprawdę już ten oblech wydaje mi się rozwiązaniem najbardziej higienicznym, praktycznym i sympatycznym. Zapylić mnie i tak by pewnie nie mógł. W zasadzie przeprosiłam go potem, że się na niego wydarłam, a on przyjął to do wiadomości. Widuję go - nie jest na mnie już obrażony. Cóż by się stało, gdyby robił dla mnie to, czego odmawia mi Mąż. Przecież Mężowi nic by nie ubyło?

Najgorsze w tym wszystkim jest, że Mąż mi odmawia, bo prawdopodobnie przeżywa, że kuśka mogłaby nie powstać, a ten który by mi dawał robiłby to właśnie dlatego, że jemu stanąć nie może.

Czyż to nie jest koszmarny paradoks? Jak poczułby się mój Mąż gdybym zdradziła go, bo mi nie daje z kimś komu w ogóle nie staje?

W tej chwili trzyma mnie tylko myśl, że nie chciałbym zrobić oblechowi krzywdy, bo już jeden patologicznie zazdrosny desperat (wprawdzie ze zwartą kuśką, ale mizernymi umiejętnościami manualnymi) nachodził mnie, groził mi i straszył, że popełni samobójstwo z mojego powodu. Nie chciałabym znowu przez to wszystko przechodzić, bo kiedy facetowi odjebie to naprawdę jest dramat.

47

Odp: pogodzić zdradę

"Doradziłbyś tak kumplowi Lolkowi?"

Oczywiście, ze nie - wszak on powiedział co lubi mniej, a co bardziej. Przecież nie powiedział, że jemu wszystko jedno czy zadowala się ręką, czy jakimś gadżetem, czy uprawia seks z kobietą - nie ważne, bo w sumie liczy się tylko, aby tylko doszedł....

Co do drugiego przypadku, to już jest bardziej złożone. Na pewno znaczyłoby to, że problem ma albo ona, bo jest jakaś przygaszona i zobojętniała, albo on, bo chce za dużo.


Ależ ja nie oczekuję, że będziesz się ograniczała. W żadnym wypadku - nie ma to sensu przecież. Chodzi jedynie o to, abyś nie przytłaczała swoją seksualnością swojego męża, bo to co dla ciebie nie ma znaczenia, może mieć istotny wpływ na jego poczucie własnej wartości jako twojego kochanka.


Nie mogę teraz napisać nic na pewno (bo zacznijmy do tego, że wiem jak to jest chodzić niespełnionym seksualnie z powodu braku seksu), bo każdy z nas jest inny, ale wydaje mi się, że jeśli byłbym twoim mężem, to moje ego dostałoby skrzydeł jeśli ostentacyjnie wywaliłabyś swoje erotyczne gadżety z tekstem ala 'milion razy wole twoje paluszki niż te sztucznizny, które niczego mi nie dają'. Niestety, ale ciągłe naleganie na seks i kupowanie gadżetów z jego braku daje przekaz twojemu mężowi, że się nie sprawdza w roli kochanka.


Zdrada na dobrą sprawę nigdy nie jest rozwiązaniem.

48

Odp: pogodzić zdradę
yoghurt007 napisał/a:

"Doradziłbyś tak kumplowi Lolkowi?"

(...)

Co do drugiego przypadku, to już jest bardziej złożone. Na pewno znaczyłoby to, że problem ma albo ona, bo jest jakaś przygaszona i zobojętniała, albo on, bo chce za dużo.


Ależ ja nie oczekuję, że będziesz się ograniczała. W żadnym wypadku - nie ma to sensu przecież. Chodzi jedynie o to, abyś nie przytłaczała swoją seksualnością swojego męża, bo to co dla ciebie nie ma znaczenia, może mieć istotny wpływ na jego poczucie własnej wartości jako twojego kochanka.

(...)

Niestety, ale ciągłe naleganie na seks i kupowanie gadżetów z jego braku daje przekaz twojemu mężowi, że się nie sprawdza w roli kochanka.


Zdrada na dobrą sprawę nigdy nie jest rozwiązaniem.

Yoghurt007 jestem Ci wdzięczna za Twój samczy punkt widzenia, bo dzięki Tobie (i Dunkisowi) dotarło do mnie w końcu, o co chodzi mojemu mężowi (oraz o co chodziło tym nieszczęśnikom, którzy się na mnie nie/skusili, a w kontekstach seksualnych  - z mojego punktu widzenia - zachowywali się nielogicznie, nerwowo i dziwacznie).

Nawet mój mądry, seksowny mąż bał się, kiedy zaczynałam z nim rozmowę na te tematy. Dzięki Tobie zrozumiałam, że on mógł uważać, że się nie sprawdza.

Nawet nie chciał rozmawiać ze mną na te tematy. Był spięty, a ja widząc jego zestresowanie odpuszczałam rozmowę na czas, kiedy mu przejdzie (co oczywiście nigdy nie nastąpiło).

Wczoraj zaczęłam z nim znowu o tym rozmawiać. Błyskawicznie zrobił się spięty, więc zaczęłam z nim obśmiewać te niektóre zupełnie bezsensowne sytuacje, podczas których nie wypadł może tak popisowo jak wiodący aktor porno. Tłumaczyłam mu, że ja sama też nie zawsze mam orgazm, ale nie przeszkadza mi to wcale bawić się bliskością i seksem. Powtarzałam, że seks to nie maraton, gdzie liczy się zawsze dobiegnięcie do mety, że w połowie tej zabawy też można zrezygnować z finału i nadal jest cudownie. W końcu nawet i Mąż zaczął się śmiać. Mam nawet wrażenie, że śmiał się na luzie i z przekonaniem, ale żeby odczarować całe te lata, podczas których on uczony był innego myślenia potrzebuję przeprowadzić z nim wiele takich rozmów.

Tak więc - dziękuję:-) Tobie i Dunkisowi.

Ponieważ tak wiele Ci Yoghurt007 zawdzięczam chciałabym również coś Ci podarować - konkretnie podarować Ci inny punkt widzenia.

Jak myślisz dlaczego natura podarowała kobietom kilka orgazmów w pakiecie, a facetowi tylko jeden lub dwa?

Jak myślisz, dlaczego tak się stało? Jaka była wiodąca logika teorii ewolucji w tym przypadku?

Faceci wiadomo wytwarzają spermę i mają płodzić dzieci. Powinni być w stanie sprawdzać się szybko i możliwie często, żeby zapłodnić jak najwięcej samiczek. Im szybciej się sprawdzają tym lepiej dla Matki Natury - mniejsze prawdopodobieństwo, że w trakcie kopulacji nakryje i zeżre samczyka jakiś dziki tygrys albo rozjuszony niedźwiedź (wiadomo bowiem, że co bardziej kulturalni kopulowali w jaskiniach, które były siedzibami niedźwiedzi;-)

Co do samiczek i ich wielokrotnych orgazmów. Hm...będę snuła teraz rozważania, które są krańcowo niepoprawne polityczne.

Zasadniczo byłoby najlepiej dla samiczek, żeby zapłodnił ją najlepszy samiec. To znaczy taki, który dopcha się do niej jako pierwszy, więc jego sperma najszybciej dotrze do jajeczka albo taki którego sperma jest najlepszej jakości, więc i tak będzie najszybsza. Samiczka za całą tę zabawę jest przez Naturę nagradzana wielokrotnymi orgazmami, bo inaczej mogłaby jeszcze uciec i wdrapać się na drzewo, co zaburzyłoby naturalny proces selekcji.

Jak wiadomo wszyscy jesteśmy potomkami najsilniejszych samczyków i samiczek, które stawały się łupem tych najsilniejszych, więc cały ten proces byłby całkiem logiczny i tłumaczył trudności w zaspokojeniu kobiet przez mężczyzn oraz dynamikę męskiego podniecenia.

Po prostu ze względów kulturowych teraz kobiety potrzebują, żeby jeden facet sprawiał im przyjemność tyle razy, ile normalnie od Natury im się należy. Chodzą więc dziewczyny niezaspokojone, onanizują się po kątach marząc o mężczyźnie, który będzie w stanie dawać im długo i dobrze. Tyle tylko, że tacy faceci nie istnieją (no chyba, że impotent, albo znieczulony po alkoholu), a normalni, trzeźwi faceci zaczynają wierzyć, że może im czegoś brakować.

I to właśnie w moich oczach jest i straszne i śmieszne - że faceci dają się wmanipulować w jakiekolwiek poczucie mniejszej wartości, dlatego że nie mogą tak długo jak ich kobieta (o ile ona będzie szczera i w ogóle pokaże im, że jej tak krótko nie wystarczy i że - o ile ma być tak krótko - to woli zrobić to sobie sama, bo jeden stosunek na chybcika nie zaspokaja głodu, a tylko zaostrza apetyt).

Mój punkt widzenia to prezent dla Ciebie Yoghurt007. Możesz go odrzucić, powiedzieć, że jest śmieszny i tandetny, ale jak każdy prezent - daję go Ci w dobrej wierze. Zrobisz z tym prezentem, co tylko zechcesz.

49

Odp: pogodzić zdradę

Zawsze mnie dziwiły te wszystkie baby zdradzające swoich mężów. Uważałam, że są po prostu głupie i złe. Bezmyślne i podłe. Wygląda jednak na to, że na chwilę obecną taką właśnie babą się stałam.

Ostatnimi czasy często rozmawiałam z mężem o seksie i myślałam o tym, jak to między nami od początku było. Wychodzi na to, że zawsze miałam kilka razy większe potrzeby niż on. Praktycznie zawsze inicjuję seks. Mąż nie widzi problemu. Jemu jest dobrze. Mi brakuje. Mąż na zmianę bagatelizuje moje potrzeby, jest mu przykro albo czuje się nieswojo, czasami nawet dobrotliwie drwi z mojego niecnego diabełka. Sama również źle się czuję ze swoją chutliwością, ale nie sposób mi zmienić się. Mam podobny poziom potrzeb do Męża tylko w okresach, gdy jest mi bardzo źle i jestem smutna. Przez większość czasu żyję w niezgodzie z samą sobą, z człowiekiem, którego autentycznie kocham, ale który mi nie wystarcza.

To naprawdę jest dla mnie problem, bo seks stał się moją obsesją. Przez całe święta wielkanocne obsesyjnie marzyłam o oblechu. Im bardziej chciałam przestać o nim myśleć tym bardziej o nim myślałam. Oglądałam filmy w telewizji, ale nie mogłam skupić się na nich. Rozmyślałam o oblechu. O jego skórze, o tym jaka mogłaby być ciepła i przyjemna w dotyku, o tym, jak oblech mógłby pachnieć, gdyby w końcu dane byłoby mi go powąchać, o tym, jak się marszczy, kiedy mnie widzi, o jego oczach i ustach. Gdyby nie fakt, że kocham Męża to byłabym nawet skłonna pomyśleć, że patologicznie wręcz zakochałam się w oblechu. Nie miałam takiej obsesji na punkcie faceta od czasu, kiedy skończyłam kilkanaście lat.

Jedna z kobiet tu na forum napisała mi, że będę żałować tak czy inaczej - jeśli spróbuję z oblechem to będę żałować, że spróbowałam, a jeśli nie spróbuję, to do końca życia będę myśleć o tym, że "mogło być tak pięknie".

W tej chwili to nawet mnie nie boli, że będę żałować. Boli mnie bo nie radzę sobie z tą obsesją. Męczę się. Widzę go przelotnie, a potem godzinami rozpatruję, jakie sprawił na mnie wrażenie, czy jest wesoły, czy smutny, jaki był wyraz jego oczu. Trudno mi myśleć o czymkolwiek innym.

Ha...

Rozmawiałam kiedyś z Mężem o tym, że trudno mi wytrzymać napięcie seksualne, a on odpowiedział coś w stylu, że - jeśli już muszę - to żebym nie angażowała się emocjonalnie. Łatwo powiedzieć.

Teraz nawet myślę, że najlepiej byłoby dla mnie i Męża, żebym puściła się kilka lat temu z jakimś chętnym i prawie obojętnym mi kolesiem. Gdyby był niemiły i poniżył mnie to jest szansa, że bym się zablokowała i z podkulonym ogonem wróciła co Męża. Nigdy bym mu nie powiedziała i żylibyśmy sobie szczęśliwie (aczkolwiek trawiłyby mnie wyrzuty sumienia i czułabym się upokorzona).

A tak? Żeby chociaż ten oblech młodszy był. Przystojniejszy. Dobrze ubrany. Zadbany. Żeby chociaż bogaty był albo jakieś wysokie stanowisko piastował.  Nie !!! Musiałam akurat obsesyjnie zapałać pożądaniem do takiego, który poza przenikliwym spojrzeniem nie ma w wyglądzie nic seksownego. Trudno mi sobie nawet wyobrazić, żeby leciał na niego ktokolwiek poza mną.

Normalnie fatalne zauroczenie.

Zrezygnowana powzięłam nawet decyzję, że w końcu powiem oblechowi, że jestem chętna. Gdyby mnie odrzucił to przynajmniej miałabym to z głowy, gdyby seks nam nie wyszedł to również miałabym to z głowy, a gdyby poza seksem połączyło nas dusz braterstwo to najwyżej rozstałabym się z Mężem.

Najgorszy możliwy scenariusz jest w końcu taki, że rozwiodę się z Mężem i spieprzę sobie życie. W razie takiej ewentualności Mąż powinien szybko ułożyć sobie życie z inną kobietą, ponieważ jest młody, przystojny, zdolny, mądry i zaradny. Każda by takiego chciała.

Sęk jednak w tym, że nawet po powzięciu tej decyzji nie jestem w stanie podejść do oblecha i powiedzieć mu, że jestem chętna. Nie mogę, bo uginają się pode mną nogi, tracę pewność siebie, z trudem łapię oddech i panicznie boję się, że on mógłby mnie wyśmiać i odrzucić. Tracę też jakąkolwiek zdolność myślenia (o ile nie straciłam jej dotychczas).

Jestem żałosna. Strasznie żałosna. Koszmarnie żałosna. Jutro idę do pracy i zastanawiam się, czy znowu go zobaczę. Zastanawiam się, czy nadal jest na mnie zły (często sprawia wrażenie jakby był). Zastanawiam się, jak mam go zaczepić i czy w ogóle znajdę w sobie siłę, żeby go zagadać (kiedy widzę go i już szykuję się, żeby do niego podejść wszystko nagle ucieka mi z głowy).

Na dodatek mam świadomość, że nawet gdybym się z nim związała to strategicznie byłaby to fatalna decyzja. Wszyscy moi bliscy uznaliby, że padło mi na mózg (to prawda, niestety). Na dodatek zapewne wcale nie byłoby mi tak bosko z nim, jak to sobie wyobrażałam.

Gdyby był boski w seksie to zapewne miałby grono oddanych sobie kobiet, a wtedy nie sprawiałby tak żałosnego wrażenia i nie proponował seksu za pieniądze.

Rozpatruję to w wielu płaszczyznach od roku z okładem, ale wszelkie racjonalne argumenty nie są w stanie uspokoić moich chuci. Pragnę go bezgranicznie. Zdaje się, że nie ma na to lekarstwa (bo to chyba jakaś skrajna odmiana głupoty, na którą również lekarstwa nie ma).

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024