Witam:)
Jestem 19letnią dziewczyną wchodzącą dopiero w dorosłe życie dlatego chciałabym sie poradzic bardziej doświadczonych kobiet, gdyż wiadomo, że starsze osoby patrzą inaczej na życie.
Moje dzieciństwo nie było zbyt udane, gdyż rodzice cały czas się awanturowali i odbiło się to na mojej psychice. Jestem towarzyska ale w głębi serca czuję się zagubiona i wyobcowana. Nigdy nie bawiłam się w gimnazjalne związki, gdyż chciałam żeby pierwsza miłośc była tą poważną. Od roku jestem w związku z cudownym chłopakiem... Dogadujemy się dobrze, ufamy sobie, mogę mu wszystko powiedziec - wydaje mi się, że tak powinien dobry związek wyglądac. Wszystko układało się idealnie, gdy nagle z dnia na dzień dostałam wątpliwości. Przez 4 miesiące nieustannie płakałam i analizowałam swoje uczucia czytając rózne historie w internecie. Przesiąknęłam tak bardzo tymi wszystkimi zdradami, przyzwyczajeniami, kłamstwami, że teraz nie potrafię normalnie zyc bez ciągłego sprawdzania natężenia swoich uczuc.
Przeczytałam kiedyś, że wbrew temu co dotychczas myślałam o miłości nie jest ona uczuciem ale w pewnym sensie decyzją i troską o drugiego człowieka. Dlaczego więc ludzie mają wątpliwości czy kochają? Przeciez nie zastanawiamy się codziennie nad tym czy pragniemy czyjegoś dobra. Wydaje mi się, że moje były spowodowane odejściem zakochania... jestem bardzo wrażliwa, więc gdy zabrakło motylków mogłam nie wiedziałam co się dzieje. Jednak nie mam pewności czy takie tłumaczenie jest prawdziwe. Nie potrafię zyc teraźniejszością, byc 'tu i teraz'. Wiem, że jestem bardzo młoda i nie wiem co mnie w życiu czeka ale bardzo bym chciała żeby ta miłośc była moją ostatnią. Jednak to co wyczytałam na forach nie pozwala mi w to wierzyc. Za 2 miesiące kończymy szkołę i każde z nas chce wyjechac do pracy- razem albo osobno - może to jest najwyższy czas żeby się rozstac? Przecież i tak według wszystkch na studiach poznamy kogoś nowego a nie chcę żeby tak się stalo po paru latach, gdyż nie chcę tracic Jego czasu...kocham Go, chcę żeby On był szczęśliwy i jak najmniej to wszystko Go bolało. Wiem, że to paradoskalne, gdyż nigdy nie przewidzę co nam los szykuje.
Nie chcę innego mężczyzny chociaż wiem, że jeszcze mało osób spotkałam. Ktoś kiedyś napisał, że bardzo mało jest takich kochających i czułych chłopaków dlatego trzeba docenic to co się ma. Kocham Go ale czasem nie czuję, że to 'TO' - dużo dziewczyn własnie odchodziło ze zwiazkow w ktorych też tak czuły... i tu moje pytanie: czy to rzeczywiście jest potrzebne? Jesteśmy dobrze dobrani itd a przez to, że czasem nie czuję tego CZEGOŚ - jestesmy skazani na rozstanie prędzej czy później? Boje się, że kiedyś serce, które przeciez nie jest sługą pójdzie za jakąs wielką namiętnością a poźniej bede tego żałowala.
Proszę, powiedzcie jak wygląda taka dojrzała miłosc i jak zmieniło się Wasze postrzeganie miłosci z wiekiem?
Z góry dziękuje za wszystkie odpowiedzi:)