Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

Temat: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

Przepraszam, że tutaj w to Wasze kobiece królestwo wchodzę nieproszony, lecz ja już nie daję sobie rady z tym wszystkim, a uzbierało się tego trochę przez lata.
Czytam to forum już od jakiegoś już czasu i wiem, z jakimi to problemami a czasami i osobliwymi sytuacjami się tu spotykacie, a mimo wszystko staracie się w miarę możliwości pomóc.
Niestety ja nie mam, z kim nawet porozmawiać o tym, co mnie gryzie i boli, a ostatnio boli ze zdwojoną siłą.
By naświetlić problem i ewentualną przyczynę, którą mam nadzieję postaracie się mi wyjaśnić muszę napisać swój "życiorys", ale on jest króciutki i bezbarwny.

Urodziłem się jak każdy, choć nikt się mnie nie pytał czy chcę.
W wieku kilku lat tracę ojca, a matka po jego śmierci zaczyna systematycznie pić.
Oczywiście już w dwa tygodnie po wypłacie brakuje jej pieniędzy, więc nie muszę chyba mówić, że odbija się to również na mnie, choć na mnie jest też renta po ojcu, którą także przepija.
Po śmierci ojca zamknąłem się w sobie stałem się nieśmiały i wrażliwy tak wszyscy wokół mówili.
Idę do podstawówki i tam mam już problemy z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami (niska samoocena).
Koniec podstawówki i pierwsze młodzieńcze uczucie.
Szkoła zawodowa gdzie zawaliłem po kolei dwa lata z braku dostosowania się do nowej sytuacji i nie tylko.
Zmiana szkoły i ukończenie jej w normalnym terminie.
Miesiąc później wojsko gdzie na końcu służby odrzucam propozycję pozostania w armii.
Po wojsku prawie rok bezrobocia.
Pierwsza praca załatwiona oczywiście po znajomości. Praca ciężka, ale dobrze płatna tam poznaję dziewczynę i jesteśmy razem ponad rok to pierwsze i jedyne do tej pory szczere (z mojej strony) uczucie.
Rozstajemy się jest cholernie ciężko, ale daję radę.
Wyprowadzam się z domu wynajmuję kawalerkę, bo tylko na to mnie stać, ale jednak stać.
W zakładzie pracuję do ogłoszenia jego upadłości, czyli w sumie ponad 4 lata. Nie stać mnie już na kawalerkę, więc wracam do domu.
Kolejny prawie rok bez pracy.
W końcu podejmuję pracę w zakładzie gdzie pracuję (do dziś) na ? etatu nie jest to dużo, bo nie stać mnie nawet na pokój tym bardziej, że to budżetówka, więc dalej mieszkam w domu. Z czasem zwiększają mi wymiar etatu do pełnego. Zarabiam na tyle by się wyprowadzić. Wyprowadzam się do wynajętego pokoju, chociaż nie wiem, po co.
To tyle. Zapomniałem o najważniejszym teraz mam 40 lat i jestem kawalerem bez niczego, i do niczego. Nie mam, co prawda żadnych zobowiązań, ale to wszystko, czego się dorobiłem przez prawie 20 lat.

Wspominałem już o nieśmiałości, o którą mnie posądzano od dzieciństwa, ale według mnie to już wtedy było coś innego.
Kiedyś przeprowadziłem szereg testów na osobnych stronach jednak bez poznawania wyników by nie sugerowały mi podświadomie odpowiedzi.
Na te same testy odpowiadałem trzykrotnie i dopiero odczytałem "diagnozę". Doznałem szoku ja posiadam chyba wszystko od fobii społecznej, osobowości uciekającej po dystymię i cholera wie, co jeszcze. Oczywiście to samo diagnoza, a nie ocena specjalisty.
Jednak to ukazało mi całkiem inną prawdę o sobie. Wiele swoich dotychczasowych zachowań zaczynałem rozumieć.
Nie pomyślcie sobie, że swoją niezdarność zwalam na jakieś urojone choroby, bo tak nie jest, ale to wszystko zaczęło układać się w jakąś logiczną całość.
Dodam może tylko jeszcze do tego obrazu to, że również od dziecka mam bardzo niską samoocenę, która dzisiaj jest chyba na poziomie poniżej zera.
Oczywiście w sferze uczuciowej po pierwszej i jedynej miłości również kompletnie czarna dziura. Jak widzicie nieciekawy się rysuje obraz mojej osoby.
Na początku napisałem, że nie daje sobie rady ze wszystkim, ale najbardziej z uczuciami, których po prostu mi brak.
Już kilka lat temu odczuwałem ten brak, ale jakoś to było niestety, lecz ostatnio uderzyło to z wielką siłą, a to za sprawą pewnego zdarzenia.

Jakiś czas temu założyłem konto na Facebooku, z którego rzadko korzystałem. Któregoś dnia ktoś nieznajomy przysłał mi zaproszenie do pewnej aplikacji i chyba tylko z czystej ciekawości utworzyłem sobie konto. Aplikacja przekierowywała do pewnego randkowego portalu. Popatrzyłem, poczytałem i zapomniałem.
Na skrzynkę mailową, co jakiś czas przychodziły wiadomości, że a to ktoś odwiedził mój profil a to, że pojawiły się nowe osoby itd. Oczywiście te wiadomości usuwałem a na portal nie wchodziłem. Odpowiadałem tylko, gdy ktoś mnie słownie zaczepił, lecz tylko z grzeczności.
Na kolejną słowną zaczepkę również odpowiedziałem, ale tym razem nie skończyło się zna zwykłym "część".
Pisaliśmy do siebie, bo bardzo byliśmy do siebie podobni, czuliśmy tak samo, myśleliśmy tak samo i nawet kiedyś kochaliśmy tak samo.
Polubiliśmy się i zbliżyliśmy się do siebie. I stało się to, co raczej było nieuniknione zaprosiła mnie do siebie.
Gdy czytałem ten list od niej z oczu popłynęły mi łzy, lecz nie były to łzy szczęścia a smutku i rozpaczy, bo zdałem sobie sprawę, że to jest koniec. Napisałem jej o sobie cała prawdę, o którą do tej pory nie pytała. Oczywiście ryczałem przy każdym słowie, choć próbowałem okiełznać wzruszenie.
Do tej pory nie znałem się od tej strony, a dzisiaj? Dzisiaj zachowuję się jak baba (przepraszam za to określenie) nie mogę spać, nie jem od trzech dni, chodzę po ścianach i gryzę tynk, a do tego bez przerwy beczę. Na domiar złego mam wrażenie jak gdyby ktoś na mojej klatce piersiowej położył jakiś wielki ciężar.
Do pracy chodzę, bo muszę, ale nawet tam czy po drodze, gdy o niej pomyślę to łzy lecą mi ciurkiem.
O co w tym wszystkim chodzi? Przecież to nie jest normalna reakcja, zwłaszcza reakcja faceta. Z czego to może wynikać czy ze mną jest już aż tak źle?
Gdzie leży przyczyna tego, że nikt mnie nie chce już pokochać?
Przecież, co do ewentualnej partnerki mam tylko trzy wymagania?  Pierwsze żeby w ogóle była. Drugie aby była dobrym człowiekiem i trzecie szczerze kochała.
Mam za duże wymagania? Czy takich kobiet już niema? Czyżby faktycznie chodziło o pieniądze, bo w życiu nigdy niema nic za darmo nawet miłości?
Przecież nie jestem darmozjadem, i nie chcę być na czyimś utrzymaniu. Czy to moja wina, że nie jestem bogaty z domu?
To, że nigdy nie miałem żadnego konfliktu z prawem też dla nikogo nic nie znaczy.
Oczywiście fakt, że jestem dobrym człowiekiem, a nawet jak niektórzy twierdzą za dobrym, to też nic? To znaczy, że można mnie bić i kopać, bo wiadomo, że i tak nie odda?
Pewnie jestem też frajerem, bo bezinteresownie pomagam ludziom? Chociaż kiedyś dałem się wykorzystać, ale nie tylko ja, gdy pewna kobieta skarżyła się na trudną sytuacje a była sama z dziećmi. Żal mi się jej zrobiło jak zapewne wielu ludziom i przesłałem jej trochę pieniędzy by, chociaż dzieci miały jakieś święta.
Pani po nowym roku z rozbrajającą szczerością napisała, że jedzie na zagraniczne wojaże, bo musi... odreagować stres.
A ja, co? Jako ten nic niewarty już od lat nie wyjechałem z miasta. Łapię się każdej dodatkowej pracy, a w okresie urlopowym biorę zastępstwa by dorobić, ale w oczach innych jestem leniem, bo się nie dorobiłem. Jeśli faktycznie uczucie zależy od grubości portfela to już niedługo być może przeczytacie w prasie o kolejnym napadzie na bank, i być może będę to właśnie ja.
W sumie, co mam do stracenia? Najwyżej zastrzelą mnie przy ucieczce a jak nie, i mnie złapią to przynajmniej odpocznę sobie w celi nie martwiąc się o nic na koszt podatnika.     
   
Zaczynam mieć powoli już dość tego życia. Przy dobrych układach z tym u góry pozostało mi około24-31 lat życia, czyli mniej niż połowa tego, co za mną a ja dalej jestem w czarnej dupie, a ta dupa jest coraz czarniejsza. Gdzie ja popełniłem jakiś błąd? Bo musiałem go gdzieś popełnić? A może w poprzednim wcieleniu nabroiłem i teraz ponoszę za to karę?
Jestem wierzący, ale zaczynam nienawidzić boga. Spaprał zwyczajnie robotę obdarzył mnie wieloma dobrymi uczuciami pokazał przez moment jak to jest i... zabrał. Dlaczego to zrobił?
Do tej pory jakoś znosiłem to dzielnie, ale jeśli tak dalej ma wyglądać moje życie to ja z niego wysiadam.
Do dupy to wszystko jest poukładane na tym świecie wmawianie ludziom, że mają wolną wolę to takie pitolenie o Szopenie, bo wybór przy podejmowaniu decyzji to ja bym miał gdybym był sam na świecie. A tak? Człowiek przychodzi na świat, bo ktoś podjął za niego taką decyzję, a gdy świadomie chce umrzeć to mu się często w tym przeszkadza, tylko nie wiem w imię czego, bo z pewnością nie jego świadomej decyzji.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

proponuje ci wizyty u psychologa. obawiam się, że tu kazdy moze cie pocieszać w stylu "będzie dobrze, nie martw się", ale trzeba leczyć przyczyny a nie objawy. nie przeczytałam całej twej historii, bo jest długa , ale pobieżnie tylko patrząc: przydałoby ci sie zrzucić ten balast na regualrnych spotkaniach z psychologiem.

3

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

Dziękuję za odpowiedź smile i oczywiście masz rację zdaję sobie sprawę z tego, że w moim przypadku potrzebny jest psycholog czy nawet psychiatra, sad lecz nie mogę się przełamać.:mad:
Do zwykłego lekarza nie chodzę, a okresowe badania robię dopiero wtedy, gdy w pracy chcą mnie już zawiesić w czynnościach.
Nie wyobrażam sobie, że mam rozmawiać o swoim życiu z obcą osobą, a tym bardziej twarzą w twarz.:/
Przecież nawet, jeśli pójdę to i tak ukryję przed nim wiele istotnych faktów.:(
Nie wiem musiałbym się wcześniej chyba trochę upić hmm by w takiej sytuacji zdobyć się na szczerość, ale który lekarz przyjmie podchmielonego gościa, jeśli jego stan nie zagraża życiu? sad

4

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?
imperfect71 napisał/a:

Urodziłem się jak każdy, choć nikt się mnie nie pytał czy chcę.

A niby kiedy miał Cię ktoś zapytać smile. W tym przypadku akurat wszyscy jesteśmy równi. To za nas ktoś podejmuje tą decyzję smile.

imperfect71 napisał/a:

Oczywiście to samo diagnoza, a nie ocena specjalisty.

To chyba jest różnica i to całkiem spora smile.

imperfect71 napisał/a:

Pewnie jestem też frajerem, bo bezinteresownie pomagam ludziom? Chociaż kiedyś dałem się wykorzystać, ale nie tylko ja, gdy pewna kobieta skarżyła się na trudną sytuacje a była sama z dziećmi. Żal mi się jej zrobiło jak zapewne wielu ludziom i przesłałem jej trochę pieniędzy by, chociaż dzieci miały jakieś święta.
Pani po nowym roku z rozbrajającą szczerością napisała, że jedzie na zagraniczne wojaże, bo musi... odreagować stres.

A wiesz, że w takich sytuacjach nigdy nie myślę o sobie jako o frajerze. Frajerem jest ten kto oszukał,zmanipulował,kłamał czy wykorzystał czyjeś dobre serce. Sam kilka razy padłem ofiarą takich zachowań gdzie moja żona stwierdzała ale dałeś się zrobić. A ja uważam, że wcale nie dałem się zrobić. Ktoś potrzebował pomocy i pomoc otrzymał. To, że nie powinien jej otrzymać i dostał ją tylko dlatego, że oszukał,kłamał czy brał ludzi na litość to jest właśnie dla mnie frajerstwo. Najpierw się poniżał prosząc o jałmużnę a później jak dostał to już jest super gość. Śmieszą mnie tacy ludzie. To nie my jesteśmy frajerami tylko oni smile. Bo ja i Ty zrobiliśmy to co powinno się zrobić i mamy czyste sumienie smile.

imperfect71 napisał/a:

Dziękuję za odpowiedź smile i oczywiście masz rację zdaję sobie sprawę z tego, że w moim przypadku potrzebny jest psycholog czy nawet psychiatra, sad lecz nie mogę się przełamać.mad

Chcesz coś zmienić w swoim życiu ale nie chcesz. Tak odebrałem to zdanie. Każda zmiana wymaga odwagi czasami nawet bardzo dużej odwagi. Jeśli zdajesz sobie sprawę, że dotarłeś właśnie do ściany której nie jesteś w stanie obejść,przeskoczyć to dla mnie to jest jedyne wyjście w Twojej sytuacji.

imperfect71 napisał/a:

Przecież nawet, jeśli pójdę to i tak ukryję przed nim wiele istotnych faktów.sad

Jeśli trafisz na odpowiednią osobę to gwarantuję Ci, że po kilku wizytach sam będziesz się śmiał z tego co napisałeś smile. To brzmi trochę jak wytłumaczenie samemu sobie czemu nie warto tam pójść. Nie byłeś więc nie wiesz jak to wygląda. Nie zakładaj, że będziesz ukrywał jakieś swoje sprawy. To jest lekarz i jeśli nie powiesz mu o swoich objawach to jak ma Ci pomóc? Nie idziesz do lekarza pierwszego kontaktu mówiąc, że bolą Cię plecy ale ukrywasz fakt, że boli Cię też gardło bo najzwyczajniej w świecie nie ma to sensu smile. Najgorzej jest się przełamać a to wymaga odwagi. Więc krótko mówiąc-pisząc szukaj pomocy u specjalisty smile.

5

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?
zwykły facet napisał/a:

Chcesz coś zmienić w swoim życiu ale nie chcesz. Tak odebrałem to zdanie. Każda zmiana wymaga odwagi czasami nawet bardzo dużej odwagi.

Prawie dobrze to odebrałeś chcę, ale nie potrafię. To trochę tak jak z dzieckiem, które ma jakiś irracjonalny uraz do dentysty.
Gdy boli go ząb to woli ten ból znosić niż się do niego udać. Woli ten ból znosić wiele dni a czasem i tygodni niż iść i wyrwać.
Przełamać się iść siąść na fotelu i mieć ból i problem z głowy.
Oczywiście to samo dziecko w nocy, gdy ból nie daje mu spać i jest najmocniejszy marzy by ktoś do tego dentysty zaprowadził go siłą i siłą przytrzymał na fotelu i wyrwał to coś, co zatruwa mu życie. Tak właśnie mniej więcej jest zemną. Czasami sobie myślę, że jedyną rzeczą by zmusić się doleczenia to pobyt na zamkniętym oddziale tylko jak tam trafić prosto z ulicy?
A zresztą, co potem? Już to widzę jak mój pracodawca dalej zatrudnia "czubka".
Popaść mam z jednej skrajności w drugą i może coś mi się poprawi w sferze duchowej, ale za to będę mieszkał pod mostem żywiąc się tym, co wygrzebię ze śmietnika?
Wiem jestem strasznym pesymistą, ale takiego podejścia do spraw nauczyło mnie właśnie życie. 

zwykły facet napisał/a:

Jeśli zdajesz sobie sprawę, że dotarłeś właśnie do ściany której nie jesteś w stanie obejść,przeskoczyć to dla mnie to jest jedyne wyjście w Twojej sytuacji.

Nie koniecznie mogę jeszcze walnąć głową w tą ścianę tak, że z niej już nic nie zostanie tyle tylko, że na to to póki co, faktycznie brakuje mi odwagi.:/

zwykły facet napisał/a:

Jeśli trafisz na odpowiednią osobę to gwarantuję Ci, że po kilku wizytach sam będziesz się śmiał z tego co napisałeś smile. To brzmi trochę jak wytłumaczenie samemu sobie czemu nie warto tam pójść. Nie byłeś więc nie wiesz jak to wygląda. Nie zakładaj, że będziesz ukrywał jakieś swoje sprawy.

Nie do końca tak jest.Ty oczywiście nie wiesz o tym, bo nie pisałem wcześniej tylko, że ja już kiedyś byłem na czterech spotkaniach z psychologiem a na trzecim mu już nawet trochę zaufałem i otworzyłem się przed nim, ale co z tego skoro na czwartym był już ktoś inny?
Dałem sobie spokój, bo nie mam na to ani czasu ani ochoty by bawić się w ciuciubabkę i po raz kolejny odpowiadać kolejnej osobie na te same pytania. Oczywiście żaden z nich nie powiedział, co mi dolega a ja nie pytałem.

zwykły facet napisał/a:

(...)krótko mówiąc-pisząc szukaj pomocy u specjalisty smile.

Szukam...

6

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?
imperfect71 napisał/a:

Czasami sobie myślę, że jedyną rzeczą by zmusić się doleczenia to pobyt na zamkniętym oddziale tylko jak tam trafić prosto z ulicy?
A zresztą, co potem? Już to widzę jak mój pracodawca dalej zatrudnia "czubka".
Popaść mam z jednej skrajności w drugą i może coś mi się poprawi w sferze duchowej, ale za to będę mieszkał pod mostem żywiąc się tym, co wygrzebię ze śmietnika?
Wiem jestem strasznym pesymistą, ale takiego podejścia do spraw nauczyło mnie właśnie życie.

Nie przesadzajmy, że ratuje Cię tylko oddział zamknięty. Nie będziesz też popadał w żadne skrajności a co do ,,czubka" to nie skomentuję... smile. Tak jesteś strasznym pesymistą i dlatego masz problem.

imperfect71 napisał/a:

Nie koniecznie mogę jeszcze walnąć głową w tą ścianę tak, że z niej już nic nie zostanie tyle tylko, że na to to póki co, faktycznie brakuje mi odwagi.:/

Ale z czego nic nie zostanie ze ściany czy z Twojej głowy? smile

imperfect71 napisał/a:

Nie do końca tak jest.Ty oczywiście nie wiesz o tym, bo nie pisałem wcześniej tylko, że ja już kiedyś byłem na czterech spotkaniach z psychologiem a na trzecim mu już nawet trochę zaufałem i otworzyłem się przed nim, ale co z tego skoro na czwartym był już ktoś inny?
Dałem sobie spokój, bo nie mam na to ani czasu ani ochoty by bawić się w ciuciubabkę i po raz kolejny odpowiadać kolejnej osobie na te same pytania. Oczywiście żaden z nich nie powiedział, co mi dolega a ja nie pytałem.

Ja też byłem a nawet chodzę cały czas żeby naprawić swoje życie i po trzech spotkaniach nikt Ci nie powie co Ci dolega. Zmiana psychologa w trakcie leczenia to rzeczywiście lipa na maksa. Mam wrażenie, że tak naprawdę nie oczekujesz żadnych zmian w swoim życiu bo tak ci jest dobrze. Każde niepowodzenie możesz zgonić na pecha,pesymizm i inne kataklizmy bo tak jest bezpieczniej. Ciężko przyznać samemu przed sobą, że dało się po prostu z czymś ciała. Czemu nie zapytałeś co Ci może dolegać? Czemu uważasz, że bawisz się w ciuciubabkę? I na koniec najlepsza wymówka, że nie masz czasu... masz czas tylko nie chcesz bo nie wierzę, ze nie znajdziesz w swoim napiętym terminarzu smile godziny tygodniowo na spotkanie z psychologiem. Twój pesymizm wygrywa na razie ze zdrowym rozsądkiem i dopóki tak będzie nic się nie zmieni.

7 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2012-02-11 10:45:13)

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

Tak wiem, jestem dzieciakiem, nie znam się na życiu, nie powinnam się wymądrzać. Mam ojca trochę starszego od Ciebie. Ale nie mogę przejść obojętnie obok takich wątków. A propo ojca. Ma 10-cioro rodzeństwa, urodził się w domu pod strzechą - dosłownie. Miłości też nie zaznał, dziadkowie ciągle na roli pracowali. Na obiad kwaśne mleko z ziemniakami, mięso od święta. Ale walczył o swoją przyszłość i nie oczekiwał, że rodzice coś jemu dadzą, bo nie mieli nic. Rozumiem, że są osoby z różnymi problemami psychicznymi ale trzeba się przełamać, ogarnąć siebie i swoje życie.
Piszę to jeszcze pod wpływem emocji, które wywołał we mnie ostatni program "sprawa dla reportera". Pokazany był ojciec, który samotnie wychowuje córkę i mieszka w mieszkaniu do którego z dziurawego komina dostaje się dym. Wystarczyłoby zamurować tą dziurę, ale lepiej zastawić cegłówkami niech dym leci. Nie wiem, może jestem bezduszna, ale czasmi jak widzę niezaradność niektórych ludzi to zastanawiam się jak tak można. Sama trzy lata temu przeżyłam dwie operacje usunięcia guza mózgu w ciągu pół roku (miałam 20lat). Ale studiuję, pracuję i dbam o swoja przyszłość. Mogłabym siedzieć w domu na rencie, bo przecież tak wygodniej. Ale pozbierałam się i nie odliczam ile mi zostało do końca życia. Według lekarzy różnie z tym może być. Nie czytałam tak jak Ty żadnych diagnoz w internecie, bo tam na temat guzów mózgu piszą czasami straszne rzeczy..

8

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?
imperfect71 napisał/a:

Czasami sobie myślę, że jedyną rzeczą by zmusić się doleczenia to pobyt na zamkniętym oddziale tylko jak tam trafić prosto z ulicy?
A zresztą, co potem? Już to widzę jak mój pracodawca dalej zatrudnia "czubka".
Popaść mam z jednej skrajności w drugą i może coś mi się poprawi w sferze duchowej, ale za to będę mieszkał pod mostem żywiąc się tym, co wygrzebię ze śmietnika?
Wiem jestem strasznym pesymistą, ale takiego podejścia do spraw nauczyło mnie właśnie życie.Czasami sobie myślę, że jedyną rzeczą by zmusić się doleczenia to pobyt na zamkniętym oddziale tylko jak tam trafić prosto z ulicy?

zwykły facet napisał/a:

Nie przesadzajmy, że ratuje Cię tylko oddział zamknięty. Nie będziesz też popadał w żadne skrajności a co do ,,czubka" to nie skomentuję... smile. Tak jesteś strasznym pesymistą i dlatego masz problem.

Gdyby to tylko chodziło o zwykły pesymizm sad to nie było by pewnie sprawy.

imperfect71 napisał/a:

Nie koniecznie mogę jeszcze walnąć głową w tą ścianę tak, że z niej już nic nie zostanie tyle tylko, że na to to póki co, faktycznie brakuje mi odwagi.hmm

zwykły facet napisał/a:

Ale z czego nic nie zostanie ze ściany czy z Twojej głowy? smile

Oczywiście chodziło o moją głowę,:/ bo gdyby ściana była na tyle słaba, że pod naporem by ustąpiła to można by było iść przecież dalej.;)

zwykły facet napisał/a:

Mam wrażenie, że tak naprawdę nie oczekujesz żadnych zmian w swoim życiu bo tak ci jest dobrze. Każde niepowodzenie możesz zgonić na pecha,pesymizm i inne kataklizmy bo tak jest bezpieczniej. Ciężko przyznać samemu przed sobą, że dało się po prostu z czymś ciała.

Nie masz racji wcale mi nie jest dobrze tak jak jest teraz. Swoich niepowodzeń nie zwalam na nikogo prócz siebie tyle tylko, że w większości te niepowodzenia tak naprawdę niewiele mają wspólnego zemną, lecz z tym, co się dzieje w mojej głowie a ja tylko mam tego świadomość. Gdy coś zawalę biorę za to odpowiedzialność, lecz gdy coś zawalę z powodu fobii to wybacz żebym to ja za to odpowiadał i nie jest to wymówka z mojej strony.
To trochę tak jakby Tobie strażak kazał wejść w wielkie płomienie, bo dla niego to chleb powszedni. W tym ogniu znajduje się dziecko, którego życie zależy od Ciebie lub od strażaka, lecz on się nie rusza w kierunku płomieni by go z nich wynieść.
Ty w płomienie nie wejdziesz, bo paraliżuje Cię strach przed samym ich widokiem, choć ich temperatury przecież jeszcze nie czujesz. To samo czują ludzie, których dotyka fobia społeczna lęk przed ludźmi, lęk przed życiem i sytuacjami z nim związanymi.
Nawet tutaj możesz przeczytać o ludziach dotkniętych takim czy innym rodzajem fobii. Niektórzy już po kilku miesiącach nie mówiąc o latach mają problem z wyjściem z domu, a najchętniej to nie wychodziliby z łóżka i zapadli się pod ziemię.
Szczęście mają ci, u których ktoś zawczasu dostrzeże, że coś nie jest tak, że mają jakiś problem i będą starali się pomóc.
Jeśli ktoś ma na przykład arachnofobie to omija przyczynę lęku, czyli w tym przypadku pająki, a dlaczego tak rzadko ludzie zamiast polubić te stworzonka uciekają od nich?
Czy nie lepiej oswoić się z nimi i polubić, zamiast co wieczór szukać ich z latarką w ręce na ścianach? Osoba bojąca się pająków u innych ludzi wzbudza na ogół śmiech i politowanie.
Osoba, która posiada fobię społeczną wzbudza w najlepszym razie niezrozumienie, bo dla innych niemających, nierozumiejących i nieakceptujących jej zachowań jest zwykłym dziwolągiem.

zwykły facet napisał/a:

Czemu nie zapytałeś co Ci może dolegać? Czemu uważasz, że bawisz się w ciuciubabkę?

Nie zapytałem, bo jak już pisałem jakoś średnio mnie to interesowało. Zresztą ja wolę nie wiedzieć, na co jestem leczony, bo co mi niby z tej wiedzy?
Co prawda, co jakiś czas psycholog coś tam przebąkiwał, że to może być fobia społeczna i dystymia, lecz nie powiedział tego wprost a do karty dostępu nie miałem.
Jednak te jego przebąkiwania naprowadziły mnie na ten temat w Internecie a objawy pasują jak ulał do mnie a i szereg wykonanych testów pokazał, że mógł się on nie mylić.
Co do ciuciubabki to tak wygląda z mojej strony. Gdy niespełna 20 lat temu w wyniku małej kraksy poszedłem do chirurga ortopedy ten pierwsze, co zrobił to RTG by stwierdzić, co mi jest.
Gdy ostatnio byłem zmuszony również udać się tam to RTG nie było, a ja przez 5 dni łaziłem po różnych przychodniach i byłem odsyłany z kwitkiem. Noga puchła i bolała, ale co to, kogo obchodziło.
W końcu trafiłem do chirurga i dał mi skierowanie na? rehabilitacje, mimo że nie wiedział, co mi dolega oraz prawie miesięczny termin na USG. Wybacz, ale dla mnie to jest niepoważne traktowanie.
Na rehabilitację nie poszedłem, bo i po co skoro na parę dni przed USG naga była prawie sprawna? Oczywiście z USG też zrezygnowałem, bo nie miałem już na to zwykłej ochoty.
W przypadku psychologa to właśnie takie traktowanie coś zaczniemy, ale nie dokończymy, a w między czasie zmieni się psycholog i zacznie mnie leczyć swoim oczywiście sposobem i metodami. Oczywiście nie znam w tym przypadku, co było powodem tej zmiany niemniej jak sam wspomniałeś taka zmiana w trakcie to "lipa na maksa". Najwyraźniej ten drugi psycholog z jakiś tam względów mi nie odpowiadał skoro nawet nie dałem mu tej drugiej szansy.:P

zwykły facet napisał/a:

I na koniec najlepsza wymówka, że nie masz czasu... masz czas tylko nie chcesz bo nie wierzę, ze nie znajdziesz w swoim napiętym terminarzu smile godziny tygodniowo na spotkanie z psychologiem.

To nie jest wymówka naprawdę. Czas może i bym znalazł, ale ze względu na charakter pracy (pełna dyspozycyjność) nigdy nie wiem czy zaraz nie zadzwoni telefon i będę musiał wyjść.
Nie mogę przez to w zasadzie nic zaplanować w innych dniach jak tylko w niedzielę, lecz wątpię by właśnie w niedzielę pracował jakiś psycholog.

Małgorzatka napisał/a:

Tak wiem, jestem dzieciakiem, nie znam się na życiu, nie powinnam się wymądrzać. Mam ojca trochę starszego od Ciebie. Ale nie mogę przejść obojętnie obok takich wątków. A propo ojca. Ma 10-cioro rodzeństwa, urodził się w domu pod strzechą - dosłownie. Miłości też nie zaznał, dziadkowie ciągle na roli pracowali. Na obiad kwaśne mleko z ziemniakami, mięso od święta. Ale walczył o swoją przyszłość i nie oczekiwał, że rodzice coś jemu dadzą, bo nie mieli nic.

Nie, nie jesteś dzieciakiem, dlaczego tak uważasz? Rozumiem jednak z tego, że Twój tata nie posiadał żadnych problemów natury psychicznej? Bo jeśli tak to nie porównuj mnie proszę do Niego.
Mój tata też walczył o swoją przyszłość i również pochodził ze wsi. Od rodziców nie dostał nic, bo uznali, że skoro nie chce na wsi zostawać to niech sobie dalej radzi sam. 
Ja również od nikogo nic nie żądam i nic od nikogo nic nie oczekuję. Nie wiem, dlaczego odniosłaś takie wrażenie?
Pisząc słowa <Czy to moja wina, że nie jestem bogaty z domu?>  wcale nie chodziło mi o to, że ja czegoś chcę czy wręcz żądam no, bo przecież mi się należy.
Chodziło tylko o to, że nie każdy już na starcie ma takie same szanse w życiu. Trudno winić kogoś za to, że zaczął pracować zamiast się dalej uczyć, bo nie miał innego wyjścia.
Zresztą sama zobacz, co tak naprawdę teraz się liczy. Zobacz, że często nie wiedza i umiejętności są ważne (mgr. na kasie), lecz układy i znajomości. Ja przez całe dotychczasowe swoje życie nie wyciągałem po nic ręki i możesz mi wierzyć lub nie, nie wyciągnę.
Znam natomiast parę osób tzw. zaradnych, które czerpią, co się da, skąd się da i gdzie się da.

Małgorzatka napisał/a:

Rozumiem, że są osoby z różnymi problemami psychicznymi ale trzeba się przełamać, ogarnąć siebie i swoje życie.

Łatwo powiedzieć gorzej wykonać. To nie jest katar czy grypa, z którą się po prostu idzie do lekarza po zwolnienie i recepty.
A tak na marginesie to od 20 lat nie byłem u lekarza nie licząc badań okresowych i wspomnianego powyżej przypadku, a przecież płacę składkę chorobową, więc mi się należy.:P

Małgorzatka napisał/a:

Piszę to jeszcze pod wpływem emocji, które wywołał we mnie ostatni program "sprawa dla reportera". Pokazany był ojciec, który samotnie wychowuje córkę i mieszka w mieszkaniu do którego z dziurawego komina dostaje się dym. Wystarczyłoby zamurować tą dziurę, ale lepiej zastawić cegłówkami niech dym leci. Nie wiem, może jestem bezduszna, ale czasmi jak widzę niezaradność niektórych ludzi to zastanawiam się jak tak można.

Nie wiem jak tak można podtruwać siebie i własne dziecko,:( bo zalepienie dziury gliną to żadna filozofia mad tylko nie wiem, dlaczego akurat ten przykład podałaś?
Myślisz, że ja tak jak ten ojciec nic nie robię? Jeśli tak to jesteś w błędzie. Nauczyłem się wielu rzeczy tyle tylko, że sam, więc rzadko mogę moją wiedzę i umiejętności obrócić w sferę materialną. Powiem Ci tylko tyle, że bywały sytuacje gdzie osoby z tytułami nie potrafiły sobie poradzić z banalnymi problemami a Wiesz, dlaczego? Bo nie potrafią myśleć.
Mają owszem wiedzę teoretyczną a czasami i praktyczną, ale gdy pojawia się problem rozkładają ręce jak dzieci.
Ale masz rację jestem niezaradny, bo nie potrafię z tego, co umiem wyciągnąć kasy.
Ja jak Wiesz też pracuję i co prawda nie studiuję, ale nie pozostaje w tyle z wiedzą.
Owszem jest to wiedza raczej ściśle techniczna, ale za to dość szeroka począwszy od energetyki, elektryki, radiokomunikacji, elektroniki i informatyki na hydraulice, budowlance i ślusarce kończąc.

Małgorzatka napisał/a:

Sama trzy lata temu przeżyłam dwie operacje usunięcia guza mózgu w ciągu pół roku (miałam 20lat). Ale studiuję, pracuję i dbam o swoja przyszłość. Mogłabym siedzieć w domu na rencie, bo przecież tak wygodniej. Ale pozbierałam się i nie odliczam ile mi zostało do końca życia.

Zostaje mi pogratulować wiary i samozaparcia,:) a także życzyć zdrowia i bezproblemowej realizacji zamierzonych celów.:D
Bez wątpienia jesteś godnym przykładem do naśladowania i nie ma w tym z mojej strony żadnej złośliwości.:P
Co do dbania o przyszłość to niema reguły niestety. Znam takich, którzy kończyli zemną zawodówkę, pozakładali firmy i żyją sobie na poziomie.
Znam też takich, z którymi pracuję i którym kiedyś też się wydawało, że dbają o swoją przyszłość a dziś zasuwają na równi zemną za te same pieniądze.
Ty jeszcze nie odliczasz ile zostało Ci do końca życia. Jeśli jednak zaplanujesz sobie życie i postawisz jakieś cele to wcześniej czy później zaczniesz ten czas odliczać ja przynajmniej nie znam takiej osoby, która by tego nie robiła.
Im wszystkim się wydaje, że z czymś nie zdążą a niby skąd by mieli to wiedzieć gdyby tego czasu jednak sobie nie liczyli? Zresztą, co w tym złego?
Śmierć jest naturalną koleją życia i nic ani nikt nas przed nią nie ochroni. Śmierć jest tą jedyną sprawiedliwą, bo zabiera każdego bez względu na?
Szkoda tylko, że czasami nie zauważa, że zbyt wcześnie zabiera tych dobrych pozostawiając złych na ziemi chyba, że ma w tym jakiś swój ukryty cel?

Małgorzatka napisał/a:

Nie czytałam tak jak Ty żadnych diagnoz w internecie, bo tam na temat guzów mózgu piszą czasami straszne rzeczy..

Masz rację W internecie można wiele spotkać i praktycznie symptomy każdej choroby przypisać do siebie.
W efekcie zdrowa osoba okazuję się śmiertelnie chorą jednak to dzięki sieci poszedłem wówczas do psychologa, bo co prawda to nie fobia czy dystymia mnie tam pchnęła, ale osobowość unikająca niemniej jednak dowiedziałem się o tym z sieci.
Nie wiem czy to dobrze czy źle, bo do tej pory żyłem sobie, jako tylko ten nieśmiały leń a teraz sam nie wiem? może o pewnych sprawach było lepiej po prostu nie wiedzieć?:/

9

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

Przeczytałam dokładnie Pana post i widzę że jak to pisali przedmówcy i co zresztą Pan sam za uwarzył potrzebuje Pan porady, ale nie musi to być specjalista (chodź było by najlepiej), to może być też przyjaciel, znajomy czy inna osoba której Pan ufa. Z tekstu wywnioskowałam że jest Pan w depresji, to że jest Pan mężczyzną nie znaczy ze miał by Pan nie płakać, to normalny ludzki odruch, a nawet pozwala na chwile uwolnić w sobie emocje które się kryje. Niestety mężczyźni z natury są skryci i nie lubią rozmawiać o sobie, problemach itp. ale z tego co wyczytałam o kobiecie którą poznał pan na portalu randkowym w pewnym momencie powiedział Pan jej wiele o sobie, co później Pan stwierdził, za wiele. Stało się tak ponieważ Pan jej zaufał, zobaczył w niej osobę godną wysłuchania pańskiej historii z życia. Chciała bym się dowiedzieć czy dużo Pan rozmawia z ludźmi o problemach (nawet społecznych) ?

10

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

imperfect71 - jeśli to pomoże to Ci powiem,że jakiś czas temu byłam długo bez pracy, zdołowana, samotna, nic mnie nie obchodziło, czułam się jak śmieć, a ten kto próbował podnosić mnie na duchu właściwie nie robił na mnie wrażenia. Stałam się również bardzo nerwowa i przewrażliwiona na swoim punkcie. Wreszcie doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji która mi uświadomiła,że muszę iść do psychologa.
Bardzo też wstydziłam się przyznać przyjaciołom do swoich problemów, więc naprawdę nie miałam z kim pogadać.
Nie mówię że od razu uczyniły się cuda, ale powoli zaczęłam rozumieć czemu się tak zachowuję.

Ja też miałam poczucie,że ten świat i szczęście są zarezerwowane dla bogatych i odnoszących sukcesy. Wszystko to było wytworem mojej głowy-poznałam osoby które mi pokazały,że życie ma wartość nawet jak stać człowieka jedynie na chleb.

Głupio mi jest tak pisać o sobie,ale musisz zrozumieć, że wiele osób zmaga się z przeróżnymi problemami. Nie jesteś jedyny.
Ja wciąż walczę z różnymi kompleksami, ale już się im nie poddaje.
I Ciebie do tego namawiam. Nigdy nie jest za późno by być szczęśliwym.
Jeśli nawet nie znajdujesz na razie drugiej połówki to nikt nie wie co czeka za zakrętem.

Jeśli jesteś zdrowy i masz jakieś pieniądze na życie to i tak masz więcej niż wielu innych ludzi.

11

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?
Małgorzatka napisał/a:

Sama trzy lata temu przeżyłam dwie operacje usunięcia guza mózgu w ciągu pół roku (miałam 20lat). Ale studiuję, pracuję i dbam o swoja przyszłość. Mogłabym siedzieć w domu na rencie, bo przecież tak wygodniej. Ale pozbierałam się i nie odliczam ile mi zostało do końca życia. Według lekarzy różnie z tym może być. Nie czytałam tak jak Ty żadnych diagnoz w internecie, bo tam na temat guzów mózgu piszą czasami straszne rzeczy..

moje słowa uznania... to jest dopiero odwaga i siła życia ! Pewnie jakbyś zobaczył Małgorzatke na przystanku pomyślałbyś- ładna, fajna, jej się pewnie wszystko układa i udaje...a ona walczy o siebie ...! Świat jest pełen takich herosów...tylko brać przykład !

12

Odp: Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

Witam, jestem nowa na forum i bardzo mnie poruszyło to, co napisał imperfect.
Ciezko jest coś doradzić osobie , która nie widzi światła w tunelu i myślę ,ze jest w głebokiej depresji spowodowanej głównie przez samotność. Odnajduje trochę siebie w Twojej historii , bo też mimo ,że mam 40 lat nigdy nie udało mi sie stworzyc konkretnego zwiazku i rodziny(poza jedną powazną relacją dawno temu, zakonczoną  zresztą z mojej winy).
Pochodze z małej wioski ,rodzice tez niewiele mi dali, nigdy nie studiowalam, tylko cięzko pracowalam i  mimo to , ze teraz finansowo radze sobie b. dobrze, jestem niezależna - zycie nie sprawia mi przyjemnosci, pytam sie ciagle - co ze mna nie tak? czuje , ze to co najwazniejsze przecieka mi przez palce i zyje ze swiadomoscia straconego zycia i tez sie siebie pytam co ja jeszcze tutaj robie?Po co to pisze?
zeby Ci powiedziec, ze niewazne jest czy jestes bogaty czy biedny,wyksztalcony czy nie.. w zyciu najwazniejsza jest milość, najwazniejsze jest móc dzielic sie wszystkim z kims kochanym, móc troszczyc sie o kogos i polegac na kims.. jesli tego nie ma , zycie jest do du..y, a tak!
Niestety , nie wszystkim jest to dane i wielu ludzi ,tak po prostu chyba miec musi. To sie nazywa przeznaczenie.Musze przyznac , ze ja juz nie mam zadnej nadzieji na miłosć w swoim zyciu, bo dawno ja zgubilam po drodze , ale Tobie moze sie udac, bo Imparfait(fr) to czas przeszły niedokonany, wiec  skoro wybrałes taki nick, nadzieja jest! Pozdrawiam.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jak zmienić swoje życie? A może jest już na wszystko zbyt późno?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024