Witajcie ![]()
Niedawno poznałam przez internet pewnego chłopaka i niedługo mamy się spotkać. Wstępnie umówiliśmy się na sobotę. Zaproponował, żebyśmy poszli do fajnej, przytulnej knajpki. I wszystko wydawałoby się być w porządku, gdyby nie to, że mam dylemat kto zapłaci
Jeżeli za przysłowiową kawę miałby zapłacić on, to czułabym się niezręcznie, jakby był moim sponsorem.
Ja z kolei grzęznę w problemach finansowych i mam wyliczone, praktycznie co do grosza, na co wydać pieniądze w danym miesiącu i nie jest mnie najzwyczajniej w świecie stać na fundowanie takich wypadów.
Najuczciwiej byłoby, gdyby każdy zapłacił sam za siebie, ale nie chcę wyjść na dziwaczkę.
Mam z tym problem od długiego czasu i to przy każdej okazji, jeżeli właśnie chodzi o randki. Nie dotyczy to tylko tego, kto zapłaci za piwo, pizzę, ale również kto kupi bilety w kinie, teatrze... Ciągam tych biednych chłopaków na spacery, a jak już dostatecznie długo się znamy, to ewentualnie do siebie. Czuję się jak dziewczyna ze wsi zabitej dechami, która dziko zachowuje się w dużym mieście i nie zna podstawowych zasad
Najbardziej to chyba boję się żenujących sytuacji... Dużo wysłuchałam różnych historii koleżanek, że facet wyszedł sobie zostawiając ją z rachunkiem. Boję się, że może być tak w moim przypadku, a ja nie będę miała czym zapłacić i wyjdę na biedaka...
Problem błahy, a jednak przysparza mi dużo stresu i ogranicza pole manewru.