Witajcie. Jestem bardzo młoda dziewczyną, a doświadczyłam wielu okrutnych rzeczy w swoim życiu. Z mojego powodu mój tata wpadł w alkoholizm, moje dzieciństwo i okres dojrzewania był koszmarem. Alkohol mojej rodzinie wyrządził niewyobrażalne zło. Gdy byłam w 3 kl liceum mój tata odebrał sobie życie, mój świat się rozpadł. Wszystko przez poczucie winy jakie zawładnęło mną już chyba na dobre. Z energicznej szczęśliwej osoby stałam się bezsilną i nieszczęśliwą osobą. Z ledwością skończyłam szkołę i jednocześnie z ogromna ulgą ponieważ lata liceum zapisały się w mej pamięci jako kolejny koszmar.
W liceum wpadłam w depresję, z którą dopiero z czasem po latach,sama sobie poradziłam, nie było mnie stać na prywatne wizyty lekarskie, więc walczyłam sama. Mam za sobą dwa toksyczne związki, które wyssały ze mnie do cna życie i doprowadziły do tego, że sięgnęłam dna. Moja osobowość rozpadła się.
Pół roku temu zostałam wyrzucona z bardzo dobrej, obiecującej pracy za błędy kogoś innego. Stawiłam temu czoło. Wróciłam do swojego rodzinnego miasta i załamałam się, nie miałam tutaj nic ani nikogo, przez depresję nie pojechałam na najważniejsze egzaminy w szkole zmarnowałam kolejny rok nauki.
Dopiero niedawno poczułam w sobie zmianę, czułam, że depresja już mnie nie dotyczy byłam z siebie dumna. Rozpierała mnie energia do tego by zmienić swoje życie na lepsze, zamknąć pewien etap w swoim życiu po to by zacząć nowy. Niestety radość przyćmiewała świadomość tego co przez te wszystkie lata walki z depresją straciłam i to że stałam się zupełnie inną osobą, która jest emocjonalnie przerażająca. W ciągu ostatnich paru tygodni straciłam przyjaciółkę, a właściwie uwolniłam się od toksycznej przyjaciółki. Była mi najbliższą osobą. Zdałam sobie sprawę, że nie mogę liczyć na swoją mamę, a tylko ona mi pozostała na tym świecie. Jednak ona nie rozumie mnie i nie akceptuje. Wciąż mnie krytykuje i nawet bywa tak, że kpi ze mnie.
Ostatni rok minął pod znakiem rozczarowań, na co dzień spotykałam się z pogardą ludzi, z brakiem szacunku do mojej osoby, bardzo wielu ludzi mnie zraniło, wielu ludzi odeszło bez słowa, jeszcze więcej ludzi stało się dla mnie obcymi w tym rodzeństwo i przyjaciółka.
Boli przeszłość, boli teraźniejszość, każdy dzień niesie za sobą kolejne rozczarowania i próbuję się godzić z pustką w moim życiu jaką wnosi samotność, ale ten trud jest daremny. Mam w sercu pustkę i dziurę przez, którą jedynie przelatuje wiatr, przez tą dziurę ulatnia się z mojego serca nadzieja na lepsze, choć odrobinę lepsze życie.
Jak sobie radzić z tym spustoszeniem jakie wywołała w moim życiu depresja?
Jak nie zwariować żyjąc samotnie, mając za przyjaciela komputer. Czym leczyć chorą duszę?
Świat jest zbyt przerażający i mroczny by żyć w nim samotnie.
?"Rankiem wychylę głowę spod kołdry, rzucę okiem na otaczające mnie ruiny, jakie zostały z mojego życia. Pomyślę o tym o czym mogę śnić dalej. Odwrócę głowę i poczłapię pod kołdrę, nie odsłonię zasłon. Prześpię ten kataklizm, a potem zbuduję małą rakietę i pofrunę ku wiecznym zmarzlinom."