Witam ,
Jakiś czas temu poznałam świetnego chłopaka , inteligentny , dobrze mnie traktował ,bardzo sie o mnie starał i widać było że mu sie podobam. Umie sobie poukładac zycie , radził sobie z trudnymi egzaminami na uczelni , samodzielny i przy tym wszystkim bardzo dobrze sie rozumieliśmy i pasowaliśmy do siebie . Niestety ja nie jestem tak rozgarnieta jak on , często narzekam (on mnie słuchał i starał sie pomagać), nie radze sobie z natłokiem egzaminów , pracy i samodzielnością . Po ok. 7 miesiącach znajomości kontakt sie urwał , on przestał sie odzywać , tak po prostu , bez żadnego wyjaśnienia. Bardzo się z tym męczę , analizuję sytuację co mogłam zrobić nie tak - narzucałam mu się , chciałam żeby częściej sie odzywał , nie miałam własnych zainteresowań . Chciałabym rozpocząć pracę nad sobą jak samodzielnie funkcjonować , radzić sobie z natłokiem egzaminów na studiach (teraz jest sesja , a ja nie mogę sie skupić i myśle że nie mam energii do pracy , i wtedy myślę o nim , jaki to on jest wspaniały ) i jestem w takim błędnym kole . Chciałabym wyprowadzić sie, mieć więcej znajomych i funkcjonować jak większość 20latek .Niestety ciągle ogarnia mnie bezradnośc , połączona z nadzieją że może on jeszcze wróci
proszę o pomoc jak zacząć dawać sobię radę z tym błędnym kołem myśli ;(
Ja też byłam totalnie nie ogarnięta. Też miałam epizod z facetem idealnym. Też narzekałam jak to ciężko mi jest. Narzucałam się i stałam się bardzo zazdrosna.. w rezultacie tak nakręciłam to głupie koło, że sama z nim zerwałam, a potem błagałam by przyjął mnie z powrotem. On oczywiście od razu podziękował i tyle go było. A ja się posypałam bo wmawiałam sobie, że jestem durna. Nie dość, że nic nie mogę ogarnąć to jeszcze zerwałam z TAKIM facetem. Nie była to miłość raczej. Nawet nie wiem czy zakochanie. To podchodziło momentami pod jakąś obsesyjną fascynację. To był taki typ pragmatyka, który pewnie swojej kobiecie kiedyś zapewni wszystko od strony technicznej, jednak uczuciowy był mało. I empatii też niewiele z niego biło.
Nie wiem.. myślę, że musisz sama do tego dojść i się przekonać, że to co robisz nie przyniesie żadnych korzyści. Masz przykład tego jak takie zachowania działają na "dobrych" facetów, więc masz też powód dla którego nie powinnaś robić tego więcej.. Bierz się za siebie póki czas. Nie ma co liczyć na jakiegokolwiek faceta w stu procentach. Nigdy. Kobieta musi być przygotowana na każdą ewentualność. Niestety to jest trudne. Ale raczej się opłaca i jest korzystne dla obu stron.
Dziękuje za odpowiedź . Chyba samo napisanie tutaj o moim problemie mi wiele pomoże . Wiem , że problem może sie wydawać błahy lecz może mieć dla mnie duże konsekwencje. Niestety najgorsze jest to że te wszystkie myśli pojawiają się jak bumerang w najtrudniejszych chwilach , a jest ich wiele zwłaszcza kiedy sie jest nieogarniętym ![]()
Nie ma co liczyć na jakiegokolwiek faceta w stu procentach.
Dokładnie tak.
Zadbaj o siebie. Spróbuj żyć w zgodzie ze sobą .
Myślę że różnice między Wami po prostu Cię przerosły. Dzięki temu chłopakowi poczułaś się kompletnie beznadziejnie, bo przecież on taki wspaniały. I tu jest błąd. Po prostu macie inne charaktery, predyspozycje. Żadna kobieta nie powinna czuć sie gorsza, zwłaszcza przy swoim chłopaku. Pomyśl przede wszystkim o sobie. Przemyśl dokładnie czy ten związek ma sens.
oo dziękuję jeszcze raz na odpowiedzi . Nie no myślę , że róznice mnie nie przerosły tylko on prowadzi inny styl życia niż ja . On jest bardzo towarzyski , a ja zwykle zamknięta w 4 scianach , sam załatwia swoje sprawy itd . Do tego nie potrzeba większej inteligencji. Sama relacja pomogła mi zauważyć różnice czego mi " brakuje " aby stanąć na własnych nogach i sie ogarnąć . Sęk w tym że jest to cholernie trudne, zmienić dotychczasowy tryb życia i zacząć funkcjonować samodzielnie.Dlatego jestem pogrążona w myślach od czego zacząć .Bo to że muszę zabrać sie do roboty nad sobą jest pewne, lepiej teraz niż później . Z tym że mam tyle zastrzeżeń do siebie że to potęguje moją bezradność.
1. nie umiem poradzić sobie psychicznie z natłokiem egzaminów .
2. nie czuję sie swobodnie między ludźmi
3.zwykle umyka mi wiele spraw które powinnam załatwić
4. ciągle szukam kogoś lub czegoś co mnie zainspiruje , zmotywuje (a na to niestety schodzi dużo czasu)
5. chciałabym po prostu mieć łączyc naukę z zabawą ,i z życiem prywatnym.
Chyba nie wymagam za dużo od siebie ...
antypodystka dziekuję za komentarz gdyż jest on naprawdę trafny . Myślę ,że chyba zawsze tak bedzie że bedziesz myśleć o tym dlaczego tak zrobiłaś . Bo znaleźć jakiegoś "dobrego " faceta jest niezwykle trudno (graniczy to z cudem ) . Nawet jak czasem nie ma miłości to uważam że lepiej tak żyć niz z jakimś burakiem co nic nie wymaga od siebie , traktuje kobietę jakby to ona miała dbać o jego potrzeby .Takich jest wiekszość mężczyzn , z mojej obserwacji. A na coś sie trzeba w końcu zdecydować.
Myślę , że jak chłopak jest inteligentniejszy od dziewczyny to nie stanowi to żadnego problemu (nawet jest to plusem) zwłaszcza kiedy on sie tym nie obnosi i traktuje na równi . Co do wracania to niego to wykluczone , bo muszę pokazać resztki godności .:D
7 2012-01-27 10:51:02 Ostatnio edytowany przez Elede (2012-01-27 10:51:59)
Nie bądź taka surowa dla siebie
bo im bardziej myślisz o swoich brakach i niedoskonałościach, tym bardziej się zapętlasz w swoich myślach i tym trudniej jest ci się skupić - coś o tym wiem, jako osoba, która od paru lat ma kryzys motywacji, zwłaszcza w pracy ![]()
Po tym co piszesz, wydajesz się być dość rozgarniętą i myślącą osobą, a to co wypisałaś w punktach można by fajnie przełożyć na jakiś plan działania pracy nad sobą. Tylko uwaga - nie bierz się za wszystko na raz i nie oczekuj cudów po miesiącu!
Parę pytań: zawsze byłaś taka 'nierozgarnięta' i miałaś kłopoty z życiem towarzyskim, czy dopiero na studiach to się ujawniło? Nie wiem, na którym jesteś roku, ale studia to ogromna zmiana w życiu, na przystosowanie się trzeba czasu.
Na twoim miejscu poczytałabym w necie czy przeszłabym się do Empiku chociażby i popatrzyła na ksiązki czy artykuły/strony www z zakresu popularnej psychologii, poszukała o afirmacjach, asertywności, poczuciu własnej wartości, czy chociażby takie rozbieżne podejscia jak nlp czy może medytacja/uważność, zobacz co ci pasuje. tylko znowu pamiętaj, co za dużo to nie zdrowo ![]()
Chyba najpilniejsza dla ciebie sprawa to egzaminy, może rozejrzyj się za jakimiś kursami szybkiego uczenia się/czytania, może przy okazji poznasz nowych znajomych?
Powodzenia ![]()
Odp dla Elede:
Dziekuję za odzew
.Jestem już na 3 roku , na studiach technicznych . Byłam bardzo towarzyskim dzieckiem
(jestem jedynaczka także zawsze inaczej sie takie dziecko wychowuje bez względu na wszystko) , później sie to zmieniło , w miarę jak przybywało nauki to coraz więcej przebywałam w domu . Ogólnie to u mnie na studiach jest tzw. "wyścig szczurów " także nie ma co liczyć na znajomych . Sesja jest b. ciężka 7 egz. w 5 dni . Projektów jest masa , zwykle nie umiem ich zrobić samodzielnie
. Mi w sumie zawsze nauka ciężko przychodziła.Postanowiłam sie przeniesć na akademik w zeszłym roku ,ale niestety moja próba samodzielności kiepsko sie skończyła .Jestem bardzo uzależniona od mamy . Jezeli chodzi o kursy i książki to kiedyś sie tym interesowałam , ale doszłam do wniosku że w większości są bzdury . Jedyną książka która mnie zmieniła była "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy "
(szkoda że jej wcześniej nie przeczytałam, tak to poradziłabym sobie z mym idealnym chłopakiem) . Myślę ze na tym etapie juz wykształciłam poczucie własnej wartosci i jestem pewna siebie . Ale:
-w sumie najbardziej chciałabym kształcić swoje samodzielne myślenie i samodzielność
-uporać sie ze swoimi myślami które mnie demotywują tak żeby mieć poczucie że żyje samodzielnie .Piszę na 4um bo szukam kogoś kto przeszedł taka drogę lub tez ma zamiar przejść lub ma dobre rady a równocześnie 4um pomaga mi w moim obłędnym myśleniu . Jezeli znasz jakieś dobre książki to chętnie po nie sięgnę. ![]()
9 2012-01-27 22:50:09 Ostatnio edytowany przez antypodystka (2012-01-27 22:55:00)
Wydaje mi się, że wiem co czujesz. Teraz utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że moje pierwsze wrażenie co to dej Twojej sytuacji jest trochę trafne. Wydaje mi się, że miałam podobnie. I też jestem JEDYNACZKĄ! Już wcześniej myślałam nad tym, że to może mieć związek z moim nieogarnięciem. Moja mama też jest ze mną bardzo blisko i zawsze wiedziała o mnie praktycznie wszystko. Też jestem na studiach, może nie technicznych ale artystycznych. To się wiąże tak samo z ogromną ilością projektów i oczywiście wyścigiem szczurów i stresem z którym bardzo ciężko mi było sobie poradzić. A raczej nie tyle poradzić sobie z nim co w ogóle się z nim jakoś oswoić. Miałam zawsze taki system "olewactwa".Nie wiem czy masz podobnie, ale kiedy coś nie idzie po mojej myśli, albo nie potrafię czegoś zrobić, tłumię to w sobie i olewam sprawę. Mam trudne zadanie- odkładam na później, bo czasu jest dużo i jakoś to będzie. A potem ręka w nocniku. I oczywiście to też nie było problemem, bo to TYLKO głupoty i mama zawsze zrozumie i wybaczy. W moim domu było też tak, że drobne obowiązki domowe, który należały do mnie, kiedy nie były zrobione na czas przeze mnie, były zrobione w efekcie przez moją mamę. Tak samo kiedy miałam umyć podłogę i zrobiłam to niedokładnie, to mama jechała ze szmatą jeszcze raz i poprawiała wszystko po mnie. Nie wiem czy dopatruję się dobrej analogii w tym wszystkim ale mam wrażenie że przyjęłam takie podejście do życia.
Wszystko umiem pięknie postrzegać, budować ideologie, interpretować. Jednak jeśli idzie o praktykę- to jest bardzo ciężko. Mam wrażenie, że moje wcześniejsze podejście (z początku studiów) było takie ostro przeintelektualizowane. Rozmyślałam tak jak Ty, zastanawiałam się- dlaczego, po co, JAK? Musze coś zrobić dobrze- chcę żeby było najlepiej. Myślę dłuuuuugo nad tym JAK to zrobić i w efekcie brakuje mi czasu na realizację. Tłumaczę sobie, że przecież to i tak ma być dla mnie, a tak w sumie to ja nie potrzebuję tego robić. Może nawet nie chcę. Oczywiście tak, jak mama prosiła mnie nie raz, a trzy razy o zrobienie czegoś- tak samo oczekuję, że termin oddania pracy to nie jest termin ostateczny a pierwszy z kilku. Miałam w ogóle moment w którym chciałam rzucić te studia w cholerę, bo przecież ich NIE LUBIĘ i są beznadziejne a kierunków są tysiące. Wyścig szczurów, stres.. po co ta wielka spina? Jednak zdałam sobie sprawę, że to tylko ten mój mechanizm obronny tak mi mówi.
Ten chłopak z którym byłam przez chwile strasznie mi zaimponował tym swoim ogarnięciem. Uzależniłam się od niego trochę, bo nie musiałam obarczać wszystkim mojej mamy, a mogłam jego. Mogłam go pytać o durne rzeczy, jak coś zrobić, a nawet w pewny momencie CO mam w ogóle robić. Kiedy się okazało, że to jego ogarnięcie wynika z włożonej w to (nielekkiej) pracy i ja powinnam robić tak samo, oczywiście zaczęło się jęczenie, że nie umiem, nie teraz, nie wiem jak. Potem użalanie nad sobą.. i tak w kółko.
Myślę ,że chyba zawsze tak bedzie że bedziesz myśleć o tym dlaczego tak zrobiłaś . Bo znaleźć jakiegoś "dobrego " faceta jest niezwykle trudno (graniczy to z cudem ) . Nawet jak czasem nie ma miłości to uważam że lepiej tak żyć niz z jakimś burakiem co nic nie wymaga od siebie , traktuje kobietę jakby to ona miała dbać o jego potrzeby .Takich jest wiekszość mężczyzn , z mojej obserwacji. A na coś sie trzeba w końcu zdecydować.
Tu się nie zgodzę troszkę. Nie wyobrażam sobie takiego związku z tym "perfekcyjnym". Bywały momenty, że on doprowadzał mnie do białej gorączki, dlatego się rozstaliśmy. To było dziwne, że fascynował mnie a zarazem nienawidziłam go za to, że on to potrafi a ja nie. Za to bardzo mi pomaga obecny chłopak z którym jestem bardzo mocno związana emocjonalnie bo długo się znamy. Charaktery ma bardzo podobne i chyba dlatego byliśmy przyjaciółmi. Kocham go, widzę jego wady i zdaje sobie sprawę z tego, ze ja mam identyczne. To pomaga, bo wiem, że jego denerwuje to samo. Żeby dać mu dobry przykład muszę zrobić to czego sama oczekuję. I odwrotnie. Tak idzie krok po kroku... Kiedy on widzi, że sobie odpuszczam albo oszukuję, robi to samo. A wtedy ja nie mogę tego znieść i od razu zaciskam zęby, żeby mu pokazać, że się myli. Nie wiem jak- ale to działa. Kiedy on widzi, że ja się staram i nie może być gorszy. Nie wiem jak daleko tak zajdziemy, ale póki co- idzie. Najlepiej się czuję kiedy jego praca przynosi efekty. Strasznie mnie to cieszy. I to mnie motywuje do tego, żeby działać dalej. Wydaje mi się, że potrzebujesz kogoś do zdrowej rywalizacji, żeby Ci się chciało Twoje super plany wcielić w życie.
Tak się rozpisałam, ale w sumie wiele z tego nie wynika, bo chyba nie ma dobrego rozwiązania. Jest pewne, że ktoś "nieogarnięty" dostanie w pewnym momencie po du*ie. I to jest chyba najlepsze co może się stać. Samo się okaże, czy to zadziała motywująco, czy zniechęci. Może nie za pierwszym, nie za drugim razem.. ale w końcu się przełamiemy na dobre. Trzeba będzie ogarniać bo zginiemy. ![]()
10 2012-01-28 17:22:11 Ostatnio edytowany przez molajja (2012-01-28 17:24:21)
antypodystka: Wiesz ja już teraz zaczynam dostawać po dup*e za to ... . Choćby za to, że muszę biliony razy pisać egzaminy, nie mam faceta , i ciekawych znajomych,siedzę często w domu ,a jak przychodzi coś załawić to mnie nie ma
. Ale pewnie w przyszłości będzie jeszcze gorzej , dlatego czas sie opamiętać .
Też bardzo chciałam studiować jakiś artystyczny kierunek
, ale stwierdziłam że moje nieogarnięcie się jeszcze tylko pogłębi więc zdecydowałam sie na coś co pomoże mi trzymać się twardo na ziemi . Też miałam juz wiele chwil kiedy chciałam rzucić studia . W zeszłym roku przeżywałam taką gehennę , że w tym roku mimo tego, że jest trudniej nie robi to na mnie tak wielkiego wrażenia . Bardziej po prostu robią na mnie wrażenie ludzie którzy przychodzą - piszą i zdają
. Oczywiście że wkładają w to wiele pracy , ale czasem ja też wkładam w to wiele pracy ( a nawet często ) i potrafię nie zdawać .Też jak coś robię to często myślę PO CO MI TO ?:D Ale chyba większość tak myśli
Mój wniosek do całej Twojej wypowiedzi jest taki mimo wszystko trzeba ułożyć jakiś plan usamodzielniania się i go realizować.PS. jeżeli masz( i chciałabyś )jakieś pomysły od czego zacząć ogarnianie to mogłybyśmy się wspierać
Co do chłopaka skoro jesteś szczęśliwa z tym chłopakiem z którym jesteś to tylko życzyć wam szczęścia . Odkąd napisałam posta na tym 4um już coraz mniej myślę o moim panie idealnym . Zaczynam dostrzegać wiele ironicznych słów jakie używał pod moim adresem , i to że jego idealność również wynikała z tego że sie nie przyznawał do różnych porażek , błędów ani takich czy innych zachowań . (Ale wiem że to ja spieprzyłam wszystko ). Jednak jak obserwuję innych chłopaków np z uczelni( a jest ich wielu) to dopiero nie mogę się nadziwić skąd oni się urwali
(nie będę przeklinać, ale naprawdę ich zachowanie jest żałosne. )