Problem z upływającym czasem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Problem z upływającym czasem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: Problem z upływającym czasem

Pytanie skierowane jest właściwie do nieco dojrzalszych Netkobietek - czy macie problem z upływającym czasem? Czy potraficie w pełni zaakceptować to jak wraz z mijającymi latami zmienicie się Wy i Wasze ciało? Czy akceptujecie, pomimo iż o siebie dbacie, pojawiające się zmarszczki? Z czym najtrudniej przychodzi Wam się godzić?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-01-26 10:13:17)

Odp: Problem z upływającym czasem

Ciekawy temat smile przynajmniej dla mnie.
Nie mam pojęcia czemu ale upływ czasu nie robi na mnie żadnego wrażenia smile Przeciwnie, z przyjemnością obserwuję jak "mądrzeję" tongue
Wygląd nie miał dla mnie nigdy priorytetowego znaczenia, więc ani nie boli tak bardzo, ani nie podlega codziennej bacznej obserwacji badacza przy pomocy lupy i mikroskopu. big_smile
Paradoksalnie (potwierdzone słowami koleżanek) na zdjęciach aktualnych wyglądam korzystniej teraz, niż na zdjęciach sprzed 10 lat... ponieważ i te i tamte były robione do dowodu, więc nie można zarzucić, że do któregoś zabrakło odpowiedniej staranności (fryzjer, makijaż, strój etc.)
Jeżdżę ostatnio częściej komunikacją miejską i obserwuję zmasowany atak (proszę o wybaczenie nazwy, ale najtrafniej obrazuje zjawisko) "mafii geriatrycznej" i już parokrotnie spotkałam się z tekstem: "pani jeszcze taka młoda"... co mnie osobiście śmieszy... no ale, jeśli jednostka mająca pół wieku na karku jest najmłodsza w całym, zapchanym pojeździe... chociaż fakt, w porównaniu z wiekiem gór smile.
Zawsze znajdzie się ktoś starszy - chociaż z "mojej półki JUŻ biorą" (ostatnio wciąż tylko pogrzeby i pogrzeby)...
Zawsze znajdzie się ktoś starszy - z zadziwieniem patrzę na zaledwie 2 lata starszą kuzynkę i myślę: jaka ona pomaszczona sad lecę do domu do lustra i przyglądam się pilnie... uff, nie jest źle... dobrze, że widujemy się niezbyt często.
Zawsze znajdzie się ktoś starszy - jeszcze przynajmniej dekadę trzeba pozasuwać, nim człowiek dochrapie się marnej emeryturki (albo i dłużej jeśli zmienią ten wiek przechodzenia na takową...) zamierzam pracować jak najdłużej smile

A doskwiera, drażni mnie i irytuje to co starość niesie bezwzględnie.
Przytępienie słuchu... "co nie dosłyszy, to zmyśli..." bardzo wkurzające, chociaż czasem tworzy śmieszne sytuacje "niedomówień" smile
Słabszy wzrok - wygrzebywanie okularów z torebki z jednoczesnym dzierżeniem w dłoniach parasolki, reklamówki, rękawiczek i telefonu, bo ten gad właśnie dzwoni... wrrr... Trudności z odczytaniem tych maluśkich literek na dole wszystkich możliwych stron... Jak to rzekł okulista: "cóż, rączka za krótka się zrobiła?" smile

Społeczeństwo teraz żyje dłużej. Onegdaj w moim wieku byłabym już "starszą panią z siwym włosem" na wcześniejszej emeryturze "leżącą" albo w kościele albo w przychodni. Teraz nie muszę, "poleżę" sobie najwyżej w kinie z koleżanką. Wnuczkami (a jakże, posiadam) zajmuję się kiedy chcę i mam taka potrzebę. Nikt nie wymaga abym poświęciła im całe życie. Jako, że potomstwo nie wyobraża sobie mieć mnie na karku na starość (jako i ja sobie nie wyobrażam), pracować muszę i chcę. Nikt tego nie kwestionuje i pretensji nie wyraża.
Jestem chyba "nowoczesna" babcia i śmieszy mnie to nieco...
To wcale nie boli smile Ktoś pisał, ze starość to stan ducha...? Mój duch całkiem młody jeszcze smile

3

Odp: Problem z upływającym czasem

Anhedonio, przyznaję, że z ogromnym zaciekawieniem przeczytałam Twoją wypowiedź. Wydaje się, że jesteś doskonałym przykładem (przepraszam za określenie), że dojrzewać, a potem starzeć się, można bez paniki.

Ja już dziś widzę po sobie, że ciało nie te, twarz nie ta, bo przecież jeszcze kilka lat wcześniej... Pomarudzę sobie czasem, ponarzekam, bo widzę, że się zmieniam, ale gdzieś tam w głębi ducha wciąż się taką akceptuję. Jeśli do tego dodać 100% akceptacji męża, który twierdzi, że dla niego jestem piękna, a ciała mogłaby mi pozazdrościć niejedna trzydziestka, nierzadko zaniedbana dwudziestka (tego czy owego na szczęście nie zauważa, więc nie będę wyprowadzać go z błędu big_smile), to wolę być interesującą, atrakcyjną czterdziestolatką niż nieciekawą trzydziestką, słowo! I tylko trochę żal tego, co już nigdy nie wróci sad.

Masz rację - najgorsze są te zmiany, które utrudniają nam życie - ach te nieszczęsne okulary, które bądź co bądź ogromnie lubię, bo wybrałam przecież takie, które nie oszpecą, a raczej dodadzą uroku, niemniej ich ciągłe szukanie doprowadza mnie czasem do szału, a one uparcie wciąż gdzieś się gubią. Poza tym częściej trzeba się przebadać, bo lekarze przecież apelują, że po tym czy tamtym roku życia należy to i tamto regularnie kontrolować, więc z oporem, ale człowiek idzie i kontroluje.

Mentalnie wciąż jednak ta sama - zwariowana, nieco szalona, z ogromnym apetytem na życie, za to mądrzejsza, dojrzalsza i bardziej siebie świadoma, a to jest przecież bezcenne i tego nikt nam już nie odbierze.

4

Odp: Problem z upływającym czasem

No nie wiem czy to starzenie tak z godnością i radością jest takie do proste do realizacji, nawet przy wielkiej afirmacji życia samego w sobie.
Nie mam również w zasadzie nic przeciwko starzeniu się. Ale w odniesieniu do urody. Można się starzeć ładnie. Ja np. dopiero teraz uczę się dbać o siebie. Bo już nie wystarczy kilka maźnięć pudrem, tylko pojawiają się przebarwienia itp. Ale to mi nie przeszkadza.
Dla mnie problemy są w zasadzie innej natury.I jeszcze kilka lat temu nie istniały.
1. notoryczny brak czasu. Świadomość, że jest to ostatni dzwonek aby coś zacząć 'od nowa' jeżeli jest taka potrzeba, że potem będzie o to dużo trudniej. Więc daję z siebie 300% normy. To pozbawia mnie spokoju i burzy spokój.
2. Kończy się czas matkowania. ostatnie 20 lat doświadczeń idzie w odstawkę. Dzieci maja swoje światy i muszą budować samodzielne życie. To jest dobre i właściwe. Ale co z wiedzą jaką nabyłam przez te 20 lat? Kompletnie nieprzydatna teraz. Więc jakaś spora część mnie przestała mieć znaczenie. Nieco za szybko na przestawienie się. 3,4 lata temu matka na pełen etat, teraz fakt ze mądry, ale tylko obserwator.
3.  Osoby młodsze, dużo młodsze, w zasadzie w wieku moich dzieci mają za nic moją wiedzę i doświadczenie. Rozumiem, pamiętam siebie i moje podejście do 'Pań nieco z innej epoki' ale teraz ja jestem tą Panią i hm. Zonk
4. Znajomi się wykruszają. Kłopoty, rozwody, partnerzy którzy nie zjedli ze mną beczki soli, kulturalna izolacja, każdy w swoim świecie przyzwyczajeń. Więc brak spontaniczności, zachowawczość. Też moja. To nie wynika z osobowości. To wynika z doświadczeń i nauki dzielenia spraw ważnych od nieważnych. Ale nie lubię tej wiedzy. Unikanie błędów 'bo wiem do czego to doprowadzi' prowadzi mnie do skostniałej emocjonalnie osoby.
5. i wreszcie zdrowie. zaczynają wychodzić na jaw wszystkie złe nawyki z wcześniejszych lat. Patrze na ludzi + 10; + 15, 20 i myślę o swego rodzaju pozbawieniu wolności przez ograniczenia jakie niosą za sobą choroby.

Podsumowując, budowałam sobie jakąś tam rzeczywistość. W okolicy 40 byłam zadowolona. Teraz myślę, że i tak nic nie wiem;) I wiem że mam ograniczony dostęp do czasu jaki mi pozostał na naukę.
Raczej za sztuczny optymizm uważam stwierdzenia ; jak chcesz to możesz' 'zawsze może być pięknie' itp. Nie dlatego, że jestem pesymistką czy też zgorzkniałą babą. Myślę, że to przez tę nieszczęsną wiedzę zgromadzoną z wiekiem.
Co począć z tą wiedzą, co specjalnie nie ma jej jak spożytkować?

5

Odp: Problem z upływającym czasem

Moja nieco młodsza ode mnie przyjaciółka, kobieta która burzliwie przeszła młodość, a teraz jest lekko po pięćdziesiątce, niedawno z radoscią krzyknęła "niech żyje menopauza"! Stwierdziła, że jej zycie zmieniło się na lepsze odkąd ją przeszła. Emocje się wyciszyły, pogoda ducha wzrosła, pokus ubyło. I choć wzrosło ryzyko osteoporozy, to tak jest lepiej, bo odnalazła spokój w życiu.
I rzeczywiście, od pewnego czasu zauważyłam, że rozmawiamy o ostatnio przeczytanych książkach i problemach dzieci zamiast o męsko-damskich perypetiach.

Czy łatwo zaakceptować mijający czas i zmiany które niesie? Ja nie miałam z tym problemu, bo tez nigdy nie przywiązywałam jakiejś szczególnej wagi do urody. I czasu na to nie miałam zbyt wiele, zajęta pracą i domem. Mam tez taką naturę, że zawsze wolałam być obserwatorem patrzącym z boku, niż kimś z pierwszego planu. Teraz z racji wieku jestem niewidzialna, starsza pani, na którą nikt nie zwraca uwagi. Lubię ten stan. Jest tez idealny do podróżowania po świecie, by z boku przyglądać się ludziom i sprawom.

Perspektywa się skróciła. Nie siegam z planami zbyt daleko. W ogrodzie sadzę duże rośliny, bo chcę zobaczyć je w pełnej krasie za kilka lat. Małe sadzonki potrzebują lat dwudziestu, a wtedy już kto wie...........

Co zrobić ze swoją wiedzą i doświadczeniem? Młodzi jej nie potrzebują, ale też mają prawo do własnej nauki i własnych błędów, choć nie raz serce boli, gdy się patrzy na głupstwa, które robią.
Jak świat światem tak było i będzie. A  i moja wiedza i doświadczenie jest z innej epoki. Ze zdziwieniem obserwuję zmiany obyczajowe, które dokonały się w ciągu mojego życia. Nie wszystko mi się podoba i mówię o tym. Ale jakie to ma znaczenie?

Lubię swój dojrzały wiek. Moje 59 lat to już nie czas, gdy się oglada pierwsze zmarszczki i ma się pierwsze kłopoty ze wzrokiem. Od dawna mam okulary nie tylko do czytania, progresywne, nie zdejmuję ich i nie wkładam co chwilę. Przywykłam do tego i do innych dolegliwości.

Nie lubię tego, że czas przyśpiesza. Im jestem starsza, tym szybciej biegnie rok za rokiem. Do siedemdziesiątki zostało tylko jedenaście lat, toż to chwilka.  Dla 22-latki 11 lat to połowa zycia, dla mnie tylko jedna szósta.

Zaskoczenie? Dzieci, które rodziły się gdy miałam 40 lat są już dorosłe. Moje własne są po trzydziestce. Kiedy to zleciało????

Czego się boję? Tak jak jest, jest dobrze, ale wiem, że nie będzie już lepiej niż dzisiaj. Schodzę z góry. Boję się zniedołężnienia, otępienia, chorób przykuwających do łoża boleści. Staram się, jestem aktywna fizycznie, ale czasu  nie zatrzymam. Przy tym wszystkim siwy włos czy kurze łapki, a nawet obwisły tyłek to pryszcz nie warty zachodu. Dzisiaj patrzę na swojego ojca uwięzionego w łóżku i zdanego na innych i boję się....

Gdy byłam młoda, bałam się śmierci, bo miałam wielki apetyt na życie, na doświadczanie. Dzisiaj jest inaczej. Doświadczyłam, dotknęłam, przeżyłam, nasyciłam się i nadal to czynię, choć już nie niecierpliwie. Dzisiaj jestem z tym oswojona bo "z mojej półki już biorą". Boję się tylko tego co może być przed śmiercią....

6

Odp: Problem z upływającym czasem

No cóż, podpisuje się rękami i nogami. Ale reklamy może nie kłamią? I wesołe jest życie staruszka?:)
Miałam cudownych dziadków. Dziadek aktywny do samego końca, dobrze po 70-tce zaczął słyszeć zakazy ze strony swoich dzieci, mojej mamy i jej sióstr, ze ma uważać na siebie. Np. nie wchodzić po drabinie na dach ukochanej altanki. I faktycznie, zleciał i złamał sobie rękę. Córki biadoliły a ja jako wnuczka trzymałam za niego kciuki - w końcu chyba ma się prawo robić co się lubi i co w duszy gra, nawet a może zwłaszcza w tym wieku. Nie przestał być aktywny. Oszczędzał się tylko na tyle na ile nie chciał pozostawiać mojej babci bez opieki. Stojąc w kolejkach po mięso i kawę upychał siwiuteńkie włosy pod beretem, byle tylko nie stać w kolejce dla staruszków. Kiedyś go nakryli i wygonili z kolejki 'dla młodych'. Żartował, ale nie była zadowolony;) Zmarł na zawał robiąc zakupy na targu. Tak jak lubił.

Babcia została przez ostatnie lata całkowicie ubezwłasnowolniona. Najpierw złamane biodro - unieruchomienie. Potem wylew i utrata mowy. Często płakała. Teraz podobna sytuacja dotyczy mojej cioci. Nie może mówić, prawie nie może się ruszać.

Tak więc - starość ok. Pozbawienie wolności - NIE.

7

Odp: Problem z upływającym czasem

Upływający czas daje się nam we znaki w zalezności od tego w jakim wieku jesteśmy. Gdy jestesmy dziećmi czas idzie bardzo powoli ale juz po 40 -stym roku życia nabiera prędkosci i nic nie da się zrobić z jego prędkością. Pół biedy gdy jestesmy zdrowe ale nie każdy ma to szczęscie a człowiek chory przewlwkle ktory spędza czas u lekarzy i w szpitalach nie ma wielkich powodów do radości. Nie będzie zaglądał  w lustro i liczył zmarszczki tylko będzie mial marzenie aby jeszcze jeden dzień przeszedł bez bólu.
W chorobie jestesmy sami, mimo że za ścianą jest rodzina i dzieci.  Będą wypowiadały się Netkobiety że się nie przejmują, że są zadowolone ze swojego ciała i ze swojego życia ale czy to jest prawda? A te uwierające i żle dopasowane sztuczne zęby robione w prywatnym gabinecie , drogo płacone i do wyrzucenia, a menopauza męcząca i depresyjna, nie mówiac o zwałach tłuszczu na brzuchu i gdzie indziej. A obejrzyjmy swoje żylaki, też do remontu, nie mówiąc już o zwisających piersiach i tyłku, dobrze jeśli piersi jeszcze mamy ale wiele kobiet nie miało tego szczęścia i rak zabrał im piersi. Czas jest nieubłagany i nie liczy się z naszymi pragnieniami, ale my musimy się pocieszać i udawać ze fajnie jest.

8

Odp: Problem z upływającym czasem

Klaudyno przemiła...

Nie znam cię osobiście , a szkoda, bo wyczuwam w Tobie pokrewną duszę i jestem prawie pewna, że masz ogromne poczucie humoru i sporą dawkę dystansu do własnej osoby. To lubię !
Jestem po sześćdziesiątce i chyba wcale tego nie czuję: no chyba wtedy, kiedy za bardzo intensywnie zaczynam przeglądać się w lustrze.

Ale nie o tym chciałam. Powiem brutalnie: ludzie są często samotni na własne życzenie. Wypisują potem listy, że rodzina ich zawiodła, że przyjaciele również. A może by tak pogrzebać trochę w pamięci jak do tego doszło. A może zdobyć się na odwagę ( oj, czasami naprawdę jej  potrzeba  ) i poodgrzewać te stare, sprawdzone znajomości. Mam to za sobą i cieszę się bardzo, że poobdzwaniałam swoje byłe przyjaciółki. One również...
A  co do starości ?  Używam rzadko tego terminu - bardziej podoba mi się przemijanie...
Przemijam, to prawda: mam parę siwych włosów, sporą nadwagę, wchodzę w ową słynną smugę cienia, ale mnie to przemijanie cieszy. Przecież owa zmienność - to cały smak życia.
Był początek, będzie też koniec, a między tymi dwoma krańcowymi punktami było to wszystko, co zwyczajnie ludzkie - przeżywane różnie...

Klaudyno, ja się nie pocieszam nigdy - ja się cieszę, że jest jak jest, bo mogłoby być gorzej.

Pozdrawiam bardzo serdecznie - Wanda smile

9

Odp: Problem z upływającym czasem

jedne panie konserwują się lepiej a drugie gorzej wink ... moje drogie koleżanki, spokojnie! i tak jesteśmy piękny i w takich kategoriach mamy o sobie myśleć

10

Odp: Problem z upływającym czasem

A czy potraficie sobie przypomnieć jak z perspektywy nastolatki, potem osoby nieco dojrzalszej, ale wciąż bardzo młodej, postrzegałyście osoby czterdziestoletnie czy nawet starsze? Czy Wam również wraz z upływającym czasem i własnym dojrzewaniem zmieniało się to spojrzenie? Mnie w tamtym czasie czterdziestolatka wydawała się poważną, stateczną panią, po czym kiedy sama niebezpiecznie szybko zaczęłam się do tej granicy zbliżać ze zdumieniem zauważyłam, że to przecież wcale nie tak! smile

11

Odp: Problem z upływającym czasem

Niestety, ale czas tak przerażająco szybko biegnie. Tydzień, za tygodniem i my także się starzejemy. Kiedyś człowiek nie mógł się doczekać tych 18 lat, a teraz ...

12

Odp: Problem z upływającym czasem

Przemijanie, tak to opowiednie słowo. Dziękuję Wando za pozdrowienia i miłe słowa, faktycznie mam 60 lat i niezbyt przejmuję się tym że lata mi lecą, a niech lecą. Ratuje mnie często dobre poczucie humoru, lubię ludzi i mam łatwy kontakt z ludzmi.
Ale jednocześnie widzę i dostrzegam niedole i problemy innych ludzi, jestem wrażliwa na ludzką krzywdę, nauczona doświadczeniem życiowym nikogo nie osadzam a staram się rozumiec. Kocham rownież zwierzęta wszystkie i te rasowce i te bezrasowce, sama mam kundelke ze schroniska skrzywdzoną przez ludzi i cięzko chorą, wtedy 11 lat temu, nawet weterynarze nie dawali jej szans na życie ale ona bardzo chciała życ a ja jej tylko pomogłam i znalazłam wet, której chciało sie leczyc. Pasjonują mnie również zwierzeta zyjące na dziko, ich zycie i wola przetrwania. Nie potrafię sie martwic tym ze kiedys umrę, wszyscy musimy wrócić skąd przyszlismy, tylko aby nie było to bolesne i w upodleniu. Nie wiem czy macie takie wrazenie ale ostatnio wielu z rodziny mi odchodzi na ten lepszy ze światów jak wielu znajomych i cieszę się jak ludzie odchodzą w spokoju , we snie i wczesniej nie cierpią, bo cierpienie nie jest niczym szlachetnym i nie dajcie sobie wmówić że cierpienie uszlachetnia. To ja wolę nie być taka szlachetna.
Wszystkim Netkom życzę dobrego nastroju i uśmiechu jak najczęściej na twarzy i nie liczmy sobie zmarszczek albo innych niedoskonałości, bo Ci co nas kochają, to kochają nas z calym naszym dobrodziejstwem.  pozdrawiam Wandziu Ciebie serdecznie i dużo slonka i optymizmu Ci życze smile

13 Ostatnio edytowany przez dayzi (2012-02-10 19:25:49)

Odp: Problem z upływającym czasem
Olinka napisał/a:

A czy potraficie sobie przypomnieć jak z perspektywy nastolatki, potem osoby nieco dojrzalszej, ale wciąż bardzo młodej, postrzegałyście osoby czterdziestoletnie czy nawet starsze? Czy Wam również wraz z upływającym czasem i własnym dojrzewaniem zmieniało się to spojrzenie? Mnie w tamtym czasie czterdziestolatka wydawała się poważną, stateczną panią, po czym kiedy sama niebezpiecznie szybko zaczęłam się do tej granicy zbliżać ze zdumieniem zauważyłam, że to przecież wcale nie tak! smile

Właśnie mnie dopadł upływajacy czas smile mam zapalenie korzonków i nie wiem czy lezeć, siedzieć czy stać. Okropieństwo.
Od zawsze byłam wiercipięta, ruchliwą, wysportowaną, gibką...a teraz, jestem nieszczęśliwa, że prostych ruchów wykonać nie mogę.
Gdy byłam dzieckiem myślałam, że starość zaczyna się koło 30...po wyżej 40 się umiera (np.moja mama potem tata).
Pamiętam jak wygladali jak się zachowywali, tu mój film się urywa.
Wiecie, ja mam 43 i nie wiem jak będę wygladać za 10, 20...lat, nie wiem, kiedy zacznie się u mnie menopauza. Nie wiem...nie mam kogo zapytać. Ludzie mówią mi, że do złudzenia matkę przypominam. big_smile A to piękna kobieta była, także chyba nie jest źle.

Ja jako 40latka-mam wrażenie, że zatrzymałam się koło 30. Gdy pije z przyjaciółką(równolatka) herbatkę na dywanie to myślę, że zachowujemy się jak nastolatki.

Wszystko pięknie, gdyby nie te korzonki i wzrok coraz słabszy big_smile
Ale nie, nie, nie ani ja stateczna ani poważna pani. big_smile

14

Odp: Problem z upływającym czasem

Dayzi - 40-latki to młode i fajne babki, powtarzaj sobie tę mantrę i lecz to co Cie boli. W tym wieku idzie wszystko wyleczyć tylko nie zaniedbaj, ja przestałam chorować na korzonki i rwę kulszową odkąd kupiłam sobie pas z wielbłądziej wełny turecki u Rosjan na targu za 10 zł. Swietnie grzeje tam gdzie trzeba a gdybym miała tyle lat co Ty to nie tylko herbatę pijałabym z kolezanką na dywanie ale i coś mocniejszego jak dołki przychodzą. Pozdrawiam Cię i zyczę wielu pięknych przeżyć.

15

Odp: Problem z upływającym czasem

To i ja wypowiem się w tym temacie, bo wiek już słuszny, włos siwy itp.
A poważnie, to cieszę się, że nie mam już miesiączki (na własne życzenie, bo odmówiłam kuracji hormonalnej), cellulit maja juz nastolatki, więc mi to zwisa, zmarchy na twarzy przypominają mi, o tym co przeżyłam...

Wszystko mija i nasza młodość też, ale wydaje mi się, że jeśli kochamy siebie, to łatwiej jest zaakceptować oznaki mijającego czasu.

Wczoraj w pracy usłyszałam komplement od klientki (sic!), że wyglądam max na 44 lata. Cóż, mała rzecz, a cieszy.

Gdy miałam naście lat, to wydawało mi się, że kobiety pod 50siątkę, to dostojne matrony...)
Cóż, ani ja dostojna, ani matrona, chociaż od trzech dni noszę głowę dumnie uniesioną do góry......przez kołnierz ortopedyczny, bo prawdopodobnie mam dyskopatię, boli ramię, szyja...ech
Trudno cholera drinka wypić:)

Pozdrawiam cieplutko

16

Odp: Problem z upływającym czasem

Margolcia, dasz radę drinka wypic przez słomkę, nie liczy się sposób , ale skutek smile  Jako dzieci , czy młodzież to wszyscy postrzegamy wiek starszy jak coś zgrzybiałego nadającego się tylko do trumny , ale jak same osiągamy wiek "odpowiedni" to już inaczej patrzymy i widzimy. margolcia a pomyśl sobie jakbyś była teraz o 12 lat starsza? Bo to mój wiek i diabli z nim, niech przeżywają ci co nie maja co robic i sie nudzą, a mnie czas ucieka a czym jestem starsza to szybciej , jak pociąg ekspress.
Tego też nie wiedziałam we wcześniejszych latach, zaczyna się chyba od 40-stki i nabiera czas predkości. A więc nie przejmujmy się wiekiem Kobietki, każdy wiek sam do nas przyjdzie i tyle jeszcze radosci przed nami. Pozdrawiam wszystkie babki w 'odpowiednim " wieku. smile

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Problem z upływającym czasem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024