Witam,
Postanowiłam po raz pierwszy do Was i u Was napisać, ponieważ po raz pierwszy w życiu mam tak wielką rozterkę, że nie potrafię podjąć żadnej decyzji. Na początek może kilka słów o mnie. Mam 35 lat, od kilku lat mieszkam za granicą . Ciężką pracą i silną wolą udało mi się tutaj usamodzielnić, założyć i rozwinąć dobrze prosperującą firmę. Jestem poukładana, finansowo niezależna , mam szesnastoletniego syna. I niby można by sobie pomyśleć, że wszystko w moim życiu jest ok. Ale niestety wcale tak nie jest. Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, mam za sobą nieudane małżeństwo i dwa dłuższe związki. Nie wyglądam jak modelka, ale jakoś zawsze miałam wielkie powodzenie u mężczyzn i to u bardzo przystojnych, często młodszych mężczyzn. Trochę się do tego przyzwyczaiłam.Na początku bardzo fascynowała mnie adoracja atrakcyjnych panów. Często wychodziłam i poznawałam kogoś nowego. Ale szybko okazywało się , że poza urodą nie mają nic więcej do zaoferowania. Część z nich miała w planie tylko zaciągnąć mnie do łóżka, czasem na jeden raz czasem na więcej, inna część to kompletni nieudacznicy życiowi, takie przypadki socjalne , które, wydaje mi się , że tylko węszyły za ustawioną kobietą , żeby samemu czerpać korzyści inna część to znowu zwyczajni idioci. Strasznie tęskniłam znowu za miłością, zaufaniem , normalnym stabilnym związkiem. Ci wszyscy ładni panowie niestety albo nie mieli ochoty, albo się kompletnie nie nadawali. Tak minęło kilka lat, a wraz z nimi rosła moja samotność, rozczarowanie i jakaś dziwna niemoc. Kobieta, sama zagranicą , zdana tylko na siebie , z czasem ogrom obowiązków mnie dosłownie przydusił. Było to pod koniec ubiegłego roku , czułam, ze tak dalej być nie może, że sama to ja już chyba nie dam dłużej rady. Wtedy właśnie poznałam przez przypadek, przez internet mężczyznę. Od samego początku dobrze się rozumieliśmy, pisaliśmy kilka razy dziennie, potem telefonowaliśmy bez przerwy. Nagle po tylu latach i tylu złych doświadczeniach znowu poczułam, że komuś na mnie zależy. Sama znowu miałam motyle w brzuchu i to cudowne uczucie zauroczenia czy zakochania.On wysłał mi swoje zdjęcie, no cóż, nie wyglądał na nim jak George Cloney ale nie był jakiś nie do przyjęcia. Naprawdę niezbyt ładny ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Ja wysłałam jemu również swoje zdjęcie i on od razu się zakochał po uszy. Tak bardzo się cieszyłam, że może w końcu i do mnie szczęście się uśmiechnęło. Czułam się po prostu szczęśliwa. W końcu postanowiliśmy się spotkać i " normalnie" poznać. Było to teraz w ubiegły piątek. Jechał do mnie prawie 600 km, tak strasznie się cieszyłam, że go zobaczę. No i pod wieczór przyjechał w końcu, wyszłam przed dom żeby go przywitać i upadłam... W życiu bym nie powiedziała, że człowiek który właśnie do mnie przyjechał to ten sam ze zdjęcia. Tragedia... Z samochodu wysiadł przystarawy facet, z siwo-rudymi wystrzyżonymi włosami , z dużym brzuchem , ubrany jak rolnik. W tym momencie wszystko we mnie pękło...Na zdjęciu wyglądał zdecydowanie młodziej ( ma 44 lata) , ciemne modnie obcięte włosy, wysoki, szczupły , modnie ubrany... A tutaj taka katastrofa. To zdjęcie ma co najmniej 5 jak nie 10 lat.Zaprosiłam go do domu, bo cóż miałam robić? Faktycznie jest miły, dobry, ciepły i kochany. Potrafi się zachować jak prawdziwy mężczyzna, ma gest i wysoką kulturę osobistą , jest taki jakim cały czas go odbierałam, ale jego wygląd jest katastroficzny. Wygląda jak jakiś rolnik. W sumie spędziliśmy miły weekend i niby wszystko byłoby w porządku, ale u mnie już jakoś nie jest tak samo. Jestem rozczarowana i sama nie wiem co mam robić. Z jednej strony wiem, że jeśli zdecydowałabym się na niego to miałabym pod każdym względem życie jak księżniczka, żadnych trosk, stresów, zmartwień. Mogłabym nieco wyluzować z pracą, o ile nadal chciałabym pracować ( prowadzić firmę) i wiem również , że miałabym u swojego boku cudownego przyjaciela. W tej chwili jednak nie wiem co mam robić. Nie wiem czy będę potrafiła się do niego przekonać, wręcz przełamać, wizualnie to my wcale nie pasujemy do siebie . Wiem, że muszę szybko podjąć decyzję, żeby nie robić mu zbędnych nadziei, i jestem w wielkiej rozterce, bo również jakoś bardzo mi szkoda stracić tego człowieka. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i tego co Wy na moim miejscu byście zrobiły.
Serdecznie pozdrawiam :-)