Kochane pisze zeby sie wyzalic, zeby mi ktos mądry podpowiedzial jak sobie poradzic bo mam wrazenie ze tracę grunt pod nogami. Dziesiejdzy dzień jest okropny...Zacznę od siostry - moja wspaniała, mądra starsza siostra boryka się z depresja od hmm 3 czy 4 lat. Bywało juz dobrze - wychodzila z tego ogarniała się....i znów wpadła w dołek. Znów chyba się zaczyna problem...Jej choroba objawia się brakiem checi do zycia, jakiegokolwiek dzialania...kladzie sie do łózka i lezy całymi dniami... zwykle problem miał swój początek w pracy - kiedy nie radziła sobie....Jest prawnikiem...wszystko odbiera bardzo osobiscie - nie potrafi zniesc porażki. Czasem mam wrazenie ze zwczyczajnie nie nadaje sie do tego zawodu-jest za słaba psychicznie....Tak jest i tym razem- od poczatku tygodnia zaczeła nowa pracę- wczesniejsza ją przytłaczała - szef cham i krętacz - mnustwo awantur i nieprzyjemnych sytuacji....To ją dobiło...to zapoczątkowało terazniejszy stan rzeczy...Poszła do nowej- niby lepszej bo nikt jej nad głowa nie stoji...niby wszystko ok ale przyznała ze od razu została rzucona na głeboka wodę, ze nie ze wszystkim sobie radzi... wraca DO DOMU I ZNÓW kladzie sie do łozka... znów jest smutna, bez humoru- ja to czułam juz od jakiegos czasu ze cos jest nie halo...Znam ją, miałysmy bardzo doby kontakt- czesto dzwoniła itp...a od tygodnia sie nie odzywa, nie dzwoni- a jak ja dzwonie zbywa mnie ze nie chce jej sie gadac ma zły humor... Dzis po kolejnej takiej rozmowie postanowiłam zadzwonic do jej męża i zapytac jak sie zachowuje w domu- on nie jest wyczulony na obajwy bo jak się pojawił siostra była juz w dobrym stanie- moje obawy potwierdziły sie - siostra ciagle mówi ze jest zmeczona, nic jej sie nie chce, nie ma sensu. Od razu zaalarmowałam mamę . Trzeba działać! Nie chce zeby przez swoją chorobę znów straciła prace i rok z życia. Rozmawiałam tez z jej przyjaciółką - potwierdza moje obawy- razem opracowałysmy wstepny plan działania... Ma przekonac siostre zeby poszła do psychologa i znów zaczęła terapię. Wczoraj nie poszła do pracy - hellooooooooo ona pracuje tam od poniedziałku! nie moze sobie na to pozwolic! Pali za sobą mosty.... Na dzien dzisiejszy to nie koniec złych wiesci... Czas na kolejną - MOJA MAMA - rok temu miała zabieg usunięcia guzków z jednej piersi - na szczescie nie były to zmiany złośliwe . Po zabiegu dosc długo dochodziła do siebie i wydawałoby się ze wszystko jest ok.. jednak ostatnio skarzyła się ze znów ją boli.... Dziś powiedział mi ze wykryto u niej w drugiej piersi dokladnie w tym samym miejscu kolejne guzki... - Nie wyraża chęci leczenia... zachowuje sie jak dziecko- mówi ze to nic takiego itp...wiedziała o tym juz przed swietami ale niechciała nic mówic... Mało tego podejzewają u niej bolerioze! Od jakiegos czasu bardzo bolą ją mięśnie- odbiera jej ręce i nogi - wtedy nie moze nic robic - bardzo cierpi. Zrobiła badania jednak wyniki nie sa jednoznacze i trzeba je powtórzyc. Mama znów jak dziecko mówi ze szkoda jej pieniędzy na lekarzy itp. Ja sie wykoncze! Jak mam im pomóc?! Nakrzyczałam na mame ze sie tak zachowuje - ale to jak grochem o sciane. Jestem tak rozbita ze nie moge pozbierac myśli. Na codzien mieszkam 200 km od mamy i siostry, widze je srednio 1-2 razy w miesiącu, nie mogę ich wiecznie kontrolowac - poza tym przez tel niczego sie nie dowiem. Dzis własnie przyjechałam do domu i tu takie niespodzianki. Przeciez ja niedługo osiwieje... Nie mogę żyć ciągle w niepokoju co się dzieje w domu. Czy aby napewno mówią mi prawdę?! Tym razem moja intuicja jesli chodzi o siostrę nie zawiodła... Wyczuwalam ze cos jest nie tak - no i masz! Mam silny charakter- wiele potrafię znieśc ale takie informacje w ciągu jednego dnia to chyba jednak za dużo... Zupełnie nie wiem co robic , jak pomóc?!
Nie możesz być cały czas odpowiedzialna za życie innych bo w końcu i Ty się załamiesz co powoli już ma miejsce. Twoja siostra ma męża on nie interesuje się tym co się dzieje z żoną? Porozmawiaj z nim powiedź do czego to wszystko będzie zmierzać jeśli nie zacznie działać. Stwórzcie jakiś wspólny front wtedy Tobie też będzie łatwiej bo on jest na miejscu.
Jeśli chodzi o mamę cóż to bardzo trudna kwestia, ja bym postawiła na szczerość powiedziała, że się martwię, że nie chce jej stracić i po prostu jednego dni jak bym przyjechała zabrałabym mamę do lekarza.
I jeszcze jedno, jeżeli chcesz pomóc mamie i siostrze to sama musisz być silna dlatego proponuje żebyś też wybrała się do jakiegoś psychologa - jeżeli i Ty się załamiesz albo nabawisz jakiejś nerwicy przez to to nikomu nie pomożesz. Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją rodzinę ![]()
Wydaje mi się,że motywacja takich zachowań jak Twojej siostry i mamy jest jedna- a właściwie jej brak.Może nie mają dla kogo wziąć się w garść.Warto żebyś mówiła i mówiła jak ważne są dla Ciebie,że nie wyobrażasz sobie życia bez nich.Jeśli siostra ma dzieci to wiem,że gdy coś takiego powie dziecko- wtedy nie ma bata,żeby matka takiego dziecko nie wzięła się za siebie.Mąż też musi być podporą- ona musi widzieć i słyszeć,że bez niej ich rodzina się posypie.
Twoja mama widzi Was dwie- dorosłe kobiety i może uważa,że jej rola się skończyła,nie widzi potrzeby dbania o swoje zdrowie.Trzeba na nowo jej wyznaczyć jakąś rolę- choćby powiedzieć jej,że nie wyobrażasz sobie,że Twoje dzieci nie poznają babci a Ty nie będziesz jej miała przy sobie w chwili gdy zostaniesz mamą.
Ja wiem,że nie znam Twoich planów życiowych i może nie powinnam tak pisać ale tu chodzi bardziej o to jak zmotywować mamę.A z doświadczenia wiem,że takie teksty są niezawodne.
Powodzenia!