Matka i córka - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » POZNAJMY SIĘ ... » Matka i córka

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1 Ostatnio edytowany przez ewakarolina1947 (2012-01-15 18:03:36)

Temat: Matka i córka

Moja matka ma 90 lat. 20 czerwca 2010 roku uratowałam jej życie. Mieszka obok mnie, ona w swoim domu ja w swoim. Opiekowałam się nią tak jak umiałam najlepiej, ale bardziej z obowiązku niż z serca. Nigdy nie doświadczyłam od mojej matki czułości ani miłości, zawsze manipulowała, intrygowała i wywoływała we mnie poczucie winy. Kiedyś próbowałam zasłużyć na jej miłość, ale nie potrafiłam. Jestem jedynaczką, ojciec zmarł kiedy miałam 4 lata. Moje szczęśliwe chwile z dzieciństwa są związane z dziadkami i leśniczówką. Szczególnie babcia, która była bardzo ciepłą osobą i potrafiła okazać mi miłość. Miałam 14 lat kiedy matka wyszłą za mąż. To też nie są dobre wspomnienia. Miałam 18 lat kiedy wyjechałam z domu, ale po 20 latach wróciłam do "gniazda żmij" jak nazywał to mój pierwszy nieżyjący mąż. Posypało się moje drugie małżeństwo.  Teraz mam przyjaciela, żyjemy od 5 lat wolnym związku. W 2005 roku matka złamała rękę miała pekniętą kość łonową, leżała u mnie w domu przez trzy miesiące. Byłąm na jej usługach i na każde zawołanie i wtedy mniej więcej było dobrze, na pewno dla niej, byłam Ewunią, kochaną córeczką, ale byłam potwornie zmęczona jej wymaganiami i ciągłym usługiwaniem - mycie, pampersy, specjalne jedzenie, masaże, wizyty cotygodniowe u specjalistów itd, itp.  20 czerwca 2010 rok pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Ponieważ miała zwyczaj codziennego przychodzenia do mnie, zdziwiło mnie, że tego dnia nie przyszła. Poszłam zobaczyć czemu nie przyszła. Dom zamknięty, brak jakichkolwiek odgłosów, przez okna niewiele widziałam, bo słońce padało na szyby, telewizor nie był włączony, na tapczanie jej nie było.. Usłyszałam jednak coś jakby jęk spod ziemi. Poprosiłam mojego przyjaciela i razem zaczęliśmy zaglądać w okna. W pewnej chwili dostrzegłam moją matkę leżącą po niskim stolikiem zupełnie nago. Chciałam wybijać szybę, raptem czas zaczął płynąć niezwykle wolno. Mój przyjaciel zachował zdrowy rozsądek, przystawił drabinę i spróbował podważyć lufcik. Stare okna, więc w końcu udało się lufcik pchnąć i otworzyć. Z trudem przecisnęłam się przez lufcik, popychana przez Wojtka. W pokoju smród nie do opisania, matka  leżąca nago pod stolikiem ławą, cała posiniaczona, otworzyłam drzwi, bo były zamknięte. Wezwałam pogotowie, oni dodatkowo zawiadomili policję. Nie wiedziałam co się stało, włamania nie było, bo drzwi zamknięte. W szpitalu czułam się tak jakbym to ja tak matkę pobiła. Majaczyła, że wszędzie jest mafia, że nie chcieli jej wpuścić na Plebanię, że ktoś czycha na jej życie, że lekarze grają w karty i są w mafii. Założono jej cewnik, krzyczała , że chce do domu. Lekarze nie umieli mi wytłumaczyć co było powodem takiego stanu. Po dwu dniach na obchodzie zapytano ją czy chce do domu odpowiedziała , że tak więc ją wypisano. Nie zdążyłam jeszcze doprowadzić do ładu pokoju, dywan był zasikany, śmierdziało, przecież kilka godzin leżała na podłodze. Załatwiłam pomoc, panią z sąsiedztwa, która miała pod opieką inną leżącą kobietę. Pierwszą noc po przywiezieniu jej ze szpitala spałam u niej, nie zmrużyłam oka, całą noc majaczyła, w pewnej chwili rzuciła termosem w okno, bo chciała zgasić lampę. Majaczyła o windzie, o mafii. Nie wstawała bo się przewracała, trzeba było zmieniać pampersy, myć. W końcu sama doszłam co było przyczyną tego stanu. Moja matka przedawkowała leki. Brała po 14 różnych pigułek, kiedy próbowałam jej wytłumaczyć, że to jej szkodzi stwierdzała, że chcę jej śmierci. No cóż spasowałam, przecież nie mogę pouczać "mądrej pielęgniarki" za jaką się uważała.  Powoli zaczęłam przy pomocy tej pani odkrywać różne skrytki na leki. Nazbierałam całą wielką torbę, również przeterminowanych. zaczęłam w porozumieniu z lekarzem dawkować tylko niezbędne leki na nadciśnienie i na sen. Była sprytna, zachowywała się jak zwykły ćpun. Powiedziałam jej o tym, odpowiedziała, że tak, jest uzależniona.  Przeżyłam dwumiesięczny koszmar. Matka zaczęła dochodzić do przytomności.  Dzisiaj ta kobieta, która przewracała się, nie miała siły na samodzielne chodzenie - sama wybiera popiół, wynosi, przynosi w wiaderkach węgiel, odśnieża, zamawia taksówkę, jedzie po zakupy i rozpowiada wokół, że ja chciałam ją otruć.  Nigdy nie rozumiałam mojej matki i jej niechęci do mnie, zrobiła mi dużo złego. Trudno jest żyć z myślą, że  zamiast wdzięczności za uratowane życie spotyka mnie taka wrogość. A przecież gdyby mnie wtedy nie było, gdybym nie poszła do niej, to już by nie żyła. Zatrucie m.in. środkami opioidalnymi spowodowało, że straciła przytomność. Akurat tego dnia przed południem pani, która zgodziła się nią opiekować, widziała ją jak rozpyla jakiś środek do ust, nawet ją zapytała o to i usłyszała, że to na serce. Znalazłyśmy potem te buteleczki aerozolu, były przeterminowane. Rozmawiałam z lekarzem rodzinnym co mam robić - odpowiedział - nic, może pani tylko obserwować z daleka. Potem jeszcze próbowała dzwonić z pretensjami i posądzeniami, próbowała skłócić mnie z przyjacielem. Mam 65 lat i wielka ranę w sercu, bo wiem, że nigdy nie otrzymam od matki miłości. To tylko jeden epizod a takich w moim życiu było dużo więcej. Zawsze jednak przebaczałam i próbowałam zapomnieć. Od takich matek trzeba uciekać jak najdalej, takie matki są nienasycone, nie umieją się cieszyć ale potrafią skutecznie zatruwać swoim jadem życie córki. Wszystkie dziewczyny które maja jakikolwiek problem z relacjami, powinny trzymać się jak najdalej od swoich matek. Przynajmniej nie będą cierpały. Powinny podjąć też odpowiednią terapię. Tak jak zrobiła to moja córka.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Matka i córka

Piszesz, że twoja córka była na terapii. A ty? Nie pisz, że jesteś za stara. Nie jesteś. Zawsze jest na to odpowiedni moment.
Dobrze, że zdajesz sobie sprawę, że matka się nie zmieni. Pewnie niedługo odejdzie. Chcesz do końca swoich dni czuć w sercu te wielką ranę? Mimo iż twojej matki nie będzie już na świecie? Zrób coś z tym, żeby przez następne lata przestać się zadręczać.
Ja też mam taką matkę, ona ma taką samą. Wszystkie emocjonalnie zależne jedna od drugiej. Ja byłam na terapii 3 lata temu. Bardzo dużo mi to dało, dziś moja matka może strzelić focha, objechać mnie za nic, nakrzyczeć i nie odzywać się przez kilka tygodni, a ja się tym zupełnie nie przejmuję. Terapia na pewno ci dużo da i nie musi trwać długo.

Odp: Matka i córka

Dziękuję Ci Emilio! No cóż, przez całe nasze życie dojrzewamy do czegoś, próbujemy jak najwięcej dowiedzieć się o sobie, ciągle musimy stawiać czoło nowym sprawom, wyzwaniom, zajmować stanowisko w...... Każdy dzień jest inny. Kiedy miałam tyle lat co Ty miałam wrażenie, że życie jest prostsze i że ja mam niewyczerpany zapas energii. Wtedy było jeszcze  pod górkę a teraz coraz częściej mam wrażenie, że pędzę z niewiarygodną szybkością z górki i brakuje hamulca.Przeczytałam tony książek, żeby lepiej rozumieć, były i terapie. Mam dystans do wielu spraw, wybaczyłam matce, tak jak mnie wybaczyła moja córka. Jednak smutek jest, choćby dlatego, że  musiałam  podpierać się "protezami" żeby być, że zabrakło tego "błękitnego światełka", które dają swoim dzieciom kochające matki. Tak się poukładało, że musiałam doświadczyć największego cierpienia, stratę syna. Miał tylko 18 lat, maturę i plany na przyszłość, utopił się.Dzisiaj miałby 39 lat. Mam za sobą dwa małżeństwa. Potrafię doskonale radzić sobie w każdej sytuacji, przez długi czas byłam sama, teraz od pięciu lat  w nieformalnym związku. Prowadzę bardzo aktywne życie. Przyznasz jednak, że nie ma rany po której nie byłoby blizny? Choćby najmniejszej? Pozdrawiam

4

Odp: Matka i córka

Poszukaj tego światełka w sobie. Ja je znajduję za każdym razem, kiedy moja matka próbuje podciąć mi skrzydła albo udowodnić mi, jaka jestem głupia. Po prostu przytulam to małe, skrzywdzone dziecko w sobie, tłumaczę mu, że to nie jego wina i mówię mu, że je kocham. Takie wizualizacje bardzo pomagają.
Moja babcia nie odzywała się do mojej matki przez 3 ostatnie lata, ponieważ wymyśliła sobie (tak, po prostu wymyśliła), że moja matka się jej wyrzekła. Moja pięćdziesięciokilkuletnia matka przeżywała to jak odtrącone dziecko, żal, ból, rozgoryczenie itp. Nie dała sobie powiedzieć, że to urojenie, że tak się czasem niektórym ludziom na starość przydarza. Dziś między nimi jest lepiej. Tymczasem matka stosuje strategię babci wobec mnie. Nie odzywa się do mnie przez jakąś kompletną bzdurę od kilku tygodni. Czy to znaczy, że mam się tym martwić? Czuć jakikolwiek żal? Tęsknić? Zabiegać o nią? Zachowywać się nadal jak dziecko odtrącone przez matkę? Mowy nie ma. Jej zachowanie nie ma prawa mieć najmniejszego wpływu na moje samopoczucie i myślenie o sobie.
Pomyśl, co by było, gdyby twoja matka zmarła, kiedy byś była dzieckiem. Czy też miałabyś niezabliźnioną ranę?
Twoją rolą, przynajmniej tak mi się wydaje, jest towarzyszyć matce w prawdopodobnie ostatnich latach jej życia. Ale na jej krytyczne uwagi musisz być głucha. Tak, jakby one nie były o tobie. Będzie ci łatwiej.
I szukaj w sobie tej miłości i bezwarunkowej akceptacji, której nigdy nie miałaś. Tylko ty możesz siebie uratować. Nie myśl o bliźnie, zabalsamuj ją miłością do siebie, że tak banalnie się wyrażę smile.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » POZNAJMY SIĘ ... » Matka i córka

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024