Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 58 ]

Temat: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Witam was serdecznie,jestem ciekawa waszego zdania na temat jak w wątku.Czy można stworzyć udany związek,małżeństwo przy jednoczesnym braku akceptacji rodziców wybranka?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Pff... na siłę wszystko można, tylko po co? Nie wyobrażam sobie, żebym nie znosiła rodziców mojego męża, byłaby to katorga dla obu stron. Uważam, że należy zawsze znaleźć kompromis i żyć w zgodzie.

3

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Słyszałam już wiele na ten temat:-przecież to nie z rodzicami bierzesz ślub
                                             -nie musisz ich kochać,ważne by on to robił.
Osobiście popieram cię Teo,ale nie ze wszystkimi można dobrze.Zdarzają się ludzie,którzy depczą godność innych,trudno ich wtedy akceptować.

4

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Sandra77 napisał/a:

Słyszałam już wiele na ten temat:-przecież to nie z rodzicami bierzesz ślub
                                             -nie musisz ich kochać,ważne by on to robił.
Osobiście popieram cię Teo,ale nie ze wszystkimi można dobrze.Zdarzają się ludzie,którzy depczą godność innych,trudno ich wtedy akceptować.

Powiem tak, jeżeli rodzice partnera depczą godność jego wybranki, a on nic z tym nie robi, to nie jest dobry partner. Ponieważ starcia i kłótnie w rodzinie to jedno, a bycie podłym to zupełnie coś innego. Teoretycznie bierze się ślub z partnerem, ale w praktyce wiąże się z całą rodziną, to jest normalne. Izolowanie się na siłę od wszystkiego i wszystkich jest bardzo szkodliwe dla zdrowia psychicznego. Trzeba umieć sobie w życiu radzić ze wszystkimi. Poza tym, jak mówi przysłowie "niedaleko pada jabłko od jabłoni" i cudów nie ma, nasz wybranek na pewno przejął jakieś cechy "znienawidzonych" teściów i prędzej czy później one się ujawnią.

5

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Zgadzam się. Jeżeli np teściowa depcze godność synowej, to mąż powinien wziąć stronę żony, obronić ją, nie pozwolić, by była tak traktowana. Jeżeli nie będzie interweniował, to sytuacja raczej się nie zmieni, żona nie będzie miała oparcia w mężu, a to raczej nie świadczy dobrze dla małżeństwa, bo coraz częściej będą wtedy spory. Jeżeli jednak mąż weźmie stronę żony, nie da jej obrażać, to na pewno jest to o wiele lepiej dla małżeństwa i chociaż wiemy, że nie mamy do czynienia z beznadziejnym mamisynkiem, który nie potrafi mamie powiedzieć co myśli.
Jeżeli chodzi tak ogólnie, to na pewno da się stworzyć udany związek nie lubiąc rodziny swojego męża, bo jednak tu ścieramy się z innymi ludźmi, kochać się nie musimy, warto jednak dbać, by nie było jakichś patologicznych sporów, bo wtedy jest ciężej i nikomu to nie służy,.

6

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Dziękuję wam serdecznie za wypowiedzi,obie są dla mnie cenne.Ja mam sytuację taką,że to teść jest niewychowany a teściowa chowa się za jego  plecami i swoja kalkulację wdraża w życie.Ostatnio miałam sytuację,że dosłownie wprosili się na ...... w gości.Sytuacja mnie przerosła,bo zawsze myślałam że to gospodarz zaprasza do siebie.A nie,ze ktoś decyduje za niego.Postawiono mni9e z mężem w sytuacji zaskoczenia,po prostu nam oznajmiono,że w danym terminie do nas przyjadą.Nic się nie odzywałam,czekałam co mąż powie-był równie zaskoczony co ja.A oni nie czekali na decyzję z naszej strony,tylko zadecydowali po prostu a my siedzieliśmy i oczy nam się powiększały do rozmiarów 5 zł.Kiedy próbowałam to dyplomatycznie odkręcić,zaproponować inny termin,usłyszałam że oni muszą wtedy,co zadecydowali.Nawet nie wiecie jak mnie to zdenerwowało.

7 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-01-11 21:47:23)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Masz ten sam typ teściów co ja. Teść tyran i dyktator, teściowa lawirująca tak, żeby jej się nie oberwało. Synowie bojący się odezwać, ojca nie można denerwować, bo później na matce się wyżywa. Wszyscy chodzą na paluszkach, bo oni w każdej chwili mogą umrzeć, a my niewdzięczni będziemy mieć ich na sumieniu.
Tak jest od kilkudziesięciu lat, najstarsza szwagierka (51 lat ) niczego innego nie słyszała. Czeka was droga przez mękę jeśli juz teraz nie zareagujecie. Jeśli jednak mąż trzęsie portkami przed rodziną to masz przechlapane, nic nie pomoże, i tak będziesz tą wredną i tak. Masz naloty gwarantowane.
Ach, zapomniałabym, mojego teścia trzeba osobno i z należnym ceremoniałem zapraszać. Nie przyjdzie jeśli powiemy: zapraszamy was w niedzielę do nas. Farsa jak diabli. Teściowa też ciekawa, zaproszenie przyjmie, ale pojawi się kiedy jej odpowiada, bo podobno do rodziny zaproszeń nie trzeba. Jak nas nie ma, pocałuje klamkę, to idzie po sąsiedzku do synów i wylewa żale - a tych to znowu poniosło.
Jeśli jednak jest ktoś u nas np ktoś z mojej rodziny, to miesiącami odczuwamy,że coś w powietrzu wisi, do momentu wylania żali komuś z rodziny. " Tak to człowieka nie szanują, nie liczą się ze starym i steranym rodzicem, tylko jej rodzinka, jej koleżanki, a my starzy do śmietnika".
Znane wielu tu piszącym i czytającym, prawda?

8

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Sandra77 napisał/a:

Dziękuję wam serdecznie za wypowiedzi,obie są dla mnie cenne.Ja mam sytuację taką,że to teść jest niewychowany a teściowa chowa się za jego  plecami i swoja kalkulację wdraża w życie.Ostatnio miałam sytuację,że dosłownie wprosili się na ...... w gości.Sytuacja mnie przerosła,bo zawsze myślałam że to gospodarz zaprasza do siebie.A nie,ze ktoś decyduje za niego.Postawiono mni9e z mężem w sytuacji zaskoczenia,po prostu nam oznajmiono,że w danym terminie do nas przyjadą.Nic się nie odzywałam,czekałam co mąż powie-był równie zaskoczony co ja.A oni nie czekali na decyzję z naszej strony,tylko zadecydowali po prostu a my siedzieliśmy i oczy nam się powiększały do rozmiarów 5 zł.Kiedy próbowałam to dyplomatycznie odkręcić,zaproponować inny termin,usłyszałam że oni muszą wtedy,co zadecydowali.Nawet nie wiecie jak mnie to zdenerwowało.

Ojej... To dość bezradni jesteście i szybko Wam wejdą na głowę. Jak teściowa mówi, że przyjadą wtedy i wtedy, to jeżeli Wam nie pasuje to mówisz grzecznie, że przepraszam, ale w tym terminie nie ma Was w domu i ustalasz inny termin dogodny dla Was. Jeżeli to nie poskutkuje i mimo Waszych tłumaczeń teściowie powiedzą, że i tak będą to najzwyczajniej w świecie tego dnia wychodzicie z domu i Was nie ma. Teściowie całują klamkę. Powiem Ci, ze to najlepsza metoda inaczej się nie nauczą. Moja mama kiedyś tak zrobiła ze znajomymi, którzy upodobali sobie wpadanie do nas bez zapowiedzi. Pewnego dnia po prostu udawała, że jej nie ma. Pocałowali klamkę i już do tej pory umawiają się wcześniej i przez telefon big_smile

9

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Sandra77 napisał/a:

Dziękuję wam serdecznie za wypowiedzi,obie są dla mnie cenne.Ja mam sytuację taką,że to teść jest niewychowany a teściowa chowa się za jego  plecami i swoja kalkulację wdraża w życie.Ostatnio miałam sytuację,że dosłownie wprosili się na ...... w gości.Sytuacja mnie przerosła,bo zawsze myślałam że to gospodarz zaprasza do siebie.A nie,ze ktoś decyduje za niego.Postawiono mni9e z mężem w sytuacji zaskoczenia,po prostu nam oznajmiono,że w danym terminie do nas przyjadą.Nic się nie odzywałam,czekałam co mąż powie-był równie zaskoczony co ja.A oni nie czekali na decyzję z naszej strony,tylko zadecydowali po prostu a my siedzieliśmy i oczy nam się powiększały do rozmiarów 5 zł.Kiedy próbowałam to dyplomatycznie odkręcić,zaproponować inny termin,usłyszałam że oni muszą wtedy,co zadecydowali.Nawet nie wiecie jak mnie to zdenerwowało.

buhahahaha!!!!!!!
Zaraz, zaraz, nie z ciebie sie Sandra smieje. Mialam kiedys z innymi prawie-tesciami identycza sytuacje. Na zasadzie "w piatek do was przyjedziemy bo cos tam cos tam". Zanim doszlism do slowa oni juz przeorganizowali caly dzien zeby odbyc wizyte. Obecny chlopak byl akurat w ten feralny piatek w pracy a ja sie upewnilam ze zostane dluzej na laboratorium na uczelni a potem pojechalam do babci na obiad. smile  A oni, coz, pocalowali klamke big_smile
Kiedy temat zostal poruszony powiedzialam z niewinnym usmiechem prawie-tesciowej "Bylas tak poruszona czyms innym ze zapomnialas zapytac o ktorej koncze uczelnie a akurat w piatek bylo wazne kolokwium." Ale pozniej juz zawsze pytali czy jestesmy w domu.. smile

10

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Z tą klamką to dobra sprawa wink Jednak mimo podobieństw do waszych przeżyć,moja się różni.Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.Mąż nie ma postaw asertywnych,nie potrafi powiedzieć-nie,co wykorzystują rodzice a szczególnie ojciec.Na opisywanej przeze mnie rozmowie nie skończyło się,ojciec zadzwonił do męża,że wpadną w innym terminie,bo coś tam im nie pasuje,tak truł,że mąż zrezygnowany powiedział mi,że na następny dzień przyjeżdżają.Ja zrobiłam awanturę(wyznaję zasadę my home, my castle),po ostrej wymianie zdań spaliśmy osobno.Na następny dzień mąż zadzwonił do ojca i powiedział,że mają nie przyjeżdżać.Podziałało,ale wściekła jestem jak diabli!!!!Wcześniej jak ja dzwoniłam do teścia i dyplomatycznie próbowałam przełożyć termin na taki,który by nam odpowiadał a nie im,usłyszałam, że to absolutnie nie możliwe.Że wybierają się o 9 rano,żeby uściślić opowieść-mieszkamy w innej miejscowości.Widać za blisko nadal.

11

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

W końcu osiągnęłas swój cel, tylko po co te awantury. Słusznie zauważyłaś, że mąż nie potrafi być asertywny, że rodzice go paraliżują. Fakt, ich zachowanie jest agresywne, ale Twoje w stosunku do męża jest takie samo. Współczuję Twojemu mężowi, bo ciężko mu pomiędzy rodzicami i Tobą. Jego zachowania są uległe zarówno w stosunku do rodziców jak i Ciebie. Napewno mu nie pomożesz robiąc awantury. Twoja zasada my home, my castle jest w porządku, ale wypowiedz ją głośno sama, nie używaj do tego męza, bo on jeszcze nie potrafi. Jego wesprzyj, podpowiedz gdzie mógłby potrenować asertywność. Są w różnych miejscach organizowane treningi asertywności, dowiedz się gdzie i poproś męża by wziął w nich udział. Poproś, nie krzycz.

12

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Samdra77 A Twoi rodzice czekają aż ich zaprosisz? A czy wy jedziecie do teściów kedy wam pasuje czy im? Mnie się wydawało, że rodzicę mogą odwiedzać dzieci. A pomyślałaś, że teście też mają swoje plany i inne obowiązki? Poza tym zbyt często chba was nie odwiedzają jeśli mieszkaja w innej miejscowości. Uważam, że gdybyś odrobinę wysiliła się a nie z góry załóżyła, że rodzice twojego męża to niepotrzebni i źli ludzie byłoby inaczej. Ja bynajmniej będąc teściwowa nie wyobrażam sobie aby moja synowa robiła problem bo zapowiedziałam się z wizytą. Współczuję twojemu mężowi. Źle musi się czuc wiedząc że ci którzy go wychowali i kochają są znienawidzeni przez jego największa miłośc. Mam nadzieję, że nie będziesz miała syna bo synowa będzie traktowała cię tak samo. A może wtedy zrozumiałabyś jaka byłaś niesprawiedliwa?

13

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Wiesz to zależy...
po 1 wiążesz się z nim na całe życie i niestety ale będą sytuacje że zasiądziecie przy wspólnym stole i wtedy...albo musisz dobrze grać i się męczyć ...albo poprostu bądz sobą mimo wszystko ale wtedy licz się z tym że możesz zrobić przykrość i swojemu facetowi i wyjść na jakąś ,,dziwną osobę która nie umie się nawet zachować''

A po 2 to zależy jakie twój facet ma do tego podejście , dlaczego się nie lubicie ?? może zależy mu abyś żyła z nimi dobrze , może być mu przykro ,

Fakt  z facetem ślubujesz nie z nimi no ale niestety  z nimi też jako tako się  ,,wiążesz''.

Ja sobie tego nie wyobrażam ale oczywiście znam takie sytuacje i nie jest kolorowo.

14

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
krycha50 napisał/a:

Samdra77 A Twoi rodzice czekają aż ich zaprosisz? A czy wy jedziecie do teściów kedy wam pasuje czy im? Mnie się wydawało, że rodzicę mogą odwiedzać dzieci. A pomyślałaś, że teście też mają swoje plany i inne obowiązki? Poza tym zbyt często chba was nie odwiedzają jeśli mieszkaja w innej miejscowości. Uważam, że gdybyś odrobinę wysiliła się a nie z góry załóżyła, że rodzice twojego męża to niepotrzebni i źli ludzie byłoby inaczej. Ja bynajmniej będąc teściwowa nie wyobrażam sobie aby moja synowa robiła problem bo zapowiedziałam się z wizytą. Współczuję twojemu mężowi. Źle musi się czuc wiedząc że ci którzy go wychowali i kochają są znienawidzeni przez jego największa miłośc. Mam nadzieję, że nie będziesz miała syna bo synowa będzie traktowała cię tak samo. A może wtedy zrozumiałabyś jaka byłaś niesprawiedliwa?

Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia,ale to dobrze, że masz inny pogląd na tą sytuację,cenię sobie wypowiedzi kobiet w różnym wieku i każdy punkt widzenia jest ważny.Niestety,źle mnie oceniasz-nie założyłam sobie, że są najgorsi,tylko to wiem.Przez ponad rok mieszkałam pod ich dachem,uwierz byłam ostatnią,  która chciała źle.Zawsze na pierwszym miejscu były dla mnie zdrowe relacje z domem męża.Niestety to w co wierzyłam,odwróciło się przeciwko mnie.Nie opiszę tu wszystkich sytuacji,bo nie starczyłoby  miejsca na tym  forum.Teściowa kiedy mnie krzywdziła zawsze stała przede mną i mówiła:co złego to nie my,a ja płakałam.Ostatnio doprowadziła mnie do takiego stanu,że płakałam,cała się trzęsłam i gdyby nie przyjaźni ludzie,umarłabym w tamtej chwili.Nie możesz mnie winić za to,że nie chcę tej kobiety w moim domu.Każdy by zrobił tak na moim miejscu.Co do moich rodziców nie byli  jeszcze u mnie,mieszkam od niedawna pod nowym adresem,po za tym moi rodzice pracują i nie mają nic przeciwko planowaniu wizyt,tym bardziej że podróż do innej miejscowości to też dla nich wydatek.

15 Ostatnio edytowany przez Sandra77 (2012-01-12 16:57:45)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
marena7 napisał/a:

W końcu osiągnęłas swój cel, tylko po co te awantury. Słusznie zauważyłaś, że mąż nie potrafi być asertywny, że rodzice go paraliżują. Fakt, ich zachowanie jest agresywne, ale Twoje w stosunku do męża jest takie samo. Współczuję Twojemu mężowi, bo ciężko mu pomiędzy rodzicami i Tobą. Jego zachowania są uległe zarówno w stosunku do rodziców jak i Ciebie. Napewno mu nie pomożesz robiąc awantury. Twoja zasada my home, my castle jest w porządku, ale wypowiedz ją głośno sama, nie używaj do tego męza, bo on jeszcze nie potrafi. Jego wesprzyj, podpowiedz gdzie mógłby potrenować asertywność. Są w różnych miejscach organizowane treningi asertywności, dowiedz się gdzie i poproś męża by wziął w nich udział. Poproś, nie krzycz.

Twoja wypowiedź to strzał w dziesiątkę,wiem że jest trafna niestety nie potrafię wdrożyć jej w życie. sad
Napisałaś,że moja zasada jest dobra ale żebym wypowiedziała ją sama,bo mój mąż jeszcze nie potrafi.A co mam zrobić by potrafił?

16 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-01-12 18:32:45)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Krycho, jak to można się zapowiedzieć i nie oczekując zgody, potwierdzenia drugiej strony, tak sobie jechać.
To moja matka ma warować w domu jak pies, bo córka się zaanonsowała i przyjeżdża?
Ona sama też ma wparować do nas, jeśli moj mąż akurat coś innego planował, albo dzieci mają mieć gości?
Syn ze synową też tak mogą wparować do ciebie, bo im pasuje? Czy może jednak pytają?


Nawet za PRL-u , wysyłało się listy z zapytaniem czy ciotuchna pod swój dach przyjmie, wtedy a wtedy. Mogło ją choróbsko zmóc, sama chciałaby wyjechać, coś innego przeszkadza. Moja babunia mawiała, ze tak postępowali jaśnie państwo w stosunku do kogoś niższego stanem, ale i tu stosowano rygorystycznie etykietę.

Awantur żadne z małżonków nie powinno sobie robić. Jako odwiedzająca, czując w powietrzu, że atmosfera się zagęściła być może z mojego powodu, czułabym się źle.

Nikt nie lubi ważniaków, którym się wydaje, że jego wizyta to dla naszego domu zaszczyt. Dobry gość to ten w porę, a dobra wizyta to krótka wizyta.

Hej, a może ja przespałam i wprowadzono jakieś nowe zasady.

17

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Owszem, ani syn ani synowa nie muszą anonsować się że planują zajrzeć. Też mieszkają w innym mieście i co za problem jak zadzwonią że właśnie jadą do nas z wizytą? Nawet jak mamy gości to przecież nie będą przeszkadzać.
A wg mnie to ważniacy każą się zapraszaszać. Czasami przyjeżdżaja na kilka godzin a czasami na kilka dni> My jeździmy do nich tylko na kilka godzin bo tak nam starym wystarcza. U mnie synowa wpada do kuchni i piecze placek i nie widzę problemu. Zresztą na święta przyjeżdża kilka dni wcześniej aby pomóc w przygotowaniach. Zostaje sama w domu bo ja pracuję.
Dzieci mieszkają w tym samym mieście co mama synowej i ona również zagląda do nich nawet przechodząc koło bloku i nie słyszałam aby syn skarżył się, że teściowa siedzi mu na głowie. Oczywiście nie robi tego codziennie. Poza tym mają klucze do swoich mieszkań i jak coś potrzebują to sobie idą nawet podczas nieobecności gospodarzy. Oczywiście takie wejścia są uzgadniane. Uważam, że jak żadna ze stron nie nadużywa gościnności i nie zachowuje się jak ważny gość tylko jak "swój" to na pewno nie stanowi kłopotu.
Moi rodzice również zagładali do nas kiedy mieli ochotę.
Dla uzupełnienia - pasierb z narzeczoną również mają prawo przyjść kiedy tylko mają ochotę. Jeśli nas nie ma to trudno, albo poczkają albo i nie ale nikt nie robi z tego problemu. A w większości kiedy dzieci dają znać, że wybierają się do nas to robimy wszystko aby być w domu bo ich odwiedziny bardzo nas cieszą. Zachowujemy jednak jedną zasadę - nie wtrącamy się w ich związki w ich życie.

18 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-01-13 01:21:40)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Problem nie tkwi w niezapowiedzianych wizytach, tylko relacji, jakie miały miejsce podczas czasów wspólnego mieszkania i nienawiści, która się wtedy zrodziła i wciąż trwa.
SANDRO wydaje mi się , że nie na rękę jest to, że wogóle przyjeżdzają - bo poprostu nie masz ochoty ich ogladać i przebywać z nimi.
Uważam, że o ile nie jest są toksyczni i nie za bardzo ingerują w wasze życie, to od czasu do czasu dobrze by było spotkac się z nimi, u Was albo u nich. Jeśli wciąż będziesz ich unikać, to Twój mąż będzie między młotem a kowadłem i zaczną się problemy między Wami, bo on będzie chciał zadowolić jedną i drugą stronę a to będzie niemożliwe.
Uważam, że nie musisz ich uwielbiać, wystarczy poprostu ich tolerować, kulturalnie i neutralnie traktować. Teraz mieszkacie oddzielnie, więc wasze relacje powinny się poprawić.

Co do pytania z postu, to uważam, że jakieś relacje, choćby tylko dyplomatyczne, należy utrzymywać z rodziną wybranka, chociażby ze względu na rodzinne wydarzenia czy święta. Oczywiście pomijam jakieś skrajnie nieakceptowalne zachowania teściów, które niszczą nas i nasz związek, wtedy lepiej nie mieć z nimi nic wspólnego.

19

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
smutny_miś napisał/a:

Problem nie tkwi w niezapowiedzianych wizytach, tylko relacji, jakie miały miejsce podczas czasów wspólnego mieszkania i nienawiści, która się wtedy zrodziła i wciąż trwa.
SANDRO wydaje mi się , że nie na rękę jest to, że wogóle przyjeżdzają - bo poprostu nie masz ochoty ich ogladać i przebywać z nimi.
Uważam, że o ile nie jest są toksyczni i nie za bardzo ingerują w wasze życie, to od czasu do czasu dobrze by było spotkac się z nimi, u Was albo u nich. Jeśli wciąż będziesz ich unikać, to Twój mąż będzie między młotem a kowadłem i zaczną się problemy między Wami, bo on będzie chciał zadowolić jedną i drugą stronę a to będzie niemożliwe.

Wiele z tego,co piszesz ma swoje pokrycie.To fakt,wiele sytuacji  widziałam,przeżyłam,próbowałam wielu rzeczy na nic się to zdało sad Nie mogę dotrzeć do tych ludzi,po wielu latach się poddałam ale traumę mam do końca życia.Tym bardziej mnie to boli,że moi rodzice nie mieli problemów ze swoimi teściami.Mama wiele razy opowiadała jaką wspaniałą kobietą była jej teściowa.Uważałam,że moje relacje będą tak samo wspaniałe,tym bardziej odczuwam teraz porażkę sad
Zostawiłam to tak,jak jest,bronię teraz swoich zasad i godności,nie pozwalam się deptać w moim własnym domu.Pierwszy raz spotkałam się z takimi ludźmi!
krycha50 podziwiam...Wasze relacje sa oparte na bardzo zdrowej atmosferze,aczkolwiek sama bym tak nie chciała.Wszyscy maja do mnie klucz,przychodzą do mnie kiedy chcą nie liczą się z poszanowaniem mojej prywatności.Żeby nie było,nie osądzam,masz takie relacje i ci z tym dobrze.Ja jednak bym tak nie chciała.

20

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Sandra77 napisał/a:
marena7 napisał/a:

W końcu osiągnęłas swój cel, tylko po co te awantury. Słusznie zauważyłaś, że mąż nie potrafi być asertywny, że rodzice go paraliżują. Fakt, ich zachowanie jest agresywne, ale Twoje w stosunku do męża jest takie samo. Współczuję Twojemu mężowi, bo ciężko mu pomiędzy rodzicami i Tobą. Jego zachowania są uległe zarówno w stosunku do rodziców jak i Ciebie. Napewno mu nie pomożesz robiąc awantury. Twoja zasada my home, my castle jest w porządku, ale wypowiedz ją głośno sama, nie używaj do tego męza, bo on jeszcze nie potrafi. Jego wesprzyj, podpowiedz gdzie mógłby potrenować asertywność. Są w różnych miejscach organizowane treningi asertywności, dowiedz się gdzie i poproś męża by wziął w nich udział. Poproś, nie krzycz.

Twoja wypowiedź to strzał w dziesiątkę,wiem że jest trafna niestety nie potrafię wdrożyć jej w życie. sad
Napisałaś,że moja zasada jest dobra ale żebym wypowiedziała ją sama,bo mój mąż jeszcze nie potrafi.A co mam zrobić by potrafił?

Przeciez napisałam co masz zrobić. Poproś go by poszedł na trening asertywności. Podzwoń po poradniach, psychologach, zorientuj sie w możliwościach, kup podręcznik asertywności, są takie. Na takim treningu mąż będzie mógł potrenować różne sytuacje, które sprawiają mu trudność, również taką gdy odmawia rodzicom. Sama byłam na takim treningu lata temu i bardzo mi to pomogło w moich kontaktach z rodziną, ale też w pracy. To nie jest żadne "grzebanie" w przeszłości, tylko konkretne ćwiczenia na konkretnych przykładach z życia. Polecam każdemu, kto ma problem z mówieniem NIE. Chodzi o to by mówiąc NIE dobrze się z tym czuć, ale też nie ranić tego, któremu się odmawia. Ćwiczy się też sytuacje, gdy musimy obronić się przed kimś, kto nie szanuje naszych granic, a także tego, by samemu nie być agresorem.

Smutny Miś napisała, że problem tkwi nie w niezapowiedzianych wizytach, tylko w relacjach, które były gdy mieszkałaś z teściami. To prawda. Efektem tego jest teraz nienawiść do teściów.
To kolejny przykład dla młodych i starych, którzy naiwnie myślą, że "jakoś to będzie" pod wspólnym dachem. I jest jakoś, zwykle tak jak to było u Ciebie Sandra, okropnie.
Jakieś, choćby minimalne kontakty z teściami musisz jednak utrzymywać, bo to rodzice Twojego męża. Nie możesz żądać, by mąż się zupełnie od nich odciął, bo Ty ich nienawidzisz. Ale masz prawo w swoim domu żyć na swoich warunkach, to znaczy między innymi, mieć wpływ na wizyty gości. Masz prawo do niezadowolenia z wymuszonych wizyt. I masz prawo powiedzieć to głośno teściom, nie wymuszać na mężu, żeby on to zrobił za Ciebie. Stanowczo powiedz "...Nie lubię, gdy za mnie decydujecie o odwiedzinach. Ten termin mi nie odpowiada, ale chętnie Was zobaczę za tydzień..." I nie dyskutuj, dlaczego nie lubisz i dlaczego Ci nie odpowiada, szybko skończ rozmowę i zostaw teścia z otwartą buzią. Jeśli nie usłyszą Ciebie i przyjadą, nie miej dla nich czasu, ani obiadu. Zabierz się za mycie okien, układanie w szafie, albo za inne pilne prace. Jeśli posłuchają i przyjadą wtedy, gdy ich zapraszasz bądź miła i uprzejma. Niektórych ludzi trzeba traktować metodą kija i marchewki, aż się nauczą.

21

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

marena7 muszę spróbować tego,co piszesz.Szczególnie krótkich wypowiedzi i argumentacji,zazwyczaj mówię więcej niż potrzeba i tu chyba pies pogrzebany.Co do reszty....Teść dzwoni do męża i wykorzystuje jego brak asertywności,później mąż mi oznajmia efekt rozmowy,zazwyczaj wtedy się kłócimy.Czy to nie zabawne? Teściowa nie dzwoni,teść wydzwania do męża, bo mu się nudzi.Przy okazji co mu przyjdzie głupiego do głowy to wymusi na moim mężu.Ja nie mam problemu   z asertywnością,dlatego chyba łatwiej jest im uderzać tam,gdzie nikt im nie odmówi,czyli do mojego męża.W ten sposób nie mam wpływu na temat narzucenia.A tylko moje małżeństwo na tym cierpi. Szkoda że mój mąż tego nie widzi. Co do odrzucenia rodziny męża,nigdy nie wymagałam by zerwał z rodzicami kontakt-to nie ja!!!!!Chcę tylko by nie chrzanili naszego małżeństwa, bo właśnie  oni powodują największe stresy.Jeszcze jedno-oboje teściów,przyjmuje zasady,że są już wiekowi,mogą dostać zawału i nie długo umrzeć,na mojego męża to działa,ale uwaga!!!!!Ma jeszcze dwójkę rodzeństwa.Dziwne, że oni nie mają takich chorych relacji jak mój mąż.

22

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

A ja się zastanawiam, gdzie się podziewają rodzice z drugiej strony? Oczywiście jeżeli żyją i mamy z nimi dobre stosunki. Jeżeli np, moja mama dowiedziała by się, że moja teściowa wykańcza mnie psychicznie, robi jakieś wielkie problemy i jest toksyczną osobą to nie wyobrażam sobie, żeby stała z boku i się temu przyglądała. Idę o zakład, że zrobiłaby jej taką awanturę, albo raczej bardzo trafnie dopiekła do żywego, że sytuacja by się już nie powtórzyła.

23 Ostatnio edytowany przez Sandra77 (2012-01-13 17:45:24)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Teo moi rodzice są w innej miejscowości,trudno by im było nagle wszystko rzucić i jechać mi na pomoc.Po ostatnich wybrykach teściowej,kiedy byłam załamana moja mama zadzwoniła do mojej teściowej i odbyła się długa i krępująca mnie rozmowa.Krępująca,bo się dowiedziałam że matka mojego męża rozmawiała z moją mamą na temat mojego pożycia!!!!!!!Co mi się w głowie nie mieściło!!!!Od tamtej pory nie dzwoni do mnie ani ja do niej.Niestety nikt nie rozmawiał z teściem,który do rozsądnych nie należy.Jak napisałam wcześniej wydzwania do męża i wykorzystuje jego brak asertywności. Co powoduje kolizje w naszym małżeństwie.Chciałabym cofnąć czas.....

24

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Krycho, wrzuciłyśmy sobie do ogródka po kamyczku, każdy argumentował po swojemu. Na forum savoir vivre wielokrotnie poruszano ten temat. Większość opowiadała się za zapraszaniem. Przemawiały za tym:
- możliwość wcześniejszego planowania,
- przygotowanie się odpowiednie (nikt nie lubi być zaskakiwany),
- wyeliminowanie niepożądanych gości
Ta ostatnia kwestia wzbudziła największe emocje. Wiadomo, jednych lubimy, innych mniej. Zapraszanie pozwoliło wyeliminować osoby upierdliwe, narzucające się, słowem te, których z jakichś powodów nie trawimy. Okazało się też, ze zostaliśmy poddani ocenie. Oczywiście każdy uważa siebie za tego naj, a tu zonk. Zaproszenie stało się  orężem, skrzętnie wykorzystywanym przeciwko tym, których ileś tam lat temu musielibyśmy z kwaśną miną przyjąć czyli najczęściej rodzinę.
Kto nie przeżył wizyt drętwej ciotki Helgi, najazdów wujka Staszka, wizytacji teściowej, nadąsanych kuzynek, sfochowanej synowej - no kto?
Wiadomo, dawniej trzeba było gościny udzielić, bo takie panowały w większości zwyczaje. Świat się zmienia, a wraz z nim ewoluują zwyczaje.
Kto wie, moze za ileś tam lat będąc stetryczałą i uciążliwą babą z rozrzewnieniem będę tęsknić do tych czasów. Teraz zapraszają, a nuż podpadnę i sielanka się skończy? Nie znaczy to jednak, że panujące w danym czasie zasady dopasują się do mnie.

25 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-01-13 20:35:44)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
krycha50 napisał/a:

Owszem, ani syn ani synowa nie muszą anonsować się że planują zajrzeć. Też mieszkają w innym mieście i co za problem jak zadzwonią że właśnie jadą do nas z wizytą? Nawet jak mamy gości to przecież nie będą przeszkadzać.
A wg mnie to ważniacy każą się zapraszaszać. Czasami przyjeżdżaja na kilka godzin a czasami na kilka dni> My jeździmy do nich tylko na kilka godzin bo tak nam starym wystarcza. U mnie synowa wpada do kuchni i piecze placek i nie widzę problemu. Zresztą na święta przyjeżdża kilka dni wcześniej aby pomóc w przygotowaniach. Zostaje sama w domu bo ja pracuję.
Dzieci mieszkają w tym samym mieście co mama synowej i ona również zagląda do nich nawet przechodząc koło bloku i nie słyszałam aby syn skarżył się, że teściowa siedzi mu na głowie. Oczywiście nie robi tego codziennie. Poza tym mają klucze do swoich mieszkań i jak coś potrzebują to sobie idą nawet podczas nieobecności gospodarzy. Oczywiście takie wejścia są uzgadniane. Uważam, że jak żadna ze stron nie nadużywa gościnności i nie zachowuje się jak ważny gość tylko jak "swój" to na pewno nie stanowi kłopotu.
Moi rodzice również zagładali do nas kiedy mieli ochotę.
Dla uzupełnienia - pasierb z narzeczoną również mają prawo przyjść kiedy tylko mają ochotę. Jeśli nas nie ma to trudno, albo poczkają albo i nie ale nikt nie robi z tego problemu. A w większości kiedy dzieci dają znać, że wybierają się do nas to robimy wszystko aby być w domu bo ich odwiedziny bardzo nas cieszą. Zachowujemy jednak jedną zasadę - nie wtrącamy się w ich związki w ich życie.

Krycha - muszę przyznać, że jestem megazszokowana. W innym wątku - przez Ciebie założonym - opowiadałaś jak kazaliście z mężem swoim pasierbom zwracać się do siebie per "Pan" i "Pani" - bo piastujecie tak wysokie stanowiska zawodowe, że nie wyobrażasz sobie aby Was "tykano".

W innym wątku piałaś z zachwytu nad swoją kuzynką, która na siłę wchrzaniła się synowej do domu z wigilią i zrobiła telekonferencję przez skypa. Mimo że jej synowa na wizyty wigilijne nie miała ochoty i chcieli swoje pierwsze wspólne Święta ze świeżo poślubionym mężem spędzić razem, tylko we dwoje.

A tutaj z kolei opisujesz niemal życie w hippisowskiej komunie. Naprawdę jestem szczerze zaskoczona.

Co do wątku - uważam, że kulturalni ludzie zapowiadają swoje wizyty odpowiednio wcześnie. Nieważne czy jest to mama czy teść - ja dzwonię z zaproszeniem, albo w trakcie rozmowy telefonicznej pada:"co robicie wtedy i wtedy? Jesteście w domu? Można wpaść z wizytką?". Uważam to za najnormalniejszy układ pod słońcem, dzięki temu nikt mnie nie napada w moim własnym domu. I ja nikogo nie napadam. ZAWSZE się zapowiadam i dopytuję czy ktoś nie ma innych planów. Moja matka ma prawo nie mieć ochoty na moją wizytę - bo ma zły dzień, bo chce posnuć się w piżamie z kawusią a bez kąpieli (tzw. Dzień lasu). Uważam że tego typu drobne gesty są przejawem szacunku dla wolności najbliższych.

I owszem, nie akceptując rodziców partnera - można stworzyć udany związek. Cała szkopuł właśnie w ustaleniu granic. Granic nieprzekraczalnych dla wszystkich osób "z zewnątrz". I wtedy akceptacja lub jej brak przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, bo to Wy stanowicie związek, a reszta to tylko dodatek. Jak jest miło - to OK, ale jak nie - też nie ma problemu. Ważne żebyście oboje te granice wyznaczyli - takie wspólne.

26

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Kriss, jak zawsze trafnie. Sandra mieszkając z teściami podporządkowała się ich zasadom. Teraz jest gospodynią u siebie, to ona z mężem decyduje.
Teściowa chciała poddać to w wątpliwość, nadal chcąc zrządzać tam gdzie już nie ma prawa.

Nasi rodzice i teściowie powinni pamiętać, że dzieci stanowiące odrębną rodzinę i zamieszkujące osobno są sobie równi. Rodzice jednak wychodząc ze złego założenia i faktu pozostawania rodzicami, chcą pozostawać kimś ważniejszym.

teściowa=synowa
teść=zięć
Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie

27

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Kriss napisał/a:
krycha50 napisał/a:

Owszem, ani syn ani synowa nie muszą anonsować się że planują zajrzeć. Też mieszkają w innym mieście i co za problem jak zadzwonią że właśnie jadą do nas z wizytą? Nawet jak mamy gości to przecież nie będą przeszkadzać.
A wg mnie to ważniacy każą się zapraszaszać. Czasami przyjeżdżaja na kilka godzin a czasami na kilka dni> My jeździmy do nich tylko na kilka godzin bo tak nam starym wystarcza. U mnie synowa wpada do kuchni i piecze placek i nie widzę problemu. Zresztą na święta przyjeżdża kilka dni wcześniej aby pomóc w przygotowaniach. Zostaje sama w domu bo ja pracuję.
Dzieci mieszkają w tym samym mieście co mama synowej i ona również zagląda do nich nawet przechodząc koło bloku i nie słyszałam aby syn skarżył się, że teściowa siedzi mu na głowie. Oczywiście nie robi tego codziennie. Poza tym mają klucze do swoich mieszkań i jak coś potrzebują to sobie idą nawet podczas nieobecności gospodarzy. Oczywiście takie wejścia są uzgadniane. Uważam, że jak żadna ze stron nie nadużywa gościnności i nie zachowuje się jak ważny gość tylko jak "swój" to na pewno nie stanowi kłopotu.
Moi rodzice również zagładali do nas kiedy mieli ochotę.
Dla uzupełnienia - pasierb z narzeczoną również mają prawo przyjść kiedy tylko mają ochotę. Jeśli nas nie ma to trudno, albo poczkają albo i nie ale nikt nie robi z tego problemu. A w większości kiedy dzieci dają znać, że wybierają się do nas to robimy wszystko aby być w domu bo ich odwiedziny bardzo nas cieszą. Zachowujemy jednak jedną zasadę - nie wtrącamy się w ich związki w ich życie.

Krycha - muszę przyznać, że jestem megazszokowana. W innym wątku - przez Ciebie założonym - opowiadałaś jak kazaliście z mężem swoim pasierbom zwracać się do siebie per "Pan" i "Pani" - bo piastujecie tak wysokie stanowiska zawodowe, że nie wyobrażasz sobie aby Was "tykano".

W innym wątku piałaś z zachwytu nad swoją kuzynką, która na siłę wchrzaniła się synowej do domu z wigilią i zrobiła telekonferencję przez skypa. Mimo że jej synowa na wizyty wigilijne nie miała ochoty i chcieli swoje pierwsze wspólne Święta ze świeżo poślubionym mężem spędzić razem, tylko we dwoje.

A tutaj z kolei opisujesz niemal życie w hippisowskiej komunie. Naprawdę jestem szczerze zaskoczona.

Co do wątku - uważam, że kulturalni ludzie zapowiadają swoje wizyty odpowiednio wcześnie. Nieważne czy jest to mama czy teść - ja dzwonię z zaproszeniem, albo w trakcie rozmowy telefonicznej pada:"co robicie wtedy i wtedy? Jesteście w domu? Można wpaść z wizytką?". Uważam to za najnormalniejszy układ pod słońcem, dzięki temu nikt mnie nie napada w moim własnym domu. I ja nikogo nie napadam. ZAWSZE się zapowiadam i dopytuję czy ktoś nie ma innych planów. Moja matka ma prawo nie mieć ochoty na moją wizytę - bo ma zły dzień, bo chce posnuć się w piżamie z kawusią a bez kąpieli (tzw. Dzień lasu). Uważam że tego typu drobne gesty są przejawem szacunku dla wolności najbliższych.

I owszem, nie akceptując rodziców partnera - można stworzyć udany związek. Cała szkopuł właśnie w ustaleniu granic. Granic nieprzekraczalnych dla wszystkich osób "z zewnątrz". I wtedy akceptacja lub jej brak przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, bo to Wy stanowicie związek, a reszta to tylko dodatek. Jak jest miło - to OK, ale jak nie - też nie ma problemu. Ważne żebyście oboje te granice wyznaczyli - takie wspólne.

No więc jak tak dokładie śledzisz to co piszę to prosze rób to naprawdę DOKŁADNIE.
Synowa mojej kuzynki nie miała ochoty spędzać świąt w domku ze swoim mężem tylko miejli jechac z jej rodzicami do jej dziadków. A to już pewna różnica. Na pomysł wigilii we dwoje wpadł syn kuzunki ale jego młoda żona wogóle nie chciała o tym słyszeć. Wróć i przeczytaj jeszcze raz dokładnie. A wogóle to od kiedy dom jest tylko synowej? Czyli co, mąż nie ma w nim nim do powiedzenia? Nie moje panie, dom jest wspólny i kobieta nie może w nim decydować sama kogo przyjmie a kogo nie.

Po drigie, to że nasi pasierbowawie zwracają się do nas per "pani/pan" w niczym nie utrudnia w naszych relacach. Wszystkie nasze dzieci jak i rodzice mogą zagładać do naszego domu i zawsze są mile widziane. widocznie tak nasze"panowanie" na nich dobrze działa, że właśnie wczoraj narzeczona pasierba niezapraszana przybiegła z produktami żeby nauczyć ją smażyć chruściki. A moja syn przed chwilą dzwonił do mojego męża i umawiał się z nim na jakiś mecz. 

No i jak sama wspomniałaś "ZAPOWIADASZ SIĘ z wizytą. A czy teściowie SANDRY77 nie dzwonili? Dzwonili, tylko, że poczytaj dokłasnie ona zrobi wszystko aby nie przyjmować ich w swoim domu. A mnie eydaje się, że oni mają prawo odwiedzić syna w jego domu a ponieważ wciąż są odtrącani, to uparli się. Ale trudno jest polemizować z kobietami, które nie są teściwowymi.
I dobrze mówicie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tylko jak wasi mężowie zaczną nietolerować obecnności zawsze taktownych waszych rodziców (bo tylko wasi rodzice są mądrzy i dobrzy) to będzie toczyć z nimi wojny domowe. No i jestem przekonana, że napewno to będzie wpływ ich matek, wobec których nie umieją byc asertywni. Byleby wam byli ulegli.

28

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Hola, hola. Ja czytając to forum i inne, doszłam do wniosku:
- rodzice synowych są zawsze dobrze wychowani
- teściowe zawsze świetnie się dogadywały ze swoimi teściowymi
Czyli remis.
Panowie rzadziej piszą, ale toczą wojny z rodzicami współmałżonki w takim samym stopniu, jak żona z jego rodziną. Też nie tolerują, mają za to często lepszy aparat przymusu w swoich rękach - pieniądze. A szopki jakie potrafią odstawiać są o niebo lepsze od kobiecych. Przykład: opis świątecznych porządków w kuchni, tak by nie dopuścić do śniadania świątecznego. Czyli porządki w święta, mega rozgardiasz w kuchni zrobiony zaraz po wyjściu żony z rodzicami na mszę. Przeczytane na forum savoir vivre.
A Sandra być może chciała sobie odbić na teściowej. Tamta jej dopiekła, ona chciała odpłacić. Może jak rachunki zostaną wyrównane, sytuacja się unormuje.

29

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
krycha50 napisał/a:

Owszem, ani syn ani synowa nie muszą anonsować się że planują zajrzeć. Też mieszkają w innym mieście i co za problem jak zadzwonią że właśnie jadą do nas z wizytą? Nawet jak mamy gości to przecież nie będą przeszkadzać.
A wg mnie to ważniacy każą się zapraszaszać. Czasami przyjeżdżaja na kilka godzin a czasami na kilka dni> My jeździmy do nich tylko na kilka godzin bo tak nam starym wystarcza. U mnie synowa wpada do kuchni i piecze placek i nie widzę problemu. Zresztą na święta przyjeżdża kilka dni wcześniej aby pomóc w przygotowaniach. Zostaje sama w domu bo ja pracuję.
Dzieci mieszkają w tym samym mieście co mama synowej i ona również zagląda do nich nawet przechodząc koło bloku i nie słyszałam aby syn skarżył się, że teściowa siedzi mu na głowie. Oczywiście nie robi tego codziennie. Poza tym mają klucze do swoich mieszkań i jak coś potrzebują to sobie idą nawet podczas nieobecności gospodarzy. Oczywiście takie wejścia są uzgadniane. Uważam, że jak żadna ze stron nie nadużywa gościnności i nie zachowuje się jak ważny gość tylko jak "swój" to na pewno nie stanowi kłopotu.
Moi rodzice również zagładali do nas kiedy mieli ochotę.
Dla uzupełnienia - pasierb z narzeczoną również mają prawo przyjść kiedy tylko mają ochotę. Jeśli nas nie ma to trudno, albo poczkają albo i nie ale nikt nie robi z tego problemu. A w większości kiedy dzieci dają znać, że wybierają się do nas to robimy wszystko aby być w domu bo ich odwiedziny bardzo nas cieszą. Zachowujemy jednak jedną zasadę - nie wtrącamy się w ich związki w ich życie.

Pomijajac wszystko inne to nie wyobrazam sobie zeby moja tesciowa pod moja nieobecnosc przyjechala do mojego domu. Po co niby? Nie ufam jej na tyle zeby ja wpuscic do siebie podczas mojej nieobecnosci.
Po kolejne nie wyobrazam sobie zeby ktos mial do mnie wpadac bez uzgodnienia tego ze mna. Co jesli bede zmeczona po pracy i mam ochote sie polozyc? A tu nagle sie okazuje ze mam tesciow, szwagra i wszystkich swietych w domu? A co jesli akurat bedziemy z mezem uprawiali seks na podlodze w salonie? A co jesli maz bedzie ciezko przeziebiony i absolutnie nie w nastroju na wizyty? W naszym domu mamy prawo do odrobiny prywatnosci. Nie jestem dworcem kolejowym gdzie kazdy moze przyjsc, usiasc i czytac gazete. Dom moze nie byc tylko moj ale tez rownoczesnie nie nalezy do moich  tesciow. Wlasciwie to bardziej nalezy do nas niz do nich bo to my placimy rachunki i kredyt.
Gdybym miala sie zwracac do tesciow na pan/pani to nie wiem... Jesli na niektorych to dziala to dobrze.
Trudno polemizowac z kims kto nie jest tesciowa? smile Z tesciowa tez trudno wiec zaden tu powod do dumy smile I nie o polemike tu chodzi tylko o dobre wychowanie. Bo ja naprawde nie wyobrazam sobie przyjsc  do kogos bez umowienia sie albo przez telefon zaanonsowac ze "wlasnie jade, wyciagaj flaszke". Bo wedlug tego myslenia to w dzien kiedy moja przyjaciolka poszla do szpitala rodzic a ja akurat mialam ochote ja odwiedzic to powinnam mimo wszystko nawiedzic ja w domu i wymagac od jej meza krolewskiego przyjecia i traktowania. Skoro stac mnie na troszke empatii w stosunku do obcych to dlaczego odmawiac tego rodzinie?

30 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-01-16 00:30:01)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Witam.
Krycha nie irytuj się tak, no bo wiesz, co się nie doczyta, to się dośpiewa.   tongue
Ale fakt, sprostowanie od Kriss Ci się należy.  big_smile

Zaczęłam się zastanawiać, jak to jest u mnie.
Do naszego mieszkania klucze ma syn, ten co w pobliżu mieszka. To tak na wszelki wypadek, gdybym wychodząc zapomniała ich wziąć, a mąż był w pracy (jemu nie zdarza się zapomnieć), albo zostałabym okradziona (odstukać w niemalowane drzewo). Jednakże z kluczy korzysta tylko w czasie naszych dłuższych wyjazdów, żeby podlać kwiatki, przewietrzyć mieszkanie.
Dzieci również mają do nas zaufanie, bo już parę razy zdarzyło się, że na okres ich wyjazdów mieszkaliśmy u nich.

Ja z kolei mam klucze do siostry i mamy. Do mamy idę bez zaproszenia i często bez wcześniejszego powiadomienia jej telefonicznie, specjalnie albo jak mam po drodze - mama nie lubi telefonów, bo często zanim odbierze, to się rozmówca rozłącza. Z siostrą jest różnie : czasem się umawiamy albo, gdy jestem w pobliżu dzwonię, czy jest w domu i ona też.

Synowie/synowe raczej dzwonią, gdy mają jakąś sprawę i ustalamy, czy kogoś zastaną w domu. Jak wpadną niespodziewanie, to też są mile widziani, ale są to sporadyczne jakieś ważne sytuacje.
Tak, że raczej nie mam codziennego, czy częstego nalotu, bo każdy jest zajęty swoimi sprawami.
Oczywiście, jak są uroczystości rodzinne, to się z wyprzedzeniem umawiamy na godzinę przybycia.

Wszystko zależy przede wszystkim od wzajemnych relacji w najbliższej rodzinie i w tym tkwi cały szkopuł.

Tak myślę, że odwiedziny dalszych krewnych, czy znajomych bez zapowiedzi w dobie telefonów komórkowych, byłyby/są (bo czasem się zdarza) dla mnie uciążliwe i deprymujące.

Edit:
Nie napisałam najważniejszego: nie zdarzyło mi się odwiedzić dzieci bez uprzedzenia i potwierdzenia, że mogę.

31

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

sadie znajdź mi prosze w którym miejscu napisałam, że synowe mówią do nas per"pani/pan"?

Jeśli nie ufasz teściowej to właśnie okazujesz jej brak szacunku (wg mnie). Bo niby kim jest kobieta która wychowała twojego męża?
Poza tym, dzie napisałam, że znajomi czy dalsza rodzina wpada do nas jak na dqworzec? Pisałam tylko o relacjach z dziećmi i rodzicami. Te osoby sa w naszym domu zawsze mile widziane.
I owszem zdażały się sytuacje, że zajrzały do nas a ja leżałam w grypie. NIe było prpblemu bo nasi najbliżsi nie przychodzą do nas w wielkie goście tylko tak na chwilkę - tak jak napisała żyworódka. Kiedy sa oficjalne imprezy to oczywiście umawiamy się na godzinę. Kiedy ma się w domu dzieci to nie uroawia się seksu w ciągu dnia w salonie na podłodze. A jeśli nawet chcielibyśmy to zrobić podczas ich nieobecności to drzwi wejściowe są zamkniętę.
A co do kluczy od naszego czy dzieci domów -  oczywiście, że używane sa tylko podczas wiadomej nieobecności domowników i za ich przyzwoleniem.

Wy uważacie, że tśsciwie powinni czekać na zaproszenie a ja opisałam że w mojej rodzinie jest to nie konieczne.

Żyworódko - nie irytuję się, jestem już na to za stara. Fakt, nie lubię jak ktoś czyta nieuważnie. Chyba dobrze zrobiono wprowadzając na egzaminie gimnazjalnym punktscje za czytanie ze zrozumieniem. Wychoodzi, że ludzie nie umieją tego robić.

chaber05 nie rozumiem takie zachowania. Pochodze chyba nie z tego świata. Nie uznaję takich zagrywek. Sandra być może chciała sobie odbić na teściowej. Tamta jej dopiekła, ona chciała odpłacić. Może jak rachunki zostaną wyrównane, sytuacja się unormuje.
Ja zawsze byłam za tłumaczeniem i rozmową a nie wojna podjazdową.

32

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Krycho, ty nie chcesz czegoś zrozumieć. Sama odebrałam cię jako pyszną i nadętą do granic możliwości. Ciągle próbujesz narzucić swój punkt widzenia, swój tok rozumowania. Większość opowiada się za zapraszaniem i uzgadnianiem, a ty ciągle: bo u mnie.
Ja też ci mogę zarzucić gimnazjalny poziom, wyczytujesz co chcesz.
Jeśli prywatnie jesteś taka, jaką cię tutaj odbieram, nie dziw się, jako twoja synowa miałabym cię po dziurki w nosie.
Najpierw opisujesz jaka ty nie jesteś z mężem ważna, następnie rżniesz nierozumiejącą o co biega. Też jestem za tłumaczeniem, ale jak widać jesteś z tych osób, które innym tłumaczą, same są głuche na argumenty.
Te reguły, które panują w twojej rodzinie ustalałaś ty, czy istnieje możliwość ich zmiany, czy je wymuszasz, bo tak się dawniej robiło i tak tobie pasuje. Reszta rodziny ma możliwość wypowiedzenia się, zaprotestowania, nie zgodzenia z tobą? Czy też zachowujesz się tak jak tutaj na forum?
Aż się prosisz o wojnę podjazdową.

33

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Czyli co kraj to obyczaj. Jeśli wszytskim odpowiada układ taki a nie inny - wtedy nie ma problemów, pytań, niepewności i nowych wątków na forum.

Absolutnie się nie zgodzę Krycha z tym stwierdzeniem: "Jeśli nie ufasz teściowej to właśnie okazujesz jej brak szacunku (wg mnie). Bo niby kim jest kobieta która wychowała twojego męża?".

Kobieta która wychowała mojego męża - jest kobietą która wychowała mojego męża. Matką - jak ja. Żoną - jak ja. Prowadzi dom - identyczna funkcja. Wszystko na temat.

Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Tak samo jak na szacunek. Nic nikomu nie należy się z automatu. Czym innym jest "grzeczność" - czyli popularna kindersztuba (odkłanianie się, przepuszczanie gości w drzwiach, generalnie zasady savoir vivre), a czym innym "wymagam szacunku graniczącego z czołobitnością, bo Twój mąż wyszedł mi z macicy. Żądam zaufania, dlatego że Twój mąż mieszkał u mnie jako syn, ja go ubierałam, przewijałam pieluchy, wstawałam w nocy gdy był chory, zapewniłam mu wszystko co najlepsze, teraz idzie z Tobą, i ufaj mi do jasnej cholery, bo ja Ci go wyprodukowałam!"

Ja sobie męża nie robiłam na zamówienie. To kim jest i jakim jest człowiekiem jest zasługą tak samo środowiska w jakim się wychował jak i jego własnych wyborów. To jakim jest człowiekiem nie jest zaslugą jego matki. To że przyszedł na świat nie było moją decyzją - tylko jego rodziców i ja nie mam im być za co wdzięczna.

Owszem szanowałam swoją teściową kiedy żyła, natomiast ona nie szanowała mnie. A przecież idąc Twoim tokiem rozumowania Krycha - powinna mnie szanować, bo nie dosyć że jestem miłością życia jej syna i spędzę z nim zabójczo więcej czasu niż ona kiedykolwiek, też wstaję do niego w nocy kiedy jest chory i potrzebuje opieki. Może się też zdarzyć że na starość będę zmieniała mu pieluchy - jest ode mnie sporo straszy, poza tym jeszcze urodziłam JEJ trójkę wspaniałych wnuków.

Pomnik mi powinna grzmotnąć i codziennie świeże kwiaty poproszę.

To kogo przyjmujemy w naszym wspólnym domu jest wyłącznie naszą niepodległą decyzją. Mało tego - NIKT z zewnątrz nie ma bladego pojęcia jaka jest decyzja, dopóki obydwoje jej nie ustalimy. Wchrzanianie się osób trzecich - matek, teściowych i reszty przyległości w to kto podejmuje decyzje w domu i w jaki sposób - to jest zwykłe chamstwo a nie wymaganie szacunku.

Szacunek i zaufanie zdobywamy sobie jako ludzie. Nie ze względu na piastowane pozycje, na ilość urodzonych dzieci. Normalny i zdrowy psychicznie człowiek zawsze uszanuje granice drugiego człowieka. Nie ważne czy jest starszy, czy młodszy, jakiej jest płci czy wyznania. Niestety bardzo dużo osób ma przerost formy nad treścią i wydaje im się ze ze względu na siwy włos, dokonania na polu swoim własnym - prywatnym - wiele rzeczy im się NALEŻY. Jeśli tego nie otrzymują z honorami - robią piekło z życia drugiego człowieka.

34

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Witam.

chaber05 napisał/a:
smutny_miś napisał/a:
Sandra77 napisał/a:

Przez ponad rok mieszkałam pod ich dachem,uwierz byłam ostatnią,  która chciała źle.Zawsze na pierwszym miejscu były dla mnie zdrowe relacje z domem męża.Niestety to w co wierzyłam,odwróciło się przeciwko mnie.Nie opiszę tu wszystkich sytuacji,bo nie starczyłoby  miejsca na tym  forum.Teściowa kiedy mnie krzywdziła zawsze stała przede mną i mówiła:co złego to nie my,a ja płakałam.Ostatnio doprowadziła mnie do takiego stanu,że płakałam,cała się trzęsłam i gdyby nie przyjaźni ludzie,umarłabym w tamtej chwili.Nie możesz mnie winić za to,że nie chcę tej kobiety w moim domu.

Problem nie tkwi w niezapowiedzianych wizytach, tylko relacji, jakie miały miejsce podczas czasów wspólnego mieszkania i nienawiści, która się wtedy zrodziła i wciąż trwa.
SANDRO wydaje mi się , że nie na rękę jest to, że wogóle przyjeżdzają - bo poprostu nie masz ochoty ich ogladać i przebywać z nimi.

Sandra być może chciała sobie odbić na teściowej. Tamta jej dopiekła, ona chciała odpłacić. Może jak rachunki zostaną wyrównane, sytuacja się unormuje.

Jeszcze przytoczę pierwszą część tytułu tego wątku "Czy nie akceptujac  rodziców wybranka..." i moim zdaniem wiadomo już "gdzie pies jest pogrzebany". A to, że teście dzwonią i zapowiadają swoją wizytę bez zaproszenia, to jakby temat poboczny problemu Sandry.

Sandra nie jest akceptowana przez rodziców męża - szczególnie doznała krzywdy, upokorzeń ze strony teściowej, a nawet dochodziło do tak drastycznych sytuacji, że zagrażało to jej zdrowiu, wtedy gdy z nimi mieszkała.
Zatem trudno się dziwić, że ze swej strony odpłaca im "pięknym za nadobne", bo też ich nie akceptuje. Wizyty teściów źle wpływają na jej samopoczucie, bo zapewne rany są jeszcze świeże, piekące.
Pytanie, jak zachowywał się jej mąż w tych drastycznych dla niej starciach z teściową, a jego matką? Bo w sumie jej pytanie dotyczy tego, czy może liczyć na udany związek, pomimo braku wzajemnej akceptacji ze strony najbliższych mu osób.

35

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
krycha50 napisał/a:

Jeśli nie ufasz teściowej to właśnie okazujesz jej brak szacunku (wg mnie). Bo niby kim jest kobieta która wychowała twojego męża?

O, standardowe wymaganie szacunku z racji urodzenia big_smile Uwielbiam takie podejście smile Kobieta, która wychowała mojego męża może być kretynką, wariatką, despotką, kobietą bluszczem, kimś, kto zrujnował mu życie LUB cudowną, ciepłą osobą, kochającą babcią, albo po prostu zwykłą normalną kobietą. To co zrobiła i co robi jest dla mnie wyznacznikiem czy należy jej się szacunek, czy nie, a nie to kim jest. I zgadzam się z Kriss, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Czemu ja mam mieć szacunek do kogoś, kto nie ma go do mnie? Poza tym szacunek i zaufanie to dwie różna rzeczy, bo mogę mieć do kogoś szacunek, ale nie muszę mu do końca ufać. Przykład? Ty, krycha, mam do Ciebie jakiś szacunek, nie zwyzywałabym Cię bez powodu, nie zaatakowała, ani nie opluła na forum czy na ulicy, ale nie zostawiłabym Cię w kuchni ze stówą na stolę, bo nie wiem czy mi jej nie zwiniesz tongue

36

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Lukam sprawdzić, jak tam dyskusja i monitor przez ciebie Teo oplułam.

Kiedyś przeczytałam takie zdanie: szacunek jest konsekwencją dobra, którego się doznaje.

37

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
chaber05 napisał/a:

Lukam sprawdzić, jak tam dyskusja i monitor przez ciebie Teo oplułam.

Obawiam się, że od jakiegoś czasu jestem sprawcą zabrudzonych monitorów różnych, nieznanych mi ludzi big_smile Trochę jak epidemia ^^

38

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Teo napisał/a:
chaber05 napisał/a:

Lukam sprawdzić, jak tam dyskusja i monitor przez ciebie Teo oplułam.

Obawiam się, że od jakiegoś czasu jestem sprawcą zabrudzonych monitorów różnych, nieznanych mi ludzi big_smile Trochę jak epidemia ^^

Eee tam...zaraz epidemia, chyba raczej typowy objaw "soczystej mowy". To taka niegroźna przypadłość...     wink

A ja doczytałam właśnie, że cuda się zdarzają:

kriss napisał/a:

(...)Owszem szanowałam swoją teściową kiedy żyła,(...)
(...) poza tym jeszcze urodziłam JEJ trójkę wspaniałych wnuków.(...)

Pomnik mi powinna grzmotnąć i codziennie świeże kwiaty poproszę.

czyżby teściowa zmartwychwstała? lol    lol    lol

39

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Żyworódka trafnie wszystko podsumowałaś,chociaż trochę zabolało gdy czytałam twoją wypowiedź.Nie dlatego, że była dla mnie krzywdząca,czy coś ...ale dlatego,że była trafna a trauma nadal sączy się w mojej duszy i gdy jej tknę to boli.
Kriss czytam twoje wypowiedzi i coraz bardziej cię podziwiam.Jesteś bardzo poukładana,wydajesz się mocno stąpać po ziemi,masz zdrowy stosunek do wielu spraw, nie tylko do mojego problemu.To nie lizusostwo, nie znamy się, ale czytam twoje wypowiedzi,bo lubię i chcę choć trochę nabyć takich cech, które są wyczuwalne u ciebie.
Krycha50 nie znam twoich wypowiedzi na innych wątkach,więc się wypowiem tylko o swoim.Napisałam ci,że relacje jakie masz teściowa-synowa, jeśli są dla ciebie i rodziny dobre,to dobrze, ale ja takich bym nigdy-przenigdy nie chciała!!!!!!!Każdy jest panem w swoim domu,gospodarzem i nie zależnie od hierarchii rodzinnej czy też zawodowej,podlega tym samym prawom szacunku czyjegoś domu.Owszem,chciałam dyplomatycznie odwołać tą wizytę(do czego zresztą doszło) jednak w zamian usłyszałam po prostu nachalne w....się do mojego domu,bo ktoś musi!!!!Musi to na Rusi,ale nie u mnie.
chaber zgadzam się z twoją ripostą odnośnie szacunku.Bardzo podoba mi się to zdanie,gdzieś sobie zapiszę.
Teo masz rację szacunek i zaufanie to dwie różne rzeczy.Szanować mogę teściów ale również kochać ich nie muszę.Nawet słowo "mamo" jest jak glut w moim gardle,robię to z konieczności ale czuję wewnętrzny konflikt gdy to mówię.Moja mama była i jest dla mnie kimś wyjątkowym.

40

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
żyworódka napisał/a:

A ja doczytałam właśnie, że cuda się zdarzają:

kriss napisał/a:

(...)Owszem szanowałam swoją teściową kiedy żyła,(...)
(...) poza tym jeszcze urodziłam JEJ trójkę wspaniałych wnuków.(...)

Pomnik mi powinna grzmotnąć i codziennie świeże kwiaty poproszę.

czyżby teściowa zmartwychwstała? lol    lol    lol

Za życia powinna jej wystawić, a jak nie zdążyła to na co czeka?! Łaski nie robi, niech zmartwychwstaje! tongue

41 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-01-17 09:36:48)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
żyworódka napisał/a:
Teo napisał/a:
chaber05 napisał/a:

Lukam sprawdzić, jak tam dyskusja i monitor przez ciebie Teo oplułam.

Obawiam się, że od jakiegoś czasu jestem sprawcą zabrudzonych monitorów różnych, nieznanych mi ludzi big_smile Trochę jak epidemia ^^

Eee tam...zaraz epidemia, chyba raczej typowy objaw "soczystej mowy". To taka niegroźna przypadłość...     wink

A ja doczytałam właśnie, że cuda się zdarzają:

kriss napisał/a:

(...)Owszem szanowałam swoją teściową kiedy żyła,(...)
(...) poza tym jeszcze urodziłam JEJ trójkę wspaniałych wnuków.(...)

Pomnik mi powinna grzmotnąć i codziennie świeże kwiaty poproszę.

czyżby teściowa zmartwychwstała? lol    lol    lol

Widzisz Żyworódko, gdybym była nadętą do granic możliwości, manipulującą i zdewociałą kobietą w okolicy klimy, pewnie bym Ci odpowiedziała coś w guście: "Jak można naśmiewać się ze zmarłych?! Co za znieczulica i brak szacunku! Napisałam w czasie przeszłym o pomniku, a na dostarczanie kwiatów można dać stałe zlecenie, są odpowiednie firmy które się tym zajmują. Bardzo jestem urażona kpiną ze "zmartwychwastania". Moje religijne uczucia zostały niecnie podeptane i żądam wyjaśnień, przeprosin, tłumaczeń i satysfakcji".

Ponieważ zaś jestem normalną Kriss, odpowiem tak: "Nie Kochana, nie zmartwychwstała. Wtedy dopiero miałabym jazdę."

Teo, niech się nie spieszy. Na sądzie zmartwychwstanie. Chwacit.

42 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-01-17 10:19:23)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Już wiem o o czym piszecie.
Często spotykam się z argumentem, że teściową należy szanować, bo urodziła wam waszego kochanego męża.
Idąc tym tokiem rozumowania, synowej należy się szacunek z racji urodzenia teściowej wnuków.
A może tak strzelić sobie wspólny pomnik ku czci poświecenia się na ołtarzu macierzyństwa.

43

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Tjaa pomnik dla macicy co wyprodukowała generalnie.

Tyle że macice mają to do siebie, że się lubią ścigać. Rywalizować. Ja bardziej cierpiałam, ja lepiej wyprodukowałam, jak będziesz w moim wieku - to zobaczysz co to produkcja. I generalnie - mów mi Jaśnie Oświecona Wielmożna Pani, z Tytułami Wszelakimi, Panująca Miłościwie na Włościach Swoich i Nie Swoich. I szacuneczek.

44 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-01-17 11:25:39)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Uzupełniam:
- za moich czasów to...
- co ty możesz o tym wiedzieć
- jak będziesz na moim miejscu to się przekonasz
- życzę ci, aby ciebie tak potraktowano
- dawniej ludzie byli lepsi
- musi być wojna, bo się młodym w dupach poprzewracało
- czemu mnie to spotyka, jakoś inne synowe potrafią szanować swoje teściowe
- Boże, czym ja ci zawiniłam
- dawniej rodziców się szanowało, nawet w rękę całowało
- jak patrzę na rodzinę ( dowolne wstawić) to serce mi krwawi, czemu u nas takiej zgody nie ma
- Boziu, ty widzisz moją krzywdę i nie grzmisz
- człowiek tak się naharował i co ma na stare lata?
- obym dożyła i zobaczyła jak ciebie traktują
- młode wymyślają jakieś nowe zwyczaje aby tylko im było dobrze
- jak my pomrzemy tradycja zaniknie, a na naszym grobie nikt się nie pomodli
Chwilowo, więcej nie pamiętam, ale jak się człowiek czegoś takiego nasłucha...

45

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

kriss, chaber05 - a matki swoje szanujecie?

46

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Ewarg napisał/a:

kriss, chaber05 - a matki swoje szanujecie?

Owszem, ale ojca już na przykład nie szanuję. Alkoholik, agresor, kłamca, malwersant, zrobił rodzinie z życia piekło. Czy może muszę go szanować - no bo był dawcą plemnika i bez jego wkładu nie byłoby mnie na świecie? Czy mój mąż też musiałby go szanować i cmokać w cztery z ochotą - bo to teść. Tak z automatu. A co.

Czy moze jednak lepiej takich ludzi NIE szanować i im nie ufać - bo są po prostu chorzy psychicznie i stanowią niebezpieczeństwo dla najbliższego otoczenia? Ja swoich dzieci bym na przykład z nim nie zostawiła, ale jak kto sobie życzy - śpieszę dać namiary i niech zostawia z dziećmi albo w kuchni ze stówą na stole. Niech z nimi mieszka, rozczula się i pomaga kosztem swoim i swojej rodziny - tak w imię zasad POSZANOWANIA. Masz chęć Ewarg?

47

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Matka zapracowała sobie na szacunek, ojciec nie. Samo wspomnienie o nim wzbudza dreszcze, o ile istnieje piekło on z pewnością zajmuje w nim poczesne miejsce.

48

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Witam.

żyworódka napisał/a:

A ja doczytałam właśnie, że cuda się zdarzają:

kriss napisał/a:

(...)Owszem szanowałam swoją teściową kiedy żyła,(...)
    (...) poza tym jeszcze urodziłam JEJ trójkę wspaniałych wnuków.(...)

Pomnik mi powinna grzmotnąć i codziennie świeże kwiaty poproszę.

czyżby teściowa zmartwychwstała? lol    lol    lol

kriss napisał/a:

Widzisz Żyworódko, gdybym była nadętą do granic możliwości, manipulującą i zdewociałą kobietą w okolicy klimy, pewnie bym Ci odpowiedziała coś w guście: "Jak można naśmiewać się ze zmarłych?! Co za znieczulica i brak szacunku! Napisałam w czasie przeszłym o pomniku, a na dostarczanie kwiatów można dać stałe zlecenie, są odpowiednie firmy które się tym zajmują. Bardzo jestem urażona kpiną ze "zmartwychwastania". Moje religijne uczucia zostały niecnie podeptane i żądam wyjaśnień, przeprosin, tłumaczeń i satysfakcji".

Widzisz Kriss, to nie jest tak jak piszesz, bo gdybym nie miała poczucia humoru, to pewnie Twoją wypowiedź odnośnie ś.p. teściowej, od której pośmiertnie chcesz wyegzekwować dla siebie ?pomnik i codziennie świeże kwiaty?,  uznałabym za jadowitość i naśmiewanie się ze zmarłej ? wykazywanie jej braku szacunku. Wtedy też wstawiłabym emotkę z tym języczkiem (tą tongue).
Ale pomyślałam, że to raczej niemożliwe, bo przecież piszesz , że darzyłaś ją szacunkiem. Wprowadzasz  ?kabaretowe? wstawki, zatem nie wymagaj ode mnie powagi, gdy czytając, rozśmieszasz mnie.

Gdybyś napisała: ?pomnik mi powinna była grzmotnąć...? ? to taka wypowiedź odnosiła by się do czasu przeszłego. A Ty użyłaś formy w odniesieniu do czasu teraźniejszego i przyszłego. 
?Chochlik pisarski? każdemu może się zdarzyć, więc przyjmij tę pomyłkę na klatę, a nie idź w zaparte. Wyjaśnienia/tłumaczenia otrzymałaś, przeprosin nie będzie, a satysfakcję mam ja.

Kriss napisał/a:

Ponieważ zaś jestem normalną Kriss, odpowiem tak: "Nie Kochana, nie zmartwychwstała (...)"

Bardzo dobrze, że ostatecznie przyjęłaś tą drugą wersję wypowiedzi, co uznaję za sprostowanie poprzedniej informacji, tej wprowadzającej w błąd czytelnika.

Sandra77 napisał/a:

Żyworódka trafnie wszystko podsumowałaś,chociaż trochę zabolało gdy czytałam twoją wypowiedź.Nie dlatego, że była dla mnie krzywdząca,czy coś ...ale dlatego,że była trafna a trauma nadal sączy się w mojej duszy i gdy jej tknę to boli.

Dlatego ponawiam pytanie, czy ta trauma, która powraca pomimo, że mieszkacie już jakiś czas osobno, dotyczy zaszłych zdarzeń z teściami, czy również męża?
Rozumiem, że przypominanie sobie jest dla Ciebie na ten moment bolesne, ale zawsze możesz przerwać wypowiedzi w wątku i wrócić kiedy będziesz już emocjonalnie na to gotowa.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

49 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-01-18 12:59:46)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Oświadczam na piśmie i z całą mocą, że ja i Żyworódka pochodzimy z kompletnie innych planet. Mimo usilnych starań z mojej strony - nie ma absolutnie siły abyśmy się zrozumiały na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Bardzo mi przykro z tego powodu, bo naiwnie sądziłam, że z każdą inteligentną osobą można się porozumieć. Niestety.

Droga Żyworódko - postaram się Ciebie unikać na forum.

Przepraszam Autorkę wątku za offtop.

50

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Twoje oświadczenie złożone "na piśmie i z całą mocą" można potraktować jako ostracyzm i nawoływanie innych do jego stosowania ? w końcu napisałaś je w tym wątku w jakimś celu. Dlatego jest mi niezmiernie przykro z tego powodu.

Bo Droga Kriss ? na forum w dziale "Nasza społeczność" jest wątek pt. "Złota Loża", o czym powinnaś wiedzieć jako 100 % Kobieta. Zatem swoje osobiste żale, animozje skierowane do mnie, tam należało napisać.

Autorkę tego wątku również przepraszam za offtop.

51

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Myśle że nie dokońca stworzymy udany zwiazek z swoim partnerem jesli nie akceptujemy swoich tesców.Ja to teścia lubiałam był równy gość:-)ale zmarł rok temu niestety.Mieszkam w domu męża wieć i z tesciwą i wcale nie jest mi łatwo,duzo sie wtrąca obserwuje mnie z kuchni co robie obgaduje mnie swojej kumpeli a ta idzie z tym dalej.A jak się z mężem kłócimy to razem z nia albo mąż idzie sie poskarżyć na mnie do niej.Kocham swoejgo męza i on mnie kocha ale nasz zwiazek cierpi na tym że mieszkamy z jego matka a mamy wspólny dom czyli co dziń sie widzimy i takie tam. Wiec jesli bedziemy się żenic i bedziecie wiedziec że nie dogadacie z tesciami to powiedzcie o tym swoim męża może znajdziecie inne rozwiazanie jak mieszkanie z teściami,a jak mieszkace oddzielnie to nie ma co sie przejmoiwać że ktos nas nie lubi czy my kogoś.Żenimy się z mężczyzna naszego życia a nie z teściami;-)

52

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

można. tylko warto się "wyrobić" ;zrobic z siebie (jeśli się nie jest ) osobę niezależna, która ma własne życie, a opinie innych traktuje wyłacznie jako ewentualne rady do rozpatrzenia.

53

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?
Catwoman napisał/a:

można. tylko warto się "wyrobić" ;zrobic z siebie (jeśli się nie jest ) osobę niezależna, która ma własne życie, a opinie innych traktuje wyłacznie jako ewentualne rady do rozpatrzenia.

Chcę coś takiego uzyskać ale to nie łatwe dla  mnie obecnie.

54

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Można, o ile się z nimi nie mieszka i nie spotyka zbyt często. W sumie wychodzi się za męża i to z nim się buduje rodzinę, a nie z jego rodzicami czy krewnymi. Ale odrobina dopasowania do rodziny męża też nie zaszkodzi. Tak dla zdrowia.





____________________________
...in this world of tanks all I need is a bigger rifle...

55

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Wiele też zależy od partnera z którym się wiążemy i jego relacjami z rodzicami. Bo jeśli ich słowa to dla niego świętość i bardziej się liczy z ich zdaniem niż zdaniem swojej partnerki to mogą pojawić się problemy.

56

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Moim zdaniem trzeba wziąć pod uwagę jaki stosunek  do rodziców ma partner.Jeśli jest z nimi bardzo związany i są dla niego autorytetem to szanse na udany związek jest znikomy.

57 Ostatnio edytowany przez agness131 (2012-02-20 21:33:15)

Odp: Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Sandra77...z autopsji powiem, ze marne.Bedziesz sie ludzic, ze cos sie zmieni.Ja mam taki problem teraz.Mysle, ze gdyby nie tesciowa nasz zwiazek bylby calkiem dobry. A tak moj maz jest miedzy mlotem a kowadlem.Zawsze sa jakies zgrzyty.Szkoda marnowac swoj czas. Pomysl, czy chcesz tworzyc rodzine z taikimi ludzmi...to sa lata tolerancji ponad twoje sily?Przyjda dzieci, jeszcze gorzej bedzie.Zawsze bede uczulac moje dziecko aby zwracala uwage rowniez na rodzine meza. To bardzo wazne.         
aisoglam....stosunek do rodzicow zmienia sie w czasie.Matka mojego meza nie jest dla niego autorytetem, a wrecz przeciwnie.Ale on ja szanuje z racji ze to matka.Dla mnie to degenerat spoleczny, awanturnica, klotliwiec i do tego pijaczka, szantazystka.Zostala wdowa i tym bardziej osaczyla mojego meza... na litosc, na samotnosc, na oszczednosci pieniezne jakie ma dla niego. Tesc jak zyl to ja sprowadzal do pionu, dlatego nie widzialam ogromu tego problemu, mimo iz wiedzialam jaka jest.Ja zaluje ze sie tak wmanewrowalam, ale widziy galy co braly. Tez liczylam ze to sie zmieni, ale ludzie sie nie zmieniaja.

Posty [ 58 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy nie akceptujac rodziców wybranka można stworzyć udany związek?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024