Witam wszystkich serdecznie.
Chciałam Was, Netkobiety i Netfacetów, prosić o opinię, w następującym temacie. Sprawa wygląda następująco: blisko pół roku temu rozstałam się z długoletnim partnerem (4,5 roku byliśmy razem). Kochałam go jak szalona, więc po rozstaniu cierpiałam, wypłakiwałam sobie oczy, przeżywałam. Odpłakałam jednak swoje, wróciłam do równowagi i w listopadzie spotkałam dobrego przyjaciela, którego dawno dawno nie widziałam. Spotkaliśmy się raz, drugi trzeci, potem Sylwester razem i jakoś tak wyszło, że zostaliśmy parą. To miły, zasługujący na uwagę człowiek, którego znam i ufam mu. I wtedy na scenę wkroczył eksio. Powiedziałam mu, że nie wrócę do niego, że jestem z kimś innym, ale on zaklina, że kocha mnie, że nie może beze mnie żyć, że ja jestem ta jedyna, że jaki był głupi, że teraz rozumie jak mnie skrzywdził, jak ja cierpiałam, błaga żebym wróciła, żebyśmy wszystko naprawili... Brzmi jakże banalnie, powiecie ale żal mi go strasznie, bo to nie jest człowiek któremu łatwo przychodzi mówić o uczuciach czy otworzyć się przed kimś, a tutaj łzy i błagania.
Szczerze przyznam, że jestem rozdarta, nie bardzo wiem jak powinnam postąpić. W związku z eksiem bywało różnie, dobrze i źle, w nowym jeszcze się do końca nie odnalazłam. Nie mogę powiedzieć, że któregoś z nich kocham, do eksia jednak byłam bardzo (za bardzo) przywiązana. I chyba to przywiązanie tak teraz daje o sobie znać. Do obecnego partnera jeszcze nie zdążyłam się tak przywiązać.
Nie proszę o rozwiązanie czy jakiegoś gotowca, chciałabym tylko poznać Waszą opinię na ten temat. Może ktoś miał podobną sytuacje i zechce się podzielić doświadczeniami, dać jakąś radę.
Pozdrawiam