27th May 2008
Dzisiaj jest dzien powrotu do mojego drugiego domu. Czy ciesze sie z tego? Sama nie wiem co mam myslec. Z jednej strony ciesze sie, ze juz sie lepiej czuje i mam sile aby wracac po kilku miesiacach spedzonych w Polsce. Bedzie mi brakowalo mojej rodziny i domu w Polsce. Z moim Misiem Francisem nie jest tak wspaniale jak bylo kiedy go poznalam w Oxfordzie jesienia 2006 podczas mojego gap year. Wszystko bylo wowczas kolorowe i jak z Wszechswiata zeslane. Jednak byc moze to nie jeszcze nie to, byc moze sie pospieszylismy i niepotrzebnie sie zareczalismy. Coz, stalo sie zawsze moge zmienic zdanie, w koncu nie jestesmy jeszcze po slubie. Juz dzisiaj go zobacze na lotnisku w Dublinie jak mnie odbierze. Przykro mi wracac troche, jednak czego nie robie by odnalezc moja wlasna droge przeznaczenia, zapisana przez Wszechswiat.
A oto krotki plan jak sie to wsyzstko zaczelo:
Czeriwec 2006 - opuscilam dom zaraz po ukonczeniu liceum ogolnoksztalcacego jako wzorowa uczennica z dobrymi wynikami z matury, Polske majac 18 lat, glowe pelna marzen i celow aby studiowac w UK bo byc moze tam jest lepiej ktoz to wie... kocham podroze i przygody wiec warto, nic przeciez nie strace.
Czerwiec-Sierpien - jestem au-pair w Somerset, Bath - piekne, malownicze male miasteczko w UK. Wszystko bylo ok przez jakis czas dopoki moja rodzinka oswiadczyla ze jada do Singapuru i musze sobie znalezc inna rodzine.
Sierpien/Wrzesien - znalazlam nastepna rodzine tym razem z trojka dzieci w tym jedno niepelnosprawne. Matka dzieci - kobieta rozwiedziona, lubiaca zabawe i zmieniajaca mezczyzn jak rekawiczki. Niestety brdzo mnie wykorzystywala
i stala sie przyczyna ogromnego stresu i bezsensu w moim zyciu codziennym. Ucieklam od nich 19 wrzesnia
z nastepnym planem. Udalam sie do Oxfordu z zamiarem zwiedzania, fotografii i podjecia prac dorywczych.
Wrzesien/Listopad - Oxford - praca w uniwersytetach /collegach jako waitress, nie bylo tak zle jednak nie dalo by sie
z tego wyzyc i utrzymac. Wtedy wlasnie ktos pojawil sie na mojej drodze. Poznalismy sie online, potem w realu. Chlopak 21lat ja mialam wtedy prawie 19 lat. Spedzilismy ze soba tylko jeden weekend po tym jak codziennie ze soba rozmawialismy godzinami przez internet i telefon. Wydawalo sie,ze cos wtedy zaiskrzylo pomiedzy nami. Dziwne jednak bylo, iz pojawil sie w Oxfordzie ze swoimi rodzicami. Czyzby byli nadopiekunczy? Wtedy jeszcze ich dobrze nie znalam.
Niezapomniany weekend - spotkanie z Francisem
Pamietam ten weekend bardzo dobrze. Byly moje 19 urodziny - 4 listopada sobota. Zadzwonil do mnie podczas gdy ja akurat bralam prysznic. Powiedzial ze jest juz w Luton i wypozycza samochod aby dojechac do Oxfordu. Cieszylam sie wtedy,ze przyjezdza jednak nie znalam go. Wreszcie nadszedl ten moment . Wyszlam z domu, w ktorym mieszkalam. Wynjmowalam go on pewnej Chinki. W domu tym mieszkalo rowniez 2 innych ludzi - Niemiec i Japonczyk. Nie byly to zbyt dobre warunki czynsz raczej wysoki. Codziennie chodzilam pieszo do centrum miasta co zajmowalo conajmniej 45 minut szybkim krokiem. Tego dnia bylam bardzo podekscytowana z okazji jego przyjazdu. Cieszylam sie i spiewajac wyruszylam do miasta. Jak zwykle minelam znane mi juz ulice. Minelam sklep, w ktorym pewien mezczyzna pracujacy na kasie przygladal mi sie bardzo i wypytywal skad jestem, przeszlam obok sklepow i agencji pracy, w ktorej spotlkalam mila Polke. Nie pamietam nazwy ulicy , na ktorej mnie zatrzymano. Cale szczescie, ze zdazylam wyslac smsa do Francisa. dDwie nastolatki, wyrwaly mi telefon i grozily pobiciem jesli bede sie sprzeciwiac. Nie mialam wyjscia. Ukradly mi telefon, ludzi zbyt wielu na ulicy tej nie bylo. Byc moze bylo za wczsnie rano ok godziny 10 rano. Mialam jego numer udalam sie wiec do kajeki internetowej i weszlam na skypa. Udalo sie skontaktowac i przekazac informacje. Telefonu nie mam, spotkamy sie o 11 przy Carfax Tower niedaleko Cornmarket Street... Gdy dotarlam na miejsce od razu go ujrzalam i rozpoznalam, oczywiscie niesmialosc moja kazala sie zatrzymac, poczekac chwile, az w koncu podeszlam do niego. Objal mnie i przywital sie, zlozyl zyczenia urodzinowe. Cieszylismy sie na to spotkanie. Niby zakochani...
Byloby fajnie gdyby nie szpiedzy - jego rodzice spacerujacy na sasiednijej ulicy. Spotkanlismy ich kilka razy. Coz robilismy? Chodzilismy po mjescie, obejzelismy pokaz fajerwerkow, poszlismy do hiszpanskiej restauracji. Na drugi dzien zprosilam go na sniadanie i lunch, byl zdziwiony ze smaze kurczaka w jajku i bulce tartej... how bizarre from scratch? Hmm, w Polsce to normalne odparlam. Smakowalo mu, czas minal bardzo szybko. Musial wracac do swoich stron - Pln Irlandii gdzie zaprosil mnie na swieta.
Grudzien 2006 - lot do Francisa, swieta zdala od domu. Poznanie jego rodziny. Proba przystosowania sie do tutejszych warunkow. Decyzja o pozostaniu tu na stale i znaleznieniu pracy.
Styczen 2007 - udalo sie mam prace jako Technical Support dla jeden z glownych firm zapewniajacych internet, tv i telefon w UK. Praca bardzo stresujaca. Co dalej? Czy zostane tam?
cdn ![]()