Witam, jestem tu nowa, ale mam nadzieję, że zagoszczę tu na dłużej:)
Chciałabym poradzić się kogoś obiektywnego w pewnej kwestii.
Z moim chłopakiem jestem już 5 lat, ja mam 22, on 29 lat. Kochamy się, ogólnie świetnie się dogadujemy, tylko ostatnio wynikła dośc istotna sprawa, w której nie możemy dojśc do kompromisu.
Zacznę od początku.
Mój chłopak będąc już w związku ze mną wybudował dom. Wszystko super, tylko ten dom stoi na jednym podwórku co jego rodzinny dom, w którym mieszka jego brat z żoną i dzieckiem, rodzice (którzy są rozwiedzeni) i siostra z dzieckiem. Nie będę owijać w bawełnę, że lubie jego rodzinę, bo tak nie jest. Nie wyobrażam sobie mieszkania z tymi ludzmi na jednym, niezbyt dużym podwórku i nie tylko dlatego, że nie przepadam za nimi. (nie kłocę się z nimi, staram sie być miła, jak wymaga tego kultura) Uważam, że to strzał w stopę zamieszkanie tak dużą gromadą na jednym podwórku i koflikty są nieuniknione. Juz widzę starcia między synem, jego żoną i matką z córką(o to ze jedni za duzo cieplej wody zuzyli itp).
Dom mojego faceta jest spory, na dole znajduje się garaż(na max 3 auta-obecnie jest klotnia czyj samochod bedzie stal na dworze bo jest 5 samochodow) i małe mieszkanie, w ktorym ma mieszkać jego ojciec, cala gora ma byc Jarka. Ale ja nie chce tam mieszkać! Byly takie sytuacje przez ktore zniechecilam sie do jego rodziny, i mam do nich zal i nic juz tego nie zmieni.
Moj facet posiada niby wlasna firme.Oczywiscie firme cala tzryma ojciec Jarka i co sie z tym laczy kase tez. chcielismy razem wyjechac na narty, ale Jarek nie bedzie mial kasy, a jak widze jak jego ojciec kupuje milion niepotzrebnych pierdol to cholera mnie bierze. Ojcec jest tak rozrzutny, niby teraz cienko z kasa maja, od roku nic nie robia w mieszkaniu, ale nie przeszkadza mu to w trwonieniu kasy na pierdoly i glupoty.A moj facet czasem nie ma na piwo jak idziemy do baru.. . Wiem, ze nie powinnam sie wtracac, bo to nie moja kasa, ale chce zalozyc rodzine z J. i chce jakos wyjasnic to wszystko zanim wezmiemy slub, zeby nie obudzic sie w reku w nocniku i zeby nie okazalo sie, ze bede wiecznie sflustrowana, bo musze mieszkac z tymi ludzmi. Ja mieszkam w bloku i J. twierdzi, ze to to samo, i ze moze ja nawet jestem w gorszej sytuacji, bo mieszkam z obcymi ludzmi. Ja uwazam zupelnie inaczej! Moich sasiadow nie obchodzi co robie, jak robie itp. Niebawem chcemy razem zamieszkać, J. chce żebysmy zamieszkali tam u niego, ale ja nie biorę tego pod uwagę. On uważa, że nie ma sensu wynajmować czegoś skoro ma własne. On tak na dobra sprawę nawet nie jest włascicielem tego domu, bo budowa jest na jego matke. Budynku nie da sie spzredac, bo ma jedno ogrzewanie na 2 domy, jedno podworko, jeden wjazd... Mejscowośc w ktorej mieskzmay jest niezbyt duza, wiec nawet za wynajem kokosow bysmy nie mieli... Ne wiem jakie rozwiazanie mu zaproponować...
Może Wy cos poradzicie? Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania, chetnie na nie odpowiem.
Przepraszam, ze moze nieskladnie pisalam, ale ten temat wywlojue u mnie wiele niezbyt pzoytywnych emocji;/
Postaraj się znaleźć jakieś plusy we wspólnym mieszkaniu z jego rodziną. Dom to ogródek, można się poopalać, zrobić przetwory z własnych, niepryskanych owoców i warzyw, często też większy spokój, brak hałasów za ścianą jak w bloku. Oczywiście, że nie ma sensu wynajmować, można więcej kasy zaoszczędzić mieszkając w domu. Wynajem w takiej sytuacji się nie opłaca.
Co do firmy twojego przyszłego męża - jeśli jest jego, to dlaczego on nie zarządza? Jeśli zarządza ojciec, to powinien być w niej zatrudniony i normalną pensję dostawać. I w tym wypadku jego sprawa, na co wydaje kasę. Porozmawiaj ze swoim J. i poproś, żeby omówił tę sprawę z ojcem. Przedstaw mu swoje racje: jak będą wyglądały kwestie finansowe w małżeństwie? Czy będziecie mieli rozdzielność majątkową? Powiedz, że oczekujesz, by J. uniezależnił się finansowo od ojca, dla waszego dobra. Kiedyś będziecie mieli dziecko i co wtedy? Ojciec będzie zgarniał cały dochód z firmy i wydawał na pierdoły a na pieluszki to skąd fundusze weźmiecie? Takie sprawy koniecznie trzeba uregulować przed ślubem.
Dla mnie osobiście mniejszym problemem by było mieszkanie z rodziną, niż finanse. Z byłymi teściami kiedyś mieszkałam w jednym małym domku, za ciekawie nie było, ale zawsze był ten plus, że miał kto kwiatki podlać, jak nas nie było. W tym mieszkaniu z jego rodziną szukaj plusów i nie pokazuj tym ludziom, że ich nie lubisz. Naucz się tez spuszczać z tonu i iść na kompromis, to ci się na pewno przyda w obecnej sytuacji.
Ja cały czas suszę głowe dla swoejgo J. żeby sie odciął od swojego ojca. Ci ludzie na prawde są uciązliwi, a najgorsze jest to, że J. nie potrafi im zwrocic uwagi, ze cos jest nie tak. On widzi problem, ale z reguly nic z tego nie robi. Najswiezsza sytuacja. Po sweitach nocowalam u J. ja i nasi znajomi. Wrocilismy w nocy z imprezy, zrobilismy sobie jeszcze jajecznice i poszlismy spac. O godzine 6 obudzialm sie bo slyszalam jakies odglosy z kuchni, slucham a tu ojciec J. drze sie, ze syf, naczynie niepozmywane... No a co mu do tego tak na prawde? W sumie to pok co mamy zero prywatnosci... Staram się być miła dla tych ludzi, ale ne zawsze mi wychodzi. Problemem jest glownei ojciec J. Dosc czesto zdarza sie, ze mnie obraza, moze nie robi tego celowo ale czuje sie urazona. Rodzinne spotkanie rozmawiamy na jakis temat, ja mowie jak u mnie w domu ta sprawa wyglada, a on z tekstem, ze tak to robia tylko biedaki i prostaki. (chodzilo o kwestie gotowania jakiejs tam potrawy) niby blahy temat ale mnie to tknelo. Na kazdym kroku jestem krytykowana, nie pasuje mu to, ze lubie dobrze wygladac, ze mam wiecej niz jedna pare butow, Czesto komentuje to co robie w niezbyt mily sposob. Moze on ma taki sposob bycia, ale ja nie potrafie sie tym nie przejmowac...
4 2012-01-04 00:06:17 Ostatnio edytowany przez dayzi (2012-01-04 00:06:57)
... nie pokazuj tym ludziom, że ich nie lubisz. Naucz się tez spuszczać z tonu i iść na kompromis, to ci się na pewno przyda w obecnej sytuacji.
O rany i tak do końca życia ![]()
Abstrahując od tematu mam pytanie do autorki.
Ciekawa jest sytuacja tego domu, jak można wybudować drugi dom na jednej działce? Czy to jest może jakaś kreatywna przeróbka? czy taki jest mpzp? bo nie chce mi się wierzyć, że pozwolenie na budowę wydano bez wydzielenia nowej działki.
Pamiętaj, że właścicielem domu jest właściciel ziemi na której dom stoi, bez względu na to kto budował.
Ne powiem Ci dokladnie jak jest, bo sama nie wiem. Pozwolenia wszystkie otrzymali, z prawnego punktu widzenia jest w porzadku.
Wiem, ze byly jakies problemy ze dom znajduje sie za blisko dzialek sasiadujacych i sasiedzi musieli podpisac zgode na budowe...
No to zostaje ci szczera rozmowa z twoim J., w której powiesz, co cię boli. Nie każ mu wybierać, bo na bank wybierze rodzinę. Zastanów się po prostu, czy chcesz tak żyć. Bo może się okazać, że nie wytrzymasz i za 5 lat już nie będziecie razem. Lepiej taki związek przerwać jak jest jeszcze związkiem, niż jak się jest po ślubie.
Myślę, że facet powinien mimo wszystko trzymać stronę swojej partnerki. Niestety doświadczenie uczy, że prawie nigdy tak nie jest.
On jest u siebie i nie rozumie faktu, że ty jesteś w jego domu obca. Wasze mieszkanie będzie na pięterku, ale jego będzie cały domek (tam gdzie mieszka tatuś, mamusia, braciszek etc.).
Tekstu o prostakach bym nie odpuściła. Co to za facet, zupełnie bez klasy! Masz prawo mieć swoje zdanie i inni muszą cię szanować. Masz również prawo powiedzieć temu panu, że sobie nie życzysz tekstów, które cię obrażają.
Hm... czarno to widzę. J. się nie odezwie, ojca nie ochrzani, pewnie będzie coraz gorzej, zwłaszcza że ludziom negatywne cechy z wiekiem się pogarszają.
Ja miałam byłych teściów w miarę ok, przy mojej rodzinie i byłym mężu mnie nie obrażali, ale my mieszkaliśmy na piętrze, oni na dole. Domek niezbyt duży, ogrzewanie wspólne, woda wspólna, wiadomo. No ale wiesz, teściowa sobie do sypialni mojej wchodziła bez pukania jak się ubierałam do pracy, bo "to jej dom i ona może", i "mam się nie zasłaniać (jak byłam w samych majtkach), bo ona ma to samo"
. Teksty o tym, ze to nie mój dom i nigdy nie będzie, nawet po jej śmierci leciały często. A przed ślubem była do rany przyłóż, milusia i kochana. Dlatego moje zdanie jest jasne - nigdy więcej mieszkania z rodzicami, czy moimi, czy partnera. Nikomu to na dobre nie wychodzi.
myślę że cię rozumię mimo że mieszkam sama i to z daleka od rodziny mojego męża ale nie wyobrażam sobie życia z nimi na jednym podwórku różnimy się od siebie bardzo i wiem że nigdy nie doszło by do zgody a jedynie mogło by dojść do rozpadu małżeństwa musicie znaleść jakieś wyjście z sytuacji może by narazie zamieszkać w bloku
. Dlatego moje zdanie jest jasne - nigdy więcej mieszkania z rodzicami, czy moimi, czy partnera. Nikomu to na dobre nie wychodzi.
Amen. Nic dodac nic ujac. No i trzeba podjac meska decyzje. Pasuje ci takie zycie czy nie? Bo jak nie to szybciej i taniej jest zakonczyc zwiazek niz wziac rozwod i grzebac sie w bagnie latami
Oczywiscie, ze mi nie pasuje mieszkanie z tescami i reszta rodzinki J. I dlatego powstał ten wątek. Rozstawać się nie chce, bo poza ta kwestia, nie mamy zadnych spiec ani wiekszych problemow. Szukam sposobu jak Go przekonać, że tamta budowa to nie byl dobry pomysł. On twierdzi, ze czasy sie zmienily, nie tak latwo znalezc dobra, stala prace i wynajac cos albo wziac kredyt i kupic mieszkanie. Mowi zebym mierzyla sily na zamiary. Mowi, ze nie ma sily przez kolejne 5 lat probowac gdzies zamieszkac ze mna, gdzies indziej, bo ja mam taka wizje....
On chyba nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Nigdy nie kazalam mu wybierac miedzy mna a jego rodzina. On sam ma niezbyt dobre kontakty ze swoja rodzina, wszystkie swieta, weekendy spedzamy z moja rodzina, imprezy z moim rodzenstwem. Miedzy innym przez rodzicow J. rozpadlo sie malzenstwo jego siostry. Facet mial dosc mieszkania w jendym mieszkaniu z rozwiedzionymi rodzicami J (to juz dla mnie lekka patologia?) Byly miedzy nimi rozne sprzeczki, facet chcial sie wyprowadzic do swoch rodzicow, ona nie chciala i nastapil koniec malzenstwa po roku.
On nie chce pakowac sie w zadne kredyty, no ale przezciez wiekszosc mlodych ludzi bierze teraz kredyty, zeby dorobic sie wlasnego M. Nie wiem jak sytuacja sie rozwinie, tylko jednego jestem pewna - nie zamieszkam tam chocby sie palilo i walilo.
Czerwona Porzeczka - oboje pracujecie?
może On boi się, że całe utrzymanie rodziny spadnie na jego barki?
Czy ten dom ma być cały dla was, wyłączając mieszkanie teścia? Dlaczego On w takim razie przychodzi do waszej kuchni? Czy brat i siostra twojego J mają jakieś roszczenia do tego domu? Dlaczego macie dzielic się garażem? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić tego cudacznego domu...
Tak oboje pracujemy, chociaz u mojego J. slabo z kasa, ale to chyba przez to, ze mieszka tam i w sumie cala kasa idzie na utrzymanie domu, jedzenie itp. Ja pracuje, w tym roku robie licencjat. Moj wydatek to oplacenie studiow, mieszkam z rodzicami wiec ajks wiekszych oplat nie mam. Firma ostatno niezbyt sobie radzi, bo jakis inwestor sie wycofal, no jestem w stanie to zrozumiec. Juz namawialam J. zeby poszukal innej pracy, ale on mowi, ze szkoda mu tego wszystkiego zostawic. no i ze swoim wyksztaceniem nie ma co liczyc na super ekstra prace, bo bylaby to zapewne praca fizyczna. Ja juz nie wiem co o tym myslec, nie zabraniam mu kontaktu z rodzina, ale skoro ja juz teraz zle sie czuje w ich towarzystwie, chcoiaz probowalam sie do nich przekonac, to nawet nie chce myslec co bedze pozneij;/
Gora domu jest J, to jest duuzy dom, sama gora ma ponad 150m2. Na dole jest warsztat na sprzet firmowy i garaze.Na dole ma byc kawalerka dla ojca J, ale poki co nie ma kasy na wykonczenie. Ojciec mojego faceta przebywa w tym mieszkaniu gdyz gotuje obiadki dla siebie i J i czuje sie tam bardzo swobodnie.
Rodzenstwo teoretycznie nie ma zadnych praw do tego domu, no ale sme widzicie jak tam jest:D
Ok rozumiem :-)
Więc zanim zamieszkanie ustalcie wszystko i powiedz, że warunkiem jest pełna autonomiczność - czyli wykończenie mieszkania teścia, aby nikt nie kręcił się po waszym mieszkaniu. A jeżeli teoretycznie rodzeństwo nic to tego domu nie ma to i w praktyce tak jest :-)
Myślę, że to jest kwestia postawienia granic od samego początku i będzie dobrze :-)
Twój J. ma rację, że szkoda wyrzucać pieniadze na wynajem.
A skoro teraz u rodziców nie masz żadnych kosztów, to jak widzisz podział w nowym domu?
Tak, tylko umownie dom jest J, bo ziemia jest jego matki, czyli jak juz ktos wczeniej powiedzial - dom z prawnego punktu widzenia tez. J. uwaza, ze to moj kaprys, ze nie chce tam meszkac. Teraz maja konczyc to mieszkanie ojca, ale ja nie chce z nim mieszkac na jednym podworku. Dla mnie to gniazdo zmij... I ja nawet ze swoimi rodzicami nie chcialabym mieszkac, chcoiaz mamy z J. z nimi swietny kontakt. Nie chce sluchac umoralniania i dobrych rad, jak bede potzrebowala czyiś rad to sama zapytam, albo poprosze.
no tak... czyli narazisz sie teściowej i już front może zmienić, a mieszkając tam będziecie pewnie chcieli inwestować w wyposażenie, wykończenie
nie wiem jaka jest twoja teściowa, wtrąca się? może być, że ten dom będzie dla niej przepustką do wtrącania sie w wasze życie?
Może odłóżcie decyzje o wspólnym mieszkaniu do czasu ukończenia twoich studiów i wykończenia mieszkania teścia.
No tak, ale to nie zmienia faktu, ze ja nie chce tam mieszkać. Teściowa moze bezposrednio by sie nie wtracala, ale z tego co obserwuje na boku, dla synowej co cwile tylek obsmarowuje, nawet przy mnie. To sa trudni ludzie to zycie. ja chcialam razem ze swoim facetem wspolnie, powoli sie czegos dorabiac... a On: po co? Ja mam mieszkanie...
to zmień chłopaka... bo jego rodziny nie zmienisz...
musisz z nimi żyć, musisz ich tolerować, możesz unikać bliższego kontaktu, i trzymać sie na dystans, ale oni nie znikną...
jeżeli teściowa obgaduje to powiedz, że nie chcesz tego słuchac i prosisz, aby nie mowila takich rzeczy przy tobie, a może ona nie ma nic złego na myśli tylko musi sie wygadać? sama też od początku mozesz ustalic nieprzekraczalne granice i własne zasady z J.
A skoro TY nie chcesz tam mieszkać, a On chce tam mieszkać to macie sytuację patową i cokolwiek tu nie wymyślimy to odbijesz się od muru niezgody J.
Nie chce zminiac ani chlopaka ani jgo rodziny. Chce poprostu zyc w bezpiecznej odleglosci od nich, zebym nie czula sie jak w big brotherze.
Dziwna rodzina: rodzenstwo + rozwiedzeni rodzice w jednym miejscu? Jak dla mnie masa problemow. Podzielam wszystkie Twoje obawy i nie pisalabym sie za nic na taki uklad. A czy Twoj chlopak nie zauwazyl, ze przez takie problemy rozpadlo sie malzenstwo jego siostry? Nie daje mu to nic do myslenia?
Tak sytuacja jest rzeczywiście fatalna, tym bardziej, że nie chodzi o samo mieszkanie na jednym podwórku z jego dziwną rodziną, ale o to, że w przyszłości będziesz miała uciążliwego teścia na dole (w teoretycznie swoim domu). Ciężko coś tu doradzić, bo rozumie i Ciebie i Twojego chłopaka, który pewnie jest przywiązany do swojego domu i uważa, że skoro ma gdzie mieszkać nie ma sensu oglądać się za czymś innym, tym bardziej, że to wiąże się z dodatkowymi kosztami.
Jak dla mnie powinnaś go namówić do tego, aby bardziej stanowczo rozmówił się z ojcem w kwestii finansów, skoro pracuje w swojej firmie a nie ma własnych pieniędzy, to sytuacja jest co najmniej dziwna. To dorosły facet, który powinien myśleć o przyszłości, ale życie z pracą bez dochodów źle na tą przyszłość wróży.
Jedno jest pewne skoro chcecie zamieszkać razem musicie dojść do jakiegoś porozumienia, bo jeśli nie znajdziecie jednego rozwiązania i każde z was dalej będzie obstawać przy swoim nic dobrego z tego nie wyniknie.
Heh współczuje ci. Ja też nie chce mieszkać w domu mojego narzeczonego z tesciami. Ale dam rade, oddzielimy sie i wyznacze granice, moje życie moje małżenstwo. Rozumiem cie że chcialabyś sama dorobić sie swojego mieszkania/domu, własnymi siła, coś czego nikt ci nigdy nie wypomni, a twój M uważa że to jest zbędne. Bo On ma swoje. Eh przerąbana sytuacja. Jeżeli bardzo sie kochacie, i bardzo go kochasz, czuje ze przegrasz tą walke, przykro mi, ale jeżeli będziesz walczyła o swoje zdanie to może wszystko sie udać i np za kilka lat będzie was stać zeby zacząć oddzielną budowe. A co do tescia, eh porażka.
...
Miedzy innym przez rodzicow J. rozpadlo sie malzenstwo jego siostry. Facet mial dosc mieszkania w jendym mieszkaniu z rozwiedzionymi rodzicami J (to juz dla mnie lekka patologia?) Byly miedzy nimi rozne sprzeczki, facet chcial sie wyprowadzic do swoch rodzicow, ona nie chciala i nastapil koniec malzenstwa po roku.Mowi zebym mierzyla sily na zamiary. Mowi, ze nie ma sily przez kolejne 5 lat probowac gdzies zamieszkac ze mna, gdzies indziej, bo ja mam taka wizje....
On chyba nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Nigdy nie kazalam mu wybierac miedzy mna a jego rodzina.
Przeczytaj sobie swoje własne słowa W TEJ właśnie kolejności i się zastanów:
- czy sytuacja zaistniała między wami nie odzwierciedla historii rozpadu jego siostry małżeństwa?
- czy Ty zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji?
- Ty nastałaś na taką a nie inną JEGO rzeczywistość. Tak jak szwagier TY chcesz się wynieść, partner tak jak jego siostra NIE. Naprawdę nie każesz mu wybierać?
Nie twierdzę, że on ma rację - opisuję tylko fakty przez Ciebie przytoczone. Kompletny brak konsekwencji w tym toku myślenia. Macie skrajnie różne poglądy na sprawę wspólnego zamieszkania. Żadne nie chce pójść na kompromis. To do czego to ma doprowadzić? Kompletny pat.
A ja podobnie jak parę kobiet w tym wątku rozumiem CzerwonąPorzeczkę i będę ją wspierać. Sama mam rodziców po przejściach z rodziną na jednym podwórku i uwierzcie - nie ma większej tragedii niż wtedy, gdy ktoś bliski robi paskudne rzeczy. Wytrzymaliśmy z nimi 11 lat i w końcu przeprowadziliśmy się, ale to i tak już za późno na odzyskanie zdrowia itd. Oczywiście kontaktów z tamtą częścią rodziny nie mamy już żadnych. W tej chwili rodzice bardzo żałują, że tak późno oprzytomnieli, że trzeba uciekać i cieszyć się życiem. Dlatego CzerwonaPorzeczko pamiętaj - nie bierzesz ślubu z jego rodziną, tylko z nim. Jeśli przez całe życie masz płacić tak wysoką cenę, a on nie jest w stanie siąść i pomyśleć, że stosunki międzyludzkie są niesamowicie w życiu ważne, szczególnie na podwórku, to przepłakałabym po nim nawet i pół roku, ale cieszyłabym się, że nie czeka mnie męczarnia z rodziną ukochanego, która powinna wspierać, a pewne jest, że będzie dokuczać, bo to Ty jesteś tam nowa. Mnie, po tym co przeszłam i co widziałam w takich sytuacjach, nikt by tam nie zmusił do zamieszkania
Choćbym miała biedę straszną klepać - zawsze lepiej mniej i skromniej, ale na własnym. Powodzenia!
będzie cięzko, jeśli zamieszkasz w tym domu , wzyciu bym sie nie zgodził( po pierwsze to w życiu bym Ci tego nie zaproponował).
Twój facet ma firme , ma dom ale wygląda na to że bez rodziców nie ma nic...
Twój facet ma firme , ma dom ale wygląda na to że bez rodziców nie ma nic...
No właśnie. Moze być tak, że jest od nich po prostu uzależniony emocjonalnie i finansowo, do tego nie jest samodzielny, nie potrafi żyć na własny rachunek. Albo nie chce, bo żyć na jednej kupie z rodzinką to pójście na łatwiznę, nie trzeba ponosić odpowiedzialności za takie rzeczy jak choćby płacenie rachunków.
Na początku nie chciałam cię za bardzo straszyć, jak to się może skończyć, podsuwać ci rozstania z facetem, bo moim zdaniem najpierw trzeba walczyć, rozmawiać, a jeśli potrzeba - pójść na kompromis. Ale tak się nad tym zastanawiam teraz i dochodzę do wniosku, ze postawienie mu ultimatum będzie dla niego sprawdzianem dojrzałości.
Taki upierdliwy przyszły teść im starszy, tym będzie gorszy. Za jakiś czas będziesz miała piętro niżej zakręconego, wiecznie niezadowolonego wkurzającego dziadka, którym pewnie będziesz się opiekować jak zniedołężnieje. Nie ma nic gorszego niż podcieranie tyłka starej osobie, która ci całe życie robiła na złość, nie szanowała itp. itd.
Ja już nigdy z żadnymi teściami nie zamieszkam, chyba że życie mnie zmusi, ale zawsze jest jakieś wyjście. Na szczęście mój partner nie jest za bardzo rodzinny i do matki to muszę go sama wypychać, bo wręcz nie chce tam jeździć.