Jestem ?swierzo? po zdradzie? Niecaly miesiac temu sie dowidzialam od meza zdradzajacej.
Czytam od kilku dni rozne historie na tym forum i stwierdzam jakie to wszystko schematyczne!
W pierwszej chwili bylo niedowierzanie? jak to moj K, by mnie zdradzil? By sie spotykal z inna? O co chodzi?
Byl etap niedowierzania
Byl etap pytan ?dlaczego??
Byl etap rezygnacji
Byl etap ucieczki od wszystkiego na kilka dni
Byl etap wzglednego spokoju
Byl etap rozmow
Byl etap poczucia winy ?moze ja sie do tego przyczynilam?
Byl etap zlosci
Byl etap wyrzucenia z domu
Byl etap przemyslen, wspolnej analizy
Teraz jest etap ?wszystko od nowa?
Teraz jestesmy innymi ludzmi, probujemy na nowo. Wiem, ze go kocham, mysle ze on mnie tez kocha. Zobaczymy. Dzieci sa naszym cementem. Gdyby nie one juz bysmy nie byli razem.
Mialam napisac co bylo przed, jak do tego doszlo, ale nie chce mi sie, za duzo tego, smutne. Nie chce juz tego roztrzasac, wystarczy, ze o tym mysle. Kiedys opisze.
Chce napisac jak walczymy o to by bylo lepiej.
Teraz mam straszne hustawki nastroju.
Raz jest spokojnie I wierze w lepsza nasza przyszlosc. Innym razem nachodza mnie doly I czarne mysli, wkracza moja urazona duma I poczucie krzywdy. Niewiara, ze on chce ratowac rodzine z poczucia winy I z przyzwyczajenia do mnie, ze nie chce krzywdzic dzieci rozpadem rodziny?
Z dnia na dzien dowiaduje sie czegos nowego o mnie, o nim o nas.
Idziemy na terapie, ktora powinna byc duzo wczesniej przeprowadzona.