Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1 Ostatnio edytowany przez onama82 (2014-09-08 15:39:35)

Temat: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Jestem ?swierzo? po zdradzie? Niecaly miesiac temu sie dowidzialam od meza zdradzajacej.
Czytam od kilku dni rozne historie na tym forum i stwierdzam jakie to wszystko schematyczne!
W pierwszej chwili bylo niedowierzanie? jak to moj K, by mnie zdradzil? By sie spotykal z inna? O co chodzi?

Byl etap niedowierzania
Byl etap pytan ?dlaczego??
Byl etap rezygnacji
Byl etap ucieczki od wszystkiego na kilka dni
Byl etap wzglednego spokoju
Byl etap rozmow
Byl etap poczucia winy ?moze ja sie do tego przyczynilam?
Byl etap zlosci
Byl etap wyrzucenia z domu
Byl etap przemyslen, wspolnej analizy

Teraz jest etap ?wszystko od nowa?
Teraz jestesmy innymi ludzmi, probujemy na nowo. Wiem, ze go kocham, mysle ze on mnie tez kocha. Zobaczymy. Dzieci sa naszym cementem. Gdyby nie one juz bysmy nie byli razem.

Mialam napisac co bylo przed, jak do tego doszlo, ale nie chce mi sie, za duzo tego, smutne. Nie chce juz tego roztrzasac, wystarczy, ze o tym mysle. Kiedys opisze.

Chce napisac jak walczymy o to by bylo lepiej.
Teraz mam straszne hustawki nastroju.

Raz jest spokojnie I wierze w lepsza nasza przyszlosc. Innym razem nachodza mnie doly I czarne mysli, wkracza moja urazona duma I poczucie krzywdy. Niewiara, ze on chce ratowac rodzine z poczucia winy I z przyzwyczajenia do mnie, ze nie chce krzywdzic dzieci rozpadem rodziny?
Z dnia na dzien dowiaduje sie czegos nowego o mnie, o nim o nas.
Idziemy na terapie, ktora powinna byc duzo wczesniej przeprowadzona.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Taka sytuacja zawsze jest smutna i przygnębiająca.
Najważniejsze, że podjęliście wspolną decyzję. A czas pokaże czy słuszną. Powodzenia!

3

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Onama82, ja też niedawno dowiedziałam się o romansie męża.
Wiem jakie to potworne uczucie i współczuję Ci.
Podobnie jak Wy podjęliśmy decyzję o ratowaniu małżeństwa. Właściwie sama się temu dziwię bo zawsze byłam pewna, że zdrada to koniec wszystkiego. Widać, życie weryfikuje takie poglądy...
Czuję podobnie pewnie jak Ty, tą nieustającą huśtawkę. Raz wierzę, że wszystko będzie dobrze a za chwilę dopada mnie czarna rozpacz i doszukuję się manipulacji w postępowaniu męża.
Nie wiem kiedy i czy w ogóle te wątpliwości miną, na razie mam tylko nadzieję, że to była dobra decyzja.

Życzę Ci, żeby udało się Wam wyjść na prostą i stworzyć lepszą wspólną przyszłość.
Sama cały czas poszukuję tych historii ze szczęśliwym zakończeniem, one dają nadzieję.
Mam nadzieję, że taką właśnie historię opiszesz. Dużo siły życzę.

4

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Z tego co piszesz, ze jestes na etapie 'od nowa' to raczej Twoje pobozne zyczenie a nie rzeczywistosc jest. Do tego etapu jeszcze bardzo daleko. Niemniej szacun ze zdecydowalas sie sprobowac wybaczyc. Terapia to dobry pomysl.

5 Ostatnio edytowany przez onama82 (2014-09-09 14:46:16)

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
Lancacter napisał/a:

Z tego co piszesz, ze jestes na etapie 'od nowa' to raczej Twoje pobozne zyczenie a nie rzeczywistosc jest. Do tego etapu jeszcze bardzo daleko. Niemniej szacun ze zdecydowalas sie sprobowac wybaczyc. Terapia to dobry pomysl.

Dlaczego sadzisz, ze to pobozne zyczenie? Ze za szybko? a mam sie nad soba uzalac w nieskonczonosc? Nie chce takiego stanu. Oczywiscie sa dni lepsze kiedy czuje sie ok, staram sie nie myslec o krzywdzie. Sa i gorsze dni, gdy nie chce na niego patrzec. Wtedy we mnie odbywa sie bitwa uczuc... z jednej strony nienawidze go za to co zrobil, nie chce go widziec, odzywac sie do niego ale jednoczesnie pragne by mnie przytulil, mocno utulil tak aby wszystko poszlo w zapomnienie.

6

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
Anne_Bonny napisał/a:

Onama82, ja też niedawno dowiedziałam się o romansie męża.
Wiem jakie to potworne uczucie i współczuję Ci.
Podobnie jak Wy podjęliśmy decyzję o ratowaniu małżeństwa. Właściwie sama się temu dziwię bo zawsze byłam pewna, że zdrada to koniec wszystkiego. Widać, życie weryfikuje takie poglądy...
Czuję podobnie pewnie jak Ty, tą nieustającą huśtawkę. Raz wierzę, że wszystko będzie dobrze a za chwilę dopada mnie czarna rozpacz i doszukuję się manipulacji w postępowaniu męża.
Nie wiem kiedy i czy w ogóle te wątpliwości miną, na razie mam tylko nadzieję, że to była dobra decyzja.

Życzę Ci, żeby udało się Wam wyjść na prostą i stworzyć lepszą wspólną przyszłość.
Sama cały czas poszukuję tych historii ze szczęśliwym zakończeniem, one dają nadzieję.
Mam nadzieję, że taką właśnie historię opiszesz. Dużo siły życzę.

Tez nalezalam do tych osob peznych tego ze zdrada to koniec, ale tak jak piszesz zycie weryfukuje nasze poglady, zmienia nas na kazdym kroku.

Na te zdrade niestety zapracowalismy oboje i oboje musimy dac temu czola.Oczywiscie, ze to co zrobil jest niewybaczalne, ze to bylo egoistyczne z jego strony, ze zapmnial o mnie i poszedl do innej. Zniszczyl nasze wakacje, bo bedac ze mna (bez dzieci) pisal i tesknil do innej. Okazal sie bardzo slaby. Ja czekalam do tych wakacji, aby wlasnie odetchnac od wszystkiego, aby pobyc we dwoje i odbudowac nasze relacje, ale juz bylo za pozno...:(
Tlumaczyl sie tym, ze to bylo uzaleznienie od pisania, ze teraz gdy juz sie skonczylo czuje sie duzo lepiej, zaczelismy w koncu rozmawiac, a dawno tego nie robilismy.

Uprzedzilam go, ze teraz bedzie musial znosic moje humory, moj smutek i zale zwiazane z tym wydazeniem. Boje sie jednoczesnie, ze nie dam mu zyc i bede sie psychicznie wyzywac na nim sad

Nie bedzie to latwe, ale bedziemy nad tym pracowac.

7

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
Lulla_Lee napisał/a:

Taka sytuacja zawsze jest smutna i przygnębiająca.
Najważniejsze, że podjęliście wspolną decyzję. A czas pokaże czy słuszną. Powodzenia!

Dzieki, jesli nie sprobuje to nie bede wiedziala.
Gdybym odeszla to na pewno bym zalowala, ze nie podjelam innej decyzji zwlaszcza, ze wiem ze go kocham.

Drugiej szansy nie bedzie...

8

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
onama82 napisał/a:

a mam sie nad soba uzalac w nieskonczonosc?

Wiesz to nie chodzi o użalanie sie nad soba,  jesteś niecały miesiąc po informacji o zdradzie .

onama82 napisał/a:

Byl etap niedowierzania
Byl etap pytan ?dlaczego??
Byl etap rezygnacji
Byl etap ucieczki od wszystkiego na kilka dni
Byl etap wzglednego spokoju
Byl etap rozmow
Byl etap poczucia winy ?moze ja sie do tego przyczynilam?
Byl etap zlosci
Byl etap wyrzucenia z domu
Byl etap przemyslen, wspolnej analizy

I mimo ze daliscie sobie szanse niejednokrotnie to wszystko bedzie do ciebie wracac :

sama piszesz
kocham  go a potem nienawidze
mam ochote go przytulic ale czasami nie mozesz na niego patrzec
jednego dnia jestem spokojna a drugiego mam gorsze dni ......


To wszystko jest normalne i jeszcze nie jednokrotnie bedziesz bic sie z myslami , pytaniami , emocjami ..... ale na to potrzeba naprawde o wiele wiele wiecej czasu ............   aby to wszystko ogarnac ....

Zycze Ci powodzenia smile

9

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

duzo etapów przeszłaś w ten miesiąć...
ale sądzę, że one taqk naprawdę jeszdcze przed tobą...

10 Ostatnio edytowany przez onama82 (2014-09-10 15:21:34)

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Dla niektorych moze sie to wydawac krotko. Wiem, ze w porownaniu do innych to jest niewiele. Zdaje sobie sprawe, ze dlugo mi zejdzie przejscie do "jakiejs" rownowagi. Caly czas mam w swiadomosci, to co sie stalo.
Nie bede sie uzalac nad soba, po pierwsze nie chce, a po drugie chce cos zrobic by bylo lepiej, wiec dlaczego nie zaczac od razu?

Mama zawsze mi mowila, ze jestem w goracej wodzie kapana...

Dla niektorych to co zrobil moj K moze nawet nie byc zdrada, bo wedle tego, co mowil nie spal ze swoja kochanka, tylko byly rozmowy, spotkania w parku, przytulanki, calowanie i pisanie pikantnych liscikow.

Anne_Bonny, czytalam twoja historie, piszesz tam ze oboje sie przyczyniliscie do kryzysu, ale to on cie zdradzil. Ja tez zdaje sobie sprawe z tego, ze nie jestem zupelnie niewinna. Oddalilismy sie od siebie. On sie okazal slaby, gdy ja czekalam na ten dobry moment, ale sie nie doczekalam. Niestety.

K w rozmowach powiedzial, ze nie chcial sie z nia spotkac sam na sam, aby nie doszlo do czegos wiecej... Niby chcieli zakonczyc ten dziwny zwiazek juz dawno, bo rodzina, bo maz, zona... jednoczesnie nie potrafili zakonczyc pisania do siebie, a wpracy sie widzieli.

Nie wiem jak mam to interpretowac?

Tlumaczyl sie tym, ze z nia nie spal, jakby to go mialo uniewinnic od zdrady, bo mnie "nie zdradzil"? ze jak? a ta rzekoma milosc miedzy nimi i beznadziejna sytuacja, ze oboje sa juz w zwiazkach.

Odbija mi czesto pileczke, ze sama bym sie podobnie zachowala jak on... desperat.

Nie jest mi smutno, czuje tylko te nieznosna irytacje urazonej dumy.


...a tak z innej beczki

spisalismy sobie liste naszych zyczen, jak ma byc i wprowadzamy ja w zycie.

widze ze sie stara, ja tez sie staram.

zaczelismy od nowa... poprosil bym zostala jego zona, od nowa smile

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Witaj, jestem w bardzo podobnej sytuacji... Z tym , że u mnie mąż po 2 miesiącach znowu oszalał dla tamtej.. napisał jej że nie wytrzyma, że myśli o niej każdego dnia... Mam pytanie.. jak podeszłaś do problemu ich kontaktów? zabroniłaś całkowicie? Jak to jest?

12 Ostatnio edytowany przez onama82 (2014-09-10 16:36:37)

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
zona_jak_wszystkie napisał/a:

Witaj, jestem w bardzo podobnej sytuacji... Z tym , że u mnie mąż po 2 miesiącach znowu oszalał dla tamtej.. napisał jej że nie wytrzyma, że myśli o niej każdego dnia... Mam pytanie.. jak podeszłaś do problemu ich kontaktów? zabroniłaś całkowicie? Jak to jest?

Tego sie wlasnie boje, ze bedzie chcial sie z nia kontaktowac.

Moj K wie, ze ma jedna szanse, wiecej nie bedzie!

Warunki byly takie:

zero kontaktow, zablokowane konto na fb, ona w trybie natychmiastowym zwolnila sie z pracy (jesli nie ona to on by musial szukac inne pracy)

rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy... o wszystkim, szczerze,
okazujemy sobie milosc, troske, uwage, nawet przez drobne gesty.

pokazalam mu te forum do poczytania... powiedzial ze po lekturze kilku historii lepiej zrozumial swoj blad, lepiej zrozumial moje uczucia i to jaka krzywde mi wyrzadzil, ze byl egoista.

Mowie mu ze czasem mam mysli o odwecie i sie go pytam o jego punkt widzenia.

Po prostu rozmawiamy o naszych myslach i emocjach.

Wie, ze go kocham, ale wie tez, ze nie bede cierpietnica dla niego i nie dam sie tak ponizac.

Mam nadzieje, ze kocha mnie na tyle by sie ze mna zestarzec... ale tego bede pewna, gdy bede stara wink

13

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Jestem za szybkim dochodzeniem do siebie i nie użalaniem się nad sobą w nieskończoność, ale miesiąc?! Sorry, nawet ja w to nie wierzę.
Rok, moja droga, rok, to takie minimum, kiedy możesz powiedzieć, że jesteś na prostej smile Tyyyyyyle jeszcze przed Tobą ^^
Teraz przerabiasz etap "sztucznego optymizmu", ponieważ Twoja głowa pragnie na chwilę spokoju od czarnych myśli. Jak "euforia" minie, znowu popadniesz w doła i wszystko do Ciebie wróci.

14

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

miesiac i juz jestes na etapie budowania wszystkiego na nowo?

troche desperacko, nie widzę tego wcale. za szybko dalas mu te szansę. wątpie aby a takim wypadku sie starał, nie pokazalaś mu pożądnie że Cie skrzywidził.
ja przeszlam to 4 lata temu, niestety nie dalam drugiej szansy mimo że kochalam strasznie nie potrafilam juz na niego patrzeć.

15

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
Teo napisał/a:

Jestem za szybkim dochodzeniem do siebie i nie użalaniem się nad sobą w nieskończoność, ale miesiąc?! Sorry, nawet ja w to nie wierzę.
Rok, moja droga, rok, to takie minimum, kiedy możesz powiedzieć, że jesteś na prostej smile Tyyyyyyle jeszcze przed Tobą ^^
Teraz przerabiasz etap "sztucznego optymizmu", ponieważ Twoja głowa pragnie na chwilę spokoju od czarnych myśli. Jak "euforia" minie, znowu popadniesz w doła i wszystko do Ciebie wróci.

Ale ja nie mowie, ze doszlam do siebie, Mam mega wahania nastroju. Pewnie masz racje, ze to sztucny optymizm (nie wiedzialam, ze cos takiego jest).
Kazdego dnia sie zastanawiam jak to wszystko bedzie wygladac, mysle o tym.

Dzis mam zly dzien. NIe spalam dobrze.

Za szybko szansa? a kiedy jest ten dobry moment? Jeden powie pol roku, drugi 2 lata...

Wiem jaka podjelam decyzje i narazie sie tego trzymam.

ze desperatka jestem... nie sadze, ze to desperacja, to milosc, desperatka bym byla gdybym go blagala by zostal. To on mnie prosi bym nie odchodzila, bym ja go nie zostawila.

Mam czasem wrazenie, ze za malo "dalam mu popalic", ale nie jestem jakas zawistna i rzadna zemsty. NIe chce tych negatywnych emocji. Okazuje mu, ze sie zle czuje z tego powodu, mowie mu dlaczego. Bywam niemila i tez ranie slowami, to jest pewnego rodzaju obrona przed nim.

Nie ufam mu tak jak kiedys. Jest ojcem moich dzieci i chce by bylo nam dobrze i na tej plaszczyznie mu ufam, ale nie na plaszczyznie on i ja. Na to jest za wczesnie. Musi zapracowac na choc czastke tego zaufania. On wie o tym i sie stara,

Zobaczymy co bedzie dalej.

16

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
onama82 napisał/a:

Za szybko szansa? a kiedy jest ten dobry moment? Jeden powie pol roku, drugi 2 lata...

Dobry moment jest wtedy, kiedy Ty złapiesz równowagę, przepracujesz wszystko i w pewnym sensie pogodzisz się z sytuacją, wtedy, kiedy sama dobrze śpisz. A przez cały czas, kiedy przechodzisz przez wątpliwości i wahania on jest przy Tobie i Cię wspiera. I jak się ustabilizuje, to wtedy jest dobry moment.

Teraz, jak dal mnie, to Ty nadal jesteś w szoku i całe to piekło przed Tobą...

17

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
onama82 napisał/a:

Wiem jaka podjelam decyzje i narazie sie tego trzymam.

z doświadczenia powiem Ci tak.

Ja w pewnym momencie tez zadeklarowałam : Daje na szanse - mimo wszystko chcemy ratować w pierwszej "fazie " po rozmowach , analizach a do tego  on sie tak stara, żałuje, " staje na rzęsach" rozumie mój ból....

ale....

po czasie kilku miesięcy  pojawiły sie wątpliwości   czy ja psychiczne po mimo jego starań to udźwignę . Czy uda mi sie o tym zapomnieć , czy uda mi sie ponownie zaufać , czy w końcu stanę sie spokojna a nie czujna ........   a może lepiej to już zakończyć i sie nie męczyć .....

Czy u Ciebie tak będzie nie wiem ,  ale jeszcze mnóstwo pracy przed Toba /Wami .

18

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
Teo napisał/a:
onama82 napisał/a:

Za szybko szansa? a kiedy jest ten dobry moment? Jeden powie pol roku, drugi 2 lata...

Dobry moment jest wtedy, kiedy Ty złapiesz równowagę, przepracujesz wszystko i w pewnym sensie pogodzisz się z sytuacją, wtedy, kiedy sama dobrze śpisz. A przez cały czas, kiedy przechodzisz przez wątpliwości i wahania on jest przy Tobie i Cię wspiera. I jak się ustabilizuje, to wtedy jest dobry moment.

Teraz, jak dal mnie, to Ty nadal jesteś w szoku i całe to piekło przed Tobą...

hmmm Z ta rownowaga jest kiepsko,

Z twojej wypowiedzi plynie sugestia abym najpierw wrocila do rownowagi a potem mu dala szanse?

Dlaczego nie odwrocic tego? niech widzi co sie ze mna dzieje, niech uczy sie na swoich bledach, niech wie jak to naprawic.
Poza mna sa jeszcze dzieci. Czy mam odseparowac od nich kochajacego ojca? Juz starsza corka ma problemy emocjonalne, nie chce narazie burzyc im rodziny. Wiem, to on ja zburzyl, ale obraz jest zachowany.

On chce to naprawic, ja chce byc z nim.

To co, sie wydarzylo w pewnym sensie otworzylo mi i jemu oczy. Przegadalismy duzo i wiemy jakie bledy popelnialismy. Teraz probujemy sie zabrac do tego aby sie nie powtarzac.

A to, ze mam rozhwiana rownowage emocjonalna... niech sie stara ja przywrocic do spokojnego stanu. Jesli rzeczywiscie mnie kocha, to wytrzyma te burze, a jak nie, to trudno. przyjmujemy taka opcje do wiadomosci. Bede plakac, ale nie w nieskonczonosc.

19

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Onama82

Ja chyba rozumiem o co Ci chodzi z tym daniem szansy. Domyślam się, że jest trochę podobnie jak u mnie i ta szansa polega na razie na tym, że nie wyrzuciłaś męża z domu i dużo rozmawiacie, że nie złożyłaś pozwu natychmiast po odkryciu prawdy. Domyślam się, że to nie ma nic wspólnego z wybaczaniem bo na to chyba faktycznie za wcześnie. Tak naprawdę to pewnie jest taka szansa na szansę.

Ja wiem o wszystkim mniej więcej od trzech miesięcy i powiem Ci, że w tej chwili jestem wrakiem. Faktycznie czasem wydaje mi się, że jeszcze może być dobrze ale zaraz potem wszystko wraca.
Obawiam się, że osiągnięcie jakiejkolwiek pewności i spokoju będzie wymagać sporo czasu.
Czy podjęta decyzja była słuszna pokazać może chyba tylko czas. Mam nadzieję, że tak.

Pozdrawiam i życzę powodzenia.

20

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Anne_Bonny, onama82 - nie zastanawiajcie się nad wybaczeniem. Skupcie się na relacji między Wami. To teraz jest istotne. Jeżeli tu będzie ok, to wybaczenie samo przyjdzie.

Ja wybaczyłam dość szybko, dla siebie.
Do normalności - doszłam po 3 latach od zdrady.
Normalność - mam na myśli to, że zdrada już nie powodowała żadnych emocji.

21

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Anne_Bonny, smallangel
Dokladnie, tu nie chodzi o wybaczenie tylko o danie szansy na wspolne zycie. Jeszcze nie wiem czy sie uda, ale probujemy. Tego mu chyba nigdy nie wybacze, moge tylko mniej o tym myslec.

Mysle, ze doszlismy do zrodla problemu. Wiemy jakie byly bledy i jak mozemy je odsunac.

Wyzwanie teraz polega na ukladaniu naszego zycia od nowa. On wie, ze popelnil zabojcza rzecz dla naszego zwiazku, dla naszej milosci i wzajemnego zaufania. Wyznal, ze na poczatku chcial abym sie jakos dowiedziala, abym go zauwazyla i poczula sie zazdrosna. Potem sam zaczal przesowac granice tej znajomosci i nie potrafil skonczyc, bo sie ciagle widzieli w pracy. Wydawalo mu sie, ze jesli zdeklarowal jej , ze nie zostawi rodziny i sie z nia nie przespi (chociaz marzyli o tym) to nie stanie sie nic zlego. Mylil sie i teraz o tym wie.

Nie usprawiedliwiam tego co zrobil. przez niego poczulam sie niepotrzebna, niechciana, niekochana. Odwrocil sie ode mnie,  Jesli bylo kiepsko miedzy nami, to dlaczego nie probowal tego jakos naprawic, nawet nie pomyslal o tym? Jesli by mnie kochal to by zaczynal z inna!

Bylismy wczoraj napierwszej wizycie u psychologa. Uwazam, ze warto bylo.
Babka wyjasnila nam jak dziala mechanizm / charakter kobiety zdradzonej i co on moze zrobic, jak on moze postepowac w stosunku do mnie, aby ta zdrada mogla odejsc w cien. Powiedzielismy sobie wiele rzeczy juz wczesniej ale pewnych spraw nie potrafilam mu wyjasnic, czulam frustracje, ze on nie wie, a ja sama nie rozumiem i nie umiem tego wyjasnic. Teraz juz  wiemy wiecej o sobie.
Dala na wskazowki jak mozemy teraz pracowac nad naszym zwiazkiem, oboje. Trzeba je tylko wceilic w zycie smile


Najwazniejsza kwestia jest taka, ze OBOJE chcemy dac sobie szanse.


Teraz czeka nas zadanie domowe smile

22

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Onama82- myślę, że należy wybaczyć, by frustracje w nas ciągle nie narastały, a przeszłość nie miała wpływu na teraźniejszość. Ale na to przyjdzie odpowiedni czas. Tak od razu się chyba nie da. A może ktoś potrafi, jeżeli tak - to jest szczęściarzem. Mi w miarę szybko to przyszło. Chociaż pogodzić z tym wszystkim, zaakceptować to co się stało - tak łatwo nie było.
3 lata - mało, dużo? W sam raz by móc oddychać już nie skażonym powietrzem smile.

Psycholog - ciekawa jestem jak Was pokierowała, na co zwracała uwagę. My nie korzystaliśmy z psychologa. Daliśmy radę sami.

Powodzenia smile

23

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
onama82 napisał/a:

Bylismy wczoraj napierwszej wizycie u psychologa. Uwazam, ze warto bylo.

Onama82

Rozumiem, że byliście tam razem, czyli Twój mąż też wykazuje chęć naprawy. To chyba dobry znak. Domyślam się, że taka wspólna rozmowa z terapeutą musi być wyczerpująca, ale jeśli piszesz że było warto to bardzo dobrze.

My też myśleliśmy o terapii ale w tej chwili jestem ekstremalnie zmęczona całą sytuacją i zwyczajnie nie mam siły opowiadać tego wszystkiego jeszcze raz. Chodziłam do psychologa ale po wizytach czułam się jeszcze gorzej. Być może to kwestia 'dopasowania się' z psychologiem. Mam nadzieję, że trafiliście na odpowiednią osobę, która Was dobrze poprowadzi.
Trzymam kciuki!

24

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?
Anne_Bonny napisał/a:
onama82 napisał/a:

Bylismy wczoraj napierwszej wizycie u psychologa. Uwazam, ze warto bylo.

Onama82

Rozumiem, że byliście tam razem, czyli Twój mąż też wykazuje chęć naprawy. To chyba dobry znak. Domyślam się, że taka wspólna rozmowa z terapeutą musi być wyczerpująca, ale jeśli piszesz że było warto to bardzo dobrze.

My też myśleliśmy o terapii ale w tej chwili jestem ekstremalnie zmęczona całą sytuacją i zwyczajnie nie mam siły opowiadać tego wszystkiego jeszcze raz. Chodziłam do psychologa ale po wizytach czułam się jeszcze gorzej. Być może to kwestia 'dopasowania się' z psychologiem. Mam nadzieję, że trafiliście na odpowiednią osobę, która Was dobrze poprowadzi.
Trzymam kciuki!

Bylismy razem. na poczatku bylo troche trudno zaczac rozmawiac, ale z pomoca pani psycholog jakos sie udalo.
Myslalam, ze bedzie stawiac wiecej pytac, ale ona polecila nam ze soba rozmawiac, abysmy prowadzili jakis dialog, z tym ze podsuwala nam konkretne tematy, wiele z nich przerobilismy sami, ale nie z takim podejsciem. Po krotkiej wymianie zdan i obserwacji tlumaczyla nam obojgu nasze wzajemne emocje, skad sie biora i JAK mozemy sie wobec siebie zachowywac, CO i JAK mowic, tak abysmy sie zrozumieli.

Narazie byla jedna wizyta i duzo pomoglo. Psycholog nie umawiala sie z nami na nastepna wizyte, tylko powiedziala, ze "wszystko w swoim czasie" i umowimy sie z nia gdy bedziemy czuc potrzebe.


K pozniej przyznal, ze strasznie trudno mu bylo isc przed obca kobieta opowiadac o swoich emocjach. Ale z drugiej strony tak czasem calkiem komus obcemu to nawet lepiej...

W miedzyczsie mielismy jedna burze miedzy soba. Eehh dostal ode mnie w twarz, poraz pierwszy w zyciu. potem stwierdzil, ze mu sie nalezalo....

Teraz jest spokoj, szkoda, ze pozorny,
Pracujemy nad soba.

25

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Jak się trzymasz? Planujecie kolejną wizytę?

26

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Anne, dzieki za pamiec,
Mysle o kolejnej wizycie, ale najpierw chcialabym przerobic kilka rzeczy. Czas pedzi, jest duzo do zrobienia, czas dla dzieci. Nie jest latwo sie zebrac.

Raz lepiej raz gorzej. Miewam ciche dni, K sie denerwuje, ze jednego dnia jest lepiej, a drugiego dnia sie nie odzywam do niego. Troche to popieprzone.

Powiedzial mi, ze nie ma energii na nic, nie ma werwy z sobie i tak juz od roku bodajze. Mnie wkurza jego beirnosc i brak entuzjazmu na cokolwiek, on sie wkurza na mnie, ze ja na niego i tak sie kolo zamyka. Ciezko bedzie z tego wybrnac.
Schematyczny romansisk w chwilach slabosci, bo laska 10 lat mlodsza sie do niego przymiziala.... eeeh

Powidzialam mu, ze nie dam rady mu pomoc, musi sie wziasc w garsc, bo ja dlugo nie wytrzymam w takiej sytuacji.
Pytal sie mnie co moze zrobic w takich nerwowych sytuacjach. ... nie wiem!, powiedzialam mu ze ma BYC, ze musimy o tym rozmawiac i nie mozmy unikac tematu, nawet jesli emocje beda buzowaly. Nie da sie o tym zapomniec, to caly czas jest raz mniej raz bardziej w cieniu.

Czasem sama nie wiem czego chce.
Sa sytuacje pozornego spokoju, przytulamy sie i rozmawiamy, ale mam ochote sie na niego wkurzyc, nie chce go widziec, nie chce go slyszec i takie tam. Gdy sa sytuacje nerwowe, nie odzywam sie do niego albo fukam, to chce aby mnie przytulil. Gdy go nie ma tesknie za nim, chce slyszec jego glos i czuc jego obecnosc. Gdy jest nie chce go widziec... ze skrajnosci w skrajnosc...

OD jakiegos czasu unikam tez spotkan towarzyskich, gdy jest liczne grono, gdzie wszyscy znaja lalunie i w dodatku ja lubia...Nie czuje sie na silach byc miedzy tyloma ludzmi, gdy zwszyscy znaja sutyacje.
W niedziele mielismy jechac na urodziny jego chrzesniaczki i mielismy byc tylko my jako goscie. W czoraj sie dowiedzialam, ze nie i ze jeszcze ma byc bliska kolezanka tamtej...
wpadam w panike... boje sie, ze albo puszcza mi emocje i powiem cos niefajnego, albo bede te emocje tak bardzo trzymac na wodzy, ze sie nie bede odzywac do ludzi...

27

Odp: Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Trochę niepokojąca jest ta bierność Twojego męża. Może to przez wyrzuty sumienia? W każdym razie moim zdaniem temat trzeba przerobić, rozmawiać i pytać. To jest męczące ale chyba niezbędne.

Ja też oczekiwałam, że mój mąż domyśli się czy akurat potrzebuję od niego przytulenia czy zostawienia w spokoju ale powoli zaczynam rozumieć, że on nie czyta w myślach.

Rozumiem, że ciężko Ci spotykać się ze znajomymi gdy wszyscy wiedzą, to nie jest temat do analizowania w szerszym gronie. Swoją drogą, ciekawe towarzystwo skoro tak cienią kobietę która włazi z czyjeś małżeństwo.
Może masz jakąś jedną zaufaną osobę, która mogłaby Cię wesprzeć? To naprawdę pomaga.

Niestety nie mam dla Ciebie żadnej mądrej rady bo jak wiesz jestem w bardzo podobnym miejscu co Ty.
Mogę jedynie życzyć Ci dobrych decyzji i spokoju.

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja nadzieja na LEPSZA wspolna przyszlosc?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024