błagam o pomoc. Znalazłam się tutaj przypadkiem ale jakże się cieszę że chociaż tu można powiedzieć wszystko co zalega na sercu. Nie mam pojęcia jak to się stało i jak dopuściłam do tego że zapędziłam swoje życie w czarną dziurę i nie widzę żadnego wyjścia. powiem tak jestem mężatką od 9 lat w małżeństwie mi się nie układa i nie wiem czyja to wina moja męża raczej zakładam że obopólna ale powiem jak ja to odczuwam:zamieszkaliśmy u niego w domu razem z jego rodzicami i to był chyba największy błąd jaki mogliśmy popełnić. nie chcę się rozpisywać jak to wszystko wyglądało powiem tylko tyle że teraz jego rodzina całkowicie odwróciła się ode mnie. Mam też brata alkoholika którego bardzo kochałam tak kochałam dopóki nie narobił mi poważnych problemów finansowych oj przepraszam tak naprawdę to ja sobie ich narobiłam ale dla niego. No więc mój brat pozaciągał kredyty w różnych bankach a gdy nie dał rady ich spłacać miał próbę samobójczą przeżyłam to strasznie ponieważ ja nigdy wcześniej z takim czymś się nie spotkałam pochodzę z normalnej ułożonej rodziny i dlatego był to dla mnie taki szok. Próbując mu pomóc zaciągnełam dla niego kredyt i otworzyłam linnię kredytową na rachunku mojego męża i wszystko było dobrze dopóki pracowałam jak straciłam pracę wiadomo przestałam spłacać zadłużenie a co za tym idzie problemy oczywiście. teraz jestem na takim etapie że rodzina mojego męża dowiedziała się o tym i traktują mnie jak złodzieja a ja zrobiłam to tylko dlatego że bałam się o życie swojego brata bałam się że jeszcze raz to zrobi ale tym razem skutecznie i to wszystko co zrobiłam spowodowane było strachem.I jeszcze jeden i chyba najgorszy wątek mojego życia. gdyby ktoś był w takiej sytuacji jak ja potępiłabym taką osobę a teraz kiedy sama jestem w takiej sytuacji to już sama nie wiem co mam robić. zakochałam się w bracie ciotecznym swojego męża i to ze wzajemnością. i nie potrafię bez niego żyć mamy ze sobą romans i nie potrafimy tego skończyć bo się kochamy. i nie wiem jak to dalej będzie bo wiem że gdybyśmy byli ze sobą razem on straciłby całą rodzinę czego nie chcę ani on a z drugiej strony nie potrafimy się odkochać. On test moją opoką i największym przyjacielem. pomóżcie czy ja jestem nie normalna że wszystko czego się dotknę to niszczę czy życie jest takie.
Dorąbałaś do pieca i to ostro
Kredyt na męża zaciągnęłaś bez konsultacji z nim samym?
A może rodzina Twojego męża domyśla się, że masz romans z jego kuzynem i po prostu to był dodatkowy powód do oddalenia się od Ciebie przez wszystkich. Macie dzieci? Kochasz męża? Nie ujęłaś tych jakże istotnych faktów w swojej wypowiedzi...
Tak wlasnie "niewinne poczatki" komplikuja zycie. Blagasz o pomoc, ale nikt Ci nie poda gotowej recepty, bo taka nie istnieje.
Kredyt wzięłam bez konsultacji z mężem ponieważ on by nigdy się na to nie zgodził a ja pod wpływem strachu zrobiłabym wszystko i taka jest prawda. Męża już od bardzo dawna nie kocham bo jak można kochać mężczyznę który mnie ciąga, wyzywa itd. mamy ze sobą dwoje dzieci jeden ma 8 lat a drugi rok. teraz jestem w takiej sytuacji że niby pracuje ale na nic mnie nie stać bo jeszcze nie zarobiłam żadnych pieniędzy i nawet jak zarobię w tym miesiącu to tylko 1000zł a 700 muszę zapłacić opiekunce i znowu bieda. Dawno temu bym się wyprowadziła i próbowała ułożyć sobie życie nawet jak miałabym być sama to po prostu marzy mi się życie w spokoju z moimi dziećmi bo one nie zasługują na to co się wokół nich dzieje ale po prostu mnie na to nie stać i tak się wszyscy z tym męczymy. może nakreślę trochę stosunki moje z to mężem bo to ważne. powiem tak to w gruncie rzeczy dobry człowiek i ja też tak mi się wydaje tylko my ze sobą nie możemy żyć bo mamy całkowicie inne poglądy na życie ale spytacie pewnie jak doszło do tego że jesteśmy małżeństwem. nie wiem jak to się stało ja z natury jestem straszną romantyczką co już nie raz dało mi w kość ale nie potrafię zmienić samej siebie chociaż nie raz się starałam. i co tu dużo mówić zakochałam się w nim i tyle i świat nie istniał. Ja byłam bardzo młoda miałam 20 lat a on 27 on poprosił mnie o rękę a ja się zgodziłam i tyle. przed ślubem byliśmy ze sobą 2 lata i nic nie zapowiadało tego że będzie między nami tak źle. tyle że już tydzień po ślubie się zaczeło. On mnie maltretuje psychicznie i tyle jak chce coś ode mnie to nie próbuje tego żeby ze mną spokojnie porozmawiać tylko zawsze jedna gadka jak nie zrobisz to wulgaryzm i tyle.Jak chcesz coś ode mnie to musisz się ze mną pokochać a potem możemy rozmawiać dalej A ja nie mając gdzie tak siedzę w tym piekle czekając na cud tyle że cuda się nie zdarzają. A jeśli chodzi o kuzyna to wiem że to jest jedyna osoba z którą pragnę być a dlatego że on jest taki sam jak ja. to tak jakbym miała sobowtóra ale nie mam zamiaru wywierać na nim jakiegokolwiek nacisku, żadnej presji ani nic takiego on musi sam ze sobą dojść do porozumienia czego chce bo to nie jest łatwa sytuacja on to bardzo przeżywa bo nie wie co wybrać bo musi wybierać między mną a swoimi rodzicami którzy są fantastycznymi rodzicami ja nie chcę aby on ich stracił bo wiem jak on bardzo ich kocha tyle że mnie kocha bardziej jestem prawie pewna że wybierze mnie tylko jak on będzie z tym żył będzie cały czas rozdarty a jak ja odeszłabym to tak samo przepuszczam że pozostałaby w nim straszna pustka po mojej osobie i już nigdy nie byłby szczęśliwy.a do was nie oczekuję gotowej recepty tylko zwykłej rozmowy jestem bardzo ciekawa jak to widzą osoby postronne patrzące z boku nie zaangażowane uczuciowo itd.
Zabrania się używania wyrazów powszechnie uznawanych za obelżywe lub wulgarne.
moderatorka apoteoza
Dodam jeszcze tyle że ja bardzo patrze na siebie krytycznie przynajmniej się bardzo staram i czasami już tak myślę o sobie tak źle że mam ochotę się po prostu zabić żeby nikogo już z mojego otoczenia nie krzywdzić bo wydaje się mi że czego się nie dotknę to wszystko psuję. A w dodatku nie mam nikogo bliskiego kto powiedziałby dobre słowo bądź bez słów potrzymał zwyczajnie w milczeniu za rękę.
Ciężka sprawa, wydaje mi się że o życie, trzeba walczyć, nie jest tak że się źle układa to tak będzie...
Moja walka z życiem trwa już od 9 lat a w tej chwili jestem całkowicie wypompowana i najgorsze nie widzę wyjścia i nie wiem jak długo będę w stanie o nie walczyć ale przepuszczam że to ostatki sił a ja tak kocham życie i kiedyś byłam pełna życia i cieszyłam się każdą minutą a teraz myślę tylko o tym aby się skończyło.