No cześć dziewczyny ![]()
Jestem bardzo smutna. Studiowałam sobie na sggw (taka uczelnia w Warszawie) lesnictwo. Ale oblewałam ciągle kolokwia i ogólnie nie dawałam rady. To przez to, że jest tam aż 10 przedmiotów na pierwszym PÓŁRCZU i nie wytrzymywałam tego. Najbardziej boję się być pasożytem, jednostką społeczeństwa uzależnioną od pieniędzy rodziców. Ale dopóki się studiowało to oczywiście było to uzasadnione, bo przecież jak mam pracować skoro się na razie uczę, by potem pracować. Więc ok. Ale musiałam zrezygnować bo nie dawałam rady ;/
Po rezygnacji czułam lęk, że jestem na łasce rodziców, koleżanki mają pracę i dają radę a ja zmarnowałam studia.
Ale znalazłam nową uczelnię, też Leśnicze i zaoczne. Siedziałam do nocy nad książkami i teraz, na prawdę, mam bardzo porządne oceny. Dziś przy dziadkach tata mnie pochwalił i usłyszałam coś co mnie zaniepokoiło i dotknęło. "Ba, siedzi w domu, roboty nie ma, to się uczy, co ma robić" Może to się wyda głupie ale bardzo mi z tym źle. Czuję się bezwartościowa. Czuję się pasożytem, nie przydatną osobą, pomimo dobrych wyników w nauce. Czuję się ptakiem, który nigdy nie wyleci z gniazda. Takie są moje wrażenia.
Pocieszycie mnie trochę? ;( może coś doradzicie?