Witam was Netkobietki. . Piszę tu ponieważ nie radzę sobie sama ze sobą. Otóż w październiku wyszłam za mąż oczywiście z miłości. Mieszkamy na śląsku. Mój mąż służy tu w jednostce. Mamy wydaje się wszystko mieszkanie, budujemy dom oboje pracę w której się spełniamy a jednak ja czuję jakby mi czegoś brakowało. Znajome ciągle mi powtarzają że jestem szczęściarą bo mam takiego męża który zrobił by dla mnie wszystko i że sama znajduję sobie problemy. Zawsze było tak że w naszym związku było tak że niby oboje podejmowaliśmy decyzję ale i tak stawało na moim. On by mi nieba przychylił a ja i tak będę nie zadowolona. Nie wiem czemu tak się dzieje. Dochodzi do tego jeszcze zazdrość. Mój mąż uważany jest za przystojnego i kobiety się za nim oglądają a mnie krew zalewa i w drugą stronę działa to tak samo. Coraz częściej wspomina że chciałby abyśmy mieli dziecko ja unikam tego tematu ja tylko mogę. Boję się że to coś między nami zmieni, co z moją pracą, karierą dopiero skończyłam studia i zaczęłam swoją wymarzoną pracę. Nie jestem gotowa na dziecko a on naciska. Jego rodzina też mnie z trudem akceptuje, ponieważ twierdzi że nim rządzę i odsuwam od rodzina to chyba normalne że teraz gdy jesteśmy po ślubie to nie będzie latał na każde ich wezwanie a ja też nie przepadam za rodzinnymi obiadkami irytuje mnie to. Wczoraj też jego matka się obraziła bo nie przyszliśmy na obiad gdzie zjechała się całą rodzina a dziś złożyła mi wizytę i dała wykład na ten temat. Naprawdę któregoś razu nie wytrzymam i powiem co myślę. Fakt mąż zawsze staje w mojej obronie ale oni i tak mnie nie cierpią. Jeśli mam do wyboru spędzić z nim dzień sam na sam i z jego rodziną to jasne że wybiorę to pierwsze. Wracając do dziecka to i tak jestem w strachu bo spóźnia mi się okres nie wiem co zrobię. Może chociaż tu mi coś doradzicie może jesteście bardziej doświadczone nie wiem.
2 2011-12-27 14:04:25 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2011-12-27 14:05:06)
Wypunktuję:
1. Wiele osób uważa, że jak się bierze ślub to po to, by założyć rodzinę, a zatem postarać się o potomstwo. Może Twój mąż myśli podobnie? Rozmawialiście w ogóle PRZED ŚLUBEM o tym, jak wyobrażacie sobie to małżeństwo, czy ot tak poszłaś w dym bo miłość, bo biała sukienka...?
2. Jak sama zauważasz, nie jesteś najlepszą żoną: wieczne fochy, choć małżonek stara się przychylić Ci nieba, bezpodstawna zazdrość (chyba że o czymś nam nie napisałaś). Jego rodzina też Cię nie lubi, czy bez powodu? Widzą, że nim rządzisz, sama to zresztą przyznałaś, ale nie, TO NIE JEST NORMALNE. I żaden mężczyzna na dłuższą metę tego nie zniesie.
3. Co do rodziny: owszem, teraz to Ty jesteś dla męża najbliższą osobą. I pewnie, że on nie musi i nie powinien biegać do rodziców codziennie. Ale rodzinne obiadki co, powiedzmy, drugą niedzielę, to miła tradycja i nie masz prawa utrudniać mu kontaktów z rodzicami! Co z tego, że Ciebie takie obiadki irytują? TO SĄ RODZICE TWOJEGO MĘŻA! Jak urodzisz dziecko też nie zamierzasz wpadać z nim w odwiedziny do dziadków?
Reasumując: jesteś okropną egoistką. TY nie chcesz mieć dziecka, TY nie cierpisz obiadów z rodzicami męża, TOBIE wiecznie źle. A gdzie w tym wszystkim marzenia, potrzeby i szczęście Twojego ukochanego? Mąż jak na razie zachowuje się z wielką klasą, ale nie wiadomo, jak długo wytrzyma. A i sama widzisz, że nie budzisz w ludziach zbyt wielkiej sympatii.
Tak nie jestem najlepszą żoną. Nie utrudniam mu kontaktów ale nie znoszę takich spotkań. Chcę mieć dziecko ale jeszcze nie teraz. On twierdzi, że to najlepszy czas ale ja uważam inaczej. Oczywiście ze przed ślubem rozmawialiśmy jak ma to wyglądać że będziemy mieć dzieci ale nie tak szybko. Jego rodzina mnie nie lubi faktycznie ale nie potrafię nawiązać z nią normalnych kontaktów sama nie wiem dlaczego. Cały czas twierdzą że to ja rządzę to ja im go zabieram i izoluję i że w ogóle on na tym źle wyjdzie. Co do tej zazdrości nigdy nie dał mi powodów a i tak jestem zazdrosna. Ja natomiast dałam mu taki powód raz ale to jeszcze na początku naszego związku. nie wiem sama czego tak naprawdę chcę więc z chęcią posłucham waszych rad i słów nawet gdyby miały być niemiłe bo już nie wiem jak sobie poradzić jeszcze gdyby się okazało że jestem w ciąży na razie nie robię testu bo dopóki nie wiem to mam nadzieję że nie jestem.
4 2011-12-27 14:36:09 Ostatnio edytowany przez motylek79 (2011-12-27 14:37:37)
Moim skromnym zdaniem, decyzja o dziecku należy do dwojga, ale do kobiety tym bardziej, bo to ona rodzi, to ona chce pogodzic macierzyństwo z pracą itp. Powiedz mu ze nie jestes gotowa na dziecko i ze chcesz je miec, ale za 2, 3 lata.
Nie ulegaj presji rodziny. To Twoje życie, Twoje decyzje i Twoje malżeństwo a nie ich. :-)
(...)Cały czas twierdzą że to ja rządzę to ja im go zabieram i izoluję (...)
To nie tylko zdanie jego rodziny, ale i Twoje własne słowa.
(...)Zawsze było tak że w naszym związku było tak że niby oboje podejmowaliśmy decyzję ale i tak stawało na moim.On by mi nieba przychylił a ja i tak będę nie zadowolona.
(...)to chyba normalne że teraz gdy jesteśmy po ślubie to nie będzie latał na każde ich wezwanie a ja też nie przepadam za rodzinnymi obiadkami irytuje mnie to. Wczoraj też jego matka się obraziła bo nie przyszliśmy na obiad gdzie zjechała się całą rodzina
(...)Jeśli mam do wyboru spędzić z nim dzień sam na sam i z jego rodziną to jasne że wybiorę to pierwsze.(...)
Jesteś przeciwna kontaktom męża z jego własną rodziną. Powodem jest Twój despotyzm. Jak z niego zrezygnować?
Zrezygnować. Uświadomić sobie, prostą oczywistość. Uświadomić sobie, że Twój mąż ma takie same prawa co Ty. Że ma takie same potrzeby, jak Ty. Że jest człowiekiem, a nie Twym podnóżkiem, niewolnikiem, służącym. Przypomnieć i pamiętać o starym przysłowiu "Dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie."
Przesyłam duże ilości pokory.
Cały czas twierdzą że to ja rządzę to ja im go zabieram i izoluję i że w ogóle on na tym źle wyjdzie.
Nie chcę być w stosunku do Ciebie niemiła, po prostu patrzę na to obiektywnie. Pomyśl, czy nie mają racji? Nawet jeśli nie zabraniasz mężowi chodzić na te obiadki, to całą sobą zapewne pokazujesz, jak bardzo ich nie cierpisz i że wolałabyś, by on spędził ten dzień z Tobą. A mąż Cię kocha i na pewno czuje się rozdarty, może też rezygnuje z niektórych spotkań, żeby Ciebie nie wkurzyć/zasmucić... Sama też przyznałaś, że to Ty rządzisz ("i tak stawało na moim")...
A co do dziecka, jeśli przed ślubem wyraźnie powiedziałaś, że chcesz mieć je dopiero za parę lat, to rzeczywiście nie ma powodu, dla którego miałabyś ulegać naciskom męża.
Jestes rozpieszczona, i masz za duzo w tyłku ! Myślisz tylko o sobie, a gdybyś Ty chciała dziecko a On nie chciałby to jakbys sie czuła ?
Jeśli już tam idę to staram się być miła itd ale ich uwagi i docinki jak powinniśmy żyć i postępować, że miejsce żony jest zawsze przy meżu itd za wzór stawiają jego siostrę która jest kurą domową i nie pracuje tylko wychowuje dzieci. Ja tak nie potrafię muszę chodzić do pracy spełniać się nie po to tyle zrobiłam aby teraz to rzucić. Kocham męża i on mnie też ale nie poświęcę wszystkiego i on o tym wie. Wiedział o moich studiach o tym co będę robić, wspierał chociaż dzieliło nas prawie 400km a jego rodzinka zawsze uważała mnie za zadufaną w sobie i taką która chce wszystko. Mąż o tym wiedział i akceptuje to przynajmniej tak mi się wydaje. Tylko teraz chce tego dziecka. Twierdzi że to nie skreśla mojej pracy, że można mieć dziecko i pracować. Wiem że będzie mi pomagał i wspierał ale ja się zwyczajnie boję a sama nie wiem czego. Widze że nawet gdy mu coś nie pasuje to i tak przyznaje mi rację i jest tak jak ja chcę. Powiedziałam mu rano że spóźnia mi się okres ale boję się zrobić test więc kazał poczekać aż wróci z jednostki wieczorem. Nie wiem mam chyba duży problem z samą sobą.
Jeśli masz duży problem sama ze sobą i nie umiesz go samodzielnie rozwiązać, to możesz skorzystać z pomocy specjalisty - psychologa. Albo wystarczy Ci konsultacja, albo potrzebne będzie podjęcie własnej terapii.
Jeśli już tam idę to staram się być miła itd ale ich uwagi i docinki jak powinniśmy żyć i postępować, że miejsce żony jest zawsze przy meżu itd za wzór stawiają jego siostrę która jest kurą domową i nie pracuje tylko wychowuje dzieci. Ja tak nie potrafię muszę chodzić do pracy spełniać się nie po to tyle zrobiłam aby teraz to rzucić. Kocham męża i on mnie też ale nie poświęcę wszystkiego i on o tym wie. Wiedział o moich studiach o tym co będę robić, wspierał chociaż dzieliło nas prawie 400km a jego rodzinka zawsze uważała mnie za zadufaną w sobie i taką która chce wszystko. Mąż o tym wiedział i akceptuje to przynajmniej tak mi się wydaje. Tylko teraz chce tego dziecka. Twierdzi że to nie skreśla mojej pracy, że można mieć dziecko i pracować. Wiem że będzie mi pomagał i wspierał ale ja się zwyczajnie boję a sama nie wiem czego. Widze że nawet gdy mu coś nie pasuje to i tak przyznaje mi rację i jest tak jak ja chcę. Powiedziałam mu rano że spóźnia mi się okres ale boję się zrobić test więc kazał poczekać aż wróci z jednostki wieczorem. Nie wiem mam chyba duży problem z samą sobą.
Rozumiem, moja teściowa też czasem doprowadza mnie do szału, np. radami dotyczącymi dziecka wyrażanymi w formie "powinnaś... musisz..."
Ale po co się denerwować i rozwalać całą rodzinę? Uśmiechnij się, powiedz: "Dziękujemy za wskazówki, ale ja i ... (imię męża) ZDECYDOWALIŚMY, że zrobimy inaczej." I koniec dyskusji. Zrobicie tak parę razy i teściom powinno się odechcieć pouczania. Ale nigdy nie stawiaj męża przed wyborem "albo oni, albo ja", bo jedyną osobą, którą ranisz, jest Twój ukochany, dobry partner. Teściowie i tak mają Cię gdzieś.
A jeśli się okaże, że jesteś w ciąży - jeśli mąż faktycznie będzie Ci pomagał, to uwierz, że z jego wsparciem możesz wszystko. Mówi Ci to matka pięciomiesięcznej dziewczynki, która ma czas i na ukochaną pracę, i na hobby, i na wolontariat, i na zajmowanie się zwierzakami baaardzo specjalnej troski
, a nawet na piwo ze znajomymi w różnych miastach Polski.
I jeszcze jedna rada - spróbuj namówić męża, by nie ukrywał swych emocji, tylko szczerze mówił Ci, co czuje. Inaczej kumulowane, duszone w sobie uczucia kiedyś w nim wybuchną i to tak, że się nie pozbierasz z szoku. Daj mężowi być mężczyzną, podejmować decyzje... Nie tłamś go.
Dziecko to nie koniec świata Olu
można pracowac i wychowywać dziecko.
Chciałabym mieć z nim dziecko ale jak już pisałam boje się. I czasem sama jestem na siebie zła bo mam super faceta a nie umiem tego docenić. Czasem mam obawy czy sobie poradzę jako matka, jak zniosę ciążę itd. Widzę że Szymon bardzo chce dziecka, jak garną się do niego dzieci i na pewno będzie wspaniałym ojcem. Mam kontakt z dziećmi ale nie wiem jakby to było gdybyśmy my mieli takie maleństwo. Teraz jesteśmy sami i nic nas nie ogranicza. Ja pracuję w policji on jest żołnierzem więc jak mielibyśmy sobie poradzić z dzieckiem. Ale na razie dość jeszcze nie zrobiłam testu czekam z tym do 16 dopóki on nie wróci a potem zobaczymy.
(...)jak mielibyśmy sobie poradzić z dzieckiem. (...)
Tak samo, jak miliony innych rodziców.
"Zawsze było tak że w naszym związku było tak że niby oboje podejmowaliśmy decyzję ale i tak stawało na moim."
Czy zawsze musi być tak, jak Ty chcesz? Myślisz czasem o tym, czego pragnie Twój mąż? Jakie ma marzenia, potrzeby? On bardzo Cię jeszcze kocha, ale takich, którzy dbają tylko o własne JA nie da się długo darzyć uczuciem.
Twój mąż i jego rodzina chcą przyjąć Cię do swego grona, poznać bliżej, pewnie też pokochać. A Ty odtrącasz ich, nie chcesz widzieć kobiety, która wychowała tak kochającego Cię męża. Pomyśl o tym, jak bardzo boleśnie musi odczuwać to on, jako syn.Jeszcze Cię broni, tłumaczy przed matką, bo pewnie nie chce jej ranić. A jak czułabyś się Ty, gdyby twój mąż nie okazywał szacunku Twoim rodzicom? Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu traktujesz teściów jako wrogów. Spróbuj ich poznać, pozwól im poznać Ciebie. To są najżyczliwsi Wam ludzie, więc ich nie odtrącaj.
Hmm, a ja tak się zastanawiam czy niechęć do jego rodziców i niechęć do posiadania dziecka nie są powiązane, czy Ty czasem nie chcesz mieć męża wyłącznie dla siebie?
Jak się komuś nudzi, to zaczyna wymyślać.
Może i tak jest jak piszecie, że chcę go mieć tylko dla siebie ale okazało się że jednak tak nie będzie. Otóż zrobiłam test i jestem w ciąży. Jutro idę do lekarza. On jest w w niebie a ja mam dość. Na początku gdy wrócił z jednostki to obydwoje siedzieliśmy i nie mogłam się zebrać żeby zrobić ten test. Tylko się do niego przytuliłam a on powiedział że będzie dobrze. Jak już zrobiłam to się rozryczałam jemu tez się oczy zaświeciły tylko że mnie z rozpaczy a jemu ze szczęścia. Przepłakałam prawie cały wieczór w jego ramionach nie mogę się pozbierać. Cały czas rozmawiamy ale ja nie mogę mieć dziecka po prostu to do mnie nie dociera. Na codzień zajmuję się lidzkimi problemami jeżdżę na interwencję a nie potrafię sobie poradzić ze swoim. Jestem w totalnym dole. Szymon próbuje mnie uspokoić ale nie wiem jak mam się zachować. Teraz wyszedł a ja mam tysiące myśli.
Gratuluję, mimo Twych obaw. ![]()
Daj sobie czas na zaakceptowanie rzeczywistości. Nic na siłę. Powoli. Jeśli jesteś złą, to się odzłość. Nie szukaj na siłę przyjemnych uczuć.
Trzymam kciuki.
Patrzę na siebie i widzę przerażenie w oczach. Co ja mam zrobić. Jak sobie poradzić, postąpić? On chce iść jutro zemną do lekarza. Cały czas mówi jaki jest szczęśliwy, że będzie mnie wspierał a mi chce się płakać z bezsilności. Jestem zła na samą siebie że wpadliśmy ale teraz nie wiem kompletnie jak będzie wyglądało nasze życie.
Ha ha,ale problemy.Ja widze nie dojrzalą lalunie.Która: nie składnie się wypowiada,nie zna życia i nie ma prawdziwych problemów.Usuń i sie rozwiedz...rety.....
Na razie wasze życie niewiele się zmieni, chyba że źle będziesz się czuła. Ale ciąża to nie choroba.
Nie każda kobieta jest szczęśliwą, dowiadując się o ciąży. Bo dziecko to nie tylko duże szczęście (uwierz mi, wiem co piszę), ale też mnóstwo obowiązków. Najważniejszym to nie oszaleć na punkcie dziecka i robić wszystko, by mieć czas na wyjście z domu bez dziecka, by od niego odpocząć. Można to tak zorganizować, by mieć czas i na własną pracę, i na wychowanie dziecka, i na swoje różne przyjemności.
Dziecku do szczęścia potrzebna jest mama, ale bardziej potrzebna jest mu szczęśliwa mama.
Ja zrobiłam test na 6 tygodni przed skończeniem studiów, 8 tygodni przed wyjazdem na stypendium do CERNu. Potem przepłakałam cały dzień (no bo z wszystkiego wg mnie musiałam zrezygnować). 2 stycznia mija 16 lat od urodzin mojego pierwszego syna. Teraz wiem, że moje dzieci były moim motorem w życiu. Jak mogłam nie chcieć dziecka? Dziękuję naturze za tę wpadkę, bez tego może do dzisiaj nie zdecydowałabym się na dziecko (no bo przecież kariera!). Nie pamiętam bólu, zasypiania na zajęciach (które JA prowadziłam), wściekłości, gdy kolejna angina usadziła mnie w domu. Jeśli masz wsparcie męża - będzie dobrze. Jedyna rzecz do zamartwiania się to własne zdrowie. Szanuj męża - wygląda na świetnego faceta, a ty na rozkapryszoną jedynaczkę. Uwierz - po kilku latach takiego traktowania znajdzie się jakaś dla niego pocieszycielka. Obiadki u teściowej - ogranicz (raz na miesiąc?) - młodzi powinni SAMI prowadzić swoje gospodarstwo domowe, a nie stołować się u mamuśki. Nie rób z siebie cierpiętnicy - uwierz, że będzie dobrze, jeśli jesteś policjantką, jesteś silna, zdrowa, dasz radę! Ciąża to nie choroba, można do ostatniego dnia chodzic do pracy, a potem? Znam takie co po tygodniu już się wyrywały z domu. Czasem (choć to zależy bardzo od rodzaju pracy) wraca się do pracy bardzo szybko. Rynek opiekunek jest nieograniczony (żadne babcie - ostrzegam - to kończy chorobą nerwową całej rodziny). Trzymaj się, byle tylko dzieciak był zdrowy! Dasz radę!
Ja pierdziele! Irytują mnie takie dziewuchy... -.- Jak się za mąż wychodzi to najpierw trzeba poznać też rodzinę partnera, a nie potem jęczeć i gardzić rodzinnymi obiadami. Jak się nie chce mieć jeszcze dzieci to się używa antykoncepcji, a nie jęczy się, że się nie chce, a potem się jęczy, że o! jednak jest! No jak to możliwe?!
Masz sztuczne problemy i wymyślasz sobie ich więcej. Nie chcesz dziecka? Jedź do Anglii i usuń...
"ale ja nie mogę mieć dziecka", "Jestem zła na samą siebie że wpadliśmy ale teraz nie wiem kompletnie jak będzie wyglądało nasze życie."
Jeśli robi się A, to trzeba mieć świadomość, że z A może pojawić się B. Weź się w garść i pomyśl o maleństwie, które rozwija się w Twoim łonie- dla niego taki stres nie jest zbyt dobry.
Kobieto, masz kochającego męża, który Cię wspiera, staje po Twojej stronie kosztem kontaktów ze swoją rodziną... Dla Ciebie to mało?
Nawet jeśli miałabyś raz w miesiącu czy nawet raz na 2 tygodnie jechać na ten rodzinny obiadek, to krzywda Ci się stanie? Ugryziesz się w język zanim powiesz coś w odwecie komuś, kto mówi Ci coś niemiłego i jakoś przeżyjesz. Ale Twój mąż będzie szczęśliwy! Czy dla jego szczęścia nie powinnaś tego zrobić? Skoro jesteście małżeństwem, kochacie się, to moim zdaniem, jedno powinno drugiego uszczęśliwiać i odwrotnie. Nawet czasem kosztem samego siebie.
Ja próbowałam zaakceptować jego rodzinę jeszcze przed ślubem ale jakoś nie pałali chęcią. Jestem w stanie zrobić dla niego dużo ale bez przesady. Ciekawa jestem jaka będzie ich reakcja na to że jestem w ciąży. A tak ogólnie to połowę nocy nie przespałam znaczy przepłakałam. Szymon strasznie szczęśliwy jak się dowiedział o dziecku. Cały czas powtarzał że będzie dobrze itd. Chciałby żebym ja też cieszyła się z tego dziecka bo przecież jak powiedział ono jest bo się kochamy i widziałam w jego oczach łzy a to mu się nie zdarza zawsze jest twardy i nie okazuje słabości. Idziemy dziś do lekarza uparł się abyśmy poszli razem.
Może szczera rozmowa z jego rodziną by coś mogła pomóc?
Nie ma co ryczeć- stało się i się już nie odstanie. Trzeba zacząć coś zmieniać.
Naprawdę kochana nie doceniasz tego, co masz!
A masz o wiele więcej niż ja w momencie, kiedy ujrzałam magiczne 2 kreski na teście.
Miałam 19 lat, byłam sama za granicą, a facet miał nas gdzieś. Oczywiście, że przez chwilę pomyślałam, że to koniec świata. Bo musiałam spakować torbę, wracać do rodziców i liczyć na ich pomoc, bo na nikogo innego liczyć nie mogłam. Bałam się jak cholera, ale trzeba było zacisnąć zęby...
I co dalej? Moja Madzia ma prawie 4 lata. I nigdy, przenigdy nie żałowałam, że Ją mam. Nawet jak widzę w jej rysach twarzy człowieka, który nigdy nie chciał Jej poznać...
Chciałabym Tobą wstrząsnąć, wiesz?! Może Ci to pomoże.
Weź się w garść do diabła! Masz mieszkanie, pracę, wspaniałego męża i teraz nagle nie możesz mieć dziecka, które przecież nie pojawiło się znikąd! Teraz właśnie przyszedł czas, żeby przestać myśleć tylko o sobie, przestać przepłakiwać noce i w końcu pojąć to, ze teraz już (czy tego chcesz, czy nie) jesteś odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale również za tą małą istotkę, którą masz pod sercem... Skoro wiedziałaś, że nie chcesz teraz dziecka, trzeba było się zabezpieczać. Przecież nie masz 15 lat, wiedziałaś jak to może się skończyć. I teraz, nawet jeżeli nie było to Twoim marzeniem, pokaż że jesteś odpowiedzialną i silną kobietą. Że będziesz wspaniałą matką i żoną. Bo do tej pory nie byłaś niestety...
Mam nadzieję, że troszkę Ci to pomoże. Nie chciałam za ostro, wybacz jeżeli uraziłam...
I głowa go góry! Jasne, że będzie dobrze!
No i potwierdziło się jestem w ciąży 8 tydzień. Byłam w szoku gdy na usg zobaczyłam nasze dziecko. Z jednej strony czułam radość a z drugiej rozpacz. Gdy lekarka powiedziała że wszystko jest dobrze to tak dziwnie mi się zrobiło ścisnęłam męża za rękę i pierwszy raz od momentu zrobienia testu uśmiechnęłam się. Nie wiem. Szymon chce abyśmy powiedzieli jego rodzicom bo moi już wiedzą ale jakoś nie kwapię się do pójścia do nich. Jak mamy im to powiedzieć.
Gratuluję. ![]()
Jak masz to powiedzieć rodzicom męża?
Najprościej.
Wystarczy: "Jestem w ciąży" albo "Niedługo zostaniecie dziadkami".
![]()
GRATULUJE ![]()
Nie chodzi jak powiedzieć tylko jak mam tam iść i znosić znów uwagi teściowej to się zastanawiam czy jest sens. Ale nie wyślę Szymona samego. Znów będą mówić jak by to zrobiła ich córka itd, że powinnam juz teraz zrezygnować z pracy itd. Ja zrezygnuję dopiero gdy będzie coś widać a najwyżej będę unikała wysiłku fizycznego, bez groźnych interwencji.
Ola po pierwsze GRATULUJĘ
piękny Świąteczny prezent. Po drugie z pracy wcale nie musisz rezygnować (ja w dniu porodu byłam jeszcze w pracy
) a po trzecie jeśli teściowie raz jeszcze będą Ciebie chcieli pouczać - to grzecznie i ze spokojem - uświadom ich, że sama będziesz teraz matką, "cenisz"
ich rady ale niech uszanują i to, że jeśli będziesz miała problem to sama o radę poprosisz a teraz niech sobie odpuszczą i kontemplują to, że niedługo zostaną dziadkami (czasami opłaca się też ugryźć w język i udawać pokorne cielę....
). W ogóle to pamiętaj, że tatusiowie moga iść na urlop tacierzyński, więc nie musisz rezygnować na długo z pracy. Pogadaj o tym z mężem - macie sporo czasu na przemyślenia....
Pozdrawiam i życzę powodzenia
Matka Twojego męzą niech się odczepi, powiedz męzowi żeby powiedział jej ze ma się w tą ciąze nie mieszac, i wszystko zalezy od Was. Kiedy Ty bedziesz czuła ze czas odejśc z pracy to tak zrobisz.
W przypadku mojego męża taki urlop jest niemożliwy, niewykonalny jest żołnierzem, dowodzi grupą szturmową. Przerwa byłaby bardzo niekorzystna. Już wolę sama zrobić sobie wolne i opiekować się dzieckiem ale najdłużej 3 miesiące po urodzeniu. Jemu trudno jest jeden dzień wolny załatwić a co dopiero dłuższy.
Przede wszystkim nie karaj własnego dziecka za to, że jesteś w ciąży, bo skoro nie chciałaś to jest to jedynie tylko i wyłącznie Twoje niedopatrzenie. Już widzę, że wydziwiasz i piszesz, że będziesz opiekować się dzieckiem 3 miesiące, a potem co? Poślesz do internatu??
Proponuję zacząć łykać witaminy i sie uspokoić, bo na razie to strasznie wydziwiasz.
Teo źle mnie zrozumiałaś. Jak najszybciej chcę wrócić po porodzie do pracy, nie zamierzam siedzieć w domu dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola bez przesady. Są nianie itd.
Dziewczyno większość kobiet marzy o takim życiu jakie ty masz! Masz cudownego męża, oboje macie prace a teraz jeszcze spodziewasz się dziecka. Rozumie, że być może dla Ciebie na dziecko jest jeszcze trochę za wcześnie, że chciałaś się realizować zawodowo, ale pamiętaj, że macierzyństwo niczego nie przekreśla i jeśli tylko będziesz chciała poradzisz sobie ze wszystkim. Co do rodziców męża pamiętaj, że nie musisz ich lubić, nie musisz ich słuchać, ale powinnaś ich szanować bo oni zawsze będą już częścią waszego życia. Nie skupiaj się na problemach (które zresztą sama wyolbrzymiasz) ale teraz kiedy oczekujesz dziecka skup się na tym, aby tak poukładać sobie wasze życie, abyście stworzyli prawdziwie szczęśliwą rodzinę.
38 2011-12-28 19:15:39 Ostatnio edytowany przez ola26 (2011-12-28 19:17:00)
Łatwo wam powiedzieć ja miałam tyle planów, kursy specjalistyczne itd. a teraz? Fakt nie zrezygnuję z pracy już teraz ale zbyt długo też nie będę mogła pracować ze względu na jej specyfikę. Do tej pory byliśmy tylko dla siebie, nieograniczeni, częste wyjazdy itd. Szymon już był raz na misji być może pojedzie po raz kolejny to też budzi moje obawy.
Teo źle mnie zrozumiałaś. Jak najszybciej chcę wrócić po porodzie do pracy, nie zamierzam siedzieć w domu dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola bez przesady. Są nianie itd.
Niania, spoko, tylko po roku jak dziecko zacznie płakać za nianią, a uciekać przed Tobą, to pretensję możesz mieć tylko do siebie.
Złobek? Masakra i co 3 miesiące dziecko chore i Twoj przymusowy urlop.
Pracuj ile możesz, zastanów się nad wszystkim spokojnie i nie planuj na zapas i nie bądź taka restrykcyjna, bo jak widać z Twoich planów na razie nic nie wychodzi. A jak już coś zaplanujesz to staraj się pilnować, bo od samego "nie chce dziecka" nie uchronisz się przed ciążą, jak widać zresztą.
Praca moja i męża nie trwa cały dzień mam y wyznaczone służby w określonych godzinach i tyle chyba że wypadają jakieś szkolenia lub jego poligony.
Wielokroć sympatyczna i odpowiedzialna niania lepsza jest do opieki nad małym nawet dzieckiem niż mama, która marząc o powrocie do pracy siedzi w domu z dzieckiem zniecierpliwiona i wściekła.
ola26,
dasz sobie radę.
Nie pozwól sobie wmówić, że musisz być z dzieckiem 24 h/dobę, bo inaczej dziecku stanie się straszna krzywda.
Prawdą jest, że dziecku, nawet malutkiemu, potrzebny jest kontakt z dużą ilością sympatycznych dorosłych. Kontakty te są niezbędne, by świat nie kojarzył się dziecku z zagrożeniem, by dziecko nie myślał, że tylko w obecności mamy jest bezpieczne.
Teraz tak Ci się wydaje, że praca będzie nadal priorytetem, jak urodzisz... I co, to niania powie Ci o pierwszym uśmiechu, o ząbkach, o tym, co nowego dziecko już umie? Nie ruszy Cię to, jak dziecko rozpłacze się na Twój widok? Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak takie małe niemowlę potrzebuje matki...
Łatwo wam powiedzieć ja miałam tyle planów, kursy specjalistyczne itd. a teraz? Fakt nie zrezygnuję z pracy już teraz ale zbyt długo też nie będę mogła pracować ze względu na jej specyfikę. Do tej pory byliśmy tylko dla siebie, nieograniczeni, częste wyjazdy itd. Szymon już był raz na misji być może pojedzie po raz kolejny to też budzi moje obawy.
Ja nie mogę!! Ile Ty masz lat, żeby nie wiedzieć, że jak się nei chce miec dzieci to istnieje coś takiego jak antykoncepcja?! Jesteś dorosła i teraz zamiast przeklinać na czym świat stoi wypij piwo, ktore sobie nawarzyłaś, bo naprawdę okropny egoizm z Ciebie wyplywa. Jęczysz tylko, ze nei wiesz co zrobić, nic nie rob! Dbaj o siebie, nie jesteś gimnazjalistką, która wpadla tylko dorosłą kobieta i mężatką z ustabilizowanym życiem.
Oj rany, ok, miałaś tyle planów, ale wyobraź sobie, że życie układa się nam nie tak, jak sobie to wymarzymy. Life is brutal. Przestań obwiniać o wszystko ciążę, bo to nie jest coś abstrakcyjnego, co zsyła na Ciebie same problemy. Sama sobie nawarzyłaś piwa, którego teraz nie chcesz wypić. Czas chyba najwyższy, byś przyznała sama przed sobą, że swoje plany przekreśliłaś sama- dziecko nie jest niczemu winne, ono na świat się nie prosiło, nie wpychało łokciami i kolanami, żeby sobie posiedzieć w Twoim brzuchu i celowo zniszczyć Twój misternie układany plan na przyszłość. Wiesz, jak się robi dzieci.
W dodatku wyszukujesz problemy tam, gdzie inni by ich nawet nie zauważyli. Dostałaś od losu tak wiele dobrego- teraz czas, byś sama z siebie coś dała, nie można cały czas brać. Dziecko nie przekreśla szans na cokolwiek, może nadszedł czas, byś nareszcie dojrzała i wzięła odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za swój związek, życie rodzinne i swoje dziecko. Czas pomyśleć szerzej, niż w kategoriach "ja". I nie grymaś na teściów, bo za kilka miesięcy pomoc rodziców może okazać się nieoceniona, jeśli chcesz nie tylko szybko wrócić do pracy, ale i znaleźć chwilkę sam na sam z mężem w weekend. W opiece nad dzieckiem potrzebna jest pewna doza egoizmu- kobiety posiadające dziecko wcale nie poświęcają się macierzyństwu jak miłosierna samarytanka,nie mająca odrobiny wolności i możliwości osobistego rozwoju. Inaczej mielibyśmy społeczeństwo skwaśniałych matek w zaawansowanej depresji. Wystarczy trochę sprytu w granicach rozsądku i będzie po Twojemu.
Skończ więc użalać się nad sobą i uświadom sobie, że świat dalej kręci się ze stałą prędkością.
Pamiętaj, że to jak dalej potoczy się Twoje życie zależy tylko od Ciebie. Jeśli masz zamiar siedzieć i jęczeć jak to strasznie jesteś nieszczęśliwa bo zaszłaś w ciąże (no na Boga!!!), to zniszczysz życie sobie i swojemu dziecku oraz całej rodzinie. Skoro jesteś taka zaradna i zaangażowana, to pokaż wszystkim, że świetnie dasz sobie radę w roli matki pracującej, a dzidzia niczego nie zmieni tylko wypełni waszą rodzinę szczęściem. Weź się w garść i nie patrz tylko na czubek własnego nosa, bo to do niczego Cię nie zaprowadzi. Poza tym dziwi mnie fakt, o którym pisali poprzednicy, skoro nie chciałaś zajść w ciążę to dlaczego się nie zabezpieczałaś?? Tak nagle to na Ciebie spadło, takie to było zaskoczenie, przekreśla to Twoje wielkie plany... no cóż...
Troszkę mnie tu nie było. Próbowałam sobie to wszystko poukładać ale coś nie za bardzo mi wychodzi. Prawdopodobnie będę musiała zrezygnować z pracy wcześniej niż bym tego chciała. Jest to zbyt ryzykowne. Zrozumiałam to gdy ostatnio na interwencji zostałam uderzona w brzuch na szczęście nic się nie stało. Mąż też się o mnie martwi. Jeszcze pokłócił sie ze swoja matką. Za bardzo sie przejęła wiadomością że zostanie babcią i przesadzała więc zareagował dość ostro. Przynajmniej mam spokój. Dobra zrezygnuję z pracy i co mam robić przez resztę miesięcy. Przecież zwariuję.