apoteoza - nasza kultura to tysiąclecia maskowania wyglądu. W związku z tym jesteśmy nieprzystosowani do oglądania kobiet w stanie naturalnym. Czujemy wtedy, że coś nie gra, jakby się pojawił drugi Księżyc obok pierwszego albo jakby w którymś roku nie puścili "Szklanej pułapki". Ja też czuję się wtedy dziwnie, wiem, że coś nie gra. Ale już mężczyzn możemy oglądać nieupięknionych, choć są brzydsi z natury i wcale się nie starzeją ładniej. Nicholson ile ma fanek!
Gdybyśmy tak przez kilka lat oglądali się bez mazideł, nie byłoby problemu z akceptowaniem wyglądu bez mazideł. Ale nie będziemy się oglądać. 
Dlatego gdy mężczyźni będą oglądać kobiety nagle bez makijażu, pojawiać się będą myśli (w głowach, może w słowach), że trzeba się jednak umalować.
Nie powiemy tak samo siwym mężczyznom, gdy mają rysy zbyt miękkie lub zbyt twarde, gdy mają nos za duży, brwi krzaczaste - któremu powiesz, by się wycieniował i włosy powyrywał? Mężczyzna ma się umyć i czasem uczesać, pozostając mężczyzną. Tu się wygląd kształtuje, nie dodając obcych materii. W przypadku kobiet zbyt jesteśmy przyzwyczajeni do tapety, by naturalność nam się mogła podobać, a nawet - by makijaż wydał się czymś dziwnym. A jednak zmień w wyobraźni makijaż i biżuterię. Wyobraź sobie malowanie tylko jednej strony twarzy, albo makijaż Indian, nos przebity kośćmi zwierząt, dzwoneczki przy łokciach lub sutkach. I wyobraź sobie ludzi tak ubranych, tak umalowanych, na naszych ulicach. A przecież to kwestia przyzwyczajenia i 'kulturowego' gustu, że pewne formy umalowania uznajemy my (a na pewno dla kogoś są dziwne), a inne formy ktoś (i dziwne są dla nas), przyzwyczajenia i kultura określają miejsca, gdzie przywieszanie ozdób jest całkiem naturalne (już małe dziewczynki przekłuwają uszy), gdzie zaś na pograniczu normalności czy za pograniczem. 
Nie chodzi nawet o ilość - choć niektórzy kolczykami ściągają już pioruny. Wyobraź sobie człowieka z kolczykami, czterema, nie na uchu, jak widujesz, ale na środkowym palcu czy wzdłuż nosa. Normalność? A tyle samo sensu.
Wyobraź sobie, że kobiety nie powiększają sobie piersi, ale stopy, bo zamiast nieprzydatnych dużych piersi utrudniających bieg nagle uznaje się za piękne nieprzydatne duże stopy utrudniające bieg. Normalność? A sensu tyle samo. A może duże stopy ułatwiają? Pewnie zależy, jak duże.
Wyobraź sobie, że kobiety przycinają małżowiny uszne, by były prostokątne, zamiast przycinać wargi sromowe, by miały jakieś określone kształty. Tyle samo sensu, a jak inaczej to potraktujesz z uwagi na zwyczaj!
----
Tak więc malujemy się, kolczykujemy, przycinamy i powiększamy na pewne sposoby. Bez związku z funkcjonalnością. Natomiast w związku z kulturą - wystarczy kulturę zmienić i już mamy masakrowanie stóp maleńkim obuwiem - bo mają DOBRZE w czyimś mniemaniu wyglądać. Już inne malowanie, inne kolczyki, inne fryzury. Inne wzorce piękna. A czym jest piękno, jeśli za rzeką się zmienia w brzydotę? 
Zatem całe przeświadczenie na temat "jak się powinno wyglądać" jest zależne od kultury. Tu się urodziłem, tu coś obserwuję i UCZĘ SIĘ, co mi się ma podobać.
Zatem tak - młodość mi się podoba, a niezbyt mi się podobają twarze szlachcianek piękne przed wiekami. Podobają mi się piersi jędrne a nie sięgające ziemi. Ale nie dlatego, że są piękniejsze obiektywnie, a tylko dlatego, że mnie tego nauczono. I absurdalności przeróbek ciała zupełnie to nie zmienia. Może mi być tylko przykro, że się oceniania przez wyuczone schematy nie umiem oduczyć do końca.