witam wszystkie kobiety, które mnie teraz czytają:)
na początek pare słów o mnie gdyście lepiej mnie zrozumiały. Jestem 22 letnia trochę zagubioną dziewczyną-kobieta. Studiuję na 5 roku psychologie w Niemczech. Uwielbiam śpiewać i tworzyć muzykę, taniec i niekonwencjonalne rozrywki.
nie mam mężczyzny, ale doskonale dogaduję sie z facetami (większość moich przyjaciół to faceci). jestem obiektywnie atrakcyjna i inteligentna. jestem sama i czasem mi to przeszkadza. a nawet chciałabym miec kogos z kim bym sie dobrze dogadywala, mogla czuc sie sama sobą i wspólnie szła przez życie. i tu sie zaczyna problem , bo poznalam tylu mężczyzn ze glowa mała ale jeszcze nie znalazłam tego jedynego,a jak znalazlam to w nasze relacje skończyły sie po 5 miesiacach. i do tej pory zawsze zwalalam wine na facetow. ale powoli zaczynam sie zastanawiac czy to nie ja jestem powodem. i czesto jak sie nad tym głębiej zastanowię to mozna odnieść wrażenie ze od kazdego z tych mężczyzn wymagalam wiecej niz mi mogli dac, a to co dawali nie widzialam . mozna odniesc wrazenie ze czekam na ksiecia z bajki jak ksiezniczka z bajek disneya. szukam idealu ktorego nie ma.
nie wiem jak sformułować moja rozterke inaczej (jestem nowicjuszka na forum w ogole).
jednakże bede wdzieczna za kazda opinie z waszej strony:)
pozdrawiam
ania
Ty nawet nie popełniasz błędów, tylko tworzysz jakieś nowe, dziwne wyrazy.."studjuię" (?), "skaczyly"(?).
Proszę zapoznać się z regulaminem forum.
moderatorka apoteoza
i czesto jak sie nad tym glebiej zastanowie to mozna odniesc wrazenie ze od kazdego z tych mezczyzn wymagalam wiecej niz mi mogli dac, a to co dawali nie widzialam .
Czego od nich oczekiwałaś i co dostawałaś od nich, że Ci nie wystarczało?
3 2011-12-03 14:56:29 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-03 14:57:27)
witaj Aniu,
z tego , co piszesz stawiasz wymagania. To samo w sobie , jeszcze nic zdroznego. Dobrze jest stawiac wymagania.
Piszesz , ze Cie to troche zastanawia, ze tracisz zwiazki. No coz, mysle , ze to wcale nie musi byc powod, dla ktorego te rozstania. Moze po prostu to jeszcze nie byl TEN ?
Gdyby to BYL TEN, to na pewno bys to poczula. Jestes taka mlodziutka. Zwiazek z mezczyzna , to jeszcze nie wszystko. Jak sama wiesz ;-)
anja_niepewna napisał/a:i czesto jak sie nad tym glebiej zastanowie to mozna odniesc wrazenie ze od kazdego z tych mezczyzn wymagalam wiecej niz mi mogli dac, a to co dawali nie widzialam .
Czego od nich oczekiwałaś i co dostawałaś od nich, że Ci nie wystarczało?
wiesz... opieki, tego by byli na kazde moje zawolanie, bezgranicznego poswiecenia, tego by byli, rozumieli, troche by " znosili te kobiece grymasy" by chcieli brnac przez zycie ze mna, by marzyli o tym o czym ja marze...
brzmi w sumie tak jak powinno wygladac w zwiazku
jednakze jest ta droga strona, a propos, ze jestem dosc krytyczna jezeli chodzi o status intelektualny i finansowy oraz potencjal i plany przyszlosciowe. nie wiem skad to sie we mnie wzielo ( pewnie od mamy) ale pragne widziec w facecie osobe ktora wie czego pragnie i do tego dazy ma potencjal i i go nie marnuje na granie calymi dniami na playu albo w barze. faceta ktory nie zostawi mnie z byle powodu, ktory sie nie poddaje bo jest wlasnie ciezszy moment w zwiazku, facet ktory bedzie odpowiedzialny. oraz nie ma problemu z alkoholem czy uzywkami.
czy wymagam za wiele. moj dobry kolega (straszy facet- 30 latek) stwierdzil kiedys ze wysokie mam wymagania (przede wszystkim dla mezczyzn w niemczech (bo tutaj mieszkam). ale na moje pytanie zwrotne czy powinnam z tych wymagan zrezygnowac powiedzial ze nie. ze sa to sluszne i racjonalne wymagania, a wiec o co chodzi?
moze masz racje moze jeszcze nie spotkalam TEGO
Masz 22 lata, jesteś młoda, masz racje ideały nie istnieją i musisz zwyczajnie czekać na takiego którego byłabyś w stanie zaakceptować:)
tego by byli na kazde moje zawolanie, bezgranicznego poswiecenia
To nie chodzi o to, że masz za wysokie wymagania, tylko jakieś chore wyobrażenie o związkach. To, co opisałaś, miłością na pewno nie jest.
wiesz... opieki, tego by byli na kazde moje zawolanie, bezgranicznego poswiecenia,
Tak jak powiedziała już BabaOsiadł masz chore wyobrażenie o związkach,
idźmy dalej
tego by byli, rozumieli, troche by " znosili te kobiece grymasy"
Jesteś osobą, która wiele wymaga od innych, a najmniej od siebie samej. Oczekujesz akceptowania swoich jak to ujęłaś "kobiecych grymasów" zamiast popracować nad sobą.
by marzyli o tym o czym ja marze...
Chcesz aby marzyli o tym co Ty, bo chcesz realizować tylko własne marzenia i masz nadzieje, że dzięki temu pomogą Ci je zrealizować
brzmi w sumie tak jak powinno wygladac w zwiazku
Tyle, że pasożytniczym
faceta ktory nie zostawi mnie z byle powodu
Na ogół nikt nikogo nie zostawia z byle powodu. Częściej się zdarza, że druga strona nie dostrzega błędów, które ciągle popełnia.
czy wymagam za wiele.
Tak
moj dobry kolega (straszy facet- 30 latek) stwierdzil kiedys ze wysokie mam wymagania (przede wszystkim dla mezczyzn w niemczech (bo tutaj mieszkam). ale na moje pytanie zwrotne czy powinnam z tych wymagan zrezygnowac powiedzial ze nie. ze sa to sluszne i racjonalne wymagania, a wiec o co chodzi?
Może kolega chciał być miły?
ale powoli zaczynam sie zastanawiac czy to nie ja jestem powodem. i czesto jak sie nad tym głębiej zastanowię to mozna odnieść wrażenie ze od kazdego z tych mężczyzn wymagalam wiecej niz mi mogli dac,
Tak, problem tkwi w Tobie, ale nie w tym, że Ci panowie za mało Ci dawali. To Ty masz wymagania, które nie sposób spełnić. I każdy prędzej czy później rezygnuje. Musisz popracować nad sobą, a nie obwiniać o wszystko facetów.
Dokładnie. Zgadzam się z moimi przedmówczyniami. Nie możesz wymagać od facetów by mieli takie same marzenia co Ty czy mieli taką samą opinię na jakiś temat. Próbujesz im narzucić swoje zdanie, które niestety do niczego dobrego nie prowadzi. To, że chcesz mieć ich na każde Twoje zawołanie, brzmi egoistycznie. Czy pomyślałaś choć raz jak Ty byś się czuła, gdyby ktoś miał takie wymagania wobec Ciebie?
tego by byli na kazde moje zawolanie, bezgranicznego poswiecenia, tego by byli, rozumieli, troche by " znosili te kobiece grymasy" by chcieli brnac przez zycie ze mna, by marzyli o tym o czym ja marze...
z tego , co napisalas teraz, wydaje mi sie , ze oczekujesz kompletnego oddania.
Dlaczego jakis mezczyzna mialby to robic??
Przeciez to byloby chore, cos w rodzaju podporzadkowania sie drugiej osobie. CZY TY TEGO NAPRAWDE CHCESZ??
Moze nalezaloby sie zastanowic skad sie to w Tobie bierze ?
Dodam tylko jedno.
Czasy niewolnictwa dawno się skończyły.
Dziękuję za wasze opinie. Z częścią się zgodzę, część na pewno da mi do myślenia. Ale najbardziej mnie ciekawi jak więc powinien wyglądać związek. jakie są realia związku. Jesteście doświadczonymi kobietami,które jedno bądź więcej przeżyły. bede wdzieczna za kazda wskazowke:)
pomaranczowa 1 - analizowałam dość dokładnie przyczynę takiego oto podejścia do związków. w mojej rodzinie są kobiety silne, kobiety które zawsze same musiały zadbać o dobro rodziny. moj dziadek umarł dość wcześnie, a wiec moja babcia była zdana na siebie i cieżko pracowała by wykarmić trójkę dzieci. moja mama wyszła za mąż bo musiała (ciąża). ojciec pracował całe życie za granicą, a wiec moja mama prowadziła dom, i "rozporządzała" pieniędzmi. a ponieważ mój ojciec po tym jak sie mu kontrakt skączył wrócil do domu i od tamtego czasu (a wiec jakies 10 lat) przeżywałam w domu tylko kłótnie. moja mama chcąc mnie chronic wmawiala ze mezczyzni sa by zarabiać na rodzine. sprowadzała ich do tego poziomu i ... choć bardzo nie chce w to wierzyć jest to we mnie tak głeboko, że nie potrafie z tym walczyć. często sie łapie na tym, że nowo poznanego faceta odrzucam zaraz po tym jak sie dowiem czym sie zajmuje. brzmi to fatalnie, wiem ,ale prosze nie oceniajcie.
kolejny czynnik to fakt,ze mnie wychowywala tylko moja mama, bez rzeczywistej postaci ojca w domu. nigdy wiec nie doznałam opieki ojcowskiej w tej formie jaka powinna mała ksiezniczka od swojego tatusia doznać. nikt mnie nie chronil, ojciec nie kładł mnie do snu etc.
spaczone "prawdy" mojej mamy, brak postaci ojca, brak wzoru meza i ojca sprawiaja chyba ze tak mysle.
w moim ex sie bardzo zakochałam, byłam tak ślepo zakochana ze chcialam wszystko rzucic i zacząć zycie z nim w polsce. otworzyłam sie na niego, marzylam, wierzylam i byłam szczesliwa z kazdego spotkania ( prowadzilismy zwiazek na odleglosc przez jakies pol roku) jednakze on mnie rzucil ( w maju tego roku). bardzo przezylam nasze rozstanie, bo to wlasnie byla troche taka bajkowa historia. poznalismy sie dzieki temu ze mnie zabral "na stopa". milosc od pierwszego wejrzenia. wiedzialam ze pragne z nim byc. oraz otwarcie powiedzialam mu ze mam troche spaczone doswiadczenia jesli chodzi o mezczyzn i ze potrzebuje jego pomocy jesli chodzi o zwiazek, zeby mi mowil gdy bede przesadzala. juz wtedy czulam ze moje wyobrazenie o relacjach z mezczyzna sa malo efektywne, ze sa abstrakcyjne. jednakze chyba fakt ze bylismy na odleglosc nie pozwolil nam nad tym pracowac.
apoteoza- mam nadzieje ze teraz spojrzysz troche mniej srodze na mnie i moze podzielisz sie zdrowym spojrzeniem, bo ja go nie znam, a ocenianie i rzucanie prawda w oczy- tak jest potrzebne, ale gdybym nie wiedziala ze mam problem nie prosilabym o pomoc:)
Wychowanie, wychowaniem.
Dzieciństwo bez odpowiednich wzorców, trudnym dzieciństwem.
Zgadzam się, wszystko to ma wpływ na zachowanie. Ale... mamy jeszcze rozum, którym można się posługiwać. I to z pozycji rozumu traktować drugą osobę (nie tylko swego towarzysza życia) jak partnera. Traktować tak, jak sama byś chciała być traktowaną.
Jesteś studentką ostatniego roku psychologii. Wszystko to (traktowanie drugiego człowieka) powinno być Ci znane ze studiów. Również i to, że w przypadku tak silnego oddziaływania przeszłości na życie obecne warto podjąć własną terapię. Jeśli chcesz pracować w zawodzie mając taką postawę, własna terapia powinna być Twym absolutnym priorytetem. Inaczej będziesz szkodzić ludziom a nie im pomagać.
wielokropku
oczywiscie. jestem na 5 roku studiow, i jezeli chodzi o stosunki miedzyludzkie nie mam z tym problemow
(chociaz studia psychologii sprowadzone do nauki o komunikowaniu sie z drugim czlowiekiem to za malo).z mezczyznami rowniez sie super dogaduje. problem zaczyna sie gdy relacje przybieraja charakter romansu, gdy pojawiaja sie emocje. a wtedy jestem tylko czlowiekiem. poza tym prosze nie wychodzic z zalozenia ze zycie zawodowe rowna sie zycie prywatne. najwiecej palaczy znajduje sie wsrod lekarzy
i chcąc zostac psychoterapeutka dzieci i mlodziezy przezyje obowiazkowo na wlasnej skorze terapie. jednakze wszystko w swoim czasie.
(...) poza tym prosze nie wychodzic z zalozenia ze zycie zawodowe rowna sie zycie prywatne. najwiecej palaczy znajduje sie wsrod lekarzy
i chcąc zostac psychoterapeutka dzieci i mlodziezy przezyje obowiazkowo na wlasnej skorze terapie. jednakze wszystko w swoim czasie.
WIEM, że życie prywatne to nie życie zawodowe.
Wiem również, że mając tak poważne problemy emocjonalne i takie postawy wobec TŻ nie będziesz mogła doradzać osobie, która znajdzie się w podobnej do Twojej sytuacji. I nie dotyczy to tylko prowadzenia psychoterapii, dotyczy to również prowadzenia konsultacji i poradnictwa.
hmm... z tego co zauwarzylam jestem lepsza jesli chodzi o zycie innych niz jesli chodzi o wlasne problemy:)
ale wracajac.
jestem szczerze ciekawa jakie sa realia zwiazkow. jakie sa wasze doswiadczenia.
Każdy człowiek, mężczyzna również
, jest integralną jednostką, której integralność i niezależność należy szanować. Dlatego w każdym związku powinien być czas dla Was (czyli spędzany wspólnie), ale także miejsce na życie każdego z osobna - na własne pasje, zainteresowania, odrębnych znajomych, niezależne wyjścia - jest to wręcz niezbędne do stworzenia zdrowej relacji, w której każdy będzie miał poczucie niezależności oraz tego, że ważny jest zarówno on sam, jak i jego potrzeby. Jest też oczywiste, że dorosły, dojrzały człowiek powinien mieć własne zdanie, plany i marzenia, a jego świat nie może kręcić się wokół jednej jedynej osoby, czyli w tym przypadku Ciebie. Jeśli jest inaczej, jest to wręcz powód do niepokoju i obaw, a oczekiwanie takiej postawy wydaje się być bardzo niedojrzałym, egoistycznym podejściem.
Tu naprawdę nie chodzi o to, żeby Cię atakować, jeśli jednak nie zrozumiesz tych oczywistych prawd - będzie Ci naprawdę bardzo trudno znaleźć partnera, który nie tylko zdecyduje się stworzyć z Tobą związek, ale również, co wydaje się bardzo ważne, będzie w tym związku naprawdę szczęśliwy, a tym samym będzie dążył do jego trwałości.
17 2011-12-04 21:37:18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-12-04 21:38:30)
Pytasz o doświadczenia.
Jestem mężatką od 28 lat. Mój związek jest partnerskim. Żadne z nas nie trzyma drugiego w klatce, żadne nie jest niewolnikiem drugiego, nikt nikogo nie wykorzystuje i nie traktuje jak podnóżek. Ani mój mąż nie jest udzielnym księciem, ani ja nie jestem królową. Żadne z nas nie wymaga i nie oczekuje opieki od drugiego - jesteśmy sprawnymi ludźmi, na zniedołężnienie jeszcze czas. "Humorów" nie mam, mój mąż - też. Jeśli coś nam nie pasuje w zachowaniu drugiego - mówimy o tym i załatwiamy sprawy na bieżąco. Odkładanie nie ma sensu, grozi wybuchem złości. Mamy sporo wspólnych spraw, ale też każde z nas ma swoje sprawy.
I, mimo różnych trudności i kłopotów, jesteśmy szczęśliwi.
***
Jesteśmy bardzo niezależnymi osobami.
Dziękuję za wasze opinie. Z częścią się zgodzę, część na pewno da mi do myślenia. Ale najbardziej mnie ciekawi jak więc powinien wyglądać związek. jakie są realia związku. Jesteście doświadczonymi kobietami,które jedno bądź więcej przeżyły. bede wdzieczna za kazda wskazowke:)
A ja odpowiem Ci tak:
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje (...)
I kolejny cytat:
(...)
Wtenczas Almitra znów przemówiła i rzekła: A cóż nam powiesz o małżeństwie, mistrzu?
A on odrzekł mówiąc:
Zrodziliście się razem i razem na zawsze pozostaniecie.
Pozostaniecie razem, aż białe skrzydła śmierci rozwieją wasze dni.
Zawsze pozostaniecie razem, nawet w milczącej pamięci Boga.
Lecz zachowajcie wolną przestrzeń w waszej wspólnocie.
I niech niebiańskie wiatry pląsają między wami.
Miłujcie się nawzajem, lecz nie narzucajcie pęt swej miłości.
Niech raczej falujące morze powstanie pomiędzy brzegami waszych dusz.
Napełniajcie nawzajem wasze kielichy, lecz nie pijcie z jednego kielicha.
Dzielcie się chlebem, lecz nie pożywajcie tego samego bochenka.
Śpiewajcie, tańczcie ze sobą i bądźcie weseli, lecz niech każde z was pozostanie samotne.
Tak jak struny lutni pozostają samotne, choć każda drga tą samą melodią.Obdarzajcie się sercami, lecz nie bądźcie ich strażnikami.
Bo tylko ręka Życia może zawrzeć wasze serca.
Stójcie obok siebie, lecz nie nazbyt blisko jedno drugiego;
Albowiem filary świątyni stoją oddzielnie,
A dąb ani cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego. (...)
I kolejny tego samego autora:
(...)
Wtenczas wystąpił pewien budowniczy i rzekł: Mów nam o domach.
A on odpowiadając rzekł:
Wybudujcie ze swych wyobrażeń sadybę na pustkowiu, zanim zaczniecie wznosić dom wśród murów miasta.
Albowiem tak jak wracacie o zmierzchu do domu, tak też powraca ten wędrowiec w was, zawsze daleki i samotny.
Wasz dom jest waszym poszerzonym ciałem.
Rośnie w słońcu, spoczywa w ciszy nocnej i nie jest pozbawiony snów. Czyż wasz dom nie śni?, a śniąc, czyż nie opuszcza miasta dla lasu lub pagórka?Obym mógł zebrać wasze domy w swej dłoni i jak siewca rozrzucić je po lasach i łąkach.
Oby doliny stały się waszymi ulicami, a zielone ścieżki alejami; żebyście poszukiwali się wśród winnic i powracali, unosząc w szatach zapach ziemi.
Lecz to się jeszcze nie stanie.
Z lęku wasi przodkowie zgromadzili was zbyt blisko. A ten lęk przetrwa jeszcze długie lata. Jeszcze przez długie lata mury miast będą oddzielać wasze ogniska domowe od pól.Powiedzcie mi, mieszkańcy Orfalesy, cóż takiego posiadacie w tych domach? I czego strzeżecie za zamkniętymi drzwiami?
Czyż posiadacie spokój, umiarkowany impuls ujawniający waszą potęgę?
Czy posiadacie wspomnienia, te lśniące łuki spajające wierzchołki umysłu?
Czy posiadacie piękno, które wiedzie serce od rzeczy ukształtowanych w drzewie i kamieniu ku świętej górze?
Powiedzcie mi, czy macie to wszystko w waszych domach?
Czy też macie tylko wygodę, pożądanie wygody, podstępną istotę, która wchodzi w wasz dom jako gość, a potem staje się gospodarzem i panem?Tak, staje się pogromcą i za pomocą haka i bicza zamienia wasze wielkie pragnienia w kukiełki.
Choć ręce ma jedwabiste, jego serce jest z żelaza.
Kołysze was do snu, aby stać przy waszym łożu i kpić z godności ciała.
Oszukuje wasz zmysł słuchu i ukrywa go jak kruche naczynie w puchu ostów.
Zaprawdę pożądanie wygody zabija entuzjazm duszy, a potem szyderczo się śmiejąc kroczy na pogrzebie.
Lecz wy, dzieci przestrzeni, niespokojni wśród spokoju, nie będziecie schwytani ani poskromieni.
Wasz dom nie będzie kotwicą, lecz masztem.
Nie będzie błyszczącą błonką przysłaniającą ranę, lecz powieką chroniącą oko.
Nie zwiniecie waszych skrzydeł, aby przejść przez drzwi, nie schylicie głowy, aby nie uderzyć o sufit, ani nie stłumicie oddechu, żeby ściany nie zarysowały się i nie zawaliły.
Nie zamieszkacie w grobowcach wzniesionych przez zmarłych dla żywych.
I choć pełen wspaniałości i splendoru, wasz dom nie przechowa waszego sekretu ani nie da schronienia waszemu pożądaniu.
Albowiem to, co w was jest nieskończone, zamieszkuje pałac nieba, którego drzwi są z rannej mgły, a okna z pieśni i milczenia nocy.(...)
hmm... z tego co zauwazylam jestem lepsza jesli chodzi o zycie innych niz jesli chodzi o wlasne problemy:)
ale wracajac.
jestem szczerze ciekawa jakie sa realia zwiazkow. jakie sa wasze doswiadczenia.
Jestem mężatką od ponad 15 lat. Oboje z mężem nie ograniczamy się nawzajem, mamy wspólnych znajomych, z którymi chętnie się spotykamy, ale każde z nas ma również grono własnych, z którymi od czasu do czasu gdzieś wychodzi - ja do własnych przyjaciół, mąż z kolegami na przysłowiowe piwko. Na chwilę obecną razem uczestniczymy w kursie tańca, ale już ja sama uczęszczam do szkoły językowej i robię kilka innych rzeczy, które sprawiają mi niesamowitą frajdę, ale są tylko moje. Nie wyobrażam sobie zresztą, żeby ktoś miał mi podcinać skrzydła, kiedy chcę się rozwijać, realizować, spełniać własne marzenia. Wakacje, urlopy - tylko wspólnie.
Codziennie ze sobą rozmawiamy, razem pijemy herbatę, dzielimy domowymi obowiązkami i poważniejszymi sprawami. Nie zgadzamy się we wszystkim, ale to nam nie przeszkadza szanować wzajemne odmienności i poglądy. Nigdy nie zakładam z góry złej woli męża (kiedy się spóźnia czy czegoś nie zrobi- uznaję, że widocznie był tego jakiś ważny powód). Nie ,,strzelam fochów", nie wyręczam się, natomiast jeśli potrzebuję pomocy bez oporów o nią proszę i jeśli tylko jest taka możliwość - otrzymuję. Nie zgrywam księżniczki, nie oczekuję, że ktoś będzie myślał jak ja, odgadywał moje pragnienia (o tych po prostu mówię), był nadopiekuńczy (nawet kota można zagłaskać na śmierć
), rozwiązywał za mnie problemy, nawet jeśli czasem w przypływie bezradności potrzebuję, żeby mnie wysłuchał, a potem mocno przytulił. Nigdy nie uważałam, że mój mężczyzna musi być majętny czy mieć odpowiedni status społeczny, w końcu do wszystkiego dochodzi się razem i to zwykle najbardziej cieszy. Cenię swoją niezależność i swobodę, czasem muszę zatopić się na chwilę w swojej samotności i wtedy oczekuję zrozumienia tej potrzeby. Ja z kolei szanuję drobne ,,dziwactwa" męża, a oboje niesamowicie tę wzajemną akceptację doceniamy, w każdym razie wraz z upływem czasu dochodzę do wniosku, że ona dwoje ludzi naprawdę bardzo łączy.
21 2011-12-05 14:15:37 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-05 14:26:26)
ja mysle , ze najwazniejsze w zwiazkach jest zachowac te roznice pomiedzy JA , a MY.
To trudna sztuka. Kazdy sie jej uczy . Mysle , ze cale zycie.
I jeszcze mysle , ze Twoja przeszlosc na pewno ma znaczenie(tak jak przeszlosc kazdego czlowieka ma znaczenie). Ksztaltowala Twoja wrazliwosc, sposob patrzenia na zwiazki, myslenia o nich.
Ale nie tylko ona. My sami decydujemy przeciez w duzej mierze, co sie z nami dalej dzieje- po dziecinstwie. Wiesz o tym Aniu doskonale-studiujac psychologie .
Nie da sie nigdy tak dokladnie powiedziec co ma wplyw na co .
Wiesz , lubie Kafke. Przypomne Ci jeden cytat ( mowilas, ze studiujesz w Niemczech):
"Niemals ist es möglich, alle Umstände zu bemerken und zu beurteilen, die auf die Stimmung eines Augenblicks einwirken und sogar in ihr wirken und endlich in der Beurteilung wirken, darum ist es falsch, zu sagen, gestern fühlte ich mich gefestigt, heute bin ich verzweifelt. Solche Unterscheidungen beweisen nur, daß man Lust hat, sich zu beeinflussen und möglichst abgesondert von sich, versteckt hinter Vorurteilen und Phantasien, zeitweilig ein künstliches Leben aufzuführen, so wie sich einmal einer in einem Winkel der Schenke, von einem kleinen Schnapsglas genügend versteckt, ausschließlich mit sich allein, mit lauter falschen unbeweisbaren Vorstellungen und Träumen unterhält"
F. Kafka
dziękuję wam za wasze opinię.
bardzo pozyteczne jest takie inne spojrzenie na pewne sprawy.
tym bardziej ze tej wiedzy nbie moge a wrecz nie wolno mi czerpac od mojej mamy czy babka, ciotki (wszystkie maja bardzo autorytarne podejscie do relacji z mezczyznami, a dla zobrazowanie tego podejscia cytat mojej mamy (jak to mowila byla bardzo zdenerwowana, ale doskonale przekazuje jej prawdziwe podejscie): "chłop powinien sluchac cie jak pies", albo "chlop jest do zarabiania pieniedzy". moja mama (przez to ile krzywdy jej moj ojciec zrobil) ma chore podejscie do mezczyzn. traktuje ich jak gorsza rase, jak niemyslace, nieczule maszyny do robienia kasy i... kropka. nic wiecej .
sama wiec wyssałam od niej to podejscie. teraz (pomijajac aspekt wiedzy- bo wiem ze jest to patologiczna opinia) czuje ze to jest zle. czuje ze tak nie wolno. ze jest to podejscie, ktore sprawia ze jestem nieszczesliwa.
dlatego blagam o wasze relacje, o wasze doswiadczenia, o wasze opinie.
poznalam tego chlopaka ostatnio i znowu wszystko przebiega jak zawsze. poznalismy sie na imprezie, spedzilismy pare wspolnych wieczorow, nocowalismy u siebie nawzajem ( nie kochalam sie z nim) , jest slodkim normalnym, ambitnym mezczyzna, ktory tak jak ja eksperymentuje w zyciu, niby wie co chce osiagnac, ale jeszcze nie nadal temu formy ostatecznej.
a wiec jest on i on bardzo sie stara i jestem ja, ktora po tygodniu znajomosci zaczyna sie pytac : " czy jestem w stanie z nim byc? ", " czy chce z nim byc?", on coraz czesciej do mnie pisze i nalega (choc mu powiedzialam ze tego nie lubie). podswiadomie zdaje sobie sprawe, ze jest on wspanialym czlowiekiem ktory mnie nie zrani, ze bedzie dla mnie dobry. ale z drugiej strony ten wlasnie fakt przyprawia mnie o ciarki, bo zaczynam sie bac siebie samej, ze to ja go zranie i dochodze powoli do wniosku, ze zanim on sie zakocha lepiej zrezygnowac z relacji, bym ja nie musiala go potem potencjalnie zranic. czy to ma sens o czym napisalam? a potem uswiadamiam sobie ze skoro mam teraz tekaie mysli to znaczy ze tak naprawdę nie jestem zakochana i z tego wzgledu nie ma sensu prowadzic dalej tej znajomosci. ...
przepraszam zdenerwowalam sie.
nie potrafie objektywnie podejsc do tego toku myslenia. ale moja intuicja mi mowi ze jest w tej logice jakis blad, ale cholera ja go nie widze i popelniam ten sam blad za kazdym razem . za kazdym razem jak poznam mezczyzne glowie sie nad tego typu rzeczami i nie udaje mi sie przerwac tej spirali.
(...)ale moja intuicja mi mowi ze jest w tej logice jakis blad, ale cholera ja go nie widze i popelniam ten sam blad za kazdym razem . za kazdym razem jak poznam mezczyzne glowie sie nad tego typu rzeczami i nie udaje mi sie przerwac tej spirali.
Twoja intuicja dobrze mowi Ci.
W tej Twojej logice JEST blad. Dobrze , ze zdajesz sobie z tego sprawe- to juz krok naprzod.Moze pomoze , jak troche wyluzujesz, wlacz na"Leerlauf", sprobuj pozwolic sie toczyc, ja na to tu mowie "gleiten lassen " ;-)
Moze zbyt duzo analizujesz ? I to Cie dobija?
" Czego od nich oczekiwałaś i co dostawałaś od nich, że Ci nie wystarczało?"
wiesz... opieki, tego by byli na kazde moje zawolanie, bezgranicznego poswiecenia, tego by byli, rozumieli, troche by " znosili te kobiece grymasy" by chcieli brnac przez zycie ze mna, by marzyli o tym o czym ja marze...
brzmi w sumie tak jak powinno wygladac w zwiazku
Na każde zawołanie? Nie jesteś księżniczką. Chcesz zrobić z faceta niewolnika. Mężczyzna nie może4 mieć własnych marzeń? Dlaczego ma marzyć o tym, o czym ty marzysz? A teraz odwróćmy role. Dlaczego Ty nie możesz marzyć o tym o czym marzy facet?
"brzmi tak jak powinno wyglądać w związku" Napisała studentka psychologii... Dziewczyno tak nie wygląda związek, Co najwyżej tak wygląda chory związek.