Witam,
Zacznę może od tego, że nie mam z kim porozmawiać na temat mojego małżeństwa... już od dłuższego czasu zresztą. Może dlatego trafiłam na to forum, szukajac jakiejs odpowiedzi w necie na zachowania, które zachodza w moim zwiazku. Nie jest mi latwo się zwierzac, raczej jestem skryta osoba, jeżeli chodzi o sprawy osobiste wiec może lepiej mi bedzie napisac o tym do osób, ktorych nie znam, ktore mnie nie znają....może wtedy mi bedzie lepiej wydusić z siebie co mnie boli w moim męzu.... ![]()
A więc strasznie mnie boli zachowanie mojego męża i podejcie do niektorych spraw jak np pieniadze. Non stop mi wypomina to co on kupili daje do zrozumienia, ze ja bez niego zgine. Dodam iż jestem mama dwu letniego synka, wiec obecnie jestm na urlopie wychowawczym, nie pracuje tylko zajmuje się domem i wychowaniem dziecka. Staram się jak moge, dom jest awsze wysprzatany, pranie zrobione, dziecko zadabane, przed domem wysprzatane ( mieszkamy w domku). Jemu ciągle jest źle, nie ma w ogole sacunku do tego co robie, nie docenia tego, że ma zawsze wyprasowane koszule do pracy, ze wszstkie jego rzeczy sa na swoim miejscu. Z natury jest starsznym balaganiarzem, przy nim i tak malym dziecku w domu poprostu czasami opadam z sił i nie wytrzymuje. Ale on tak jakby mial wszystko gdzieś.... twierdzi ze i tak nic nie robie bp TYLKO siedze w domu z dzieckiem. Któregoś dnia się wkurzylam, poprosilam go aby, jak pali papierosa przed domem wyrzucil go do popielniczki wtedy on z czysta złośliwością zgasił go przed drzwiami na betonie i wszsedł do domu. Powiedzialam dosyć! Wiec nie uprasowałam mu koszuli do pracy, myślalam ze da mu to cos do myślenia, ale nic. Uslyszalam tylko, że skoro nie wyprasowalam koszuli to wtakim razie skończy mi się życie jak pączek w maśle, skończy się opłacanie za mnie ZUS-ów w jego firmie ( jestem u niego zatrudniona ), skończy mi sie wszystko. Tylko problem w tym, ze poza jedzeniem do domu to on nic nie kupuje i na nic mi nie daje....Jego złośliwośc poprostu i materializm nie zna granic. Wszystko obraca w pieniadz! Rok temu zaproponował mi kupno auta, bo mieszkamy daleko od centrum wiec auto jest rzecza niezbedna, chociazby pojechac z dzieckiem na zakupy itp. Zgodzilam się, ale to byl moj najwiekszy blad! Przez caly czas wysluchiwalam ze auta jest jego, ze starcil na aucie itp. Nie raz rzucilam mu kluczykami zeby brał je w cholre i sie juz demnie odczepil. Ale zawsze jakos załagadzal sytuacje. Teraz juz naprawde nie wytrzymuje ciągłego wypominania, obracania wszystkiego w pieniadz! Przeciez ja jestem matka jego dziecka, wychowuje je, staram sie zeby bylo dobrze....a on poprostu tego nie docenia i uwaza ze to jest moj obowiazek, robić to co on chce w domu i sie poprostu zajechac! żadnej wdziecznosci z jego starony, żadnej! A najgorsze jest to, że uwaza ze ja bez niego zginę!!!! Myśli tylko o sobie!
Dodam, że moj mąż to typ czlowieka, ktory obcemu bedzie naskakiwal do granic możliwości, wręcz w tyłek wchodził a swojego potrafi zgnoić. Potrafi stwarzac pozory kochajacego i troskliwego męża, który zrobi wszystko dla dobra swojej żony a w rzeczywistości jest inaczej... tak jak napisałam, mysli tylko o sobie!!!!! I co gorsza nie ma do mnie w ogole szacunku! Dla niego nie istnieje słowo NASZE jest tylko MOJE! Ale obcym to by nieba przychylił.
I teraz jaki jest sens, życia w takim zwiazku? Jak mu przetłumaczyć co ta naprawde jest ważne w życiu? A może to jest taki typ człwieka który nigdy nie będzie potrafil żyć w związku? Sama nie wiem....